The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Grudzie 08 2019 11:12:20   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Bliskość poza planem 31


Rozdział 31 – Druga strona przyjaźni



Wojtek wolno obrócił się w jego stronę, zastanawiając się, czemu tak nagle przestał się przytulać.
- Mateusz... - mruknął oblizując dolną wargę. Nie dodał jednak nic, porzucając pomysł, który zakwitł mu w głowie. Na pewno drugi mężczyzna wyśmiałby go, gdyby pytał o seks, a nie zaczął po prostu działać. Bo kto prosi o pozwolenie na to? Chyba tylko taki kloc jak ja, pomyślał ze zrezygnowaniem, przysuwając się do Mateusza. Objął go w pasie, przyciągnął do siebie i... pocałował. Chciał zaryzykować.
Chłopak gwałtownie odpowiedział na pocałunek, jakby tylko na to czekał. Westchnął w usta towarzysza, czując jak purpurowieje na twarzy z emocji. Jeszcze kilka sekund wcześniej myślał, jak pozbyć się kłopotliwego wzwodu, a tu problem rozwiązywał się najwyraźniej sam. Przycisnął Wojtka do siebie ramieniem, niemal przyduszając. Pożerał jego usta w pocałunku, nie mogąc się zdecydować czy najpierw ssać jego język, czy penetrować jego usta swoim. Złapał mężczyznę za ramię, odrobinę za mocno, trzymając go jak najbliżej siebie. Był wręcz boleśnie głodny drugiego ciała. Wojtek sapnął, najwidoczniej nie spodziewając się tak pozytywnej reakcji. W końcu po zirytowanym towarzyszu mógł się spodziewać wszystkiego, a na pewno nie tak żarliwej odpowiedzi. Wsunął się na niego ciałem, czując rosnące pożądanie. Poczuł jak Mateusz chwyta go obiema dłońmi za pośladki, ściskając mocno i aż stękając w jego usta, ocierając się przy tym kroczem o jego penisa. To było takie niespodziewane, a Mateuszowi wydawało się, że obaj właśnie na to czekali! Zaskamlał pod współlokatorem cicho, próbując rozsunąć uda, przygnieciony ciężarem jego ciała. Wojtek był zdecydowanie potężniej zbudowany, chociaż trochę niższy. Zaczerpnął głęboko powietrza kiedy tylko mężczyzna odkleił od niego swoje wargi. Podniecenie jakie go ogarnęło było porażające.
- Jak teraz odpuścisz, to cię zabije - wystękał, obejmując go jednym ramieniem przez plecy i podrygując biodrami stymulująco. Jego dłoń ściskała pośladek mężczyzny przez materiał bawełnianych majtek.
- Jeśli nie wpadnie Piotr – zaśmiał się Wojtek, zaczerwieniony na policzkach. Uniósł się i pomógł Mateuszowi pozbyć się bluzy i bokserek. Suwak na śpiworze rozpiął się pod naporem ciał, wpuszczając do środka chłodne powietrze.
- To wyruchalibyście mnie obaj - rzucił Mateusz, wypinając biodra. Penis stał mu zupełnie sztywno, i dotyk zimnego powietrza na wrażliwiej skórze był elektryzujący. Na ramionach i piersi wystąpiła mu obficie gęsia skórka, nie przejął się tym jednak zupełnie, cały skupiony na Wojtku klęczącym między jego udami, częściowo rozebranym, pozostającym jedynie w koszulce. W głowie mu szumiało, obraz niemal falował przed oczami. Uczepił się dłońmi ramion mężczyzny, wbijając dosyć boleśnie kościste palce. Chciał go już, natychmiast.
Wojtek sapnął ciężko, przyglądając mu się z pożądaniem w oczach i śliniąc palce, aby móc chociaż trochę nawilżyć wnętrze towarzysza. Doskonale widział, że Mateuszowi wiele nie trzeba. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak się napali na Mateusza. Ścisnął jego penisa stymulująco patrząc w przymknięte oczy Mateusza, aby złapać po chwili jego seksownie rozchylone wargi w głębokim pocałunku. Nie mógł dłużej czekać, by go posiąść.
- Kurwa, wolniej - stęknął Mateusz, nie mogąc w żaden sposób zdobyć się, by zaprotestować na taką jawną dominację. Pocałował go mokro, dysząc w jego usta, czując jak wnętrzności gotują mu się prawie, podniecony niesamowicie i czerwony na twarzy. - Nienawidzę... tej pozycji - wydusił z siebie ciężko, sparaliżowany mocnym rozpieraniem. Objął Wojtka za kark ramionami, trochę przerażony tym jak było sucho. Nie potrafiłby jednak zrobić czegokolwiek by teraz przerwać. Jego penis drżał i pulsował w dłoni Wojtka. Zassał się na dolnej wardze mężczyzny, cały bezwolny pod nim.
- To jak wolisz? - mruknął na wydechu Wojtek, poddając się jego pocałunkom i ocierając torsem o jego tors. Zebrał siły, aby skupić się na wolnym wsuwaniu się w Mateusza. Z trudem się powstrzymywał, aby nie wbić się w niego za jednym ruchem bioder, nie chciał jednak zrobić mu krzywdy. Zbeształ się w duchu, że nie wyciągnął kremu zanim się do niego nie przykleił.
- Jezu... cokolwiek - odparł Mateusz, niespodziewanie dla samego siebie wysokim tonem, opuszczając nogi z jego ramion i pozwalając Wojtkowi zejść z siebie. Wcałował się w niego zachłannie i popchnął silnie na plecy. Splunął obficie na własną dłoń, po czym bez ceregieli wysmarował sobie tyłek jeszcze raz śliną, podobnie z penisem Wojtka, niemal bordowym i wilgotnym. - Dawno nic, wiesz, nie było... - dodał odrobinę speszony, siadając na jego biodrach okrakiem i ponownie dopadając jego ust. Nie mógł się wprost od niego oderwać. Penis mężczyzny przesunął się między jego pośladkami. Nawet nie chciał myśleć, czy będzie się tego później wstydzić.
Wojtek wyraźnie zadrżał, zaskoczony determinacją, która kierowała drugim mężczyzną. Musiał przyznać, że ciśnienie od razu mu skoczyło, a krew zaszumiała w głowie, kiedy Mateusz znalazł się nad nim, prężąc się i ocierając. Złapał go odruchowo za pośladki, ściskając z wyczuciem, czując jacy obaj są rozpaleni. Uniósł biodra, pozwalając ponownie swojemu przyrodzeniu dotknąć skóry Mateusza, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu się na niego wsunie.
- Mam... krem w plecaku – szepnął, na chwilę odrywając się od szalonego pocałunku. Nie chciał, aby Mateusz potem odczuwał silnie skutki tego seksu.
- Przytrzymaj go tylko - sapnął Mateusz, rozchylając sobie pośladki. Naparł na niego, nasuwając się powoli, aż marszcząc brwi z przejęcia. Penis Wojtka był absolutnie sztywny i niemal monstrualnie duży. Uwielbiał takich facetów. Wprowadził go w siebie do końca, odchylając się do tyłu. Było mało komfortowo, ale z drugiej strony był już tak silnie podniecony, że obawiał się dojść od samego rozciągania palcami. Pochylił się nad nim na próbę, opierając na łokciach i wypinając mocniej tyłek. Miał nadzieję, że mężczyzna szybko znajdzie z nim wspólny rytm. Wojtek uśmiechnął się lekko, czując się przyjemnie zassany jego wnętrzem. Było ciasno i już czuł lekkie pulsowanie. Przesunął ręką po boku Mateusza, wprowadzając w ruch swoje biodra, wcześniej zginając kolana. Czuł jak leży pół na śpiworze, pół na piasku, wpatrując się jednak w zaczerwienioną twarz Mateusza nie mógł oderwać wzroku od jego rozchylonych warg, zarumienionych policzkach czy półprzymkniętych powiek. Był niezmiernie seksowny kiedy łapał oddechy wydobywając z siebie intensywne dźwięki, kiedy jego penis wchodził w coraz głębsze pchnięcia.
Chłopak zacisnął powieki, pracując intensywnie biodrami, ani na chwilę nie przestając się szybko masturbować. Aż nim wstrząsało, i nie potrafiłby stwierdzić czy bardziej boli go odbyt, czy mocniej odczuwa przyjemność. Był tak skrajnie podniecony, że szumiało mu w uszach. Starał się nie stękać zbyt głośno, porażony spektrum doznań jakie na niego spadły, wiedząc że jeszcze chwila, a się spuści. Miał tylko nadzieję, że wtedy Wojtek dorucha go do końca. Nawet jeśli miał bardzo dobrą kondycję, było to dosyć męczące. Złapał go jedną ręką za ramię, szukając oparcia i zaciskając mocno palce na jego barku. Miał wrażenie, że jeszcze chwila i straci przytomność.
Wojtek podparł się ręką i uniósł do siadu, nie zaprzestając jednak pracy bioder, która w tej pozie nabrała na intensywności. Objął ramieniem Mateusza w talii pomagając mu tym samym w dociskaniu się do swojego penisa, samemu wcałowując się w jego odsłoniętą szyję, atakując go gorącymi ukąszeniami. Napiął mięśnie całego ciała, czując że przy tym tempie szybko skończy. Całował żarliwie jego skórę, przyciskając go do siebie jeszcze bardziej i wdychając intensywny zapach jego ciała.
Mateusz oparł dłonie o jego ramiona, unosząc się i opadając zupełnie chaotycznie. Wykrzywił wargi w grymasie przyjemności, czując jak jego penis uderza przypadkowo o skórę Wojtka, o jego brzuch. Zastękał nisko, starając się o niego ocierać, tyłek pulsował mu gorąco, na torsie wykwitł solidny rumieniec. Mokre od potu włosy przykleiły się do czoła i karku, zastękał kilka razy nisko, spuszczając się nagle na Wojtka, nawet się nie dotykając. Chwycił od razu swojego penisa w dłoń, tracąc stabilność i siadając płasko na mężczyźnie. Nie miał już siły, żeby się ruszyć. Uniósł się kilka razy niemrawo, samymi mięśniami ud, wyciskając z siebie ostatnie rzuty spermy.
Wojtek przełknął z trudem ślinę, aż się uśmiechając, czując ten rozkoszny ucisk na penisie. Widząc, że Mateusz opadł z sił, polegując całkowicie na nim, pchnął go z powrotem na śpiwór, aby od razu zanurzył się w jego rozluźnionym wnętrzu. Był cudownie gorący, więc nie było potrzeba dużo Wojtkowi, by dojść w nim głęboko, z cichym stęknięciem. Wstrząsnęło nim przyjemnie, aż mu zaszumiało w głowie od emocji i rozkoszy, która prądem przeszyła go na wskroś. Oparł czoło o splot słoneczny Mateusza oddychając ciężko, podbierając się na łokciach bo bokach jego ciała, nie chcąc go przygniatać. Słyszał miarowe bicie serca drugiego mężczyzny, które już najwidoczniej zdążyło się uspokoić.
- Ja pierdolę... Wojtek... Ha ha - Mateusz zaśmiał się, zduszonym głosem, łapiąc go spoconymi dłońmi za plecy i przyciągając do siebie, do kolejnego pocałunku, tym razem jednak o wiele bardziej spokojnego i zmysłowego. Nie musieli się przecież już nigdzie spieszyć. Objął go mocno, przytulając do siebie, spragniony czułości.
Wojtek oddał pocałunek leniwie, z cieniem uśmiechu, z chęcią poddając się temu, nie mając nic przeciwko takim gestom. Nawet nie myślał, że będzie mu tak przyjemnie z Mateuszem, na plaży, czując na plecach chłodny powiew wiatru oraz muśnięcia słońca. Objął drugiego mężczyznę w pasie i przeturlał się na plecy, teraz przyjmując jego ciężar na siebie i nie przerywając pocałunku.
- Rany, Wojtek, twoja sperma ze mnie leci - mruknął Mateusz, złażąc z niego niezdarnie po kilku dłuższych chwilach migdalenia się. Sięgnął do plecaka, szukając chusteczek. Musiał się naprawdę szybko wytrzeć, bo było mu dosyć niekomfortowo. - I bezpieczny seks poszedł się walić - rzucił, krzywiąc się lekko. Uporządkował jako tako śpiwór po swojej stronie, wsuwając się do środka z zamiarem poleżenia jeszcze trochę. Czuł się wykończony.
- Sorry, jakoś tak poszliśmy z falą i ani gumy, ani nawilżacza – odparł Wojtek, wsuwając ramię pod głowę w ogóle się nie ruszając, żałując jednak, że Mateusz się odsunął. Dotknął jego włosów, których zapach, jak i całego jego ciała wciąż czuł.
- Nie boisz się, przecież pierdolę co popadnie? - spytał zaczepnie chłopak, odsuwając wierzch śpiwora i patrząc na niego zachęcająco. Miał szczerą ochotę jeszcze się zdrzemnąć.
- No to już po mnie – zaśmiał się Wojtek, w ogóle nie mając sił, aby zastanawiać się teraz czy coś złapał czy nie. - Umiesz podtrzymać romantyczny nastrój, nie ma co. Jak nie beka, to o choróbstwach gada.
- Oj już nie marudź, romantyk co jedzie w dupę na sucho - burknął Mateusz, nie będąc jednak rzeczywiście na niego o to złym. - Chodź lepiej się jeszcze przespać. Potem będziemy myśleć.
- Dobra. - Wojtek uniósł się i wsunął w miejsce obok niego, wcześniej strzepując sobie z ramion oraz pleców piasek.
Mateusz zarzucił ramię na jego tors, unosząc się odrobinę i wpadając w długi, powolny pocałunek. Było wręcz nierealnie dobrze, i w głębi serca zaczął zastanawiać się, jak długo będzie im to dane.

***


Woda uspokajająco spływała po skórze Filipa, pozwalając mu na obmycie się z resztek wczorajszej imprezy. Chłopak oparł czoło o boczną ściankę kabiny prysznicowej, próbując zebrać myśli i zanalizować to, co się stało. Pamiętał wszystko, co wydarzyło się przed klubem, na betonowym murku, jakie słowa padły, zwłaszcza te, które tak szczelnie w sobie chował przez pięć lat. Teraz, gdy w końcu zostały wypowiedziane, obawiał się całym sobą jaki mogły przenieść skutek, jak zostały przyjęte przez Krzyśka. Kiedy w końcu zdobył się na odwagę, to przyszło również zwątpienie, czy aby na pewno dobrze zrobił. Zależało mu na przyjacielu i nie chciał tracić z nim kontaktu jeśli by się okazało, że może być to koniec ich znajomości. Czuł, że swoim wyznaniem może zmienić ich relacje albo na lepsze, albo na gorsze. Przetarł twarz dłonią, ścierając krople wody i od razu słysząc w głowie głos Martyny: Kuj żelazo póki gorące! Na pewno tak by mu powiedziała, mając gdzieś jego negatywne podejście co do konsekwencji tej decyzji. Przymknął oczy i westchnął, dochodząc do wniosku, że skoro już wybrał tą drogę, to nie może z niej zboczyć.
- Zobaczy we mnie faceta. - Uśmiechnął się do siebie, prostując plecy i napinając mięśnie. Nie miał zamiaru porzucać wszystkich tych wizji, w których widział siebie i Krzyśka razem. Przecież jak nie ruszy do działania, to się nie dowie czy mają one prawo bytu. - Wszystko w moich rękach – mruknął, spoglądając na dłonie i zaciskając je, to znowu rozluźniając. Czuł jak wstąpiły w niego nowe siły.

Wyszedł po chwili z kabiny, z pozytywniejszymi myślami, jakby prysznic pozwolił mu na podjęcie decyzji. Zamierzał bronić swoich uczuć i wolno przekonywać do nich Krzyśka. Wytarł się porządnie, zarzucając na jeszcze wilgotne ciało spodnie oraz pożyczoną od przyjaciela czerwoną koszulkę. Umył zęby i osuszył włosy, czując się nieco lepiej niż przeważnie po piciu. Kac nadal go męczył, ciążąc z tyłu głowy, tak samo pragnienie picia go dręczyło, ale przynajmniej psychicznie było mu lżej. Miał tylko nadzieję, że Krzysiek da mu szansę na rozwinięcie oraz wytłumaczenie swojego pokracznego wyznania miłości. Wiedział, że będzie to trudne i już czuł jak żołądek zwija mu się z niepokoju. Ale przecież o to mu chodziło. Jak przystało na zakochanego mężczyznę, miał zamiar zmierzyć się z tym smokiem i zdobyć księżniczkę. Wsunął stopy w krzyśkowe, zapasowe kapcie i porzucając jeszcze brudną koszulkę w pokoju przyjaciela ruszył w stronę kuchni, gdzie jak wiedział jego księżniczka szykowała śniadanie. Przymknął oczy, kiedy wchodząc do środka uderzył go jasny snop światła, jaki padał przez okna do kuchni. Na zewnątrz musiało być pogodnie i ładnie, gdyż z otwartych okien widać było bezchmurne niebo, a wpływające powietrze świadczyło, że jest przyjemnie ciepło.
- O boże jaka poświata – zamarudził, zakrywając twarz dłonią i dopiero wtedy dostrzegając swojego przyjaciela.
Krzysiek spojrzał na niego znad kubka z kawą, opierając łokcie na ceracie i zastanawiając się jak też minie im to popołudnie, i czego to nowego znowu się dowie. Nie miał pojęcia co myśleć o tym, co usłyszał. Czuł się wewnętrznie pusty.
- Kawa i śniadanie? - spytał, nie podnosząc się jednak z taboretu. Kanapa na której spędził noc stała wolna po drugiej stronie stołu. Nie chciał, żeby Filipowi było niewygodnie w nocy. W końcu gdy przyszli był pijany w sztok.
- Myślałem, że już wszystko gotowe. - Filip uśmiechnął się lekko, nie mogąc odgadnąć w jakim nastroju jest jego przyjaciel. Podrapał się w kark i usiadł naprzeciwko, zwracając na niego niepewne spojrzenie. Krzysiek wyglądał dla niego niesamowicie nawet na kacu, szczególnie teraz, kiedy jeszcze zaczął ćwiczyć. Przymknął oczy, mimo wszystko nadal nie czując się za dobrze, zwłaszcza przy takiej pogodzie.
- Weź sobie co tam chcesz z lodówki, środkowa półka jest moja. Kawę mogę ci zalać, woda się dopiero gotowała – odparł Krzysiek, pociągając kilka głębokich łyków. Z godzinę wcześniej wypił pierwszą kawę, by wzmocnić działanie paracetamolu. Głowa bolała jak diabli, a on nie miał ochoty na kaca giganta. Jeść to mu się już w ogóle nie chciało.
- A ty coś jadłeś człowieku? - Filip poniósł się ociężale podchodząc do lodówki i otwierając ją. Miał ochotę na czekoladę, taką w kremie, jak jego uwielbiany Kremuś, kupowany tonami w Tesco, bo tylko tam mógł go dostać. Tutaj jednak miał do wyboru jedynie serki, jogurty i mleko. - Płatki masz? - spytał, zastanawiając się nad ostatnim produktem.
- Poczekam jeszcze trochę z jedzeniem. Weź daj spokój z tymi płatkami, porzygasz się po mleku, chleba lepiej sobie weź Fifi. - Krzysiek zamieszał energicznie w kubku z kawą instant, wrzucając łyżeczkę do zlewu i stawiając ją na posypanym cukrem stole. - Masz kawę, tabletkę jeszcze jedną chcesz, czy nie zdychasz tak bardzo?
Filip pomasował się po brzuchu, zastanawiając nad słowami przyjaciela. Nie chciał znowu rzygać, ale też miał ochotę na płatki. W końcu jednak sięgnął po dwa serki, jeden ze szczypiorkiem, a drugi z ogórkiem.
- Możesz dać, zaraz mi się baterie rozładują he – ziewnął, wyciągając bułki, które podsunął mu Krzysiek. Przyglądał mu się ukradkiem, chcąc znaleźć jakiekolwiek znaki dotyczące jego wyznania, jednak on zachowywał się tak jak zawsze, nie zdradzając całkowicie co w nim siedzi.
Krzysiek sięgnął do apteczki w jednej z górnych szafek, wyciągając opakowanie paracetamolu.
- Daj rękę - mruknął, wyciskając mu jedną tabletkę z blistra na dłoń. Spojrzał na niego, krzywiąc się lekko. Myśli wręcz mu ciążyły w głowie. Co za chora sytuacja, zirytował się, nie dając jednak tego po sobie poznać. - Lepiej ci w takich kolorach - rzucił, odnosząc się do koszulki, jaką mu pożyczył. Była żywo czerwona, a nie tak jak większość ubrań Filipa, utrzymana w ciemnej kolorystyce. Sam czuł się w niej co najwyżej jak pachołek drogowy.
- Podobam ci się w... - Filip urwał nagle, dopiero teraz zauważając, jak mogło to zabrzmieć w kontekście tego, co mu wyznał wczoraj. Może parę dni wcześniej nie rzuciłoby mu się tak to w oczy jak dziś, kiedy był świadom, że Krzysiek wie o uczuciach jakimi go darzył. Przygryzł wargę i podszedł do stolika, połykając tabletkę i popijając kawą.
- Jezu, Fifi, obiektywnie mówię. Teraz będę musiał uważać na każde słowo? Ja pierdolę... - warknął pod nosem, chowając na chwilę twarz w dłoniach. Cała ta sytuacja nie mieściła mu się w głowie. - Chodź do pokoju. Myślę, że należy mi się jakieś wyjaśnienie - dodał dosyć oschle, patrząc na niego twardo.
- A dasz mi najpierw zjeść? - spytał z urazą w głosie Filip, czując jak podupada mu nastrój. Reakcje przyjaciela odczytywał jako nieprzychylną co do jego wyznania. Najwidoczniej jego uczucia były mu nie w smak, chyba że fałszywe wrażenie powodował kac, który najwyraźniej trzymał Krzyśka dość mocno.
- To przyjdź jak skończysz. Pójdę ogarnąć pokój - zarządził Krzysiek, i nie czekając na jego odpowiedź wymaszerował do siebie. Miał ochotę zostać sam. To było chore, że coś takiego mogłoby popsuć ich przyjaźń. Aż mu się smutno zrobiło, że Filip wyskoczył raptem z takim... problemem, licząc cholera wie na co. Zabrał się za sprzątanie pobojowiska, jakie powstało kiedy wrócili wieczorem pijani. Zaczął składać pościel, mając ochotę wywalić ją na balkon, żeby się przewietrzyła. Miał wrażenie, że zapach sfermentowanego alkoholu i papierosów wsiąknął w nią. Otworzył okno na oścież, wyglądając na zewnątrz. Było mu strasznie gorąco na kacu.
Filip jadł z trudem, próbując rozluźnić żołądek i ściśniętą ze zdenerwowania krtań. Wiele myśli przebiegało mu przez głowę, zaczynając od zerwania przyjaźni, po żal do samego siebie, że posłuchał Martyny. Wykorzystaj szansę, też mi coś, pomyślał z goryczą i smutkiem, wmuszając w siebie ostatnią kanapkę.
Przed chwilą poznał jednego ze współlokatorów Krzyśka, Tomka, ale nie zamienili jakiś sensowniejszych słów, obaj wymęczeni, ale zupełnie z różnych powodów. W końcu Filip opuścił kuchnię, wcześniej zmywając po sobie, wszystko robiąc dwa razy wolniej, żeby dać sobie więcej czasu na rozmyślenia. Niestety, nic nie przychodziło mu do głowy, co byłoby logiczne i nie miało wizji upadku, jego upadku. Otworzył drzwi do pokoju Krzyśka, czując się jakby szedł na ścięcie, co w jego mniemaniu było i tak lżejsze od tego, co go czekało. Wsunął się do środka, wciskając dłonie do tylnych kieszeni spodni, nie chcąc pokazać jak trudna jest dla niego ta rozmowa.
- No i co? - zapytał Krzysiek, zerkając na niego znad porozwalanych na podłodze książek i czasopism. Zbierał metodycznie jedną po drugiej, układając na szafce w symetryczne sztapelki. Cały tydzień robił bałagan, żeby wszystko wysprzątać przez weekend. Zawsze robił tak samo. - Jak patrzę na ciebie to nie wiem, czy chcesz mnie teraz zabić, czy będziesz zaraz mdleć. Weź się uspokój Filip, bo mam dosyć stresu ostatnimi czasy. Nie potrzebuję denerwować się jeszcze z tobą.
Chłopak spuścił głowę, czując się jak wtedy kiedy Krzysiek go upominał, że zachował się w jakiejś sytuacji źle i nie na miejscu. Teraz jednak było inaczej, bo ciężar swojego uczucia widział jak coś niewygodnego i niechcianego. Zrobił parę kroków w tył i oparł się plecami o drzwi, nie potrafiąc zebrać myśli. Miał ochotę wyjść i się schować.
- Mmmm... no ten... - zaczął cicho, patrząc na swoje skarpetki, zastanawiając się nad każdym słowem, którymi miał określić dlaczego czuje tak, a nie inaczej. - Lubię cię od początku, potem przyszło coś więcej... - mruknął rozluźniając, to zaciskając dłonie w pięści. - Nic nie mówiłem, bo przecież zawsze kogoś miałeś, no i bałem się, że nasza przyjaźń na tym straci.
- Weź usiądź, a nie stoisz słupka jak u tablicy - sarknął Krzysiek, siadając samemu na obrotowym krześle przy biurku i przeczesując jasne włosy palcami. Nie miał bladego pojęcia, jak się zachować, co powiedzieć, żeby go nie urazić. Nie codzień przecież bywało się w takich sytuacjach. - Kiedy było to potem? - spytał, wpatrując się w niego badawczo.
Filip usiadł na skraju łóżka, nadal jednak nie patrząc na przyjaciela. W sumie nie wiedział po co to całe szczegółowe wypytywanie, jakby szukanie nieścisłości w tym co mówi.
- Nie wiem – wzruszył ramionami, cały spięty, czując jak śniadanie mozolnie trawi się mu w żołądku. - Chyba jak zerwałeś z Mikołajem czy Markiem, nie pamiętam. - patrzył na swoje dłonie z uporem, wyginając palce ze zdenerwowania. - Po prostu no wtedy zrozumiałem jaki...- przełknął ślinę i odważył się spojrzeć na Krzyśka, w jego pochmurne oblicze i zielone oczy. - ...jaki jesteś dla mnie ważny. Tylko, że potem poznałem cię z Arturem i zdecydowałem nic nie mówić. - Zwrócił wzrok gdzieś w bok, drapiąc się paznokciami po wewnętrznej stronie rąk i przedramion.
- Przecież to było lata temu, do cholery! Jak mogłeś mnie oszukiwać tyle czasu? No ja pierdolę, FIlip, chyba w ogóle cię nie znam! - uniósł się Krzysiek, cały podenerwowany. Westchnął ciężko, opadając na krzesło umęczony. Jakby mało miał ostatnio sensacji.
Filip czuł jak wewnętrznie się kurczy pod tymi słowami. Spuścił głowę, wbijając palce w pościel, nie wiedząc co ma powiedzieć. Nie tak wyobrażał sobie tą rozmowę.
- Ani razu cię nie oszukałem, zawsze byłem wobec szczery i wszystko co robiłem i mówiłem takie było – odparł spokojnie.
- Nic nie mówiłeś tyle czasu i teraz ci się zebrało! No kurwa, Fifi, co ja mam sobie myśleć? Zawsze byłeś dla mnie jak młodszy brat, uwielbiam spędzać z tobą czas, ale teraz to już zupełnie nie wiem co mam zrobić! - wyrzucił z siebie Krzysiek, opierając łokcie na kolanach i chowając ponownie twarz w dłoniach. Poczucie zagubienia rosło z każdym kolejnym słowem Filipa.
Filip spojrzał na niego smutno, próbując zebrać się w sobie, aby całkowicie nie poddać się temu jak źle się czuł ze swoimi uczuciami do niego. Jakby co najmniej robił mu nimi krzywdę. Uniósł się i przysunął do Krzyśka, siadając na podłodze przed nim. Dotknął jego stopy, obawiając się, że jak zrobi coś nazbyt śmiałego to przyjaciel jeszcze mocniej się na niego zdenerwuje.
- Przepraszam, nigdy nie wiedziałem czy powinienem to mówić, a czasu kiedy powinienem nie umiałem wybrać – mruknął spoglądając niepewnie z dołu na Krzyśka. Tak strasznie chciał go przytulić, poczuć zapach i ciepło jego ciała. - Może skoro już wiesz to... może pozwól sobie oswoić się z tym? Znasz mnie jako przyjaciela, a jako zakochanego w tobie nie. Myślę, że nie jestem jakiś... odpychający pod tym względem. Po prostu motyw moich działań wobec ciebie byłby inny. - Przełknął ślinę, przesuwając delikatnie palcem po gołej stopie przyjaciela. - Nie wymagam od ciebie nic i nie oczekuje, że nagle przestaniesz kochać Artura, ale może dasz mi szansę?
- Ja pierdolę! Jesteś moim bratem prawie! Nie jakimś substytutem dla Artura. Jak możesz chcieć brać takie zastępstwo, co? To nie jest poniżej ambicji, robić za odkochanie po kimś innym? - poirytował się jeszcze bardziej. Głos Krzyśka nabrał niebezpiecznie wysokich tonów, chłopak czuł, że zaczyna panikować. Świat wokół niego zmieniał się szybciej, niż był w stanie to zaakceptować. - Nigdy nie patrzyłem na ciebie seksualnie, rozumiesz? Nigdy. W pale mi się nie mieści to wszystko - warknął, wyrzucając ręce do góry w nerwowym geście i wstając z krzesełka. Minął siedzącego na podłodze Filipa, zaczynając nerwowo krążyć po pokoju.
- Nie o to mi chodziło, wcale nie chce być za niego – burknął z naciskiem Filip, próbując opanować drżenie rąk. Słowa Krzyśka w ogóle mu nie pomagały, każde z osobna odbierając jak boleśnie wbijany gwóźdź w serce. Już sam nie wiedział czy jest sens ciągnąć tą rozmowę, czy finał jej nie będzie tym czego najbardziej się obawiał. Podniósł się z trudem z podłogi, odwracając do przyjaciela. - Chcę, abyś poznał mnie i to co czuję do ciebie – złapał go za dłoń, wpatrując uparcie w oczy. Fala dreszczy co rusz przechodziła przez jego ciało. Tak strasznie bał się go dotknąć, nie chcąc narzucać, zwłaszcza kiedy Krzysiek był tak wzburzony, ale nie umiał tego w tej chwili pohamować. Przyciągnął go do siebie i objął mocno, wiedząc że jak nie teraz to już nigdy się na to nie odważy.
- Faktycznie, te pięć lat to jednak było za mało, żeby cię poznać - odgryzł się Krzysiek, tężejąc w jego ramionach. Z nerwów aż go mdliło. - Nie rozumiem jak mogłeś czekać tyle czasu. W ogóle, ciężko mi w to wszystko uwierzyć. Jak ty to sobie dalej wyobrażasz, co? Co według ciebie mam teraz zrobić? - spytał spokojniej, kładąc mu dłoń na ramieniu by zachować między nimi jakiś dystans. Źle czuł się z nowo nabytą wiedzą o przyjacielu.
- Nie mów tak jakby było mi z tym łatwo. - Filip zmarszczył brwi, nagle czując złość, że Krzysiek ciągle mu coś zarzuca. Co by zmieniło jakby powiedział wcześniej? To nie było już ważne, więc po co to roztrząsać? - Poddaj mi się, przecież nie zmuszam cię do niczego, znaczy... - westchnął, patrząc na jego twarz z bliska, przez co serce biło mu coraz mocniej. - ...nie chcę żebyś tak to odebrał, że próbuje ci się narzucić.
- No nie wątpię, że nie jest ci łatwo, mi też łatwo nie jest zrozumieć, czego ty ode mnie oczekujesz - wyrzucił z siebie oschle Krzysiek, zaciskając wargi i patrząc na niego nic nie mówiącym wzrokiem. Był wręcz fizycznie zmęczony tą rozmową. Kac też nie pomagał w ogarnięciu własnych myśli, a co dopiero myśli przyjaciela. - Co to niby znaczy, że mam ci się poddać? Mam dać ci się wyruchać? To brzmi jak jakiś cholerny oksymoron - westchnął ciężko, kręcąc głową w geście kompletnej rezygnacji.
- Ni-ie... - Filip zmarszczył brwi, ale w wyrazie smutku, że tak zostają odbierane jego uczucia. Oczywiście, że pociąg fizyczny się w tym krył, ale nie on był najważniejszy. - Po prost-tu pomyślałem, że … że mógłbym pokazać ci co czuję, poprzez bycie obok, żeby spróbować, przekonać się czy to naprawdę... - przełknął ślinę, przenosząc wzrok na usta Krzyśka. - … nie ma prawa bytu, a czy może jednak ma. - Sam już nie wiedział co mówił, chyba za wszelką cenę chcąc jakoś pokazać mu dobrą stronę swojego uczucia, a zwłaszcza siebie wraz z nimi.
- Nie mam pojęcia co mam ci powiedzieć. W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał po tobie - odsunął się od Filipa, by usiąść na łóżku. Potarł wnętrzem dłoni czoło i skroń, starając się zebrać w sobie do ustalenia jakiś konkretów. Nie był jednak w stanie. Jego jasne włosy niemal świeciły w ostrym słońcu wpadającym przez otwarte szeroko okno. Mimo tego było dosyć chłodno. - Jestem kiepski w łóżku, nie licz na wiele - zaśmiał się nerwowo, wodząc oczami po wykładzinie na podłodze. Czuł się niemal naćpany informacjami.
Filip usiadł obok niego ostrożnie, ciesząc się jak głupi, że przyjaciel nie krzyczy na niego. Dziwne jak łatwo zmieniał mu się nastrój wraz z nim.
- Hmm... może sam sprawdzę? - mruknął żartem, chociaż było w tym dużo szczerości. - Chyba że do tego czasu zdążysz zakopać mnie w ogródku. - Szturchnął go ramieniem zaczepnie.
- Nie chciałem się na ciebie drzeć, sorry - mruknął tylko Krzysiek, wciągając nogi na tapczan. Dłonie złożył bezwładnie na kolanach. - Nie umiem ci nic powiedzieć teraz. Jestem w naprawdę kurewskim szoku, wiesz? - spytał, zerkając na niego bokiem z niewyraźną miną. Rzadko zdarzało mu się słyszeć takie wyznania. Szczerze powiedziawszy chyba jedyne, jakie słyszał padło z ust jego matki.
- Wiem, zdaje sobie z tego sprawę. W sumie obaj mamy mętlik w głowie – powiedział Filip patrząc na niego ciepło i z ulgą, że przyjaciel jest nieco spokojniejszy. - A mogę się przytulić? Tak po przyjacielsku...
- Po przyjacielsku, serio? - zakpił Krzysiek, mrużąc lekko oczy w wyrazie powątpiewania. - Chyba możesz spróbować - dodał zrezygnowanym tonem.
- Nie ufasz mi? - Filip uniósł brew, udając oburzenie, ale zaraz uśmiechnął się łobuzersko. - I znowu się nabierasz, jakbyś zapomniał jak lubię cię przytulać. - złapał go pod boki i połaskotał.
- Nie rób, nie lubię - Krzysiek opędził się od jego dłoni marszcząc brwi. Łaskotanie było czymś, czego naprawdę nie znosił. Nawet w wykonaniu Filipa. - Sam sobie odpowiedz czy można ufać komuś kto tyle czasu mydli ci oczy - powiedział poważnie, nie łapiąc zupełnie jego dobrego humoru. Może trochę zeszło z niego pary, ale nie żeby zaraz popadać w euforię.
- Nie no nie mów tak... - Filip odsunął się, automatycznie zgaszony. - Przecież to co czuje, to nie jest nienawiść, tak inna od przyjaźni, gdzie na pewno miałbyś podstawy mi nie ufać, ale...ale miłość?
- Fifi... O rany... Daj już spokój, co? Dosyć dobrego na dzisiaj. Ja mam szczerze dosyć, nie wiem jak ty, ale chyba wolę włączyć telewizor i trochę się przespać przy Familiadzie. Będzie co ma być, ja niczego od ciebie nie oczekuje.
- Po prostu chcę, żebyś wiedział, że to nie było oszukiwanie i tyle.
- Dobra, już wszystko wiem - burknął pod nosem, mocno zniechęcony i cholernie wymęczony. Przesunął się w głąb tapczanu, opierając plecy o duży, miękki zagłówek wykonany z materiału przypominającego sztywną poduszkę. Uwielbiał to, że mógł się na nim uwalić i było mu wygodnie nawet na siedząco. Zaraz zaczął też szukać pilota, nie mając pojęcia gdzie mógł go wcisnąć. Gdyby nie weekendowe sprzątanie, jego bałaganiarstwo by go kiedyś zgubiło we własnym pokoju. - Nie widziałeś pilota? - spytał, oglądając z uwagą podłogę po swojej stronie łóżka. Nie było po nim ani śladu.
- Nie, nie za bardzo. - Filip rozejrzał się, unosząc nawet kołdrę, aby sprawdzić czy może tam się nie ukrył pilot. Niestety nie, więc wsunął się bardziej na łóżko, przy Krzyśka, sprawdzając także za poduszkami. I właśnie tam dostrzegł zgubę. - O jest, śpisz z nim jak z misiem? - spojrzał na Krzyśka w rozbawieniu, podając mu go.
- Musiałem go tu wetknąć jak oglądałem coś w nocy, dzięki - odebrał zgubę, od razu włączając telewizor i zaczynając skakać po kanałach. I właśnie za to lubił kablówkę, miał przynajmniej z czego wybierać. - Jak coś chcesz do żarcia czy pić, to idź weź sobie, dobra? Nie chce mi się już dupy podnosić.
- Jasne, spoko. - Filip oparł się o poduszki, zwracając wzrok na ekran, w ogóle nie zainteresowany tym co się na nim wyświetlało. Jedynie na czym mógł się skupić, a co w tym wypadku oraz sytuacji było raczej nie na miejscu, to na Krzyśku. Jeszcze mocniej niż zawsze działał na Filipa jego zapach i po prostu sama obecność. Czuł się nieco zgaszony tym jak przyjaciel podchodził do jego uczucia, ale w głębi chciał mu pokazać jakie jest ono silne i intensywne. Chociaż wiedział, że każdy nie przemyślany ruch może się dziś skończyć źle, patrząc na nastrój Krzyśka. Ale teraz kiedy już wiedział coś, to może nie zabije go od razu gdy... Zacisnął palce na pościeli, próbując nie poddać się temu przemożnemu pragnieniu pocałowania chłopaka. Oblizał swoje usta, zerkając na niego ukradkiem.
- Patrz, Pogromcy Mitów. Uwielbiam Jamie`go - rzucił Krzysiek, cały zainteresowany tym, co wyświetlało się na ekranie. Lubił oglądać programy tego typu. Zawsze go to interesowało i relaksowało. Uważał, że to lepsza rozrywka niż wgapianie się w seriale.
Filip przełknął ślinę, nie mogąc oderwać spojrzenia od uśmiechu jaki pojawił się na twarzy przyjaciela. Wiedział, że nie powinien się tak wgapiać, ale to było silniejsze od niego, zwłaszcza kiedy na równi z tym zainteresowaniem, rósł żar w piersi. Jak pochłonięty nowymi dawkami energii, nie zastanawiając nad tym co właśnie robi, przysunął się do Krzyśka i nachylił, aby pocałować go. Serce dudniło mu w piersi, a w głowie szumiało, na tyle, że nie myślał o konsekwencjach tego czynu. Chciał po prostu go pocałować.
Krzysiek westchnął, zaszokowany, czując na sobie napór miękkich, gorących warg. Otworzył szeroko oczy, nie mogąc zrozumieć co się właśnie dzieje. Oczywiście doznanie było bardzo przyjemne, nawet jeśli Filip nie był w jego guście i nigdy nie odbierał go seksualnie. Rozchylił usta, pozwalając mu chwilę się całować, kilka krótkich sekund, kiedy sam pozostał zupełnie bierny. Złapał go za ramię i odepchnął od siebie. Widząc jakim sypialnianym spojrzeniem darzy go chłopak miał wrażenie, że zgubił gdzieś cholernie duży kawałek ich wzajemnej relacji.
- Fifi... O rany... Co ty wyprawiasz, co?
- Tylko całuję, jak zawsze chciałem... - szepnął chłopak, ponownie się przysuwając i całując trochę żywiej, ośmielony odpowiedzią przyjaciela, sprawiając tym samym, że zrobiło mu się znacznie cieplej. Oparł dłoń po drugiej stronie jego ciała, zasłaniając Krzyśkowi ekran, wypełniając mu sobą, cały widok. Nie potrafił się już oprzeć temu co się zaczęło.
Krzysiek odpowiedział nieśmiało na pocałunek przymykając oczy. Westchnął przez nos. Gdzieś w głowie kiełkowała mu myśl, że ktoś tu kogoś wykorzystuje, ale czy chodziło bardziej o Filipa, wykorzystującego jego samopoczucie, czy o niego samego, wykorzystującego przyjaciela by zapomnieć o Arturze nie był w stanie stwierdzić. Położył mu dłoń na klatce piersiowej, niepewny co powinien zrobić. Sprzeczne emocje niemal w nim krzyczały. Filip zadrżał, nie mogąc uwierzyć, że dane mu jest smakować tych ust, na które tak tęskno spoglądał przez pięć lat. Mogąc jedynie marzyć, że będzie mu dane ich zasmakować w takiej chwili. Nie poddał się jednak swoim szaleńczym myślom, które w swej wizji najchętniej widziały by Krzyśka nagiego i pod nim. Nie chciał działać tak szybko, bo mimo wszystko czuł, że jest to wręcz niewskazane. Zamruczał zamykając oczy i nie przestając całować przyjaciela głęboko, ale w leniwym tempie, pomasował go delikatnie po boku.
- Chcesz, żeby mi stanął? - sapnął Krzysiek, odpychając go od siebie jak namolnego psiaka. Nic nie potrafił poradzić na reakcje swojego organizmu, tak oczywiste, kiedy Filip go całował. - Weź, nie molestuj mnie, co?
Filip uśmiechnął się lekko, kładąc się obok z powrotem i opierając głowę o jego ramię.
- Już nie będę, przynajmniej dziś – powiedział, wracając spojrzeniem na telewizor, umysłem wciąż przeżywając ich pocałunek. Było cudownie i miał cichą nadzieję, że nie był to jedyny i ostatni raz.






Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum