The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 03:10:25   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Prawda czy wyzwanie


Od Chochlika: To jest fluff! Taki prawdziwy, mięciutki, pełen puchu i ciepła. Nigdy nie umiałam tak pisać, więc przepraszam, jeśli niektóre sformułowania wyszły nieco niezręcznie.
Oryginał, wraz z innymi pracami Thursday's Child, do znalezienia na jej blogu: http://thursdayschild.co.vu

Prawda, czy wyzwanie?


Deanowi wcale nie pocą się dłonie. W ogóle nie skubie etykiety ze swojego piwa. To jest jasne jak diabli, że nie jest nerwowy.
Prawda czy wyzwanie to jest durna gra dla licealistów.
Dean jest dorosłym człowiekiem.
Poza tym, czym tu się w ogóle martwić, do cholery - nie, żeby się w ogóle martwił. Przyjacielska gra w prawdę czy wyzwanie z Casem i Charlie? Proszę was. Najdziwniejszą rzeczą, jaką musiałby zrobić to coś wymagającego rozebrania się, albo znajomości kultury geeków. Nie ma się co się denerwować.
Tylko, że to nie jest tylko Cas i Charlie. To Cas i Charlie, i chujowy brat Casa, i jego nadęty kuzyn, i Sam, i pieprzona Ruby. Zwykle Dean nie byłby taki nakręcony w ich towarzystwie... Znaczy, serio, możliwość siedzenia i słuchania jak Gabriel, Baltahzar i Ruby się ze sobą droczą jest po prostu bezcenna. Ale teraz nie podoba mu się to, jak Gabriel się mu przygląda, a Ruby pożerała jego brata wzrokiem od dobrych trzech godzin.
Mimo wszystko, to wciąż nie znaczy, że się denerwuje.
Ponieważ, jak już wcześniej wytłumaczono, tu się absolutnie nie ma co denerwować.
Dean oderwał na chwilę wzrok od swojej butelki z piwem tylko po to, by napotkać nieruchome spojrzenie Casa. Jego oczy miały dzisiaj nieziemski odcień błękitu, jego jasna koszula naprawdę pięknie go podkreślała. Nie, żeby Dean naprawdę o tym myślał, to taka zwykła obserwacja. Kiedy Cas mruży lekko oczy, jakby chcąc go zapytać, czy coś nie tak, kąciki jego ust wykrzywiają się lekko w czymś, co Dean wie, że z założenia miało być uśmiechem pełnym sympatii, i sam nie może się powstrzymać przed uśmiechnięciem się w odpowiedzi. Nikt poza Gabrielem nie zauważył tej cichej wymiany i kiedy Dean się zorientował, że ten koleś się na nich gapi, poczuł, że się rumieni i pociągnął dużego łyka ze swojej butelki, kończąc je tym samym i wstał po następne. Nierozsądnie, ale nie mogąc się przed tym powstrzymać, klepie Casa po ramieniu, mijając go i ignorując zmarszczone ze zmartwieniem brwi. Pyta beznamiętnie, czy Cas ma ochotę na piwo. Cas odmawia.
Zdjęcie dłoni z ramienia Casa kosztuje go dwa razy tyle wysiłku.
To, oczywiście, wszystko przez tę cholerną koszulę, która okazuje się być z niezwykle delikatnego materiału, i nie ma z tym absolutnie nic wspólnego fakt, że ostatnimi czasy Dean jakoś nie umie trzymać łap przy sobie.
W chwili obecnej Dean zwala winę na tę cholerną koszulę. Bo opina się tak ciasno wokół pasa Castiela, i w dodatku ma rozpięte dwa górne guziki, jakby Cas był jakimś cholernym Casanovą i nie, wcale nie doprowadza to go do szału; Dean po prostu poczynił przyjacielskie obserwacje. Tak samo jak zauważa, w kompletnie platonicznym spojrzeniu, jak rewelacyjnie tyłek Casa wygląda w tych spodniach.
Nikt nie może dowieść, że Dean miał erotyczne sny o swoim najlepszym przyjacielu. Nikt.
- Prawda, czy wyzwanie?
Kiedy gra się zaczyna, wszyscy są już przyjemnie wstawieni. Kilka pierwszych pytań było zabawnych, bez zbytniej wnikliwości i Dean pozwolił się sobie nieco odprężyć. Siedział dokładnie naprzeciw Castiela, dzięki czemu mógł studiować jego mikroekspresje, które przemykały po jego twarzy, ilekroć coś się działo. To było bardziej zabawne niż powinno być, ale Dean zawsze lubił obserwować Casa. W całkowicie przyjacielskim tego słowa znaczeniu, oczywiście.
- Prawda - mówi wreszcie Sam.
Castiel marszczy brwi.
- Ulubiony film?
Cały krąg jęczy.
- Niech ktoś mu to wyjaśni - mówi Balthazar, machając ręką z odrazą.
- Coś pikantnego, braciszku - podpowiada Gabriel. - Seksownego. Coś... interesującego.
- Dajcie mu spokój - broni go Dean, przykładając szyjkę butelki do ust, żeby nie wyglądać na zbyt poważnego. - Może naprawdę chce się dowiedzieć, jaki jest ulubiony film Sama.
Gabriel wywraca oczami, w pełni przygotowany, by w jakiś podstępny sposób podjudzić Castiela do powiedzenia czegoś naprawdę wstydliwego...
- Sypiasz z Ruby?
Cały krąg zamiera.
- Ee... - Sam chrząka, cały czerwony, patrząc na dywan. - Rany, Cas, to trochę zbyt osobiste.
Gabriel uśmiecha się szeroko. Może jednak Cas nie jest adoptowany.
- Dalej, Sam, wszyscy czekamy na twoją odpowiedź.
Sam zerka na Ruby, która w znaczący sposób podnosi brew. Ciągnie łyka z butelki.
- Pas.
Gabriel uśmiecha się krzywo.
- I to mi wystarczy za odpowiedź.
Runda Sama kończy się na Charlie, która zawiązała łodyżkę czereśni językiem, po czym z rumieńcem na policzkach przyznała się, że spędziła jedną letnią noc, ucząc się tego z kuzynką, bo chciały zaimponować dziewczynom. Potem zapytała Gabriela.
- Prawda.
Ruda wywróciła oczami.
- Żenaada. Niech ci będzie. Jaka jest najdziwniejsza rzecz w twojej szufladzie na bieliznę?
Gabe unosi brew, ale odpowiada bez oporów:
- Eee, mówimy tu o zabawkach, czy przypadkowych rzeczach? Bo trzymam tam od zajebania...
- Dobra, naprawdę nie chcę tego słuchać - wtrąca się Ruby, krzywiąc się.
Chociaż raz w życiu Dean się z nią w pełni zgadza.
- Znaczy, jeśli pominąć sznurkowe stringi, to mam tam też klucz francuski i naprawdę spory zapas liny wspinaczkowej.
Charlie marszczy brwi.
- Linę jeszcze jestem w stanie zrozumieć... Ale na cholerę ci klucz?
Gabriel tylko znacząco rusza brwiami, po czym odwraca się do Deana.
Dean niespodziewanie dochodzi do wniosku, że nie jest nawet w przybliżeniu dość pijany do tej zabawy.
Decyduje się na wyzwanie, uznając, że dowolne pokręcone pytanie, jakie starszy Novak mógłby mu zadać odnośnie Casa byłoby bardziej bolesne od czegokolwiek, do czego mógłby go zmusić.
Gabriel wyzywa go do zdjęcia koszuli i pozostania z gołą klatą przez resztę gry.
Zabawne, ale Dean wcale nie czuje się po tym lepiej.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Wyzywam cię, żebyś się zakradł do biblioteki.
- Wyzywam cię, żebyś poprosił zakonnicę o stringi.
- Wyzywam cię, żebyś zadzwoniła do ochrony kampusu i spróbowała sprzedać im pizzę.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Przespałaś się kiedyś z profesorem?
- Najsprośniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś?
- Zakochałeś się kiedyś?
- Jest apokalipsa zombie... Masz do dyspozycji tylko ludzi i rzeczy w tym pokoju. Kogo i co ze sobą weźmiesz i dlaczego?
I nagle Gabriel uśmiecha się do swojego młodszego brata, jak kot, który właśnie dostał śmietankę, i Cas mówi ze zdecydowaniem:
- Wyzwanie.
Gabe szczerzy się.
- Dobra, wyobraź sobie to: cichy, zahukany chłopak zabujał się w kapitanie drużyny piłkarskiej, ich romans jest nie do pomyślenia w okrutnym świecie licealnych standardów. Ale kapitan drużyny zaprzyjaźnia się z Zahukanym Chłopakiem i zbliżają się do siebie. Pewnej nocy uczą się razem i nagle coś się dzieje, i niespodziewanie znajdują się twarzą w twarz; Zahukany Chłopak niemal leży na kapitanie drużyny... Pochyla się i wyznaje swoje uczucia do niego. Koniec sceny.
Cas się krzywi.
- Nie rozumiem...
Ale Dean rozumie. I jest przerażony.
Starszy z Novaków podnosi brwi, po czym robi gest w stronę Deana.
- Udawaj, braciszku. Twój atrakcyjny, choć wyjątkowo mało bystry kapitan drużyny czeka.
Castiel wygląda, jakby właśnie zaczynał mu się atak paniki.
- Nie - mówi zdecydowanie. - Prawda. Wybieram prawdę.
- A-a-a... nie ma tak dobrze. No już, chodź tutaj.
I chociaż serce Deana grozi, że zaraz wybije mu dziurę w klatce piersiowej swoim łomotem, jasnowłosemu chłopakowi udaje się stanąć po stronie Casa. Może dlatego, że tego chce. Trochę. Bardzo. Ale chce, żeby Cas też tego chciał.
- Daj spokój, stary, serio? To jest...
- Hej, Dean-o, jak chcesz się bawić z dużymi dziećmi, to musisz trzymać się zasad. No dalej, Cas. Jak tego nie zrobisz, to odpadniesz z gry.
Dean łypie na niego spode łba.
- Cas, czekaj. Nie powinieneś robić czegoś takiego, jeśli naprawdę tego nie chcesz.
- Wszyscy tutaj robią rzeczy, na które nie mają ochoty, Dzwoneczku... tak to już jest w tej grze.
- Straszny z ciebie palant, wiesz?
- Później mi podziękujesz.
- Akurat! Popatrz na niego, czy według ciebie on się choć trochę dobrze bawi? Ty...
Ale wtedy Cas siada mu na kolanach, ciepły i solidny, i pachnący tanim mydłem, i mózg Deana zawiesza się na chwilę. Patrzy na swojego przyjaciela, widzi jak jabłko Adama Casa podnosi się w górę i w dół, kiedy ten przygryza wargę.
- Dean. - Jego głos jest miękki, a Dean czuje jego ciepły oddech na swoich wargach, widzi jego szeroko otwarte, niebieskie oczy, czerwone od rumieńca policzki i dłoń, która delikatnie opiera się na jego nagiej klatce piersiowej.
Dean momentalnie zapomina jak oddychać, chwytając mocno biceps Casa, kiedy chłopak pochyla się nad nim jeszcze niżej, nosem zaczepiając o policzek Deana, kiedy jego usta delikatnie musnęły jego powierzchnię. Wyraźnie wstrzymuje oddech przed przyciśnięciem ich torsów do siebie, ramionami obejmując głowę Deana, podczas gdy ten przytula go w pasie. Castiel oblizuje usta. Jego wilgotne wargi dotykają ucha Deana i Dean drży, zaciskając pięści na koszuli Casa.
- ...Kocham cię.
Dean nie zdaje nawet sobie sprawy z tego, że ma zamknięte oczy, póki ich nie otwiera. Nie miał też pojęcia, jak mocno wtulił się w swojego przyjaciela. Są cali zarumienieni. Chce tak zostać, wtulony i opływający w świadomości, że Cas go kocha, na zawsze.
Ale wtedy Balthazar zaczyna klaskać, a Gabriel wydaje z siebie wycie godne wilka i Cas z Deanem odskakują od siebie, oblewając się szkarłatnym rumieńcem, z czego ten pierwszy szybko wraca na swoje miejsce, unikając kontaktu wzrokowego. Sam siedzi cicho, patrząc na nich ze swego rodzaju pełnego podziwu współczuciem, podczas gdy Dean bezwstydnie patrzy się na siedzącego przed nim mężczyznę. W międzyczasie Castiel mierzy swojego brata spojrzeniem, które powinno być w stanie zabijać, po czym wreszcie pyta go "prawda czy wyzwanie", na co Gabe wybiera to drugie.
Castiel zmusza swojego brata do wypicia wyjątkowo obrzydliwej mieszanki ośmiu różnych typów alkoholi. Jest z siebie dumny. Ale Gabriel nie jest głupi, czeka kilka kolejek i tym razem jego ofiarą pada Dean.
- Prawda czy wyzwanie, Dean-o?
Dean, patrząc buntowniczo na starszego Novaka, wybiera wyzwanie. Wie, że to głupie, ale nie ma zamiaru opuścić Castiela nawet w tym. Gabriel to chuj, ale Dean z przyjemnością zrobi wszystko o co ten drań go poprosi, choćby po to, żeby pokazać, że się tego nie boi, ani tego nie wstydzi, ale też dlatego, że nigdy, w niczym nie opuści Casa. Poza tym po tak realistycznie brzmiącym wyznaniu Casa co gorszego mogłoby się stać?
- Wyzywam cię, żebyś pocałował małego Cassiego. W usta, nie w policzek.
I dobrze. Da sobie z tym radę.
- Gabe, co jest z tobą, do cholery? - protestuje Sam. - Dałbyś im wreszcie spokój.
- Hej, to moje wyzwanie, młody... Jak ci się nie podoba, to możesz się wycofać.
Charlie się krzywi.
- Twoje wyzwania zaczynają się robić nieprzyjemne. Znaczy, ja też się lubię bawić w swatkę, ale to już się robi niedorzeczne.
- W porządku - mówi Dean, patrząc wprost na Casa. Ciemnowłosy mężczyzna siedzi prosto jakby kij połknął, ma szeroko otwarte oczy i jego oddech jest znacznie szybszy od normalnego. - Nie boję się.
- Nikt nie mówił, że się...
Ale Dean nie słucha. Przełyka gulę w gardle, która, tak zupełnie szczerze, była chyba wielkości jego serca, i stara się niepozornie wytrzeć przepocone dłonie o jeansy. Kiwa szybko głową i na czworaka podchodzi do swojego najlepszego przyjaciela, nie spuszczając z niego oczu. Podnosi tylko jeszcze brew pytająco, na co drugi spuszcza głowę w niemal niewidocznym geście przyzwolenia.
Kiedy Dean wreszcie dociera do swojego przyjaciela, nie zostawia sobie czasu na myślenie. Szybko przyciska swoje usta do Castielowych, zamykając oczy, cały spięty. To z pewnością nie może być przyjemne, ale cichy pisk zaskoczenia, jaki wydaje z siebie Cas sprawia, że Dean się nieco odpręża, jego wcześniej zmarszczone brwi się rozluźniają kiedy zaczyna odsuwać głowę. Dłoń Casa, która nagle pojawia się na jego karku i przyciska go z powrotem, kompletnie go zaskakuje, ale nie można powiedzieć, by miał coś przeciw. Rozchyla lekko usta, czubkiem języka chcąc ułagodzić wszelkie urazy, jakich wcześniej mógł dokonać przyciskając się za mocno, i liże dolną wargę Castiela.
Oddech Casa zamiera i Dean przepada na dobre.
Otwiera usta Casa językiem, rękami przyciągając go do siebie, łapiąc go w pasie, a gdy Cas gładzi go po włosach, Dean podnosi go i po chwili znowu ma kolana pełne lingwisty.
Ktoś odchrząkuje głośno.
Castiel z miejsca się spina - co tylko świadczy o tym, że on też dał się ponieść chwili - po czym odsuwa się od Deana, chcąc z niego zejść, ale ten zatrzymuje go tylko mocnym uchwytem w pasie.
Na oczach wszystkich Dean całuje go jeszcze dwukrotnie, szybko i przelotnie, w opuchnięte usta.
Castiel po raz kolejny oblewa się szkarłatnym rumieńcem, ale oczywisty zachwyt i uniesienie, które pojawiają się na jego twarzy zostają roztrzaskane, kiedy Dean momentalnie odwraca się w stronę Gabriela z krzywym uśmiechem na twarzy.
- Zadowolony, palancie?
Deanowi kompletnie umyka to, jak Cas patrzy w dół na jego dłonie, wracając na swoje miejsce w kompletnej ciszy. Gabrielowi nie. Jego twarz mięknie na chwilę, kiedy patrzy ponad ramieniem Deana, po czym zaciska zęby, patrząc ze złością na jasnowłosego mężczyznę przed sobą.
- Jasne - warczy starszy Novak. - Ja jestem tutaj palantem.
Zamiast siąść tam, gdzie wcześniej, Dean usadawia się zaraz obok Castiela. Tym razem zauważa jak jego przyjaciel się spina. Rzuca jakieś wyzwanie Balthazarowi, nie poświęcając mu większej uwagi, i korzystając z faktu, że uwaga wszystkich odwróciła się na chwilę w innym kierunku, pochyla się w stronę Castiela.
- Hej, wszystko w porządku? - szepcze mu do ucha.
Cas przytakuje.
Chociaż gra ciągnie się dalej, już nie jest taka sama. Wszyscy zostawiają Casa i Deana w spokoju, podczas gdy pierwszy gapi się z uporem maniaka w ścianę, a drugi stara się wyciągnąć od niego jakąkolwiek reakcję. Kiedy oczywistym staje się, że próba wypalenia wzrokiem dziury w głowie Casa nic nie daje, Dean zmienia taktykę, odchylając się do tyłu i opierając się na rękach, przyjmując tym samym tę samą pozycję co Cas. Ich ramiona się stykają, a jasnowłosy mężczyzna daje sobie chwilę na zebranie się w sobie zanim rusza dłonią i delikatnie muska nią palce Casa.
Niebieskie oczy nieznacznie otwierają się szerzej i wspaniale różowy język Casa mignął między jego wargami. Nie porusza się przez dłuższy czas. Właściwie to Dean jest już gotów się poddać, kiedy wreszcie czuje jak mały palec ostrożnie dotyka jego dłoni. Potem następuje dłuższa chwila ukradkowych, eksperymentalnych dotknięć, nim Dean wreszcie bierze się w garść i przykrywa dłoń Casa własną.
To miłe uczucie, uznaje, tak trzymać Casa za rękę.
Nie przestaje, kiedy gra się kończy.
Nie przestaje, kiedy odprowadza Casa z powrotem do jego dormitorium, jak ciemnowłosy mężczyzna opiera się leniwie o swoje drzwi, gdy się całują znacznie delikatniej niż wcześniej; dotknięcia nieśpieszne i pełne niewypowiedzianego znaczenia.
Nie przestaje, kiedy idą następnego dnia razem na zajęcia, ani kiedy robią to kolejnego dnia i każdego dnia potem, kiedy jego kciuk gładzi kostki Casa, a na jego ustach pojawia się prywatny uśmieszek.
Nie przestaje, kiedy po raz pierwszy uprawiają seks, ani kiedy robią to wiele razy później, ich palce splecione i uniesione ponad czarną i jasną czuprynę, kiedy ich właściciele kotłują się na materacu.
Nie przestaje też, kiedy siedzą przed swoimi rodzinami, obie dłonie z nerwów ściskają się tak mocno, że im kostki pobielały, kiedy przedstawiają się nawzajem. Dla Deana to naprawdę poważna sprawa, bo musi ujawnić swoją orientację przed wujkiem, ale jakoś jest mu łatwiej, kiedy czuje jak dłoń Casa trzyma go na miejscu.
Kiedy kłócą się po raz pierwszy, Dean czuje pustkę w swojej dłoni jeszcze zanim dociera ona do jego serca. Ale udaje im się pogodzić, zupełnie jak za dawnych czasów, zanim jeszcze romans stał się tak istotny między nimi i tak samo, jak uda im się pogodzić za każdym razem w przyszłości. Kiedy dłoń Casa ponownie zaciska się na jego własnej, Dean ma wrażenie, że nie ma lepszego uczucia na świecie. Musi zrewidować ten pogląd, kiedy doświadcza seksu na zgodę.
Ich palce są zaplecione kiedy pojawiają się na ślubie Sama i podczas wesela zajmują kąt parkietu, mimo, że żaden z nich nie umie tańczyć. Wyszeptana tej nocy rozmowa zawierała czułe dotknięcia i deklaracje miłości, które były tak słodkie, że Dean się nimi niemal zakrztusił, ale zatraca się w tych słowach, tak jak zawsze; absolutnie spokojny i szczęśliwy w swojej nagości. Jego myśli błądzą i pojawia się w nich obraz Casa czekającego na niego pod ołtarzem, i młodzieniec wtula się mocniej w swojego kochanka, obsypując go delikatnymi pocałunkami wzdłuż kręgosłupa w swego rodzaju obietnicy. Po raz pierwszy myśl o spędzeniu z kimś reszty życia jest bardziej ekscytująca niż przerażająca.
Więc nie, Dean nie przestaje trzymać ręki Casa po tej pamiętnej grze w "prawdę albo wyzwanie"... aż do końca życia.
A Gabriel nigdy nie usłyszał swojego "dziękuję".
Komentarze
Irmina Iwanowna dnia czerwiec 27 2014 21:43:25
Bardzo miłe w odbiorze i zgrabne. Słodycz w klasycznym wydaniu.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 0% [adnych gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 Gos]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum