The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 22 2019 13:40:57   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Finish line 2


Pola stała na tarasie, jakże znanego sobie mieszkania, po raz kolejny podziwiając panoramę miasta. Słyszała jak w kuchni krzątał się Aleks, szykując coś rozgrzewającego do picia. Kilka chwil później stał już obok niej.
- Podobno było ci zimno? – Spytał ironicznie, podając jej kubek herbaty z rumem.
- Masz najpiękniejszy widok w całym Oslo, trudno się nie skusić – Dmuchała na gorący napój, nie odrywając wzroku od krajobrazu.
- Niektórych najwyraźniej nie rusza.
- Oj rusza – Uniosła kąciki ust, w smutnym uśmiechu, na wspomnienie miny swojego brata, kiedy wjechali do miasta – Wiesz jak się wkurzył, kiedy się dowiedział ze Loeb wygrał rajd Norwegii?
- Pewnie nawet nie w połowie tak bardzo jak ja – Mężczyzna wywrócił oczami. Wredna gnida.
- Nie miałby szans, gdybyście jechali, nie? – Podpuściła go.
- Oczywiście, że nie! Jednym jego atutem jest dobry samochód i Elena, który pilotuje prawie tak dobrze jak Krystian.
- No chyba przesadzasz. Mój brat nie jest geniuszem.
- Chyba nigdy z nim nie jechałaś. I nie mówię tego, bo… On po prostu jest dobry. Bardzo dobry.
- To chyba szkoda, że już nigdy nie chce rajdować.
- Ej, ej, to ja rajduję, on tylko gada – Puknął ją w bok, chcąc odwlec powiedzenie tego, co myśli o jego rezygnacji. Głupi dzieciar, który nie słucha tych, którzy mają rację.
- No tak, to ty jesteś mistrzem, zapomniałam – Uśmiechnęła się, tym razem naprawdę szczerze. Przez ten cały czas, kiedy razem byli, przyzwyczaiła się do myśli, że ma dwóch starszych braci. Odcięcie jej od jednego, było trudne i przykre. Krystian zawsze był tym ostrym, krytykującym jej kroki (chociaż wiedziała, że to zawsze z miłości). Byli ze sobą bardzo związani, ale to Aleks był równowagą. Wysłuchiwał jej głupich pomysłów, zanim je skrytykował. Jemu też idea z byciem au pair i rezygnacji ze studiów na rok, wydawała się niezbyt mądra, ale wiedział, że i on i Krystian zrobili kiedyś to samo – wyjechali, uciekli. Nie mieli obiektywnego prawa do krytykanctwa. Aleks wolał przekonywać ją racjonalnymi argumentami, niż zbywać prychaniem.
- Chodź, zapiekanka się zrobiła – Pociągnął ja za rękaw, kiedy usłyszał piszczenie piekarnika.
- Gotujesz? – Dziewczyna nie ukrywała zdziwienia.
- Boże, czemu wszyscy tak reagują? Przed tym jak związałem się z Krystianem sobie radziłem i nie umarłem z głodu, dlaczego nagle tak miałoby być?
- No nie wiem… Znam jego zdanie na temat twoich kulinarnych talentów.
- Dawno nie jadł mojej kolacji, nie ma prawa głosu. Chodź!
Usiedli przy stole w kuchni i zaczęli w ciszy jeść. Pola, z początku bardzo sceptyczna, przekonała się po chwili, że to faktycznie nie było trujące i pałaszowała z apetytem. Kurczak z Krystianem zapchał ją na chwilę, ale teraz doceniała domowy posiłek.
- Ok., to teraz powiedz mi, co tu tak naprawdę robicie? – Spytał, pomiędzy jednym kęsem a drugim.
- Wezwali go do sądu, ma złożyć dodatkowe wyjaśnienia czy coś tam. Nie wiadomo do końca o co chodzi.
- Zostajecie do środy? Dobrze zrozumiałem?
- Tak. Znaczy w środę już mamy być w domu, więc właściwie do wtorku.
- Nie mamy dużo czasu – Westchnął bardziej do siebie, niż do niej - Ostatnio, przekonanie do siebie Krystiana zajęło kilka miesięcy.
- Tak, tylko wtedy musiałeś przekonać też siebie i nie miałeś mnie do pomocy – Błysnęła zębami w drapieżnym grymasie.
- Czasem się ciebie boję, wiesz?
- Mam nadzieję. Tylko budząc strach mogę coś osiągnąć, przy takich braciach.
- Masz chociaż jakiś plan?
- Nie. Będziemy improwizować – Odparła z rozbrajającą szczerością, załamując Aleksa – Po pierwsze musimy przekonać mojego upartego brata, że Oslo jest taką samą dziurą, jak Poznań i na każdym kroku spotyka się znajomych. Musisz wkręcić w naszą intrygę wszystkich, których się da, którzy się nie wygadają, bo inaczej ty zginiesz w mękach, a ja nie będę już miała żadnego brata. Kumasz? – Tak, naprawdę się jej bał…
- Możemy zadzwonić do Tomasa, Andrzeja, Jussiego. Nie znam zbyt dobrze jego znajomych z uczelni.
- Wystarczy. Jak w ciągu tego weekendu natknie się na każdego z nich, to na pewno trochę się złamie. Dzwonimy – Jak na komendę złapali za telefony. Pola połączyła się z Tomasem po kilku sygnałach.
- Cześć, po pierwsze ta rozmowa jest absolutnie tajna i jeśli się wygadasz, to cię zamorduję i nie żartuję.
- …Cześć. Co słychać?
- To, że jestem z Krystianem w Oslo i wbiję sobie swoje ulubione szpilki w oko, jeśli nie sparuję znowu tych dwóch osłów.
- A w czym ja jestem potrzebny? – Wolał nie polemizować z jej pomysłem. To i tak nic by nie dało.
- Musisz wpaść na nas przypadkowo, kiedy będziemy jutro w mieście.
- I co, uwierzy w przypadek, jeśli nagle wyjdę zza rogu i zacznę go namawiać do powrotu?
- Zgłupiałeś chyba. Masz na nas wpaść i zacząć opowiadać jak dobrze ma się Aleks, jak się otrząsnął i w ogóle jak mu dobrze idzie – Naprawdę improwizowała. Nie wiedziała, czy to na pewno zadziała, ale Krystian na pewno wkurzy się na myśl, że tylko on potrzebuje pomocy lekarza od wariatów.
- No nie wiem - Tomas nie wydawał się przekonany do jej geniuszu. Aleks wcale nie miał się dobrze.
- Słuchaj, nie mam innego pomysłu. Jeśli to nie wypali, to powiemy Andrzejowi, żeby padł Rejtanem przed Krystianem i zaczął go błagać o powrót, bo inaczej się zabije. Nie wiem, musimy spróbować.
- Przepraszam, czym ma paść Andrzej?
- Rejtan nie chciał się zgodzić na rozbiór Polski i chciał przerwać obrady sejmu
- Widzę, że nauka do matury nieźle idzie.
- Przestań! Skup się! Jutro dam ci znać, gdzie i o której będziemy i błagam, przyjedź.
- No dobra. Ale wiedz, że ja nie jestem pewien czy to wypali. Czy Aleks w ogóle o tym wie, czy jego też musimy przekonywać?
- Właśnie koło mnie siedzi. Ma minę jakby miał zwymiotować, ale chyba się zgadza.
- Eh… Dobrze. Do usłyszenia.
Odłożyła telefon na stół. Mężczyzna obok, wciąż trzymał swój. Nie zdążył wybrać numeru, bo dictum Poli totalnie zbiło go z tropu. Co miał naopowiadać Tomas? Że się trzyma i świetnie sobie radzi? Chyba w innym świecie.
- Pola… Ja nie wiem, czy tak właśnie przekonam do siebie Krystiana.
- Kurde – Dziewczyna poderwała się na nogi i poszła po papierosy – Ja też nie wiem, ale pomyśl. W trzy dni go w sobie nie rozkochasz na nowo, musimy sprawić, żeby się chociaż zainteresował. On w ogóle nie wymawia twojego imienia do cholery. Sprawmy, żebyś wzbudził w nim jakiekolwiek emocje, nawet jeśli to ma być wkurzenie.
Słowa dziewczyny zraniłyby go do żywego, ale nie dał po sobie poznać. Rozkochać na nowo? To znaczy, że on już nic do niego nie czuje? To może to wszystko było po prostu bez sensu? Po co zmuszać kogoś do przywiązywania go do siebie? Wróciły wspomnienia ze związku z Larsem, który chyba właśnie podobnie musiał się czuć. Obojętnie co by zrobił, to i tak było źle i niewystarczająco. Wielka gula stanęła mu w gardle.
- A czy twój spontaniczny plan w ogóle obejmuje spotkanie moje i jego?
Wzruszyła ramionami. Najchętniej zamknęła by ich w pokoju bez drzwi, klamek i kontaktu ze światem zewnętrznym i trzymała tam tak długo, aż wyszliby znowu zakochani w sobie do szaleństwa.

xxx

Spacerowali po Oslo, rezygnując właśnie z obejrzenia ich fontanny. Dziewczyna zaordynowała najpierw odwiedziny w restauracji, bo od pół godziny marudziła, że zaraz umrze z głodu. Niestety była bardziej wybredna niż zazwyczaj i ominęli już trzy, czy cztery knajpy.
- Tu może być! – Machnęła na dębowe drzwi.
- Oczywiście musiałaś wybrać najdroższą restaurację w całym mieście, nie?
- Przypadek – Pokazała mu język. To tylko częściowo był jej wybór. Tomas miał niewiele czasu, a teraz jadł tam właśnie posiłek. Weszli do środka i dali się poprowadzić kierownikowi sali. Nawet nie zdążyli usiąść, kiedy za plecami Krystiana rozległ się radosny śmiech. Pola prawie dostała zawału, a przecież wiedziała, że on tam jest. Krystianowi pewnie stanęło serce.
- Nie wierzę własnym oczom. To naprawdę wy? – Mężczyzna z rozpostartymi ramionami podążał w ich kierunku. Pola nie wiedziała jaki jest poziom umiejętności aktorskich Tomasa, ale wyglądał jakby naprawdę był zaskoczony. Jej brat wyglądał natomiast, jakby miał zaraz paść trupem.
- Tomas! Co ty tu robisz? – Podeszła do niego i dała się uściskać.
- To chyba ja powinienem o to spytać. Jesteście sami, czy mama też przyjechała?
- Sami – Dziewczyna rozmawiała z nim swobodnie, ale Krystian wciąż stał w miejscu, z rękami zwieszonymi wzdłuż boków i smętną miną.
- Cudownie, naprawdę taka niespodzianka. Siadajcie – Wskazał im swój stolik.
- Na pewno jesteś zajęty. Może spotkamy się kiedy indziej? – Chłopak odezwał się po raz pierwszy. Tomas nie dał się jednak zbyć.
- Nie żartuj. Wpadłem tu tylko na obiad, nie widziałem was tyle czasu. Dalej, dalej, siadajcie – Podszedł do niego i też przytulił po ojcowsku. Krystian niechętnie, bardziej odruchowo odwzajemnił powitanie i dał się popchnąć w stronę, gdzie Pola już siadała na krześle.
- Co słychać? – Zagaił.
- Super. Tylko proszę cię, nie pytaj o moją maturę – Pola wykrzywiła się w grymasie, a mężczyzna się roześmiał.
- Jasne. Nie będę. Co was sprowadza? Mam nadzieję, że zadzwonilibyście do mnie, że tu jesteście, a nie próbowaliście się ukrywać.
Krystian tylko wzruszył ramionami. Nie chciał go okłamywać, on nic mu nie zrobił, ale wiedział jak to się może skończyć.
- Dostałem wezwanie na rozprawę. Szczerze mówiąc, chciałem to jak najszybciej załatwić i wracać.
- Nie chciałeś się spotykać z sam-wiesz-kim, jak rozumiem.
- Tak. I nie chcę o nim rozmawiać. Nie chcę wysłuchiwać jak to mu źle i jak bardzo żałuje.
No nie… to nie mogło być takie proste. Tomas na sekundę skrzyżował spojrzenie z Polą. On się po prostu podłożył, nawet o tym nie wiedząc. Nie mogli przepuścić takiej okazji.
- Ale wcale nie miałem zamiaru tak mówić. Aleks sobie świetnie radzi. Podobno nawet rozmawiał z kimś, o powrocie do rajdów.
Krystiana jakby poraził prąd. Poderwał oczy znad swojej zastawy i próbował z twarzy Tomasa odczytać to, co przed chwilą usłyszał i chyba źle zrozumiał.
- Co?
Pola ledwo powstrzymała się od krzyknięcia z radości.
- No… nie wiedziałeś? Nic mu nie jest, przecież minęło tyle czasu, że każdy by się otrząsnął. W końcu nie byliście ze sobą, aż tak długo, żeby to rozpamiętywać, prawda? – Oj, Pola wystraszyła się, czy aby nie przesadził. Nie miał przekonywać Krystiana, że ich związek to przeszłość i nie ma dla nich szans. Na szczęście jej brat rozumował inaczej niż wszyscy ludzie, których znała. Prawie zzieleniał na twarzy.
- On ci tak powiedział? Powiedział, że to nic nie znaczyło?
- No nie ujmował tego tak, ale Krystian, nie chciałeś z nim być, przestałeś go kochać. Trudno, trzeba iść dalej. Przecież chyba też tak to czujesz, nie?
- Tak… Dokładnie tak. To dobrze, że sobie radzi. Cieszę się. Porozmawiajmy lepiej o czymś innym co? Jak tam interesy? – Pola widziała, że ziarno zostało zasiane. Zrobili krok na przód. Krystian obudził się do życia. Miała ochotę wstać i uściskać Tomasa. Albo siebie, za swój niedoceniony geniusz.

- Jezu, akurat tu musiałaś chcieć zjeść? – Kiedy Tomas wyszedł z restauracji, Krystian wyglądał jakby chciał ją udusić.
- No co, przecież nie wiedziałam, że tu jest! Nie wyżywaj się na mnie.
- Nie wyżywam się! Miałem nadzieję, że nikt nie będzie wiedział, że tu jesteśmy.
- Przecież Tomas to nie plotkara. Nikomu nie powie.
- Mam nadzieję, bo inaczej jesteśmy spaleni.
- Nie przesadzaj – Podniosła się z miejsca i zaczęła zbierać – Chodź, idziemy dalej. Najadłam się i jestem zadowolona. Przytaknął jej tylko i też wstał. Jedna myśl nie dawała mu spokoju.
- Czy ty słyszałaś co powiedział Tomas?
- Mówił dużo rzeczy, o co ci chodzi? – Tak! Tak! Tak! Byli na dobrym tropie.
- Że on chce wrócić do samochodów.
- Czy zabiłoby cię, gdybyś zaczął wymawiać jego imię? Nie gryzie. Aleks, Aleks, Aleks, widzisz?
- Zamknij się. Jeśli on wróci do rajdów…
- To co?
- Nico. Nie wiem. To byłoby nie fair.
Tego się nie spodziewała. Nie fair? Co w tym niesprawiedliwego?
- A co ci to przeszkadza?
- Sam mówił, że usiądzie za kierownicą, kiedy ja usiądę obok.
- Może znalazł kogoś lepszego i zmienił zdanie. Kiedy Jussi miał wypadek też nie chciał jeździć i się przekonał.
Krystian wyglądał, jakby w ogóle nie zwracał uwagi, że w miarę swobodnie rozmawiają o Saszy. Tak trapiła go myśl, że ktoś inny miałby zająć jego miejsce, że najchętniej wydrapałby temu komuś oczy. Sam zdziwił się na to kiełkujące w nim uczucie. Pola miała rację. Co go to w ogóle obchodziło. Otrząsnął się, wziął ja pod rękę i wyszli na ulicę.
- Będziesz miała coś przeciwko, jeśli cię zostawię? Chciałem coś załatwić – Zatrzymał się nagle. Pola trochę się zdziwiła, ale przytaknęła.
- Jasne, zdzwonimy się.
Patrzyła jak jej brat podchodzi do jezdni i łapie taksówkę. Odjeżdżał, nie za bardzo wiedziała gdzie, ale miała nadzieję, że dotyczyło to Aleksa. Trzeba go było poinformować. Złapała za komórkę.
- Cześć, słuchaj, właśnie spotkaliśmy się z Tomasem, powiedział mu, wszystko co chcieliśmy i od siebie dodał, że myślisz o powrocie do rajdów. Krystiana szlag trafił. Zostawił mnie na chodniku, wskoczył w taryfę i gdzieś pojechał. Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale chyba zadziałało.
- Super. Zadzwoniłem już do Andrzeja i Jussiego, są poinformowani o planie. Nie podoba im się to, ale się zgodzili.

Powiedział mu o powrocie do rajdów? Może właśnie to był sposób?

xxx

Krystian dojechał do celu. Miał nadzieję, że Tomas pojechał do firmy, inaczej będzie go musiał ścigać po całym mieście. Zapłacił kierowcy i podążył pewnym krokiem do biurowca w Skøyen.
Wpisał się do księgi, wziął przepustkę dla gościa i wjechał windą do góry. Asystentka na początku go nie poznała, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko.
- Dzień dobry. Jest pan umówiony?
- Nie, ale Tomas nie będzie miał nic przeciwko. Jest już? – Wskazał na zamknięte drzwi.
- Tak, ale wie pan, powinnam go powiadomić.
- Nie trzeba – Nie mówiąc nic więcej, bez pukania wszedł do środka. Tomas siedział przy biurku. Z niezadowoleniem oderwał się od papierów. Kto mu przeszkadzał? Nie udało mu się zamaskować zdziwienia, kiedy go zobaczył.
- Krystian? – Wstał i wskazał mu fotel – Stało się coś?
- Tak. Okłamałeś mnie – Nie skorzystał z propozycji i wciąż stał.
- Nie rozumiem – Tomas miał minę pokerzysty, ale w środku mu się zagotowało. Wiedział, że nic z tego nie będzie, Krystian nie jest głupi.
- Dobrze wiesz o czym mówię. Jeśli myślałeś, że się nabiorę na te sztuczki, to się pomyliłeś. Chcę prawdy, już – Dopiero teraz usiadł, jakby zeszło z niego powietrze.
- Krystian…
- Nie. Dosyć kłamstw. Chcę wiedzieć o co chodzi.
- Przepraszam – Westchnął – Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Myślałem, że to zadziała. Kiedy was zobaczyłem, pomyślałem, że przyjechałeś tu dla niego, a kiedy powiedziałeś, że nie, postanowiłem zadziałać.
- I postanowiłeś mnie okłamać?
- Chciałem wzbudzić w tobie jakieś odczucia.
- I stwierdziłeś, że złość będzie odpowiednim uczuciem? Tomas, wiesz co to jest brzytwa Ohma?
- Nie.
- To twierdzenie, że najprostsze rozwiązanie jest z reguły najwłaściwsze. Kiedy słyszysz tętent kopyt, pomyśl o koniach, nie o zebrach.
- Nie rozumiem.
Krystian od chwili, kiedy zobaczył Tomasa w restauracji poczuł coś dziwnego. Ten facet zastępował mu ojca, chociaż wcale o to nie zabiegał. Oszukał go teraz, ale nie był za to na niego wściekły. Dał się poprowadzić przez jego kłamstwa, nawet na chwilę w nie uwierzył, ale później jego wiara osłabła. Za dobrze znał Aleksa. Tomas był chyba jedyną osobą, której mógłby powiedzieć prawdę.
- Nigdy nie przestałem go kochać więc zniechęcanie mnie do niego, to nie najlepsza taktyka.
- Tym bardziej nie rozumiem. Kochasz go, ale nie chcesz z nim być?
- Tak. Nie mogę go znieść, ale jednocześnie go kocham. Proszę bardzo, to wszystko co chce ze mnie wydusić mój psychoterapeuta.
- Może mam mylne wrażenie, ale chyba od zawsze tak między wami było, prawda? Przypomnij sobie ile razu chciałeś mu napchać śniegu do ust i zostawić na śmierć.
Krystian lekko uniósł kąciki ust, ale szybko to opanował. Wcale nie chciał o nim ciepło myśleć. W ogóle nie chciał, a od wczoraj wciąż to robił.
- Powiedz mi, szczerze, co byś zrobił, gdybyś go spotkał?
Oprócz rzucenia się na niego i przelecenia na najbliższym meblu?
- Nie wiem. Pewnie nie chciałbym z nim rozmawiać. – Tylko przelecieć na najbliższym meblu…
Pokiwał głową z zrozumieniu. Rozmowę przerwał im dźwięk telefonu.
- Panie prezesie, przyjechał pan Svenson.
- Dziękuję – Odparł, wduszając guziczek na panelu – Przepraszam cię, ale mam umówione spotkanie.
- Jasne – Krystian wstał z fotela – Dzięki za szczerość.
- I nawzajem. Jeśli mogę mieć tylko jedną radę…
- No? – Co mu szkodziło
- Spróbuj pomyśleć, co chciałbyś mu powiedzieć.
- Spróbuję.

Kiedy za chłopcem zamknęły się drzwi, Tomas natychmiast chwycił za komórkę.
- Pola, plan nie wypalił. Krystian właśnie u mnie był i kazał powiedzieć sobie prawdę.
- Boże, i co?
- Wziąłem winę na siebie, ale niech nikt inny nie wciska mu tego kitu, bo się zorientuje.
- Jasne
- Aha i jeszcze jedno. Najlepiej będzie zamknąć ich w jednym pokoju z kilkoma paczkami kondomów. Rozwiążą swój problem sami.
- Mi tego nie tłumacz.

xxx


Aleks spacerował po swoim mieszkaniu w tę i powrotem. Pierwszy raz od chwili gdy Pola zaskoczyła go swoim szalonym pomysłem, miał sposobność to przemyśleć. W głowie kłębiło mu się mnóstwo pytań. Czy on chce wracać do tego co było? Czy pomysł jego quasi-siostry był dobry? Czy on faktycznie nadaje się do wspólnego życia? Przecież to nawet ona powiedziała, że przedtem też się kłócili, że między nimi nigdy nie było spokojnie. Ile można wytrzymać w ciągłej walce, przeciąganiu liny? Związek z kimś takim jak Lars byłby o wiele prostszy. Tylko czy on potrafiłby pokochać kogoś mocniej? W ogóle umiałby kogoś kochać? Przerwał swój marsz na moment zatrzymując się przed ich wspólnym zdjęciem, zrobionym po wygranej w rajdzie Wielkiej Brytanii. Nadal nie umiał się zmusić do pochowania pamiątek. Ciągle natykał się na jego płyty, których nawet nie słuchał, ale nie chciał mu ich odsyłać. Może gdyby go o to poprosił, ale przecież brzydził się nawet wypowiadaniem jego imienia. Co on takiego zrobił temu chłopcu, że nie chciał go znać? Najgorsze było jednak to, że Sasza nie wiedział, czy ich ewentualny powrót do siebie zmieniłby cokolwiek. Ciąglłyn kontrargumentem na każde rozsądne pytanie, które jego mózg wysnuwał, było proste: „kocham go”. A odzyskując jego odzyskałby też swoją drugą miłość – rajdy. Sam naprawdę nie chciał jeździć. Nawet z Jussim to nie byłoby już to samo. Krystian i on byli w aucie jak dobrze naoliwiona maszyna. Teraz w maszynie brakowało panelu sterowania, a element zastępczy to nigdy nie będzie oryginał. Na początku, po wypadku Krystiana, chodziło tylko o dobro chłopca. Teraz Sasza zdał sobie sprawę, że trzeciego mistrzowskiego pilota nie dostanie, a porażki by nie zniósł. Szczególnie z Loebem. Oderwał się w końcu od fotografii, odstawiając ją na półkę. Wyjściem z sytuacji wydawało się tylko jedno. Coś, za co Pola go zamorduje, ale nic innego nie umiał zrobić. W przypływie tego nagłego impulsu chwycił za telefon i wybrał numer chłopaka. Najpierw nie odebrał. Trzy razy. Potem zaczął odrzucać połączenia, ale Sasza był już zbyt nakręcony, na ten pomysł. Niestety, najwyraźniej Krystian nie podzielał jego entuzjazmu. Kiedy siedemnaste połączenie zostało zerwane, odłożył komórkę. Zrezygnowany patrzył na wyświetlacz, próbując chyba siłą woli sprawić… coś. Właściwie sam do końca nie wiedział co. Nagle aparat powędrował przez blat, powodowany wibracjami. Aleks był pewien, że ze strachu doznał czegoś na kształt miniwylewu. Sięgnął po telefon i spojrzał na ekran. Ręce zaczęły dygotać mu jak w malarii. Powiadomienie o smsie migotało jak szalone. Otworzył je i na ekranie wyświetliło się krótkie „Co?”. Czemu nie odbierał, skoro jest ciekawy o co chodzi? „Jeśli chcesz przerwać te podchody dookoła nas, spotkajmy się dzisiaj o 21 w klubie”. Wyrok. Właściwie wygadał się, że wszyscy knują i jeśli on teraz się nie zgodzi, to koniec. Usiadł na najbliższym fotelu i tak jak poprzednio, gapił się w telefon. Po pół godziny, kiedy ręce mu już ścierpły, znowu poczuł w dłoniach wibracje.
„Nie”

I wszystko jasne.












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum