The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 23 2019 15:48:20   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Połączeni 26


Niewielu mężczyzn potrafi przyznać się, że prawdziwie kocha, ale Riven do takich nie należał. Już nie należał. Od dwóch dni szalał na punkcie swego męża mając poczucie, że ponownie się narodził. Czuł się tak jakby ktoś rzucił na niego urok, a on z tego cieszył się niczym dziecko z udanego daru jaki dali mu rodzice. Jemu ten dar dali ich ojcowie i chociaż długo nie chciał go przyjąć, teraz nie wyobrażał sobie, że nie mógłby go dotykać, całować... kochać się z nim. Tak kochali się tej nocy po raz kolejny i Riven nie mógł się nasycić odgłosami jakie wydawał Aranel i widokiem męża takiego rozdygotanego, rozpalonego, nagiego pod nim.
Otrząsnął się szybko czując jak jego ciało reaguje na te myśli. Znów był twardy i to w najmniej dogodnej chwili. Ciągle mu się to działo. Wystarczyło, żeby był blisko męża lub o nim pomyślał i był gotowy. Chciał, aby spotkanie z ojcem i arystokratami w końcu się skończyło i będzie mógł pójść do męża. Wiedział, że ten jest w ogrodzie wsłuchując się w śpiew ptaków. Aranel wyznał mu, że będąc dzieckiem śpiewał, a ptaki mu odpowiadały. A to dawało Rivenowi do myślenia, jak bardzo samotnym człowiekiem był młodzieniec. Zamykał swe emocje w sobie zakładając tę dziwną maskę, która na szczęście opadła i Aranel nie krył się za nią. Mężczyzna przyznał się, że jest dobrze wyszkolony nawet w walce. Zdając się na słuch potrafił pokonać „wrogów”. Riven z chęcią weźmie go do sali walk i przypomni mu podstawowe pojęcia. Przez tak długi czas Aranel co nieco zapomniał. Najpierw jednak musiał się zająć ważną sprawą i w końcu przyszła jego pora. Dziękując bogom, że dziś założył długą, oficjalną szatę, która ukryła jego podniecenie, wstał zza wielkiego stołu obrad.
– Chciałbym na forum złożyć wniosek, żeby zniesiono sprawdzanie konsumpcji małżeństwa. – Przy stole zapanowało poruszenie. Niektórzy ze starszej rady wydawali się być oburzeni propozycją. – Pozwólcie, że to wyjaśnię. Sprawdzanie czy poślubiona para wykonała, tak zwany obowiązek małżeński, godzi w intymność związku. Sprowadza nie raz wstyd i poniżenie. Może nawet doprowadzić do wielu przykrych konsekwencji, kiedy ktoś zostaje zmuszony, by posiąść drugą osobę. Intymność, to prywatna sprawa dwóch osób, do której tacy jak wy, jak ja, a nawet sam król nie powinien się wtrącać.
– Ależ książę, jak w takim razie będziemy wiedzieć, czy związek jest legalny? – zapytał jeden z zebranych. Był to siwowłosy staruszek, który już dawno powinien zostać usunięty ze stanowiska i godnie odpoczywać.
– Właśnie, jak będziemy to wiedzieć? – Zawtórował inny. – To się nie godzi zmieniać czegoś co działa od stuleci.
– Nie godzi się wtrącać do łoża pary! Jeszcze brakuje byście, szanowni panowie, siedzieli w sypialni i osobiście nadzorowali ten stan rzeczy. Konsumpcja małżeństwa ma zależeć od tych osób, a nie od was! – Riven mówił teraz głośno i wyraźnie. – To nie wasza sprawa, co dwoje ludzi i kiedy coś robi. Jak wyście się czuli, kiedy was sprawdzano? Jak czuły się wasze żony po czymś takim? Dlatego składam wniosek o zniesienie tego prawa i liczę, że zostanie on rozpatrzony i przyjęty.
Siadając na szerokim krześle o wysokim oparciu zdecydował się spojrzeć na ojca i to co wyczytał, jasno dało do zrozumienia, że niezbyt szybko dołączy do męża.

***


Dom. To miał być ich nowy dom. Parterowy, długi otoczony płotem zrobionym ze sztachet wśród których brakowało wielu desek. Budynek wokół którego rosły drzewa, rośliny, a także w przeważającej liczbie chwasty prezentował się dla Erkirana niczym pałac. I tak, czuł się dziwnie wprowadzając się tutaj, gdyż nie on kupił to miejsce, ale obiecał sobie, że pracując złoży połowę sumy i odda Asmandowi. Mężczyzna o niczym nie wiedział, ponieważ by się sprzeciwił. Sam podkreślał, że chce być z nim i to ich wspólny dom.
Otworzył furtkę i wszedł pierwszy, a tuż za nim zrobił to Kal ciekawie rozglądając się wokół. Erki obawiał się czy czasami chłopiec nie będzie się bał nowego miejsca, ale reagował pozytywnie na tę zmianę. Szczególnie na wieść, że będzie miał swoją własną sypialnię. Za nimi z tobołkiem swoich bagaży wtarabanił się Leteno. Stosunki obu braci były cały czas napięte, pomimo sytuacji sprzed dwóch dni. Wszak to Asmand przytulił Leto, a nie on. Niemniej brat mu nie przeszkadzał, ale i tak mało się do siebie odzywali. Niestety nie dało się cofnąć czasu i zakneblować Leteno oraz wybić z głowy Asmandowi, by chłopak się przyznał do uczuć. Stało się, on musiał to przetrawić.
– Poczekajcie zaraz otworzę kłódkę. – Asmand wyminął ich przechodząc w stronę drzwi, które były zamknięte na skobel, jaki trzymała kłódka. Sam nie wierzył jeszcze, że to się dzieje. Zmieniał swoje życie. Wprowadził w nie inne osoby, a wcześniej tak się przed tym bronił. Lecz wtedy to było co innego. Nie był tym kim teraz jest, a wszystko dzięki uroczemu Erkiranowi. Otworzył drzwi i mogli wejść do środka. – Dom wymaga trochę pracy, ale wszystko da się zrobić. – Trzeba naprawić okiennice, drzwi do pomieszczeń kuchennych i zrobić jeszcze kilka prac domowych.
– Nie zapomnij o płocie – przypomniał Erki.
– Byłem u stolarza, nowe drzwi będą niedługo gotowe, a płot zrobimy sami. To są szczegóły nad którymi można popracować w czasie mieszkania tutaj.
Erki nie słuchał go dokładnie, tylko przyglądał się układowi domu. Stali teraz w czymś w rodzaju komnaty salonowej, z której było jedno przejście, jak sądził w głąb domu do trzech komnat sypialnych, a do kuchni wchodziło się z pomieszczenia obok, które służyło za jadalnię i kuchnię. W każdym razie mogło służyć im. Stał tam duży drewniany stół, co prawda teraz zakurzony, ale łatwo chłopakowi było sobie wyobrazić, jak to miejsce będzie wyglądać po przemianie. I w końcu się uśmiechnął, gdyż od chwili opuszczenia rodzinnego domu czuł mimo wszystko żal. Ciężko było stamtąd odejść, pomimo że mu się wcześniej inaczej wydawało, ale teraz wyraźnie widział lepszą przyszłość, w lepszym miejscu, dla Kala. Został objęty od tyłu silnymi ramionami i oparł się wygodnie o Asmanda. Chciał się z nim znaleźć sam sam i móc oddać mężczyźnie. Bardzo tego pragnął, a napadające go myśli o tym sprawiały, że drżał.
– Wiesz, że dzielisz ze mną pomieszczenie sypialne? – zapytał szeptem Asmand.
– Nie sądziłem, że będzie inaczej. – Przymknął powieki oddając się ciepłu jakie wytwarzał kochanek. – Zabiorę się za ścieranie kurzu i wyślę chłopaków na zakupy.
– Dobry pomysł. Pomogę ci.

***


Terrik przemierzał korytarz w tę i z powrotem czekając na zakończenie obrad. Nie miał obowiązku tam dziś być, więc z radością korzystał z wolności. Pozornej wolności, bo tak naprawdę był więźniem swej miękki, jaką dawała samotność. Od dwóch wschodów słońca szalał z rozpaczy i dzisiejszego poranka nareszcie umysł podsunął mu rozwiązanie, ale wymagało ono opuszczenia pałacu. Nie zamierzał wyjechać bez zgody Rivena lub króla, więc teraz czekał na któregoś z nich. Obrady się przedłużały, co zapewne było przyczyną Rivena. Mężczyzna wspominał mu o wniosku jaki chce złożyć. Terrik popierał go w tej sprawie. Król już dawno powinien przestać słuchać doradców i myśleć sam za siebie, a głos innych brać tylko pod uwagę. Starzy przedstawiciele wysoko urodzonej arystokracji za bardzo obstawali przy dawnych prawach.
Nareszcie potężne wrota sali tronowej rozwarły się wypluwając z wnętrza pomieszczenia zebrane osoby. Wszedł do środka zastając tam Rivena i jego ojca.
– Wybaczcie, mi, ale mam ważną osobistą sprawę – zabrał głos.
– O co chodzi, Terriku? – zapytał król.
– Pragnę na kilka dni wyjechać w sprawach osobistych.
– Wiesz, gdzie jest dowódca Galdor? – Riven oderwał głowę znad czytanego dokumentu.
– Przypomniałem sobie o starej chacie jego wuja. Mógł tam się udać. Nie mam co do tego pewności, ale to jedyna szansa, bym z nim wcześniej porozmawiał. – Czekanie go zabijało. Nie jadł, ledwie co spał, a jak zasypiał budził się z krzykiem, kiedy sny nawiedzające go ukazywały odchodzącego Yavetila.
– Jedź przyjacielu i sprowadź go z powrotem.
– Dziękuję, książę. – Pokłonił się jeszcze i pełen determinacji opuścił salę.



Riven odprowadził wzrokiem przyjaciela i gdy został sam z ojcem spojrzał na niego. Wiedział, że król nie był zadowolony z próby zmieniania starych praw, ale nie mógł dłużej pozwolić na mieszanie się innych w czyjąś intymność.
– Dlaczego mi to robisz, synu? Nawet nie powiedziałeś, że zamierzasz coś takiego wystawić radzie.
– Czas zmienić to, co tylko rani i upokarza innych.
– Upokarza? Każdy jest do tego przyzwyczajony – odparł król. Nie spodziewał się czegoś takiego po nim.
– Chyba ty byłeś przyzwyczajony. Nawet nie wiesz jak ja się czułem i Aranel, kiedy co dzień sprawdzano czy już coś zrobiliśmy, bo takie jest prawo. Zmusza ludzi na siłę, podczas gdy ci którzy nie są ze sobą uczuciowo, powinni mieć czas na przyzwyczajenie się do siebie.
– Wielkie rzeczy! Jakoś nie dochodziły do mnie słuchy, że komuś stała się krzywda z tego powodu!
– Aranelowi się stała! – Sama myśl o tym bolała, jakby ktoś przypiekał jego ciało na ogniu.
– Słucham? – Zainteresował się król.
– Ciągle tylko nalegałeś na skonsumowanie związku. Chodziłem tym przerażany i wściekły. Mówiłeś bym się tym zajął! – Nareszcie mógł wykrzyczeć ojcu prawdę. – Zmuszałeś mnie, nas do tego! Podczas gdy ja nie lubiłem w tym sensie mężczyzn, a Aranel był zbyt przerażony sytuacją i mną. Zmusiłeś go, by mi się oddał wbrew sobie. A ja zrobiłem to w chwili, kiedy tak naprawdę miałem ochotę go krzywdzić! Nadal nie rozumiesz? Zgwałciłem go! Aranel płakał, prosił, a mimo to się poświęcił do końca. Podobno pierwsze przeżycie powinno być wspaniałe, nie raz zaważa na dalszych tego typu relacjach, a tymczasem jego było bolesne i okrutne, tak jak moje. Wiesz, czemu? Bo mam duszę, która zrozumiała co zrobiłem. Moja wściekłość, twoje naciskanie i jeszcze pożądanie jakie poczułem, skrzywdziły tak drogą mi teraz osobę! I nie mów, że nie warto zmieniać czegoś tak okrutnego. Zmuszanie kogoś jest chore! Nie wiesz tego, bo wiem, że ty i mama kochaliście się od dziecka. Was nikt nie przymuszał. Już nawet nie tylko sprawdzanie prześcieradeł upokarza, ale to, że dwie osoby MUSZĄ TO zrobić, a nie, że chcą. Nie jestem też za tym, by dwoje ludzi pobierało się, bo tak uzgodniła rodzina, ale tego nie da się zrobić od razu, zresztą czasem wychodzi to na dobre, ale mogę zmienić inne rzeczy. Obaj skrzywdziliśmy Aranela i dziękuję bogom, że to nie zaważyło na nim do końca i możemy teraz być razem. – Odwrócił twarz do okna, chcąc ukryć łzy.
– Postaram się, by na forum przyjęto twój wniosek. Roześlę też wieści do innych królestw. Masz rację, stare decyzje trzeba czasami zmienić. Kto wie ile osób one zraniły. – Król opadł zrezygnowany na krzesło.
– Dziękuję, ojcze. A teraz pozwól mi się oddalić.
Władca machnął ręką, a Riven pokłonił się i wyszedł z sali. Chciał przytulic Aranela. Liczył, że mąż nadal będzie w ogrodzie.
Nie szedł tylko biegł i przysięgał sobie, że świadomie nigdy nic nie zrobi, by urazić Aranela. Wiedział, gdzie mąż lubił przesiadywać i wsłuchiwać się w odgłosy przyrody oraz pracujących w ogrodzie ludzi, i tam też go zastał. Przystanął. Aranel rozmawiał z ogrodnikiem i zaśmiał się. Młody książę miał piękną duszę, nie tylko wygląd. Nie patrzył na to kto ma jaki status. Potrafił z każdym się porozumieć.
– Aranelu.
Adantin przerwał rozmowę i odwrócił się w stronę głosu męża.
– Spóźniłeś się.
– Ojciec mnie zatrzymał. – zbliżył się do niego. Kątem oka spostrzegł, że ogrodnik zostawia ich samych. Chwycił męża za ręce i ucałował obie. – Kocham cię.
– Pokochałem cię nagle, Rivenie. – Wtulił się w niego. Serce mu szalało z miłości.
Riven zacisnął wokół niego ramiona i postanowił, że nic ich nigdy nie rozdzieli.
– To pójdziemy na ten spacer? – zapytał Aranel. Nie chciał się od niego oddalać.
– Na spacer i wszędzie gdzie zechcesz, kochanie. – Ucałował go w ucho i szyję, a potem wziął za rękę i poprowadził wśród ogrodów.



Asmand pomimo jeszcze przebijających się wątpliwości co do podjęcia decyzji wspólnego mieszkania wierzył, że zrobił dobrze kupując ten dom. W przeszłości nigdy nie planował, że zmieni swoje życie. Nawet jakby przestał być najemnikiem to i tak żyłby samotnie lub umarł gdyby go schwytali. Nie z ręki innych ludzi, ale ze swojej, wszak zamknięcie to coś czemu nigdy by się nie poddał.
– Leteno i Kal wybrali się nareszcie do miasta. – Do kuchni, albo raczej pomieszczenia, które zaadoptują jako kuchnię wszedł Erkiran. – Cieszy mnie to, że Kal ponownie wraca do życia.
– Dzieciak potrzebował zmiany otoczenia. Z tamtym wiązały się same złe wspomnienia. – Podszedł do chłopaka i ucałował go w szyję. Wplótł jedną rękę w jego włosy, a drugą objął w pasie i przyciągnął blisko siebie. – Czy to znaczy, że jesteśmy sami i mamy czas dla siebie?
– A co ci chodzi po głowie? – zapytał zaczepnie.
– Wiesz, jak ktoś zasmakuje w tobie, tak trudno do tego nie wracać. – Potarł nosem policzek chłopaka. Pragnął go, ale nie chciał nalegać i zmuszać go do czegoś. Zwłaszcza, że kochali się dopiero jeden raz, a Erki niedawno był chory. Teraz jeszcze od czasu do czasu męczył go kaszel.
– Tęskniłem za tym. Za byciem blisko ciebie. – Nie oponował na to czego mężczyzna chce. Nie był doświadczony w tych sprawach, ale potrafił wyczuć potrzebę Asmanda, przecież sam również miał chęć na coś więcej niż pocałunki. Poza tym to był dobry sposób na oderwanie się od myśli o Leteno, ale przede wszystkim chciał oddać się kochankowi, gdyż go pragnął i potrzebował. Zadrżał gdy chłodna ręka wsunęła mu się pod koszulę i przesunęła po skórze. Ciało Erkirana reagowało na najmniejszy bodziec jakie otrzymywało od Asmanda. Jeden dotyk wystarczył, aby rozgrzewało się i pragnęło doznań jakie zapamiętało z pierwszego kontaktu. Wpatrzył się w oczy mężczyzny rozchylając wargi. Nie musiał nic mówić mając nadzieję, że Asmand odczyta przyzwolenie na wszystko. I tak się stało, gdyż chwilę później usta kochanka pożerały jego w pełnym żaru pocałunku. Oddał go. Jakby mógł tego nie zrobić jak sam tego chciał. Wpuścił do wnętrza śliski, wilgotny język, który badał każdy zakamarek i zachęcał do zabawy. Zamruczał z rozkoszą i zarzucił ręce na szyję mężczyzny.
Asmand krążył dłońmi po ciele chłopaka wręcz z pasją. Chciał go dotykać, całować, pieścić i doprowadzić do szaleństwa. A najbardziej to chciał go już mieć, ale powstrzymywał trawiącą go gorączkę pożądania. Chwycił chłopaka za pośladki, ścisnął je mocno, na co Erki sapnął i przywarł do ciała mężczyzny. Nie przestawał go całować, kiedy uniósł go do góry, a chłopak natychmiast oplótł go nogami w pasie. Zaniósł partnera na stół i posadził stając pomiędzy jego nogami.
– Potrzebuję cię – wyszeptał odrywając usta od chłopaka.
– Masz mnie, As. Masz mnie. – Bez wstydu zaczął rozwiązywać rzemyki u spodni Asmanda. Nie mieli zbyt dużo czasu. Bracia w każdej chwili mogli wrócić. – Po prostu bierz mnie, As. Nie jestem z porcelany. – Ręce mu dygotały. Nawet nie myślał, że był jeszcze dzień i kochanek ujrzy go w pełnej krasie nagiego, podnieconego. Nie chciał się przed nim wstydzić, chociaż nie było to łatwe.
– Poczekaj – powiedział i niemal wybiegł z pomieszczenia.
Erki poczuł jak robi mu się zimno, kiedy został sam, niemniej cierpliwie czekał. Oparł się rękoma za plecami i spojrzał w dół. Jego członek wyraźnie odznaczał się i pokazywał w jakim jest stanie. Pokonując swój wstyd postanowił sprawić mężczyźnie niespodziankę. Zeskoczył ze stołu i szybko pozbył się ubrań. Nie zdążył usiąść, kiedy od drzwi dobiegł go głos mężczyzny i jedno słówko mówiące jak widok na niego zadziałał:
– Szlag. – Nie chciał długo być z dala od ponętnego ciała. Światło dnia pokazało każdy szczegół chłopaka. Oblizał nagle suche wargi, a męskość chciała wyskoczyć spod ubrania. Idąc do Erkirana rozbierał się powoli wyglądając jak wilk chcący rzucić się na swoją ofiarę. Tylko w ich przypadku konsumpcja będzie zupełnie inaczej wyglądała. – Wracaj na stół i rozłóż nogi. – Odrzucił koszulę i rozwiązał resztę troczków przy spodniach, a te zsunęły się niżej na biodra.
Erki posłuchał mocnego, przesiąkniętego podnieceniem głosu. Usiadł przodem do mężczyzny i rozsunął uda ukazując głodnym oczom swe wdzięki. Jego policzki płonęły ogniem wstydu, którego w tym momencie nie pokonał.
– Jesteś piękny. – Już był przy nim. Odstawił pudełeczko z jakimś kremem i sunął dłońmi po zgrabnych udach. Najpierw zabawił się ich zewnętrzną stroną wbijając wzrok w twarz chłopaka i zniewalając go nim, później palce podążały ku wnętrzu głaszcząc skórę raz delikatnie, a raz mocno. Kierowały się ku pachwinom chłopaka, który ponownie zadrżał.
– Jesteś wspaniały – mówił mężczyzna. – Czymś najlepszym co mi się przytrafiło. Tak strasznie cię potrzebuję.
– Powiedziałem, żebyś mnie brał. – Głos Erkirana także był zmieniony, wręcz zachęcający, pełen ekscytacji i słyszanej potrzeby. – Och – jęknął, kiedy palce mężczyzny objęły jest stojący członek i poruszyły się nęcąco po nim. Druga ręka Asmanda pozbyła się w końcu spodni ukazując to, na co chłopak czekał. Sięgnął ręką do męskości mężczyzny i naśladował ruchy dłoni jaka jemu sprawiała przyjemność. Ich usta ponownie się połączyły gryząc, liżąc i szczypiąc towarzyszki, a języki splatały ze sobą w tańcu. Namiętność jaka wlewała się w oba ciała nie pozwalała na długi wstęp. Na więcej zabaw będą mieli wiele czasu. Sięgnął po słoiczek i podał go Asmandowi. Ten odebrał go, ale chcąc zasmakować jeszcze szyi chłopaka nachylił się do niej i złapał skórę pomiędzy zęby.
– Och, bogowie rób tak. – Ugryzienie podziałało na Erkirana potężną falą żaru, która przeszła od miejsca ugryzienia do pachwin.
– Będę robił wiele. Chcę byś krzyczał z rozkoszy – szepnął w skórę owiewając ją gorącym oddechem i polizał przeciągle. Dopiero gdy skończył odkręcił wieczko. Cieszył się, że był zapobiegliwy i kupił to mazidło. Nie chciał, by chłopaka bolało. – Zejdź i odwróć się.
Erki wykonał kolejny rozkaz i oparł dłonie na blacie. Asmand wysunął sobie jeszcze jego biodra w swoją stronę obcałowując mu kark i kręgosłup, a chłopak wyginał się do tych pieszczot z ochotą. Przyjmował każdy dotyk od mężczyzny, ale spiął się nieznacznie, gdy poczuł jak ten pieści jego pośladki, a palce wsuwają się pomiędzy nie.
– Ciii. – Nacisnął jego kark i Erki pochylił się opierając policzek i tors na stole, pełen uległości, co bardzo spodobało się Asmandowi. Młody kochanek mu w pełni ufał i oddawał we władanie. Nie chciał go zawieść. Nabrał wilgotnej substancji ze słoiczka.
Erkiran poczuł jak wilgotny palec pieści go pomiędzy pośladkami i wsuwa się w niego. Oddychał głęboko za każdym razem, każdym ruchem w nim i kolejnym palcem, na początku odczuwając dyskomfort, a potem głośno wzdychając i poruszając zachęcająco biodrami. Do tego ręka na jego członku odwracała uwagę od całego świata powodując, że stawał się kłębkiem uczuć nakierowanym w tej chwili na dawaną rozkosz. Trwało to całą wieczność i chciał więcej, mocniejszych wrażeń. Wręcz z ulgą i bolesnym jęknięciem przyjął wkradającego się w niego penisa kochanka, który rozpierał go jak z pierwszym razem, ale teraz wchodził łatwiej z powodu wilgoci jaką miał w sobie.
Złapał dłonią jego biodro i patrzył jak członek znika w ciasnym kokonie mięśni. Chciał się poruszać, pchać w niego, pompować krew, aż cała się tam znajdzie i wybuchnie doprowadzając go na szczyt.
– Już wiem, że to uwielbiam – wystękał Erki. – Włóż go do końca. Chcę cię całego i blisko siebie. – Oddychał coraz ciężej i szybciej przestając nad sobą panować. – Chcę żebyś się we mnie poruszał. Dawał mi siebie i brał mnie całego, nie tylko ciało i duszę. Kocham cię Asmandzie. Kocham.
Zrobił to. Wsunął się głębiej, tak, że biodra uderzyły o pośladki i zaczął się poruszać. Pokrył jego ciało swoim i wyciągnął rękę by spleść palce z palcami Erkirana, teraz jęczącego i stękającego.
– Jesteś taki ciasny. – Oparł czoło o jego plecy. – Taki mój.
– Twój. – Czuł każde pchnięcie bioder i członek jak przesuwa się w nim drażniąco, bardzo powoli, co stawało się dla Ladrimy denerwujące. Chciał być brany mocno i szybko, więc zaczął o to błagać. Do tego ciężkie ciało na nim, pieszczoty jakie zaczął ponownie serwować mu Asmand sprawiały, że było cudownie tak jak wyobrażał sobie nocami, gdy za nim tęsknił. Uniósł się trochę na rękach, aby samemu spróbować naprzeć biodrami na niego. – Mocniej. As, błagam cię, dobrze mi, ale chcę więcej. Chcę byś robił mi dobrze mocniej. – Już siebie nie kontrolował, podobnie jak mężczyzna na nim.
– Mając ciebie pod sobą człowiek traci panowanie nad reakcjami ciała. Dam ci wszystko o co prosisz. – Uniósł się na tyle, by złapać w kleszczowym uścisku wąskie biodra młodzieńca i spełnił prośbę wyrywając dźwięki tak podniecające z ust chłopaka, że ledwie trzymał się na krawędzi, jaka dzieliła go od spełnienia. – Słuchając ciebie można dojść, a co dopiero będąc w tobie.
Czuł się z nim złączony, jak nigdy wcześniej. To było coś więcej niż dwa ciała spalające się w gorączce pożądania. Dochodziły tu uczucia pełne emocji i one dopełniały stosunek jaki połączył jego i Asmanda. Teraz nie było tu miejsca na wstyd, na ukrywanie potrzeb. Teraz dawał kochankowi siebie z duszą i ciałem, i był pewny, że to samo otrzymuje. Przyjmował w siebie silne pchnięcia pozwalając mężczyźnie na wszystko. Uda mu dygotały, a paznokcie wbijały w blat stołu, jakby palce chciały się czegoś złapać i ściskać to pomiędzy sobą. Rozpadał się na kawałki w uniesieniu, a ból jąder i pulsujący członek wskazywały, że spełnienie pędzi ku niemu.
– Chciałbym, mmmnnnn aabyś na otaaaa, tak tak, na zawsze został we mnie mmnnnn. – Miał nadzieję, że Asmand go zrozumiał, gdyż wypowiadanie zdań w danej chwili szło mu coraz gorzej.
– Też bym tego chciał. Ssssss – zasyczał będąc blisko zalania wnętrza kochanka swym nasieniem. Przywarł torsem do jego mokrych od potu pleców i złapał zębami ramię chłopaka nie przestając się poruszać.
– O jak dobrze – wystękał Erki, ten cudowny punkt w nim trącany przez członek posłał potężną falę energii do jego brzucha, krocza, całego ciała, a to sprawiło, że nie wytrzymał tej całej kumulacji przyjemności, krzyknął, gdy coś go zaczęło rozsadzać, przebiegło po kręgosłupie i popchnęło ku spełnieniu tak silnemu, że zrobiło mu się ciemno przed oczami. Orgazm zawładnął nim potężną erupcją nasienia i przyjemności znacząc podłogę.
– Erki, mój Erki. – Już nie musiał się powstrzymywać i pozwolił sobie na silne szczytowanie, jakie odczuwał chłopak, który jasno pokazywał co nim zawładnęło. Poruszał biodrami do samego końca, by ostatnia kropelka nasienia z niego wytrysnęła i znieruchomiał. Dyszał głośno wtórując Erkiemu.
Chłopak przymknął oczy kładąc policzek na stole. Nareszcie był zaspokojony i miał teraz ochotę odpoczywać.
– Miałem nadzieję, że ten stół się nie złamie pod nami, solidny jest – powiedział Asmand całując go i obejmując w pasie. Nie śpieszył się z wysunięciem z partnera, było mu tam dobrze i ciepło.
– Jest mocny.
– Czego byś teraz chciał? – zamruczał Asmand.
– Położyć się z tobą do łoża, przytulić się i zasnąć. Ale zadowolę się myciem. – Gdyby była noc chętnie pozostałby z nasieniem w sobie, które powoli, by z niego wypływało. Teraz musiał się wymyć lub przynajmniej wytrzeć.
– Nagrzeję ci wody. Też chcę się opłukać. – Z trudem uniósł się i wysunął z niego. Patrzył w lubością, jak wejście Erkirana się zamyka, ale jest rozluźnione i mogło by go ponownie w siebie z łatwością przyjąć. Z żalem pożegnał się z tym widokiem i pomógł chłopakowi. Odwrócił go do siebie przodem i pocałował z czułością.
– Idź po tę wodę mój mężczyzno – powiedział, gdy zakończyli pocałunek. – Leto i Kal mogą niedługo wrócić, a trzeba jeszcze tu posprzątać.
Asmand z żalem się musiał odsunąć i zaczął ubierać spodnie. Tymczasem Erkiran wziął swoją koszulę i zażenowany obtarł się trochę. Pamiętając, aby ubranie od razu wrzucić do prania. Patrzył jak Asmand z nagim torsem idzie do studni po wodę. Po czym sam założył na siebie spodnie, żeby trochę ogarnąć pomieszczenie i zmyć swoje nasienie z podłogi, a wolał nie robić tego nago, tak na wszelki wypadek, gdyby domownicy wrócili. Jakoś nie potrafił rozbierać się już przed Leteno wiedząc już jak na niego działa. Tylko nie wiedział, czy się zwyczajnie wstydził, czy wolał nie sprawiać bratu fizycznego cierpienia.
Posprzątał i udał się do komnaty sypialnej po czyste ubranie.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum