The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 02:40:59   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Bliskość poza planem - bonus


Kilkanaście miesięcy później

Początek sierpnia dla niektórych prawie koniec wakacji, dla studentów kolejny miesiąc odpoczynku. Dla Artura mijało półtorej roku od spotkania z Piotrem w jednym z sieciowych sklepów, dziewięć miesięcy odkąd byli razem i pół roku od wspólnego zamieszkania w Poznaniu. Nic nieznaczące liczby, mijające dni i tygodnie, które upływały im w spokoju i rozleniwieniu.
Lekki uśmiech pojawił się na wargach Artura, kiedy wyciągał z tekturowego pudełka po butach kolejne zdjęcia, jak fragmenty dawnego życia oraz tego obecnego czy sprzed paru tygodni. Do fotografowania wrócił dość szybko, zauważając, że jest to nawyk, który nie potrafi zniknąć. Dostrzegając ciekawe ujęcie, odruchowo wyciągał telefon i robił zdjęcie, zaciekawiony tym małym urywkiem rzeczywistości. Dziś odkrył, że przez rok zebrał tego dość sporą ilość, zdjęć cyfrowych, jak i tych z polaroida. W komputerze jakiś czas temu nawet prowadził idealną selekcje, z folderami z danych dni, w których powstawały fotografie. Czasami nosiły tytuły, ale przeważnie były to cyfry, z datą i godziną. Artur nawet się nie spodziewał, że dzięki temu tak łatwo będzie mu wrócić pamięcią do miejsca, w którym właśnie powstawały, nie do wszystkich ale większości. Osobną grupę stanowiły filmy, trwające zaledwie parę minut, czasem sekund, rejestrujące nie tylko obraz, ale i dźwięk, głosy znajomych czy samego Piotra.
Jakieś parę dni temu pokazał mu to, mówiąc, że jego zauroczenie nim, po trzech miesiącach nie zniknęło, a przeszło w obłęd, a potem w zatracenie. A cały ten zbiór jest na to idealnym dowodem, bo kto normalny z takim zaangażowaniem poświęca czas na ujęciu dłoni kochanka w różnych pozach oraz samą jego osobę?
- Zakochane zjeby - prychnął, zamykając folder Zatraceńca i przez chwilę, z zamkniętymi oczami wsłuchując się w nocną kaskadę dźwięków z ulicy czy kamienicy. Cisza w mieszkaniu nie była tym do czego się przyzwyczaił przez ostatnie pół roku mieszkania z Piotrem. Zawsze gdzieś słyszał jego głos, marudzący ze zmęczenia po pracy, czy po prostu kiedy sobie podśpiewywał z zadowolenia. Z salonu dobiegało często skrzypienia podłogi, która nawet po remoncie wydawała się rządzić własnymi prawami. Dźwięki nabierały mocy, kiedy Piotr przechadzał się po pomieszczeniu, żeby w końcu pojawić się w drzwiach do sypiali. Jego potężna sylwetka wypełniała całą przestrzeń, rzucała cień kiedy z salonu wpadało jasne światło, to znów stawała się ciemną plamą ciepła, kiedy na zewnątrz już dawno zapadł zmrok.
Dziś jednak Artur był sam i w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyż partner czasami jeździł do Warszawy nadal pracując z Uranosem, lecz powód obecnego wyjazdu był zupełnie inny. Młodzieniec odsunął laptopa z kolan i ułożył go na szarej pościeli, sięgając po telefon z nadzieją, że znajdzie jakąkolwiek wiadomość od Piotra. Niestety, ekran był pusty, ale nie przejął się tym, wiedząc, że nie ma co się spieszyć. W końcu ujawnienie się z własną orientacją przed matką, nie jest czymś prostym i szybkim, a tym bardziej gdy ta osoba żyje wśród zamkniętego, ograniczonego społeczeństwa. Z tego co jednak opowiadał mu Piotr, jego rodzicielka wydawała się nad wyraz otwarta, zawsze z własnym zdaniem. Doskonale wiedział, jak bardzo ważna jest ona dla partnera i odtrącenie z jej strony mogło go silnie zranić, miał nadzieje jednak, że wszystko potoczy się w dobrym kierunku. A jeśli się tak stanie, to w ten weekend będzie miał w końcu możliwość poznać swojej teściowej, co w głębi ducha go stresowało, czym nie zdradzał się za bardzo przed Piotrem.
Przeczesał palcami już nieco dłuższe włosy, chociaż nie na tyle, aby móc je związać, czy tak zaczesać żeby zakryły blizny. To był kolejny powód dla którego obawiał się spotkania z matką Piotra. Niby przy partnerze nie przeszkadzało mu to za bardzo, wręcz czuł się jak przed wypadkiem, chyba że go prosił o zakroplenie oka, ale to także trwało krótko. Gorzej było zmierzyć się z pracownikami restauracji, w której był głównym zarządzającym, z ich spojrzeniami i słowami, które zapewne padały już poza jego biurem. Zmierzenie się z tym, jak zarówno z własnymi obawami było ciężką próbą, ale szybko udało mu się opanować własne myśli, a tym samym nadrobić wygląd charakterem, który w końcu miał po Justynie.
Cała ekipa restauracji, nawet spotkania z klientami nie były tak stresujące jak możliwe poznanie matki Piotra. Bardzo mu zależało na dobrym wrażeniu, ale zanim do tego dojdzie musiał cierpliwie czekać na jakikolwiek znak od partnera czy będzie miał ku temu możliwość czy nie. Miał nadzieję, że tak.
Oderwał się od własnych myśli, kiedy doszedł go znany dźwięk z komputera, informujący o nowo przybyłej wiadomości na Skype. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że na dziś umówił się na rozmowę z Krzyśkiem. Złapał za jedną z poduszek, walającą się po pościeli i wsunął sobie ją za plecy. Sama sypialnia nie była duża, zwłaszcza przez sporej wielkości łóżko, które niestety z powodu wzrostu Piotra mniejsze być nie mogło. Artur jednak bardzo je lubił, tak samo dwie stare szafy tuż po drugiej stronie pokoju. Na samym jego końcu skórzany fotel, tuż przy drzwiach drewniany regał, na którym prócz książek stał telewizor. Wszystko utrzymane w porządku i czystości, bez porozrzucanych skarpet czy bielizny. Do tego Artur nie za prędko umiał się przyzwyczaić, przez pierwsze miesiące wymyślając masę powodów przed Piotrem czemu rano zapomniał pościelić łóżka czy nie pozbierał koszul, które w pośpiechu wyciągnął z szafki. Oczywiście nadal mu się to zdarzało, ale nie tak często, jak na początku. Na ewentualny przyjazd teściowej wszystko jednak było wysprzątane ich wspólnymi siłami, a pokój gościnny specjalnie przygotowany na jej przybycie. Miała zająć dawny pokój jego babci, gdzie większości mebli pozostało, tak samo łóżko, które mimo swoich lat nadal było w dobrym stanie.
- Już, już… - Artur ułożył się wygodnie na łóżku i odblokował ekran, żeby włączyć kamerkę oraz założył odruchowo okulary.
Z Krzyśkiem kontaktował się już jakiś czas temu, samemu wychodząc z inicjatywą odnowienia znajomości ze swoim byłym chłopakiem. W jakiś sposób wciąż czuł potrzebę opiekowania się nim, czego do końca nie rozumiał, może było to jakiś poczucie winy, że go zranił. Przybrało to na sile szczególnie po tym, gdy dowiedział się o jego związku z Filipem, który zakończył się nagle i zupełnie beznadziejnie. A wszystko miało miejsce tuż po tym, kiedy chłopak wyjechał
- Siema - powiedział szczerze ucieszony, widokiem Krzyśka na ekranie komputera. To jak się zmienił fizycznie i psychicznie było szokujące, choć przekonał się już nie jeden raz, że nadal ma w sobie dużo z dawnego siebie.
- No hej - odezwał się Krzysiek, uśmiechając się do niego pogodnie. Błękitna koszulka przyjemnie kontrastowała z jego pojaśniałymi włosami, chłopak był całkiem mocno opalony, widać było, że każdą wolną chwilę spędza na świeżym powietrzu. W tle otworzyły się drzwi, jakiś chłopak wpadł przez nie, niemal potknął się o stertę książek leżących na podłodze, zabluźnił po angielsku. Krzysiek odwrócił się na krześle i kazał mu spadać, cały rozbawiony. Oczy śmiały mu się ładnie i widać było, że jest rozluźniony, mimo że spinał się odrobinę, widząc przed sobą Artura. Powrócił szybko wzrokiem do monitora. - Przepraszam, ale mój współlokator nie ma wyczucia czasu - zaśmiał się cicho, popatrując na niego łagodnymi, zielonymi oczyma. Wyglądał lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej, i po części zdawał sobie z tego sprawę.
- Nie no spoko, nawet jak się będzie tam plątał pod nogami, to raczej nic nie zrozumie z tego co mówimy. - Artur podrapał się w odsłonięte ramie, zadowolony, że upał, który trzymał cały dzień, w nocy nieco osłabł. Powrót do domu, po pracy, w koszuli był męką, zwłaszcza miejskim transportem. Do restauracji miał jednak bardzo blisko, z kwadrans jazdy tramwajem, którego przystanek miał tuż pod kamienicą. - Chyba, że czegoś ich tam uczysz, na przykład polskich przekleństw - zaśmiał się pewnie, ciesząc się, że po wypadku czucie w uszkodzonej części twarzy wróciło, a tym samym ruch mięśni.
- Wiesz, że nie lubię przeklinać - powiedział Krzysiek, popatrując na niego, odrobinę onieśmielony, nie wiedząc, co ma mu powiedzieć. Zdziwiło go mocno, że Artur zechciał odświeżyć z nim kontakt, nigdy przecież nie byli jakimiś serdecznymi kumplami, mimo że byli całkiem długo w związku. Cieszył się jednak, że mężczyzna nie chowa do niego po tym wszystkim urazy, i potrafią rozmawiać ze sobą nie skacząc sobie do gardeł. - Świetnie wyglądasz, włosy coraz dłuższe - zauważył. Spuścił głowę, mając nadzieję, że Artur nie zauważy delikatnego rumieńca na jego twarzy. Nic nie mógł poradzić, że tak beznadziejnie reagował, liczył, że w końcu przyzwyczai się i zakłopotanie zniknie.
- Hmm… nie no, bez przesady, aż tak nie mogły urosnąć od naszej ostatniej rozmowy. - Artur jakoś odruchowo dotknął rudych kosmyków, dostrzegając reakcje chłopaka i doskonale odczytując jej znaczenie. - A jak tam u ciebie? Tak milczałeś, to pewnie masa roboty?
- Mmm, no tak, mam spory zapieprz na stażu, ale jest świetnie, mega mi się podoba, mam nadzieję, że to nie bujda i faktycznie będę mógł zostać w tej firmie. Ekipa jest super, wszyscy są tacy, wiesz, entuzjastyczni, zaangażowani - rozgadał się, cały zadowolony. Radość wręcz promieniała z jego twarzy i jasno widać było, że naprawdę uwielbia to, co robi. - A poza tym wiesz, imprezy, w końcu mieszkam w akademcu - wyszczerzył się w uśmiechu, spoglądając spod trochę dłuższej, jasnej jak słoma grzywki.
- Widać, widać, aż ci się oczy świecą. Super, że cię tam doceniają, na pewno czymś to zaowocuje. Myślę, że ta twoja szefowa już uległa twojemu urokowi, więc masz jak w banku pracę. - Artur uniósł kciuk do góry, podzielając jego entuzjazm, wiedząc, że Krzysiek po prostu zasługuje na coś lepszego niż to, co dotychczas fundowało mu życie. - Tylko nie pij za dużo - dodał niby poważnie, ale z cieniem uśmiechu.
- Rany, urok, a raczej jego brak nie ma tu nic do rzeczy - zaśmiał się, błądząc wzrokiem po klawiaturze komputera. - Wiesz, pierwszy raz mam możliwość żyć… tak normalnie. Jak mogę odbijam sobie lata posuchy - dodał żartobliwie, zerkając na niego trochę nieśmiało, niepewnie nadal. Bywał uroczy w swoim zakłopotaniu.
Artur widział to i doskonale wiedział, że ten urok, w połączeniu z urodą Krzyśka może kusić i przyciągać. Nawet na niego jeszcze działał, chociaż nie tak jak Piotr, na którego wspomnienie poczuł przyjemny żar pośrodku piersi. Mógłby w końcu zadzwonić, pomyślał zerkając mimochodem na telefon.
- Hmm… a kogoś ciekawego poznałeś na tych imprezach? Z tego co wiem to Anglicy są bardzo wyluzowani - rzucił, wracając spojrzeniem na komputer.
- Tak, o rany, chyba nigdy nie miałem tak wielu znajomych, szczególnie tu, w akademiku, ciągle coś się dzieje, ktoś nowy się pojawia. Zupełnie inne życie - posłał mu ciepły, pogodny uśmiech, czując się mimo wszystko trochę jak na audiencji u cioci. Krępował się po prostu.
- Dużo gejów?
- Och… Ha ha, o to pytasz - speszył się jeszcze mocniej, zagryzł wargę, nie będąc pewnym, co powinien mu powiedzieć, a czego nie. Bo skąd miał niby wiedzieć, jakiej odpowiedzi Artur oczekuje? Dystans między nimi był wyczuwalny, ale przecież nie dało się tego przeskoczyć. - Jeśli się tego szuka, to się znajduje… Jest bardziej liberalnie niż w Polsce, to prawda.
- Nie no to jasne, raczej nie są zacofani jak u nas. - Artur kiwnął głową, ponownie dochodząc do wniosku, że za wcześnie jest, aby pytać Krzyśka czy kogoś poznał. Najwidoczniej nic takiego nie miało miejsca, albo po prostu nie chciał mu o tym mówić. Bynajmniej nie miał żalu do niego o to, w końcu powinien być ostatnią osobą, która to interesuje. - Pewnie nieco onieśmielają he.
Nie tak jak ty, pomyślał Krzysiek, paradoksalnie coraz bardziej spięty. Obejrzał się za siebie, jakby licząc, że zjawi się jego nieogarnięty współlokator i uratuje go jakoś z opresji. Nic takiego się jednak nie stało.
- Umm, wiesz, radzę sobie, nie udaję zakonnika - spróbował zażartować, zdając sobie jednak sprawę, że wychodzi to mu trochę blado.
- Nie wątpię. A nikt z grupy nie chciał wpaść do ciebie? - Artur szybko zmienił temat, wiedząc, że brnięcie dalej w obecny raczej niczego dobrego nie przyniesie. - Kinga ciągle mi mówi, że we wrześniu wpadnie z Jackiem.
- Tak, Kinga się napaliła, rany, stęskniłem się za nią - westchnął, uśmiechając się do swoich wspomnień. W tle rozległ się jakiś ogłuszający rumor, Krzysiek skrzywił się śmiesznie, marszcząc nos. - Chyba chłopcy do mojego współlokatora, wiesz, konstruktorzy - prychnął, sięgając do szklanki z wodą stojącej za laptopem. Widać było jak urósł, choćby przez mięśnie ramion rozpierające ładnie rękawki koszulki. - Fifi… To znaczy Filip, też podobno przyjedzie, z Kingą, znaczy się - rzucił, chowając twarz w szklance. Sam dziwił się sobie, jak nieśmiały robił się przy Arturze. W klubach nie miał jakoś problemu, żeby podrywać facetów, na co dzień również zupełnie normalnie radził sobie w kontaktach interpersonalnych.
- Masz gdzie ich tam pomieścić? Cała trójka w łóżku?
- No Kinia z Jackiem dostaną moje łóżko, z Filipem jakoś sobie poradzimy - powiedział, mając mimo wszystko głupią nadzieję, że Artur nie wie o jego…burzliwym związku z przyjacielem. Sam nie wiedział, czy to dobry pomysł, żeby Filip go odwiedzał, nie chciał robić mu przykrości, odświeżając ledwo zasklepione rany. Z drugiej jednak strony nie potrafił zabronić mu odwiedzin, tym bardziej, że rozstali się poniekąd z winy Krzyśka - gdy chłopakowi zaproponowano roczny, płatny staż w Wielkiej Brytanii zwyczajnie nie mógł odmówić, a Filip nie zgadzał się na związek na odległość.
- Wymordują cię tam, a na pewno Kinga - zaśmiał się Artur, pamiętając entuzjazm dziewczyny, kiedy przez telefon powiedziała mu o już zakupionych biletach. - Ćwiczysz nadal? Bo widzę, że nieźle przypakowałeś.
- Jasne, staram się ruszać, polubiłem bieganie, wiesz, to normalnie uzależnia - roześmiał się, mrużąc seksownie oczy. Sam nie zdawał sobie sprawy z tego, jak atrakcyjnym mężczyzną był. Napiął mięśnie ramion, prezentując mu swój opalony biceps z zadowoloną miną. - Chyba widać efekty .
Artur zaśmiał się, bo ta strona Krzyśka była tą nową, bardziej pewną siebie, co było urzekające. Czuł się jakby widział jak jego były dojrzewa i nabiera większego obycia z samym sobą, odwagi, aby zmierzyć się z rozkoszami świata.
- Widać, widać, zmieniasz się nie do poznania, seksowny Krzych się robi, a nie Krzysio. Będziesz musiał uważać w takim razie na Filipa - rzucił wesoło.
- No tak, każdy wie, że pedał Filip przeleciał już pół Wawy - prychnął rozbawiony, popijając chętnie gazowaną wodę. Odgarnął do tyłu odrobinę za długie, jaśniutkie włosy. - Kinga pewnie będzie chciała całe dnie łazić po sklepach, może chociaż z Jackiem się napiję, jak za starych czasów.
- Jak tak możesz mówić o swoim przyjacielu - zaśmiał się Artur, unosząc się lekko, aby poprawić poduszki pod plecami.
- Prawdy oczywiste nie mogą nikogo obrazić - odparł Krzysiek, nie widząc nic złego w takim plotkowaniu na temat Filipa. Przecież wszyscy znajomi wiedzieli, że chłopak ma całkiem niezły przerób. Mimo że nie byli już parą, nie wierzył, że uda im się utrzymać ręce przy sobie, kiedy się zobaczą.
- Wiemy doskonale, że wszystko ci chłopak wybaczy.
- Co niby ma mi wybaczyć? Czuje się nie w temacie. - Krzysiek zmarszczył brwi, popatrując na niego ciekawsko. To, jak wielką słabość odczuwał względem Artura było niemal bolesne. Aż miał ochotę go dotknąć, kiedy tak na niego patrzył. Przełknął ślinę, wysysając ostatnie krople wody z cytryny, która niemal wpadła mu do ust, kiedy przechylił szklankę. Złapał ją między wargi i possał chwilę, krzywiąc się zaraz niemiłosiernie.
- No jak to? - Artur ponownie oparł się wygodnie o poduszkę, dorzucając drugą pod plecy. Sięgnął po telefon, ale odłożył go widząc tylko smsa od Justyny z pytaniem jak się czuje. Odpisze później, myślami wędrując do Piotra. - Słyszałem, że nieco kręciliście.
- Ummm, tak, nie ma czym się chwalić - mruknął, zatapiając wzrok w klawiaturze komputera. Widać było jak pokraśniał od razu na policzkach. Było mu mimo wszystko bardzo przykro, że nie spełnił jego oczekiwań, ale nie mógł przecież zrobić czegoś wbrew sobie. - Odpisz, nie śpieszy mi się - powiedział, mając na myśli smsa, którego dostał Artur. Widział, jak mężczyzna czyta wiadomość.
- Nie spoko, matka poczeka, nie umrze. - Artur posłał mu uśmiech, odruchowo ustawiając twarz bardziej z prawej strony, mając lepszy widok na ekran. Bycie pół niewidomym czasem było irytujące, chociaż już zdążył się do tego przyzwyczaić.
- Pozdrów ją ode mnie. Okazała mi dużo serca - odparł, pesząc się tym jeszcze mocniej. Odchrząknął, żeby dodać sobie trochę powagi. - Przypuszczam, że nie chcesz gadać o swoim oku, powiedz tylko, czy wszystko spoko i tyle.
- Wszystko w porządku, ostatnio nieco obtarłem, ale już jest dobrze. Za dwa tygodnie wizyta kontrolna u okulisty - odparł swobodnie Artur, chociaż nie do końca potrafił patrzeć na Krzyśka gdy o tym mówił. Może oswojenie się z tym już miał za sobą, ale tylko z matką, czy Piotrem umiał rozmawiać o tym jak o grypie, a nawet żartować. Cieszył się, że paczka znajomych nadal była nieświadoma tego, co go spotkało. - A do Justyny możesz sam napisać, numer masz, a pewnie bardziej się ucieszy niż jak ja jej to powiem.
- O rany, mam nadzieję, że wszystko będzie ok z okiem - powiedział Krzysiek, patrząc na niego z przejęciem. Poprawił się nerwowo na krzesełku, podwijając pod siebie nogę, przez co siedział trochę bliżej monitora. Widać było po nim, że martwi się jego stanem, nie chciał jednak mówić zbyt dużo, by nie wyjść na nadgorliwego, albo żeby Artur nie pomyślał sobie, że mu się narzuca. - Może napiszę, wiesz, w końcu to twoja matka, nie chciałbym, żeby było niezręcznie - zagryzł wargę, patrząc w kamerkę szczerymi oczyma. Widząc go takiego odnosiło się wrażenie, że ten chłopak nie potrafiłby skłamać.
- Nie no weź przestań, Krzyś - powiedział odruchowo Artur, orientując się, że gdyby chłopak był tuż przed nim to pogłaskałby go po policzku, co robił zawsze gdy byli jeszcze razem. Odetchnął przez nos, próbując nie skupiać się na tej myśli. - Nieważne, że jest moją matką, w sumie ona nadal traktuje cię bardzo blisko, wręcz jak drugiego syna. Często mnie pyta jak tam u ciebie, czy dojadasz, jak sobie radzisz i masę innych pytań, na które nie umiem jej odpowiedzieć. Masz dobry powód, aby jej na to wszystko odpowiedzieć.
- O rany… Nie mów tak do mnie - mruknął Krzysiek, nie patrząc nawet na okienko rozmowy. Rumieniec wykwitł na jego policzkach jeszcze intensywniej, i widać było jak na dłoni, że chłopak o tym wie i wstydzi się tego. Nazywanie go Krzysiem kojarzyło się tak jednoznacznie i mocno, i nie potrafił nic z tym zrobić. Nalał sobie jeszcze wody, chcąc przepłukać zaschnięte gardło. - Może faktycznie do niej napiszę.
- Przepraszam, jakoś tak … - odkaszlnął Artur, zwracają wzrok gdzieś poza ekran, przez chwilę z uporem wpatrując się w spodnie swojego partnera, przewieszone przez ramę krzesła. Miał je schować, bo w końcu Piotr założył inne kiedy rano wyjeżdżał. Westchnął, czując wkradającą się tęsknotę. - No to masz jej numer to wiesz, jutro kiedy weekend, wolne możesz do niej zadzwonić he. Nic jej nie powie.
- Mmm, spoko - uśmiechnął się do niego blado, oblizując usta, odrobinę nerwowo. Ktoś zapukał do drzwi pokoiku i Krzysiek odwrócił się w ich stronę na obrotowym krześle, zapraszając osobę do środka. - Poczekaj chwilkę - rzucił do Artura, cały zaaferowany, kiedy zobaczył wchodzącego chłopaka. Szeroki uśmiech nie schodził z jego twarzy, złapał go dyskretnie za ramię i wypchnął z pokoju, mówiąc coś półgłosem, nie przestając się śmiać. Widać było, że muszą się lubić. Znajomy jeszcze pogroził mu palcem, nim zniknął z powrotem w korytarzu, i Krzysiek pokręcił jedynie na to głową, wracając do komputera cały rozpromieniony. Jasnoniebieskie dżinsy świetnie leżały na jego tyłku i udach, szczególnie teraz, kiedy się tak rozrósł. Klapnął na fotel zadowolony, pociągając długiego łyka wody. - No już, sorry, widzisz jak to się mieszka w akademiku teraz.
- He w sumie nigdy nie mieszkałem, ale widzę, że ciekawie masz, a na pewno się nie nudzisz i nie siedzisz sam.
- To akurat była niezapowiedziana randka - pochwalił się, kręcąc głową, szeroko uśmiechnięty. Nie zamierzał mu o tym opowiadać, ale na widok swojego nowego… przyjaciela poziom endorfin podnosił mu się błyskawicznie i sam często było potem zły na siebie, że paplał przy nim tak od rzeczy. Odchrząknął ponownie, starając się w miarę opanować. Czuł jak twarz pali go od nadmiaru emocji. Kochał takie niezapowiedziane wizyty na szybki numerek, ale teraz totalnie go to rozbroiło. - Nie, serio, na samotność nie mogę narzekać - prychnął, nie umiejąc opanować uśmiechu cisnącego się na usta.
- Byłbym zdziwiony jakby było inaczej - przyznał Artur szczerze, zadowolony z takiej informacji, a widok rumieńca na twarzy Krzyśka tylko go upewnił, że mogła być to bardzo miła randka. Drgnął, gdy melodyjka jego telefonu rozbrzmiała wyraźnie. Podniósł go automatycznie, całkowicie pochłonięty tym czy to Piotr, a widząc właśnie jego wyświetlającego się na ekranie uśmiechnął się szeroko. - Przepraszam cię na chwilę - rzucił w stronę chłopaka i odsunął laptopa na bok, aby móc się podnieść i odebrać. - No hej, wszystko w porządku? - zapytał od razu, przykładając telefon do ucha, zaczynając chodzić nerwowo po pokoju.
- No siema, ta, wszystko w porządku. Matka żyje, ja żyję, możesz się nas jutro spodziewać - odezwał się Piotr po drugiej stronie linii.
- Ale że… wszystko dobrze przyjęła? - Artur aż przystaną, przyjmując z ulgą jego wypowiedź.
- Ubolewa, że nie będzie wnuków, a poza tym to normalnie. Nie martw się kundelku, nie zje cię.
- No kurde Piotr, myślałem, że zwariuje jak nie dzwoniłeś. Nie no to super, o ja pierdole, kamień z serca - zaśmiał się, niezmiernie ucieszony nowinami.
- Nie mdlej tylko tam - prychnął Piotr. - Musieliśmy sobie pogadać, ale mówię, wszystko gra, jutro przyjedziemy, gdzieś pod wieczór pewnie, to sobie pogadasz z mamusią.
- Myślałem, że gdzieś po południu będziecie, no ale dobra, tylko daj mi znać jakieś półgodziny przed, dobra?
- Jasne jak słońce, dam ci czas na upudrowanie nosa. Muszę ogarnąć kilka rzeczy w domu, czysto fizyczna robota, jak się wyrobię to przyjedziemy, ale ciężko mi podać konkretną godzinę. Nastaw się jednak na wieczór raczej.
- Ważne, że przyjedziecie i że w ogóle do tego doszło - westchnął Artur, siadając na brzegu łóżka. Miał ochotę wcałować się w usta Piotra i przez dobrych parę minut tą pieszczotą zajmować czas piątkowego wieczoru. Niestety partner był nieznośnie daleko od niego, na co nic nie mógł poradzić. - A ten… wspominałeś jej, że ja …no wiesz, nie do końca urodziwy jestem? Znaczy z jednej strony żeby nie było hehe - dodał żartem, całkowicie zapominając, że Krzysiek mógł wszystko słyszeć, skupiony na rozmowie z partnerem.
- Dżizas, Artur, nie jesteś koniem, nie idziesz na sprzedaż. Ona i tak nie ma tu nic do gadania. Czekaj, kurwa… - w tle dało się słyszeć jakieś trzaski. - Muszę kończyć, kolacja wzywa - mruknął. Można było sobie wyobrazić jak przewraca przy tym oczami.
- No dobra, to do zobaczenia jutro, niedźwiedziu. Kocham cię - mruknął Artur, nie wspominając nic o pierwszej części wypowiedzi, doskonale wiedząc, że Piotr ma racje. Mimo to i tak się stresował jak zareaguje kobieta, bo jak oko można było ukryć, to blizn już nie.
- Mmm, no już, do zobaczenia - mruknął Piotr, rozłączając się od razu.
Artur odetchnął, przez chwilę wpatrując się w telefon, po czym odłożył go uśmiechając się lekko i wrócił z powrotem do laptopa.
- Sorry, już jestem - rzucił w stronę otwartego okienka rozmowy.
- Uhm, nic się nie stało - odparł Krzysiek, przeglądając coś najwyraźniej w Internecie i scrollując zawzięcie myszką. - Chłopak dzwonił? - spytał, mimo że było to oczywiste, skoro słyszał całą rozmowę. Starał się trzymać kamienną twarz, ale mina zrzedła mu wyraźnie. Uśmiechnął się lekko, próbując zatrzeć negatywne wrażenie.
- Tak, Piotr pojechał do matki - wyjaśnił niepewnie Artur, do końca nie wiedząc ile może mówić. W jakiś sposób widział, że Krzysiek nadal coś do niego czuje i za wszelką cenę nie chciał, aby znowu cierpiał. Nagle przeklął orientując się, że chłopak musiał usłyszeć jego wyznanie na końcu rozmowy z Piotrem, co tłumaczyło jego nieco dziwne zachowanie. - Pojechał powiedzieć jej, że woli facetów i najwidoczniej przyjęła to bez problemu - dodał, nie umiejąc zamilknąć, czy zmienić tematu. W końcu Piotr był częścią jego życia, ciężko było mówić bez wspominania o nim.
- To fajnie… Widać nie każdy musi mieć takich rodziców jak ja - powiedział cicho Krzysiek.
Widać było, że posmutniał. Przeczesał dłonią włosy, odgarniając je bardziej do tyłu, westchnął ciężko. Starał się nie myśleć o przykrych rzeczach i skupiać na zadaniach do wykonania. Tak było prościej. Pomyślał krótko o swoim bułgarskim koledze, czekającym na smsa piętro wyżej. To było naprawdę pocieszające w takiej chwili. - Rozumiem, że ułożyło ci się tak na poważnie - poważnie? Sorry, ale słyszałem trochę waszą rozmowę - przyznał, biorąc się w garść i patrząc w monitor spokojnie. Do pewnych rzeczy jeszcze musiał się przyzwyczaić.
Artur patrzył na niego chwilę, lekko zaskoczony jego słowami, wcześniej nie spodziewając się usłyszeć czegoś takiego z jego ust. To było w jakiś sposób miłe, choć zdawał sobie sprawę, że musi go to kosztować wiele wysiłku, ale dowodziło, że próbuje się z tego wyrwać.
- Yhmm… tak, na poważnie, jakoś tak przez przypadek w sumie. - Kiwnął głową, zagryzając dolną wargę, z lekkim uśmiechem. - Jutro spotkanie z teściową, może nie ucieknie na mój widok.
- A co, twój luby taki piękny, że miałaby się ciebie wystraszyć?
- Piotr? Haha można polemizować, ale mi się podoba. No a do teściowej… no wiesz, inaczej reaguje się na blizny, a co innego na kogoś nieurodziwego. Dobrze, że nie wie, że jeszcze pół ślepy jestem, nadrobię manierami.
- Rany, nie mów tak o sobie… Wyglądasz świetnie, jak zawsze zresztą - powiedział Krzysiek, na moment się zapominając. - Nie wiem kim trzeba by być, żeby mieć ci za złe, że masz ślady po wypadku. Przecież to nie czyni cię innym człowiekiem - dodał z przejęciem. Widać było, że martwi go, że Artur mógłby pomyśleć o sobie źle. On już by go przekonał jak wspaniale wygląda.
- No wiem, wiem, ale to już mam wryte w psychikę zawsze jak poznaje kogoś nowego, ten niepokój jak na mnie spojrzy, nie da się o tym nie myśleć - westchnął Artur, oblizując nerwowo dolną wargę. - Ale spoko, nie przejmuj się tak, jak widzisz daje radę i z tobą rozmawiam bez ukrywania się w cieniu - rzucił z rozbawieniem, zawsze tak radząc sobie z mówieniem na temat swojego wyglądu. Pomagało mu to przyzwyczaić się do swojego odbicia, które widział każdego dnia w lustrze.
- Przede mną nie musisz się ukrywać. Rany… - Krzysiek zasłonił oczy dłonią, nie potrafiąc wyrazić tego wszystkiego, co czuł i myślał. Westchnął ciężko, fizycznie niemal zmęczony tą rozmową. - Nie ma takiej rzeczy, której bym w tobie na akceptował. Trudno no, nie umiem nic z tym zrobić.
Artur westchnął ciężko, pocierając palcami skroń, nieco zbity słowami chłopaka. Oczywiście był świadom tego, co usłyszał, ale nie wiedział jak ma niby na to zareagować. To oddanie Krzyśka, wciąż żywe uczucie nieco go przytłaczały, wprawiało w dezorientację.
- Nie ukrywam nic, mówię jak jest - przyznał, patrząc na chłopaka, na jego jasne spojrzenie zielonych oczu, spozierającego na niego niepewnie, z zawstydzeniem. Nie umiał pohamować reakcji swojego ciała, czując poruszenie pośrodku piersi. Zagryzł wargę, zły, że nadal nie umie być obojętny wobec chłopaka, zwłaszcza tego jak się zmienił, dojrzał, wyprzystojniał. Nie wspominając o tym szczerym oddaniu jakie widział w jego oczach.
- Artur, rany, no… Przepraszam… To się dzieje bez mojej woli, wszystko mi się przypomina. Niepotrzebnie o tym gadam - mruknął, cały zawstydzony. Przy żadnym swoim facecie nie zachowywał się tak nieporadnie jak przy Arturze, mimo że zdawał sobie sprawę, że… już go nie kocha, że zakochał się całkiem niedawno w kimś zupełnie innym, tuż po rozstaniu z Filipem. Umysł jednak przypominał mu o zgoła fizycznym aspekcie ich związku.
- Nie przejmuj się, nie łatwo zapomnieć o tym ot tak - zauważył Artur, samemu mimochodem przyznając się, że jemu również przypomniało się to co ich łączyło. Poprawił okulary, które odrobinę zsunęły mu się z nosa i odkaszlnął.
- Mimo wszystko miło wspominam… pewne chwile - Krzysiek uśmiechnął się pod nosem, oblizując delikatnie dolną wargę. Rzucił mu ciekawskie, kuszące spojrzenie, samemu nie wiedząc, czemu to robi. Coś kusiło go, żeby pomęczyć Artura takimi wspominkami. - Szczególnie te czterdziestominutowe, wspólne prysznice.
Artur uniósł wyraźnie brwi, zdziwiony, że chłopak dalej w to brnie, tylko do czego miało to zmierzać? Wspomnienia z Krzyśkiem zawsze będą dla niego cenne, pod każdym względem, ale to co przeżywał z Piotrem nie mogło się z tym równać.
- Krzysiek… ty nadal, no wiesz, coś czujesz do mnie? - spytał bezpośrednio.
- Eee… co? - Krzysiek popatrzył na niego, zdezorientowany, totalnie zaskoczony jego pytaniem. Spuścił oczy na własne ręce, któryś już raz podczas tej rozmowy nie wiedząc, jak ubrać w słowa swoje myśli. Zakasłał w pięść, przedłużając chwile milczenia. - Mmm, trochę czasu minęło, wiesz, uporałem się z tym już, ale to nie znaczy, że już mi się nie podobasz, rany, nadal mnie… mmm, podniecasz - wydusił, czerwieniejąc na twarzy jak burak.
Drobny uśmiech pojawił się na ustach Artura, gdy tak mu się przyglądał, czując przemożną ochotę dotknięcia go, zdominowania. Wszystko bardziej z czysto fizycznych pobudek niż emocjonalnych, chociaż i one miały w tym swój udział. Matko jaki ja mam rozjebany gust, pomyślał rozbawiony spostrzeżeniami jacy faceci go pociągają, zaczynając od takich jak Krzysiek, a kończąc na Piotrze.
- Sorry, chciałem się upewnić czy chociaż tym cię nie męczę - odparł, nadal nie przestając się uśmiechać. - To w sumie dobrze, że wyjechałeś, bo byśmy mieli problem na żywo.
- To znaczy, że… eee, chciałbyś ze mną? Podobam ci się jeszcze? - spytał, robiąc okrągłe ze zdziwienia oczy. Aż miał ochotę dotknąć swojego penisa. Gdyby Artur chciał, mogli by mieć seks przez kamerkę. Wszystko by mu pokazał.
- Krzych, to że zerwaliśmy nie znaczy, że przestałeś mi się podobać, aż tak nie oślepłem - prychnął Artur, widząc jego minę.
- Mógłbyś mnie jeszcze kiedyś przelecieć… Wiesz, niezobowiązująco - powiedział półgłosem, śledząc chciwie jego twarz wzrokiem. Poprawił się na krzesełku, czując rosnące zniecierpliwienie. Chciał go już, teraz, niezależnie od wszystkiego, od tego co było kiedyś między nimi, od jak każdy z nich ułożył sobie życie. Chciał po prostu się z nim przespać.
Artur przełknął ciężko ślinę nie odrywając spojrzenia od niego, czując uderzenia gorąca w piersi. Kto by pomyślał, że tak będzie wyglądać ich dzisiejsza rozmowa. Mimowolnie zobaczył przed oczami obraz Krzyśka, leżącego pod nim, zaczerwienionego i drżącego. Potarł skroń palcami, nie mając pojęcia jak odpowiedzieć na tak dosłowną zachętę na seks.
- Może - odparł zdawkowo, w głębi żałując, że nie było Piotra. Wcześniejsze rozmowy z Krzyśkiem były zupełnie inne, kiedy nie był sam w mieszkaniu, obecnie jednak pozwolił sobie na nieświadome wkroczenie na tematy, których nie poruszył by w poprzednich spotkaniach.
- No powiedz to… że chciałbyś mi teraz wsadzić. Ja bym bardzo tego chciał - powiedział, przełykając głośno ślinę. Zaschło mu w ustach z emocji, napięcie między nimi było aż nazbyt wyraźne. Dotknął swojego krocza przez spodnie, wzdychając cicho. To, że piętro wyżej czekał na niego chłopak, nie miało teraz większego znaczenia. Zresztą, Krzysiek gdyby mógł przespałby się z nimi oboma. Do Artura miał niesamowitą słabość.
- Ależ się rozbestwiłeś - mruknął Artur przekrzywiając głowę i patrząc na niego znad okularów przymrużonymi oczami. Podniecenie przyjemnie pulsowało mu w podbrzuszu, nie dając mu możliwości skupienia się. - Wyruchałbym cię tak jak zawsze, przygniatając do pościeli - powiedział z napięciem w głosie, nie odrywając wzroku od monitora, czując jak robi mu się duszno. - Ale raczej do tego nie dojdzie, ani tu, ani nigdy Krzych.
- O rany… To po co mi to mówisz? Chcesz się poznęcać? Dobrze ci idzie - wydusił Krzysiek, ściskając mocniej swojego penisa pod blatem stołu. Na wzmiankę o wyruchaniu jego penis drgnął w spodniach. Tęsknił do Artura, jeśli nawet nie do jego towarzystwa, to na pewno do seksu z nim. Była między nimi niewątpliwie silna chemia.
- Mówię to co myślę, a w tej chwili miałbym ochotę cię wyruchać, ale też jak zauważyłeś mam faceta, więc koniec. Koniec tematu. - Mężczyzna odetchnął ciężko, nie mając zamiaru się przyznawać, że jego spodnie zrobiły się wyraźnie ciasne. Gdyby nie odległość, zapewne nie umiałby się powstrzymać, aby nie dotknąć Krzyśka.
- Umm, jasne, co tylko chcesz - mruknął chłopak, wiercąc się niespokojnie na krześle. Nie chciał wstać teraz od laptopa i iść spuścić się z kimś innym, zdając sobie sprawę, jak słabe by to było. Gdzieś, w środku, cieszył się jednak, że ciągle działa na Artura, że mężczyzna mimo wszystko go pragnie. Bardzo podnosił mu to ocenę własnej atrakcyjności. - Nie myśl o mnie źle, rany… Nie chciałbym zagrażać twojemu związku, po prostu, no… Działasz na mnie, to wszystko. Znasz banały o wchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki, nie będę ci tego teraz powtarzać. Ważne, że jesteś szczęśliwy - wyrzucił z siebie, błądząc wzrokiem po stole i własnych kolanach. Podniecenie rozkojarzyło go zupełnie, nie chciał jednak, by Artur źle go zrozumiał. Nie liczył już na nic z jego strony.
- Kumam Krzych i nie czuj się tu winny no… W końcu nie reaguje na to obojętnie, no nieważne. - Artur odetchnął, prostując plecy, gdyż podczas rozmowy prawie zsunął się na łóżko. - Wierze, że ty swoje szczęście też znajdziesz, a idzie ci coraz lepiej he.
- Nie no, wiesz, na razie chcę poszaleć. - Krzysiek puścił do niego oko, śmiejąc się cicho. Odgarnął odrobinę przydługie włosy za ucho, uśmiechając się do niego sympatycznie. Było w nim coś niewymuszenie zalotnego, mimo że nie miał o tym większego pojęcia. Nawet kiedy się peszył, potrafił wyglądać więcej niż zachęcająco. - Będę kończyć, wiesz, bo kumpel się tam chyba zagotuje, jak zaraz nie przyjdę. Odezwij się, jakbyś chciał jeszcze pogadać, kiedyś tam - powiedział, sięgając po swoją komórkę leżącą gdzieś na stole, z boku. Uśmiechnął się do niej szeroko, odczytując smsa od swojego bułgarskiego przyjaciela. Pogoda ducha i spokój wręcz z niego promieniowały.
- Sam też możesz się odezwać, jaśnie panie znad morza - rzucił żartobliwie Artur, ciesząc się, że pożegnają się bez skrępowania jakby miało to miejsce, gdyby doszło między nimi do czegoś więcej. Seks przez internet mógłby znacząco wpłynąć na ich dalsze relacje. - To cię nie zatrzymuje, bo widzę jak cię nosi do kolegi. - Ostatnie słowo zaakcentował z szerokim uśmiechem.
- Jasne, ale wiesz, żeby twój facet nie miał nic przeciwko. - Krzysiek poprawił na sobie koszulkę, dosyć opinającą jego klatkę piersiową. Cały był świeży i apetyczny. - Tam, wiesz, pieprzymy się tylko, nie myśl sobie nie wiadomo co zaraz.
Artur zaśmiał się mimowolnie.
- Nie no Krzych, ważne, że jesteś zadowolony i ruchasz się z kimś, kto ci naprawdę odpowiada. Tak też można być szczęśliwym, co nie?
- Szczęście to za trudny temat jak na początek weekendu. Musiałbym chyba doleczyć kaca żeby móc to dobrze przemyśleć - zawtórował mu śmiechem, nagle robiąc wielkie oczy i łapiąc za swój telefon, który najzwyczajniej w świecie dzwonił. Spojrzał przepraszająco na monitor. - Sorry, muszę lecieć. Mam nadzieję, że niedługo jakoś się zgadamy, pa! - powiedział, próbując jednocześnie opanować myszkę, by wyłączyć rozmowę, odebrać połączenie i nie rozlać wody ze szklanki. Wydawał się być rozpromieniony i zaaferowany zupełnie.
- Zakochany jak nic, trzymaj się! - zawołał Artur i nie czekając na jego odpowiedź zamknął program. Może jego przypuszczenia były mylne, ale chłopak wyglądał na bardzo poruszonego widokiem dzwoniącej „randki”. A jeśli nawet była to tylko fascynacja fizyczna, to miał nadzieję, że nie skończy się tylko na tym.
Odłożył komputer na pościel z cichym westchnieniem, układając się płasko na plecach i przymykając oczy. Podniecenie nadal się go trzymało i nie miał zamiaru go ignorować, żałując jednak, że nie może zadzwonić do Piotra, aby pomógł mu w rozładowaniu go. Ściągnął okulary i podciągnął koszulkę, przez chwilę gładząc się po piersi z cichym pomrukiem. Sięgnął w stronę krocza i jęknął, w myślach przywodząc obraz partnera. Chciał mieć go przy sobie już teraz.

***


Piotr zaparkował na Słowackiego, z trudem znajdując wolne miejsce przy chodniku o tej porze dnia, w weekend. Latarnie jasne oświetlały zastawioną samochodami ulicę, fasady zabytkowych kamienic, chodnik wyłożony pokruszonymi płytami, o które nie raz, nie dwa prawie by się zabił mieszkając tu od kilku miesięcy już. Kazał matce poczekać w samochodzie, samemu idąc jeszcze do Żabki po papierosy. Nie wiedzieć kiedy wciągnął się zupełnie w nałóg, i teraz nie popalał już, jak kiedyś, od czasu do czasu przy piwie, a palił zupełnie regularnie, chociaż i tak niewiele. Kiedy myślał o ostatnich miesiącach swojego życia sam nie mógł uwierzyć, jak wiele się zmieniło. Ile rzeczy uległo zmianie od czasu, kiedy Artur stracił oko. To, że mężczyzna nadal był dla niego szalenie atrakcyjny, nie podlegało dyskusji, jak również to, że go kochał, i co rusz uświadamiał sobie, jak bardzo stara się nim opiekować, nawet o tym nie myśląc. Czuł wewnętrzną potrzebę roztaczania opieki nad swoją niezdarą, kundelkiem, jak często nazywał go, kiedy się droczyli. Chciał, żeby chłopak czuł się przy nim pewnie i bezpiecznie, żeby czuł się kochany i chciany, chciał po prostu, żeby był szczęśliwy. Dałby mu gwiazdkę z nieba, gdyby mógł. Dałby mu wszystko.
Czasem zdarzało się, że Artur odrobinę stopował jego zapał swoim nadmiernie entuzjastycznym zachowaniem. Bywało też, że wydawał się Piotrowi fanatycznie wręcz zaangażowany, nie lubił tych momentów, nie lubił siebie za to, że miał ochotę się wtedy wycofać. Obawiał się, że Artur zaangażuje się w ich wspólne życie tak bardzo, że przestanie zauważać siebie jako osobnego człowieka, z własnymi potrzebami i ambicjami. Nie chciał, żeby chłopak zatracił się w ich relacji, żeby nie zgubił poczucia własnej odrębności, mimo wszystko. Teraz jednak miał na głowie ważniejsze rzeczy - w samochodzie czekała jego matka, odrobinę podenerwowana, ale jednocześnie bardzo ciekawa, nie mogąc doczekać się już, aż pozna Artura.
Zapalił papierosa, otwierając kobiecie drzwi samochodu i prowadząc ją na prostopadłą ulicę Kraszewskiego, gdzie stała kamienica, w której mieszkali. Cieszył się, że przyjęła ze spokojem wiadomość, że żyje z mężczyzną, że nie ma możliwości, by to zmienił, zdziwił się jednak, kiedy powiedziała mu, że podejrzewała to od dawna. Długo rozmawiali tego wieczora o Arturze, Piotr opowiedział jej pokrótce, nie wchodząc zupełnie w szczegóły, że jego partner miał wypadek i z tego powodu posiada kilka blizn na twarzy, które zupełnie jednak go nie szpecą. Teraz również, wchodząc po schodach ładnie odnowionej klatki schodowej zdawało się, że kobieta niesie serce na ramieniu, zestresowana silnie spotkaniem, które miało nastąpić już za kilka chwil. Piotr odkluczył drzwi i wpuścił ją do środka, do korytarza, zamykając za sobą drzwi. Całe mieszkanie urządzone było bardzo praktycznie, bez dodatkowych ozdób czy niepotrzebnych bibelotów, bowiem niczego nie cenił tak bardzo, jak prostoty.
- Artur! - zawołał, pomagając zdjąć cienki, trenczowy płaszczyk swojej matce i odwieszając go na haczyk. Kobieta stała niepewnie obok niego, poprawiając włosy dłonią. Widać było, że się denerwuje. - Już jesteśmy.
Z głębi mieszkania doszedł ich drobny hałas, a po chwili z salonu wyszedł Artur. Pierwszy rzut oka na jego twarz i było można jasno wyczytać, że również jest zestresowany co sam gość, na którego od razu skierował spojrzenie.
- Dzień dobry - przywitał się z uśmiechem, wyciągając dłoń do kobiety, czując jak serce podskakuje mu z przejęcia. - Artur Duńkowski.
- Izabela Lenz, miło mi pana poznać - powiedziała kobieta, podając mu swoją dłoń w uścisku. Miała dosyć duże, spracowane ręce. Uśmiechnęła się nieśmiało, popatrując to na niego, to na swojego syna. Nie wiedziała, jak ma się zachować.
- Mi też miło panią poznać. - Artur odetchnął z ulgą, nie przestając się uśmiechać, cały podekscytowany sytuacją, ale nadal zestresowany. Uścisnął dłoń kobiety, kompletnie nie mając pojęcia co ma dalej robić. Do głowy przyszło mu tylko jedna rzecz. - Jesteście głodni? - zerknął na Piotra, chcąc znaleźć w nim jakiś znak na poparcie, żałując, że nie może przywitać się z nim tak jak zawsze lubił, długim pocałunkiem.
- No no, wszystkim nam zajebiście miło, chodźmy usiąść, a nie stoimy jak cielęta. Nie, dzięki, jedliśmy przed wyjściem - powiedział Piotr, popychając przed sobą matkę i gdzieś po drodze kładąc rękę na ramieniu Artura, uspokajająco. - Mamo, chyba że ty jesteś głodna, albo chcesz coś do picia?
- Mmm, może być herbata, jeśli to nie kłopot - uśmiechnęła się nieporadnie do Artura, ściskając w dłoniach rączki swojej torebki. Nie miała pojęcia, co powinna robić, co mówić. Nigdy nie była jeszcze w takiej sytuacji. Po raz pierwszy zresztą Piotr jej kogoś przedstawiał, i to jeszcze tak na poważnie.
- To może Piotr zrobisz herbatę? - zasugerował Artur, popatrując na partnera nieco pewniej. - A ja pokażę twojej mamie pokój.
- Jasne, kruszynko. - Piotr przesunął dłonią po boku partnera, uśmiechając się jeszcze ośmielająco do matki. Wierzył, że oboje się jakoś dogadają, przecież byli dorośli i inteligentni. Zniknął w kuchni i zabrał się za wyciąganie kubków z szafki, identycznych, porcelanowych, malowanych na granatowo produktów z Ikei. Ich powtarzalność i nieskomplikowana forma jakoś go uspokajały. Wsłuchał się w odgłosy płynące z mieszkania, mając nadzieję, że usłyszy, jak Artur sobie radzi. Najchętniej by go uściskał zaraz po przekroczeniu progu domu, ale pocieszające było to, że przecież noc mieli całą dla siebie.

***


- O tu, proszę. - Artur wymacał przycisk i zapalił światło, przepuszczając kobietę w drzwiach, aby mogła wejść do przestronnego pokoju. W zasadzie przed remontem i po nim, nic nie zostało tu zmienione jeśli chodziło o umeblowanie. W końcu jednak zniknął grzyb na suficie, jak również pęknięcia na ścianie. Wszystko odmalowano i pomieszczenie prezentowało się jak nowe, mimo starego wystroju.
- Przytulnie się… urządziliście - powiedziała, omiatając pomieszczenie nic nie mówiącym spojrzeniem, by uśmiechnąć się na koniec do Artura dosyć oszczędnie. - Piotr wiele mi o tobie opowiadał. Oczywiście same wspaniałe rzeczy - zaśmiała się lekko, podchodząc do okna i wyglądając przez nie na ulicę. Dawno nie była w tym mieście. Zapomniała już jak lubiła takie wycieczki kiedy jeszcze była młoda, jeszcze przed urodzeniem Piotra. Poznań nie przypominał już zupełnie tego miasta, do którego jeździła czasem jako nastolatka.
- To dobrze, że ominął kwestię mojego bałaganiarstwa - rzucił wesoło mężczyzna, wsuwając dłonie w kieszenie, żeby od razu też wyciągnąć je z nich i krzyżując na piersi, dochodząc do wniosku, że było by to nie grzeczne, rozmawiać tak z rękoma w kieszeniach spodni. - Mi też dużo o pani opowiadał, jak zwykle ciepło. Bardzo się cieszę, że mogliśmy się spotkać.
- Och, tak, Piotruś bywa przeczulony na pewne kwestie, sama nie wiem, może to wina tego, że wychowywał się bez ojca - westchnęła, omiatając spojrzeniem pokój. - Wątpię, by miał coś ciekawego do opowiedzenia na mój temat, zwykła, stara kobieta, jakich miliony na tym świecie. Ale, nie będę zasmucać cię moim fatalizmem, taki młody, ładny chłopak nie powinien się niczym zamartwiać, powinien czerpać z życia to, co najlepsze - powiedziała, posyłając mu lekki uśmiech. W głębi mieszkania dało się słyszeć Piotra przygotowującego herbatę, i chyba jakiś drobny posiłek, bo co rusz dobiegał ich dźwięk zamykanej to otwieranej lodówki.
- Nie przeszkadza mi to jaki jest wyczulony, w jakiś sposób to jego urok. - Artur przygryzł dolną wargę, czując ciepło w piersi kiedy tak otwarcie mógł powiedzieć o swoich uczuciach. W końcu Justynie o tym nie opowiadał, Kamilowi również, po prostu nie widząc takiej potrzeby, ale przy matce Piotra działo się inaczej. - Skryty z niego facet, ale wiem, że jest pani bardzo dla niego ważna. - Spojrzał na nią z ulgą, ciesząc się w duchu, że jego blizny nie wywarły na niej żadnego wrażenia, nic co pokazałaby jej twarz. Chyba już wiedział skąd to samo podejście ma Piotr. Na myśl o partnerze uśmiechnął się i poprawił okulary.
- Wierz mi, że bardzo doceniam to, że się tu przeprowadził. To niezwykle miłe widywać go częściej niż dwa razy w miesiącu . Cieszę się, że jest z tobą szczęśliwy - powiedziała prosto, patrząc na Artura lekko zmieszana. Zakłopotanie to pogłębiło się tylko, kiedy do pokoju wszedł Piotr, od progu obejmując Artura ramieniem i cmokając krótko w skroń. Można by odnieść wrażenie, że znakuje swoją własność.
- Chodźcie się napić, bo mam wrażenie, że spiskujecie tu przeciwko mnie, jakieś szepty tylko słyszę - zażartował, puszczając Artura i kierując się do kuchni. - Zrobiłem parę kanapek mamo, jakbyś chciała coś przegryźć jeszcze, no i ta, herbata jest.
- Dziękuję synku - odparła kobieta, podążając posłusznie za nimi. Czuła się jeszcze absolutnie nieswojo z nowo nabytą wiedzą o własnym synu, i teraz dopiero, kiedy widziała to na własne oczy, ich bliskość i czułość, docierało do niej z jak to naprawdę wygląda. Nie wydawało jej się to obrzydliwe, ale na razie ciężko było jej przejść nad tym do porządku dziennego. W końcu po raz pierwszy w życiu widziała taką zażyłość między mężczyznami. Pomijając już zupełnie fakt, że Piotr był jej synem, a co przecież zmieniało wszystko diametralnie. Nie mogłaby odwrócić się od niego. Nie potrafiłaby po prostu.
***
Artur zamknął cicho drzwi łazienki, modląc się w duchu, aby nie skrzypnęły za głośno, a tym samym nie zbudzić matki Piotra, która spała w pokoju obok. Dochodziła pierwsza w nocy, cała kamienica wypełniła się ciszą, czasami przerywana przez szczekanie psa, gdzieś z góry. To był wyczerpujący dzień i Artur, dopiero teraz mógł poczuć jaki jest zmęczony, ale zarazem spokojny przebiegiem dzisiejszych wydarzeń. Poszło lepiej niż myślał i aż czasami zastanawiał się czy to niepodejrzane, że tak wszystko ułożyło się dobrze. Po kolejnych minutach spędzonych z matką Piotra czuł jak łapie z nią wspólny kontakt, a jego wyobrażenie, że jest zamknięta w sobie kobietą ze wsi gdzieś się ulotniło. W sumie był zaskoczony jaka była inteligentna, pełna ciepła i zrozumienia dla Piotra oraz ich związku.
Zerknął jeszcze raz w przeszkolone drzwi pokoju, gdzie kobieta spała i upewniając się, że nadal śpi wsunął się cicho do ich wspólnej sypialni. Posłał Piotrowi szeroki uśmiech, widząc jak potężnie ziewa, ułożony już na swojej części łóżka.
- Masz cudowną matkę - powiedział, podchodząc do niego i ściągając koszulkę, czując że noc jest na tyle ciepła, że może się obejść bez górnej części ubrania.
- I zajebistego faceta. Satysfakcjonującą pracę, ładny widok z okna, wiesz, psa mi tylko brakuje i byłbym spełniony - zażartował starszy mężczyzna, robiąc mu miejsce na łóżku. Strasznie chciało mu się już spać, dzień spędzony na pracach ogrodowych i w domu nieźle go zmęczył. Samą konfrontacją Artura z matką jakoś się nie martwił. - No chodź, daj się przytulić.
- Widzisz, żyć nie umierać w takim królestwie. - Artur położył się przy nim po chwili i odruchowo pocałował w usta, zadowolony, że ma go z powrotem przy sobie. - Muszę powiedzieć, że twoja mama miło mnie zaskoczyła, no dobra, nie mówię, że z tego co mi mówiłeś wyobrażałem sobie ją inaczej, ale szok i tak był.
- Spodziewałeś się, że jak cię zobaczy to od razu pieprznie coś o twoich bliznach, co? I że ogólnie będzie starą, ogorzałą kulturystką z wąsem? - zakpił Piotr, przytulając go do siebie zaborczo. Lubił się do niego kleić, lubił go dotykać, przytulać się, i mimo że kiedyś takie zachowanie uważał za żenujące, nie chcąc być branym za jakąś tam przylepę teraz nie potrafił sobie tego odmówić. Uwielbiał spędzać z nim noce, z policzkiem przytkniętym do jego karku, albo całe niedzielne popołudnia tarzać się z nim w gorącej pościeli, wstając tylko po coś do zjedzenia. Nic nie robienie z Arturem nabierało nowego znaczenia, stając się absolutną przyjemnością.
- Teraz wiem, skąd u ciebie uwielbienie do brzydkich ludzi - zażartował partner, mając ochotę wybuchnąć śmiechem, ale ograniczył się tylko do wystawienia języka.
-Mmm, a o kim mówisz? O sobie może? - mruknął groźnie Piotr, pchając twarz między jego ramię a szyję. Nie potrafił nacieszyć się jego bliskością.
- Ależ skąd, mówię o naszym sąsiedzie, z którym tak chętnie czasem plotkujesz - zamruczał Artur wtulając się w niego, ignorując fakt, że jeszcze dziś w nocy będą musieli się od siebie odsunąć z powodu ciepłego wieczoru. - A jak w ogóle przeszło uświadamianie? Hm? Zdradzisz mi co tam obiecałeś swojej mamusi, że nas zaakceptowała? - przesunął dłońmi po plecach Piotra, leniwie je drapiąc.
- Nic jej nie musiałem obiecywać. Powiedziała mi, że się domyślała tego, ale nie chciała mnie naciskać, i takie tam. Cieszę się, że się dogadaliście, może to jakoś mi ułatwi opiekę nad nią, chociaż kurwa, nie mam pomysłu jak. Lepsze to, niż skakanie sobie do gardeł - odparł, gładząc go bezmyślnie po tyłku i fragmencie nagiego uda. Artur bywał niesamowicie słodki kiedy tak się do niego przytulał. Jeden dzień rozłąki i Piotr był w stanie zauważyć, jak mocno przywykł do ich rozmów, wspólnego spania, przebywania razem w domu.
- Domyślała się? O kurczę, niezła jest, zaczyna coraz bardziej punktować. - Artur oblizał dolną wargę, czując przyjemne dreszcze rozchodzące mu się po ciele na dotyk mężczyzny. - Chciałbyś, aby na dłużej u nas zostawała? W tym sensie myślisz o ułatwionej opiece?
- Przypuszczam, że przyjdzie taki dzień, kiedy nie będzie w stanie radzić sobie sama w swojej wiejskiej chacie i będę musiał się nią opiekować na co dzień. Nie chciałbym oddawać jej do żadnego zakładu, w ogóle, nie ma o czym myśleć, jak byłem smarkiem to mnie do żadnego ośrodka nie wysłała, żeby mieć mnie z głowy, więc nie wyobrażam sobie, żebym mógł zrobić jej coś podobnego. Zresztą, to jeszcze kawał czasu, nie ma o czym myśleć, ale wiesz, martwię się o nią, muszę do niej częściej wpadać chyba - zamarudził, niemal już zasypiając, ukojony ciepłem płynącym z bliskiego mu ciała.
Artur uśmiechnął się do siebie, nie przestając gładzić go po plecach.
- Mamy wolny pokój więc wiesz… może z nami zamieszkać - powiedział bez wahania.
- Daj spokój, nie chcę żeby z nami mieszkała i się mądrzyła, marudziła, wiesz, jak to matka, tylko mówię tak ogólnie jak to widzę. Wolę mieć chatę całą dla mnie i dla ciebie, a nie martwić się zakładaniem gatek jak idę po coś w nocy do lodówki - prychnął, uśmiechając się do niego sennie. - Niedługo nie będę musiał jeździć już do Wawy, to będę miał więcej czasu, żeby ją odwiedzać, więc się nie przejmuj tak, kundelku.
- Znaczy… - Młodszy partner spojrzał na niego w zaskoczeniu. - Koniec z filmami? - spytał szeptem, mając nadzieję, że o to chodzi, a nie o przeniesienie nagrywania do bliższego miasta.
- Kontrakt mi się kończy za dwa tygodnie i nie będę go już przedłużał. Koniec kariery aktorskiej - prychnął Piotr, całując Artura w nagie ramię. - Nie chcę pieprzyć się już w tym gównie, chcę zacząć żyć normalnie, z tobą. Nigdy nie podobało mi się, że musiałem to robić, to naprawdę chujowa praca, wierz mi.
- Wierze,wierzę… Piotr. Kurewsko się cieszę, ale nie będę robić ci problemów?
- Cieszysz się, kundelku, że mój fiut będzie teraz tylko twój? Nie, nie będą robić problemów, gadałem z menagerem, rozumie że chcę zacząć żyć na czysto, bez tego syfu. Szkoda tylko, że zawsze wciska się młodziakom jakie to świetne jest granie w pornosach, a potem nim się zorientują są zgorzkniałymi facetami po trzydziestce, którzy nigdy nie byli z związku.
- Cały będziesz mój, twój fiut, twój tyłeczek, usta. - Artur uściskał go mocno, rozradowany tą informacją mimo że czuł się zmęczony, ale wyczekiwał tego dnia kiedy Piotr w końcu powie mu to. Nie będzie musiał już się zastanawiać co tym razem kręcił, kogo pieprzył, komu dał, z czasem te myśli coraz mocniej go gnębiły, ale nie zdradzał się nimi przed partnerem. Wsunął twarz w zagięcie szyi starszego mężczyzny i westchną z ulgą. - Bo młodzi są głupi, albo po prostu nie mają innego wyjścia? Pewnie każdy z twoich kolegów ma inny powód żeby pracować w porno.
- Najbardziej ten tyłeczek ci do gustu przypadł, co? - zaśmiał się Piotr, myśląc z jaką radością Artur przyjął rolę aktywną w ich związku. W sumie mu się nie dziwił, a nie był przecież jakimś twardogłowym szowinistą, by nie chcieć spróbować z partnerem takiej konfiguracji. Może na początku nie podchodził do tego z entuzjazmem, ale przecież czego by się nie zrobiło dla tak atrakcyjnego faceta jak Artur? - Mówiłem ci, że Mateusza wywalili, ponad rok temu. On to w sumie robił dla funu, dla zabawy. Nie wiem co z Wojtkiem, tym moim drugim współlokatorem, ten to potrzebował realnie kasy. W sumie szkoda mi chłopaka, widać, że średnio się w tym odnajdywał. No ale są nadal z Matem razem, chociaż głowy bym nie dał, czy Mat nie pieprzy czegoś na boku…
- Dobrze wiesz, że najbardziej lubię jak mnie bierzesz i ruchasz - szepnął mu do ucha Artur, drapiąc leniwie go po boku. Jest idealnie, teraz jest idealnie, pomyślał z zadowoleniem, dochodząc do wniosku, że dopiero w tej chwili może nazwać się szczęśliwcem. - A wracając do twojej matki, przyznam szczerze, że nie wygląda na marudną, wredną teściową. Chyba, że teraz jest taka milutka, a z czasem zaczęłaby nam przestawiać wszystko według własnego uznania. No ale argument o niemożliwości chodzenia nago przemawia do mnie, dodając, że nasze niedziele mogły by wtedy wyglądać bardzo grzecznie.
- A tego byśmy nie chcieli, prawda? - mruknął Piotr, składając kilka leniwych pocałunków na jego twarzy, na piegowatym, bladym nosie, na cienkiej skórze pod oczyma, na twardej szczęce noszącej już w sobie szorstkość zarostu. Ogarnął ramieniem jego plecy, przyciskając Artura do siebie, chciwie, zaborczo, jakby chciał zaznaczyć, że jest tylko jego, napiętnować go, oznaczyć. Czasem zdarzały się chwile, coś między snem na jawie a uczuciem deja vu, kiedy budził się nagle z zamyślenia i stwierdzał, że to wszystko jest mu tak znajome i oczywiste, tak naturalne, jakby trwało od zawsze. Nie zastanawiał się nigdy zbyt długo nad naturą tych uczuć, wierząc, że czyny znaczą więcej niż puste słowa, że czynami można wykreować więcej niż bezsensownym rozmyślaniem. Przytulił go mocno, mając w głębi serca nadzieję, że tak już będzie zawsze, że nigdy nie straci tego, co osiągnął z Arturem, że nie zaprzepaści szansy danej mu przez los. Jeszcze nigdy w życiu nie był z nikim tak blisko, a przecież wcale tego nie planował, nie liczył nigdy, że otrzyma tak wiele. Przymknął powieki, czując jak ogarnia go błoga senność. Pocałował jego usta, pogłaskał go po plecach, po szczupłym boku i ramieniu, powoli odpływając w cudowną nieświadomość.
- Śpij, kundelku. Jutro też jest dzień.
KONIEC










 


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum