The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 22:10:20   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Pod moim i twoim niebem 7


Dobra, bez względu na to jaki był powód jego przeniesienia, był podekscytowany perspektywą pracy przy Zanpakutou Espady. Zwłaszcza teraz, gdy miał okazję przyjrzeć się im z bliska - wcześniej mógł je co najwyżej podziwiać z oddali jak wychodziły na akcję. Może nie były wiele większe od tych używanych przez normalne jednostki Gotei, ale to nie wielkość stanowiła o sile tych maszyn. W przeciwieństwie do Shikai, Zanpakutou Espady były o wiele bardziej mobilne i zwinne - oczywiście wciąż patrząc w kategorii kilkunastotonowych mechanicznych potworów - dzięki systemowi mimicznemu, który pozwalał na bardziej precyzyjne manewry. Było to najlepsze rozwiązanie, po tym jak odrzucono system sterowania przez wszczepkę, który stosowano w Bankai - nikt nie chciał powtórki sprzed dziewięciu lat.
Oderwał w końcu spojrzenie od maszyny i zerknął na swój tablet, gdzie wyświetlały się dane techniczne.

Zanpakutou
Model: Resurrection
Numer seryjny: 006
Pilot: por. Grimmjow Jeagerjaquez


Później następowała długa lista raportów napraw - praktycznie co akcję była wymieniana cała hydraulika nóg - przynajmniej wiedział już, gdzie znikały te części zamienne, o które nie mogli się doprosić. Jednak był to też dobry wgląd w to, jak wyglądały walki Espady. Kilkakrotnie mignęła mu informacja o wymianie szyby włazu - dwukrotnie z powodu jej przebicia. Raz trzeba było od nowa zbudować całe ramię - jak na ironię lewe - po tym jak Pusty je odgryzł. Przejrzał również pobieżnie raporty o wprowadzonych modyfikacjach nie związanych z naprawami, między innymi ten dotyczący zmian w systemie mimicznym, by działał razem z protezą. Co przy okazji przypomniało mu o rozmowie z Hisagim. Może jednak przyjrzy się tej sprawie, skoro pilot sugerował, że za ogólnie znaną plotką stoi coś innego.
- Robi wrażenie, prawda?
Uprzejmy męski głos wyrwał go z rozmyślań. Odwrócił się i tylko kiwnął głową na uwagę rzuconą przez wysokiego mężczyznę o wyraźnie azjatyckich rysach twarzy, nie bardzo wiedząc czego ona dokładnie dotyczyła - samej maszyny, czy ilości napraw.
- Ichigo Kurosaki jak mniemam - mówił dalej niby uprzejmym tonem, jednak coś w nim irytowało. Może ta nutka wyższości, jakby miało się do czynienia z nauczycielem, który zawsze wie lepiej.
Chłopak znowu tylko kiwnął głową.
- Dobrze, ja jestem Shawlong Koufang i jestem kierownikiem ekipy przydzielonej do Pantery. Otrzymałem informacje, że masz do nas dołączyć razem z jeszcze dwójką osób.
W tym momencie Ichigo się szczerze zdziwił. Nie był jedynym przeniesionym?
- Wiesz może... Poinformowano cię może dlaczego nas przeniesiono tak nagle? - zapytał, bo właśnie jego idealna teoria, że to Jeagerjaquez dla jakiegoś dowcipu kazał go przenieść, legła w gruzach i w sumie poczuł się trochę głupio. Wychodziło na to, że ma o sobie naprawdę wysokie mniemanie, skoro uważał, że Jeagerjaquez aż tak się postarał, żeby go ściągnąć dla zwykłego dowcipu, tak jakby pilot Espady nie miał nic innego do roboty.
- Wiem tylko, że czeka nas sporo roboty, ale o szczegółach poinformuje Szef, jak przyjdzie - odpowiedział Shawlong. - Zapoznałeś się ze szczegółowymi danymi...
Tak, ten gościu powinien być nauczycielem, stwierdził Ichigo po niezbyt długiej rozmowie, gdzie został bardzo szczegółowo wypytany o wszystkie różnice pomiędzy Shikai a Resurrection. W większości pamiętał, chociaż sam nie wiedział jakim cudem, skoro nie miał z tym styczności od czasu szkolenia. Czasami miał wrażenie, że posiada jakiś zewnętrzny dysk podłączony do mózgu, gdzie przechowuje takie informacje.
Dalszą część egzaminowania przerwało przybyście reszty ekipy technicznej, razem z pozostałą dwójką nowo przydzielonych - Ichigo w ogóle ich nie kojarzył, pewnie pracowali na innej zmianie - i oczywiście Szefem we własnej osobie. Jednak Grimmjow, który wyglądał na wpół zaspanego na wpół wściekłego, w ogóle nie zwrócił uwagi na Ichigo - zerknął na niego obojętnym spojrzeniem - nie żeby chłopak oczekiwal od niego innej reakcji, przecież o to mu chodziło, gdy wczoraj go ostrzegał. Za to uściskiem dłoni przywital się z Shawlongiem i pozostałymi technikami, wymienił z nimi krótkie uwagi i przysiadł na stopie swojej maszyny. Ziewnął jeszcze i przeczesał włosy lewą dłonią - niebieskie kosmyki przemknęły pomiędzy czernią protezy - a umysł Ichigo powędrował bardzo szybko, bardzo dziwnymi ścieżkami. Proteza jest zimna, ciekawe jakie to uczucie, czekaj, chłód we włosach, rżnąłem się z nim, w sensie jak mu obciągłem, doskonale wiem jakie to uczucie, nie chciałem sobie tego przypominać, szlag. A ciało całkowicie go zdradziło, nie dość że się podniecił, to jeszcze zaczerwienił po czubki uszu. Spuścił wzrok, próbując jakimś cudem ukryć się za swoja niezbyt długą grzywką.
- Nowi, do was to - warknięcie Grimmjowa zwróciło go rzeczywistości. - Chyba nie muszę mówić - mówił poważnym tonem. To on tak potrafi? - Że to co teraz powiem, to informacje poufne, mam nadzieję, że ten wasz Akon wie kogo wybierał. - Więc to była decyzja Akona, tylko i wyłącznie? - Sprawa wygląda następująco. Przedwczoraj podczas ataku Starrk wszedł w kontakt z nowym rodzajem Pustego. Zaobserwowaliśmy go już wcześniej, jednak wtedy nie wykazywał nami większego zainteresowania. Tym razem zaatakował w dość nieoczekiwany sposób. Zniknął, a znikając posłał EMP.
Ichigo przeszedł dreszcz, przecież on przy tym był. Widział Starrka tamtego dnia i swoje-nieswoje białe dłonie, a nawet, gdy teraz skupił się na tamtych wspomieniach i obrazach, odbicie swojej twarzy w szybie włazu. Swoją-nieswoją twarz - bladą, wykrzywioną w dzikim uśmiechu, w którym widoczne były czarne zęby. Zbladł. Co on miał z tym do cholery jasnej wspólnego? To przecież nie miało sensu? Co się z nim działo? Miał tylko nadzieję, że szok, na pewno malujący się na jego twarzy, zostanie wzięty za wywołany znaczeniem słów Jeagerjaqueza.
- Czekaj - odezwał się jeden z nowoprzydzielonych chłopaków. - Chcesz nam powiedzieć, że istnieje Pusty, który może nas po prostu wyłączyć? - zapytał, wygłaszając na głos obawy chyba wszystkich zebranych. - Tak, po prostu i reszta bazy ma się o tym nie dowiedzieć? Dobrze rozumiem?
- Tak, coś ci nie pasuje? - warknął Grimmjow, patrząc na chłopaka spode łba. - Dobrze - dodał, gdy tamten szybko pokręcił głową. - To nie wasza sprawa, kto i kiedy się o tym dowie, tylko dowództwa bazy. Waszym zadaniem jest wziąć i jak najszybciej założyć panele ekranujące na moją maszynę. Będziecie pracować...
- Czekaj, Szefie - tym razem odezwał się jeden ze stałych techników, długowłosy blondyn o nieco kobiecej urodzie, chyba się przedstawiał nawet, ale Ichigo już zapomniał. - Odcinają was, naprawdę? Przecież zostawi was to ślepych i głuchych. Dobra jak zostawimy jakiś luz, to może jakiś słaby sygnał radiowy z bliskiej odległości przejdzie, ale...
- Szczerze, mi to nie robi - przerwał mu Grimmjow ze wzruszeniem ramion.
- Eh umrzesz młodo, Szefie - mruknął tylko blondyn, kręcąc głową.
- Taki jest plan - odpowiedział obojętnie z kolejnym wzruszeniem. - W tym samym czasie będzie robiony Murcielago i na czas prac jesteśmy zwolnieni ze służby... - mówił dalej, ale Ichigo słuchał go tylko jednym uchem.
Coś w tonie, w spojrzeniu, a może w samym wydźwięku słów Grimmjowa "taki jest plan" sprawiło, że Ichigo poczuł do niego nutkę, może to za dużo powiedziane, sympatii, albo może raczej współczucia i może szczypta, mimo wszystko, podziwu. Bo Espada naprawdę robiła kawał dobrej, ale w sumie niebezpiecznej roboty. Naprawdę dobrej, jak ma się świadomość strat jakie ponosiło Gotei w tym czasie, gdy pojawiły się już Menosy siedem lat temu, ale zanim jeszcze Espada rozpoczęła służbę ponad trzy lata temu. Zresztą były to lata ciężkie nie tylko dla żołnierzy. W osadach też nie było wesoło - strach przed przełamaniem lini obrony i zwielokrotniony wysiłek w kopalniach i fabrykach by dostarczyć odpowiednią ilość surowców do produkcji niszczonych w zastraszającym tempie Zanpakutou. To wtedy jakiś rok po pojawieniu się Menosów, w mieście Ichigo pojawili się rekrutanci z bazy Seireitei. Zaciągnęli się całą ekipą z mocnym postanowieniem poświęcenia życia dla dobra ludzkości. Mieli wtedy w większości po piętnaście lat i głowy przepełnione podnoszącymi na duchu odczytami. Czasami się zastanawiał, jak wyglądałoby jego życie, gdyby urodził się w normalnych czasach - każdy chyba miał takie myśli. Pewnie chodziłby do jakieś szkoły, myślał o założeniu rodziny albo coś. Przynajmniej z tego, co dziadek mówił tak mniej więcej życie przebiegało.
- Resztę zostawiam tobie Shawlong - powiedział Grimmjow, zeskakując z maszyny. - A do was, nowi, jest tylko jeszcze jedna wiadomość. Jak choćby zarysujecie moje maleństwo - spojrzał po trójce nowych, zatrzymując się w końcu na Ichigo. - To was zwyczajnie wypieprzę - dokończył i tylko drgnięcie ust i błysk w oku świadczył, że w przypadku Ichigo miało to podwójne znaczenie.
Nutka sympatii, jak niespodziewanie się pojawiła, tak natychmiastowo zniknęła. Na szczęście Jeagerjaquez bez dalszych komentarzy po prostu odszedł. Całą resztą faktycznie zajął się Shawlong, podzielił ich na dwie zmiany. Pierwsza miała zacząć pracę po śniadaniu, kiedy miały już przyjechać panele, druga miała zacząć pracę o dwudziestej. Ichigo znalazł się w tej pierwszej, co znaczyło, że albo nie zje kolacji, albo nie dotrze na godzinę wyznaczoną przez Yoruichi, z drugiej strony chyba nigdzie się nie wybierała, więc równie dobrze może na niego poczekać.
Obiad i kolację zjadł już w towarzystwie techników Jeagerjaqueza; dwaj pozostali nowi zostali przydzieleni do drugiej zmiany; jednak nie miał najmniejszej ochoty na zawieranie z nimi bliższych więzi. Jeden z nich, ten z opaską na oku, próbował go chyba zirytować jakimiś złośliwymi uwagami, ale darował sobie po trzeciej próbie, gdy w odpowiedzi na zaczepki otrzymał jedynie olewcze mruknięcie. Oprócz nich na stołówce było jeszcze kilku techników i sami piloci, jednak ci siedzieli w swoim towarzystwie. Swoją drogą żyć nie umierać, gdy jest się członkiem Espady, czy jednostek pomocnicznych. Osobne łazienki, osobna stołówka i nawet żarcie jakby trochę lepsze. A kwaterę każdy pilot miał własną, a technicy mieli pokoje trzyosobowe, a nie dziesięcio. Bohaterom się powodzi.
Trochę dziwne uczucie w sumie, leżeć w swoim łóżku i nie słyszeć tych wszystkich odgłosów wydawanych przez współlokatorów - ci, z którymi miał dzielić pokój teraz, byli na drugiej zmianie - nie wszystkie może były mile widziane, ale stanowiły jakieś znajome tło. Zupełnie jak hałasy hangaru. A tutaj, teraz cisza. Z jednej strony powinien się cieszyć, w końcu po to chodził na platformę, dla ciszy i spokoju, ale tutaj nie było gwiazd. Poza tym nigdy nie zasypiał w ciszy. Nawet w domu w tym samym pokoju spały jego młodsze siostry, a obie miały tendencje do mówienia przez sen i oczywiście przez cienkie ściany doskonale było słychać donośne chrapanie jego ojca. Gdyby jeszcze mógł się skupić na czyimś chrapaniu, to może nie musiałby myśleć o tym, co się z nim ostatnio działo, nie zastanawiałby się, czy dzisiaj znowu będzie miał jakiś pokręcony sen o miejscach, których nie odwiedział.
Wyciagnął przed siebie dłonie, w ciemności były ledwo widoczne, czy widziałby je lepiej, gdyby były zupełnie białe. Białe z czarnymi paznokciami. Spróbował sie skupić na tych wspomnieniach. Na obrazie tych obcych dłoni, które przez tę krótką chwilę czuł, jakby byly jego. Próbował przypomnieć sobie swoje odbicie w szybie. Spróbował, chociaż nie bez obaw, przypomnieć sobie to uczucie spadania i znalezienia się w dwóch miejscach na raz.
Poderwał się nagle i zapalil światło, gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Zmarszczył brwi.
- Senna, co ty tu robisz? - zapytał nieco zaskoczony, widząc dziewczynę wchodząca do pokoju i zamykającą za sobą drzwi.
Uśmiechnęła się promiennie, w podskokach podchodząc do jego łóżka i ładując sie do niego bez pytania, nie żeby miał coś bardzo przeciwko.
- Jak to, co? - zapytała z figlarnym błyskiem w oczach, sadowiąc mu się wygodnie na udach. - Miałabym nie skorzystać z okazji, że masz takie luksusowe warunki?
- Wiesz, że pewnie są tutaj kamery? - zapytał, chociaż i tak już jego dłonie gładziły ją po udach.
- To dostarczymy im wspaniałego materiału - wymruczała.
- Nigdy bym nie pomyślał, że jesteś taka zbereźna, Senna - rzucił z uśmiechem, kładąc dłonie na jej biodrach.
- Cóż jestem kobietą o wielu obliczach i wielu z nich jeszcze nie znasz - powiedziała z tajemniczym uśmieszkiem.
Nie dała mu szansy zadać pytania cisnące mu się na usta, pchnęła go z powrotem na łóżko i zaczęła całować. To od niej się tego nauczył, że seks z pocałunkami jest przyjemniejszy. W sumie miała rację, skoro już został przeniesiony, to grzechem byłoby nie skorzystać z możliwości uprawiania seksu na łóżku. Zazwyczaj były to nisze "Jaskini", albo jakieś rzadziej używane pomieszczenia bazy. Słyszał, że bardzo popularnym miejscem jest kabina Zanpakutou, ale jakoś nie miał okazji spróbować. Jednak ciężko było by mu uwierzyć, że jest tam wygodniej niż na łóżku.
Obrócił Sennę przygniótł do pościeli, całował zachłannie, już wślizgując się dłonią pod jej koszulkę, gładząc palcami miękką, ciepłą skórę. Siegnął pod stanik do piersi, uszczypnął twardy sutek, spijając z ust dziewczyny głośniejsze westchnięcie. Oplotła go nogami i przyciągnęła jego biodra do swoich, ocierając się i prosząc o więcej, teraz, zaraz. Ściągnęła z niego koszulkę i zaraz wbiła się paznokciami w skórę pleców, naznaczyła tatuaż czerwonymi pręgami, czym wywołała u niego pomruk przyjemności. Do jego koszulki, leżącej już na podłodze, zaraz dołączyła jej, równie szybko znalazł się tam prosty, biały stanik. Od razu skorzystał z okazji i przygryzł i polizał uwolnione sutki. Czuł zaciskające się na włosach dłonie Senny, słyszał jej przyspieszony oddech. I tylko jedna rzecz, gdzieś na granicy świadomości, go zostanawiała, dlaczego nie czuł jej zapachu - pachnialy jej ubrania, ale nie skóra, czy włosy. Tylko, że w takich chwilach nie miał zbytnio głowy, by to roztrząsać, a później zazwyczaj o tym zapominał.
W szybko rosnącym podnieceniu Ichigo zupełnie nie zwrócił uwagi na powoli otwierane drzwi. Dopiero, chwilę po tym, jak Senna zamarła, zdał sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak.
- Nie przypominam sobie - odezwał się niski, ewidentnie wściekły głos. Ichigo nie musiał patrzeć, by wiedzieć kto to, ale i tak się odwrócił, chowając Sennę za swoimi plecami. - Żebyśmy zamieniali kwatery na burdel - mówił tymczasem dalej Jeagerjaquez, bo kto inny mógłby to być. - Pozwolił, ci ktoś sprawadzać tutaj jakieś suki, Kurosaki.
Ichigo spojrzał na mężczyznę spode łba morderczym wzrokiem, ale zaraz drgnął, gdy dreszcz przeszedł mu po plecach - niepokoju, czy podniecenia, ciężko było stwierdzić.
Grimmjow patrzył z góry na pół nagiego chłopaka, którego pierś wciąż podnosiła się w przyspieszonym tempie a policzki nadal zdobił rumieniec i ten zapach, ten cholernie oszałamiający zapach, który z przyczych niejasnych nawet dla niego nie dawał mu spokoju. Miał ochotę go pożreć i tak właśnie na niego patrzył, jak wygłodniały drapieżnik na swoją ofiarę. Wnętrzności niemalże skręciły mu z najprawdziwszego głodu, niemalże czuł swędzenie w dziąsłach i mógłby przysiąc, że czuję pod językiem kły.
- Wynoś się - warknął, patrząc się na dziewczynę, chowającą się za plecami chłopaka.
Chciała się wykonać polecenie, ale Ichigo ją powstrzymał.
- Czego chcesz, Jeagerjaquez? - również warknął Ichigo. - Nie uwierzę, że twoi technicy, nie sprawadzali sobie dziewczyn do pokoi.
- Gówno mnie obchodzi, co oni robią. Ty, Kurosaki. - Wskazał na niego palcem. - Jesteś mój. - Zacisnął wyciągniętą dłoń w pięść.
Sam nie do końca wiedział, skąd nagle pojawiła się w nim taka zachłanność. Jednak po tym, jak zobaczył tę dziewczynę i jej ręce na Ichigo, wiedział, że nie pozwoli, by ktokolwiek inny miał tego chłopaka. To byl jakiś dziki instynkt, którego nie miał najmniejszego zamiaru kwestionować.
- Za kogo ty się masz? - wrzasnął Ichigo, podnosząc się z łóżka. Pięści zacisnięte, oczy błyszczące furią wbite w Grimmjowa. - To, że raz się przeruchaliśmy w Jaskini, nie robi ze mnie jakieś twojej pieprzonej zabawki.
- I właśnie tu jest problem, Kurosaki - powiedział z szerokim uśmiechem. - Że jeszcze cię nie pieprzę.
- Spadaj, Jeagerjaquez - warknął.
Rzucił się do przodu, jednak zaraz stracił orientację. Widział Grimmjowa i widział białoskórego mężczyznę o krótko przyciętych białych włosach. Wpadł na Grimmjowa, całym impetem i powalił go na ziemię. Czuł uderzenie w brzuch, od którego zgiął i zgiął się w pół. Uchylił się przed ciosem, odturlał się na bok i o mało nie zleciał z wysokich zabudować bazy prosto w przepaść. Chwycił się panicznym gestem pobliskiego łóżka. Skoczył do przodu, kopnął przeciwnika. Dostał cios w bok. Zachwiał się, wpadł na szafkę.
- Co ty, Kurosaki, pijany jesteś? - zakpił.
- Dajesz, dzieciaku, na pewno stać cię na więcej - powiedział bladoskóry z pewnym siebie uśmieszkiem.
Warknął, zaśmiał się i zaatakował z pełną furią. Jednak nie był w stanie oddzielić przeciwnika od przeciwnika i trafiał, ale nie trafiał. Dlaczego właśnie teraz musiało się to stać. Słyszał krzyk Senny, gdy oberwał prosto w mostek, nie zobaczył go, bo za bardzo skupił się na nożu wyciągniętym przez mężczyznę. Wyprostował się, ciężko łapiąc oddech i zaraz odskoczył, czując żywy ból, rozcinanej na piersi skóry. Dotknął się, spojrzał na swoją białą dłoń i widniejącą na niej krew, na swoją czystą dłoń. Tego było już za wiele. Wrzasnął zwyczajnie przerażony, chwycił się za włosy, zamknął oczy. Wrzasnął sfrustrowany. Widział zdziwione, nie rozumiejące spojrzenie Grimmjowa i zupełnie zaskoczone mężczyzny.
- Dość! - krzyknął, zamykając oczy i cofając się.
Grimmjow również zrobił krok do tyłu, zupełnie zbity z tropu i zaraz zmarszczył brwi, gdy oczy chłopaka wywróciły się w tył i kolana się pod nim ugięły. Nawet chciał go złapać, raczej odruchowo niż z prawdziwej potrzeby niesienia pomocy, ale nie trzeba było. Ichigo opadł w ramiona dziewczyny, która jakimś cudem znalazła się za nim, i zaraz położyła go na ziemi.
- Co to do cholery jasnej było? - mruknął raczej do siebie Grimmjow, patrząc na nieprzytomnego chłopaka zupełnie zdezorientowany.
Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie, bynajmniej nie wyglądała na zaskoczoną tym, co przed chwilą miało miejsce, ani zawstydzoną faktem, że była pół naga.
- Czy jest jakaś szansa - zapytała spokojnie. - Że zwyczajnie zapomnisz, co się właściwie wydarzyło?
- Nie - odpowiedział krótko. - O co tu chodzi, co odpierdoliło Kurosakiemu? Gadaj!
Dziewczyna jedynie westchnęła ciężko, chociaż znowu nie wyglądała na szczególnie zaskoczoną, taką reakcją. Wstała i podeszła do niego.
Zadziałał zanim dotarło do niego, co właściwie robi. Chwycił ją za gardło - jeszcze nie ściskał - i dopiero w następnej chwili zrozumiał, dlaczego to zrobił. Nie czuł od niej absolutnie żadnego zapachu, nic. Było to bardziej niepokojące niż przypuszczał, że mogło by być.
- Czym ty jesteś? - warknął, patrząc jej prosto w zlote oczy, które teraz wydały się jakieś znajome, już gdzieś u kogoś takie widział.
Wciąż nie wyglądała jakby przejmowała się swoją sytuacją. Uśmiechnęła się uroczo, przymykając oczy i przechylając główę.
- Ciekawe pytanie - powiedziała lekkim tonem. - Zwłaszcza zadane przez coś, co ciężko nazwać człowiekiem.
- O czym ty pieprzysz? - zapytał przez zaciśnięte zęby. To niemożliwe, żeby robiła aluzję do tego...
- Ludzie nie zamieniają się we zwierzęta i nie wybijają swoich wiosek, prawda? - rozwiała jego nadzieje.
W pierwszej chwili zwyczajnie do zatkało. Nikt o tym nie wiedział, nikt poza nimi, poza Espadą, więc skąd ta sucz o tym wiedziała.
- Skąd... - zaczął, ale w tym momencie rozległ się dźwięk otrzymania rozkazu na jego komunikatorze.
- Chyba ktoś się za tobą stęsknił - powiedziała spokojnie, nawet nie próbując sie wyrwać z jego chwytu. Miał ochotę ją udusić, tak na wszelki wypadek.
Sięgnął do kieszeni i zerknął kątem oka na ekran. Rozkaz natychmiastowego wstawienia się w sali odpraw Espady. Potwierdził przyjęcie rozkazu i spojrzał na dziewczynę, która teraz wyglądała, jakby dokładnie tego się spodziewała. Wyglądała nawet, jakby się doskonale bawiła. Bawiła sie jego kosztem w dodatku. Niemalże warknął przez zaciśnięte zęby. Przyciągnął ją bliżej.
- Jeszcze sobie pogadamy - wysyczał jej prosto w twarz.
Uśmiechnęła się pogodnie.
- Nie wątpie.
Odepchnął ją na tyle mocno, że z impetem upadła na podlogę. Wyszedł z pokoju, wściekły, trzaskając ciężkimi drzwiami, aż huknęło po korytarzu.
Starrk i Tia, którzy już siedzieli w sali odpraw obdarzyli go badawczymi spojrzeniami, gdy z furią wymalowaną na twarzy usiadł na swoim miejscu. Nie odezwał się ani słowem.
- Jak zwykle doskonale was wszystkich widzieć - przywitał się jeden z ich dowódców, pułkownik Hirako Shinji, gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca. - Powodem zebrania, jest przybycie bardzo miłego gościa z bazy Dangai. Na pewno też się ucieszycie na wiadomość, że przez kilka dni będziemy gościć autorkę waszego programu treningowego. Przybyła, żeby wprowadzić do programu kilka poprawek. Ugośćcie życzliwie na pokładzie kapitan Shihoin Yoruichi - powiedział ze swoim zwyczajowym szerokim uśmiechem i wskazał na stojącą do tej pory w rogu sali kobietę.
Ta uśmiechnęła się i podeszła do stołu. Wyglądała dokładnie jak swój własny avatar w programie. Rozejrzała się po zebranych i tylko na dłuższą chwilę zatrzymała wzrok na Grimmjowie, uśmiechnęła się przelotnie.
A Grimmjow właśnie uświadomił sobie, czemu te złote oczy u tamtej dziewczyny, wydawały mu się takie znajome.

* * *

Dwie osoby bardzo uważnie obserwowały to, co miało miejsce w jednej z kwater techników Espady. Dwie osoby w zupełnie dwóch różnych miejscach.
Jedną z nich był doktor Aizen Sousuke, który śledził wydarzenia ze swojego gabinetu na monitorze tabletu z delikatnym uśmiechem, który nie sięgał jednak chłodnych kalkulujących oczu. Rozważał możliwości, które wynikały z tego, co miało tam miejsce. Wyraz jego twarzy nie zmienił się ani odrobinę, gdy obraz nagle zniknął. Zniknął po tym, jak dziewczyna, klęcząca przy nieprzytomnym rudym chłopaku spojrzała prosto w kamerę, prosto na niego.
Drugą był Urahara Kisuke. On siedział w ciemnym pomieszczeniu rozjaśnianym jedynie błyskiem dziesiątek monitorów, na których dało sie dojrzeć różne zakamarki bazy Seireitei. Jednak w tej chwili jego uwaga była skupiona na jednym, gdzie właśnie fioletowowłosa dziewczyna zamieniała się w czarnego kota. Tylko przelotnie zerknął na ekran znajdujący się obok, gdzie wyświetlił się krótki komunikat "podsystem Senna przechodzi na tryb czuwania. System Yoruichi został uruchomiony." Nie uśmiechał się, zbyt wiele spraw mogło pójść nie tak.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum