The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 20 2019 19:14:06   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Święta na Jowiszu



– Ta kurwa telepie na każdym dołku! - warknął Oz z tylnego siedzenia. Skupiony nad śledzeniem czerwonej plamki GPS omal nie odgryzł sobie języka, kiedy auto gwałtownie podskoczyło na wyboju.
– Jak nazwałeś najwspanialszy samochód świata?! - wykrzyknął kierowca z niekrytą urazą.
– Kurwą – odparł spokojnie Oz. - Nazywasz tego grata najwspanialszym? To kupa złomu.
– Ta kupa złomu dowiezie twój zadek na koniec świata, tylko trzeba dać jej szansę! – roześmiał się mężczyzna. - A jeśli już sobie odgryziesz ten niewyparzony jęzor to go zachowaj. Na kolację będą ozorki – dodał, ostro skręcając w prawo.
– Na kolację to będziesz piach wpierdalał – warknął Oz kurczowo trzymając się oparcia przedniego fotela, by nie obijać się po całym aucie. Żaden z pojazdów Papy Smerfa nie posiadał czegoś tak trywialnego jak pasy, co sprawiało, że jazda nimi z nim jako kierowcą kwalifikowała się jako sport ekstremalny.
– Nie wymiękaj, jeszcze tylko kawałeczek – wyszczerzył zęby Papa Smerf dodając gazu, chociaż strzałka prędkościomierza niebezpiecznie przekroczyła już sto dwadzieścia kilometrów. - Ile tak właściwie?
– Dwadzieścia kilosów – rzucił Oz. - O ile przeżyjemy – mruknął pod nosem i ponownie omal nie przygryzł sobie języka.

***


– Ha! Kocham cię, stary! - wykrzyknął Piastun odbierając od kolegi sznur z powiązanych ze sobą łusek po nabojach.
– Wybacz, ale jestem hetero. Ale możemy zostać przyjaciółmi – zaproponował Wiktor pełnym powagi tonem. Piastun skrzywił się.
– Świetnie, tylko nie zapomnij podarować mi na następne urodziny martwego szczeniaczka. Gdzie nasza choinka, do cholery?!
– W drodze. - Z sąsiedniego pomieszczenia wychylił się młody radiooperator. Widząc zgromadzone na podłodze prowizoryczne ozdoby choinkowe pokręcił głową. Piastun jak zwykle przeszedł samego siebie, żeby tylko zająć czymś czas. Zaprzągł do roboty nawet tak niewdzięcznych pracowników jak Luba, która klnąc w żywy kamień wycinała z kartonu gwiazdki. Wszystko po to, by stworzyć kolegom prawdziwe święta, nawet jeśli połowę załogi stanowili ateiści, a druga połowa nie chciała niczego świętować.
Obóz Jowisz 1 stanowiła zbieranina ściągnięta z całego kraju zaraz po ogłoszeniu ewakuacji. Zgromadzeni tam ludzie, przede wszystkim uchodźcy, mieli spokojnie czekać na dalsze instrukcje, ale kiedy te nie nadeszły, grupa żołnierzy opuściła obóz, by zrobić rekonesans. To, czego się dowiedzieli wprawiło wszystkich w osłupienie. Instrukcje nie dotarły, bo nie miał ich kto wydać. Świat wokół Jowisza 1 – najdalej wysuniętej na wschód placówki – zmienił się nie do poznania w zaledwie kilka tygodni. Miasta upadały jedno po drugim. Opanowali je zarażeni i padlinożercy, a niedobitki wojsk sprzymierzonych opuszczały kraj w pośpiechu, nie wiedząc, że przyczyniają się do rozprzestrzeniania dziwnej, nieznanej choroby. Rannych porzucano, ci, którzy zdołali przeżyć szukali bezpiecznych kryjówek. Jowisz 1 pozostał sam pośrodku powoli pochłaniającej wszystko pustyni. I czekał.

***


Strażnik pełniący wartę przy ogrodzeniu z daleka dostrzegł grupkę kiwających się na boki postaci przemierzających pustynię. Zaraz za nimi w radosnych podskokach podążało kilka szczuropodobnych padlinożerców czekając, aż któryś z na wpół żywych ludzi padnie z wycieńczenia. Nagle obie grupy zatrzymały się i skierowały wzrok w tę samą stronę. Chwilę później rozległ się ryk silnika i zza wydmy wyskoczył potężny wojskowy jeep w barwach maskujących. Padlinożerne stworki rozpierzchły się w mgnieniu oka, podczas gdy ludzie wciąż stali w miejscu jak zaczarowani widokiem pędzącego prosto na nich pojazdu. Strażnik skrzywił się, kiedy pierwsi wpadli na maskę i koziołkując w powietrzu opadli na ziemię, pozostawiając na jasnym maskowaniu błyszczące w słońcu smugi. Z daleka widać było nienaturalnie powykręcane kończyny i ciemne plamy krwi na złotym piasku. Ci, których maszyna nie zmasakrowała podążyli za nią powolnym krokiem. Strażnik parsknął śmiechem widząc fruwające w powietrzu oderwane części ciał. Zaraz jednak uśmiech spełzł mu z twarzy, gdy zorientował się, że kierowca maszyny nie zwalnia, co więcej nie wygląda na to, by w ogóle myślał o zniwelowaniu prędkości przed bramą.
-Scheise! - zaklął i biegiem ruszył do bramy. Szarpnął zasuwę, ale ta ani drgnęła. Z przerażeniem obserwując zbliżający się w zatrważającym tempie pojazd, mocował się z upartym zamknięciem. Niemalże w ostatniej chwili odciągnął stalowy rygiel i brama stanęła otworem, a sam wartownik dał nura w bok tuż przed tym, jak zderzak uderzył w skrzydło. Otrzepując się z piasku, mężczyzna wstał i zamknął wrota rzucając pod nosem wiązankę niewybrednych niemieckich przekleństw.
Jeep wpadł do magazynu jak wyrzucony z procy przy wtórze okrzyków umykających spod kół żołnierzy i zatrzymał się dopiero pod przeciwległą ścianą zastawioną skrzyniami z częściami zamiennymi. Z tylnego siedzenia wypadł Oz i padając na ziemię dziękował wszystkim świętościom za oszczędzenie życia. Papa Smerf pogwizdując wesoło kopniakiem otworzył swoje drzwi, wyszedł, obszedł maszynę, przekroczył szlochającego z radości kompana i z siedzenia pasażera ostrożnie wyciągnął zielone drzewko. Nie zważając na towarzysza równym krokiem przemierzył wielkie pomieszczenie i wyszedł ignorując wymyślających mu od najgorszych kolegów.

***


Wszyscy przyglądali się kłującemu zielonemu drzewku, jakby pochodziło z innej planety. Prawdziwa choinka to widok rzadki na pustyni, a jednak Papa Smerf ją znalazł - tak jak zresztą obiecał - wykopał i przywiózł narażając przy tym życie nie tylko swoje, ale i towarzysza.
– Myślicie, że powinniśmy cokolwiek na niej wieszać? - spytała Luba. - Taka też jest ładna.
– Nie po to się, cholera, męczyłem z tym przeklętym łańcuchem, żeby teraz rdzewiał gdzieś w kącie! - huknął Wiktor ponad głowami zgromadzonych.
– Ja też! - poparł kumpla Hetman przepychając się na przód. Jako pierwszy zawiesił na gałązce bombkę z origami.
– Ładniutka, stary – pochwalił Papa Smerf uśmiechając się łobuzersko. - Nauczyłeś się robić takie na zebraniach koła gospodyń wiejskich?
Hetman machnął tylko ręką.
– Nie dzisiaj, Papciu.
– Mam pomysł – oznajmił nagle Piastun, obrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami.
– Intrygujący pomysł, proponuję zrobić to samo – zapalił się Wiktor robiąc krok w stronę wyjścia, ale Luba w porę powstrzymała go przed ucieczką, stają mu na drodze.
– To dezercja, sierżancie! - oznajmiła z mocą jaką do tej pory używała jedynie na swoich podkomendnych. Mężczyzna wykrzywił się do niej, ale został.

Godzinę później w niedużym pomieszczeniu kantyny zgromadzili się wszyscy – żołnierze i uchodźcy. Piastun przepchnął się do choinki, przyciągnął sobie krzesło i stanął na nim, by wszyscy dobrze go widzieli.
– Słuchajcie, wiem, że wielu z was nie obchodzi świąt – zaczął. - Dlatego nie będę nikogo do niczego zmuszał, ale mam nadzieję, że chociaż mnie wysłuchacie – przerwał i rozejrzał się po wszystkich. Rozmowy przycichły, nawet najmniejsze dzieciaki przestały marudzić i przekrzykiwać jedno drugie. Zgromadzeni skupili wzrok na wojskowym. - Wiem, że przez całe to zamieszanie na zewnątrz każdy z nas stracił kogoś bliskiego...
– Ja nie! - wykrzyknął z tłumu Oz. Około siedemdziesięciu par oczu zwróciło wzrok na młodego informatyka. Mężczyzna wzruszył ramionami niedbałym ruchem poprawiając okulary z podrapanymi szkłami. - No co? Rodzice zmarli kiedy byłem mały, dziadków nie znałem, wychowywały mnie instytucje państwowe. Z babkami mi nie wychodziło, a i facetów jakoś do mnie nie ciągnie, nigdy nie miałem na tyle bliskich znajomych, by ich los mnie obchodził.
Stojąca najbliżej Luba przewróciła oczami. Wiktor parsknął śmiechem i huknął chłopaka po plecach aż zagrały żebra. Piastun odchrząknął i podjął przerwany wątek.
– Prócz tego kosmity każdy z nas kogoś stracił. Pomyślałem, że moglibyśmy uczcić ich pamięć i proponuję, by każdy, o ile oczywiście zechce, powiesił na naszej choince jakiś drobiazg kojarzący się z tymi osobami. To nie musi być nic cennego, nawet kawałek papieru. Na przykład! - Z kieszeni kurtki wyjął srebrny zegarek z dewizką i zawiesił go na gałązce. - Podarował mi go brat na ostatnie urodziny.
Zebrani w pomieszczeniu uchodźcy zaczęli szeptać między sobą, nikt jednak nie zdecydował się pójść w ślady żołnierza. Nagle z tłumu wyłonił się mały chłopiec i podszedł do drzewka.
– Czy może pan to powiesić? - spytał podając Piastunowi niewielki kwadracik. - To moja mama.
Mężczyzna uśmiechnął się, wziął chłopca na ręce i obaj umieścili zdjęcie na choince. Młody radiooperator przewlekł kawałek nitki przez złotą obrączkę, która zawisła na gałązce obok fotografii.
– Ożeniłem się miesiąc przed tym wszystkim – wyjaśnił zaskoczonym kolegom. Wiktor zaklął pod nosem. Poklepał młodego chłopaka po ramieniu i sam powiesił złoty łańcuszek, który nosił w kieszeni marynarki.
– Moja córka skończyłaby osiemnaście lat w marcu.
– Moja stara nienawidziła jej. - Na szczycie drzewka wylądowała kokarda z jedwabnej chusty zawiązana przez Papę Smerfa. - Przeklęta raszpla dostała ją ode mnie na piętnastą rocznicę ślubu – dodał i roześmiał się w głos.
Do choinki podchodziło coraz więcej osób, niektórzy wychodzili by powrócić po chwili z jakimś zdjęciem lub drobiazgiem, który zaraz potem zawisnął na gałązce. Luba przyniosła korale matki, a kapitan Brzozowski kilka rodzinnych zdjęć. Pod choinką pojawił się kapelusz, a nawet stetoskop. Ten ostatni przyniósł lekarz koszarowy, jako pamiątkę po mentorze, który zginął podczas pierwszych dni udzielając pomocy rannym. Atmosfera się rozluźniła, strach przed tym, co działo się poza ogrodzeniem Jowisza 1 na chwilę zniknął zastąpiony rozmowami, wymianą niesamowitych opowieści z nie tak odległej przeszłości. Niektórzy zaczęli składać sobie życzenia. Pod koniec wieczoru choinka przypominała bardziej pomnik ku pamięci, niż bożonarodzeniowy symbol.
Sam stał z boku obojętnie przyglądając się temu spędowi. Zastanawiał się co dobrego przyniesie rozdrapywanie wciąż jeszcze niezagojonych ran. Co znaczyły wisiorki i kapelusze, jeśli nie ma już tych, którzy je nosili? Wspomnienia to tylko ból, pomyślał zaciskając dłonie w pięści. Jim z pewnością by się z nim nie zgodził. On uwielbiał celebrować dobre wspomnienia, opowiadać tę samą historię po sto razy, wciąż i wciąż pytając Sama, czy pamięta to czy tamto.
Sam pamiętał tylko ciepły uśmiech i błysk w szarych oczach, oraz ból kiedy te oczy spojrzały na niego po raz ostatni. Pamiętał wiecznie przydługą grzywkę opadającą na oczy, rytm jakiejś piosenki wystukiwany palcem na jego hełmie podczas długich wart i ten jeden jedyny ukradkiem skradziony pocałunek na chwilę przed wymarszem. Bezwiednie dotknął wiszących na szyi gogli z wyrytą z boku literką „J” - jedynym cennym przedmiotem, który pomagał mu nie zapomnieć o tym, że kiedyś było inaczej. Przechodzący obok kolega z dawno nieistniejącego już oddziału, zaczepił go wyrywając z rozmyślań.
– Sam, nie przyłączasz się? - zapytał. Młody żołnierz pokręcił głową.
– Jestem narcyzem, nie obchodzi mnie nikt poza mną, a siebie tam zawiesić nie mogę – zażartował. Mężczyzna zaśmiał się trochę sztucznie i zaczął się przepychać do przodu, dzierżąc w dłoni kolejną fotografię.
Choinka przestała już przypominać drzewko, kiedy zdecydował się wyjść z sali.
– To co, może coś zaśpiewamy? - zaproponowała Luba.
– Pada śnieg, pada śnieg, sypie granatami! - zaintonował Wiktor. Koleżanka pacnęła go lekko w ucho.
– Miałam na myśli kolędę, baranie.
Wiktor wzruszył ramionami. Nie, to nie. On przynajmniej próbował.

***


Piastun uśmiechał się, z satysfakcją patrząc na swoje dzieło. Co prawda mały świerk nie wyglądał już jak żywe drzewko, a raczej zlepek błyskotek i zdjęć, ale żołnierz był zadowolony z efektu. Od dawna nie czuł się tak dobrze i choć przez chwilę mógł zapomnieć o kurczących się w ekstremalnym tempie zapasach; chorych, którzy bez pomocy i leków już niedługo poszerzą grono na wpół martwych postaci błądzących po pustyni i kłopotach z utrzymaniem w ryzach tłumu uchodźców i żołnierzy. Pogasił już większość lamp oświetlających kafejkę, kiedy w drzwiach ktoś stanął. Piastun nie od razu rozpoznał w przybyszu młodego amerykańskiego żołnierza, który podobnie jak wielu jemu podobnych, nie zdążył dotrzeć do swojego oddziału kiedy wojsko zaczęło się wycofywać. Chłopak nie zauważył stojącego w cieniu po drugiej stronie pomieszczenia mężczyzny. Powoli podszedł do drzewka i westchnął. Piastun widział jak Samuel Thomas kładzie pod choinką gogle, jednak tego, co powiedział pod nosem już nie usłyszał. Po chwili żołnierz odwrócił się i wyszedł, a mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Cieszyło go, że zdołał zarazić swoim pomysłem tylu ludzi. Przed wyjściem raz jeszcze zerkając na świąteczne drzewko i również opuścił pomieszczenie kantyny. Dla Jowisza 1 święta się skończyły.


Koniec


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum