The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 19 2019 13:03:09   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Na zakręcie 8


Jechali dość długo, a krajobraz zmieniał się niczym w kalejdoskopie. Gdy nadszedł wieczór, w końcu dojechali do stóp góry, której wierzchołek ginął wśród chmur. Rozbili obóz. Jak zwykle Adam musiał wszystko robić sam, jednak tym razem Michał nie wyciągnął butelki z wódką, tylko siedział z dziwnie zaciętą miną. Adam zagotował posiłek. Zjedli w ciszy i w ciszy poszli spać.
Wstali dość wcześnie. Po szybkim śniadaniu Adam spakował obóz. Podeszli pod górę.
- Gdzieś tu musi być wejście, albo coś innego, co nam pozwoli się dostać na szczyt – stwierdził Michał. – Musimy to znaleźć. Ty idź w lewo, aj w prawo, tak szybciej znajdziemy. Albo zejdziemy się po drugiej stronie góry.
Adam bez słowa ruszył, jak kazał mu brat. Szedł już dobrą chwilę i zmęczenie zaczynało się wkradać w kończyny, gdy w końcu zobaczył ogromne rzeźbione lodowe wrota.
- Michał! – krzyknął w stronę z której przyszedł, jednak nie otrzymał odpowiedzi. Zaczął się zastanawiać czy się wrócić, gdy nagle wrota otworzyły się. Wahał się jeszcze tylko chwilę. Wszedł do środka. Wrota zamknęły się za nim. Przestraszony rzucił się w ich stronę próbując je otworzyć, lecz był zbyt słaby. Westchnął ciężko. Teraz nie było odwrotu. Ruszył przed siebie korytarzem, po którego obu stronach stały lodowe rzeźby rycerzy. Miał wrażenie jakby korytarz ciągnął się w nieskończoność. W końcu dotarł do lodowych schodów. Zaczął wchodzić. Czuł się dziwnie. Niby wszystko było z lodu i opruszone śniegiem, jednak mimo to nie czuł zimna. W końcu dotarł do ogromnych drzwi. Próbował je otworzyć. Ze zdziwieniem stwierdził, że poddają mu się. Za drzwiami dojrzał ogromną salę balową z kryształowymi lodowymi żyrandolami. Właśnie dotarł na je środek, gdy usłyszał otwieranie drzwi. Odwrócił się w stronę skąd dochodził ten głos i zobaczył Mariusza wchodzącego przez kolejne drzwi.
- Więc też znalazłeś wejście – stwierdził mało inteligentnie.
Niestety Mariusz nie odpowiedział. Nie zdążył. Gdzieś nad ich głowami rozległo się klaskanie. Podnieśli wzrok i na dość sporym balkonie zobaczyli stojącego pana włości.
- Gdzie jest Monika! Gadaj sukinsynie! – wykrzyknął wściekle Mariusz.
- Oj, co tak ostro? – zapytał rozbawiony białowłosy. – po pierwsze: powinieneś się grzecznie przywitać, gdy idziesz gdzieś w gości, po drugie: wtargnąłeś do mojej samotni. Ja cię tu nie zapraszałem.
- Oddawaj Monikę!
- Ajajajaj. Nieładnie, nieładnie… Skoro nie chcesz przestrzegać reguł tego domu, może więzienie czegoś cię nauczy. – Zaklaskał w ręce. Na ten dźwięk wszystkie drzwi prowadzące do Sali otworzyły się i weszły przez nie futrzaste stwory. – Poznaj moje sługi. Tak dla ścisłości, to są yeti. Zaprowadzą was do pokoi, które staną się waszymi już do końca życia.
- Nie możesz! – Mariusz zaćżłą się wyrywać, jednak uścisk trzymającego go yeti był zbyt mocny. Został podniesiony w górę i zarzucony na ramię.
To samo stało się z Adamem. Jednak ten w przeciwieństwie do brata nie rzucał się. Pięć minut później siedzieli w swoich celach, oddzielnie.
- Rozgośćcie się – powiedział Król Śniegu. – Moje yeti będą wam przynosiły jedzenie, gry i książki, żeby wam się nie nudziło. A gdyby jednak wam się znudziło, możecie pobawić się składaniem luster.
- Jakich luster? – zapytał Adam.
- Stoją za wami.
Adam spojrzał za siebie. W najdalszym kącie jego więzienia stało ogromne lustro, a raczej jego rama. Obok niego stał kosz z kawałkami szkła.
- Jeśli uda wam się poskładać te lustra, rozważę wypuszczenie was.
- Ale to niemożliwe – wystękał Adam – tyle odłamków… to zajmie wieczność.
- A więc zostaniecie tu na wieczność – roześmiał się Król Lodu, po czym odszedł.
- Cholera! – wykrzyknął Mariusz. Adam nie widział go, gdyż ich cele były obok siebie, lecz słyszał jak brat wściekle chodzi po pokoju i próbuje rozbijać ściany. Sądząc po jego wściekłych okrzykach nie wychodziło mu to.
Adam westchnął ciężko. Rozejrzał się uważnie po swoim więzieniu. Chociaż ściany były z lody, to jednak nie było czuć chłodu, a widok uprzyjemniały różne futra porozkładane wszędzie gdzie tylko można było: na łóżku, fotelach, podłodze. Usiadł na jednym z foteli, futro nie tylko dawało ciepło, ale też wygodę siedzenia. Zajrzał do jednej z książek stojących na lodowym regale. Była jak najbardziej papierowa, jednak on jakoś nie miał nastroju na czytanie. Na innej z półek zobaczył laptopa. Uruchomił go. Niestety okazało się iż nie ma w nim Internetu, chociaż miał mnóstwo gier najróżniejszego rodzaju. Na nie też nie miał ochoty. Podszedł do lustra. Ostrożnie zaczął wyciągać poszczególne odłamki szkła z kosza i rozkładać je na podłodze. Szukał jakiegoś, od którego mógłby zacząć. Tak zawsze robił gdy układał w domu puzzle. Zawsze szukał brzegowych, by ułożyć z nich ramkę, którą potem sukcesywnie zapełniał kolejnymi. Teraz też postanowił tak zrobić, chociaż lustro nie miało kantów, było owalne. Ale i ono musiało mieć jakiś brzeg, którego krawędzie będą się odróżniać i innych. Parę minut później tak był zatopiony w tym zajęciu, że nawet nie zwrócił uwagi na yeti, który przyniósł mu posiłek. Dopiero zmęczenie wkradające się pod oczy oderwało go od tego. Ziewną potężnie i przeciągnął się by rozprostować kości. Zjadł zimne już jedzenia, a potem spojrzał na swoje dzieło. Przez cały ten czas znalazł zaledwie kilka kawałków. Westchnął ciężko. Zapowiadała się ciężka praca. Ale on był przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Tutaj przynajmniej nikt go nie popędza, nie krzyczy… Chociaż krzyki to słyszał cały czas. Był zdumiony, jak mocne płuca ma jego przyrodni brat. Ale szczerz mówiąc nic go to nie obeszło. Mariusz nigdy o nic nie myślał, no chyba, że chciał go poniżyć, dlaczego więc teraz on miał o nim myśleć? Chciał wrócić do układania lustrzanych puzzli, ale zmęczenie rozmywało mu ostrość widzenia. Zrezygnował więc i położył się spać. Łóżko, chociaż, jak wszystkie meble w jego celi wyciosane było z lodu, ale duża ilość skór sprawiała, że było w nim bardzo ciepło. Z przyjemnością zanurzył się w tej ciepłej miękkości.
Obudziły go promienie słoneczne wpadając przez lodową taflę, która pełniła rolę szyby. Adam przeciągnął się powoli. Dziwnie się czuł gdy nikt na niego nie wrzeszczał, że się obija, a tu tyle roboty na niego czeka. Wstał i niepewnie otworzył jedyne, poza wejściową krata drzwi, znajdujące się w jego więzieniu. Za nimi była łazienka. O dziwo nie była cała z lodu. Z prawdziwą przyjemnością umył się w ciepłej wodzie, wylegując w wannie do momentu aż woda ostygła. Kiedy wrócił do pokoju, ze zdziwieniem stwierdził, ze śniadanie już na niego czeka. Zjadł je z prawdziwą przyjemnością, delektując się każdym kęsem. Potem przeczytał trochę książki., pierwszej lepszej wziętej z półki. Niestety dobry humor popsuł mu Mariusz, który chwilę potem zaczął się na niego wydzierać, obwiniając go za całą tą sytuację i żądając by ich jakoś uwolnił. W pierwszej chwili chciał mu odpowiedzieć, że nie wie jak, że cały czas nad tym myśli, ale powstrzymała go przed tym jedna myśl. Dlaczego niby ma to robić? Do czego niby ma wracać? Co mu da uwolnienie się z tego więzienia? Pomijając fakt, że ma ograniczoną przestrzeń poruszania się, jest tu całkiem przyjemnie. Nikt do niczego nie zmusza, nikt nie ma o nic pretensji, jest ciepło i wygodnie, jedzenie jest bardzo dobre… Więc czy on na pewno chce wracać? Macocha, jak już raczy go zauważyć, traktuje go tak samo jak Mariusz, natomiast ojciec stracił zupełnie głowę dla swojej żony, kompletnie ignorując syna, więc żadne z nich nie będzie za nim tęsknić.
Wziął jedną z książek i ułożył się wygodnie na łóżku. Niestety krzyki Mariusza nie pozwalały mu się skupić. Zirytowany zaczął się rozglądać po pokoju i zaglądać we wszystkie zakamarki, szukając czegoś czym mógłby zatkać uszy. Ze zdziwieniem stwierdził, że w nocnej szafce leży para dousznych stoperów. Uśmiechnął się, gdy po włożeniu ich zapanowała cisza. Teraz mógł czytać. Kiedy już miał dość czytania wziął się za układanie lustrzanych puzzli. Tak był na nich skupiony, ze nawet nie zauważył upływającego czasu. I omal nie zszedł na zawał, gdy poczuł czyjeś dotknięcie na swoim ramieniu. Podskoczył przestraszony upuszczając trzymany kawałek lustra. Odwrócił się i zobaczył Króla Lodu. Przestraszył się i szybko cofnął się na czworakach. Widział jak tamten coś mówi, lecz nic nie słyszał. Przypomniał sobie, że ma stopery w uszach. Wyjął je.
- Widzę, ze jesteś inny niż twój brat – powiedział Król Lodu.
- Przyrodni brat – odparł odruchowo. – To znaczy?
- Posłuchałeś mnie i próbujesz złożyć lustro. Jeśli dobrze się spiszesz wkrótce cię uwolnię.
- A Monika? Ją tez wypuścisz?
- Wiesz co, może zjesz ze mną obiad?
Adam spojrzał na niego nieufnie.
- A gdzie podstęp?
- Nie ma żadnego podstępu. Po prostu chcę zjeść z tobą obiad. Jeśli się zgodzisz, odpowiem na wszystkie twoje pytania. Bo jakieś pewnie masz?
- No dobrze.
Adam zdziwiony patrzył jak na twarzy Króla Śniegu pojawia się lekki uśmiech. I zanim się odblokował tamten zniknął. Chciał się zabrać za układanie puzzli, lecz pojawił się yeti, który dał mu do zrozumienia, ze ma iść za nim. Posłusznie poszedł. Tak był tym wszystkim zaaferowany, ze nawet nie zauważył, że jego brat siedzi cicho.
Yeti zaprowadził go do Sali balowej, w której stał długi stół. Na jednym z jego końców stały nakrycia dla dwóch osób. Niepewnie usiadł przy jednym z nich, yeti stanął w pewnym oddaleniu za nim. Parę minut później dołączył do niego Król Mrozu.
Adam na początku był tak bardzo spięty, że jedzenie ledwo przechodziło mu przez gardło. Mimo jego obaw Król Mrozu zachowywał się przyjaźnie, jakby nie był groźnym facetem, a kumplem, który wpadł na herbatkę.
- Jesteś strasznie spięty – stwierdził w pewnym momencie Król Mrozu. – Rozluźnij się, bo kompletnie nie nadajesz się do rozmowy.
- Jak mam to zrobić kiedy nie znam twoich intencji? Najpierw nas więzisz grożąc śmiercią, a potem zachowujesz się przyjaźnie.
Król Śniegu zaśmiał się.
- Wybacz, jeśli cię wystraszyłem, nie to było moją intencją.
- A co?
- Po prostu chciałem miło spędzić czas. Już tak długo jestem sam. – Na jego twarzy pojawił się dziwny grymas, a Adamowi przez chwilę zrobiło się go żal.
- Przecież masz Monikę – zaryzykował. – Chyba po to ją porwałeś, nieprawdaż?
- Nie. Zrobiłem to tylko po to by zemścić się na mojej siostrze.
- Za co?
- Za to, że tak szybko ze mnie zrezygnowała.
- Nie rozumiem… - wybąkał niepewnie.
- Widzisz… - zaczął bawić się kieliszkiem do połowy napełnionym winem. – Byłem normalnym chłopakiem, jak ty. Miałem dwadzieścia lat gdy zostałem porwany przez Królową Śniegu. Powiedziała, że spełni każde moje życzenie gdy z rozsypanych kawałków lodu ułożę wyraz „Wolność”. Trochę mi to zajęło, ale w końcu go ułożyłem. I co w zamian otrzymałem? Wieczność – powiedział z sarkazmem po czym zamilkł na chwilę. Adam ze zdumieniem stwierdził, że po jego policzku pociekła łza. Jednak on siedział nieruchomo, jakby nie zdawał sobie z niej sprawy. Chwilę potem kontynuował.:
- Zamieniła mnie w to czym sama była. Bo chciała mężczyzny u swego boku, kogoś, kto będzie przy niej już na zawsze. Nie wzięła tylko pod uwagę, że ja tego nie chcę. Jak każdy młody chłopak byłem zakochany, chciałem spędzić życie z ukochaną osobą, podróżować, nawiązywać przyjaźnie. To wszystko zostało mi odebrane przez samolubny kaprys jednej kobiety.
- A gdzie tu miejsce dla twojej siostry?
- Poczęstuj się jeszcze pieczenią z kurczaka. Jest naprawdę bardzo pyszna. Ja niestety musze cię opuścić – powiedział Król Śniegu, po czym wstał i wyszedł z sali.
Adam nałożył sobie jeszcze jedzenia. Kiedy już był syty yeti odprowadził go do jego pokoju.
Minęło kilka dni zanim Adam znowu mógł zobaczyć Króla Śniegu. Do tego czasu spędzał czas czytając książki, grając na komputerze i układając lodowe puzzle. I znowu został zaproszony na obiad. Tym razem poszedł o wiele chętniej niż wcześniej. Ciekaw był zakończenia zaczętej wcześniej historii.
- Widzę, że dzisiaj jesteś mniej spięty – stwierdził Król Śniegu. – To dobrze. Tak się lepiej rozmawia.
Adam nic nie odpowiedział, był wyraźnie zakłopotany.
- Czemu nie ma z nami Mariusza? – zainteresował się między jednym kęsem jedzenia a drugim.
- Tego pyszałkowatego, ograniczonego krzykacza? No weź, uszy mi już puchły od jego wrzasków.
- Więc go zabiłeś?
- Tak jakby – odparł i klasnął w ręce. Sekundę potem dwóch yeti wturlało wózek z lodową rzeźbą.
- Mariusz? – zdumiał się Adam, kiedy rozpoznał rysy twarzy. – Dlaczego? – spojrzał na Króla Śniegu. Przecież obiecałeś na uwolnić jeśli złożymy te cholerne lustra. Jak on ma to teraz zrobić? Okłamałeś nas!
- Nie okłamałem. Dałem wam możliwość wyboru, on z niej nie skorzystał. Wolał mnie obrażać niż spróbować.
- Mnie tez chcesz tak zamrozić?
- Ty jesteś inny niż on, próbujesz.
- A jaką mam gwarancję, że tak jak Królowa Śniegu nie wykiwasz mnie.
- Nie jestem taki jak ona! – wykrzyknął oburzony, a jego twarz wykrzywił grymas wściekłości.
Adam przez chwilę miał wrażenie, że Król Lodu zgładzi go, lecz tamten szybko się opanował.
- Przepraszam, nie chciałem cię urazić – powiedział szybko.
- Wiem, że nie chciałeś – powiedział smutno Król Lodu. – Ty taki nie jesteś.
- Skąd wiesz jaki jestem? – zdumiał się.
- Obserwowałem cię przez dość długi czas.
- Dlaczego?
- Co powiesz na zmianę otoczenia? Usiądźmy przy kominku, napijmy się gorącego kakao…
Adam zgodził się, wiec przeszli do innej Sali, która wyglądał o wiele przytulniej, bardziej ciepło.
- Nie będzie tu dla ciebie zbyt ciepło? – zapytał z niepokojem Adam.
- Martwisz się o mnie? – zdumiał się Król Śniegu na co Adam coś wybąkał dziwnie zmieszany. – Nie martw się – odparł spokojnie. – Mimo iż jestem Królem Śniegu to ciepło mi nie szkodzi. Potrafię tak kontrolować temperaturę swojego ciała by w razie potrzeby szybko je schłodzić. Gdybym chciał, to mógłbym żyć jak normalny człowiek, między innymi.
- Czemu więc tak nie zrobisz? – zdumiał się Adam. – Czemu wolisz tą lodową samotnię od innych ludzi?
- Bo ludzie są samolubnymi egoistami – odparł cierpko. – Przekonałem się o tym na własnej skórze. Kiedy Królowa Śniegu porwała mnie, błagałem ją by pozwoliła mi odejść. Jednak ona była nieczuła na moje błagania, mój los był przypieczętowany. Jednak zgodziła się by dołączył do mnie jakiś mój rówieśnik, żebym nie czuł się tak samotny. Nie mógł to jednak być mój ukochany. Długo zastanawiałem się kogo o to poprosić i w końcu padło na moją siostrę. Wydawało mi się, ze jestem silnie z nią związany, wszak tyle razy powtarzała, że świetnie mnie rozumie, ze nie potępia jak inni za to, że ośmieliłem się pokochać innego mężczyznę. Łudziłem się, że zgodzi się pójść ze mną. Jednak ona tylko mnie wyśmiała. Wolała wszystkie te zabawy, przyjęcia i pieniądze swoich chłopaków niż własnego brata. Wtedy chyba umarła we mnie ostatnia cząstka człowieczości, pozbyłem się wszelkich uczuć i gdy w końcu Królowa Śniegu zmieniła mnie w podobnego sobie, zabiłem ją gołymi rękoma. A potem postanowiłem zemścić się na mojej siostrze. Długo myślałem jaka zemsta byłaby najodpowiedniejsza, by zabolało ją tak bardzo jak mnie. Tak długo, że doczekałem się narodzin jej córki. Czekałem aż dorośnie i obserwowałem. I nadszedł czas aż dojrzała. Wiedziałem, ze siostra wiązała z córką wielkie plany, chciała ją bogato wydać za mąż zyskując dostęp do wielkiej fortuny. Pokrzyżowałem jej plany zamieniając jej córkę w taką samą lodową rzeźbę jak twojego brata.
- Trochę to okrutne – wybąkał niepewnie na co Król Śniegu zaśmiał się.
- Masz rację, okrutne, ale przecież ja jestem okrutny, nie? Wszyscy to powtarzają, a ja przecież nie mogę ich zawieść, prawda?
W jego głosie Adam wyczuł tyle goryczy, że aż zrobiło mu się dziwnie nieswojo.
- Głowa mnie rozbolała – wybąkał. – Mógłbym wrócić do swojej celi?
Król Śniegu nic nie odpowiedział, tylko skinął na yeti, który odprowadził Adama.
Przez następne kilka dni Adam zaniedbał układanie lustrzanych puzzli. Nie mógł się skupić. W głowie cały czas dźwięczały mu słowa Króla Śniegu. I chociaż to, co tamten zrobił uważał za zbrodnię, to jednak było mu go żal. Więc gdy Król Śniegu pojawił się w jego celi, jak co dzień i zapytał:
- Zjesz ze mną obiad? – Adam odpowiedział:
- Tak.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum