The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 02:15:49   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Za trzy punkty 14



Niczym Harvey z Barmana


Nie wiem o której się obudziłem, ale z pewnością na dworze było już bardzo jasno. Uchyliłem lekko powieki, czując, że jest mi cholernie gorąco. Zaspanym wzrokiem błądziłem dookoła, dłużej zatrzymując nieprzytomne jeszcze spojrzenie na włączonym telewizorze. Później zorientowałem się również, że pomimo promieni słonecznych wpadających do pokoju przez duże okna, wciąż świeciła się lampa pod sufitem.
I już wiedziałem gdzie jestem. Aż przełknąłem nerwowo ślinę, bojąc się poruszyć. Uniosłem tylko głowę i spojrzałem, najpierw nieco niespokojnie, na twarz Sebastiana. Gdy zorientowałem się, że śpi w najlepsze, podniosłem się na jednym łokciu, na tyle, na ile pozwało mi ramię chłopaka owinięte dookoła mojego pasa. Nie myślałem w tamtej chwili o tym, że za ścianą mogą być jego rodzice. Że (cholera!) na pewno tam są, a ja przytulałem ich syna. Przyglądałem się mu, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu.

Sebastian na pierwszy rzut oka był przystojny. Naprawdę. Dopiero później, gdy już się oswoiło z jego urodą, dostrzegało się też jego mankamenty. Cholernie seksowne, jak dla mnie, mankamenty. Na przykład wystający pieprzyk koło ucha z tunelem, lekko przekrzywiony nos, jedną brew cieńszą od drugiej, czy nawet niezwykle wąską, w porównaniu do dolnej, górną wargę. Ale i tak był przystojniakiem z nietypową urodą.
Najbardziej podobały mi się jego piegi. Nie wiem, czy to jakiś mój nowy fetysz, ale gdy tylko przypomniałem sobie wypięty, piegowaty (i twardy) tyłek, to zrobiło mi się nieco goręcej. Zerknąłem na obojczyki i aż się uśmiechnąłem. Tu też były piegi. Nie wiem co mną pokierowało, a chwilę później nawet stwierdziłem, że nie chcę tego wiedzieć, ale podniosłem się nieco i najpierw pocałowałem wystający obojczyk, a następnie przesunąłem po nim językiem, schodząc aż na szyję.
Sebastian zamruczał, jakby z zadowoleniem, na co ja drgnąłem i pewnie bym się odsunął jak najdalej, gdyby nie to, że przycisnął mnie do siebie ramieniem. Uchylił powieki i uśmiechnął się lekko.
- Nie spałeś - warknąłem, powracając szybko do pozycji w której zasypiałem. Pewnie byłem czerwony na twarzy, więc wolałem, żeby tego nie widział. Kurwa, ale się zbłaźniłem, myślałem nerwowo.
- Nie - przyznał ze śmiechem, wsuwając dłoń w moje włosy. - Obudziłem się chwilę przed tobą, ale byłem ciekawy, co zrobisz. - Gnida jedna, skomentowałem w myślach.
- Twoi rodzice już są? - zapytałem trochę dla zmiany tematu, a trochę też dla zorientowania się w sytuacji. Wolałem wiedzieć wcześniej, czy będę musiał jak ninja przemknąć przez korytarz, schody i ogród, aż do bramy. Ale z dwojga złego, wolałem już wcielić się w tego ninję i nawet po ścianach zacząć łazić, bylebym tylko nie musiał stanąć twarzą w twarz z mamą Sebastiana. Chociaż… z ojcem też jakoś nie uśmiechało mi się spotkać.
- Pewnie są - odpowiedział. Drgnąłem. Spojrzałem na telewizor, w dolnym prawym rogu wyświetlana była godzina. Po dziesiątej… Skoro wrócili nad ranem - zacząłem kalkulować - to oznacza, że pewnie jeszcze śpią.
- To ja idę - powiedziałem szybko i już się podnosiłem, gdy Sebastian przyciągnął mnie mocno do siebie, dzięki czemu wylądowałem nosem w jego piersi. Nie, żeby to przyjemnie nie było. Bo ładnie pachniał, cholera.
- Gdzie lecisz? - burknął, nieco zaspany. - Śpij lepiej.
Zamknąłem oczy nie mając siły z nim walczyć. Dobra, nawet nie chcąc z nim walczyć, bo całkiem miło było, kiedy on tak mnie obejmował, głupie reklamy Vanisha przygrywały w tle, a lampa pod sufitem paliła się, podczas gdy słońce przebijało przez okna.
Zasnąłem.

Nie wiem jak długo spałem. Obudziłem się i przeciągnąłem, ale po chwili stwierdziłem, że czegoś mi brakuje. Dokładniej: ciepłego ciała pode mną o zapachu męskiego żelu do kąpieli. Podniosłem się na łokciach, a moje zaspane spojrzenie zatrzymało się na Sebastianie, który zapinał spodnie. Miał mokre, przyklapnięte włosy, ale i tak wyglądał całkiem pociągająco, stwierdziłem, kiedy bez skrępowania oglądałem jego sylwetkę.
Gdy sięgał po koszulkę, zatrzymał na mnie wzrok. Uśmiechnął się lekko.
- Cześć - przywitał się. - Jak chcesz, możesz wziąć prysznic, a później zjemy na śniadanie i… - Nie dokończył. Niemal wyskoczyłem z łóżka i zacząłem się chaotycznie ubierać.
Boże, jak mogłem zapomnieć?! Jak, do cholery, mogłem pójść dalej spać ze świadomością, że jeżeli to zrobię, to na pewno spotkam jego rodziców?
Miałem ochotę wyskoczyć przez okno. Nawet na nie spojrzałem i zacząłem rozważać opcję zsunięcia się po rynnie, a później przejścia przez płot.
- Twoi rodzice są na dole? - zapytałem. Sebastian stał i obserwował mnie z rozbawieniem. No kurwa, cholernie śmieszne! Oczywiście, każdy przecież po przespaniu się z kimś, marzy o spotkaniu jego rodziców.
A niech cię, piegowata łajzo, szlag weźmie.
- Są - odparł i chyba nie zamierzał mi pomagać w cichym wyjściu z jego domu.
- Masz jakieś tylne drzwi? Taras? - Prawdopodobnie zabrzmiało to jak słowa prawdziwego desperata. I chyba nim byłem.
- Mam - odpowiedział i oparł się o biurko. Pewnie uznał, że niezła zabawa będzie, więc zajął dogodne miejsce. Zmarszczyłem brwi, spoglądając na niego groźnie. Oczywiście, o ile można być groźnym z włosami wyglądającymi jak siano, poszewką poduszki odciśniętą na policzku i w gaciach. Pewnie wyglądałem jak prawdziwy handlarz narkotykami.
- To super, zaprowadzisz mnie i…
- W jadalni i kuchni. W jadalni pewnie siedzi tata i czyta wczorajszą gazetę, a w kuchni mama. Gdzie wolisz? - zapytał i uśmiechnął się niby niewinnie. Miał świetną zabawę.
- Nienawidzę cię - warknąłem i schyliłem się po spodnie. - Po prostu wyjdę, zamkniesz za mną drzwi i o wszystkim zapominamy, okej? - burczałem, zapinając rozporek.
- Chciałbyś, żebym zapomniał o wczorajszym? - parsknął. - Nie ma mowy - dodał i uśmiechnął się, ale już nie złośliwie. Nie wiem co oznaczał ten uśmiech, ale był… ciekawy. Żeby nie wpatrywać się w niego jak ostatni idiota, schyliłem się po koszulkę i założyłem ją.
- Nie o tym masz zapomnieć - mruknąłem i przewróciłem oczami. - Dla twoich rodziców nigdy mnie tu nie było… okej?
Sebastian wzruszył ramionami.
- Jak chcesz - powiedział. - Ale nie wiem po co się tak spinasz. Moi bracia przyprowadzali tu laski i jakoś żyli - parsknął.
Zmarszczyłem brwi, podchodząc do niego. Sięgnąłem po plecak, który leżał na fotelu i przewiesiłem go sobie przez ramię.
- Ale ja nie jestem laską, jakbyś nie zauważył - prychnąłem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że wcale nie chciałem stąd wychodzić. Mógłbym już do końca życia grać na sebastianowej perkusji, wymachiwać kinectem do X-boxa, wpieprzać meksykańską pizzę i oczywiście kochać się z nim do upadłego. Co więcej, przeżyłbym już nawet tę durną matematykę, byleby tylko nie wracać do domu.
Bo tam pewnie czekał na mnie niezbyt zadowolony Paweł. A ja nie wiedziałem jak mu się wytłumaczyć. Poszedłem do kolegi na korepetycje, a wracam rano. Jak to wyglądało?
- A to jakaś różnica? - zapytał Sebastian.
- Spora? - Naprawdę, nawet jeżeli chciałem, to nie potrafiłem go zrozumieć. - No… po prostu to nie jest normalne, że my wiesz… razem… - „Kochaliśmy się”, czy nawet nieco gorsza wersja „pieprzyliśmy”, nie chciała mi przejść przez gardło. Rany, naprawdę to zrobiłem z facetem.
- Seks jest seksem, nie? - pytał dalej. Naprawdę, nie lubiłem jak nasze rozmowy schodziły na te tematy. Mieliśmy zupełnie dwie różne wizje. Sebastian żył sobie w tym tęczowym, tolerancyjnym świecie. Był przystojny, miał zajebistych rodziców, a na dodatek był bogaty. No i może przez to trochę rozpieszczony, bo już zdążyłem zauważyć, że zachowywał się tak, jakby wszystko do niego należało. Aż tak mi to jednak nie przeszkadzało.
Gdybym miał jakiś dystans do siebie to pewnie stwierdziłbym nawet, że podobało mi się bycie adorowanym przez niego. To, że obrał sobie mnie za cel i chciał mnie mieć. Ale w tamtym momencie patrzyłem na to wszystko tylko w sensie kolegowania się i eksperymentowania. Nie było żadnych celów. Nikt mnie nie musiał zdobywać. To ja robiłem co chciałem.
Szkoda, że prawda była nieco inna. Tu Sebastian pociągał za sznurki.
- Dobra, zapomnij - machnąłem ręką. - Po prostu nie chcę, żeby każdy patrzył na mnie jak na geja - dodałem, chociaż nie mam pojęcia dlaczego.
- A kto tak patrzy? - ciągnął dalej.
- Nikt - prychnąłem poirytowany. - Odprowadzasz mnie do tych przeklętych drzwi, czy masz zamiar pieprzyć te gówna jeszcze dłużej? - Zawsze jak nie posiadałem odpowiedniego kontrargumentu, zaczynałem się wkurwiać. To, że nie wiedziałem co powiedzieć zdarzało mi się tylko przy Sebastianie. I właśnie dlatego się denerwowałem. Miałem mu ochotę przypieprzyć, bo brakło mi słów. Może nieco prymitywne, ale w takich chwilach nie zastanawiałem się nad tym.
- Powiedziałeś w końcu Pawłowi? - zapytał. - Bo chyba jesteście blisko, co?
Zacisnąłem usta i odetchnąłem ciężko, licząc w myślach do dziesięciu.
- Nie - warknąłem. - I nie zamierzam.
- Dlaczego? - No jak Boga kocham! Nic, tylko mu zapchać ryj.
- Żeby się nie ośmieszyć? - prychnąłem. Sebastian w odpowiedzi tylko kiwnął głową i odepchnął się biodrem od biurka. Ruszył do drzwi.
- Chodź, odprowadzę cię - powiedział i wyszedł. Obraził się, przemknęło mi przez myśl, gdy pożegnał mnie zwykłym, wypranym z emocji: „cześć”.

***


Nastawiłem się na burzę. Właściwie, to byłem już niemal przekonany, że jak wejdę, to Paweł albo zasypie mnie wyzwiskami, albo dostanę w prezencie ogromnego siniaka na twarzy. I w sumie wcale bym mu się nie dziwił, sam miałem ochotę sobie przywalić. No cholera! Mówiłem mu, że idę się uczyć matmy, a wracam rano. I jak ja miałem się z tego wytłumaczyć? Że niby sobie popiłem z kumplem? Za coś takiego to należałoby mi się dziesięć razy w twarz, bo przecież pić miałem z Pawłem i Arkiem. Mieliśmy razem gdzieś wyjść, jak za starych, dobrych czasów. Pogadać sobie o NBA, głównie o Chicago Bulls i powkurwiać się trochę na Krzycha, bo pieniądze z naszych małych wypadów dostarcza nam później niż zwykle…
Znów się od nich oddalałem. Zaczynałem mieć przed nimi masę tajemnic i z wszystkimi związany był Sebastian. Zaczynało mnie to powoli przygniatać, w końcu nigdy nie musiałem niczego przed nimi ukrywać. No, chyba że moje zbyt długie zapatrywanie się na penisy i męskie tyłki przy przeglądaniu pornoli. Ale przecież nie powiedziałbym im czegoś takiego, wiedząc, że normalny facet jara się kobiecym krągłym zadkiem i cyckami. A w szczególności, że nie raz, nie dwa, wyśmiewali się przy mnie z kogoś kto albo był pedałem, albo jak pedał wyglądał. Przyznanie się do tego na głos brzmiało dla mnie jak samobójstwo i coś bardzo niemęskiego.
A później pojawił się Sebastian i swoją osobą spierdolił wszystko. Tak, kurwa, jestem pedałem - zacząłem o sobie myśleć i co najdziwniejsze, wcale mnie te myśli aż tak nie obrzydzały. Jednak mimo wszystko, wolałbym zostawić to pomiędzy mną a Sebastianem. Paweł i Arek nie mogli się dowiedzieć. I to postawiłem sobie za punkt honoru. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że właśnie wracam z domu cholernie przystojnego chłopaka, którego tyłek wczoraj miałem. Aż się uśmiechnąłem do siebie, na chwilę zapominając o czekającej mnie w mieszkaniu kłótni.
Wszedłem do domu i od razu skierowałem się do pokoju, żeby zostawić tam plecak i wziąć czyste rzeczy. Otworzyłem szeroko, dosyć głośno drzwi, pewny, że nie muszę zachowywać się cicho. W końcu, cholera, była piętnasta. Prawie szesnasta!
Otworzyłem i zamarłem. Cicho odłożyłem plecak, złapałem jakieś galoty do kolan i wyciągniętą koszulkę i wyszedłem prawie że na palcach. Gdybym mógł, to zrobiłbym to na rzęsach, byleby się tylko nie obudził.
Musieli wczoraj zaszaleć, skoro spał do tej godziny, a i nawet nie wyglądał zbyt reprezentacyjnie. Walnął się na łóżko w rzeczach i, co zauważyłem po chwili, nawet w butach, brudząc błotem pościel. Powinienem mu ściągnąć te trampki, jak na dobrego brata przystało. Tylko, że to działa w dwie strony, pomyślałem, gdy zamykałem za sobą drzwi z zadowolonym uśmiechem. On by mi nie ściągnął. On by mi jeszcze zdjęć narobił, w momencie w którym byłbym najbardziej pijany.
Zadowolony, bo na burzę jednak się nie zapowiadało, wszedłem do kuchni i mój dobry humor momentalnie zwiał gdzieś w krzaki. Spojrzałem niechętnie na ojca, który trzymał w łapsku piwo. Jakiegoś VIPa czy inne tanie gówno za dwa złote.
- Gdzie byłeś? - zapytał i wlał sobie do gęby siki. Ale jego wątroba nie takie rzeczy przeżywała, to tanie piwo i tak było pewnie dla niej rarytasem.
Zmierzyłem go zniechęconym spojrzeniem i gdyby nie żołądek wbijający mi się w kręgosłup z głodu, pewnie bym wyszedł. Minąłem go, położyłem wyciągnięte z szafy ubrania i podszedłem do lodówki, w której (o cholera, co za niespodzianka!), jak zwykle zastały mnie pustki. Mama nigdy jakoś przesadnie nie dbała o jej zawartość, ale od czasu gdy umarła, lodówka miała się jeszcze gorzej. Każdy kupował to, co aktualnie potrzebował, nikt się nie martwił zapełnieniem jej chociażby podstawowymi produktami. Co więcej, nikt się nie przejmował wyrzucaniem mocno przeterminowanych rzeczy. Dla przykładu ser, który wyciągnąłem, wydawałoby się, że już powoli zaczynał chodzić. Nic, tylko zostawić go tam i poczekać, aż sam spierdoli.
Obrzydzony wrzuciłem go do kosza na śmieci, po czym sięgnąłem po mleko. Powąchałem ostrożnie. Wydawało się dobre.
- Ojca w dupie masz, ta? - zaczął gadać. Nie zwróciłem na niego uwagi, tylko przystawiłem gwint butelki do ust i wziąłem kilka dużych łyków. - Te - wychylił się i dźgnął mnie puszką w plecy - u matki na grobie byłeś, gówniarzu?
- Nie dotykaj mnie - wysyczałem, patrząc na niego tak, jakbym chciał go zabić. I właściwie to chciałem.
- Goguś, kurwa. - Zaśmiał się głośno swoim ochrypłym od przepicia głosem. Miałem ochotę wyjść, już nawet chciałem odstawić mleko do lodówki i wrócić do pokoju, gdy on znowu się odezwał. - Do matki byś poszedł, niewdzięczniku zakichany. Jak matka żyła, to daj było, jak już jej nie ma, to w dupie ją masz. To przez ciebie umarła, gówniarzu - bełkotał. - Gdybyś choć odrobinę zaradniejszy był, pasożycie ty.
Był pijany, stwierdziłem, kiedy patrzyłem na niego i walczyłem z ogromną chęcią przywalenia mu w ten czerwony od nadmiaru alkoholu ryj. Jednak w zamian obicia mu twarzy, wychyliłem się i wyrwałem mu z rąk puszkę, którą odwróciłem do góry nogami nad zlewem i zacząłem wylewać zawartość.
Spodziewałem się krzyku. Przekleństw. Może nawet gróźb, bo byłem pewny, że ręki to już na mnie nie podniesie. Co jak co, ale zdawał sobie sprawę, że jestem silniejszy od niego, bo już mu kiedyś ostro przywaliłem, jak się do matki rzucał. Tym razem jednak chyba za dużo wypił. Podniósł się z furią, łapiąc za pusty wazon, który stał na stole. Wszystko działo się szybko, czego w życiu nie spodziewałbym się po kompletnie pijanym ojcu. Gdy był pijany, jego ruchy były spowolnione.
Jednak tym razem było inaczej, w jednej chwili jeszcze siedział, a w drugiej już zamachiwał się na mnie wazonem. Zdążyłem jeszcze zgnieść puszkę, ostatecznie pozbywając się całego piwa nim poczułem mocne uderzenie w bok twarzy i kawałki szkła wbijające mi się w skórę. Miałem wrażenie, że są wszędzie. Zatoczyłem się i wpadłem na lodówkę, zrzucając z niej porcelanowe, zakurzone figurki. Z mroczkami przed oczami zsunąłem się po niej, czując, jak coś ciepłego spływa mi po policzku i szyi.
- Ty skurwielu! Do ojca? Do ojca? - wrzeszczał i chyba pochylił się nade mną, bo po chwili poczułem uderzenie z pięści w twarz. Aż odrzuciłem głowę na bok, nie będąc w stanie zareagować i się przed tym obronić.
Już po chwili, jakby z daleka, usłyszałem wściekłe warknięcie. Paweł, przemknęło mi gdzieś przez myśl. Nachodząca mi na oczy ciemność nie chciała ustąpić, a na dodatek zaczęło mi się mocno kręcić w głowie. Oddychałem ciężko, mętnym wzrokiem wpatrując się w scenę, jaka rozgrywała się naprzeciwko.
Paweł chyba uderzył ojca, bo usłyszałem głośne jęknięcie. Zamrugałem, chcąc odgonić zamazany obraz, ale nic mi to nie pomogło.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj, bo cię zabiję! - przebiło się przez mój otumaniony umysł. Nie wiem ile siedziałem pod tą lodówką, wpatrując się przed siebie, na dwie niewyraźne postacie. Nie mam pojęcia, kiedy Paweł do mnie podszedł, zaczął coś mówić. Zadawał jakieś pytania. Machał mi dłonią przed oczami.
A później usłyszałem jego ściśnięty, nerwowy głos podający nasz adres. I chyba zasnąłem. Albo zemdlałem, ale najważniejsze, że nie czułem łupiącego bólu czaszki i bardzo nieprzyjemnie piekącej wargi i policzka.
Znowu wstrząs mózgu? No to ja się nie dziwię, że mam takie problemy z matematyką.

***


- O kurwa. - Takie są pierwsze słowa Kacpra Adamczyka, który budzi się po dwóch dniach z pięcioma szwami na policzku i klejoną chirurgicznie wargą.
- Jak się czujesz? - Nade mną pojawiła się głowa Pawła. Zmarszczyłem brwi, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Musiałem pomyśleć przez chwilę i przypomnieć sobie, co wydarzyło się, gdy straciłem przytomność.
- Chujowo - burknąłem i momentalnie zdałem sobie sprawę, że nie powinienem tak szeroko otwierać ust podczas mówienia. Aż skrzywiłem się, gdy poczułem ból w dolnej wardze i nieprzyjemne ściąganie na policzku. Uniosłem rękę, żeby wymacać, co jest tego powodem.
- Miałeś cholerne szczęście, idioto - powiedział Paweł, siadając na krześle obok. - Nie dotykaj, debilu! - warknął i odciągnął dosyć brutalnie moją dłoń, która już miała sięgnąć do rany. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tam się znajduje. Nie wiedziałem też, jak tragicznie wyglądałem i że połowa mojej facjaty była opuchnięta i sinofioletowa.
- Takie miłe słowa z samego rana - westchnąłem, opuszczając rękę.
- Jest popołudnie - sprostował.
- Co mam na twarzy? I dlaczego tak cholernie boli? - zapytałem, patrząc na niego. Miał cienie pod oczami i ogólnie nie prezentował się jak okaz zdrowia i urody. - I czemu przypominasz gówno?
- Masz pięć szwów na policzku i klejoną wargę - mruknął. Aż otworzyłem szerzej oczy. Że, kurwa, co? - Mogłeś stracić wzrok, jeżeli szkło wbiłoby ci się w oko, a było blisko - westchnął ciężko, przecierając zmęczoną twarz. - Chyba bym go wtedy zabił - mruknął pod nosem, nie patrząc już na mnie.
Zerknąłem na biały, szpitalny sufit, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że nie jesteśmy sami. Obok mnie jakiś chłopak w piżamie rozmawiał przez telefon, a przy oknie siedział jakiś gościu w średnim wieku. Szybko zorientowałem się również, że to nie jedyni moi współlokatorzy. Na sali znajdowało się sześć łóżek, wszystkie wskazywały na to, że mają właścicieli.
No tak, przecież jesteśmy w Polsce. Że niby miałoby tu być pusto? W kupie cieplej, ponoć.

***


Minął jeden dzień, a ja miałem wszystkich tu serdecznie dosyć. Jeszcze tylko jeden, pocieszałem się, popatrując na chłopaka, który nie mówił, a wydzierał się do telefonu. No tak, przecież druga osoba jest tak daleko, że aby usłyszała, trzeba drzeć ryja. Czasem, kiedy tak krzyczał na całą salę, nachodziła mnie szczera ochota, aby wyrwać mu komórkę i wcisnąć do gęby. Naprawdę, nie mam pojęcia jak ja się przed tym powstrzymałem.
Dodatkowo wiedziałem już, jak obrzydliwie wyglądam. Miałem podbite oko, siną mordę i rozwaloną wargę. Przynajmniej będę mógł przybić piątkę Sebastianowi, bo zapowiadało się na to, że też będę mieć bliznę na ustach.
Przypominałem cały wór nieszczęść albo pobite świńskie mięso, jak skomplementował mnie Arek, kiedy przyszedł zobaczyć co mi się stało. Na przyjaciela zawsze można przecież liczyć. Na dokładkę dodał jeszcze, że będę mieć cholernie brzydką szramę na policzku, a jak będzie mi się babrać, to będzie jeszcze gorzej i ostatecznie mogę przypominać Harveya z Batmana.
Przyjaciel, kurwa, się znalazł.
- Cholernie się o ciebie bał - powiedział w pewnym momencie Arek, wbijając we mnie ciężkie do odgadnięcia spojrzenie. Przesunął ręką po swojej kilkumilimetrowej szczecinie na głowie i westchnął ciężko. - Jak cię szyli, to musiałem go siłą zatrzymać w szpitalu, bo by idiota wrócił i zajebał waszego ojca - mruknął i skrzywił się. - Nie, żeby nie zasługiwał - dodał zaraz - ale wiadomo, Paweł miałby wtedy kłopoty. A gdybyś serio stracił wzrok, to ja nie wiem, co by zrobił.
Patrzyłem na niego ze zdziwieniem. Niby wiedziałem, że brat byłby do tego zdolny, bo przecież, cholera, sam bym miał ochotę zabić ojca, gdyby coś zrobił Pawłowi.
Uśmiechnąłem się i od razu tego pożałowałem. Skrzywiłem się, gdy warga odezwała się nieprzyjemnym uczuciem rozciągania, które po chwili zamieniło się w piekący ból. Kurwa, jak tak dalej pójdzie, to nie będę mógł w ogóle otwierać ust.
- Dobra, spadam, brzydalu - powiedział i wstając, poczochrał mnie jeszcze po głowie, jak psa.

***


Niby było już lepiej. Niby już mniej przypominałem Harveya z Batmana, ale ciągle wyglądałem jak gówno. Siniak zmienił kolor z sinofioletowego na żółto-zielono-brązowawy, jeszcze bardziej upodabniając mnie do łajna. Ale przynajmniej zeszła mi obrzydliwa czerwień z białka oka i Arek nie miał już tylu powodów do nabijania się.
Szwy musiałem ponosić jeszcze pięć dni, przez ten czas nie miałem nawet ochoty ruszać się z domu. Po co straszyć ludzi na ulicy? Dostałem zwolnienie ze szkoły, a sprawdzian z matematyki poszedł się kochać w krzaki. Ja to miałem szczęście, cholera. Pierwszy raz coś tam umiałem, pierwszy raz mogłem dostać naprawdę wysoką ocenę, a tu szwy na ryju i ogromny siniak.
Ojciec po tym wszystkim praktycznie w ogóle nie pojawiał się w domu. I chyba dobrze dla niego, bo naprawdę dawno nie widziałem tak wkurzonego Pawła. Denerwował się już wtedy, gdy tylko temat schodził na moją szramę i na ojca. Byłem przekonany, że ich spotkanie nie zakończyłoby się dobrze.
Ja do tego podchodziłem trochę inaczej. Oczywiście, nie byłem zadowolony z tego powodu, że ten pijak mnie okaleczył i że teraz będę popierdalał z blizną na pół policzka tylko dlatego, bo wylałem mu piwo do zlewu. Ale chyba potrafiłbym się opanować w jego towarzystwie. Może nawet bym go zignorował.
Przez to wszystko zaczęliśmy poważnie myśleć o wynajęciu sobie jakiegoś mieszkania. Nie było sensu dalej utrzymywać tego pasożyta, bo i tak teraz to my opłacaliśmy rachunki. Jak jeszcze żyła mama było inaczej.

Spoglądałem w odbicie w lustrze i nakładałem sobie maść na opuchnięty policzek, gdy telefon, który miałem w kieszeni, zawibrował. Nie sięgnąłem od razu po niego. Najpierw opłukałem ręce z kremu i wytarłem je w ręcznik zawieszony przy pożółkłej, popękanej umywalce. Dopiero wtedy wyciągnąłem komórkę i popatrzyłem na wyświetlacz.
Skrzywiłem się, jak tylko przeczytałem „Sebastian”. Wysyłał mi już kilka smsów, na które nie odpowiedziałem. Na razie nie chciałem mieć z nim nic wspólnego, bo, do cholery jasnej, jak ja wyglądałem, a jak wyglądał on. Wolałem nawet się nad tym nie zastanawiać, co by pomyślał, gdyby mnie takiego zobaczył. Frankenstein, cholera.
„Żyjesz?” - napisał. Nie kurwa, odpowiedziałem sobie w myślach i schowałem telefon do kieszeni, po czym wyszedłem z łazienki.

***


Jak spędzasz całe dnie w domu, to godziny zlewają ci się w jedno. Ranek, popołudnie, wieczór, wszystko takie samo. Kręciłem się po pokoju, trochę pograłem w jakieś gry załatwione przez Pawła, pooglądałem telewizję, nawet książkę poczytałem, ale mimo wszystko nudziłem się jak jasna cholera. Miałem ochotę wyjść z mieszkania, zabrać piłkę i wrócić dopiero następnego dnia.
Paweł wychodził rano, wracał wieczorem, więc nawet nie miałem do kogo gęby otworzyć. Ojciec nam się na oczy nie pokazywał, ale to dobrze. Nie marzyło mi się jego towarzystwo.
Arek też pracował. I jeszcze do tej swojej dziewczyny latał, także nie miał zbyt wiele czasu. Zostałem sam z komputerem, telewizorem i książkami. Ach i matematyką. Tak, może to dziwne, ale kilka razy zaglądałem do podręcznika, jednak tak szybko jak go otwierałem, tak szybko go też zamykałem.
Jakie więc było moje zdziwienie, gdy dwa dni przed ściągnięciem szwów usłyszałem, o godzinie piętnastej, dzwonek do drzwi. Listonosz to na pewno nie był, myślałem, gdy podnosiłem się z łóżka. Paweł też nie, bo miał przecież klucze, Arek pracował.
I aż miałem ochotę cofnąć się do swojego pokoju, nakryć brzydki łeb kołdrą i już nigdy stamtąd nie wychodzić. Zrobiłem nawet kilka kroków w tył, pech chciał, że zahaczyłem nogą o próg pokoju i wyrżnąłem do tyłu, zapominając oczywiście o tym, żeby zamknąć gębę.
- Kurwa! - krzyknąłem, upadając na pośladki.
- Kacper? - Dobiegł mnie bardzo znajomy głos zza drzwi. Aż się w nie wpatrzyłem, zastanawiając się co teraz. No cholera, nie otworzę mu.
- Nie - odpowiedziałem, chociaż jasne było, że to ja. - Nie nudzi ci się przychodzenie do mnie? - zapytałem, podsuwając się na tyłku po kafelkach do drzwi.
- Jeszcze nie, chociaż mógłbyś odbierać telefony - odparł, a ja już niemal widziałem jego lekki, nieco może kpiący uśmiech. - Otworzysz? - Nie ma, kurwa, mowy!
- Nie - burknąłem, bo nie miałem pojęcia, jak inaczej mógłbym się wywinąć. Zresztą, jakby mnie zobaczył to na pewno zapytałby, gdzie to zaliczyłem. Co bym na to odpowiedział? „No, wiesz jak jest, ojciec z wazonu mi przypierdolił?”.
- Bo? - zapytał zdziwionym głosem.
- Bo nie. - Och, naprawdę, czasem to ja myślę, że elokwencja aż ze mnie kipi.
- Jezu, Kacper, nie zachowuj się jak dziecko - westchnął ciężko, najwidoczniej już tym zmęczony. I w sumie to wcale mu się nie dziwiłem, tylko że ja na jego miejscu pewnie dawno dałbym sobie spokój i odszedł w długą.
Podniosłem się z podłogi i zajrzałem przez wizjer. Właściwie to nie wiem dlaczego, bo gdy tylko zobaczyłem jego przystojną twarz, nabrałem ochoty założenia sobie na głowę jakiejś torby.
- Nie chcesz, żebym ci otwierał - prychnąłem, sam nie wiem czemu. Ta scena zaczynała robić się bardzo dziwna.
- Tak, właśnie po to tu przyszedłem - zaśmiał się. - Żebyś otworzył mi te cholerne drzwi i powiedział, za co się obraziłeś - dodał.
- Nie obraziłem się - burknąłem w odpowiedzi, przyciskając czoło do chłodnego drewna. Po prostu jak mnie zobaczysz, to uciekniesz, pomyślałem.
- No to otwórz te drzwi - sapnął.
Rozważyłem jeszcze opcję udania się do kuchni po jakąś torbę, żeby założyć ją na głowę. Ostatecznie jednak sięgnąłem do klamki, przekręciłem klucz w zamku i otworzyłem.
Pierwsza reakcja Sebastiana była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem. Otworzył szeroko oczy w szoku, a uśmiech z jego ust zniknął. Następnie zmarszczył brwi, jakby z obrzydzeniem i kiedy już według moich przypuszczeń, miał uciekać, zapytał:
- Co ci się stało?











Komentarze
Floo dnia lipiec 27 2013 19:46:12
Dobra teraz jestem na bieżąco smiley
Szczerze, to jest mi żal Kacpra, bo biedny się miota pomiędzy miłością (tak tak wiem, on się WCALE Ba wcale nie zakochał XD) a bratem. Nie dziwie się że nie chce mu wyznać prawdy, bo niby brat, ale przez to może, albo być lepiej albo gorzej, jest pół na pół. Mam nadzieję ze Kacper jednak się nie podda, i że ze strony Sebastiana to nie będzie tylko zabawa. Nie chcę żeby ich "nieistniejący" (w mniemaniu Kacpra) związek się rozpadł. Bo będę to przeżywać :<
Weny, weny dużo weny, i jako niereformowalny zboczuch, proszę o więcej takich pikantnych scenek jak w poprzednim rozdziale smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum