The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 15 2019 22:33:14   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Wierszokleta 14


Bolek zesztywniał słysząc to wyznanie. Nie był pewien czy Marcin mówi poważnie czy też może… Nie, tę myśl szybko odrzucił. Przecież Marcin zachowywał się normalnie, nie miał styczności z żadnymi ludźmi ani sytuacjami, które mogłyby go doprowadzić do załamania nerwowego. Jednakże zachowanie kochanka nie dawało mu spokoju.
- Marcin… - odezwał się cicho jednakże nie otrzymał odpowiedzi, a miarowy oddech blondyna i jego całkowicie rozluźnione ciało powiedziały mu, że pisarz śpi. Ostrożnie by go nie obudzić, wyswobodził się z jego objęć, co było trudne, biorąc pod uwagę jak bardzo Marcin zakleszczył go w swoich objęciach, ale w końcu jakoś mu się udało. Poprawił kołdrę przykrywając Marcina niemal pod samą szyję i popatrzył na jego śpiącą twarz. Chociaż spał spokojnie, to jednak widać na niej było ból i ślady po łzach. Poczuł wyrzuty sumienia. Tak bardzo dał się ponieść własnemu pożądaniu, że nie przygotował kochanka należycie. Chcąc uspokoić własne sumienie wmawiał sobie, że przecież później był delikatny, że po pierwszym bólu dał mu tyle czułości i delikatności, że tamten powinien zapomnieć o dyskomforcie i cieszyć się należycie z seksu. Westchnął ciężko i oparł czoło o czoło Marcina.
- Wybacz – wyszeptał – to się więcej nie powtórzy. Nie dotknę cię już więcej, a jak znowu zawładnie mną żądza, to pójdę na dziwki.
Na koniec delikatnie pocałował Marcina w usta, ubrał się i wyszedł po cichu. Usiadł na kanapie w salonie. Zupełnie zapomniał o obiedzie, który już pewnie dawno ostygł, w głowie kołatały mu chaotyczne słowa Marcinia. Kim była ta „ona” o której mówił? Kiedy z nią rozmawiał? Przecież w ogóle z domu nie wychodzi, a jeśli już, to zawsze jest przy nim Bolek, więc gdyby gadał z jakąś babką, to Bolek by o tym wiedział. Jedyny raz, kiedy był sam poza domem, to wtedy, gdy Bolek się wrócił po pieniądze. Ale przecież to trwało tylko chwilkę, więc niemożliwe żeby wtedy jakaś baba… Kurwa! – zaklął waląc pięścią w oparcie kanapy. Co robić? Jak pomóc Marcinowi? Nie zastanawiając się wyciągnął komórkę i wybrał numer do agentki.
- No co jest, Bolek? – usłyszał na powitanie.
- Musisz przyjechać – powiedział bez żadnych wstępów czy owijania w bawełnę.
- No sorki, młody, ale mam robotę. Jak skończę to może wpadnę. Jak nie będzie za późno.
- Musisz teraz – upierał się Bolek.
Janowska westchnęła.
- Bolek…
- Z Marcinem coś jest nie tak – wszedł jej brutalnie w słowo licząc, że imię pisarza zmieni nastawienie agentki. I nie pomylił się.
- Co z nim? – zapytała, a w jej głosie wyczuć można było niepokój.
Opowiedział ze szczegółami cały dzień, pomijając to, co robili razem w łóżku.
- Kurwa! – usłyszał wrzask, a chwilę potem przerwało połączenie. Wybrał ponownie numer agentki, ale nie odbierała. Zrezygnował po piętnastu minutach, gdy ktoś zaczął się dobijać dzwonkiem do drzwi. Poszedł je otworzyć.
- Gdzie on jest? – do mieszkania wpadło rude tornado.
- Śpi – odparł odruchowo idąc za Janowską. Zaczekał w salonie aż sama zajrzy do Marcina i przekona się, że na chwilę obecną nic mu nie jest. W końcu pokazała się. Na twarzy miała wymalowany niepokój.
- Powiedz mi jeszcze raz, dokładnie, co się wydarzyło – powiedziała rzucając swoją ogromniastą torbę na kanapę. Coś przy tym zadźwięczało metalicznie, ale Bolek nie miał czasu się tym zainteresować, ponaglany natarczywym spojrzeniem agentki. Więc opowiedział jeszcze raz. Tym razem przyznał się do seksu. Janowska, która chodziła tam i z powrotem, przystanęła.
- Coś. Ty. Zrobił? – wysyczała, a Bolkowi przeszły ciarki po plecach gdy zobaczył jej oczy. I pomyślał, że kobra hipnotyzująca swoje ofiary to przy Janowskiej maleńki pikuś. Nerwowo przełknął ślinę i cofnął się kilka kroków.
- Przeleciałem go? – wybąkał niepewnie.
- Ty chuju jebany! – wrzasnęła i chwyciwszy swoją torbę zaczęła nią okładać Bolka. – Ty skurwielu! Ty popaprańcu! Ty mendo zawszona! – krzyczał przy każdym ciosie, a Bolek tylko zasłaniał twarz rękami czekając aż pierwsza fal furii minie. W końcu się doczekał. Janowska przystanęła na chwilę oddychając ciężko.
- A co niby miałem zrobić? – zapytał szybko. – On się na mnie praktycznie rzucił. Poza tym wybacz, ale ja nie jestem ani świętym ani pieprzonym eunuchem. Jeśli jakiś seksowny facet sam pcha mi się w łapy, a ja jestem na głodzie, to nawet największy twardziel by się załamał. Poza tym byłem delikatny i nie zrobiłem niczego, na co by się nie zgodził – dodał szybko, pomijając kwestię braku nawilżenia. – Nie jestem święty – dodał jeszcze na koniec.
Janowska przez chwilę patrzyła na niego oddychając ciężko. Rzuciła torbę i zaczęła chodzić tam i z powrotem mrucząc do siebie:
- Uspokój się, Baśka, uspokój.
Gdyby nie sytuacja w jakiej się znajdowali, Bolek wybuchnął by śmiechem. Ruda plama kręcąca się kółko i mamrocząca do siebie „tylko spokojnie, Baśka, bez nerwów”, wyglądała naprawdę komicznie. Jak nigdy dotąd przypominała Bolkowi wiewiórkę.
W końcu Janowska przystanęła i popatrzyła uważnie na Bolka. Widać było, że już się nieco uspokoiła, ale wciąż jeszcze była wściekła.
- Powinnam cię za to zajebać – stwierdziła dużo spokojniejszym głosem, jednak Bolek wiedział, że jedno jego nieodpowiednie słowo może spowodować kolejną falę wybuchu. – Chyba ci mówiłam, że z nim trzeba jak z upośledzonym dzieckiem, a z takim się nie uprawia seksu. Co będzie jeśli przez do znowu trafi do czubków?
- Ale nie ja to zacząłem – w końcu się odważył. – On już taki był jak wróciłem z zakupów.
- Dobra, później się z tobą za to policzę. Teraz trzeba wymyśleć, co się stało. Powtórz mi jeszcze raz co mówił. – Bolek posłusznie wykonał polecenie, a Janowska znowu zaczęła chodzić w kółko, intensywnie się zastanawiając. W końcu przystanęła. – Ale to niemożliwe – mruknęła do siebie.
- Co takiego? – zainteresował się Bolek, ale Janowska zupełnie go zignorowała. Chodziła przez cały czas mamrocząc do siebie:
- W sumie to tylko ona mi przychodzi do głowy, ale przecież ona nie wiedziała, nie mogła wiedzieć… chociaż… nie, niby jak? To absurd. Chociaż… kasy ma sporo, mogła wynająć detektywa, sama by się do tego nie zniżyła. A może to któryś z jej przydupasów? Bo przecież nie on… - przystanęła i w końcu spojrzała na Bolka. – Widziałeś może kogoś podejrzanego?
- Kiedy?
- No, wtedy jak zostawiłeś Marcina samego – odparła z niecierpliwością.
- Nie – pokręcił przecząco głową, wybitnie zdziwiony tym pytanie.
- A może seksowną babkę? Czarne, długie do ramion proste włosy, szczupłe nogi, wysokie szpilki, dyskretny makijaż.
- Nie – Był coraz bardziej zdziwiony i jednocześnie zaintrygowany.
- Weź się zastanów. Tylko ona wchodzi w grę.
Bolek zamknął oczy i próbował odtworzyć otoczenie z tamtego momentu. Przez chwilę marszczył się, jakby to miało mu pomóc w przywołaniu wspomnień, aż w końcu ciężko westchnął i otworzył oczy.
- Niestety, nie przypominam sobie nikogo. Wyjątkowo nikt się nie kręcił w pobliżu, tylko jakaś limuzyna właśnie wyjeżdżała z parkingu. Chciałem się jej przyjrzeć, bo pierwszy raz coś takiego widziałem, ale kierowca wystartował z piskiem opon i widziałem tylko kurz spod jego kół. No ale to chyba nie o to ci chodziło?
- Limuzyna? – to jedno słowo zelektryzowało agentkę. – Na pewno limuzyna? Może to tylko jakiś samochód kombi?
- No wybacz, ale chociaż nie znam się na markach samochodów, to jednak potrafię odróżnić limuzynę od kombi. I to na pewno była limuzyna.
- A w jakim kolorze? Granatowym może?
- Skąd wiesz? – zdumiał się.
- Kurwa! – Janowska wściekle machnęła ręką. – Wiedziałam! To ona!
- Jaka „ona”?
- Siostra Marcina.
- Co? – zdumiał się.
- A myślałam, że udało mi się go schować przed nimi – westchnęła siadając na kanapie.
- Jak to „schować”?
- Możesz mi zrobić kawy? Chyba będę musiała ci wszystko opowiedzieć.
Bolek posłusznie poszedł do kuchni. Chwilę potem wrócił z kubkiem pełnym parującego płynu.
- Pamiętasz, mówiłam ci na początku, że Marcin urodził się w bogatej rodzinie. – Bolek pokiwał twierdząco głową. – Produkują kosmetyki. Marka „Novoe” Kojarzysz? – Zdumiona mina Bolka była dla Janowskiej wystarczającą odpowiedzią. – No właśnie – mruknęła popijając kawę. Oprócz tego mają jeszcze kilka innych marek, ale „Novoe” jest najbardziej znana. W sumie chyba z osiemdziesiąt procent rynku kosmetycznego jest przez nich opanowane. Marcin jest ich pierworodnym, ma jeszcze siostrę. Jako pierworodny oczekiwano po nim, że przejmie rodzinny interes, tak jak jego ojciec przejął go po swoim ojcu i będzie dalej prowadził. Już od niemowlęctwa go do tego przygotowywali: ściśle wyselekcjonowane towarzystwo, przecież przyszły właściciel renomowanej firmy nie będzie się zadawał z byle kim, prywatne szkoły, nawet zainteresowania mu wybierali. Nigdy nie mógł się pobawić swobodnie, jak każde inne dziecko w jego wieku, tylko musiał doskonalić swoje umiejętności, a to jazda konna, a to tenis, język francuski, angielski, włoski, niemiecki, golf… Nawet studia mogły być tylko prawnicze, bo wszystkie inne nie były godne przyszłego dziedzica fortuny – dodała z sarkazmem. – Na początku potulnie wykonywał wszystkie polecenia rodziców, aż pewnego razu poznał pewnego chłopaka. Nie znam szczegółów, ale faktem jest, że to właśnie tamten sprawił, że Marcin zaczął się buntować przeciwko rodzicom i swojemu dziedzictwu. To była ciężka walka, a Marcin był bardzo delikatny. Sam nie byłby w stanie stanąć do tej walki, nie wytrzymałby psychicznie, liczył więc, że tamten będzie przy nim i pomoże mu to wszystko doprowadzić do końca, a potem będą razem szczęśliwi. Tak, Marcin się w nim zakochał – dodała widząc pytające spojrzenie Bolka. – Nie znałam go, bo to było zanim Marcin zaczął pisać. Wiem o nim tylko tyle ile sam mi opowiedział, a prawie wcale nie chciał mówić. Myślę, że gdzieś w jego głębi wciąż siedzi uczucie do niego.
W tym momencie Marcin przypomniał sobie to „ kocham cię” wyszeptane przez Marcina i zaczął się zastanawiać czy to było do niego czy tez może Marcin pomyślał, że tamten jest przy nim… Tymczasem Janowska kontynuowała:
- Tak na dobrą sprawę, to ja nie wiem czy to była prawdziwa miłość, czy może tylko zauroczenie faktem, że tamten żył jak chciał. To nieistotne – machnęła lekceważąco ręką. – Faktem jest, że Marcin pokładał w nim wszystkie swoje nadzieje i plany, a tamten najzwyczajniej w świecie go zdradził. W momencie w którym Marcin go najbardziej potrzebował, okazało się iż zależy mu tylko i wyłącznie na pieniądzach Marcina, a on sam jest dla tamtego śmieciem. Tylko i wyłącznie dlatego, że okazał się gejem – dodała cicho wpatrując się w resztki swojej kawy. – Nigdy nie mogłam rozumieć ludzi, którzy oceniają innych przez pryzmat tego jakiego ktoś jest wyznania, koloru skóry czy z którą płcią uprawia seks. Przecież to nie są żadne zboczenia czy groźne cechy charakteru. To poprostu „inność”. Dlaczego ludzie są tacy okrutni dla „innych”?
Bolek nie odpowiedział na to pytanie, nie potrafił. Zresztą też nie chciał. Podskórnie czuł, ze cokolwiek by powiedział wywołało by to dyskusję z Janowską, która broniłaby swoich poglądów jak matka młodych, w tak bojowym nastroju była. Poza tym nie o to chodziło w tej rozmowie. Siedział więc cicho i czekał aż myśli kobiety wrócą na właściwy tor. Na szczęście stało się to dość szybko.
- Niestety tamten pokazał swoje oblicze w najgorszym dla Marcina momencie, gdy walka z rodziną przybrała chyba najostrzejszą formę. Szczegółów nie znam, ale efekt był taki, że Marcin nie mógł sobie poradzić z tym wszystkim i próbował się zabić łykając tabletki. Właściwie tylko cudem go uratowano. I chociaż wszystko było w porządku, jego rodzina postanowiła zamknąć go w psychiatryku. Znaczy fizycznie był w porządku, a psychicznie… Niby wykonywał wszystko jak należy jednak wystarczyła jedna mała iskra, jedno zdarzenie, które było niezgodne z Tymo co Marcin sobie poukładał w głowie, by eksplodował. Rodzina postanowiła wykorzystać to i umieścić go w psychiatryku. Na początku leczenie odbywało się według zasad wyznaczonych przez jego rodzinę. Znaczy, ze jeśli oni powiedzieli, ze Marcin ma rozdwojenie jaźni, to leczono Marcina właśnie na rozdwojenie jaźni, nawet jeśli nic mu nie dolegało. Ja osobiście uważam, ze Marcin w ogóle nie był chory, tylko po prostu nie dał rady sam dźwignąć ciężaru tego, co życie niesie ze sobą. Po jakimś czasie, kiedy Marcin prawie stał się bezwolną lalką zdarzył się cud i zmienił się lekarz w tym szpitalu w którym go trzymano. Na szczęście ten nie dał się omamić fortunie Markowskich. Twardo stąpał po ziemi i, co najważniejsze, okazało się, ze sam jest z dość sławnej rodziny lekarzy, którzy obracali się w tych samych kręgach. Tak na dobrą sprawę, gdyby miało dojść do bezpośredniego starcia, to Rodzina Marcina przegrałaby z kretesem. Te wszystkie układy, układziki, znajomości… To był teren na którym ten lekarz czuł się lepiej niż starzy Marcina. I pewnie dlatego tylko oni wycofali się, nie ingerowali w proces leczenia Marcina. I dopiero ten lekarz wziął się tak naprawdę za Marcina. Zdiagnozował co mu jest i osobiście prowadził terapię. Wiesz, udało mi się go kiedyś poznać, to bardzo miły facet, a jaki przystojny… Szkoda tylko, że zajęty – westchnęła. – A co najważniejsze, nigdy nie wykorzystywał pozycji swojej rodziny, ani ich pieniędzy, by coś osiągnąć. Wszystko, co miał zawdzięczał swojej ciężkiej pracy. I za to go właściwie polubiłam. Bo musisz wiedzieć, że zaraz na początku, jak naczelny przydzielił mi Marcina postanowiłam się z nim spotkać i dowiedzieć coś więcej o Marcinie. Wprawdzie wkurzało mnie, że mi wciskają niechciany przez nikogo balast, ale postanowiłam wykonać swoją robotę najlepiej jak potrafię. Dlatego też postanowiłam się skontaktować z tym lekarzem. Oczywiście nie zdradził mi nic na temat Marcina, ale udzielił wielu cennych rad, dzięki czemu udawało mi się jakoś niańczyć Marcina, dzięki czemu on pisał coraz lepiej. A wracając do tematu, ten lekarz zaczął leczyć Marcina i po jakimś czasie go wyleczył. Taka przynajmniej była jego opinia. Tylko, ze niestety Marcin już nie był dawnym sobą. Zamknął się w świecie swoich książek, rzadko kiedy okazywał uczucia. Inni edytorzy, którzy z nim współpracowali, uważali go za jedno wielkie dziwadło. Nikomu nie przyszło do głowy by spróbować go zrozumieć, poznać przyczynę jego zachowania.
- Oprócz ciebie – wtrącił Bolek.
- Oprócz mnie. Chociaż sama nie wiem czemu to zrobiłam. Może to ta moja chęć do dążenia do perfekcji i upór? Nie wiem – Wzruszyła ramionami. – W każdym razie, postanowiłam drążyć temat. Dość sporo przeczytałam w gazetach, część udało mi się jakimś cudem wyciągnąć z Marcina, a część zdradził mi ten lekarza, oczywiście na ile pozwalała mu etyka zawodowa. Bo on jest naprawdę dobrym lekarzem i zawsze mu zależało tylko i wyłącznie na pacjentach. Resztę właściwie dopowiedziałam sobie sama. Nie wiem czy nie będę musiała się z nim znowu skontaktować. Jeśli Marcin znowu miałby popełnić samobójstwo… - w jej oczach zalśniły łzy. Szybko je przetarła i kontynuowała opowieść. – Jak już ci mówiłam, jako terapię ten lekarz zaproponował pisanie. Na początku Marcin pisał o wszystkim, nawet takie bzdety w stylu: „ dzisiaj wstałem o szóstej rano, zjadłem śniadanie i poszedłem się wysrać”. Dopiero po jakimś czasie jego pisanie zaczęło dążyć w jednym kierunku. A gdy jeszcze ten lekarz pomógł Marcinowi wydać jego pierwsza książkę, pisanie stało się dla niego nie tylko odskocznią, ale też i wymówką od wszystkiego. Na szczęście Marcin już od samego początku pisał pod pseudonimem i tylko ten lekarz znał prawdę, więc jego rodzina długo jeszcze się w niczym nie zorientowała. Wprawdzie ten lekarz użył swoich znajomości, by wymusić na naszym wydawnictwie wydanie pierwszych książek Marcina… Tak, tak – dodała widząc zdumione spojrzenie Bolka – nasze wydawnictwo prowadziło wtedy politykę według której nie wydawaliśmy nikomu nieznanych amatorów. Mieliśmy już wtedy wyrobioną markę i coś takiego mogło źle na nią wpłynąć. Jednak tamten lekarz użył wpływów swojej rodziny i skończyło się na tym, że Marcin był pierwszym nikomu nieznanym autorem, którego wydaliśmy. O dziwo, książka sprzedała się nad wyraz dobrze, chociaż nie było aż takich fajerwerków. Za to trzecia okazał się bestsellerem. I już nie były potrzebne naciski byśmy chcieli wydawać książki Marcina. Perpetum mobile ruszyło napędzając nam kasy. I tylko Marcin był przerzucany od jednego agenta do drugiego, niczym piłeczka pingpongowa. A wracając do tematu, ten lekarz ukrywał Marcina przed rodziną tak długo jak mógł. Od razu się skapował co jest grane i karmił ich kłamstwami do momentu gdy całkowicie wyleczył Marcina. Wtedy musiał go wypuścić ze szpitala, a rodzina, widząc, że ofiara wymyka im się z rąk, zaczęła szaleć. Oczywiście na początku próbowali znowu go wsadzić do psychiatryka, ale opinia tego lekarza, no i jego wpływy sprawiły, że musieli odpuścić. Postanowili więc zaatakować z innej strony. Zaczęli go naciskać by zaczął pracować w rodzinnej firmie. W ten sposób mogliby go znowu kontrolować. Jednak tym razem Marcin nie był sam, miał po swojej stronie tego lekarza. To on pomógł mu kupić mieszkanie tak żeby rodzina nie wiedziała gdzie. Zanim wypuszczono Marcina z tego szpitala miał już na swoim koncie trzy bestsellery, więc problemów z pieniędzmi nie miał. Po jakimś czasie trafił w moje ręce. Na początku traktowałam go jako zło konieczne. Przysparzał mi samych kłopotów. On jeden wysysał ze mnie więcej sił niż wszyscy moi pozostali autorzy razem wzięci. Jednak po pewnym czasie jakoś zaczęłam go lubić, nawet sama nie pamiętam dlaczego. Wtedy to postanowiłam poznać go bliżej, zrozumieć go, zaczęłam drążyć i wypytywać. I im więcej się dowiadywałam, tym bardziej pragnęłam go chronić. I już nie był upierdliwym autorem, którego muszę znosić, bo tak mi każe naczelny, był dla mnie kimś o wiele ważniejszym. – W kącikach oczu pojawiły się łzy, a gdy w końcu znalazły ujście, nawet nie podniosła reki by je zetrzeć. – przez kilka lat udało mu się ukrywać przed rodziną, pisać i żyć spokojnie. Miałam nadzieję, że może tak będzie już zawsze, jednak, jak mówi powiedzenie, nadzieja matką głupich. Nie wiem jakim cudem go znaleźli, ale ta limuzyna o której wspomniałeś, to najprawdopodobniej siostra Marcina.
- Jesteś pewna? Przecież nie ona jedna w Warszawie jeździ limuzyną.
Pokręciła przecząco głową.
- to byłby zbyt duży zbieg okoliczności. Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że jakimś cudem dowiedziała się gdzie on mieszka i przyjechała tu by znowu go cisnąć o powrót do rodziny. Widzisz, kiedy Marcin nie chciał wejść w rodzinny biznes, ona musiał to zrobić. I założę się o co chcesz, że przez to była wściekła na Marcina. Najprawdopodobniej przyjechała akurat dzisiaj i przez przypadek trafiła na was, jak wychodziliście na zakupy. Pewnie nie udało jej się przekonać Marcina, bo miała zbyt mało czasu, więc postanowiła go złamać. By znowu mogli go umieścić w psychiatryku. Za tą wersją przemawia to, co Marcin ci powiedział – dodała szybko widząc, że Bolek już otwiera usta by coś powiedzieć.
- Wybacz, ale to wydaje mi się…
- Absurdalne? – usłużnie podsunęła Janowska.
- Może nie aż tak, ale ja tak opowiadasz, to brzmi nieprawdopodobnie.
- Możliwe. Już ci mówiłam, ze dużo sama sobie dośpiewałam. W niektórych miejscach mogę się mylić. Ale ogólnie wychodzi na jedno: żeby Marcin był żywy i przy zdrowych zmysłach, trzeba go trzymać z daleka od rodziny. I naciskać by pisał – dodała po chwili.
- Nie przesadzasz czasem? – Bolek skrzywił się. – Mało ma problemów? Nie dokąłdaj mu kolejnych.
- Ty mnie słuchałeś? – warknęła. – Pisanie to dla niego terapia, rozumiesz? To pisanie pomogło mu szybciej dojść do zdrowia. Mam w dupie czy to będą bestsellery, czy znowu wróci do pisania idiotyzmów typu „drogi pamiętniczku”. On musi pisać i skupić się na tym całkowicie, nie myśleć o niczym innym, rozumiesz? - Bolek pokiwał twierdząco głową. – właściwie to chyba powinnam zadzwonić do tego lekarza. – Wyciągnęła komórkę i zaczęła ją przeglądać. – Gdzie ja go mam – mruczała bardziej do siebie niż do Bolka. – Zapomniałam gdzie go zapisałam. O, jest. – Już chciała wybrać numer, gdy Bolek zabrał jej komórkę. Popatrzyła na niego zszokowana.
- Nie rób tego – poprosił.
- Ty chyba nie wiesz o co mnie prosisz. Chcesz żeby znowu się próbował zabić?
- Nie znam się na tym, ale uważam, że powrót do tego szpitala nie jest dobrym wyjściem. Mógłby Marcinowi przypomnieć to wszystko, co wcześniej przeszedł. On teraz potrzebuje kogoś bliskiego, kto będzie przy nim, będzie go wspierał i bronił.
- Jak ja go niby mam bronić? Nie mam aż takich znajomości by go bronić przed jego rodziną. Jestem do nich za krótka. Jeśli spróbuję z nimi walczyć, zgniotą mnie niczym karalucha.
- Jeśli trzeba będzie wytoczyć ciężkie działo wtedy skontaktujesz się z tym lekarzem, a do tej pory musimy poradzić sobie sami.
- A więc masz zamiar zostać przy nim? – w oczach Janowskiej pojawiła się nadzieja.
- Wiesz, może nie lubię go aż tak bardzo jak ty, ale nie mogę go zostawić tylko dlatego, że zaczęły się problemy.
Agentka nic nie powiedziała tylko objęła Bolka i uściskała go mocno.
- Dziękuję – powiedziała. – Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. A jeśli to już się zaczęło?
- Co takiego?
- No, jeśli właśnie w tej chwili on próbuje… - nie dokończyła zdania, tylko szybko pobiegła w stronę sypialni Marcina. Zanim Bolek zrozumiał o co jej chodzi, zdążyła wrócić z ulgą wypisaną na twarzy. – Wciąż śpi – powiedziała. – Musisz przy nim być kiedy się obudzi, rozumiesz? Żeby nie próbował znowu się zabić. Bolek pokiwał twierdząco głową.
- Będę. Ale nie mogę być przy nim zawsze. Niedługo zaczynają mi się studia, nie mogę ich rzucić, mimo całej sympatii do Marcina.
- Wtedy pomyślimy co dalej robić. Na razie po prostu bądź przy nim i nie pozwól by w jakikolwiek sposób się do niego zbliżyli.
- Tyle mogę ci obiecać.
Janowska odetchnęła z ulgą.
- Cholera, dlaczego akurat teraz to się trafiło? Nie mogli z tym poczekać jeszcze chociaż miesiąc? Wtedy bym miała więcej czasu. Pewnie zaczną się nieprzespane noce. Chociaż… - zawahała się – może to nawet i dobrze… Znaczy, dla mnie – dodała szybko widząc zmarszczone czoło Bolka. – Jeśli zajmując się sprawami Marcina będę zaniedbywać robotę, to będę musiała poświęcać noce by się z nią wyrobić, a dzięki temu nie będę myśleć o Karolu. Wiem, że to pokrętne myślenie, ale jak człowiek próbuje do czegoś znaleźć wymówkę, do głowy przychodza mu nawet absurdalne myśli.
- Wciąż cię boli? – zapytał cicho.
Westchnęła ciężko.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Co bym nie robiła, wciąż go mam przed oczami. Może właśnie to, co teraz nadejdzie będzie dla mnie taką samą terapią jak dla Marcina pisanie. Boję się… - wyszeptała. – Nie chcę stracić Marcina. – popatrzyła na Bolka oczami pełnymi łez.
Chłopak objął ją.
- Może nie będzie tak źle - powiedział głaszcząc ją po plecach. – Może nie sprawdzą się twoje czarne wizje…
- Nawet nie wiesz jak bym tego chciała – wyszeptała. – Żeby się okazało, ze to wszystko to tylko moje paranoiczne wymysły.
Przez chwilę stali w milczeniu, Janowska obejmowała Bolka, który głaskał ją po plechach. W końcu oderwała się od niego i wytarła oczy.
- Wybacz, rozkleiłam się. Musze już lecieć. Mam jeszcze trochę pracy.
- Leć, leć i nie martw się dzisiaj więcej o Marcina, będę przy nim siedział.
- Dzięki. – Podniosła z podłogi torbę i ruszyła w stronę drzwi wyjściowych.
- A tak przy okazji, co ty masz w tej swojej torbie? Jak mnie nią waliłaś, to nieźle oberwałem. Nie zdziwię się jeśli pojawią mi się siniaki.
- Wybacz – Janowska zmieszała się – trochę mnie poniosło.
- Nie mam o to pretensji – Bolek uśmiechnął się wyrozumiale – to zrozumiałe, że się wkurzyłaś. OD razu widać, ze ci na nim zależy. Po prostu jestem ciekaw czym oberwałem.
- Szczerze mówiąc nie wiem – wzruszyła ramionami, po czym zdjęła torbę z ramienia i zaczęła z niej wyrzucać drobiazgi. Bolek z zainteresowaniem patrzył na to wszystko, aż w końcu uniósł w zdumieniu brwi, gdy w ręce kobiety zobaczył niewielką hantlę.
- A gdzie druga? – spytał odruchowo.
- A nie mam bladego pojęcia.
- Po co ty ją właściwie nosisz?
Popatrzyła na niego intensywnie marszcząc twarz.
- A, już wiem! – wykrzyknęła w końcu. – Potrzebowałam coś ciężkiego żeby wpierdolić Karolowi.
- Że co? –zdumiał się.
- No, wkurwił mnie, więc chciałam mu przyłożyć, żeby go zabolało tak samo mocno jak mnie. A że nie mam bejsbola, jak w amerykańskich filmach, więc wzięłam to co miałam najcięższego.
Bolek zaczął się śmiać.
- Ale chyba mu tym nie przywaliłaś w końcu? Wygląda na ciężkie.
- E tam, ciężkie – machnęła ręką – tylko dwa kilo. I nie zdążyłam, jakoś tam zeszła mi para.
- To dobrze. On nie jest wart by sobie przez niego fajdać życiorys.
- No wiem – burknęła. – Lepiej już pójdę. – Szybko pozbierała swoje rzeczy i wyszła.
Bolek postanowił sprawdzić, co u Marcina. Kiedy wszedł do jego sypialni zobaczył go owiniętego w kołdrę i siedzącego przy oknie.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum