The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 22 2019 13:54:46   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Barowe opowieści 5


Rozdział czwarty – Drag queen


Nie wiem dlaczego się utarło, ze jak jest bar dla gejów, to muszą być i drag queen. Jakby to był jakiś kanon wpisany w cały ten homointeres. A może jest? Zresztą nieważne. Faktem jest, ze i u nas pojawiły się drag queen, jakiś tydzień po otwarciu. Chociaż nie, poprawka. Tydzień po otwarciu to się pojawił pierwszy transwestyta. Nie zauważyłem go jak wszedł, chociaż nie byłem zbytnio zajęty. Prawdopodobnie przyszedł ubrany normalnie, a dopiero w kiblu przebrał się w damskie ciuchy. Przyznaję, ze wywołał tym sporą sensację na sali. Nie tylko tym, że nosił kieckę, ale także faktem, że miał te ciuchy źle dobrane i wyglądał w nich wręcz komicznie. Jak można się było spodziewać został wyśmiany przez to. Nie, nie gruchnął śmiech na całej sali, o nie, na to mamy zbyt dobrze wychowanych klientów. Po prostu widziałem jak coniektórzy, zasłaniali usta ręką, żeby tylko głośniej nie parsknąć, a inni wykrzywiali twarz w jakiś dziwnych grymasach. Obserwowałem go uważnie, chociaż przyznaję, z trudem mi to przychodziło. Chyba będę musiał poćwiczyć przed lustrem zachowywanie kamiennej twarzy. Podobno Indianie, ci z westernów, byli w tym dobrzy. Ach, szkoda, że nie urodziłem się jednym z nich. Wtedy mógłbym spokojnie patrzeć jak biedak próbuje poderwać kogoś. Niestety, śmiać mi się chciało jak cholera i co chwila kucałem pod pretekstem sięgnięcia czegoś spod lady, żeby sobie spokojnie parsknąć śmiechem i wytrzeć załzawione oczy. Tak, momentami aż mi łzy ciekły z oczu od tego śmiechu. W pewnym momencie biedaczek postanowił poderwać niewłaściwego gościa. W sumie tamten nie wyróżniał się niczym specjalnym, ot przeciętny, niezbyt brzydki i niezbyt ładny, gej. Za to jego towarzysz… dość wielki, umięśniony i strasznie ponury. Nie wyglądali na parę, znaczy nie widziałem między nimi żadnych tych geścików, czułości, które zawsze towarzyszą zakochanym. Wyglądali jak kumple, którzy tylko wpadli tu na piwo. Biedny transwestyta chyba tez tak pomyślał, bo wystartował do tego mniejszego. No i się nadział. Dosłownie i w przenośni. Nie zdążył zbyt wiele się poprzymilać, bo nagle ten osiłek wstał, złapał go za koszulę i coś tam do niego chyba warknął groźnie, bo transwestyta nagle zaczął machać rozpaczliwie rękami jakby się przed czymś bronił. Chwilę potem leżał na sąsiednim stoliku, a ściślej mówiąc: leżał na ziemi wraz z sąsiednim stolikiem na który poleciał jak go tamten mięśniak odepchnął dość mocno. Na szczęście stolik był pusty, bo pewnie gdyby ktoś przy nim siedział, to zaraz zaczęłaby się rozróba. Ochroniarz ruszył w stronę krewkiego mięśniaka przeczuwając, że mogą być kłopoty, gościu wyglądał na totalnie wkurwionego i nie zdziwiłbym się gdyby chciał zamordować biednego transwestytę. Na szczęście okazało się, ze byłem w błędzie, mięśniak usiadł i, co mnie zaskoczyło kompletnie, zaczął coś mówić z troską do swojego towarzysza. Najprawdopodobniej dopytywał się, czy nic mu się nie stało. W tym momencie wyglądali naprawdę na parę. Mięśniak był czuły i troskliwy, niczym kwoka wysiadująca jajka, a jego twarz była łagodna niczym u śpiącego niemowlaka. Cały czas obejmował czule swojego chłopaka, coś mu szeptał i głaskał, to po twarzy, to po plecach, to po rękach. Natomiast jego chłopak, mimo iż był w tym wszystkim najbardziej „pokrzywdzonym”, siedział spokojnie, uśmiechał się trochę przepraszająco, trochę radośnie. W tym momencie przyszło mi do głowy, że chyba właśnie biedny transwestyta nawet nie zdając sobie z tego sprawy, uratował czyjś prawie rozpadający się związek. Ochroniarz, widząc, że wszyscy siedzą spokojnie na swoich miejscach, wrócił na swój posterunek, jednak widać było, że jest gotowy rzucić się biegiem, gdyby jednak do czegoś doszło. Nie doszło, ani teraz, ani potem. Mięśniak zbyt był zajęty swoim ukochanym, by przejmować się innymi. Natomiast jeśli chodzi o transwestytę… Kelner pomógł mu się podnieść i poprawić nieco sfatygowany ubiór. Ten, widząc, że jest bezpieczny, szybko ewakuował się z sali, goniony śmiechami, tym razem dość głośnymi. Nigdy więcej już go u nas nie widziałem. Potem przychodziło do nas jeszcze wielu transwestytów. Różnie byli odbierani, bo też i różnie się zachowywali. W sumie nie warto o nich wspominać, i tak wszyscy przychodzili tylko w jednym celu, by dać się zerżnąć w babskich ciuchach. Zwykle znajdował się jakiś amator, któremu był obojętne czy ten drugi ma gacie czy kieckę, aby tylko dał się zerżnąć. Czasami zdarzały się incydenty, ale w sumie były to marginalne sprawy, skutecznie powstrzymywane przez ochroniarzy.
Pierwszą typową drag queen, jaka się u nas pojawiła, był Lola. Wszedł któregoś dnia w tym swoim stroju koloru soczystej zieleni z mnóstwem cekinów i falbanek. Do tego zielona peruka na głowie, odpowiedni makijaż i buty na kurewsko wysokim obcasie. Aż się zastanawiałem jak on sobie w tych butach nóg nie połamie. Jak tak na niego patrzyłem, to mi przychodziło na myśl tylko jedno: ZIELONA, DYSKOTEKOWA, KULA. Tak się świeciły te jego cekiny. Chyba nie tylko ja miałem takie wrażenie, bo ci niektórzy klienci wgapiali się w niego z rozdziawionymi ustami. On nic sobie z tego nie robił, tylko szedł tym swoim swobodnym krokiem, kręcąc niemożliwie tyłkiem i wymachując rękami, jak to czasami można zobaczyć w filmach parodiujących zachowanie kobiet. Usiadł przy barze i zaczął studiować kartę, robiąc przy tym zabawne miny. W końcu nieco piskliwym głosikiem zamówił:
- Poproszę „Anielski pocałunek”. A gdzie słomka? – zapytał z pretensją w głosie, zabawnie przy tym wydymając usta.
Popatrzyłem na niego zdziwiony. Do takiego kieliszka słomka?! Anielski pocałunek podawany jest w dość szerokim i płytkim kieliszku, takim szampańskim i słomka zwyczajnie nie ma się w nim jak utrzymać. Patrzyłem więc na niego zdziwiony, a on na mnie naburmuszony. Niestety, tę walkę przegrałem. Westchnąłem cierpiętniczo, wyrażając tym moje zdanie na temat słomki przy tym kieliszku i podałem mu ją. Wziął ją w dwa palce, resztę odchylając do granic możliwości i zaczął ssać drinka. Kiedy skończył, oblizał słomkę i położył na blacie, tuż obok kieliszka. Potem zaczął wodzić palcem po jego brzegu. Paznokcie to była chyba jedyna rzecz w nim, która nie była zielona, niezbyt długie, ale identycznie upiłowane, pomalowane na wściekle czerwony kolor. Ciekaw byłem czy zmieniając kreację zmienia też tipsy, czy maluje te na odpowiedni kolor. Nagle podniósł głowę i popatrzył na mnie trzepocząc tymi swoimi długaśnymi sztucznymi rzęsami. Zdziwiłem się co on takiego chce ode mnie? Nie mówcie, że ma zamiar mnie podrywać! Nagle okazało się, ze moje stanowisko pracy jest cholernie brudne, nazbierało się śmieci i trzeba je wynieść, a szklaneczki są niedomyte. Słowem robiłem wszystko co tylko można, żeby tylko być cholernie zajętym, najlepiej z dala od niego. Jakoś mi się udało, ale byłem na granicy nerwów przez cały dzień. Niestety przyszedł tez następnego dnia i powtórzył ten sam rytuał, łącznie z podrywaniem mnie. Niestety dzisiaj wszystko było zrobione, a ja nie miałem już siły polerować trzeci raz w ciągu dnia tych samych szklaneczek. A on przypuścił atak frontalny.
- Cześć, jestem Lola – powiedział tym swoim nieco piskliwym głosikiem i wyciągnął w moim kierunku dłoń, ale nie tak jak zwykle wyciąga ją facet do faceta, by zakończyć prezentację krótkim i mocnym uściskiem, tylko powoli i eterycznie, niczym hrabina do amanta ubiegającego się o jej względy.
Że niby ja mam go w rękę pocałować?! Chyba mu odbiło.
- Cyrus – mruknąłem ignorując ta jego łapkę, którą trzymał tak jeszcze przez jakiś czas. On naprawdę chciał żebym go w nią pocałował…
Wiecie, potrafię być szarmacki w stosunku do kobiet i jeśli trzeba, to mogę je pocałować w rękę, chociaż to podobno już zanikający zwyczaj. Tylko, ze najpierw trzeba być ta kobietą.
- Cyrus… - wyszeptał wgapiając się zamyślonym wzrokiem w bliżej nieokreślony punkt. – Cyrusik, Car, Cu, Cyr, Cyrek, Cyrik, Cyrk, Cyrko, Cyrsik, Cyru, Cyrusek, Cyrusinek, Cyrutek, Ru, Rus, Rusik – wymieniał zamyślony. – Piękne imię, takie anielskie. – Na koniec westchnął.
Osz kurwa, on najzwyczajniej w świecie próbuje mnie poderwać. I co ja mam z nim zrobić? Postanowiłem udawać ciemniaka, głupka, niedomyślnego, itd. Odzywałem się do niego bezbarwnym głosem, jak do każdego z klientów. Miałem nadzieję, ze to go zniechęci. Niestety, jak mówi powiedzenie, nadzieja matką głupich. Wodził palcem po brzegu kieliszka i rzucał mi zalotne spojrzenie. Nawet jak siorbał drinka przez słomkę, to cały czas się we mnie wgapiał i wachlował tymi swoimi rzęsami. I co rusz wzdychał, niczym zakochane dziewczę. Ja pierdolę…Konsekwentnie go olewałem. Zrezygnował dopiero gdy przyszedł Marek. Aż się Loli oczka zaświeciły. Zlustrował Marka od góry do dołu i znowu w górę i przysiadł się do niego. Lubię Marka i współczułem mu, ale wolałem żeby Lola zaczepiał jego niż mnie. Byłem ciekaw jak Marek poradzi sobie z natrętem. Niestety nie mogłem słyszeć co mówią, gdyż Lola nachylił się do niego i coś mu tam szeptał, a poza tym, niestety , musiałem zająć się klientami. W pewnym momencie usłyszałem głośny plask, a chwilę potem zobaczyłem tyłek Loli oddalający się od baru. Marek siedział z ręką przyciśniętą do sponiewieranego policzka i patrzył na mnie takim dziwnie przepraszającym wzrokiem. Nie wiem za co niby chciał mnie przepraszać, ale zrobiło mi się go żal. Podszedłem do niego i odchyliłem jego rękę od policzka.
- Pokaż to – mruknąłem. Policzek nabierał kolorków w ekspresowym tempie. Muszę przyznać, że Lola ma niezłą łapę. Nałożyłem na ścierkę lodu i zrobiwszy z tego niewielki pakuneczek podałem Markowi. – Przyłóż to, może jeszcze nie jest za późno.
- Dzięki – mruknął i szybko przyłożył lód do policzka.
- A swoją drogą, ciekawe coś mu powiedział, ze aż ci plaskacza sprezentował.
- Tylko co o nim myślę.
- Nie lubisz drag queen?
- Nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że nie zaczepiają mnie. A ten był wyjątkowo nachalny.
- No fakt. Mnie też próbował poderwać, zaraz jak tylko tu wszedł.
- Ciekawe czy mu się uda kogoś złapać.
Też byłem ciekawy. Z tej ciekawości aż zaczęliśmy obaj gapić się na Lolę i jej próby podrywu. Wędrował sobie od stolika do stolika, kręcąc tym swoim całkiem zgrabnym tyłeczkiem i zaczepiał każdego, kto wyglądał na samotnego. Chociaż czasami przysiadał się tez do par, jakby miał ochotę na trójkącik. Ciekawe jakimi kryteriami się kierował wybierając sobie obiekty ataków. Niestety za każdym razem był przepędzany, albo w najlepszym razie dostawał drinka na odczepnego. W sumie, przez cały dzień jak tu był, udało mu się tylko raz zaciągnąć jakiegoś frajera do kibla. Kiedy z niego wyszedł, uśmiechał się jakby go właśnie przeleciała cała drużyna piłkarska, a nie tylko jeden facet. Na koniec dnia w sumie już tylko siedział przy stoliku i sączył drinka za drinkiem. Wszystkie obowiązkowo przez słomkę. I tak w sumie minął pierwszy dzień naszej barowej drag queen. Potem przychodził regularnie, przez cały czas zaczepiając wszystkich. Czasami chodziło mu o seks, a czasami chyba po prostu szukał towarzystwa, bo widziałem jak siedział grzecznie, nawet nie próbując żadnych macanek i tylko gadał i gadał i gadał. Czasami też próbował śpiewać, czy to do muzyki lecącej z głośników czy też wraz z grającym właśnie zespołem. Głos miał całkiem niezły, więc zwykle klienci pozwalali mu na to, chociaż czasami zdażały się takie dni, że burczeli na niego. Ale na to nie było żadnej reguły.
Druga z nich pojawiła się jakiś czas potem. Jej kreacja pełna była falbanek i w kolorze pastelowym. Mówiła na siebie „Brzoskwinka”. Włosy miała brązowe i długie, upięte w misterną fryzurę, przyozdobioną jakimiś piórkami, paznokcie wprawdzie nie takie długie jak Lola, ale też zadbane i pomalowane na kolor współgrający z jej suknią. Przyszła akurat tego dnia, kiedy Loli nie było. Jakby miała jakiś radar i wiedziała, że akurat dzisiaj tamtej nie będzie. Bo musicie wiedzieć, że Lola, niezrażona niepowodzeniami, przychodziła do nas codziennie. Tylko ego jednego dnia nie przyszła, aż byłem zdziwiony. Przez moment przemknęło mi przez myśl, że Brzoskwinka to jakaś znajoma Loli, która na jej prośbę przyszła tu w jej zastępstwo. Niestety byłem w błędzie i dość szybko się o tym przekonałem. Któregoś dnia pojawiły się w klubie razem. Znaczy przyszły oddzielnie, już nawet nie pamiętam, która z nich pierwsza. Faktem jest jednak, ze od tego dnia jakby zaczął się między nimi jakiś dziwny wyścig. Co jedna zrobiła, to za jakiś czas druga robiła to samo, jakby chciała udowodnić, ze jest w tym lepsza od tamtej. Co jedna próbowała wyrwać jakiegos faceta, to druga niby przypadkiem jej w tym przeszkadzała. A jakie sztuczki przy tym stosowały… To wylały drinka, to nadepnęły na ciągnącą się po ziemi suknię, to zatrzasnęły w kabinie toaletowej, to nasypały pieprzu albo soli do drinka. Zupełnie jak małe dzieci. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nigdy nie zamieniły z sobą ani jednego słowa. Aż do tego pamiętnego dnia. Było wtedy wyjątkowo dużo ludzi, więc nie bardzo miałem okazję obserwować te ich potyczki. Dlatego też nawet nie zauważyłem, że ich nie ma na sali. W pewnym momencie w wejściu stanął jakiś facet i gwizdnął tak, że wszyscy go usłyszeli. Przerwali to co w tej chwili robili, czy było to sączenie drinka czy obmacywanie partnera, wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w jego stronę. A ten uśmiechnął się zadowolony i powiedział głośno:
- W kiblu biją się dwie baby!
To było jak hasło do zmasowanego ataku. Wszyscy jak jeden mąż ruszyli do toalety. No cóż, jakby nie patrzeć, jeszcze nigdy nie prały się u nas żadne baby. Pełen złych przeczuć też tam poszedłem, zabierając ze sobą Guliwera. Doping było słychać już z daleka.
- Dawaj Lola!
- Przyłóż jej!
- Nie daj się!
- Z kopa ją!
I tym podobne, jak to zwykle przy bójkach. No i oczywiście nie obyło się bez zakładów. Wszyscy chcieli zobaczyć chociaż odrobinę, więc pchali się jeden na drugiego i tłoczyli jak w metrze w godzinach szczytu. Nie było szansy żebym się przecisnął.
- Guli, możesz coś tym zrobić? – zapytałem po kolejnej bezowocnej próbie.
- Nie ma sprawy, szefie - wyszczerzył się i ruszył. To co później nastąpiło można określić tylko jednym słowem: tornado. A tak bardziej obrazowo: Guliwer, nie bawiąc się w żadne subtelności, łapał każdego, kto stanął mu na drodze, za kołnierz i odrzucał do tyłu. Wiem, trochę brutalnie to brzmi, ale możecie mi uwierzyć, tylko tak brzmi. W każdym razie, jakoś udało mi się przy pomocy Guliwera dotrzeć do źródła zamieszania. To co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wyobraźcie sobie dwóch facetów w podartych kieckach tarzających się po podłodze i próbujących nawzajem sobie przyłożyć, ale bardziej na tym cierpiały ich kreacje niż oni sami. Widziałem już kobiety bijące się lepiej od nich.
- Guli… - mruknąłem.
Zrozumiał bez słów. Bez problemu rozdzielił bijących się i odsunął ich na długość ramion, a że ramiona miał dość długie, a uchwyt dość mocny, to obie drag queen mogły jedynie wymachiwać rękami i obrzucać się obelgami.
- Spokój! – wrzasnąłem najgroźniej jak tylko mogłem. Momentalnie ucichło. – Co tu się do cholery dzieje, co?!
- Bo ona… - zaczęły jednocześnie Lola i Brzoskwinka.
- Po kolei, najpierw jedna, potem druga. Więc? O co poszło?
- Ta małpa podbiera mi facetów! – wrzasnęła Lola.
- Sama jesteś małpa! – Odwrzasnęła Brzoskwinka i rzuciła się w stronę rywalki. Na szczęście Guliwer wykazał się niezłym refleksem i rozdzielił je zanim zdążyły sobie znowu skoczyć do oczu.
- Cicho! – też nie żałowałem głosu. – Idziemy do baru, tam to na spokojnie obgadamy. I żadnych sprzeciwów, bo was wiecej do tego klubu nie wpuścimy! – zagroziłem, widząc, że obie drag queen otwierają usta chcąc coś powiedzieć. Nie powiedziały, za to gapie zaczęli burczeć, że przerwałem im taką świetną zabawę, a że byłem nieugięty i miałem pomocnika w postaci groźnie wyglądającego Guliwera, szybko się rozeszli.
- Idziemy – warknąłem do sprawczyń zamieszania, a Guli złapał je za ramiona i pociągnął w stronę wyjścia.
- A moje włosy? – zapytał Lola.
No fakt, zapomniałem, ze w ferworze walki Lola posiała gdzieś swoją udrapowaną perukę. Ta Brzoskwinki wciąż się trzymała na jego głowie, była tylko nieźle potargana, co oznaczało, że albo miał ją nieźle przytwierdzoną, albo to były jego własne włosy.
Lola szybko znalazł swoją perukę i wsadził ją na głowę, przez chwilę przeglądając się w lustrze i poprawiając tak długo aż w końcu stwierdziła, że leży idealnie. Widząc to wszystko, Brzoskwinka prychnęła drwiąco i powiedziała:
- Ja tam nie muszę używać podróbek – po czym wystudiowanym gestem przeciągnęła ręką po włosach.
Już myślałem, że Lola znowu skoczy na nią, ale ten tylko prychnął gniewnie, podniósł brodę do góry i wymaszerował z toalety starając się nie połamać obcasów. Potem poszedłem ja, Brzoskwinka i na końcu Guliwer. Posadziłem je obie na stołkach przy barze. Z pełną premedytacją wybrałem dwa obok siebie. Jak można się był spodziewać, obie zaczęły protestować, ale zamknęły się, kiedy kazałem Guliwerowi stanąć za ich plecami. Nalałem po kieliszku czystej i postawiłem przez każdą z nich.
- Do dna – mruknąłem.
- Ja nie piję czegoś tak prymitywnego – mruknęła Brzoskwinka.
- Pij i siedź cicho! – warknąłem. Naprawdę zaczynałem już mieć dość tych ich babskich zachowań.
Musiałem mieć chyba naprawdę wściekłą minę, bo Brzoskwinka nagle przestraszył się i szybko złapał kieliszek, wlewając w gardło jego zawartość. Niestety zrobił to zbyt szybko i zakrztusił się. Widząc to Lola prychnęła z wyższością, wzięła kieliszek w dwa palce i wlała jego zawartość do gardła. Odstawiła głośno pusty kieliszek i powiedziała:
- Daj jeszcze.
- Wystarczy. A teraz gadać mi tu o co poszło.
- Ta małpa… - Brzoskwinka oskarżycielsko wskazała na Lolę.
- Tylko nie małpa! Sama jesteś małpa! – Jak można było się spodziewać, Lola zareagowała błyskawicznie i już sięgała do twarzy przeciwniczki, gdy Guliwer złapał ją za ramiona i unieruchomił. Brzoskwinka prychnęła z wyższością i pokazała Loli język. Ta jeszcze przez chwilę się szamotała aż w końcu uspokoiła się. Wtedy Guliwer ją puścił.
- Bez inwektyw mi tu, bo tak wam dupy przetrzepię, ze przez miesiąc nie będziecie mogły z nich korzystać. I nie mówię tu tylko o siedzeniu.
- No co ty, kobietę będziesz bił? – zapytała Brzoskwinka.
- Kobietę? – Lola popatrzyła na nią w zdumieniu.
Dopiero wtedy Brzoskwinka spojrzała na swoją kreację i zauważyła, że ma tylko pół biustu.
- Ojej – zmartwiła się zasłaniając wybrakowaną część klatki piersiowej – moja pierś. Musze iść jej poszukać.
Zsunęła się ze stołka i już chciała odejść, gdy, coraz bardziej wkurzony, wrzasnąłem:
- Niegdzie nie idziesz! Siad! I siedzisz tu dopóki ja ci nie pozwolę zejść! Zrozumiano?
Posłuchała i chyba nawet się przestraszyła, bo szybciutko wróciła na miejsce i pokiwała twierdząco głową.
- No dobra, to teraz gadać mi tu dlaczego odstawiłyście cały ten cyrk w kiblu. Tylko bez wyzwisk, bo naprawdę stracę cierpliwość. Lola?
- Po pierwsze, to nie był żaden cyrk, tylko poważna walka. – Odruchowo prychnąłem, a żeby jednak nie parsknać ze śmiechu, zacisnąłem zęby aż do bólu. Jakoś się udało. – A po drugie, musiałam dać tej małpie…
- Lola, chyba coś powiedziałem?
- …musiałam dac jej nauczkę.
- Za co?
- Wlazła na mój teren i zaczęła podrywać facetów.
- To jest wolny kraj – odezwała się Brzoskwinka – będę chodzić tam gdzie mi się podoba i podrywać kogo mi się spodoba!
- Cicho bądź, teraz rozmawiam z Lolą! – warknąłem na tamtą, że aż się skuliła. Wróciłem do Loli – I tylko o to poszło?
- Na dodatek podarła mi moją ulubioną sukienkę – Lola zaczęła pokazywać uszkodzenia w swojej kreacji – że już o złamanym paznokciu nie wspomnę.
Wyciągnęła w moją stronę rozcapierzoną rękę, ukazując wyrwę w tych jej długaśnych paznokciach. Aż się zdziwiłem, że jest tylko jedna, a Brzoskwinka nie ma żadnego zadrapania na twarzy. Chociaż jak sobie przypomnę tę ich „walkę”, to w sumie przestaje mnie to dziwić. To wyglądało bardziej jak zabawa dwójki dzieciaków, niż walka dorosłych facetów. Brzoskwinka znowu prychnęła i powiedziała z wyższością:
- Ja nie musze używać tipsów, moje paznokcie i bez tego są ładne.
Spojrzałem na nią groźnie i się zamknęła. Profilaktycznie spojrzałem też groźnie na Lolę, na szczęście ta nie miała zamiaru odpyskowywać, bardziej przejmując się złamanym tipsem niż gadaniem rywalki.
- Dlaczego podbierasz jej facetów? – spytałem Brzoskwini.
- Wcale nie podbieram – oburzyła się. – Podrywam tych których mam ochotę podrywać.
Lola już szarpnęła się w stronę Brzoskwini chcąc coś powiedzieć, ale wystarczyło, że rzuciłem jej groźne spojrzenie i wróciła spokojnie na stołek.
- Dlaczego musisz to robić akurat tutaj? – indagowałem dalej. – Nie możesz znaleźć sobie innego baru?
- Niby gdzie?! – zapytała z pretensją w głosie. – Na drugim końcu miasta? Tu mam bliżej. Poza tym podoba mi się tutaj, inne lokale są do bani.
- Akurat – Prychnęła Lola.
- Jak jesteś taka mądra, to sama se znajdź inny lokal!
- Jeszcze czego – prychnęła tamta.
Jak tak dalej pójdzie, to od tego rzucania groźnych spojrzeń nabawię się zeza, wytrzeszcza, albo jakiejś innej choroby.
- Skoro obie lubicie ten lokal, to dlaczego nie spróbujecie się dogadać?
- Ja z nią?! W życiu! – powiedziały jednocześnie, święcie oburzone. Po raz pierwszy się w czymś zgodziły, szkoda tylko, że to nie było to o co mi chodziło.
- Skoro tak, to ja zdecyduję za was. Lola przychodzisz tu w poniedziałki, środy i piątki, Brzoskwinka we wtorki, czwartki i soboty. Niedziela wolna.
- Ej, to niesprawiedliwe! – krzyknęła Lola. – Ona ma sobotę, a w sobotę przychodzi więcej ludzi!
- Po pierwsze, nie ma reguły kiedy przychodzi więcej ludzi, a po drugie, jak wam się takie rozwiązanie nie podoba, to dupa w troki i wypad szukać innego lokalu, bo tu nie pozwolę was już więcej wpuścić.
- Nie możesz tego zrobić! – zapiała nieco histerycznie Brzoskwinka.
- Mogę i zrobię, jeśli się nie dogadacie.
Tak po prawdzie to nie mogłem, ale już wolałem opierdol od pana Wojtka niż kolejną burdę. Następnym razem mogło się nie skończyć tylko na podartych kieckach i połamanych tipsach, a tego chciałem uniknąć. Dlatego też gotów byłem ponieść konsekwencje swojej decyzji, jeśli tylko dzięki temu w barze mógł zapanować spokój.
Słysząc tą groźbę obie drag queen umilkły, jakby rozważały wszystkie „za” i „przeciw”.
- No dobra – mruknęła w końcu Lola.
Popatrzyłem na Brzoskwinię, ta skinęła w milczeniu głową.
- No i widzicie? – uśmiechnąłem się zadowolony. – Nie mogłyście tak od razu?
Obie tylko coś mruknęły i spojrzały na siebie wilkiem.
- No to teraz po drinku – zrobiłem im ich ulubione drinki – i do domu. Obie. Chyba nie chcecie żeby inni widzieli was w takich podartych sukniach?
Posłusznie wypiły i ruszyły do wyjścia, a Guliwer, widząc, że konflikt zażegnany, wrócił do swoich obowiązków. Przy wyjściu znowu zaczęły się przepychać, ale wystarczyło, że rzuciłem: „Dziewczyny, obserwuję was”, a już trzymały grzecznie ręce przy sobie. Nie zdziwiłbym się, gdyby na zewnątrz znowu się pobiły, ale nie obchodziło mnie to. Aby tylko w lokalu był spokój.
Następnego dnia, zgodnie z umową, przyszła tylko Brzoskwinka. Potem Lola i znowu Brzoskwinka i znowu Lola. I znowu była cisza i spokój, chociaż wojna między nimi wciąż trwała. Za każdym razem kiedy się spotykały, rzucały sobie ciężkie spojrzenia i coś tam do siebie warczały. Na szczęście powstrzymywały się od rękoczynów, zapewne pamiętając o mojej groźbie. Zastanawia was, jak to jest możliwe, ze się spotykały, skoro miały wyznaczone różne dni? Otóż zdarzało się, że co jakiś czas każda z nich przychodziła do baru w swojej prawdziwej, męskiej wersji. Pierwsza zaczęła to Lola, a kiedy Brzoskwinka przybiegła do mnie z pretensjami, ta odpowiedziała:
- Przeszedłem tu jako klient, a nie drag queen. Chyba mam prawo?
Miał prawo dopóki nie wszczynał burd, a że siedział spokojnie, sącząc drinki i tylko obserwując Brzoskwinię, obsługa nie miała prawa go wyrzucać. Myślę, ze po prostu był ciekaw jak idzie jego rywalce, dlatego też zaczął do lokalu przychodzić właśnie w ten sposób. Brzoskwinie nie trzeba było wiele, by zaczęła robić to samo. Bałem się, że przez to ich zawieszenie broni szlag trafi i zapominając o mojej groźbie któregoś pięknego dnia rzucą się sobie do gardeł. Jednak one, jakby na przekór moim obawom, wciąż były spokojne, a kiedy pojawiła się trzecia drag queen, zawiązały spółkę.
Ta trzecia pojawiła się akurat w dniu Loli. Kiedy weszła na salę, Lola w pierwszej chwili skamieniała niczym żona Lota. W następnej sekundzie zaczerwieniła się ze złości i z tej swojej miniaturowej torebeczki wyciągnęła komórkę. Niestety nie słyszałem o czym i z kim gada, ale była wyjątkowo wzburzona. Kiedy skończyła rozmowę, wybiegła z lokalu i już więcej nie wróciła. Następnego dnia przyszły obie, Lola i Brzoskwinka, ramię w ramię. Usiadły przy jednym stoliku i zamówiły drinki. Już miałem na nie zawarczeć, ze złamały umowę, ale one siedziały wyjątkowo spokojnie, nie odzywając się do siebie ani do nikogo innego, tylko sącząc drinki z dziwnie zawziętymi minami. Byłem ciekaw co takiego się stało, że nie tylko nie rzucają się sobie do oczu, ale nawet siedzą blisko siebie, niczym zakochani. Odpowiedź uzyskałem dość szybko. W pewnym momencie do lokalu weszła ta trzecia drag queen. Wtedy obie porzuciły swoje drinki i złapawszy tamtą pod ramiona zaciągnęły ją do kibla. Przestraszyłem się, że nieźle jej wtrzepią, więc szybko wysłałem za nimi ochroniarza. Trochę to trwało, ale kiedy w końcu wyszli, ochroniarz miał dziwnie wesołą minę, Lola i Brzoskwinka wyglądały na zadowolone, a ta trzecia chyba miała cała suknię. Mówię „chyba”, bo nawet nie zdążyłem się jej przyjrzeć, tak szybko się zmyła. Ochroniarz wrócił na swoje miejsce, Lola i Brzoskwinka siadły do stolika, znowu w zgodzie, a mnie skręcało, co tez takiego stało się w tym cholernym kiblu. Niestety nie mogłem zapytać, bo ochroniarz akurat musiał się zająć jakimś pyskaczem, Lola i Brzoskwinka zajęły się sobą nawzajem, a ja musiałem wracać do klientów.
Od tamtego dnia przychodziły zawsze razem, zawsze w dobrych humorach i zawsze siadały razem, niczym dobre psiapsiółki. A jak podrywały innych, to nie wchodziły sobie w drogę, ani nie rzucały w swoją stronę groźnych spojrzeń. Jakby przeszły od nienawiści do „przyjaźni na wieki”. Oczywiście cały czas je obserwowałem bojąc się, że to tylko chwilowe zawieszenie broni i któregoś dnia najzwyczajniej w świecie wybuchną. Nic takiego się jednak nie stało, za to mnie coraz bardziej nachodziła jedna natrętna myśl: Lola i Brzoskwinka zakochały się w sobie. Te wszystkie ich drobne gesty, geściki, uśmiechy, przytulani, całusy na niby… to wszystko ewidentnie wskazywało na to, że czują do siebie coś więcej. Moje domysły potwierdziły się któregoś razu, gdy musiałem skorzystać z toalety. Właśnie sobie siedziałem, czytając jakaś gazetę, gdy usłyszałem, ze do kabiny obok ktoś wszedł. Nic nowego w tym miejscu, więc nie zwracałem uwagi, do momentu, gdy usłyszałem dziwne odgłosy i rozmowę.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić tutaj? Nie lepiej iść do domu?
- W żadnym wypadku, mam na ciebie ochotę teraz.
- Zboczek jesteś, wiesz?
- I kto to mówi? Jakbyś sam nie był zboczkiem.
Chwilę potem usłyszałem odgłosy uprawianego seksu. To mnie raczej niespecjalnie zdziwiło, gdyż z racji tego, że nie mieliśmy darkroomu ani żadnego innego miejsca przystosowanego do takich rzeczy, pary często zamykały się w kabinach na szybki numerek. Tym co mnie zszokowało był fakt, że znałem te głosy. Chociaż po raz pierwszy je słyszałem w ich oryginalnym brzmieniu, ale byłem pewny, że to Lola i Brzoskwinka. No to mnie zszokowały dokumentnie. Nie chcąc im przerywać siedziałem cicho, czekając aż skończą, mimo, że dupa zaczynała mi powoli cierpnąć. Na szczęście jakaś siła wyższa chyba zlitowała się nad moją biedną dupą, bo w końcu usłyszałem dwa okrzyki i wszystko ucichło. I w tym momencie kichnąłem. Cholerne zatoki, dają o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie.
- Ktoś jest obok – szepnęła Lola.
- Wydaje ci się – odszepnęła Brzoskwinka.
- Ale wyraźnie słyszałem kichnięcie.
- Musiało ci się coś przesłyszeć, ja nic nie słyszałem.
- Lepiej stąd chodźmy.
- No dobra, ale dzisiaj ty gotujesz i jesteś na dole.
Nie usłyszałem już co odpowiedziała Lola, bo zagłuszyły ją otwierane drzwi od kabiny i odgłos ich oddalających się kroków. W końcu mogłem ulżyć mojej biednej ścierpniętej dupie. Kiedy wróciłem za bar, opowiedziałem wszystko Markowi. Ten tylko się uśmiechnął i powiedział:
- Dopiero teraz to zauważyłeś? Strasznie ciężko kumaty jesteś. - Wredota z niego. – W sumie to powinieneś się cieszyć, rozwiązałeś kolejny problem. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze zostaniesz prawą ręką szefa.
On naprawdę czasami jest wredny. Wcale mi się nie uśmiechało być prawą ręką szefa, bo to by oznaczało wykopanie pana Wojtka z jego posady, a ja go naprawdę lubiłem. No i szczerze mówiąc wolałem użerać się z pijanymi klientami niż robić rachunki i to wszystko inne co związane z prowadzeniem baru.
Ech, ciężkie jest życie barmana. Naprawdę.










Komentarze
Floo dnia kwiecie 21 2013 21:15:50
Uśmiałam sie jak mało kiedy! I jeszcze ta walka z kiblu, dudo smiley
Osobiście kibicowałabym Loli nie przepadam za koronkami i to jakoś mnie odsuwa od Brzoskwinki XD. Ale Lola jak zawsze rządzi, a potem jeszcze ta przyczajka i obserwowanie jedna/en drugiej/go XD już o zawiązaniu przymierza... i nie tylko nie wspomnę smiley

Weny weny dużo weny!!!!!!
Leukonoe dnia kwiecie 23 2013 11:26:49
Ach te kobiety, czasami są naprawdę nieznośne ^^
Uroczy rozdział, jakoś inaczej nie mogę tego określić smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 50% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 50% [1 Gos]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum