The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 26 2019 00:32:00   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Potęga miłości 4


– Eee... – Czuł się jak uczniak dumający przy tablicy nad rozwiązaniem zadania. – Przepraszam, że musiałeś czekać. – Tylko oddech w głośniku mówił mu, że po drugiej stronie ktoś jest, a i widok potwierdzał, że Justin go słucha. – Od kilku nocy miałem problem ze snem i dziś popołudniem położyłem się i... Sam się pewnie domyślasz, że przysnąłem. Ale mniejsza z tym. Cieszę się, że odebrałeś telefon i w ogóle przeczytałeś mój list. – Pięknie teraz włączyło mu się paplanie Christiana. Czuł tak wiele w związku z tą chwilą, że musiał usiąść, bo mu miękły nogi. Ha, jemu. Mięknie jak ciepłe masełko przy tym mężczyźnie. Och, ludzie on cieszy się jak głupek z tego, że gada przez komórkę. Tylko mówi nie do byle, kogo. – W liście wiele napisałem, ale nie tyle, co bym chciał ci powiedzieć. Trudno jest prowadzić monolog, ale ważne, że słuchasz. – Jak tu się zaś ma skupić na rozmowie, kiedy znów jest szaleńczo podniecony? Próbował tamować swój szybki oddech. Miał wrażenie, że tak wiele zdradziłby, a on nie chciał spłoszyć Justina.

***


Słuchał tego głosu jakby był kołem ratunkowym w tym, co ciągle go otaczało. Ten głos był światełkiem w ciemności. Dario z każdym słowem przechodził do delikatnego szeptu. Mówił, że chciałby z nim porozmawiać, przytulić i pomóc mu. Justin każde słowo chłonął jak gąbka wodę. To nie było to, że się nasłucha i zaraz pobiegnie do niego zapominając o wszystkim. To po prostu był początek czegoś, co dopiero mogło acz nie musiało nadejść. Być może Dario dopiero znalazł klucz do kajdan strachu, jakie go spętały, ale jeszcze nie miał możliwości użyć tego narzędzia. Możliwe, że Justin mu na to nie pozwalał. Przecież to, że rozmawiają nie sprawia, że się nie boi. On po prostu od dawien dawna odczuł spokój. W ten sposób mogą się kontaktować. Gdy mężczyzna będzie mówił, będzie dobrze, lecz nie wyobrażał sobie stanąć z nim twarzą w twarz. Ciągle ten wystraszony chłopiec krzyczał, że to może być coś złego. W tej chwili starał się nie słuchać innych głosów. Teraz czerpał z chwili przyjemności. Głos nie zrobi krzywdy.
– Chcę byś wiedział, że nigdy nie zrobię czegoś, czego nie zechcesz. Pragnę byś się mnie nie bał. Mam wrażenie, że we mnie widzisz większe zagrożenie niż w innych. Nie mam ci tego za złe, kochany i dam ci czas na wszystko. – Słowo „kochany” wylało lawinę niesamowitych przeżyć, które sądził, że już dawno minęły. Po raz pierwszy od lat nawet jego ciało reagowało. Czuł już zapomniane napięcie w kroczu i rodził się w nim głód. Chciał się odezwać. Kilka razy otwierał usta w czasie krótkich chwil milczenia, lecz jego struny głosowe były tak mocno ściśnięte, że wypowiedzenie słowa było cięższe niż pokonanie wpław Oceanu Atlantyckiego. W każdym razie takie odnosił wrażenie.
– Justin? – Imię zostało wypowiedziane w taki sposób, że jego właściciel miał wrażenie, że parna noc robi się bardziej duszna. Ogarnął go ogień w podbrzuszu. Słyszał, że partnerzy na siebie reagują zwierzęcym instynktem, ale on sądził, że nie jest już mężczyzną. Tymczasem okazało się, że jego członek nie nadaje się tylko do sikania. Koń by się uśmiał na te jego wszystkie myśli, ale taka prawda. Nie potrafił się podniecić. Zamknął się na wszystko, co dawała dusza, serce i ciało. Skrył się w swej skorupce i ta powoli dzięki jednemu słowu oraz głosowi zaczęła pękać. Lecz do rozbicia jej była daleka droga.

***


– Justin – powtórzył, kiedy usłyszał szybszy oddech mężczyzny. Bolało go to, że ten się nie odzywa, ale jeszcze bardziej to, iż nie może być tam przy nim. Usiadłby w drugim fotelu i po prostu był. Tak jak jest teraz. Powinien się cieszyć, że może mówić do niego i w ten sposób jakoś oswoić go ze sobą. Niestety każda dawka przyjemności woła o więcej. On chciałby więcej i dałby wszystko Justinowi. – Zależy mi na tobie. Z każdym dniem mocniej. Mam wrażenie, że wiążę się z tobą na odległość. Wiem, mogę wydawać ci się szalony, ale ostatnie dni jasno dały mi to do zrozumienia. Mimo że jesteś tak daleko ode mnie, to jesteś moim partnerem na teraz i na zawsze. Będę czekał na ciebie. Pamiętaj, że gdziekolwiek byś był, nawet najgłębiej skryty w koszmarze strachu, znajdę ciebie. Tego ciebie, jakim byłeś dawniej. Znalazłem cię raz i znajdę drugi raz. Potrzebuję tylko poszukać właściwego klucza. – Być może już go znalazł i wystarczy go tylko odpowiednio użyć. – Nie zrezygnuję, kochany.

***


Justin słuchał tego z mocno bijącym sercem. Ten głos, te słowa stawały się spokojną oazą na pustyni. Spojrzał w niebo, chmury przykrywały gwiazdy okrywając wszystko czarną pierzyną. Gdzieś w oddali, na horyzoncie błysnęło. Powietrze stawało się coraz bardziej duszne, co zwiastowało rychłą burzę. Po upałach każda burza w tym rejonie kraju, była groźna. Niosła ze sobą ulewne deszcze, potężne wiatry i masę wyładowań atmosferycznych. Zapowiadała się bardzo ciężka noc. Justin zaczął martwić się o Dario. Mężczyzna nie zdąży do domu przed burzą. Powinien już iść ze wzgórza. Chciał mu powiedzieć, że pragnąłby go słuchać długo, najlepiej do rana, ale martwił się, że Dario zmoknie. W dodatku rozmawia przez komórkę. Zmienni żyli długo, całe wieki, ale z łatwością można ich było zabić, więc nawet mały piorun mógłby... Och, nie powinien siać w swojej głowie czarnych scenariuszy. Powinien kazać mu stąd iść, lecz nie mógł wydobyć z siebie głosu. Znów zaczął się denerwować. Przez to wszystko podniecenie mijało. Jedyne, co mógł zrobić, to po prostu rozłączyć się.

***


Dario spojrzał na wyświetlacz zaskoczony przerwanym połączeniem. Czyżby powiedział za dużo i Justin wystraszył się słów? Zaczął przeszukiwać w głowie wszystko to, co wypaplał. Aż dziwił się sobie, że słowa przychodziły mu tak łatwo i nie kłamał, nie opowiadał bajek, by kogoś zaciągnąć do łóżka. To wszystko, co mówił płynęło prosto z serca. Chciał wykonać ponowne połączenie, ale wtedy przyszła do niego wiadomość tekstowa. Odczytał ją i na ustach wykwitł mu głupi uśmiech. „Burza idzie. Wracaj do domu. Dziękuję.” Kilka słów, chociaż niewypowiedzianych, ale napisanych nabrało ogromnego znaczenia stając się skarbem dla Daria. Doskonale zrozumiał, o co mężczyźnie chodziło, więc odpisał: „Dobrej nocy, kochany mój. Jestem dla ciebie, a ty jesteś dla mnie. Razem stanowimy całość. Pamiętaj o tym. Pisz, kiedy będziesz chciał.” Zapewne dla wielu było kiczem to, co mówił lub pisał, lecz nawet jakby ktoś się miał śmiać z jego słów to miał to gdzieś. Mógł, chciał i zamierzał traktować swego partnera jak bezcenny skarb. Okazywać, co czuje. Nie można wstydzić się uczuć. Choćby Daniel, taki poważny przywódca, a potrafi nie chować się z tym jak bardzo kocha swych partnerów. On też nie ma zamiaru udawać twardziela. Justin zbudził w nim nieznaną stronę i chciał, aby ta istniała.
Nie otrzymał odpowiedzi, a Justina nie było już na ganku, więc i on ruszył w stronę Arkadii. Nie zdążył wsiąść do zaparkowanego na poboczu samochodu, gdy grube krople deszczu zaczęły obmywać jego ciało robiąc mu z każdą chwilą deszczowy prysznic, a niebo, co rusz rozświetlały błyskawice.

***


Przedzierające się przez chmury, pioruny jeden za drugim uderzały w najwyższe szczyty i okolice miasteczka. Ulewny deszcz lał się z nieba, chwilami stając się nieprzeniknioną ścianą wody. Jakby ktoś zrzucił na Camas wodospad Niagara. Silny wiatr wzmagał szaleństwo nawałnicy. Noc w Arkadii była bardzo niespokojna. Wielu pozostało w swych domach, ale kilku zmiennych wolało ten czas spędzić w dużym budynku. Dario zdążył się już wysuszyć, ale nie poszedł spać, na wszelki wypadek gdyby coś złego się działo. Niespokojnie siedział w salonie i co rusz patrzył na telefon w swej dłoni. Nie wiedział jak Justin znosi taką pogodę. Na szczęście nie był sam. Udawał, że nie widzi pełnego ciekawości wzroku Christiana, który trzymał na kolanach swego syna o blond włosach. Dzieci się obudziły przestraszone teatrem, jaki rozgrywał się na dworze i ich ojcowie mieli teraz ręce pełne roboty próbując je uspokoić.
– Ile to już trwa? – zapytała jedna z kobiet.
– Z godzinę – odrzekł Martin. – Prawdopodobnie jutro drogi będą pełne mułu i błota. – Podszedł do Daniela i wziął z jego rąk Steffi.
– Rankiem trzeba będzie wziąć się za solidne sprzątanie – rzekł Daniel.
– O ile przestanie padać – dodał Robert odrywając wzrok od okna. – Z tego, co wiem, to z gór może poznosić masę ziemi i kamieni. Wicher łamie gałęzie. Okolice jeziora i północna strona lasu mogą wymagać oczyszczenia.
– Przejdę się jutro, jak zrobi się pogoda, i sprawdzę teren na południu – zaproponował Dario. Tęsknił za obowiązkami bety, więc chociaż tak pomoże sforze. – Wydaje mi się, że nawałnica minie i huraganu nie będzie. Pójdę się położyć. Jakby, co, to mnie budźcie. – Wstał. Chciał iść spać i chociaż na chwilę zagłuszyć tęsknotę.
– Najlepiej by było gdybyśmy wszyscy poszli spać. Jutro będziemy chodzić nieprzytomni – powiedział Martin. – Sądzę, że dzieci już się przyzwyczajają do szalejącej pogody. – Wskazał na zasypiającą w jego ramionach brązowowłosą dziewczynkę.
– Masz rację trzeba je położyć, ale najpierw pozwólcie, że chwilę porozmawiam z Dariem na osobności. – Christian energicznie poderwał się z kanapy zostawiając syna w ramionach młodej samicy. Dogonił Daria zanim ten wspiął się na schody. – Poczekaj.
Dario obejrzał się za siebie. Skąd on wiedział, że ciekawość nie pozwoli młodemu smokowi na czekanie do jutra, kiedy to zapewne spotka się z przyjacielem i wszystkiego dowie. Nie chcąc go męczyć, już i tak wystarczająco go przytrzymał w niepewności, powiedział:
– Odebrał. Jak przewidywałeś, nie odezwał się, ale słuchał. Potem, kiedy nadeszła burza, rozłączył się, lecz napisał smsa. – Wyszczerzył się jak głupi do sera na wzmiankę o tym. – To więcej niż sądziłem, że dostanę – mówił rozmarzonym głosem.
– Cieszę się z tego powodu i tego, że właśnie to ty okazałeś się być jego partnerem.
– Gdyby inny się nim okazał, może nie bałby się tak...
– Nie prawda. Tak samo wszystko by odczuwał. – Czasami ciężar tego, co spotkało Justina przytłaczał go, ale trzymał tajemnicę szczelnie zamkniętą. Tylko Justin miał prawo do mówienia o sobie takich rzeczy.
– Nie jestem miłym facetem – wycedził Dario.
– Pierdzielisz. Jesteś miły i sam o tym nie wiesz. Potrafisz pomóc, komu trzeba. Zawsze można na ciebie liczyć. Nie słuchaj tego, że mówią, iż jesteś agresywny. Przeszłość nie może ciągnąc się za tobą. Daniel mi mówił, jaki byłeś w wieku nastu lat. Co potem robiłeś. Jak ciężko panować ci nad sobą. Dałeś temu przykład ostatnio. – Dario odchrząknął i poruszył się niespokojnie, jakby w zawstydzeniu. – Lecz rozumiem, w jakiej jesteś sytuacji. Przeszłość, cierpienie, tęsknota – kontynuował Christian – wyzwala różne instynkty. Również te złe. Wiem, że jesteś ciepłym facetem. Szkoda, że nie widzisz siebie, tego jak mówisz o Justinie i jaką masz wtedy twarz. Jesteś zakochany po uszy. Dasz radę zdobyć jego serce. Kilka tygodni temu zrezygnowałeś i dobrze. – Podniósł rękę, by mężczyzna mu nie przerywał. – Dobrze zrobiłeś, gdyż nie byłeś gotowy do wytrwania. Dopiero teraz masz moc. Ona jest tutaj. – Christian położył dłoń w miejscu serca mężczyzny.
Dario nie wiedział, co powiedzieć. Czuł się podbudowany tymi słowami i miał jeszcze większą zachętę do walki o zdobycie Justina. Widział jak do holu wchodzi Daniel, ale nie podszedł do nich. Stał i czekał, aż Chris będzie wolny.
– Nadal mnie ciekawi, co takiego stało się, że jednak nie chcesz odrzucić Justina, mimo że to uczucie i wieź partnerska może być trudna do związania się w pełni.
– To była chwila – odpowiedział Dario. – Popchnięcie we właściwym kierunku zawdzięczam pewnej znajomej wampirzycy. Powiedziała, że o szczęście trzeba walczyć. Poddając się można stracić wszystko.
– Mądra kobieta. – Chciał jeszcze coś dodać, ale został przyciągnięty do boku Daniela, który uznał, że koniec tej rozmowy i nie zamierzał pozwalać na dalsze męczenie Daria.
– Daj Dariowi spokój, ty moje ciekawskie słoneczko. – Pocałował go z czułością w skroń.
– Ja chcę tylko pomóc miłości. – Przytulił się do partnera.
– Danielu, masz bardzo mądrego partnera – przyznał Dario.
– Wiem. Jest seksownym, uroczym i słodkim gadułą. – Odsunął się zanim dostał lekkiego kuksańca w bok, a potem pociągnął Chrisa do salonu mówiąc, że muszą wziąć dzieci do spania.
Dario westchnął. Miał wielką ochotę na kontakt z Justinem. Przez chwilę zastanawiał się czy napisać do niego smsa, bo bał się go obudzić, lecz zanim dotarł na piętro już wpisywał pierwszą literę.

***


„Wybacz, że pewnie cię obudziłem, ale nie potrafię powstrzymać się przed powiedzeniem ci dobranoc. Wiem, że jest już druga w nocy i już raz ci to mówiłem, lecz pragnę wyszeptać ci to do ucha. Dobranoc, kochanie.”
Odczytał wiadomość i lżej mu się zrobiło na sercu. W taką noc nie spał. Zresztą ostatnio mało sypiał. Wziął głęboki oddech i odpisał do niego.
„Nie spałem. Trudno spać, gdy za oknem burza. Też ci życzę dobrej nocy. Dotarłeś do domu bez szwanku? I czemu jeszcze nie śpisz?” Nie wiedział, czemu dopisał pytania do tego. Zrobił to podświadomie, jakby chciał podtrzymać konwersację. Przez chwilę zastanawiał się czy ich nie skasować, ale w końcu zrugał siebie za tchórzostwo i sms poleciał do adresata. Odpowiedź nadeszła po kilku minutach i na nią też odpisał. Rozmawiali w ten sposób przez godzinę. Dla Justina taka forma wymiany informacji, była najlepszą w takiej sytuacji. Po co dzwonienie jak i tak, by się nie odezwał. Tak to wymienili kilka informacji o tym jak minął im dzień, chociaż on był w tym bardziej powściągliwy. To wszystko ukoiło go na tyle, że po raz pierwszy od dawna spokojnie zasnął z telefonem w ręku.

***


Dario nie otrzymał odpowiedzi na kolejnego, smsa i tym razem domyślił się, że mężczyzna zasnął lub wyładowała mu się bateria. Sam nie zwrócił uwagi na czerwony migający wskaźnik baterii w swoim telefonie. Odłożył go na szafkę stojącą przy łóżku i zakopał się w pościeli zasypiając we wtórze oddalających się grzmotów.

***


Miał sen. Piękny sen, w którym był normalny. Potrafił kochać, wierzył w siebie, ufał innym i czerpał przyjemność będąc tulonym przez silne ramiona. We śnie nie był sam. Istniał wraz z partnerem u boku. Trwając przy nim. We śnie nie było strachu, bólu, tylko bezpieczeństwo i czułość.
Otworzył oczy i nadal wszystko pamiętał. W tym śnie nie było obrazów, lecz same odczucia, które przywoływały nikły uśmiech na usta Justina. Po raz pierwszy nie dręczyły go koszmary. To jakiś cud. Jego zmęczone życiem dusza i ciało potrzebowały impulsu, by żyć. Zawiesił wzrok na leżącym obok telefonie. Może tego cudu, impulsu dostarczył mu ktoś, z kim nocą wymieniał smsy? Te kilka wiadomości sprawiło, że coś w nim poruszyło inną strunę, tę odpowiedzialną za przyjemności. Wzniecały nareszcie coś dobrego. Po raz kolejny odczytał wszystkie wiadomości i zorientował się, że na ostatnią nie odpisał. Usiadł opierając plecy o ścianę za nim. Zastanowił się, co miał napisać.
Wystukiwanie na małej klawiaturze kolejnych liter, z których powstawały słowa coraz łatwiej mu przychodziło. Nie to, że nie umiał pisać. Umiał, tylko zwyczajnie nie wiedział, co. Do głowy jednak napływały mu odpowiednie myśli i przekazywał je na tekst. Zaraz jednak przyszła refleksja. Jakby jego druga strona zabrała głos. Jak długo Dario będzie zadowolony tylko z takiego kontaktu? Miał wierzyć w jego słowa, że mężczyzna będzie czekał? Co jak zmienny wilk nie miał, na co czekać? Co jak on nigdy się nie zmieni i nie pozwoli na bliski kontakt ze swym partnerem? Nawet nie był w stanie mówić do głupiego głośnika w telefonie, a co dopiero... Byłby kimś złym skazując partnera na cierpienie czekania. Nie mógł dawać mu nadziei.
Odrzucił telefon nie kończąc wiadomości. Tak będzie lepiej. Zero kontaktu oznacza brak nadziei i na pewno Dario zrezygnuje z niego rozumiejąc, że nie ma sensu starać się o kogoś takiego nijakiego jak on. Gdyby teraz był przy nim Christian i zastałby obecną sytuację nazwałby go głupcem. Miałby rację. Był głupi, beznadziejny, do niczego się nie nadawał. Nawet do kochania. Nie chciał męczyć Daria, więc lepiej od razu przerwać tę cienką nić ich wiązania. Dario może mieć wielu mężczyzn i każdy może mu dać bardzo dużo. Przede wszystkim siebie i miłość, bo on był pewny, że mu tego nie da. Co to za związek na odległość? To nie ma sensu. Przekonany o słuszności swojej decyzji, nie biorąc pod uwagę głosu tego, jaki gdzieś tam w nim wołał, że chce swojego partnera, ponownie ułożył się do snu pogrążając się w depresji i czarnych myślach. Przez chwilę jeszcze, kładąc głowę na poduszce patrzył smutnymi oczami na telefon. Niepewność, lęk, niepokój znów wróciły odpędzając chwilową radość tam, gdzie miała zostać ponownie zapomniana. Zamknął oczy i po kilkunastu minutach znów śnił. Tym razem to nie był piękny sen, ale znany mu koszmar. Obrazy wyświetlały się bardzo wyraźnie. Z tym, że on nie był obserwatorem. W pełni w tym uczestniczył, a kolejne baty odczuwał na swoim krwawiącym ciele. Wraz z tym dawny Justin, ten wesoły, szczęśliwy chłopak, znikał, a na jego miejscu pojawiała się wystraszona kukła z pokaleczoną duszą, której nic nie potrafiło uleczyć.

***


Sheoni spojrzała z miłością w oczach na swego ukochanego. Wiedziała, że Jacob ma wiele zmartwień z powodu brata. Złapała go za rękę nie pozwalając dopiąć koszuli.
– Chciałabym z tobą chwilę porozmawiać.
– Już późno. Zaspaliśmy, a trzeba wziąć się za uprzątnięcie skutków nocnej nawałnicy.
– Nie zajmę ci dużo czasu. Nadal nie porozmawiałeś z Dariem – stwierdziła – dlaczego?
– Wybacz, kochanie, wiem, że obiecałem, ale mam masę pracy. Ostatnio wszystko spada na moją głowę. Justin spędza mi sen z powiek, nasz beta odchodzi i muszę znaleźć kogoś nowego, do tego odeszło kilku kupców i nie mam, komu sprzedać młodych ogierów. Może trzeba było zająć się bydłem nie hodowlą koni?
– Bzdury gadasz. Nie pierwszy rok się tym zajmujesz i nieraz były trudności, a wychodziliśmy na swoje. Utrzymasz sforę. Biedni nie jesteśmy, a ludzie pracują na utrzymanie grupy. – Nie mogła pozwolić, by i jemu udzielił się pesymizm. – Pierwsze, co zrób, to zadzwoń do Daria. Jak nie masz jego telefonu to skontaktuj się z alfą Alston on ci poda numer. Mam wrażenie, że rozmowa z Dariem Monahanem pomoże tobie przyswoić informację, że on będzie walczył o swojego partnera.
– Nie chcę, aby go skrzywdził. Wiem, co chcesz powiedzieć, moja miłości. – Objął ją delikatnie. – Że partnerzy więzi nie mogą skrzywdzić tej jedynej osoby. Chodziło mi raczej o to, że sama jego obecność doprowadza Justina do nastrojów, które mi krają serce.
– Nie uchronisz go przed życiem. Dario to porządny samiec. Zresztą sam mówiłeś, że Justin już nie reaguje jak wcześniej. Wtedy to dla niego była szokująca sytuacja. Nie spodziewał się, że znajdzie partnera. – Cmoknęła Jacoba lekko w usta i odsunęła się. – Posłuchaj mojej intuicji. Nigdy mnie nie zawiodła. Justin znalazł to, czego szukał i zrozumie, że to najlepsze, co go spotkało. Tylko Dario musi wiedzieć, że może się o niego starać.
– I tak to robi. Nie zapominaj o liście i telefonie.
– Mądry facet. – W elektronicznej niani dało się słyszeć płacz dziecka. – Ben się obudził. Zmykam do naszego syna, a ty...
– Tak, tak. – Był wielkim alfą, przywódcą, a bycie pod pantoflem tak mądrej kobiety nawet mu odpowiadało. Czasami.

***


Wybudził go dźwięk pracujących pił. Wstał z łóżka i wyjrzał przez okno. Na dworze już nie padało. Kilkoro zmiennych pracowało nad odsunięciem błota ze ścieżek pokrytych betonową kostką, a inni piłami łańcuchowymi cięli na niewielkie klocki powalone wiatrem konary drzew.
– Szlag – przeklął Dario. – Mogli mnie obudzić. – Zaczął krążyć po pokoju i naprędce się ubierać. Przysparzało mu to sporo problemów, gdy skakał po sypialni próbując założyć na stopę skarpetę i jednocześnie szukał reszty swego ubrania. Raz omal nie wywinął orła naciągając odnalezione czarne jeansy, a drugi raz chciał założyć koszulkę z długim rękawem tył na przód. Tak to jest w pośpiechu. Chcesz szybko, a i tak ci dłużej nad tym schodzi. Do tego dołączane przekleństwa także nie pomagały. Kiedy w końcu, jakimś cudem, był gotów do wyjścia złapał telefon od razu wsuwając go do tylnej kieszeni jeansów. Roztrzepał palcami włosy próbując je jakoś ułożyć i zbiegł na dół. Udał się prosto do kuchni po porcję czarnej kawy. Postawi go na nogi dając solidnego kopa.
– Hej – przywitał się z jedyną obecną w kuchni osobą. – Czemu nikt mnie nie obudził?
– Próbowaliśmy, ale spałeś jak zabity – odparł Christian karmiąc Felicję butelką wypełnioną mlekiem. – W sumie dopiero dziesiąta. Patrząc na to, o której poszło się spać...
– To żadne wytłumaczenie – burknął Dario nalewając sobie kawy z ekspresu. Lubił parzoną, a nie taką, lecz nie będzie grymasił. – Każda pomoc się liczy.
– Spokojnie, dopiero zaczęli. Rano jeszcze lało jak z cebra. – Odstawił butelkę na stolik obok komórki Daniela.
– To mnie pozostaje obejść teren wokół. Zacznę od południa jak w nocy wspominałem. Tam z gór mogło pościągać zwały błota.
– Podobno tam są osuwiska, więc uważaj. Fel, powiedz wujkowi, aby uważał. – Dziewczynka zapiszczała. – Widzisz? Rozumie.
– To zmienna, wszystko rozumie. Na mnie pora. – Odstawił niedopity napój.
– Nic nie zjesz?
– Nie jestem głodny.
– Widzisz wujcio żyje miłością. Kocha wujka, którego jeszcze nie znasz, ale poznasz. Dario znajdzie sposób by być z tym, kogo przeznaczył los – tłumaczył córeczce, gdy zostali sami. – Wujek najpierw się poddał, ale zmądrzał i zaczął walczyć. Chciałbym, oczywiście jak dorośniesz, żebyś spotkała takiego cudownego mężczyznę jak Dario. No albo kobietę – dodał po chwili. – Ech, po co ja ci to mówię?

Monahan nie chciał podsłuchiwać, lecz mimowolnie zatrzymał się, gdy wypowiedziano jego imię. Christian w niego wierzył. Zastanawiał się, jaki stosunek miały do tego alfy, chociaż znając ich kibicowali nowo rodzącemu się związkowi.

***


Chris usadowił córeczkę w wózku i okrył ją kocykiem. Reszta dzieci przebywała na piętrze z nianią. Jeszcze spały.
– To teraz... – przerwał, gdy rozdzwoniła się komórka Daniela. – O, to ktoś do tatusia. Zapomniał telefonu. Odbierzemy, bo to może coś ważnego. – Podszedł do stołu i wziął w rękę komórkę. Nacisnął klawisz z zieloną słuchawką i przystawił aparat do ucha. Zanim zdołał otworzyć usta, ktoś po drugiej stronie odezwał się pierwszy.
– Danielu, burza nie wyrządziła wam... – Dalej już nie słyszał, bo komórka wypadła z ręki Christiana, który czuł jak lodowaty dreszcz wspina się po jego kręgosłupie. Znał ten głos. Znał i pamiętał, aż za dobrze. Czując jak bliski jest omdlenia z trudem dotarł do krzesła i usiadł na nim ciężko. Wokół przestało wszystko istnieć, a czas się cofnął do tamtej nocy, kiedy go porwano.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum