The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 15 2019 08:50:49   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Tylko si臋 nie b贸j 19


Siedzia艂 na kanapie, pochylony do przodu z 艂okciami opartymi o kolana. Na stoliku przed nim sta艂a zielona butelka z oderwanymi etykietkami – porwany papier le偶a艂 obok - zosta艂y tylko bia艂e resztki tam, gdzie klej trzyma艂 mocniej, w po艂owie pusta. Obok butelki sta艂a metalowa otwarta kasetka. W 艣rodku znajdowa艂y si臋 r贸偶nego rodzaju drobiazgi, papiery, jakie艣 zdj臋cia.
Jeden z tych drobiazg贸w obraca艂 pomi臋dzy palcami. Zachodz膮ce w艂a艣nie s艂o艅ce, co rusz odbija艂o si臋 w srebrze sygnetu – maski z trzema parami oczu.

Stali w dw贸ch czw贸rkach, przyklejeni do 艣ciany, z uniesionymi lufami m4-贸rek; po s膮siednich budynkach prze藕lizgiwa艂y si臋 wi膮zki laser贸w, widoczne tylko dla oczu celownik贸w noktowizyjnych; gotowi w ka偶dej chwili zareagowa膰. Osiem os贸b – nie rozpoznasz czy kobieta, czy m臋偶czyzna – w identycznych strojach, bez oznacze艅 stopni, bez 偶adnej flagi, w kamufla偶u nie u偶ywanym przez 偶adn膮 znan膮 armi臋. Na g艂owach he艂my, na oczach okulary z 偶贸艂tymi szybkami, twarze zas艂oni臋te. Korpusy zamkni臋te w pancerze kevlarowych kamizelek i p艂yt SAPI. Dopiero jak si臋 przyjrze膰 wida膰 r贸偶nice – inaczej przyczepione do kamizelki 艂adownice, inny model okular贸w, inny kolor r臋kawiczek. Jeden na nakolanniku ma 0RH+, inny ABRH-. U jednego za paskami MOLLE zatkni臋te s膮 no偶yczki z zakrzywionymi ostrzami. Drugi trzyma karabin oparty o lew臋 rami臋.
Zacz臋艂o si臋 robi膰 szaro. S艂o艅ce obejrza艂o si臋 w szybach ostatnich pi臋ter budynku – jakiego艣 urz臋du, albo mo偶e niewielkiej szko艂y. Kolejnego, kt贸ry mieli dzisiaj przeszuka膰 i w razie potrzeby "oczy艣ci膰".
Pierwszy z prawej uni贸s艂 d艂o艅 nad lew臋 rami臋; b艂ysn膮艂 srebren sygnet na serdecznym palcu, gdzie palec r臋kawiczki zosta艂 obci臋ty; pierwszy z lewej sta艂 ju偶 z r臋k膮 na klamce. Trzy, dwa, jeden - odliczane w ciszy na palcach. Drzwi zostaj膮 szarpni臋te i cienie wsuwaj膮 si臋 do 艣rodka. W budynku panuje zupe艂na cisza i jest ciemniej ni偶 na zewn膮trz - nigdzie nie pal膮 si臋 偶adne 艣wiat艂a. Sun膮 na ugietych lekko nogach, pochyleni i przytuleni do 艣cia艅 korytarza i do swoich plec贸w. Wychodz膮 do holu. Przedostatni w ka偶dej czw贸rce podnosi karabin, przeszukuj膮c lobby, gotowy odda膰 strza艂 na najmniejszy cie艅 ruchu. Ale nikt si臋 nie porusza. Cisza, s艂ycha膰 tylko szuranie ich but贸w, czasem stuknie jaki艣 element oporz膮dzenia.
Wchodz膮 g艂臋biej w budynek. Wygl膮da, jakby nikt tutaj od bardzo dawna nie zagl膮da艂. Pod艂og臋 za艣cie艂aj膮 porzucone w po艣piechu papiery i pot艂uczone szk艂o, kt贸re musia艂o urodzi膰 si臋 z ziemi, bo nie wida膰 偶adnych rozbitych szyb. W powietrzu unosi si臋 kurz. Ten sam, kt贸ry grub膮 warstw膮 od艂o偶y艂 si臋 na rega艂ach, p贸艂kach, biurkach. Pewnie dra偶ni艂by przy oddychaniu, gdyby nie szalokiminarki, kt贸re ka偶dy z nich ma na twarzy. W doniczkach sm臋tnie stoj膮 suche badyle jaki艣 dawno zdech艂ych ro艣linek. Nie wida膰 偶adnych wcze艣niejszych krok贸w. Wszystko absolutnie nieporuszone. Nikt nie powiedzia艂 ani s艂owa, ale wszyscy to przeczuwali – pu艂apka. Nie wierzyli by mieli takie szcz臋艣cie, 偶e budynek po prostu oka偶e si臋 pusty. D艂onie automatycznie zaciskaj膮 si臋 mocniej na chwytach karabin贸w, kciuki przysuwaj膮 si臋 bli偶ej prze艂膮cznika zabezpieczenia. Oczy szybciej przesuwaj膮 si臋 z rogu do rogu.
Kolejny gest ponad ramieniem, wydany przez tego samego cz艂owieka, co wcze艣niej i jedna z dru偶yn rusza po schodach na lobby. Tutaj szk艂a jest wi臋cej, ale wiadomo sk膮d pochodzi - ze szklanych 艣cia艅 oddzielaj膮cych ma艂e pokoiki. W ka偶dym stoi biurko, kilka krzese艂 i jakie艣 szafy. W ka偶dym mo偶e kto艣 by膰. Ale nie ma. Wracaj膮 do czekaj膮cej na dole dru偶yny. Kolejny gest i ruszaj膮 dalej.
Cisza. Ruch. Czarne oko lufy przesuwa si臋 w tamt膮 stron臋, wiatr poruszy艂 kartk膮 papieru. Nikogo nie ma.
Id膮 dalej nie pozwalaj膮c sobie na rozlu藕nienie. P贸藕niej cia艂o b臋dzie musia艂o zap艂aci膰 za taki d艂ugi stan adrenalinowego pobudzenia.
Kolejny korytarz – w膮ski z drzwiami po obu stronach. Niekt贸re z nich s膮 otwarte do wewn膮trz dalszych pomieszcze艅, inne wyrwane sm臋tnie zwisaj膮 z zawias贸w. Tylko nieliczne wci膮偶 tkwi膮 we framugach. Je偶eli kto艣 ukrywa si臋 w dalszych pomieszczeniach, to us艂yszy ich zanim do niego dotr膮. B臋dzie czeka艂 doskonale przygotowany. Uderzenie buta o but, klepni臋cie w rami臋 i wchodz膮 do kolejnych pokoi; wszystkie wygl膮daj膮 identycznie – niewielkie salki z oknami na zewn臋trz; znowu pusto. Nerwy napi臋te, jak struny gitary. Wszyscy gdzie艣 w 艣rodku przeczuwaj膮, 偶e nie wyjd膮 z tego budynku po cichu.
Pierwszy z nich wpada do pokoju, drugi zaraz za nim. Obok uszu przelatuje pocisk, wbija si臋 w 艣cian臋, posy艂aj膮c w powietrze py艂 tynku.. W zielonym 艣wiecie celownika doskonale wida膰 posta膰, kryj膮c膮 si臋 za pot臋偶nym biurkiem. Z bia艂膮 kropk膮 laseru na czubku g艂owy.
Policzek przytula si臋 bli偶ej kolby. Kciuk odbezpiecza bro艅, palec przesuwa si臋 na spust, naciska spokojnie. Gdzie艣 w 艣rodku czarnego kompozytu iglica uderza w sp艂onk臋, odpala 艂adunek. Nab贸j mknie przez luf臋. Zamek spustu otwiera si臋 i wyrzuca pust膮 艂usk臋 – turla si臋 z brz臋kiem po pod艂odze. Kolba uderza w rami臋 odrzutem. Kolejny cukierek naboju trafia pod iglic臋. Nim jeszcze nab贸j uderzy w cel, nim jeszcze martwe cia艂o uderzy g艂ucho o pod艂og臋, lufa przesuwa si臋 szukaj膮c kolejnego celu. Palec znowu naciska spust. Obok s艂ycha膰 szcz臋kni臋cia drugiego karabinu.
Pi臋c sekund. Cisza.
Podchodz膮 bli偶ej; nie patrz膮 na nieruchome twarze; szybkie spojrzenie po oporz膮dzeniu – tak jak my艣leli, gdzie艣 niedaleko ukrywa si臋 jaki艣 Fraccion Espady. Zostawiaj膮 martwe cia艂a i wychodz膮.
Ten pok贸j jest ju偶 "czysty".


Kto艣 zapuka艂.
Wrzuci艂 sygnet to kasetki, kasetk臋 zamkn膮艂 i schowa艂 pod 艂贸偶ko. Wsta艂 i poszed艂 otworzy膰 drzwi.

***

Z pomi臋dzy mi臋kkich, lekko u艣miechni臋tych, kobiecych ust w膮skim strumieniem umkn膮艂 papierosowy dym, by zaraz rozp艂yn膮膰 si臋 w powietrzu, do艂膮czy膰 do zbieraj膮cej si臋 pod sufitem chmury i st艂umi膰 艣wiat艂o. W oddali s艂ycha膰 by艂o uderzaj膮ce o siebie ci臋偶kie kule. Cichy stukot bia艂ej bili uciekaj膮cej za zielon膮 - snooker. W艂a艣nie zagrywaj膮cy pomara艅czow艂osy ch艂opak u艣miechn膮艂 si臋 i skin膮艂 g艂ow膮 na stoj膮cego po drugiej stronie towarzysza.
Ten opar艂 si臋 o band臋 i popatrzy艂 po stole, si臋gn膮艂 po piwo. Gorzki nap贸j przela艂 si臋 przez gard艂o.

Strach. Strach, kt贸ry sprawia 偶e nawet 艣lina smakuje gorzko. Strach zwi膮zuj膮cy bebechy w ciasny supe艂. Strach, kt贸rego nie powinien odczuwa膰. Strach, kt贸ry nie pozwala艂 oderwa膰 wzroku od le偶膮cej przed nim porysowanej mapy. Strach, kt贸ry kaza艂 patrze膰 na ten kawa艂ek papieru, jakby m贸g艂 wypali膰 w nim dziur臋, przez kt贸r膮 mo偶e uda艂oby im si臋 ucie膰. Strach przed rozpacz膮 powoli rosn膮c膮 z ty艂u g艂owy.
Rozpacz. Rozpacz smakuj膮ca jak wymiociny. Rozpacz, kt贸ra ka偶e pok艂oni膰 si臋 i ukry膰 twarz we w艂asnych d艂oniach. Rozpacz, 偶e tym razem im si臋 nie uda. Rozpacz, 偶e to dla tamtych przysz艂a pomoc, a nie dla nich. Rozpacz ucieczki, kt贸ra nie mog艂a si臋 powie艣膰. Rozpacz, bo nie potrafi艂 uratowa膰 tych dwudziestu ludzi, kt贸rzy mu zaufali. Rozpacz, 偶e straci swoje stado. Rozpacz rodz膮ca w艣ciek艂o艣膰.
W艣ciek艂o艣膰. Wsciek艂o艣膰 zgrzytaj膮ca 偶elazem, szybko p艂yn膮cej krwi, w ustach. W艣ciek艂o艣膰, kt贸ra zaciska palce na brzegu zakurzonego biurka. W艣ciek艂o艣膰 wykrzywiaj膮ca brudn膮 twarz w grymas. W艣ciek艂o艣膰 na tych, kt贸rzy ich 艣cigali. W艣ciek艂o艣膰, 偶e musieli ukrywa膰 si臋 jak szczury. W艣ciek艂o艣膰 na g艂贸d, na brud, na brak amunicji. W艣ciek艂o艣膰 na powoli zaciskaj膮c膮 si臋 na ich szyjach p臋tle ob艂awy. W艣ciek艂o艣膰, kt贸ra ka偶e d艂oniom chwyci膰 krzes艂o i cisn膮膰 je o 艣cian臋.
Cisza. Cisza, w kt贸rej s艂ycha膰 doskonale oddech uciekaj膮cy spomi臋dzy zacisni臋tych z臋b贸w. Cisza, w kt贸rej doskonale s艂ycha膰 szepty z pokoju obok. Cisza przerwana skrzypni臋ciem drzwi. Cisza, w kt贸rej podchodzi do niego i patrzy oczami, kryj膮cymi ten sam strach, t膮 sam膮 rozpacz i desperacj臋.
Desperacja. Desperacja, kt贸ra wyci膮ga jej ramiona w jego stron臋. Desperacja, kt贸ra prosi i b艂aga spojrzeniem szarych oczu. Desperacja, kt贸ra przyci膮ga ich do siebie. Desperacja, kt贸ra nie pozwala si臋 zatrzyma膰, gdy ramiona obejmuj膮 biodra. Desperacja smakuj膮ca sol膮 jej potu i 艂ez na suchych wargach. Desperacja, kt贸ra rodzi pragnienie.
Pragnienie. Pragnienie z odrobin膮 dawno zapomnianej s艂odyczy. Pragnienie elektryzuj膮ce, gdy zimne, drobne d艂onie w艣lizguj膮 si臋 pod ubranie i g艂adz膮 czarny tatua偶 Pragnienie dotkni臋cia pe艂nych persi, poca艂owania sutk贸w. Pragnienie, przez kt贸re dr偶膮 odpinaj膮ce paski d艂onie. Pragnienie by jeszcze chwil臋 pospiesznie 偶y膰. Pragnienie by chocia偶 przez kilka minut zapomnie膰.

Zapomnienie. Zapomnienie, przychodz膮ce wraz z rosn膮cym podniecieniem. Zapomnienie przynoszone przez pospieszne i niedba艂e poca艂unki. Zapomnienie jej przyspieszonego oddechu. Zapomnienie jego brutalnych gest贸w, gdy chwyta jej kr贸tkie w艂osy. Zapomnienie, gdy po prostu j膮 bierze. Zapomnienie, gdy wgryza si臋 w jego rami臋, by st艂umi膰 krzyk b贸lu. Zapomnienie przynoszone z ka偶dym jego mocnym pchni臋ciem. Zapomnienie, w kt贸rym szepcze jej na ucho obietnice.
Obietnice. Obietnice, 偶e jeszcze b臋d膮 偶y膰. Obietnice, 偶e ich st膮d wydostanie, cho膰by mia艂 sobie r臋k臋 uci膮膰. Obietnice s艂odko-kwa艣ne swoj膮 w艂asne w nie niewiar膮. Obietnice, kt贸re milkn膮 po wp艂ywem jej nagle smutnego, ale zdecydowanego spojrzenie.
Decyzja. Decyzja, kt贸r膮 wiedzia艂, 偶e musi podj膮膰. Decyzja by z dwudziestu, ocali膰 przynajmniej pi臋tnastu. Decyzja, kt贸ra boli przede wszystkim jego dum臋. Decyzja, kt贸ra ka偶e zostawi膰 cz艂onk贸w stada zbyt s艂abych, by dalej i艣膰, by walczy膰.
Walka. Walka, 偶e samym sob膮, gdy wyci膮ga d艂o艅, bo bro艅, po sprz臋t, kt贸ry ju偶 nie przyda si臋 tej pi膮tce m臋偶czyzn. Walka, by nie zacz膮膰 wrzeszcze膰 gdy oddaj膮 mu karabiny i amunicj臋, zostawiaj膮c tylko pistolety. Walka by nie zwymiotowa膰, gdy patrzy w te zamglone gor膮czk膮 oczy, kt贸re ju偶 si臋 pogodzi艂y, ju偶 przyj臋艂y do wiadomo艣ci, 偶e nie prze偶yj膮.
Prze偶y膰. Prze偶y膰 pomimo strachu, rozpaczy, w艣ciek艂o艣ci. Prze偶y膰 podejmuj膮c w艂a艣ciwe decyzje, cho膰 by by艂y desperackie. Prze偶y膰 pragnieniem i obietnicami, cho膰 by by艂y p艂onne. Prze偶y膰 by walczy膰. Prze偶y膰 by wygra膰.


Pochyli艂 si臋 nad sto艂em. Opar艂 kij na wyci膮gni臋tej d艂oni. Przymierzy艂 si臋 bardzo dok艂adnie. Uderzy艂. Bia艂a bila zawirowa艂a, odbi艂a si臋 od bandy i uderzy艂a o czerwon膮 bile posy艂aj膮c ja do 艂uzy. U艣miechn膮艂 si臋 szeroko do rudzielca, a potem do siedz膮cej przy barze i pal膮cej papierosa kobiety.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum