The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 19 2019 12:41:27   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Saga o po艣wi臋ceniu 11


Rozdzia艂 Jedenasty: Moc Zjednoczona Z Mi艂o艣ci膮

- Jeste艣 pewien, 偶e nie chcesz cukierka, Severusie?
- Tak, dyrektorze.
Snape z trudem zwalczy艂 ch臋膰 skrzywienia si臋. Nawet gdy Dumbledore us艂ysza艂, z czym nauczyciel do niego przychodzi, pokiwa艂 tylko g艂ow膮 i zachichota艂. I od tej chwili ten cholerny, ma艂y u艣mieszek nie zszed艂 z jego twarzy. Zaprowadzi艂 Snape'a prosto do swojego biura, co by艂o obiecuj膮ce, ale teraz tylko g艂aska艂 Fawkesa, swojego feniksa, i ani razu jeszcze nie usiad艂 za biurkiem, czego, jak si臋 Snape'owi wydawa艂o, wymaga艂a powaga sytuacji.
W ko艅cu Dumbledore podszed艂 bez po艣piechu do swojego fotela i wreszcie na niego opad艂. Pierwsze, co zrobi艂, to zjad艂 kolejnego cukierka i po raz kolejny chcia艂 pocz臋stowa膰 Snape'a. W tym momencie nauczyciel eliksir贸w straci艂 cierpliwo艣膰.
- Wiem, 偶e ch艂opak Potter贸w, kt贸ry jest w moim domu, jest prawdziwym Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂, Albusie - powiedzia艂.
Dumbledore zamruga艂 - Snape powiedzia艂 mu tylko, 偶e chce porozmawia膰 o Harrym.
- Zaskakuj膮ce stwierdzenie, Severusie - powiedzia艂. - Mo偶na wiedzie膰, co ci臋 sk艂ania ku tej teorii, kiedy mamy tyle dowod贸w na to, 偶e jest inaczej?
- To oczywiste - odpar艂 Snape z irytacj膮. - Jest zbyt pot臋偶ny jak na czarodzieja w tak m艂odym wieku. Uratowa艂 brata przed trollem, a dzisiaj jeszcze przed 艣miercio偶ercami. Opanowa艂 bezr贸偶d偶kow膮 magi臋, Albusie, w tym, czego jestem niemal pewny, zakl臋cie tarczy. Uwa偶am, 偶e to prawdopodobnie najpot臋偶niejszy czarodziej, kt贸ry przekroczy艂 progi tej szko艂y od czas贸w... Czarnego Pana. - Nawyk, przes膮dy, zmiana lojalno艣ci... Snape mia艂 wiele powod贸w, by nie wypowiada膰 tego imienia zbyt cz臋sto.
- Tak, wiem to wszystko o m艂odym Harrym - powiedzia艂 Dumbledore, posy艂aj膮c rozm贸wcy ten sw贸j irytuj膮cy u艣miech i stukaj膮c w czajnik, kt贸ry momentalnie zacz膮艂 gwizda膰. - I wiem, 偶e robi tylko to, co do niego nale偶y. Herbaty, Severusie?
Przez d艂u偶sz膮 chwil臋 Snape nie wiedzia艂, co powiedzie膰 - na pocz膮tku z zaskoczenia, a potem dlatego, i偶 musia艂 sobie przypomnie膰, 偶e zresocjalizowani 艣miercio偶ercy nie powinni wstawa膰 i pr贸bowa膰 zamordowa膰 z zimn膮 krwi膮 dyrektora, kt贸ry ich uratowa艂 przed Azkabanem.
"Pr贸bowa膰" to dobre s艂owo, przebieg艂a mu przez g艂ow臋 cicha my艣l, kt贸rej 藕r贸d艂o pewnie tkwi艂o w jego 艣lizgo艅skim instynkcie przetrwania. Dobrze wiesz, 偶e zakl臋cie nawet nie si臋gn臋艂oby celu. To Dumbledore.
Snape pochyli艂 g艂ow臋, uspokoi艂 si臋 i zdo艂a艂 odpowiedzie膰 g艂osem, w kt贸rym brzmia艂 jedynie ch艂贸d, a nie ca艂a odczuwana przez niego furia.
- Wiedzia艂e艣?
Dumbledore spojrza艂 na niego 艂agodnie.
- Oczywi艣cie, Severusie. Od chwili, w kt贸rej m艂ody Harry wszed艂 do Wielkiej Sali, musia艂em wzmocni膰 moje tarcze, kt贸re chroni艂y mnie przed wyczuwaniem magii innych czarodziej贸w. Jego si艂a ro艣nie, gdy jest z艂y, co do tej pory zawsze mia艂o zwi膮zek z r贸偶nymi sytuacjami, kt贸re w jego mniemaniu stawia艂y jego brata w niebezpiecze艅stwie. Zab艂ys艂 dzisiaj i wiem, 偶e to on, a nie jego brat, pokona艂 艣miercio偶erc贸w. - Pokr臋ci艂 g艂ow膮, nalewaj膮c herbaty do dw贸ch niewielkich fili偶anek. - Wiem, co oznacza ich obecno艣膰 w tym miejscu, i bardzo mnie to zasmuca. Nie s膮dzi艂em, 偶e sprawy zasz艂y ju偶 tak daleko.
Przez chwil臋 Snape pozwoli艂 si臋 rozproszy膰 na tyle, by poczu膰 ch臋膰 dalszego wypytywania o t臋 spraw臋, ale zmusi艂 si臋, by 艣ci膮gn膮膰 swoje my艣li do tematu, z kt贸rym tu przyszed艂. Dyrektor by艂 Gryfonem, nie 艢lizgonem, ale manipulowa艂 zupe艂nie jak ten drugi. A Snape by艂 zdeterminowany, by tym razem nie dopu艣ci膰 do odwr贸cenia uwagi g艂owy domu Slytherinu od tego, co by艂o naprawd臋 wa偶ne.
- Skoro o tym wszystkim wiesz, to czemu w dalszym ci膮gu rozg艂aszasz, 偶e to Connor Potter jest Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂? - zapyta艂. - Czu艂em zdolno艣ci tego ch艂opca. Z odpowiednim treningiem m贸g艂by wyrosn膮膰 na porz膮dnego czarodzieja - sam nie wierzy艂, 偶e te s艂owa przesz艂y mu przez gard艂o - ale to samo mo偶na powiedzie膰 o ka偶dym z pierwszorocznych imbecyli. Ale co z Harrym? Czemu to nie on jest s艂awny, chwalony i uwa偶any za bohatera czarodziejskiego 艣wiata, ch艂opca, kt贸ry pokona艂 Voldemorta? - By艂 rad, 偶e tym razem uda艂o mu si臋 wym贸wi膰 to imi臋. Uspokoi艂 si臋. Da rad臋, nie pozwoli sobie wpa艣膰 w z艂o艣膰, kt贸ra go ogarnia艂a za ka偶dym razem, kiedy my艣la艂 o nazwisku Potter albo tym g艂upim stylu, w jakim Harry bez przerwy stara艂 si臋 sta膰 w cieniu. - Jestem niemal pewien, 偶e to on.
- To nie on, Severusie - powiedzia艂 z rozbawieniem Dumbledore, podaj膮c Snape’owi fili偶ank臋 z herbat膮. Wygl膮da艂by jak dure艅, pr贸buj膮c odm贸wi膰, wi臋c j膮 przyj膮艂, ale trzyma艂 j膮 w spos贸b, kt贸ry mia艂 przekaza膰 ca艂y jego niesmak wywo艂any gestem dyrektora. Dumbledore ze spokojem zaj膮艂 si臋 w艂asn膮 herbat膮, ciesz膮c si臋 ka偶dym jej 艂ykiem, i nie odezwa艂 si臋, p贸ki jego fili偶anka nie by艂a pusta. U艣miechn膮艂 si臋. - To prawda, Harry jest pot臋偶nym czarodziejem, ale to nie robi jeszcze z niego Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂.
- Dlaczego nie? - wypali艂 Snape. To tyle na temat kontroli nad gniewem. W tej chwili ze wszystkich si艂 stara艂 si臋 nie zgnie艣膰 fili偶anki w d艂oniach.
- Przez wzgl膮d na fakty - powiedzia艂 Dumbledore - o kt贸rych Zakon Feniksa wiedzia艂 od chwili narodzin Harry'ego i Connora. Mieli艣my na tyle du偶o szcz臋艣cia, 偶e dostali艣my jasny zestaw znak贸w, kt贸ry nas prowadzi艂. Odczytali艣my je bardzo dok艂adnie i zastanawiali艣my si臋, co mog膮 znaczy膰. Jeste艣my przekonani, 偶e Connor jest Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂, i nie og艂osiliby艣my tego zaraz po ataku Voldemorta, gdyby艣my nie mieli tej pewno艣ci. - Uprzejmie zignorowa艂 drgni臋cie Snape'a. - B膮d藕 spokojny, wiemy, co robimy.
- Co to za "znaki"? - zapyta艂 Snape, odstawiaj膮c fili偶ank臋 na biurko dyrektora. - Chcia艂bym je pozna膰.
Po raz pierwszy Dumbledore wygl膮da艂 na zmieszanego i nieco smutnego.
- Severusie...
Snape wsta艂.
- Je艣li mi nie ufasz, Albusie, to mog艂e艣 to od razu powiedzie膰 - rzek艂, czuj膮c, jak ton jego g艂osu obni偶a si臋 jak zawsze, gdy by艂 naprawd臋 z艂y. - Oczywi艣cie, 艣miercio偶ercy nigdy nie mo偶na ca艂kowicie zaufa膰, prawda? Nawet temu, kt贸ry zwr贸ci艂 si臋 przeciw Czarnemu Panu i wszystkiemu, w co wierzy艂. Nawet temu, kt贸ry przez ponad rok ryzykowa艂 偶yciem jako szpieg. Nawet temu, kt贸ry teraz jest g艂ow膮 domu, do jakiego zosta艂o przydzielone jedno z twoich cennych dzieci Potter贸w. - Zwr贸ci艂 si臋 ku drzwiom. - C贸偶, moja obecno艣膰 nie b臋dzie ci ju偶 d艂u偶ej zawadza膰. 呕egnaj, Albusie. Jutro na biurku znajdziesz moj膮 rezygnacj臋.
- To nie jest tylko moja decyzja, Severusie - powiedzia艂 Dumbledore do jego plec贸w. Snape zatrzyma艂 si臋, ale nie odwr贸ci艂. By艂o wida膰 jak na d艂oni, 偶e dzi臋ki temu wybiegowi uda si臋 mu wyci膮gn膮膰 z dyrektora co艣 wi臋cej. - Nie wiedz膮 o tym nawet wszyscy cz艂onkowie Zakonu. Ja zdawa艂em sobie z tego spraw臋, podobnie jak James i Lily Potterowie oraz paru ich przyjaci贸艂. To w艂a艣nie James i Lily poprosili mnie, by nie m贸wi膰 o tym nikomu wi臋cej. Chcieli zachowa膰 to w tajemnicy, bo bali si臋, 偶e 艣ci膮gnie to wi臋ksze niebezpiecze艅stwo na ich syn贸w.
- Jestem g艂ow膮 domu Harry'ego Pottera - powiedzia艂 Snape, odwracaj膮c si臋 ponownie. - Jestem odpowiedzialny za jego trening, ochron臋 i wprowadzenie go do 艣wiata czarodziej贸w, p贸ki pozostaje w Hogwarcie.
- Minerwa nie wie - powiedzia艂 Dumbledore, marszcz膮c brwi.
Kiedy艣 Snape zrezygnowa艂by na widok tego grymasu. Ale nie teraz. Wiedzia艂, 偶e ma racj臋, tak samo, jak by艂 pewien, 偶e bezr贸偶d偶kowa magia wyka艅cza艂a czarodziej贸w pi臋ciokrotnie starszych od Harry'ego. Za艂o偶y艂 r臋ce na piersi.
- Mam r贸wnie偶 d艂ug 偶ycia wobec Jamesa Cholernego Pottera - warkn膮艂. - W ramach jego sp艂aty mam chroni膰 Connora Pottera. O ile, oczywi艣cie, dowiem si臋, czemu mam za wszelk膮 cen臋 chroni膰 jego, a nie jego brata.
Dumbledore westchn膮艂 ci臋偶ko, jakby poczu艂 na sobie brzemi臋 lat.
- W takim razie usi膮d藕, Severusie - powiedzia艂, wstaj膮c. - Podejrzewam, 偶e powinienem by艂 si臋 domy艣li膰, 偶e ten dzie艅 kiedy艣 nadejdzie. Nikt nie musia艂 o niczym wiedzie膰, p贸ki ch艂opcy pozostawali w Dolinie Godryka. Ale w Hogwarcie, jak ju偶 sam raczy艂e艣 zauwa偶y膰, s膮 tacy, kt贸rzy zatrzymaj膮 si臋 i zastanowi膮 nad takim, a nie innym biegiem rzeczy. - Zerkn膮艂 na Snape'a. - By膰 mo偶e inni te偶 si臋 ju偶 nad tym zastanawiaj膮.
Snape poczu艂, jak jego twarz zmienia si臋 na chwil臋, i westchn膮艂, widz膮c, 偶e Dumbledore nieustannie patrzy na niego i czeka.
- Draco Malfoy - powiedzia艂 niech臋tnie. - Jestem pewien, 偶e jeszcze nie powi膮za艂 Harry'ego z Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂, ale wyczuwa jego moc. - Spi膮艂 ramiona, got贸w broni膰 jednego ze swoich podopiecznych. - Ale jest r贸wnie偶... zainteresowany Harrym, prawdopodobnie zafascynowany i b臋dzie si臋 go bardzo ci臋偶ko pozby膰.
Dumbledore pokiwa艂 g艂ow膮.
- Zdaje si臋, 偶e i to powinienem by艂 przewidzie膰 w chwili, w kt贸rej Harry zosta艂 przydzielony do Slytherinu - wymamrota艂, a Snape musia艂 ukry膰 szok, s艂ysz膮c, jak dyrektor przyznaje si臋 do dw贸ch pomy艂ek w ci膮gu dw贸ch minut. - To by艂a jedna rzecz, kt贸rej nie przewidzieli艣my, kiedy podejmowali艣my nasze decyzje. Byli艣my pewni, 偶e trafi do Gryffindoru.
Snape patrzy艂, jak Dumbledore podchodzi do niewielkiej skrzyni, kt贸ra sta艂a z ty艂u jego gabinetu. Wisia艂y nad ni膮 srebrne, zdobione instrumenty i kilka tuzin贸w portret贸w poprzednich dyrektor贸w. Pomy艣la艂, ale nie powiedzia艂: Jeste艣 g艂upcem, Albusie. Ten ch艂opiec to 艢lizgon z krwi i ko艣ci. Co jeszcze przeoczy艂e艣? Czy powinienem ci nie ufa膰 jeszcze bardziej ni偶 teraz?
Nieprawd膮 by艂oby jednak stwierdzi膰, 偶e nie ufa艂 Dumbledore'owi. Wierzy艂, 偶e ten cz艂owiek robi to, co jest najlepsze dla Hogwartu, i zawsze czu艂 wobec niego d艂ug wdzi臋czno艣ci, 偶e wys艂ucha艂 go i uwierzy艂 mu, gdy Snape odwr贸ci艂 si臋 od 艣miercio偶erc贸w. Ale r贸wnie偶 by艂 przy nim ostro偶ny. Dyrektor faworyzowa艂 swoich Gryfon贸w, uwielbia艂 ich. Lubi艂 pope艂nia膰 b艂臋dy na ich korzy艣膰 i niekorzy艣膰 艢lizgon贸w.
I zawsze by艂o to ma艂e nasionko z艂o艣ci, dawno zakopane, ale nie zapomniane, kt贸re pyta艂o: Czemu nie wyrzuci艂e艣 Jamesa Cholernego Pottera i jego przyjaci贸艂, kiedy ich wyg艂up zagrozi艂 mojemu 偶yciu? Mog艂em si臋 sta膰 wilko艂akiem, mog艂em zgin膮膰! Dlaczego ch臋膰 pozostawienia ich w szkole by艂a dla ciebie wa偶niejsza?
Ale nigdy tego nie powiedzia艂. Patrzy艂 tylko, jak Dumbledore si臋 prostuje, trzymaj膮c w r臋kach ma艂膮 my艣lodsiewni臋 wype艂nion膮 po brzegi srebrzystym p艂ynem. Dumbledore postawi艂 j膮 na biurku i z powag膮 skin膮艂 Snape'owi.
Ten pochyli艂 si臋 nad my艣lodsiewni膮, zanurzy艂 g艂ow臋 poni偶ej powierzchni zebranych my艣li Dumbledore'a i znikn膮艂 we wspomnieniu.
Dumbledore czeka艂 w ma艂ym, wygodnym pokoju, gwi偶d偶膮c niemelodyjnie do siebie i wpatruj膮c si臋 z uwag膮 w 艣ciany, jakby podziwia艂 zawieszone na nich przera偶aj膮ce obrazy. Od czasu do czasu podnosi艂 r贸偶d偶k臋 i wyczarowywa艂 z niej kr膮g kolorowego dymu, po czym obserwowa艂 go i u艣miecha艂 si臋, kiedy ten zmienia艂 kszta艂ty. Kiedy dym si臋 rozwiewa艂, Dumbledore gwizda艂, wpatrywa艂 si臋 w 艣ciany i rzuca艂 nast臋pne zakl臋cie.
Snape zabija艂 czas, pr贸buj膮c ustali膰, gdzie znajduje si臋 ten pok贸j. 艢ciany by艂y drewniane, wi臋c stwierdzi艂, 偶e to nie by艂a cz臋艣膰 Hogwartu, ale nie by艂o okien, dzi臋ki kt贸rym m贸g艂by si臋 upewni膰.
Wreszcie rozleg艂o si臋 pukanie. Dumbledore obejrza艂 si臋 i zawo艂a艂:
- Wej艣膰.
W drzwiach stan臋艂a kobieta, mru偶膮c oczy od 艣wiat艂a pochodni, kt贸re wisia艂y na 艣cianach. Snape wykrzywi艂 usta w krzywym u艣miechu. T膮 kobiet膮 by艂a Sybilla Trelawney, bezsensownie wepchni臋ta do Hogwartu jako nauczycielka wr贸偶biarstwa. Jej szal okrywa艂 j膮 jak muszla 艣limaka, a i ona sama nie by艂a od 艣limaka szybsza, gdy zbli偶a艂a si臋 do Dumbledore'a.
- Dyrektorze? - zapyta艂a niepewnie. - Nie rozumiem. My艣la艂am, 偶e zaoferowa艂 mi pan prac臋 Wr贸偶biarki, 偶e teraz jestem bezpieczna jako profesor? - M贸wi艂a g艂osem potulnym i pe艂nym pokory, kt贸rego Snape jeszcze nigdy nie s艂ysza艂. Uzna艂, 偶e chyba jednak woli, gdy nauczycielka m贸wi ze swoj膮 zwyk艂膮 manier膮.
- Jeste艣, Sybillo. Bez obaw - odpar艂 Dumbledore, u艣miechaj膮c si臋 do niej. - Jednak偶e wezwa艂em ci臋 tutaj, poniewa偶 ostatnim razem nie us艂ysza艂em w ca艂o艣ci twojej przepowiedni, kt贸r膮 wyg艂osi艂a艣 w 艢wi艅skim 艁bie. Wok贸艂 by艂o... nieco zamieszania i obawiam si臋, 偶e umkn臋艂a mi ca艂o艣膰. Czy mog艂aby艣, prosz臋, j膮 powt贸rzy膰?
Snape zamar艂. To on by艂 tym zamieszaniem, poniewa偶 us艂ysza艂 przypadkiem pierwsz膮 cz臋艣膰 tej tak zwanej przepowiedni, kt贸r膮 w贸wczas wyg艂osi艂a Trelawney. Potem kto艣 zobaczy艂 jego Mroczny Znak, zacz膮艂 krzycze膰 i Snape’a wyrzucono z gospody. Natychmiast polecia艂 do Czarnego Pana i zaraportowa艂 mu wszystko, co m贸g艂, czyli tylko kilka pocz膮tkowych s艂贸w. Zaskoczy艂o go jednak, 偶e Dumbledore te偶 jej wtedy w pe艂ni nie us艂ysza艂.
Trelawney zamruga艂a.
- Jaka przepo...
I wtedy jej oczy wywr贸ci艂y si臋 na drug膮 stron臋 i zacz臋艂a m贸wi膰 g艂osem znacznie pot臋偶niejszym, ni偶 Snape kiedykolwiek s艂ysza艂, nawet w t臋 noc, kiedy po raz pierwszy wyg艂osi艂a proroctwo.
- Oto nadchodzi ten, kt贸ry ma moc pokonania Czarnego Pana... Zrodzony z tych, kt贸rzy trzykrotnie mu si臋 oparli, urodzi si臋, gdy si贸dmy miesi膮c dobiegnie ko艅ca...
Tyle Snape us艂ysza艂 sam. A Dumbledore kiwa艂 g艂ow膮 z zach臋t膮, cho膰 Trelawney zdawa艂a si臋 nie zwraca膰 na to uwagi. Snape pochyli艂 si臋, by lepiej us艂ysze膰 reszt臋.
- B臋dzie on m艂odszym z dwojga i b臋dzie posiada艂 moc, kt贸rej Czarny Pan nie zna... Bo w starszym jest si艂a, ale w m艂odszym jest si艂a zjednoczona z mi艂o艣ci膮... Och, strze偶 go, och, chro艅 go, albowiem ciemno艣膰, kt贸r膮 on kroczy, jest niebezpieczna i szkaradna, i mi艂o艣膰 w niej ma nik艂膮 szans臋 przetrwania... Starszy b臋dzie sta艂 u jego ramienia, kochaj膮c go, ale m艂odszy b臋dzie kocha艂 ca艂y 艣wiat czarodziej贸w... Czarny Pan naznaczy go jako r贸wnego sobie i czyni膮c to, naznaczy jego serce... Oto nadchodzi ten, kt贸ry ma moc pokonania Czarnego Pana... urodzi si臋, gdy si贸dmy miesi膮c dobiegnie ko艅ca...
Przepowiednia sko艅czy艂a si臋. Snape nie mia艂 ochoty s艂ucha膰 rozdygotanego be艂kotu, kt贸ry Trelawney wyda艂a z siebie niew膮tpliwie w chwil臋 p贸藕niej; wi臋kszo艣膰 prawdziwych Wr贸偶bit贸w nie pami臋ta艂a w艂asnych przepowiedni. Wyci膮gn膮艂 g艂ow臋 ze wspomnienia.
Trz膮s艂 si臋, zar贸wno z powodu rozbudzonych wspomnie艅, jak i mocy, z kt贸r膮 zosta艂y wyg艂oszone te s艂owa. Siedzia艂 w swoim fotelu i nic nie powiedzia艂, kiedy Dumbledore zakry艂 my艣lodsiewni臋 i ostro偶nie schowa艂 j膮 z powrotem do skrzyni. Fawkes, obserwuj膮c go z g艂ow膮 przechylon膮 na bok, niespodziewanie wyda艂 z siebie pi臋kny trel. Dumbledore zatrzyma艂 si臋, by go pog艂aska膰. Snape zauwa偶y艂, 偶e trz臋s膮 mu si臋 r臋ce.
- Wi臋c ta przepowiednia pasuje do bli藕niak贸w Potter? - wyszepta艂.
Nie mia艂 poj臋cia, nigdy nawet nie podejrzewa艂. Przepowiednie mia艂y zwykle tak膮 sam膮 warto艣膰 dla Czarnego Pana jak dobre uczynki. I zorganizowa艂 wszystko praktycznie sam, z pomoc膮 Petera Pettigrew, Stra偶nika Tajemnic Potter贸w, kt贸ry teraz gni艂 w Azkabanie, i Bellatrix Lestrange, kt贸ra torturami doprowadzi艂a Longbottom贸w do szale艅stwa. Snape my艣la艂, 偶e Potter贸w zaatakowano za ich wyst膮pienia przeciw Czarnemu Panu, a nie dlatego, 偶e ten naprawd臋 uwierzy艂, i偶 niemowl臋 mo偶e by膰 dla niego zagro偶eniem.
- Owszem - odpar艂 Dumbledore, siadaj膮c ponownie za swoim biurkiem. - Urodzili si臋 pod koniec lipca - jak, zdaje si臋, Neville Longbottom, niemniej to jedyni urodzeni w tym czasie bli藕niacy, jacy "zrodzili si臋 z tych, kt贸rzy trzykrotnie mu si臋 oparli". Harry jest starszy...
- Wiecie to na pewno?
- Oczywi艣cie - powiedzia艂 za nim zimny g艂os. - Powinnam wiedzie膰. W ko艅cu przy tym by艂am.
Snape obr贸ci艂 si臋 gwa艂townie. Lily Potter sta艂a w drzwiach, mierz膮c go wzrokiem g艂臋bszym i ostrzejszym od spojrzenia swojego syna. Snape zastanawia艂 si臋, co jej odpowiedzie膰, p贸ki nie zobaczy艂 stoj膮cego za ni膮 Jamesa Pottera, kt贸rego twarz by艂a czerwona ze z艂o艣ci.
Zawsze uciekaj si臋 do nienawi艣ci, poradzi艂 sobie Snape i u艣miechn膮艂 si臋 krzywo.
- Przyszed艂e艣 us艂ysze膰 niespodziewane wie艣ci o w艂asnych synach, Potter? - droczy艂 si臋 z nim. - Przyszed艂e艣 us艂ysze膰, 偶e to 艢lizgon uratuje 艣wiat czarodziej贸w?
- Severusie.
Snape drgn膮艂 i obejrza艂 przez rami臋. Dumbledore sta艂 i patrzy艂 na niego z pot臋pieniem. Snape zapad艂 si臋 z powrotem w sw贸j fotel i patrzy艂 z niech臋ci膮, jak Potterowie zajmuj膮 dwa krzes艂a obok.
- Prosz臋 o wybaczenie, dyrektorze - powiedzia艂a Lily, kompletnie ignoruj膮c Snape'a i w og贸le nie wygl膮daj膮c na skruszon膮. - Przyszli艣my porozmawia膰 z panem o czym艣 dotycz膮cym naszych ch艂opc贸w, ale gdy us艂yszeli艣my, czego dotyczy wasza rozmowa, uznali艣my, 偶e powinni艣my si臋 do niej przy艂膮czy膰.
- 呕aden problem, moja droga. - Dumbledore u艣miechn膮艂 si臋 szeroko i pocz臋stowa艂 j膮 kwachem. Przyj臋艂a. - Pomy艣la艂em, 偶e Severus ma prawo wiedzie膰, skoro jest g艂ow膮 domu Harry'ego.
- Ju偶 nied艂ugo - wymamrota艂 James Potter.
Snape zerkn膮艂 na niego i napotka艂 spojrzenie o r贸wnej intensywno艣ci. Zby艂 je krzywym u艣miechem i zwr贸ci艂 si臋 do dyrektora.
- Wi臋c Harry jest starszym bli藕niakiem, Connor m艂odszym - powiedzia艂.
- O prawie pi臋tna艣cie minut - doda艂a Lily.
Dumbledore pokiwa艂 g艂ow膮.
- I Harry jest znacznie pot臋偶niejszy, co do tego nie ma 偶adnych w膮tpliwo艣ci. W starszym jest si艂a... Kiedy przybyli艣my tej halloweenowej nocy do Doliny Godryka i zobaczyli艣my, 偶e Voldemort zosta艂 pokonany, a Peter uciek艂, czuli艣my magi臋 Harry'ego wiruj膮c膮 wok贸艂 niego niczym burza. Wierzymy, 偶e to obecno艣膰 tak wielkiego skupiska magii w tym jednym pokoju - mocy Voldemorta oraz esencji niewinno艣ci i czysto艣ci Connora - wyzwoli艂a Harry'ego wcze艣niej, ni偶 to si臋 powinno sta膰. - Oczy Dumbledore'a pociemnia艂y. - Tak wielka moc w dziecku jest nienaturalna, Severusie.
Nie musia艂 m贸wi膰, 偶e Voldemort by艂 taki sam. Snape po prostu czu艂, 偶e to w艂a艣nie pomy艣la艂.
Chcia艂 potrz膮sn膮膰 dyrektorem. Chcia艂 krzykn膮膰: Nie ka偶dy 艢lizgon jest Czarnym Panem. Przesta艅 nas widzie膰 przez pryzmat, kt贸ry sam sobie stworzy艂e艣!
Zamiast tego podni贸s艂 brew i powiedzia艂:
- Dlatego w艂a艣nie wydaje mi si臋 jasne, 偶e to on jest Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂.
- Niezupe艂nie - odpar艂 Dumbledore. - Pami臋taj, o czym m贸wi przepowiednia, Severusie. Moc, kt贸rej Czarny Pan nie zna. Voldemort zna wiele rodzaj贸w magicznej mocy. Jest obeznany z najgorsz膮 stron膮 Czarnej Sztuki i posiada wiedz臋, kt贸rej jedenastoletnie dziecko w 偶yciu nie da艂oby rady przyswoi膰, a co dopiero niemowl臋. Ale mi艂o艣膰 - ach, tego nie zna. A Connor b臋dzie silny, zostanie porz膮dnie wytrenowan膮 si艂膮 z艂膮czon膮 z mi艂o艣ci膮. Ona przychodzi mu z 艂atwo艣ci膮.
Snape zacisn膮艂 z臋by.
- A sk膮d ta pewno艣膰, 偶e to mi艂o艣膰 jest t膮 nieznan膮 moc膮?
- Zapominasz - powiedzia艂 艂agodnie Dumbledore - 偶e rozmawiasz z cz艂owiekiem, kt贸ry pokona艂 Czarnego Pana, Severusie.
Snape otworzy艂 usta, po czym natychmiast je zamkn膮艂. To prawda, zapomnia艂. Zna艂 Dumbledore'a jako dyrektora ju偶 tak d艂ugo, 偶e czasem przez to zapomina艂, ilu rzeczy dokona艂 ten cz艂owiek - mi臋dzy innymi pokona艂 Grindelwalda.
- To prawda - wymamrota艂. - Przepraszam, dyrektorze. Prosz臋 kontynuowa膰.
- To moja mi艂o艣膰 do czarodziejskiego 艣wiata pozwoli艂a mi pokona膰 Grindelwalda - powiedzia艂 Dumbledore, po czym zamkn膮艂 oczy i westchn膮艂. - Gdy zobaczy艂em, jak tam stoi, wiedzia艂em, 偶e zatruje wszystko, je艣li go nie zniszcz臋 - i to w艂a艣nie sprawi艂o, 偶e go zaatakowa艂em. Ale ja by艂em doros艂y, Severusie, mia艂em wiele lat na zebranie wiedzy, do艣wiadczenia i mi艂o艣ci. Connor i Harry s膮 tylko dzie膰mi. Nie mo偶emy ufa膰 samej sile, cho膰by nie wiem jak pot臋偶nej. Musimy zaufa膰 temu, kt贸remu 艂atwiej przychodzi kocha膰. I taki jest Connor. Harry kocha wy艂膮cznie swojego brata i tylko o niego si臋 troszczy.
Snape zauwa偶y艂 k膮tem oka, 偶e Lily si臋 zarumieni艂a, i zastanowi艂 si臋 przelotnie, jak wiele by艂o w tym jej zas艂ugi. G艂o艣no jednak powiedzia艂:
- A co z naznaczeniem go jako r贸wnego sobie?
- Blizna Connora - powiedzia艂 Dumbledore. - Czyni膮c to, naznaczy jego serce. Blizna Connora jest w kszta艂cie serca.
- A Harry'ego w kszta艂cie b艂yskawicy - powiedzia艂 Snape, zdeterminowany, by dr膮偶y膰 temat, bo nie chcia艂o mu si臋 wierzy膰, 偶e wszystko jest takie proste.
- To pozosta艂o艣膰 po tym, jak cz臋艣膰 dachu si臋 zawali艂a i spad艂a do jego ko艂yski. - Dumbledore pokr臋ci艂 g艂ow膮.
- Tego nie mo偶ecie by膰 pewni - powiedzia艂 Snape. B臋dzie naciska艂, a偶 nie wyci艣nie z nich wszystkiego, co mo偶liwe. Wyciska艂 ju偶 krew z twardszych kamieni. A jeszcze nigdy nie by艂 tak blisko zdobycia powszechnego uznania, 偶e w Slytherinie znajduje si臋 bohater, kt贸ry dzisiaj wszystkich uratowa艂.
- Nie - przyzna艂 Dumbledore. - Ale s艂owa przepowiedni i fragmenty dachu wok贸艂 ko艂yski Harry'ego m贸wi膮 same za siebie. Mimo to tylko dw贸ch ludzi mo偶e nam powiedzie膰, co si臋 naprawd臋 sta艂o tamtej nocy, a jeden z nich poleg艂 od odbitej Avady Kedavry. - U艣miechn膮艂 si臋, jakby samo wspomnienie tryumfu szczeniaka Potter贸w by艂o powodem do dumy.
- A drugi to...? - zapyta艂 Snape, pochylaj膮c si臋 do przodu.
- Peter - powiedzia艂 James g艂osem tak pe艂nym pogardy, 偶e nawet do Snape'a zwraca艂 si臋 uprzejmiej.
- Peter - zgodzi艂 si臋 Dumbledore, wzdychaj膮c ci臋偶ko, a cie艅 ponownie zasnu艂 mu oczy. - Aurorzy z艂apali go nast臋pnego dnia. S膮d czy Veritaserum nie by艂y nawet potrzebne. Sam si臋 przyzna艂, kiedy zapytano go, czy zdradzi艂 Voldemortowi lokalizacj臋 Potter贸w i stworzy艂 plotk臋 o porwaniu ich syn贸w. Kiedy odprowadzano go do Azkabanu, 艣mia艂 si臋 jak wariat. By艂em u niego par臋 razy, chc膮c ustali膰, czy nasze przypuszczenia o ataku s膮 s艂uszne, ale za ka偶dym razem popada艂 tylko w coraz g艂臋bsze szale艅stwo. Obawiam si臋, 偶e niewiele ju偶 mo偶emy oczekiwa膰 z jego strony.
Snape zapad艂 si臋 w fotelu. Nie przychodzi艂o mu ju偶 偶adne pytanie do g艂owy, 偶aden cel, kt贸rego m贸g艂by si臋 uczepi膰. Obraca艂 w pami臋ci wspomnienie przepowiedni, ale nic mu nie przychodzi艂o do g艂owy. Wszystko wskazywa艂o na to, 偶e sam fakt, i偶 Connor urodzi艂 si臋 po Harrym, zapiecz臋towa艂 ich los.
- A teraz - powiedzia艂 James Potter, pochylaj膮c si臋 w swoim fotelu - my r贸wnie偶 przyszli艣my porozmawia膰 z panem o Harrym, dyrektorze. - Pos艂a艂 Snape'owi nieufne spojrzenie. - I ciesz臋 si臋, 偶e to zrobili艣my, widz膮c, w jak膮 obsesj臋 na jego punkcie wpad艂 Severus. Chcieliby艣my prosi膰, 偶eby go przydzielono do Gryffindoru.
A oto i nowy cel dla moich pyta艅.
- Pozwoli pan na t臋 fars臋, dyrektorze? - wycedzi艂 Snape, patrz膮c na Dumbledore'a. - W贸wczas b臋dzie jasne, kt贸ry dom pan faworyzuje, a kt贸ry nie.
Obserwowa艂 z rozbawieniem, jak przez twarz Dumbledore'a przelatuje kilka sprzecznych emocji. W ko艅cu jednak Dumbledore pokr臋ci艂 g艂ow膮.
- Musimy zaufa膰 Tiarze Przydzia艂u - wyja艣ni艂 Jamesowi, kt贸ry wygl膮da艂, jakby usz艂o z niego powietrze. - Jestem pewien, 偶e przydzieli艂a Harry'ego do Slytherinu nie bez powodu. By膰 mo偶e chodzi艂o jej o to, by Harry nauczy艂 si臋 idealnej kontroli nad swoj膮 magi膮, dzi臋ki czemu b臋dzie w stanie lepiej chroni膰 Connora.
Znowu to, pomy艣la艂 Snape, krzywi膮c si臋 za swoj膮 zewn臋trzn膮 mask膮. Jestem pewien, 偶e Harry m贸g艂by zabi膰 Czarnego Pana na twoich oczach, Dumbledore, a ty wci膮偶 by艣 nalega艂, 偶e by艂a to wy艂膮cznie zas艂uga jego brata, kt贸ry dokona艂 tego tajemnicz膮 si艂膮 "mi艂o艣ci". Gardz臋 twoim romantyzmem. Tak si臋 nie wygrywa wojen.
- Ale Tiara mog艂a si臋 pomyli膰... - zacz膮艂 James.
Lily z艂apa艂a go za rami臋 i ucich艂. Snape poczu艂 zaw贸d. Mia艂 nadziej臋 us艂ysze膰 wi臋cej bzdur, kt贸re m贸g艂by zaatakowa膰 i obali膰. Ale Lily zwr贸ci艂a si臋 ku dyrektorowi.
- Czemu nasz syn by艂 dzisiaj w niebezpiecze艅stwie, dyrektorze? Co to byli za 艣miercio偶ercy?
- Lestrange'owie - powiedzia艂 cicho Dumbledore, momentalnie powa偶niej膮c. - Minister ze mn膮 rozmawia艂. Kto艣, pono膰 dzia艂aj膮cy z mojego upowa偶nienia - i najwyra藕niej posiadaj膮cy odpowiednie za艣wiadczenia - powiedzia艂 mu, 偶e Lestrange'owie maj膮 by膰 przeniesieni z Azkabanu do bardziej strze偶onego miejsca. Prawdopodobnie ta sama osoba zdj臋艂a z boiska quidditcha zakl臋cia ochronne przeciwdzia艂aj膮ce aportacji. Nie trzeba si臋 d艂ugo zastanawia膰, 偶eby si臋 domy艣li膰, 偶e Lestrange'owie planowali si臋 st膮d aportowa膰 zaraz po zrobieniu tego, po co tu przybyli. - Zamkn膮艂 oczy. - Mamy zdrajc臋 w Zakonie Feniksa.
Twarz Lily poszarza艂a, a kobieta skuli艂a si臋 w fotelu. James Potter cho膰 raz nie wiedzia艂, co powiedzie膰. Sam Snape te偶 by艂 w szoku, a potem na chwil臋 zdj膮艂 go strach, ale tylko po to, by zaraz zast膮pi艂a go z艂o艣膰, kiedy wreszcie s艂owa dyrektora w pe艂ni dotar艂y do nauczyciela. Z艂o艣膰 miesza艂a si臋 z zaciek艂膮 dum膮, co by艂o osobliwym po艂膮czeniem.
Lestrange'owie! Najlepsi aurorzy padali przed r贸偶d偶k膮 Bellatrix. Torturami doprowadzili Longbottom贸w do szale艅stwa. Nie zlicz臋, za jak wiele potworno艣ci byli odpowiedzialni w czasie, gdy razem z nimi nale偶a艂em do wewn臋trznego kr臋gu Czarnego Pana. A ch艂opiec pokona艂 ich kilkoma bezr贸偶d偶kowymi czarami i t艂uczkiem!
W tym momencie Snape zmieni艂 zdanie. Nie b臋dzie d艂u偶ej nalega艂, 偶e Harry jest Ch艂opcem, Kt贸ry Prze偶y艂. Dumbledore mu nie uwierzy, Potterowie te偶 nie. Oni nie mieli zamiaru zmienia膰 zdania. Z tego, co Snape widzia艂, wygl膮da艂o na to, 偶e kombinowali wr臋cz, jak jeszcze bardziej "okie艂zna膰" moc Harry'ego, naginaj膮c j膮 tak, by s艂u偶y艂a wy艂膮cznie ochronie jego brata.
Ale to nie znaczy艂o, 偶e mia艂 zamiar siedzie膰 bezczynnie.
Zakon - wraz ze zdrajc膮 w samym jego centrum, jak mi艂o dla wszystkich zainteresowanych - m贸g艂 sobie mie膰 swojego Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂. On b臋dzie pracowa艂 nad Harrym. Sprawi, 偶e ten piekielnie uparty ch艂opak wyjdzie wreszcie z cienia swojego brata, zacznie dba膰 o siebie i w艂asne interesy, a potem i o interes reszty 艢lizgon贸w. A nast臋pnie, je艣li znajdzie na to czas, mo偶e nawet zmusi Harry'ego do my艣lenia o reszcie 艣wiata czarodziej贸w, 艂膮cznie ze swoim ojcem, kt贸ry b臋dzie zdruzgotany, widz膮c, jak膮 kontrol臋 nad jednym z jego syn贸w posiad艂 Snape.
I kt贸偶 mo偶e go wini膰, je艣li zdecyduje si臋 rozszerzy膰 sw贸j d艂ug wobec Jamesa Pottera do ochrony Harry'ego?
Przesiedzia艂 ca艂膮 dyskusj臋 o zdrajcy. Nie interesowa艂 go ten temat. Jak mo偶na by艂o podejrzewa膰, nikt nie mia艂 poj臋cia, kto to m贸g艂 by膰. Dumbledore ufa艂 zbyt wielu ludziom, a Lily i James zbyt d艂ugo przebywali w Dolinie Godryka, odizolowani od reszty 艣wiata, 偶eby zna膰 obecne realia polityczne.
Snape wyszed艂, kiedy tylko znalaz艂 bezpieczn膮 ku temu wym贸wk臋, i uda艂 si臋 z powrotem do loch贸w, rad, 偶e po drodze nie spotka艂 nikogo, komu musia艂by si臋 wyt艂umaczy膰 z u艣mieszku zadowolenia, kt贸rego nie by艂 w stanie opanowa膰.
Nie by艂o sensu upiera膰 si臋 teraz przy uznaniu jakichkolwiek dokona艅, nie w chwili, w kt贸rej dyrektor by艂 tak bardzo przeciwny po艣wi臋caniu ch艂opcu wi臋kszej uwagi. Ba, cz臋艣膰 Dumbledore’a pewnie w og贸le my艣la艂a, 偶e Harry zamieni si臋 w Voldemorta w momencie, gdy kto艣 tylko o艣mieli si臋 pochwali膰 jego moc. Snape b臋dzie pracowa艂 w sekrecie i wypchnie Harry'ego na 艣wiat艂o, kiedy sprawy zajd膮 ju偶 tak daleko, 偶e nikt tego nie zdo艂a odkr臋ci膰.
Ale najpierw, oczywi艣cie, b臋dzie musia艂 odby膰 ma艂膮 pogaw臋dk臋 z Harrym. Snape domy艣la艂 si臋, 偶e to nie b臋dzie proste. Ale poniewa偶 mia艂 ju偶 gotow膮 bro艅 idealn膮, to nie martwi艂 si臋 o to zanadto.
W po艂owie drogi do loch贸w zorientowa艂 si臋 z przera偶eniem, 偶e niemal nuci pod nosem, i zmusi艂 si臋, 偶eby przesta膰.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

ietne! ietne! 100% [1 G硂s]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Dobre Dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Przeci阾ne Przeci阾ne 0% [痑dnych g硂s體]
S砤be S砤be 0% [痑dnych g硂s體]
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum