The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 15 2019 08:19:24   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Pod moim i twoim niebem 4


Rozdzia艂 IV - Cassiopeia


W "Jaskini" zawsze panowa艂 mrok, rozpraszany jedynie odleg艂ym 艣wiat艂em - sp艂aszczaj膮cym barwy do zimnego monochromu - ekran贸w komputer贸w, z kt贸rych lecia艂a muzyka. W "Jaskini" nigdy nie by艂o konkretnych ludzi, by艂y jedynie na wp贸艂 rozmyte cienie, pomi臋dzy kt贸rymi nie by艂o jaki艣 sztucznych granic - dotyka艂y si臋, ociera艂y si臋 o siebie. Do "Jaskini" przychodzi艂e艣 anonimowy - w ciemno艣ci twarze zaczyna艂y by膰 nierozpoznawalne - ka偶dy na te kilka nocnych godzin by艂 sobie r贸wny - mo偶na by艂o pozwoli膰 sobie na wi臋cej, bo nie by艂o wa偶ne, czy ten cie艅 obok to tw贸j prze艂o偶ony, czy mo偶e kto艣 z 呕andarmerii - wszyscy byli tak samo poddani prostej, elektronicznej muzyce. Muzyce, kt贸ra pe艂za艂a niskimi tonami i oplata艂a cia艂o w niemal偶e pierwotne instynkty, wyzwalaj膮c taniec, kt贸remu niebiezpiecznie i poci膮gaj膮co blisko by艂o do jakiego艣 zwierz臋cego rytua艂u godowego. Powietrze by艂o duszne, gor膮ce, przesycone mieszanin膮 zapach贸w potu, seksu i tego, co przywlekli na sobie mieszka艅cy bazy. Do "Jaskini" przychodzi艂o si臋 by chocia偶 na chwil臋 zapomnie膰, 偶e walczy si臋 z przegran膮 spraw臋. Nikt oczywi艣cie o tym g艂o艣no nie m贸wi艂, jednak wszyscy gdzie艣 pod sk贸r膮 czuli, 偶e jedyne, co mo偶na zrobi膰, to odsun膮膰 w czasie - o ile? Dzie艅, miesi膮c, rok? - nieuniknione. Byli gatunkiem na wygini臋ciu. W takich chwilach g艂o艣niejszy, od przekazywanej z pokolenia na pokolenie kultury, stawa艂 si臋 zwierz臋cy, budz膮cy 偶膮dze, instynkt. Byli tacy, kt贸rzy pr贸bowali temu zaprzecza膰, ale i ci wcze艣niej, czy p贸藕niej przegrywali i odkrywali, 偶e tylko w tym niedba艂ym rytaule ta艅ca i seksu w ciemno艣ci, zmys艂贸w, zamkni臋tych do dotyku i zapachu, mogli chocia偶 przez chwil臋 czu膰 si臋 bezpiecznie. Po to w艂a艣nie przychodzi艂o si臋 do "Jaskini".
Grimmjow doskonale czu艂 si臋 w tej ciemno艣ci i morzu rozko艂ysanych ekstatycznie cieni. Nie przeszkadza艂y mu d艂onie - ile? Nawet nie pr贸bowa艂 liczyc - kt贸re w臋drowa艂y po jego ciele bez skr臋powania, w艣lizgiwa艂y si臋 pod bluzk臋, drapa艂y, g艂adzi艂y, wczepia艂y si臋 desperacko w sk贸r臋. Pozwala艂 im na to, ale nic nie dawa艂 od siebie. Przyci膮gany do rozpalonego cia艂a, pragn膮cego by da艂 mu te chwil臋 ukojenia, wci膮ga艂 g艂臋boko zapach w艂os贸w - w艂a艣nie temu zmys艂owi ufa艂 najbardziej i jak na razie si臋 nie zawi贸d艂. Tak w艂a艣nie polowa艂, przebieraj膮c w tym stadzie, odrzuca艂 tych, kt贸rzy 艣mierdzieli czystym strachem - nie mia艂 zamiaru pomagac tch贸rzom z dobrego serca - szuka艂 takich zapachow, w kt贸rych wci膮偶 da艂o si臋 wyczu膰 ogie艅 walki. Czasem znajdowa艂 drapie偶nika takiego jak on sam, w takim momencie taniec, a p贸藕niej seks, zmienia艂 si臋 w walk臋 pazur贸w i k艂贸w o dominajc臋. W takich momentach nie mia艂 nic przeciwko, 偶eby si臋 podda膰 tej drugiej sile, po takich nocach znajdowa艂 na swoim ciele siniaki i czerwone 艣lady zadrapa艅, czasem z臋b贸w.
Odepchn膮艂 kolejne cia艂o, kt贸re wiedzia艂, 偶e nie da mu 偶adnej satysfakcji. Pozwoli艂 g臋stemu t艂umowi porwa膰 si臋 wg艂膮b, pozwoli艂 d艂oniom na powr贸t wyci膮gn膮c si臋 do niego, sam wyci膮gn膮艂 ramiona do g贸ry i dotkn膮艂 opuszkami palc贸w wilgotnego, kamiennego sklepienia. Muzyka dudni艂a pulsuj膮co w tempie tylko odrobin臋 szybszym od uderze艅 serce - tempo rodz膮cego si臋 podniecenia. Gdyby si臋 ws艂ucha膰, to ponad muzyk膮, us艂ysza艂oby sie przeci膮g艂e j臋ki samic i pomruki samc贸w na granicy spe艂nienia. Cia艂a ociera艂y si臋 o niego, g艂aska艂y, prosi艂y. U艣miecha艂 si臋 szeroko, wci膮gaj膮c g艂臋boko ostry zapach ludzko艣ci, od kt贸rego robi艂 si臋 jeszcze bardziej spragniony.
Zapach, kt贸rego szuka艂, znalaz艂 go sam.
Najpierw d艂onie wplot艂y w jego w艂osy niemal偶e czu艂ym gestem, by zaraz zacisn膮膰 si臋 na nich brutalnie i poci膮gn膮膰 jego g艂ow臋 w d贸艂. Czyje艣 usta si臋gn臋艂y do jego, j臋zyk niecierpliwie przesun膮艂 si臋 po jego wargach, 偶adaj膮c - na pewno ni prosz膮c - o odpowied藕. Zaraz te偶 owion膮艂 go zapach - ogie艅, pasja i tylko szczypta rezygnacji - to nie by艂 drugi drapie偶nik, pomimo tak dominuj膮cego zaproszenia do zabawy, by艂a to ofiara idealna. U艣miechn膮艂 si臋 przez poca艂unek, a p贸藕niej rozchyli艂 wargi, pozwalaj膮c temu gi臋tkiemu, mi臋kkiemu j臋zykowi ople艣膰 si臋 wok贸艂 jego. Czu艂 ostry, korzenny smak jakiego艣 bimbru. Jeszcze przez sekund臋 da艂 swojej ofierze cieszy膰 si臋 dominuj膮c膮 pozycj膮, ale zaraz chwyci艂 d艂o艅mi za kszta艂tne po艣ladki, przyci膮gn膮艂 to ch臋tne cia艂o do siebie - twarda, chocia偶 szczuplejsza, klata uderzy艂a o jego, biodra z jednoznaczn膮 wypuk艂o艣ci膮 otar艂y si臋 niecierpliwie o jego udo - przej膮艂 inicjatyw臋 w poca艂unku, teraz to on penetrowa艂 j臋zykiem usta swojej ofiary, smakuj膮c je, przygryzaj膮c doln膮 warg臋, wodz膮c po niej j臋zykiem, spija艂 pospieszny oddech i te nieco nie艣miale pomruki, kt贸re pojawi艂y si臋, gdy zacz膮艂 ugniata膰 po艣ladki i ociera膰 udem o krocze tamtego. I powoli i nieub艂aganie pcha艂 swoj膮 ofiar臋 przez t艂um pod 艣cian臋, do jednej z nisz, gdzie b臋dzie m贸g艂 j膮 po偶re膰.
Usta oderwa艂y si臋 od jego warg, d艂onie znikn臋艂y z jego w艂os贸w. Tylko na chwil臋, bo zaraz z臋by przygryza艂y sk贸r臋 na jego szyi, a paznokcie wbi艂y si臋 w sk贸r臋 na plecach, sprawiaj膮c, 偶e sykn膮艂 przez zaci艣ni臋te z臋by - uwielbia艂 t膮 przyjemno艣膰 na granicy b贸lu. Nawet nie si臋 nie zarientowa艂, kiedy obr贸cili si臋 i to on by艂 pchany. Dotar艂o to do niego, gdy uderzy艂 plecami i ch艂odny kamie艅. Nie zd膮偶y艂 nic z tym zrobi膰, gdy poczu艂 d艂onie, kt贸re niecierpliwie dobiera艂y si臋 do jego paska. U艣miechn膮艂 si臋 szeroko, chwyci艂 w gar艣膰 mi臋kkie w艂osy i przyci膮gn膮艂 swojego anonimowego kochanka po kolejny poca艂unek, tym razem nie daj膮c mu nawet odrobin臋 swobody, przekaza艂 za to wyra藕nie, 偶e to on tutaj jest panem. Zamrucza艂 w te, poddaj膮ce mu z ch臋cia, usta, gdy szczup艂a d艂o艅 wsun臋艂a si臋 w jego bielizn臋 i chwyci艂a w pewny u艣cisk jego na wp贸艂 juz nabrzmia艂ego cz艂onka, poruszy艂a si臋 w tempie niemal偶e zapomnianej muzyki. Pozwoli艂 uwolni膰 si臋 tym ustom i odchyli艂 g艂ow臋 do ty艂u, gdy do d艂oni do艂膮czy艂 j臋zyk, kt贸ry zmys艂owo powolnym ruchem prze艣lizgiwa艂 si臋 po ca艂ej d艂ugo艣ci pieszczonej m臋sko艣ci. Gdzie艣 obok jaka艣 dziewczyna j臋cza艂a pospiesznie, s艂ycha膰 by艂o mokry d藕wi臋k zderzaj膮cych si臋 cia艂, Grimmjow w og贸le nie zwraca艂 na to uwagi dzi臋ki ustom, kt贸re poch艂ania艂y go centymetr po centymetrze, j臋zykowi, kt贸ry dra偶ni艂 go w absolutnie cudny spos贸b, a偶 bezwiednie pchn膮艂 biodrami, chc膮c wi臋cej tego wilgotnego ciep艂a. Wargi w臋drowa艂y wpuszczaj膮c i wypuszczaj膮c go na ch艂odne, w kontra艣cie do gor膮cego wn臋trza, powietrze. M贸g艂by sko艅czy膰 od tej pieszczoty, zw艂aszcza gdy d艂o艅 zacz臋艂a bawi膰 si臋 jego j膮drami, ale nie tego chcia艂. Chcia艂 skonsumowa膰 swoj膮 ofiar臋 w ca艂o艣ci. Zn贸w chwyci艂 za w艂osy i poci膮gn膮艂 do g贸ry, obr贸ci艂 ich, przygniataj膮c kochanka do 艣ciany. W tej chwili zarientowa艂 si臋, 偶e nie musi bawi膰 si臋 w rozpinanie mu spodni, bo te ju偶 by艂y 艣ci膮gni臋te. Jego mokry od 艣liny cz艂onek otar艂 si臋 o drugiego r贸wnie gor膮cego i twardego. Jego ofiara sapn臋艂a i chwyci艂a go za biodra przyciagaj膮c do siebie, przytrzymuj膮c na miejscu, i ocieraj膮c si臋 o niego powolnymi, d艂ugimi ruchami - oddycha艂 coraz g艂o艣niej i szybciej. Usta by艂y wsz臋dzie na szyi, ustach, uszach Grimmjowa, domagaj膮c si臋 wi臋cej ju偶 teraz, zaraz. Grimmjow by艂 bardziej ni偶 ch臋tny, 偶eby mu to wszystko da膰.
Gdy pierwszy z pokrytych 艣lin膮 palc贸w przeszed艂 przez ciasne wej艣cie, oddech jego kochanka sta艂 si臋 bardziej urywany i zarzuci艂 jedna nog臋 na biodro Grimmjowa. Kolejne palce wciska艂y si臋 do tego mi臋kkiego wn臋trza, a jego ofiara zacz臋艂a szepta膰 pomi臋dzy j臋kami i sykami mantr臋 w niezrozumia艂ym dla Grimmjowa j臋zyku - by艂o co艣 znajomego w tym g艂osie. Oczywi艣cie m贸g艂 wzi膮膰 tego ch艂opaka bez tych wszystkich zabaw - jak cz臋sto zreszt膮 robi艂 z innymi ofiarami - zamieniej膮c j臋ki rozkoszy w krzyki b贸lu i obup贸lnie przyjemny seks w co艣 bli偶szego gwa艂towi, ale chcia艂 mu wynagrodz膰 ch臋膰 z jak膮 wepchn膮艂 si臋 do paszczy drapie偶nika.
I tak krzykn膮艂, gdy w ko艅cu w niego wszed艂 i pewnie krzycza艂 by dalej, gdy Grimmjow wykonywa艂 kolejne bezlitosne pchn臋cia, wysuwaj膮c si臋 niemal偶e ca艂kowicie by na powr贸t schowa膰 si臋 w tym obejmuj膮cym go, ch臋tnym wn臋trzu, ale ch艂opak przyci膮gn膮艂 go po kolejnie poca艂unki - teraz mrucza艂 w jego usta. Dopiero teraz zda艂 sobie spraw臋 z tego, 偶e jeszcze z 偶adn膮 swoich ofiar si臋 tyle nie ca艂owa艂 - poca艂unki by艂y niemal偶e zb臋dnym dodatkiem w tego typu zabawie - jednak nie mia艂 nic przeciwko - to przez ten zapach, osza艂omia艂 go. Wci膮偶 czu艂 smak wypitego przez ch艂opaka bimbru, czu艂, b臋d膮c tak blisko drugiego cia艂a, jak to dr偶y za ka偶dym razem, gdy w nie wchodzi艂, coraz szybciej, coraz brutalniej. Czu艂 tward膮 m臋sko艣膰 ocieraj膮c膮 si臋 o jego brzuch, jednak nie mia艂 zamiaru jej tkn膮膰 - i tak by艂 nazbyt 艂askawy - jednak ch艂opak chyba nawet tego od niego nie oczekiwa艂, bo chwyci艂 si臋 i zacz膮艂 porusza膰 d艂oni膮 w szale艅czym tempie, jakby sprintem chcia艂 dobiec do orgazmu.
Nie by艂o 偶adnej finezji w tym jak doszli, najpierw Grimmjow z dzikim, zwierz臋cym niemal偶e pomrukiem, potem jego ofiara odrzucaj膮c g艂ow臋 do ty艂u i zn贸w szepcz膮c w tym obcym j臋zyku. B艂ogos艂awiona pustka orgazmu trwa艂a zdecydowanie za kr贸tko i zbyt szybko powr贸ci艂a rzeczywisto艣膰, tylko teraz, przynajmniej jeszcze przez chwil臋, bardziej zno艣na.
Grimmjow u艣miechn膮艂 si臋 z satysfakcj膮, odsuwaj膮c si臋 od ch艂opaka i pozwalaj膮c ze艣lizgn膮膰 mu si臋 na ziemi臋, gdy nogi odm贸wi艂y mu pos艂usze艅stwa i zabrak艂o oparcia jego cia艂a. Ubra艂 si臋 i chcia艂 po prostu odej艣膰, ale jeszcze pochyli艂 si臋 nad swoj膮 ofiar膮, chwyci艂 za w艂osy i odchyli艂 jej g艂ow臋 na bok. Przyssa艂 si臋 偶ar艂ocznie do sk贸ry szyi, wbi艂 w ni膮 z臋by, ch艂opak j臋kn膮艂 i pr贸bowa艂 go od siebie odsun膮膰. Pu艣ci艂 go dopiero, gdy by艂 pewien, 偶e jego dzia艂ania zostawi膮 艣lad, mo偶e znajdzie go za dnia i znowu go sobie we藕mie.

* * *

Ichigo czu艂 si臋 absolutnie i zajebi艣cie fatalnie. Nie do艣膰, 偶e nie mia艂 najmniejszych szans si臋 dzisiaj wyspa膰, to jeszcze mia艂 kaca, no i... TO. Ostatni raz, przyrzek艂 sobie solennie, ostatni raz daje si臋 nam贸wi膰 Renjiemu i Rukii na wyj艣cie do "Jaskini". Nigdy tak naprawd臋 nie przepada艂 za tym miejscem, by艂o w nim co艣 prymitywnego. Nam贸wili go i tak, bo stwierdzili, 偶e jakis przybity ostatnio chodzi, co by艂o w zupe艂no艣ci prawd膮. Chodzi艂 przybity od czasu rozmowy z Akonem i swojej nocnej warty. Musia艂 przyzna膰 racj臋 prze艂o偶onemu. Nie mia艂 najmniejszych szans zosta膰 pilotem Zanpakutou - rzeczywisto艣ci nie zaczaruje swoimi niespe艂nionymi marzeniami. Jednak wci膮偶 ci臋偶ko by艂o si臋 z tym pogodzi膰.
Wczoraj, gdy go wyci膮gali, to sam przyzna艂, 偶e odrobina zapomnienia mu nie zaszkodzi. Pewnie wszystko sko艅czy艂oby sie o wiele lepiej, gdyby nie bimber, kt贸ry za艂atwil Renji. Rzadko pi艂, bo kto niby pi艂 cz臋sto, gdy jedynym dost臋pnym alkoholem, by艂 ten p臋dzony gdzie艣 na boku. Jednak nigdy wcze艣niej 偶aden alkohol nie sprawia艂, 偶e by艂 tak napalony. Podejrzewa艂, 偶e co艣 z tym wsp贸lnego mia艂y te zi贸艂ka, kt贸rymi jecha艂o od tego bimbru, w dodatku Renji wla艂 w niego jak膮艣 chor膮 ilo艣膰 tego p艂ynu. W zwi膮zku z tym wiecz贸r sko艅czy艂 si臋, jak si臋 sko艅czy艂, chocia偶 wi臋kszo艣膰 tego, co si臋 dzia艂o jest raczej niewyra藕ne. Nie pami臋ta艂 zupe艂nie, jak to si臋 sta艂o, 偶e zacz膮艂 si臋 ca艂owa膰 z tamtym m臋偶czyzn膮, ani jak to si臋 sta艂o, 偶e da艂 si臋 tak rasowo zer偶n膮膰. Jednak by艂y dwie rzeczy, kt贸re denerwowa艂y go najbardziej w tym ca艂ym wydarzeniu. Pierwsza to brak pewno艣ci, czy bardziej ma ochot臋 rzyga膰, czy si臋 zmasturbowa膰 na wspomnienie tej nocy. A druga to ten cholerny, czerwonofioletowy 艣lad na szyi, kt贸ry ten idiota mu zostawi艂.
A do tego wszystkiego, zacz臋艂y go dr臋czy膰 jakie艣 dziwne sny, kt贸rych po przebudzeniu nie pami臋ta艂, jednak zostawia艂y po sobie jakie艣 dziwne uczucie, 偶e powinien by膰 w zupe艂nie innym miejscu.
- Przejebane - mrukn膮艂 pod nosem, wracaj膮c my艣lami do czytanego w艂a艣nie raportu naprawy i modl膮c si臋, 偶eby dzisiaj nie musia艂 robi膰 nic wa偶nego, bo obawia艂, 偶e niezbyt b臋dzie m贸g艂 si臋 nad tym kupi膰.

* * *

Grimmjow, pomimo tego, 偶e si臋 absolutnie nie wyspa艂, by艂 w znakomitym humorze, bo niby czemu mia艂by nie by膰. Jego wczorajszy kochanek by艂 bardziej niz satysfakconuj膮cy.
Zmarszczy艂 brwi, zamy艣li艂 si臋. Co艣 mu nie dawa艂o spokoju.
- Oj, od czego w艂a艣ciwie jest s艂owo kochanek? - zapyta艂, id膮cej obok, reszty Espady. - W sensie od jakiego wyrazu pochodzi.
Wszyscy popatrzyli na niego co najmniej zbici z tropu. Rozmawiali na zupe艂nie inny temat, jednak pytanie Grimmjowa zastanowi艂o wszystkich.
- Od kocha膰 - powiedzia艂 w ko艅cu Starrk.
- A co ma Pusty do pigu艂y? - zapyta艂 si臋 Nnoitra. - Od kiedy to jakie艣 pieprzone kochanie ma co艣 wsp贸lnego z r偶ni臋ciem kogo艣?
Starrk wzruszy艂 tylko ramionami. Nikt inny nie podj膮艂 tematu, wi臋c wr贸cili do tego, o czym rozmawiali przed pytaniem Grimmjowa. Weszli do hangar贸w - nie by艂o alarmu, ale mieli dzisiaj swoje zwyczajowe manewry - a Grimmjow rozejrza艂 si臋 w poszukiwaniu pomara艅czowej czupryny, ale nigdzie jej nie by艂o.
Wci膮偶 jakie艣 dziwne uczucie nie dawa艂o mu spokoju, ale za 偶adne skarby, nie by艂 w stanie stwierdzi膰, co to.

* * *

G贸ry Uralu majaczy艂y daleko na horyzoncie poszarpan膮 lini膮, a tutaj oparty o drzewo sta艂 nagi, bia艂y m臋偶czyzna. Zza zas艂ony bia艂ej grzywki patrzy艂y oczy o czarnych bia艂kach i z艂otych t臋cz贸wkach. Po czarnych z臋bach, ods艂oni臋tych w szerokim u艣miechu, w臋drowa艂 w jedn膮 i w druga stron臋 niebieski j臋zyk.
- Przejebane - mrukn膮艂 bia艂as nieco chrypi膮cym g艂osem, jakby m贸wienie by艂o dla niego obce. - Przejebane - powt贸rzy艂 raz a potem drugi, widocznie s艂owo mu si臋 niezwykle spodoba艂o.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum