The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 19 2019 12:52:05   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Połączeni 18


– Bardzo źle – odparł Delreth, zawisając nad chłopakiem. W pokoju nadal paliła się świeca i mógł mu się przyjrzeć. – Nawet nie wiesz, na co się piszesz, wchodząc do mego łoża nagi. – Sam miał na sobie tylko coś w rodzaju bielizny, więc doskonale czuł ciało chłopaka. Tym bardziej, że Erki stykał się z nim w każdym calu.
– Nie jestem dzieckiem. Wiem, co dwoje ludzi ze sobą robi. Nie to, żebym znał sytuację z własnego doświadczenia... – urwał, czując, jak policzki palą go ze wstydu.
– Tego to się domyśliłem. Dlatego tym bardziej daję ci szansę wyjścia stąd. – Zaczynał wariować od jego zapachu. Miał na niego ochotę, odkąd go ujrzał, ale nie dopuszczał tego do głosu, a teraz chłopak podaje mu się na tacy. Chciał go schrupać w całości.
– Znów będziesz mówić, że nie zapanujesz nad sobą i mnie skrzywdzisz. – Zarzucił mu ręce na szyję, przyciągając go do siebie i przełożył nogę w taki sposób, że Asmand znalazł się pomiędzy nimi. Jedną oplótł biodro górującego nad nim Delretha. Oddawał mu się, więc co miał jeszcze zrobić, aby mężczyzna go chciał? – Nie wyjdę stąd.
Derleth chwycił go za udo i przesunął po nim dłonią, wyczuwając gładkość skóry.
– Nie wiesz...
– Wiem. Nie chcesz mnie? – Smutek wkroczył na twarz Ladrimy. Powinien był wiedzieć, że taki wspaniały mężczyzna nie zechce kogoś takiego jak on. Wygłupił się tylko i do tego miał ochotę płakać. Bycie odrzuconym boli.
– Głupi chłopak. Nie rozumiesz, że chcę cię i to za bardzo? – Właśnie okazywało się, że ma serce, które przecież wiele wiosen temu zostawił daleko stąd. Zacisnął palce na udzie chłopaka.
– To czemu mi tego nie okażesz? Pokaż, jak bardzo mnie chcesz.
Oprzeć się takiemu zaproszeniu było niemożliwe. Będzie musiał okazać mu coś więcej niż tylko brać, jak to zawsze robił. Niejeden z jego partnerów wychodził z płaczem, bo Asmand tylko brał i sprawiał ból. Nie interesował się potrzebami kochanków, tylko sobą. Tym, czego on potrzebował. Potem przestał sypiać z innymi i żył bez doznań cielesnych, aż do teraz. Nadal uważał, że nie był odpowiednim partnerem i kochankiem dla takiego stworzenia, jakim był Erkiran. Lecz bronienie się przed nim nie miało już sensu. Chłopak go chciał, a on chciał jego. Pochylił się i pocałował go delikatnie, co Erkiran przyjął z ulgą i ochotą, gdyż wypuścił do tej pory wstrzymywane powietrze przez nos. Gdy ich wargi się zetknęły, przez oba ciała przebiegł dreszcz, sprawiając, że włoski na skórze podniosły się do góry. Asmand całował go powoli, za każdym razem napierając wargami mocniej, aż pogłębił pocałunek, wsuwając się językiem do wnętrza ust chłopaka.
Erkiran przyjmował ulegle to, co było mu dawane, ale nie był bierny. Co prawda, dopiero się uczył tej wspaniałej, jego zdaniem, sztuki, ale natura i rosnące pragnienie sterowały nim w taki sposób, że wiedział, co robić. Asmand cały czas pieścił jego udo, zjeżdżając dłonią w stronę biodra, zahaczając nawet o nagi pośladek. Erkiran był już podniecony i miał ochotę potrzeć kroczem o, niestety, nadal oddalone części ciała mężczyzny. Nacisnął nogą biodro Asa, nadal delektując się smakiem jego ust.
Był na tyle doświadczonym mężczyzną, że doskonale wiedział, o co chłopakowi chodzi. Oderwał się od jego warg i uniósł na tyle, by pod okryciem pozbyć się dołu ubrania. Dopiero wtedy przylgnął do niego, co wywołało w nich obu syk i nie było to oznaką czegoś bolesnego. Przeciwnie, dotknięcie się ich twardych członków zaprowadziło ich do miejsca, skąd ucieczki już nie było.
– Erki – stęknął, poruszając się pomiędzy jego nogami i obcałowując szyję młodzieńca. Z zadowoleniem stwierdził, że nie ponosi go jak zawsze. W innym wypadku już by w nim był i zaspokajał siebie. Tymczasem miał ochotę go pieścić i pokazać, jak cudownie jest być z drugim człowiekiem w taki sposób. Bardzo tym siebie zaskakiwał.
W niedługim czasie Erkiran płonął z pożądania, wyginając się ku ustom składającym na ciele palące ogniem pocałunki oraz bawiącemu się jego sutkami mokremu językowi i dłoniom badającym jego ciało. A te były wszędzie, dotykając bioder, boków, wsuwając się pod plecy, aby zaciekawione podążyć ku jego pośladkom. Sam pieścił ramiona i głowę Asmanda lub jego plecy, kiedy dosięgał ich w chwili, jak mężczyzna ponownie przywierał niczym pijawka do jego ust i często wtedy brał język Erkiego do swoich, ssąc go zapamiętale. Teraz jednak Ladrim wzdychał, czując, jak jego brzuch jest pokrywany ogniem, a pachwiny odbierały to gwałtowniejszym pożądaniem.
Asmand odrzucił na bok pierzynę. Dostatecznie byli rozgrzani, aby nie potrzebować dodatkowego okrycia. Całował chłopaka, pobudzając go i odbierając mu zmysły. Zastanawiał się nad bardzo ważną kwestią. Erki oddawał mu się cały, do końca, ale jak miał wejść w niego na sucho? Nie miał tych fajnych mazideł czy olejków, jakie były produkowane przez medyków lub zielarzy. Do tej pory nie było mu to potrzebne. Zrugał siebie w myślach, docierając do penisa leżącego na brzuchu chłopaka.
Krzyknął, gdy przeciągłe liźnięcie od jąder ku górze odezwało się niezwykłą rozkoszą, aż musiał unieść głowę i spojrzeć w dół. Przełknął ślinę, natknąwszy się na niezwykłe, pokryte mgłą pożądania oczy. Mężczyzna robił mu to, co czasem słyszał w propozycjach od ulicznic w ich dzielnicy, kiedy te chciały go zaciągnąć na kilka chwil przyjemności.
– As.
– Podoba się?
– Wiesz, że tak i zaraaazzz – zawył, opadając na poduszkę. Czuł, jak główkę członka pochłonęły usta, a język zatoczył kółeczka wokół dziurki na czubku. – Zwariuję. Nie wytrzymam. Nie dam rady. – Jego biodra pchnęły ku górze. – Aaach. – I gdy był już blisko, wszystko się skończyło. – Asssss.
Z żalem wypuścił jego penisa, ale już wiedział, jak przygotuje chłopaka i skąd weźmie chociaż trochę nawilżenia, ale najpierw da mu jeszcze więcej wrażeń.
– Odwróć się na brzuch. – Odsunął się trochę, by dać mu swobodę manewrowania swoim ciałem. Oblizał się, gdy ujrzał przed swoją twarzą krągłe pośladki. Uniósł się nad ciałem chłopaka i pocałował go w kark.
– Cokolwiek będzie się teraz działo, mów, gdyby było ci źle lub gdybyś tego nie chciał – szepnął mu do ucha, przygryzając jego płatek. Czuł, jak chłopak drży i wiedział, że nie było to oznaką zimna. Jego ciało było gorące, a kropelki potu pokryły je błyszczącą powłoką.
– Nie przestawaj mnie dotykać. – I tak wiedział, że za dużo bierze, nic nie dając z siebie, ale po prostu nie mógł działać, kiedy rozpływał się pod jego spojrzeniami i pieszczotami.
– Nie przestanę – obiecał, masując mu plecy i kierując dłonie ku dwóm kuszącym półkulom. Przejechał językiem po całym kręgosłupie, docierając do linii pośladków. Rozdzielił je dłońmi i zjechał narządem pomiędzy nie.
– Co ty robisz?! – Zaskoczony Erkiran chciał się poderwać i uciec biodrami, ale te zostały zatrzymane w miejscu.
– Szzzz. Czuj i poddawaj się temu – powiedział Asmand, zanim powrócił do coraz intensywniejszego pieszczenia jego wejścia. Uniósł mu biodra w górę, śliniąc mu dziurkę, kreśląc kołeczka i zatapiając w niej język. Jęki Erkirana były melodią dla jego uszu i chłonął je oraz smak chłopaka, jakby od tego zależały losy świata. Lizał go, dołączając do pieszczot palec. Opuszkiem badał wejście, pocierał i wkradał się do środka przy pomocy śliny. Chłopak czasami się spinał, ale coraz częściej był bardziej swobodny i otwierał się na stymulację.
Znów kręciło mu się w głowie i od pobudzania jego tylnych partii ciała już prawie dochodził. Miał dziewiętnaście lat, podniecało go wszystko, czasami miał wrażenie, że jest za bardzo rozbudzony. Podobało mu się to, co mężczyzna z nim robił i zaczynał lubić wszystkie czynności, o ile tak to można nazwać, jakimi został obdarzany. Jemu pozostało tylko wicie się i zaciskanie zębów na poduszce.
Wsunął powoli palec do jego wnętrza, a mięśnie natychmiast schwytały go w siebie.
– Mmmm.
– Boli?
– Nie. Dziwnie jest, ale nie boli.
Poruszył w nim palcem, wsuwając go i wysuwając. Przy okazji pochylił się niżej i polizał jądra chłopaka oraz ciało pomiędzy nimi a odbytem.
– Assss, ja... doch...
Na to czekał. Sięgnął pod niego i złapał za jego członek tak, żeby wyłapać najdrobniejszą kropelkę nasienia. Penis trysnął w jego dłoń, a Erki prawie zawył z ulgi, po wszystkim zapadając się twarzą w poduszkę i ciężko dysząc.
– To jeszcze nie wszystko, kochany – zamruczał Asmand. Jego męskość domagała się nie tylko uwagi, ale wsunięcia w to wąskie ciało. Sama myśl, że mięśnie tak mocno go ścisną, omal nie posłała go na granicę ostatecznej rozkoszy. Tak długi post robił swoje. Wysunął palec i wylał ciepłe nasienie chłopaka na jego rowek, aby go bardziej przygotować i zagłębić w nim więcej palców. Zaczynał podziwiać siebie za cierpliwość. Co Erki z nim zrobił?
Chociaż główne podniecenie u niego minęło, to jednak dotyk pomiędzy pośladkami i wchodzące w niego palce, jak ostrzegł go As, na nowo zaczęły pobudzać ciało i umysł.
– Mmnn – mruczał do siebie, czasami krzywiąc się na ingerencję w nim.
Dołożył trzeci palec, unosząc się, przy okazji resztki nasienia wsmarowując w swój członek, następnym razem musi mieć mazidło.
Następny raz? As, co się z tobą dzieje? Jaki As? Jestem Asmand, myślał.
Gdy chłopak był dostatecznie otwarty, pochylił się nad nim i zapytał:
– Mogę? – Pokazał mu, co chce zrobić, przysuwając męskość do jego wejścia.
– A mogę na ciebie patrzeć? – Wstydził się, ale musiał go widzieć. Czuć jego obecność.
– Odwróć się na plecy, chociaż tak będzie ci gorzej za pierwszym razem.
– Nie będzie. – Położył się na plecach z szeroko rozsuniętymi nogami. Jego członek na wpół twardy dał znać Delrethowi, że dla chłopaka to nie będzie zwykłe oddanie się. Bał się, że jak ten przeżył już przyjemność, to teraz nie będzie mu tak dobrze.
Ułożył sobie jego nogi na ramionach i opadł na tyle, żeby móc w niego wejść.
Poczuł, jak szeroka główka napiera na niego i spiął się, nie przepuszczając jej.
– Szzzz. Wpuść mnie – poprosił Asmand, cały czas na niego patrząc. – Wpuść. – Pchnął biodrami, przebijając się przez pierwsze kręgi mięśni. Wszedł stanowczym, acz delikatnym ruchem do końca.
Erki zacisnął oczy, czując ból, a spod powiek wypłynęły łzy, które scałował Asmand.
– Szzzz. Otwórz oczy. Dobrze. Zaraz przestanie boleć. – Po co go brał, nie mogąc użyć tyle nawilżacza, ile było potrzebne? Nie mógł patrzeć, jak chłopak cierpi. – Mam wyjść? – Nie chciał tego, ale zrobiłby to. Szlag, Erki obudził jego serce zatopione w kamień.
– Nie. Sam powiedziałeś, że przestanie. – Objął go wokół szyi, będąc teraz w niewygodnej pozycji. – Daj mi chwilę. – Podniósł głowę, całując usta kochanka. Nakierował myśli na to, że czeka go jeszcze wiele rozkoszy, jak tylko pokona ból i odpręży się.
Delreth oplótł swe biodra jego nogami i uniósł się na jednej ręce, a drugą złapał za miękki członek i zaczął go pobudzać. Tak bardzo chciał się zacząć ruszać, ale dał Erkiemu czas, o jaki chłopak prosił, co zostało mu nagrodzone, bo stymulacja członka sprawiała, że chłopak twardniał, zapominając o bólu i sam poruszył biodrami.
– Możesz.
Słowo rozbrzmiało mu w głowie i miał ochotę dziękować za nie Erkiemu. Poruszył się, kładąc na nim i pocałował go w podziękowaniu. Chciał mieć z nim kontakt nie tylko ten poniżej pasa. Czuł potrzebę obsypania go pocałunkami, tulenia i dania wszystkiego, czego Erki zażąda.
– Och, As – jęknął, gdy po długich chwilach ból zaczynał ustępować i zamieniał się w coś, na co obaj czekali. – Wspaniale.
Asmand zadrżał, wbijając się w niego. Na początku powoli, a kiedy widział reakcję chłopaka, który z każdym pchnięciem zaczyna odpowiadać, już się nie hamował. Nie musiał, zwłaszcza słysząc:
– Dobrze. Och, tak.
Czekał wieczność na to, by to słyszeć, by bez oporów przeciskać się po jedwabistym, ciasnym tunelu i dostał to. Zrozumiał, że przyjemność czerpie się nie tylko z brania, ale przede wszystkim z dawania. Kiedy widział ją wymalowaną na twarzy Erkirana, tym mocniej przeżywał swoje zadowolenie. Kochał się z nim cały szczęśliwy, wzdychając w jego usta, które często się ze sobą spotykały i pożerały. Oparł łokcie po bokach jego głowy, przywierając mocniej do niego tak, aby penis chłopaka został ściśnięty przez ich brzuchy. Erki desperacko ściskał go, wciskając mu pięty w pośladki. Coraz bardziej drżał, czując, jak żar przebiega przez jego ciało w szybkim, bolesnym przez swą przyjemność tempie.
– Daj mi to, daj – błagał.
– Dojdź dla mnie. Dojdź, Erkiranie. – Przyspieszył pchnięcia, na co chłopak zamruczał w pełni zadowolony i niedługo później zacisnął się na penetrującym go członku, gdy fala podniecenia osiągnęła szczyt. Rozlał się pomiędzy ich ciałami, zakleszczając mężczyznę w uścisku swych ramion i ud.
Widok wijącego się chłopaka nie pozostawił go w tyle za nim. Wbił się w niego ostatni raz i wytrysnął w chętnym wnętrzu, a swój krzyk ukrył w szyi kochanka.
Erki przytulił go, będąc w błogim nastroju i wiedząc, że to też będzie powtarzał. Zapomniał o początkowym bólu i rozciąganiu, chociaż to drugie było nawet przyjemne, skupiając się tylko na tym, co było później i jest teraz. Leżeli spokojnie spleceni w miłosnym uścisku, dochodząc do siebie.
– W porządku? – zapytał Delereth, patrząc uśmiechniętymi oczami na młodego kochanka. – Chyba cię właśnie zdeprawowałem.
– Rób to jak najczęściej.
To rozbawiło Asmanda i zaśmiał się.
– Nie pamiętam już, kiedy się śmiałem.
– Rób to jak najczęściej – chłopak powtórzył swoje słowa, a potem jego usta zostały złączone z wargami kochanka, leniwie go całującymi. Stęknął, gdy jego wejście opuścił już mięknący członek mężczyzny i poczuł, jak ślisko się robi pomiędzy pośladkami. Ponownie się zarumienił.
Na jego rumieńce mógłby patrzeć już zawsze. Zdążył zauważyć, że te określające wstyd wyglądały trochę inaczej od tych, które pokrywały ciało chłopaka w fazie przyjemności. Zrozumiał, co było przyczyną tych obecnych. Położył się obok i przytulił go.
– Chcesz się pójść umyć? – zapytał, całując chłopaka w czoło.
– Nie. Wolę się kleić niż odsunąć z twoich ramion. Jeszcze mi uciekniesz. Poza tym, zrobiłem się senny, więc jeżeli ci nie przeszkadza, że jestem cały brudny...
– Nie jesteś brudny. To ślady tego, co przeżyliśmy.
– Widzisz, nie skrzywdziłeś mnie – stwierdził Erki.
– Widocznie przy tobie jestem inny. Śpij. – Podciągnął na nich okrycie. – Rano się umyjesz. Chłopak coś niewyraźnie pomruczał i pogłaskał go po plecach. Asmand skierował wzrok ku oknu, za którym niedługo wstanie dzień. Czy on właśnie zaczął nowy etap swego życia? Cichy głos pochodzący z jego serca podpowiedział mu, że tak.


***



Nad Antiri wschód słońca rozświetlił ulice, dachy domów i wszelkie rośliny. Zajrzał przez okna domostw i nie omieszkał przywitać mieszkańców pałacu, poganiając ich do pracy lub opuszczenia łoża. Tak samo, jak inni, smagany przez promienie Riven zacisnął powieki, przez które dolatywało jasne światło. Nieprzespana noc dawała mu odczuć brak snu, lecz czucie ciepłego ciała obok i myśl, że gdyby Delreth zdołał wykonać zadanie, nigdy już nie ujrzałby światła dziennego, pomogło mu otworzyć oczy. Z lubością przyjrzał się śpiącej twarzy Aranela. Przez ostatni czas uwielbiał budzić się pierwszy i przyglądać mu się, czekając, aż mąż odrzuci słodkie ramiona snu i będą mogli uczyć go dotyku. Lekcje dawały efekty, choćby wczorajsze muśnięcie się ust było tego doskonałym przykładem.
Bardzo chciał się z nim kochać, a twardość pomiędzy nogami na każde takie myśli reagowała ochoczo. Nienawidził i kochał budzić się podniecony przy Aranelu. Zastanawiał się, czy partner rankiem jest tak samo pobudzony. Zacisnął pięści, żeby nie sprawdzić i nie wystraszyć go.
Małe kroki i cierpliwość, powtarzał sobie w myślach Riven. Uśmiechnął się szeroko, kiedy Aranel zaczął się przeciągać, przez co zsunął z siebie okrycie, a uniesiona koszula pokazała szczupłą, nagą nogę ugiętą w kolanie.
Saeros zagryzł zęby na poduszce. Gdyby wtedy nie zrobił mu krzywdy, teraz bez strachu mógłby się do niego dobrać. Znaleźć pomiędzy udami, które w spazmach zaciskałyby się na nim. Prawie pisnął na to wyobrażenie i, co dziwne, myśl, że dotykałby mężczyznę, nie przeszkadzała mu, bo to był Aranel. Jego Aranel. Oj tak, jego uczucia uległy wielkiej zmianie.
– Dzień dobry.
– Riven? Już nie śpisz?
– Przyglądam się tobie i twojej słodkiej nodze.
Aranel zmarszczył brwi, jakby przez chwilę próbował zrozumieć, o co mu chodziło, ale czując chłód na odsłoniętej części ciała, poszukał pierzyny i naciągnął ją na siebie.
– Zasłoniłeś piękny widok. Szkoda – szepnął Riven, dotykając jego włosów.
– Nie mów tak. – Spłonił się, zwłaszcza, że czuł znajomy ucisk poniżej pasa i bał się, że Riven mógł zobaczyć, że jego męskość nie leżała spokojnie uśpiona.
– Dlaczego? Jesteś piękny i twoje nogi też takie są. Szczupłe, długie… i chciałbym je całować – ostatnie słowa dodał w myślach. – Boisz się?
– Nie.
– Mogę cię pocałować?
Na samą myśl, że w nocy pozwolił na to mężczyźnie, zrobiło mu się gorąco i chciał znów to powtórzyć. Nieśmiało kiwnął głową, a pościel ugięła się, kiedy Riven przysunął się do niego i kciukiem zarysował krawędzie warg, aby zaraz pokryć je swoimi i łagodnie pieścić. Pocierał jedne o drugie, czekając, aż Aranel sam rozchyli wargi i odda czułość, jak nocą. Nie był tego pewny, ale wierzył, że młodzieniec nie ucieknie. Położył mu dłoń na piersi w miejscu serca, biło szybko, mocno. Uśmiechnął się w jego usta, kiedy Aranel nieśmiało oddał pocałunek, a nawet umieścił swoją dłoń na jego szyi. Kolejny krok do przodu zrobiony. Czy mógł pozwolić sobie na nowy?
Całując Aranela powoli i delikatnie zapoznając go ze sobą oraz swoim smakiem, wyznaczył ręką szlak z torsu męża do jego boku i niżej ku biodru.
Adantin stężał, odczuwając to, co mężczyzna robił i przerwał pocałunek.
– Co ty...
– Nie bój się. Nic ci nie zrobię, wierz mi – mówił spokojnym, kojącym głosem.
– Wierzę. – Odprężył się na tyle, na ile pozwalała boląca męskość. Przesunął się, ocierając się przy tym o pierzynę i prawię jęknął, ale w ostatniej chwili zagryzł wargę.
Riven mógł się tylko domyślać, co mogło być przyczyną takiej reakcji, więc nachylił się ponownie do ust, lekko liżąc zagryzaną wargę.
– Pozwól mi, aby sprawił ci przyjemność.
– O czym ty mówisz? – zapytał młodzieniec.
– Pokażę ci, ale wiedz, że możesz się wycofać. – Nie sądził, że Aranel to zrobi, jego ciało coraz mocniej się rozgrzewało, więc z ochotą przyjmie ulgę, jaką Riven chciał mu zaofiarować. Ale na wszelki wypadek wolał zostawić mu otwartą furtkę.
– Rozumiem. – Co on chciał zrobić i czemu jego dłoń sunie w dół jego ciała? Oddech mu przyspieszył, ale nie ze strachu, tylko z podniecenia, jakie nieraz opisywano w książkach. Usta ponownie zostały nawiedzone przez wilgotne wargi męża i przyjął je z ochotą. Odwracały uwagę od wkradającej się pod nocną koszulę ręki. Dotyk na udzie zaniepokoił go i zaczęły powracać wspomnienia, ale sam powiedział sobie, że Riven go już nie skrzywdzi. Przyrzekł to, a on mu wierzył. Poza tym, był jego mężem i miał prawo go dotykać. Wstyd, co partner poczuje, palił go żywym ogniem.
Wyczuł, jak mężczyzna się spina, ale zaraz wzmocnił pocałunek i, nie zabierając ręki, uparcie dążył do jednego miejsca. Chciał dać Aranelowi tak wiele, nie myśląc przy tym o sobie. Tylko miłość mogła trzymać go w ryzach. Zawędrował na wewnętrzną stronę uda, które rozsunęło się lekko na bok i pogłaskał drżące ciało. Liznął jego usta, wsuwając koniuszek języka pomiędzy wargi.
– Otwórz usta – poprosił, a gdy Aranel to uczynił, skorzystał z tego. Niespiesznie zaczął badać ich wnętrze gorącym organem.
Po jego kręgosłupie przeszło niezwyczajne odczucie, którego nie znał, kiedy Riven zaczął go pieścić językiem, a dłoń przesunęła się w górę między jego nogi. Wygiął się, kiedy ciekawskie palce trąciły jądra. Ponownie się wystraszył, ale zaraz odepchnął to od siebie. Był mężczyzną, nie powinien się bać. Złapał za ramiona męża i wbił w nie paznokcie.
O tak, tam chciał go dotknąć i z radością stwierdził, że się nie brzydził. Podobało mu się to uczucie. Nadal odbierając oddech mężowi i oplatając jego język swoim, podążył palcami po napiętych jądrach, bawiąc się nimi delikatnie niczym najkruchszą rzeczą na świecie, aby po jakimś czasie objąć twardy członek Aranela. A reakcja, jakiej oddał się młodzieniec, była wprost genialna. Najpierw Aranel bez udziału swej woli rozsunął uda trochę szerzej, a potem, gdy sunął już dłonią po jego członku, książę oderwał się od jego ust i wygiął, wciskając głowę w poduszkę, a z ust wypuszczając jęk. Teraz Riven wiedział, że już się nie wycofa, tylko da mu to, co, jak się domyślał, nawet Aranel sobie nie dawał.
– Zakosztowałeś kiedyś orgazmu? Powiedz. – Całował go po szyi, a mąż zatopiony w świecie rozkoszy pozwalał mu na to.
– Nigdy, czekałem i... myślałem.. że... Och. – Wstydził się swoich reakcji, ale nie potrafił się opanować, kiedy pieszczony penis dostarczał mu takich emocji.
Riven, widząc, jak bardzo mąż jest rozpalony, postanowił, że nie będzie go długo męczył. Da mu to, czego Aranel sobie zabraniał. Przyspieszył ruch ręki, przesuwając ją od nasady w stronę mokrej główki, co najbardziej spodobało się Aranelowi. Nie musiał długo czekać na jego spełnienie. Gdy członek powiększył się, zaczął drgać.
Ostatni krok okazał się dla Aranela potężnym przeżyciem. Napięcie ukłuło go bolesną ekstazą, przebiegając po każdej części ciała i rosnąc pomiędzy nogami tak silnie, że nie potrafił się temu nie poddać. To, co nim zawładnęło, zmusiło go do krzyku, wicia się i podrzucania biodrami, by móc jeszcze mocniej przeżyć to, co dała mu zaciśnięta na jego męskości dłoń partnera. Przyjemność wystrzeliła z niego, znacząc mu brzuch i rękę Rivena ciepłym nasieniem, a usta wykrzyczały:
– Riveeeen.
Patrząc na niego, chłonął każdy gest i spazm, a usłyszane swoje imię dało mu do zrozumienia, że nie jest Aranelowi obojętny. Napawał się tym wszystkim. Nawet tym, jak młodzieniec powoli dochodził do siebie, poluźniając uścisk na jego ramionach. Pocałował go czule.
– I jak się czujesz?
– Wspaniale – wysapał oszołomiony Adantin.
– Nawet nie wiesz, jak wspaniale wyglądałeś...
– Przepraszam, że ubrudziłem ci rękę.
Dopiero po tych słowach Riven przypomniał sobie, że trzyma na wpół twardy członek męża, a jego ręka pokryta jest nasieniem. Wysunął ją i spojrzał na nią.
– Nie przepraszaj za coś, co jest dowodem tego, co przeżyłeś – powiedział i przysunął dłoń do ust. Tak z ciekawości wysunął język, gdyż kusiło go, aby poznać smak męża. Polizał białą ciecz i stwardniał bardziej. Zignorował to, dziś zajmując się tylko mężem. – Słono słodki.
– Słucham? – Musiał wstać i się umyć, brzuch mu się nieprzyjemnie lepił od wilgoci.
– Ty, smakujesz wyśmienicie. – Otarł resztę nasienia w pościel, a sam sięgnął po swoją koszulę i delikatnie wytarł Aranela. Najbardziej żałował, że wszystko robi pod okryciem i nie może go widzieć, ale i do tego dojdą.
– Riven, co ty?
– Szzzz. Chcę się tobą zająć. – Odrzucił koszulę na podłogę i objął męża, a Aranel zawstydzony aż po czubki uszu cieszył się, że może to ukryć w jego piersi. – Nie wstydź się, słodziaku, to naturalne. I wiesz, co mnie cieszy?
– Hm?
– To, że nie uciekasz przede mną. – Saeros miał tyle energii, że mógłby góry przenosić. Z ulgą przyjął opad swego podniecenia. Widocznie zaspokojenie drugiej osoby pozwoliło i jemu osiągnąć jakieś spełnienie, chociaż to stało się bardziej w jego umyśle.
– Już nie chcę tego robić. To znaczy uciekać. – Dobrze mu dziś było, wyjątkowo i sam był z siebie dumny. Czy to znaczy, że będzie w stanie mu się w pełni oddać? Tego nie wiedział, ale będzie się starał.
– Jutro z samego rana Galdor, Delreth i ja wyruszamy do Elros, dlatego chcę dzisiejszy dzień spędzić z tobą. Co powiesz na przejażdżkę po pastwiskach i spędzenie czasu razem?
– Chętnie. – Bał się tego ich wyjazdu. Zostanie w pałacu sam, każdy miał tu zajęcia i nie będą cały czas dotrzymywać mu towarzystwa. A co, jak ktoś inny zechce mu zrobić krzywdę? – Powinniśmy już wstać. Służący mogą wejść.
– Nie wejdą tu, dopóki ja tu jestem. Takie dałem im rozkazy.
– Dlaczego?
– Nie mogę pozwolić, by widzieli cię takiego, jakiego tylko ja mam prawo ujrzeć. Dopóki jeden z nas tu jest, mają zabronione wchodzić. W środku dnia mają pukać i czekać na zaproszenie. – Nie chciał, na przyszłość, kiedy będą się kochać, mieć świadków tego. Pocałował go w czubek głowy, która znalazła sobie miejsce pod jego brodą. Był pewny, że swoimi słowami znów zawstydził młodziutkiego męża. – Poleżmy jeszcze trochę. Jutro już nie będzie na to czasu.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum