The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 23:41:40   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Wierszokleta 1


Z prawdziwą ulgą zamknął drzwi dziekanatu. To cud, że udało mu się wszystko zaliczyć tak szybko, biorąc pod uwagę, że niektórych przedmiotów najzwyczajniej w świecie nie rozumiał. Wyszedł przed budynek i zamykając oczy wystawił twarz w stronę słońca.
- A ty co tak stoisz? – usłyszał nagle gdzieś obok. Leniwie odwrócił twarz w stronę skąd dochodził głos i ujrzał kumpla z roku, Marka Jareckiego. – U Kapusty byłeś?
Kapustą nazywali profesora Wojciecha Kapuścińskiego, który wykładał matematykę i znany był z tego, że lubił oblewać studentów. Jak wielu innych wykładowców miał on swój gabinet w tym samym budynku, w którym mieścił się dziekanat studiów informatycznych.
- Nie, Kapustę już mam z głowy.
Marek popatrzył na niego zdumiony.
- Jakim cudem? Przecież on na zerówce przepuszcza najwyżej trzech i to raczej swoich ulubieńców, a ty do nich raczej nie należysz.
Wzruszył ramionami.
- Nie wiem jakim cudem, ale faktem jest, że dostałem tróję.
- Nie wierzę, pokaż indeks.
- Nie mam, już złożyłem w dziekanacie.
- Bez jaj – oczy Marka zrobiły się jeszcze większe, chociaż wydawało się to fizyczną niemożliwością. – Poważnie?
- Poważnie.
Marek aż zagwizdał z podziwu.
- Chłopie, ty to masz farta. Zaliczyć wszystko w zerówkach…
Roześmiał się.
- A żebyś wiedział. Cholernego farta. Chociaż raz w życiu mi się pofarciło. Po tych cholernych poprawkach na pierwszym semestrze już myślałem, że nie dam rady, ale jakoś się udało.
- To może to oblejemy? – zapytał Marek z nadzieją w głosie, obejmują kumpla ramieniem. Tamten spojrzał na niego zdziwiony.
- A Kapusta?
Marek machnął lekceważąco ręką.
- Chrzanić Kapustę. I tak już mam logikę na poprawę, więc mogę i jego.
- No dobra, to chodźmy, ale nie licz, że skujesz mordę do nieprzytomności. Mam mało kasy.
- No co ty, ja nigdy nie chleję do nieprzytomności – marek udał oburzenie.
- A ja jestem święty Mikołaj – mruknął, na co Marek roześmiał się rozbawiony.
Poszli do najbliższego baru, który znajdował się praktycznie po drugiej stronie ulicy.
Na początku było kulturalnie, siedzieli i gadali przy piwie, jednak w pewnym momencie atmosfera rozluźniła się, dosiedli się do nich znajomi, pojawiły się mocniejsze trunki i nie wiadomo kiedy świadomość odpłynęła w siną dal.
Przebudzenie, jak to zwykle w takich chwilach bywa, nie było zbyt przyjemne. Z wielkim trudem otworzył oczy. pięć minut zajęło mu zrozumienie, że to, co widzi, to wyjątkowo brudny sufit, ze śladami butów.
- To chyba nie moja robota? – mruknął. Starając się nie rozdrażnić bardziej pulsującego bólu głowy, ostrożnie pokręcił głową we wszystkie strony chcąc zorientować się gdzie jest. Bał się, że wylądował w nieznanym sobie miejscu i będzie musiał uciekać niczym złodziej, żeby nie oberwać opierdolu za coś, co nawywijali jak im się film urwał. Wybitnie nie miał na to ochoty. Nie na kacu, bo wtedy był wyjątkowo rozdrażniony i mógłby nie tylko wdać się w pyskówkę, ale także sprać komuś mordę.
Po prawej stronie zobaczył ścianę, niegdyś żółtą, teraz bardziej przypominającą efekt końcowy rozwolnienia, po prawej natomiast… skrzywił się z niesmakiem, gdy w usta buchnął mu wciąż śmierdzący alkoholem oddech Marka.
- Cholera, chyba go nie przeleciałem? – zaniepokoił się.
- Ciężko by ci było, biorąc pod uwagę, że kompletnie nie kontaktowałeś – usłyszał nagle gdzieś z boku. Ostrożnie podniósł się na łokciach i zobaczył swojego współlokatora siedzącego na łóżku w samych tylko spodniach i z mokrymi włosami.
- O, Kamil – stwierdził mało inteligentnie. – A więc jestem u siebie?
- Jak widzisz – mruknął Kamil, student trzeciego roku ekonomi, zakładając koszulkę.
- Nawet nie pamiętam jak się tu znalazłem – mruknął opadając z powrotem na poduszkę.
- Mnie nie pytaj. Wiem tylko, że nagle wtoczyliście się obaj do pokoju, najebani jak meserszmity i od razu zwaliliście się na wyro. Całe szczęście, że akurat zakuwałem i drzwi były otwarte, bo pewnie byście usnęli pod drzwiami. Jeszcze ten twój kumpel darł się, że mu wódki żałuję. Musiałem mu oddać swojego czzteropaka żywca, żeby w końcu się ululał i zamknął mordę. Wisisz mi.
- O, fuck – jęknął łapiąc się za głowę. – Odkupię ci jeszcze dzisiaj.
- Oby – mruknął Kamil i wyszedł z pokoju.
Leżał przez chwilę próbując ignorować objawy kaca, ale głód mu to utrudniał. W końcu westchnął i przeturlawszy się przez Marka, który nawet nie drgnął, wstał z łóżka. Wziął ręcznik i powlókł się pod prysznic. Stał pod nim dobrą chwilę, zanim stwierdził, że obudził się na tyle, że może jakoś dzisiaj funkcjonować. Przejrzał się w lustrze. Wyglądał jak zmęczony życiem sześćdziesięciolatek. Przejechał ręką po brodzie. Doszedł do wniosku, że nie ma potrzeby jeszcze się golić, wrócił do pokoju tylko po szczoteczkę do zębów. Kiedy już odświeżony i w miarę obudzony, chociaż skacowany, przebierał się w świeże ciuchy, Marek wciąż spał. Machnął na to ręką. Nie pierwszy raz kogoś nocował w swoim łóżku po imprezie. Tylko, że zwykle były to dziewczyny, chociaż zazwyczaj odbywało się bez żadnych seksualnych podtekstów, tylko przenocowanie. Jednak przez sesję jego życie erotyczne dość mocno zubożało i bał się, że po pijaku, jak mu się urwie film, może się do kogoś dobierać. Nie byłyby to aż takie złe, gdyby nie fakt, że był biseksualny. Ostatnimi czasy wyrywał tylko dziewczyny, więc nikt nie wiedział, że nie ma też oporów, by wylądować w łóżku z facetem. I nie chciał żeby wiedzieli. Bo po co?
Chcąc pozbyć się kaca postanowił kupić do śniadania jakieś piwo, jednak gdy odruchowo zajrzał do portfela, stwierdził, że jest on kompletnie pusty.
- Kurwa, wiedziałem, że tak się to skończy – jęknął. Potrząsnął Marka za ramię.
- Maniek, wstawaj – powiedział, ale jakoś tak bez przekonania. Niestety kumpel tylko coś mruknął niezrozumiale i dalej chrapał. – Maniek, kurwa! Dawaj kasę, muszę se śniadanie kupić. – W dalszym ciągu brak reakcji. Sapnął gniewnie i zaczął grzebać w kieszeniach jego spodni. Szybko znalazł portfel. Niestety też pusty. – Fuck – zaklął.
Bez zastanowienia poszedł do sąsiedniego pokoju i zastukał do drzwi.
- Cześć, Jolka – powiedział, kiedy w końcu drzwi się otworzyły i ukazał się w nich blondynka o długich prostych włosach.
- Cześć Bolek, co jest? Wyglądasz jak jedno wielkie gówno. Chlałeś?
- I tak się też czuję – mruknął. – Tak, chlałem i się schlałem. Pożyczysz kasy? Nie mam nawet na cholerne śniadanie.
- Oj, Bolek, Bolek – westchnęła dziewczyna sięgając po torebkę – kiedy ty się w końcu nauczysz pić jak kulturalny człowiek?
- Jak nie będę oblewał zaliczenia roku.
- O? Już zaliczyłeś? Niezły jesteś – w głosie dziewczyny można było wyczuć podziw.
- Po prostu miałem farta i tyle. Dzięki za kasę, oddam jak tylko będę mógł. Czyli nie wiadomo kiedy – dodał w myślach.
Poszedł do pobliskiego sklepu, kupił coś na śniadanie, piwo na kaca i gazetę z ogłoszeniami. Skoro sesja już zaliczona, czas pomyśleć o znalezieniu jakiejś roboty na wakacje. Do domu nie chciał wracać. Nie miał po co. Starszy brat Juliusz miał pretensję, że Bolek zamiast harować w polu jak on i starzy, postanowił wyjechać do miasta i tam się kształcić, tam zdobyć zawód i tam zostać. Bolek dobrze wiedział, że gdyby ich posłuchał, to by skończył jako parobek pod rządami brata. Nie miałby nic do gadania, musiałby tylko zapierdalać w polu, babrać się w tym gnoju i całym pozostałym syfie, a wszystkie dochody z roli zbierałby Julek. Niestety brat był niczym dyktator. Był w tym zresztą podobny do ojca. Matka, cicha i zahukana kobieta, robiła co kazał najpierw ojciec, a potem także i Julek. Julek okazał się zbyt tępy, by się uczyć i edukację zakończył ledwo na podstawówce, za to okazał się dobry do robienia w polu. Tak jak ojciec. Za to Bolek od maleńkości przejawiał nie tylko talent, ale i chęć do nauki. Na szczęście w wioskowej podstawówce był jeden mądry nauczyciel, który coś nim zauważył i jakimś cudem namówił rodziców, by go posłali dalej do szkoły. Ponieważ chodził do szkoły z internatem, więc mógł się spokojnie przystosować do życia w mieście i gdy w końcu poszedł na studia, nie zachowywał się jak „wieśniak, co to miasta nie widział”. On już od dawna czuł się miastowy. Dlatego też, gdy po skończonym liceum ojciec zażądał, by wrócił na gospodarstwo i pomógł bratu, on się zbuntował. Wtedy ojciec go wypędził z domu. Matka jak zwykle nic nie mówiła, tylko cicho pochlipywała za plecami ojca, a Juliusz w zupełności popierał ojca. Na szczęście czasie nauki w liceum udało mu się zarobić jakieś pieniądze na dorywczych pracach, więc mógł jakoś utrzymać się na pierwszym roku studiów, A ten nauczyciel, który przekonał go do dalszej nauki, zapłacił za jego akademik. Był mu za to cholernie wdzięczny i obiecał, że jak już zarobi swoją pierwsza pensję, odda wszystko co do grosza. I chociaż musiał oglądać każdą złotówkę po dziesięć razy i zastanawiać się czy aby na pewno potrzebuje tego, co właśnie chce kupić, to jednak cieszył się, że wyrwał się z tej wiochy.
Przeżuwają powoli śniadanie, które jadł tylko dlatego, że musiał coś zjeść, przeglądał ogłoszenia. Niestety w tym tygodniu było ich wyjątkowo ubogo, jeśli chodzi o pracę na wakacje. W pewnym momencie znalazł jedno, które go wyraźnie zainteresowało. Ktoś poszukiwał gosposi na dochodne dla ekscentrycznego mężczyzny, chociaż opcja zamieszkania też wchodziła w grę. Nie zastanawiając się wyciągnął z kieszeni komórkę i wykręcił numer.
- Janowska, słucham? – bardzo szybko w słuchawce odezwał się miły kobiecy głos.
- Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia.
- Którego?
- No, tego o gosposi dla ekscentrycznego mężczyzny.
- A, tego – Bolek miał wrażenie, że w głosie kobiety słychać było zawód. – Jeśli nie jesteś kobietą, to ogłoszeni raczej jest nieaktualne.
- Jest pani rasistką – wypalił bez zastanowienia. Kac nie pozwalał mu myśleć logicznie i zmuszał język do mówienia rzeczy, których by normalnie nie powiedział.
- Słucham?! – Rozmówczyni wyraźnie zdenerwowała się.
- Rasista to człowiek kierujący się uprzedzeniami.
- Wiem kto to jest rasista – warknęła. – Jakim prawem tak mnie nazywasz?!
- Najpierw walczycie o równouprawnienie, chcąc robić to samo co faceci, a jak facet chce robić to, co do tej pory było tylko domeną bab, to nagle się okazuje, że nie ma równouprawnienia? To jest rasistowskie podejście.
Kobieta parsknęła śmiechem.
- Dobry jesteś – stwierdziła z podziwem. Po wcześniejszej złości nie było już śladu. – Jeżeli w pracach domowych też jesteś taki aparat, to może cię wezmę.
- Znaczy dostanę tą pracę?
- Nie tak prędko, mój drogi. Najpierw muszę zobaczyć czy się nadajesz, no i czy sam nie stwierdzisz, że to jednak robota nie dla ciebie.
- Dlaczego niby miałbym tak stwierdzić? – zdziwił się. – Nie boję się prac domowych.
Kobieta westchnęła.
- Sam się przekonasz. Zanotuj adres.
- Chwileczkę! – zaczął panikować, bo jak na złość nie mógł znaleźć żadnego długopisu. W końcu coś znalazł i starannie zanotował podany przez rozmówczynię adres. Trochę się zdziwił, gdy usłyszał, że to wydawnictwo, ale nic nie powiedział.
- To jest moje miejsce pracy, na miejsce twojej pracy dojedziemy moim samochodem. Nazywam się Marta Janowska.
- Bolek Kamieński – odparł odruchowo.
- W takim razie, do zobaczenia o szesnastej, Bolek – powiedziała kobieta i rozłączyła się.
- O kurwa – jęknął, gdy w końcu do niego dotarło, że właśnie znalazł sobie pracę. Chociaż kobieta zastrzegała, że to nic pewnego, ale on był pełen optymizmu. – Chyba ten fart z egzaminów jeszcze na mnie działa. – Uśmiechnął się zadowolony. Jednak szybko uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy przypomniał sobie swoje odbicie w lustrze. Jęknął. Ponieważ nie miał nic specjalnie do roboty, postanowił przespać ten czas, który mu pozostał do spotkania, może chociaż pozbędzie się kaca. Zajrzał do mapy, żeby wyliczyć ile mniej więcej będzie musiał poświecić czasu na dotarcie, po czym zepchnął wciąż śpiącego Marka na koniec łóżka, nastawił budzik i położył się. zasnął dość szybko.
Kiedy się obudził, tuż zanim zadzwonił budzik, stwierdził, że Marka już nie było, ale niespecjalnie się tym przejął. Nie pierwszy to i pewnie nie ostatni raz, gdy osoba, którą nocował we własnym łóżku zmywała się bez słowa podziękowania. Wykąpał się i ogolił bez pośpiechu. Tym razem patrząc w lustro stwierdził, że wygląda już lepiej. Jeszcze tylko jakiś obiad i będzie można ruszać do roboty. Wyszedł z akademika i przeszedł do budynku w którym znajdowała się stołówka. Na szczęście kolejka posuwała się szybko, a pełny żołądek miło rozleniwił i napełnił sporą porcją optymizmu. Ruszył w stronę swojej przyszłej pracy. Los tez mu dzisiaj wyjątkowo sprzyjał, bo wprawdzie musiał się aż dwa razy przesiadać, to jednak nie musiał długo czekać na kolejny autobus.
W końcu dojechał na miejsce. Jak się okazało był nim wysoki na pięćdziesiąt pięter oszklony wieżowiec, który czasami zdarzało mu się mijać, a jeszcze częściej oglądać. Z racji swojej wysokości był widziany z każdego budynku w którym miał zajęcia. Wszedł do środka. Pierwszym, co mu się rzuciło w oczy, była kanciapa strażników i biurko za którym siedziały dwie młode dziewczyny. Na ścianie przeciwległej do biurka wisiała tablica z wypisanymi firmami znajdującymi się budynku. Spojrzał na kartkę, na której zanotował adres. Wydawnictwo”Feniks”, pokój 3014, piętro 30. Spojrzał na tablicę. Okazało się, że wydawnictwo zajmowało piętra od 30 do 33.
- Spore to wydawnictwo – mruknął, po czym poszedł do windy. Szybko odnalazł właściwy pokój. Już miał zapukać, gdy nagle drzwi się otworzyły i wypadł przez nie jakiś mężczyzna z ogromną stertą papierów w rękach. Bolek w ostatniej chwili instynktownie odskoczył, dzięki czemu nie doszło do kolizji. Ku jego zaskoczeniu mężczyzna zostawił otwarte drzwi. Nie zastanawiając się dłużej wszedł do środka. I wpadł na jakąś kobietę z paniką w oczach.
- Pan do kogo? – zapytała, kiedy pomagał jej wstać z podłogi.
- Szukam pani Marty Janowskiej.
- Marchewa! – wrzasnęła kobieta w głąb pokoju, który okazał się na tyle duży, że ustawiono w nim kilkanaście biurek poprzedzielanych ściankami działowymi. – Gdzie jest Marchewa?!
- Tu jestem. Czego się tak drzesz? - Nad jedną ze ścianek pokazała się twarz kobiety około czterdziestoletniej okolona wręcz bijącymi w oczy swym kolorem rudymi włosami. Nawet z daleka widać było, że właścicielka zupełnie nie przejmuje się fryzurami i spina włosy byle jak i czym popadnie.
- Jakieś młode ciacho do ciebie – odkrzyknęła kobieta i nie czekając na reakcję wyszła z pokoju. Dzięki temu nie zauważyła zakłopotania na twarzy Bolka.
Kiedy kobieta podeszła do chłopaka okazało się, że z włosów wystaje jej długopis i jakiś drut.
- Praktyczna spinka do włosów – stwierdził z uśmiechem na twarzy, a gdy kobieta zmarszczyła twarz, próbując zrozumieć sens wypowiedzi, Bolek bez ostrzeżenia wyciągnął z włosów obie oryginalne spinki. Włosy błyskawicznie rozpuściły się i opadły lokami na ramiona.
- O, mój drut do robótki! – Kobieta wyraźnie ucieszyła się. – W końcu będę mogła skończyć szalik. A zastanawiałam się gdzie go posiałam. Dzięki – powiedziała, po czym znowu zamotała byle jak włosy i wsadziła w nie drut. – Tak go nie zgubię – wyjaśniła widząc zdziwioną minę Bolka. – Pan do mnie? – zapytała bardziej konkretnym tonem.
- Bolek Kamieński – odparł wyciągając rękę na powitanie – Byliśmy umówieni.
- A, racja! W sprawie pracy. W takim razie chodźmy, wszystko opowiem ci po drodze. Tylko wezmę torebkę – wróciła do swojego biurka i minutę potem była już z powrotem z ogromną torbą przypominającą worek, na ramieniu.
Wyszli przed budynek i wsiedli do stojącego na parkingu tuż przed wejściem samochodu.
- Więc sprawa wygląda tak – mówiła kobieta prowadząc samochód – Jestem agentką pewnego pisarza. Nazwisko nieistotne – dodała szybko, jakby czytała w myślach pasażera – wystarczy, że będziesz wiedział, że jest dość sławny, dlatego ukrywa się za pseudonimem literackim. Nie lubi sławy i tego całego cyrku z nią związanego. Znaczy nie pokazuje się publicznie, a wszelkie nagrody za książki musze ja odbierać w jego imieniu. Na początku próbowałam z tym walczyć, ale jak w niektórych kwestiach udało mi się coś wywalczyć, tak w tej jest kompletnie nieugięty. Niestety jak każdy pisarz zupełnie nie zwraca uwagi na otoczenie, cały czas skupiając się na pisaniu. Często nawet zapomina o umyciu się i zjedzeniu czegokolwiek, nie wspominając już o sprzątaniu, a ma pięciopokojowe mieszkanie. Chociaż tak właściwie nie wiem po co tyle pokoi, jak na dobrą sprawę używa tylko jednego, w którym śpi i pracuje. No ale cóż, stać go było na taką fanaberię, to se kupił. O, już jesteśmy na miejscu – dodała zatrzymując się.
Wysiedli przed blokiem z furtką z domofonem i budką strażnika.
- Dzień dobry, pani Marto – odezwał się niemłody już strażnik, wychodząc z budki.
- Dzień dobry, panie Wiesławie. Jak dzisiaj zdrowie? A wnuki jak?
- A dziękuję, pani Marto, zdrowie, na szczęście, wciąż dopisuje, a wnuki rosną jak na drożdżach.
- Niech mi pan przypomni w przyszłym tygodniu, mam darmowe bilety do teatru na dowolne przedstawienie. Będą idealne na urodziny dla wnuków.
- Ależ nie trzeba, pani Marto – odparł strażnik z zakłopotaniem.
- Ale mam ochotę, panie Wiesławie – poklepała mężczyznę po ramieniu – i nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu. Wolę żeby dostał te bilety ktoś, komu sprawią one przyjemność niż jakiś dupek, który będzie uważał, że to mu się należą jak psu micha.
- Oj, moje szkraby na pewno się ucieszą. Jeszcze nigdy nie były w teatrze.
- No widzi pan. To niech pan sprawdza, kiedy będzie jakieś przedstawienie dla dzieci i da mi znać. Tylko to musi być teatr „Kwadrat”.
- Będę pamiętał, pani Marto.
Kobieta uśmiechnęła się i wbiła kod w domofon. Przeszli przez furtkę i wtedy okazało się, że są na dość sporym placyku otoczonym ze wszystkich stron wieżowcami. Bolek doszedł do wniosku, że albo dopiero co je zbudowano, albo ktoś regularnie je wszystkie maluje, bo świeżość aż biła po oczach. Jeśli zaś chodzi o „podwórko” to był tu dość spory plac zabaw dla dzieci otoczony drewnianym płotkiem oraz coś w rodzaju mini parku, czyli soczyście zielona zadbana trawa, drzewa dające mnóstwo cienia i ławki. Weszli do jednej z czterech klatek w wieżowcu na wprost furtki przez którą wcześniej przeszli i wjechali na ósme piętro. Kobieta otworzyła kluczem jedne z dwojga znajdujących się tam drzwi i weszli do środka. Wnętrze rozczarowało Bolka. Spodziewał się nie wiadomo jakiego przepychu, a tu zobaczył zwykły wieszak, szafkę na buty i szafę ubraniową kupione najprawdopodobniej w jakimś dyskoncie meblowym. Zaczął się zastanawiać czy aby na pewno właściciel mieszkania jest sławnym pisarzem, czy może jednak wyolbrzymia jego osiągnięcia żeby podbudować jego wątłe ego.
- Nie rozbieraj się – powiedziała agentka kiedy chciał ściągnąć buty.
Przeszli dalej, do salonu.
- Ja pierdolę, ale syf – wyrwało się Bolkowi, kiedy zobaczył pomieszczenie. Salon był dość spory i zapełniony jedynie niezbędnymi meblami. Była tu więc stojąca na środku pokoju ława ze szklanym blatem do tego skórzana kanapa i dwa fotele. Lewą ścianę zajmował regał wypełniony książkami, natomiast po prawej stronie stała komoda z wiszącym nad nią na ścianie dość sporym telewizorem plazmowym, dwie wąskie oszklone szafy wypełnione różnymi bibelotami i wisząca, też oszklona szafka, też wypełniona różnymi bibelotami. Jednak tym, co najbardziej rzucało się w oczy były walające się wszędzie części garderoby, opakowania po pizzy i innych produktach żywnościowych, talerze z zaschniętymi resztkami jedzenia. Do tego brud świadczący o tym, że nikt kompletnie nie przejmował się dywanem i wchodził nie używając w ogóle wycieraczki, kurz chyba centymetrowej grubości na meblach. Nie pytając o pozwolenie Bolek przeszedł do kuchni i pozostałych pokojów. Nie wszedł tylko do jednego z nich, tego, którego drzwi były zamknięte. Uznał, że to tam pewnie pracuje w tej chwili właściciel tego burdelu, z którym nie miał ochoty teraz się spotykać.
- Czy on czasem nie ma jakiejś mani chomikowania? Tak zasyfić mieszkanie… To zajmie sporo czasu zanim doprowadzi się je do porządku.
- Znaczy, że rezygnujesz z tej pracy? – zapytała dziwnie zrezygnowana Janowska.









 


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum