The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 13:20:58   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Spontaniczna decyzja 16


Dni zamieniały się w tygodnie, a tygodnie w trzy miesiące. Nastała jesień, co w tej części kraju nie było za bardzo odczuwalne. Nawet w nocy temperatura momentami osiągała plus czternaście stopni. Koniec lata powitał mieszkańców tego dużego miasta suszą i wielkim pożarem na wzgórzach San Diego. Ogień zniszczył kilka hektarów lasu. Spłonęło wiele domów, ale na całe szczęście nikt nie zginął.
Ogień był bardzo blisko rodzinnego domu Jessie'go, w którym wtedy mieszkała Grace. Kobieta była tak uparta, że za nic w świecie nie chciała na te kilka dni przenieść się do niego. Jessie wiedział, że powinna się leczyć psychiatrycznie z tej nienawiści. Niedługo po pożarze wyjechała ze swoim nowym, oczywiście bogatym, kochankiem, dom zostawiając do dyspozycji Seana. Rodzice Jessie'go zamieszkali w Portugalii. Podobno kupili dom na plaży i w nim się osiedlili. Ojciec załatwił sobie wcześniejszą emeryturę, a mama zainwestowała część swoich pieniędzy i może nie żyli bogato, ale na przyzwoitym poziomie. Jessie nie był taki, aby im źle życzyć, więc był zadowolony z takiego obrotu spraw.

Nadal nie potrafił uwierzyć w to, co się działo przez ostatnie trzy miesiące. Z Colinem żyli w harmonii. Bywały dni, że się kłócili jak zajadłe psy, ale równie szybko potrafili się godzić. Nie tylko idąc do łóżka. Nauczyli się ze sobą rozmawiać, niczego nie ukrywać.
Wydawnictwo działało bez zastrzeżeń. Podniosło się z kłopotów, kiedy dostali niespodziewanego sponsora. Zapomniany przez nich pan Charles Bishop, który na przyjęciu charytatywnym był bardzo hojny, postanowił wspomóc Dreams. Mężczyzna nie zapomniał o nich i niespodziewanie wkroczył do gabinetu Jessie'go z propozycją. Carson przyjął ją z radością. W zamian za prezent w postaci darowizny znacznej sumy pieniędzy Bishop otrzymał obietnicę, że zawsze będą pomagać autorom książek LGBT. Zarówno tym piszącym romanse, jak i całkiem odmiennej literaturze dotyczącej homoseksualizmu. Ojciec Jessie'go nigdy nie chciał dopuścić, aby wydawnictwo zajmowało się wydawaniem takich książek. Babcia była zbyt zaganiana, aby brać to pod uwagę, ale teraz Jessie może wszystko naprawić. Już robili reklamę w celu zdobycia nowych autorów. I pierwszą taką książką była opowieść Colina, który teraz siedział przy małym stoliku na promocji pierwszego wydania i rozdawał autografy czytelnikom. Przeważały kobiety, ale mężczyźni też byli. Zwłaszcza jeden nie spuszczał oka z Colina, co Jessie'mu się nie bardzo podobało.

***


White podpisał kolejną książkę. Odczuwał wielką satysfakcję, że tak wielu jest chętnych na przeczytanie tego, co przyniosła mu wyobraźnia. Do tego Andrea zrobiła doskonałą okładkę, która przyciągała wzrok, a tekst w środku był znakomitej jakości dzięki edytorom. Wszyscy spisali się doskonale, aby wydanie nie tylko cieszyło oko, ale i serce. Colin mówił tylko, że napisał historię, lecz inni nie pozwolili mu na skromność. Przecież to on włożył w to najwięcej pracy. Napisał opowieść, która teraz ma swoje miejsce na półkach, zarówno w księgarniach, jak i w domach.
Oddał publikację czytelniczce.
– Bardzo dziękuję. Jest pan mistrzem – powiedziała zarumieniona dziewczyna.
Uśmiechnął się do niej. Zauważył, że nie tylko młodzi ludzie to czytali. Pojawiali się też i tacy w jego wieku oraz starsi, co go cieszyło i upewniało, że robi to, do czego został stworzony i niesie ludziom kilka godzin uniesienia.
Uniósł wzrok na męża stojącego przy stole zapełnionym przekąskami i napojami. Urządzili tę małą promocję w jednej z księgarń, która od zawsze interesowała się publikacjami Dreams, a do tego miała cały dział z homo-opowieściami, jak on to nazywał. Nie mógł zbyt długo pieścić się wzrokiem z Jessie'm, gdyż kolejny czytelnik prosił o autograf.

***


Stłumił w sobie ochotę, by do niego podejść. Pokazać temu gapiącemu się facetowi, do kogo Colin należy. Niemniej wolał mu nie przeszkadzać i poczekać, aż mąż będzie wolny. Kolejka chętnych na podpis już się kończyła. On sam dostał pierwszy egzemplarz. Gdy go otworzył, od razu rzuciła mu się w oczy dedykacja, o której mężczyzna wspominał. Do tego zapach świeżo wydrukowanych kartek sprawił, że pierwszy raz w życiu się wzruszył. Ukochany autor jest także jego mężem.
– Panie Carson. – Właściciel księgarni miał szeroki uśmiech na twarzy. – Wyprzedaliśmy wszystkie egzemplarze. Właśnie kasjer skasował ostatni. To czysta żyła złota. Gratuluję wydania tak znakomitej pozycji. – Podał rękę Jessie'mu, a gdy ten oddał uścisk, potrząsnął nią. – Już złożyłem kolejne zamówienie.
– Bardzo się cieszę. – Zanim coś dodał, mężczyzny już nie było. Zamiast niego, obok stanął Sean. – Zdecydowałeś się przyjść?
– Ciągle będziesz mnie atakował? – Sean popatrzył na niego. – Od jakiegoś czasu chcę z tobą porozmawiać, a ty wciąż udajesz, że mnie nie znasz.
– Czyżby trzy miesiące bez wpływu ojca wyleczyły cię z nienawiści do mnie?
– Nigdy cię nienawidziłem.
– Ta, po prostu zawsze podważałeś moje decyzje, na każdym kroku pokazywałeś mi, jak wiele dla ciebie znaczy braterska miłość – prychnął Jessie. Założył ręce na piersi.
– Czy kiedykolwiek widziałeś, abym tą miłość okazywał Grace?
– Broniłeś jej. – To nie był odpowiedni czas ani miejsce na takie rozmowy.
– Atakowałeś ją.
– Mnie nie broniłeś – powiedział z wyrzutem Jessie i w końcu przeniósł wzrok na brata.
– Ojciec...
– Tak, wiem. Daruj sobie.
– Źle się z tym czuję. Chciałbym poprawić nasze relacje. Moglibyśmy się spotkać i pogadać w cztery oczy?
– Za dwie godziny lecę z Colinem do Denver. Wracamy za jakiś tydzień. Wtedy możemy się spotkać. – Brat wyciągał rękę do zgody, więc nie będzie dupkiem.
– Jak coś, to może ty i Colin przyszlibyście do nas na kolację? – Sean przeniósł ciężar ciała na lewą nogę.
Ta propozycja na kilka sekund zbiła z tropu Jessie'go. Przyjrzał mu się uważniej, szukając w jego twarzy i oczach czegoś, co świadczyłoby o żarcie. Nic takiego nie znalazł. Odetchnął głęboko.
– Porozmawiam z Colinem i dam ci znać.
– Fajnie.
– Fajnie? Ty tak nie mówisz, panie sztywny. – Jessie uniósł delikatnie kącik ust.
– Może najwyższy czas się czegoś nauczyć i postarać się wychować dzieci na lepszych ludzi. Wolałbym, aby nie były bestiami bez uczuć, jak ich dziadek i ojciec. A co do kolacji, to zadzwoń, kiedy wrócisz.
Jessie patrzył za odchodzącym bratem. Jeżeli istniała szansa na zgodę pomiędzy nimi, to złapie ją jak tonący koła ratunkowego.
Wzdrygnął się, gdy silne ręce objęły go. Zapach od razu sprowadził myśli do męża.
– Mówię do ciebie, a ty nic. – Pocałował Jessie'go mocno. Stęsknił się. Co z tego, że mąż był obok.
– Zamyśliłem się.
– O czym to? O tym, jak ten facio za nami traci nadzieję na zdobycie mnie? – zapytał Colin.
– Prawdę mówiąc zapomniałem o nim. Niech sobie szuka innego. – Liznął usta męża, a po chwili wessał obie wargi pomiędzy swoje.
– Ktoś tu jest łasy na czułości lub napalony – szepnął Colin do ucha męża.
– Cały ranek czekam, aby cię mieć.
– Jessie Carson zawsze dostaje to, czego chce?
– Żebyś wiedział. I wiem, na co mam ochotę. I to dostanę. Szkoda tylko, że trzeba czekać.
Colin domyślił się, o co jego mężowi chodzi.
– Samolot nie poczeka, ale kto wie, czy na miejscu nie dostaniesz tego, czego chcesz. – Nie zwracał uwagi na świadków ich czułej rozmowy. Wszyscy, którzy tu dziś byli, przyszli właśnie z powodu jego powieści, więc raczej byli przychylni homoseksualistom. A, że publicznie okazywał mężowi swoje względy nie powinno mieć znaczenia. Też ma do tego prawo, jak hetero. On nie rzuca się na Jessie'go, jak niektóre dziewczyny na swoich chłopaków, czego nie raz był świadkiem. Zawsze miał ochotę wtedy powiedzieć, żeby znaleźli sobie wolny pokój. A przytulanie i lekkie pocałunki nie powinny nikogo gorszyć. – Teraz nie mamy czasu. Jedziemy po bagaże i na lotnisko. – Puścił go i poszedł jeszcze zebrać swoje rzeczy.
– Jesteś podekscytowany zobaczeniem się z rodzicami – stwierdził Carson.
– Jestem. Są w porządku. Polubią cię.
– Muszą, bo mam już to na palcu. – Jessie wskazał złoty krążek.
– Wszystko załatwiłeś w wydawnictwie?
– Każdy szczegół dopięty na ostatni guzik. Chyba jednak nie pożałuję, że zmieniłem zdanie i to Seana dałem na stanowisko wiceprezesa. Spisuje się.
– Mam nadzieję. Zaskoczyłeś mnie tym. – Założył na siebie lekki płaszcz.
– Siebie też. W samochodzie opowiem ci, co zaproponował Sean. Właśnie o tym wcześniej myślałem.
– Pożegnajmy się jeszcze z właścicielem księgarni – rzekł White.


***


Taksówka odjechała, a Colin wziął plecak, do którego spakował kilka najważniejszych rzeczy. Patrzył na tak dawno niewidziany dom rodziców i poczuł lekki ból. Uciekł. Zostawił ich z kilkoma słowami i zniknął. Przecież dali mu wszystko. Nie odrzucili. A on...
– Colin, stało się coś? – Jessie poprawił swoją torbę, jaką zawiesił na ramieniu.
– Wspomnienia. Chodź. Zapewne mama króluje w kuchni i zaciągnęła tatę do pracy.
– Chętnie wejdę do środka. Zimno tu.
– Inny klimat. Nie martw się, nie pozwolę ci zmarznąć.
– Mam nadzieję.
– Dam ci gruby golf.
– Osz ty. – Jessie miał ochotę walnąć męża w ramię, ale powstrzymał się. Jeszcze teściowie zobaczą i pomyślą, że go bije.
Colin otworzył drzwi i przepuścił męża przodem. Gdy stał już w niewielkim i skromnie urządzonym przedpokoju, zawołał:
– Mamo, tato, jesteśmy!
Z bocznych drzwi wybiegła wysoka kobieta z czarnymi, krótkimi włosami przyprószonymi siwizną i białymi zębami, które chętnie pokazała przybyłym.
– Colin, synku. – Złapała syna w objęcia i mocno uścisnęła. – Tak tęskniłam, martwiłam się. Powinnam zlać ci tyłek, żebyś zapamiętał, aby następnym razem nie uciekać od nas. – Ucałowała go jeszcze w oba policzki i jej czarne oczy, prawie takie same jak Colina, przeniosły się na Jessie'go. – Ty jesteś Jessie? – Ostatnio dużo rozmawiała z Colinem przez telefon. Żałowała, że praca i wydanie książki nie pozwoliły im przyjechać wcześniej.
– Dzień dobry pani. – Nie wiedział, co robić.
– Jaka ja tam „pani”. Jak jeszcze raz powiesz tak do mnie, to się pożegnamy. Mów mi „mamo” lub Stephanie. – Również pocałowała go w oba policzki, ale zanim odsunęła się, szepnęła: – Cieszę się, że uszczęśliwiłeś mojego syna.
– Colin, twoja matka nie wypuści ci męża do jutra. – W drzwiach pojawił się Henry Carson.
– Zabiorę go jej siłą, tato.
– Musiałam się przywitać z zięciem.
Jessie patrzył, jak mężczyźni się obejmują po męsku. On nigdy nie zaznał ojcowskiego uczucia. Nie zdążył się pożalić samemu sobie, za co ostatnio się przeklinał, gdy i on wpadł w ramiona starszego mężczyzny. Może nie jest za późno na ojcowskie przytulanie?
– Witaj w domu, synu – powiedział Henry do Jessie'go.
– I kto ci go teraz zabiera? – zamruczała do syna Stephanie. – Chłopaki, trafiliście na kolację. Rozbierzcie się, myjcie łapki i do stołu. Nakryłam w kuchni, będzie mniej oficjalnie. Przecież jesteśmy rodziną, nieprawdaż? – świergotała kobieta.
– Tak, mamo. – Colin zabrał płaszcz swojego mężczyzny i powiesił na drewnianym wieszaku zamocowanym tuż przy wejściu. Sam też pozbył się wierzchniego okrycia i butów. Podał mężowi kapcie, a później zaprowadził go do łazienki w celu umycia rąk.


***


Kolacja była wyśmienita. Jessie nawet żartował, że Colin powinien nauczyć się gotować i by mu takie obiadki robił. Uniknął lecącego groszku w jego stronę, gdy mąż rzucił nim w niego. A Colin od mamy dostał kuksańca w bok za karę, że rzuca jedzeniem i zachowuje się jak dzieciak, co sprawiło, że Jessie zaczął się śmiać, a mąż mu zawtórował.
Colinowi bardzo brakowało rodzinnej atmosfery. Wiecznie młodej mamy, po której nie było widać jej wieku. Zawsze powtarzała, że w wieku liczy się dusza, a ona ma ją wiecznie młodą. Pomógł mamie zebrać talerze do zlewu.
– Siadaj, umyję je za ciebie.
– Ani mi się waż – sprzeciwiła się. – Tylko je opłuczę i włożę do zmywarki. Ty tymczasem rób kawę. Ukroję ciasta i siądziemy w dużym pokoju. Mam do was wiele pytań, chłopcy.
– To musimy przygotować się do wywiadu, kochanie. – Pocałował męża w skroń.
– Jaki wywiad? Chcę tylko wiedzieć, jak wam się żyje i tak dalej. Nic więcej.

Kilka minut później na stoliku do kawy stał czarny napój i dwa rodzaje placków. Stephanie lubiła piec bardziej niż gotować i była zachwycona, że ma kogo nakarmić słodkościami.
Jessie i Colin siedzieli blisko siebie, od czasu do czasu rzucając sobie czułe spojrzenia.
– To teraz powiedzcie mi, gdzie będziecie mieszkać? – zaczęła matka.
– W San Diego. Ostatnio dużo rozmawialiśmy z Jessie'm na ten temat. To cudowne miasto. Ma wiele możliwości. Poza tym czuję, że tam jest moje miejsce. – Wziął męża za rękę i splótł z nim palce.
– Czyli rozmawiacie na takie tematy. To dobrze, bo wiesz, jak było u cioci Monic. Młodzi nie porozmawiali o miejscu zamieszkania i zaczęli się kłócić...
– Kochanie – upomniał żonę Henry.
– Dobrze, już dobrze. Opowiedzcie coś o sobie. Jak się poznaliście? Jestem z urodzenia ciekawską osobą, ale też zastanawia mnie, czemu tak szybko wzięliście ślub.
– Mamo, to po prostu miłość.
– Ledwie pojechałeś do san Diego, a już... Wyszedłeś za mąż? Tak to się mówi?
– Chyba tak. Szczerze? Nie mam pojęcia. Ale żony nie mam, tylko męża, więc chyba tak. – Colin popatrzył na męża. Ten skinął mu na zgodę. Nie chcieli przed nimi ukrywać prawdy. Przecież dlaczego się pobrali nie ma teraz znaczenia. Obecnie są razem, bo tego chcą. – Musimy wam coś powiedzieć. A mianowicie to, dlaczego się pobraliśmy. To nie było przez wielką miłość. Raczej ten uparty facet robił wszystko, by postawić na swoim. – Podniósł dłoń Jessie'go do ust i ucałował kostki palców. Wiedział, że rodzice dokładnie obserwują jego ruch. Rozumieli, jak wiele przeżył. Zawsze życzyli mu szczęścia.
– Tym uparciuchem byłem ja. Colin mówi, że nadal jestem, ale i tak podobno przeszedłem przemianę. To, w jaki sposób doprowadziłem do ślubu może się wam nie spodobać. Ale teraz jestem z Colinem, bo tego chcę, nie żeby doprowadzić testament babci do końca. Źle się wyraziłem, chodziło mi o wypełnienie warunków, w jakie moja babka mnie wkręciła.
– To nas zaciekawiliście. Nie wyjdziecie stąd, dopóki nie poznamy prawdy – oznajmił Henry i usadowił się wygodniej w fotelu.
– Zaczęło się od wejścia do pewnego pubu... – zaczął Colin. Opowiadali, pomijając osobiste szczegóły, na przemian o całej sytuacji z rodziną Jessie'go, testamencie, wydawnictwie. Dziwnej propozycji Carsona. Opisali ślub. I to, że z dnia na dzień zaczęli żyć razem. Nie obok siebie, jak współlokatorzy. Będąc teraz cztery miesiące po ślubie wiedzieli, że postąpili dobrze. – I cokolwiek nam los przyniesie, to wiem, co czuję do Jessie'go.
– Nie uwierzyłabym, gdybyście powiedzieli mi, że to miłość od pierwszego wejrzenia – powiedziała kobieta. – Pewnie gdybyś, Colin, powiedział mi to wszystko przez telefon, byłabym ogromnie zła na ciebie i twego partnera. Szczególnie na ciebie, Jessie.
– Wiem, to ja wpakowałem...
– Wpakowałeś – przerwała zięciowi. – Ale teraz, widząc was razem, myślę sobie, że się kochacie. Więcej ludzi powinno mieć szczęście trafić na drugą połówkę.
– To może wypijemy sobie coś mocniejszego? – zaproponował tata Colina. – Oblejemy ślub.
– Dzięki, tato. Będziemy tu tydzień, to zdążymy jeszcze wznieść toast. Teraz jednak chciałbym zabrać męża do domu. Chcę tam pobyć, zanim go sprzedam.
– Domu? – zapytał Carson.
– Mojego domu. Mówiłem ci, sklerotyku, że nie mieszkałem z rodzicami. – Trochę się bał powrotu do tamtego miejsca. Tyle wspomnień dobrych i bolesnych tam pozostało.
Jessie wyczuwał strach męża przed powrotem do miejsca, które dzielił z Ianem. Uścisnął mu mocniej dłoń.
– Na pewno chcesz tam wracać? – zapytał Henry.
– To część mojego życia, którym chcę się podzielić z Jessie'm, a i też pragnę rozliczyć się ostatecznie z przeszłością.
– Wysprzątałam dom rano. Tata, zanim przyjechaliście, był włączyć piec gazowy, aby nagrzać budynek. Przygotowałam wam sypialnię. Tę po lewej.
– Dzięki, mamo. – Skąd ta kobieta wiedziała, że nie chciał już spać w łóżku, które dzielił z Ianem? – To będziemy się zbierać. – Wstał i pociągnął męża za sobą. – Zobaczymy się jutro.
– Oczekuję was na śniadaniu i obiedzie. – Stephanie podążyła za nimi do przedpokoju.
– Będziemy. Poza tym pokażę mężowi miasto. I Sunrise. Spotkam się z paroma ludźmi. Może sprawimy, że moje wydawnictwo i Jessie'go zaczną ze sobą współpracować – mówił Colin, zakładając buty.
– Tak planujecie?
– Tak, tato.
– To najlepsze wyjście, aby mieć kontrolę nad oboma firmami – rzekł Jessie, zapinając płaszcz.
– To tylko pozostaje życzyć wam powodzenia. – Kobieta wyściskała ich, a kiedy skończyła, Henry podał kluczyki do drugiego samochodu Colina.
– Zatankowany do pełna.
– Na ciebie można liczyć.
Wzięli swoje bagaże i wyszli w ciemność. Jessie zatrząsł się od zimna, kierując za mężem do garażu. Wyczuwał, że teściowie stoją w progu i patrzą na nich.
– Nie mów, że tak ci zimno.
– Colin, ja pochodzę z cieplejszego rejonu.
– Zagrzejesz się w aucie, zmarzluchu. W domu też będzie ciepło.
– Mam nadzieję.


***


Pół godziny później Colin stał tuż przy wejściowych drzwiach i nie potrafił ich otworzyć. Nie dlatego, że ręce mu się trzęsły, ale ze zwykłego, ściskającego mu pierś strachu. Jessie wysunął z jego dłoni klucz i włożył go do zamka. Przekręcił, a tryby zazgrzytały.
– Colin, to twój dom, nie wiem, gdzie tu się zapala światło – powiedział Jessie, będąc już w środku. Otoczyło go przyjemne ciepło.
– Po prawej jest taka przekręcana gałka. Jessie, ja chyba nie jestem gotów, by tu wejść. – Miał zamiar się wycofać, lecz mąż przyciągnął go do siebie, a przy okazji zamknął wrota.
– Jestem tu, Colin. Jak teraz nie wejdziesz, to już nigdy tego nie zrobisz. – Sięgnął dłonią do ściany i poszukał włącznika. W holu błysło światło i rozgoniło ciemność.
– Nie wiem, czy to był dobry pomysł, bym tu wracał. – Pamiętał, jak ostatni raz przeszedł przez ten pokój z walizką w ręku. Nie oglądał się za siebie. – Opuściłem ten dom, ponieważ nie mogłem już w nim sam żyć. Od razu wsiadłem do auta i pojechałem przed siebie. Resztę znasz. – Zbliżył się do lustra i dotknął je. – Ian lubił to lustro. Kupił je w antykwariacie i odnowił. – Spojrzał na męża. – Wybacz, że o nim wspominam.
– Nie mam nic przeciw. – Objął go od tyłu, przytulając. Nie przeszkadzało mu to, że był niższy. – Nie jestem zazdrosny i nie boli mnie to, że o nim wspominasz. Boli mnie, że cierpisz.
– Chcę ten budynek wystawić na sprzedaż. Kiedy tu będziemy, pozałatwiam też kilka spraw.
– Chciałbyś coś zatrzymać z tego domu?
– Nie. Tą przeszłość pragnę zostawić za sobą. – Odwrócił się twarzą do Jessie'go. – Jesteś pewnie zmęczony. Wstaliśmy o czwartej rano. Nikomu nie powiem, że o dziewiątej wieczorem poszliśmy spać. – Uśmiechnął się, lecz ten uśmiech nie był widoczny w oczach.
– Jak chcesz porozmawiać...
– Chcę zasnąć przy tobie. To po prostu szok. Kawałek mojego serca nadal kocha Iana. Ale teraz jesteś ty i ty się liczysz. Kocham ciebie. – W jego oczach pojawiły się łzy, ale szybko je odgonił. Sięgnął po pocałunek, ale tylko otarł obie pary warg o siebie i westchnął.
– Na pewno to był dobry pomysł, by tu przez te dni być?
– Muszę się pożegnać.
Z tymi słowami zaprowadził Jessie'go na piętro.

***


Przekręcił się na drugi bok. Gdzieś w podświadomości wyczuł, że jest w łóżku sam. Jessie wybadał ręką miejsce obok siebie. W końcu zapalił nocną lampkę. W łóżku faktycznie był sam. Starodawny zegar na korytarzu zaczął wybijać drugą w nocy. Odczekał chwilę sadząc, że mąż poszedł do łazienki, ale gdy nadal go nie było, odsunął kołdrę i usiadł. Założył okulary. Wsunąwszy na nagie stopy kapcie, postanowił poszukać Colina, lecz gdy tylko wyszedł na korytarz, zauważył naprzeciwko uchylone drzwi. Jak się domyślał, była to dawna sypialnia męża. Podszedł tam cicho i zajrzał przez szparę. Colin siedział na podłodze, bawiąc się czymś. Niedokładnie bawił się. Po prostu coś trzymał w ręce i obracał.
– Mogę? – zapytał Jessie. Tak bardzo chciał być przy nim. Pomóc mu. Przydać się na coś.
– Ty zawsze możesz. – Wyciągnął w jego stronę rękę. Jessie ją uchwycił i usiadł bardzo blisko partnera. – Nie mogłem spać. – Objął jego plecy i przyciągnął do siebie.
– Co to jest? – spytał Carson, widząc mały przedmiot.
– Miniaturowa kula śniegowa.
– Mniejsza niż normalnie.
– Mhm. Ian dał mi ją na tydzień przed śmiercią. Powiedział, że anioł w niej symbolizuje jego i... – głos mu się załamał. – Tak, jakby czuł. – Pociągnął nosem. – Jessie, nie myśl, że złapałem się ciebie jak tratwy ratunkowej i ulokowałem uczucia, chcąc uciec od tego, co łączyło mnie z Ianem – wypalił nagle Colin po chwili ciszy.
– Wiem to. – Pochylił się i pocałował go w policzek.
– Powiedziałem, że niczego nie chcę z tego domu zabrać – mówił White, patrząc na kulę.
– Postawimy ją w salonie. Będzie pasować do czekoladowego wystroju.
– Ma taką podstawkę. To znaczy kolor. – Zaśmiał się Colin i był to już ten radosny śmiech. Odstawił kulę na podłogę i objął dłońmi twarz męża. – Cieszę się, że jesteś. – Cmoknął go lekko w usta. – Posiedzisz tu ze mną trochę?
– Zawsze i wszędzie z tobą posiedzę, postoję czy poleżę. Kocham cię, Colin. Po prostu kocham i chcę być z tobą.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum