The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 19 2019 12:12:28   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Running away 13


Rozdzia艂 13

Gdzie艣, w przesz艂o艣ci…
- Niech mnie sam Stw贸rca porazi piorunem kulistym! To偶 to m贸j znajomy ork! - zawo艂a艂 my艣liwy, wchodz膮c do karczmy. Deris przyjrza艂 mu si臋 uwa偶nie, pr贸buj膮c sobie przypomnie膰 gdzie spotka艂 tego g艂o艣nego cz艂owieka... Ach tak... Kilka dni temu zastraszy艂 go kusz膮, tak...
- My艣liwy podaj膮cy si臋 za szlachcica.
- O nie! Mam drugie imi臋 po ojcu! By艂 z niego kawa艂 sukinsyna! - odrzek艂 Liam, przysiadaj膮c si臋 do niego. - Takie spotkanie nie zdarza si臋 cz臋sto! Wypijmy zdrowie mojego nienarodzonego dziecka! - zaproponowa艂.
- Kt贸re to ju偶?
- Pierwsze, panie Ashghan. Nie powiem, 偶ebym si臋 cieszy艂, ale smuci膰 si臋 tak偶e nie b臋d臋. Ano ty si臋 pochwal!
- Mam tr贸jk臋 – odrzek艂 nie bez dumy Deris. Liam za艣mia艂 si臋 w g艂os. Zd膮偶y艂 si臋 upi膰 z kupcami z gildii a wizyta w karczmie by艂a dla niego ca艂kiem przypadkowa, cho膰 wielce fortunna. - Kanthar, Amira i Rainamar.
- Rhain'A'Marie? Naprawd臋 nazwa艂e艣 tak syna? - zapyta艂 my艣liwy, wytrzeszczaj膮c oczy na towarzysza. Deris tylko pokiwa艂 g艂ow膮. - U nas, w Sadal, wzi臋liby ci臋 za wariata albo za wizjonera. Albo za jedno i drugie...
- To tylko imi臋. - rzuci艂 ork, wychylaj膮c kielich wina.
- Przekl臋te imi臋! Jak to sz艂o... zaraz.... „Z najczarniejszej nocy przyjdzie najja艣niejsze 艣wiat艂o. Spadn膮 wi臋zy i otworzy si臋 droga. Rhain'A'Marie, czerwony demon, przyw贸dca”... dalej nie pami臋tam... Od ma艂ego ucz膮 nas tej legendy.
- To mit po kt贸rym pozosta艂o ca艂kiem zgrabne imi臋.
- S艂uchaj, Ashghan, bez urazy, ale ja bym nie chcia艂, 偶eby m贸j syn nazywa艂 si臋 Czerwonym Demonem, ba, 偶eby jego imi臋 przewija艂o si臋 w apokaliptycznej przepowiedni o jakim艣 ko艅cu i czarnej nocy!
- Ludzie maj膮 tendencj臋 do wyolbrzymiania wielu rzeczy i tworzenia mistycznej otoczki wok贸艂 bredni szale艅c贸w. Jestem orkiem, nie wierz臋 w przeznaczenie, mity i wasze ludzkie, 艣mieszne legendy. - powiedzia艂 stanowczo Deris, wbijaj膮c bursztynowe oczy w 艣cian臋.
- Ile on ma lat? - zapyta艂 z zaciekawieniem Liam.
- Nied艂ugo sko艅czy cztery.
- Cztery – powt贸rzy艂 my艣liwy – male艅stwo. C贸偶, tak czy inaczej, sadalskich legend nie zmieni臋 a i mojej w艂asnej 艣wiadomo艣ci te偶 nie. Wychowano mnie na tym, 偶e Imperium zniknie pewnego dnia z powierzchni ziemi. Nie powiem, 偶eby mnie to nie cieszy艂o, Ashghan, bo chcia艂bym, 偶eby moje dziecko 偶y艂o w wolnym kraju i nie ba艂o si臋 przyzna膰 do w艂asnych korzeni. A to, czy zrobi to tw贸j syn czy kto艣 zupe艂nie inny, jest dla mnie spraw膮 drugorz臋dn膮.
Pozostaje mi tylko 偶yczy膰 ci powodzenia, czymkolwiek si臋 w 偶yciu zajmujesz. Powiadam ci, nie wierzysz w przeznaczenie, ale ja czuj臋, 偶e si臋 jeszcze zobaczymy. 艢wiat jest ma艂y, a wyroki Stw贸rcy niezbadane! Bywaj, Ashghan. - Liam po偶egna艂 si臋 i uda艂 si臋 na g贸r臋, po uprzednim wynaj臋ciu u szynkarza pokoju.
Deris d艂ugo jeszcze rozmy艣la艂 nad pustym kielichem wina, ale uzna艂, 偶e ten ludzki b艂azen by艂 pijany i zm臋czony a w legendy on sam nigdy nie wierzy艂. Z ci臋偶kim westchnieniem pod膮偶y艂 w ko艅cu do wyj艣cia.

***


- My艣liwy? - zawo艂a艂 g艂臋boko zaskoczony Deris, wpatruj膮c si臋 w postacie przed nim. Liam ledwie sta艂 na nogach, przyciskaj膮c do siebie ma艂e dziecko. Tu偶 za nim sta艂a m艂oda, ciemnow艂osa kobieta z niewielkim pakunkiem.
- Mo偶emy wej艣膰? - zapyta艂 po chwili milczenia Liam. Ork zaprosi艂 oboje do 艣rodka gestem r臋ki. Elena zaniepokojona nag艂ym poruszeniem, przysz艂a zobaczy膰, co si臋 sta艂o. Za ni膮 pod膮偶a艂 ciekawski pi臋ciolatek.
- To Liam Sean谩n. M贸wi艂em ci o nim – wyja艣ni艂 Deris. Jego 偶ona tylko pokiwa艂a g艂ow膮. My艣liwy odda艂 dziecko swojej kobiecie i p贸艂g艂osem zacz膮艂 rozmawia膰 z orkiem. Tymczasem Elena wskaza艂a nieznajomej krzes艂o przy kominku.
- Jeste艣 g艂odna? Mo偶e przynie艣膰 co艣 dziecku? - zapyta艂a 偶ona Derisa.
- Nie chc臋 sprawia膰 k艂opotu – odrzek艂a druga kobieta, pr贸buj膮c uko艂ysa膰 male艅stwo. Pi臋cioletni syn Eleny i Derisa podszed艂 do mniej i uwa偶nie przyjrza艂 si臋 dziecku. Ma艂y nie pozosta艂 mu d艂u偶ny, wbijaj膮c w posta膰 p贸艂orka swoje wielkie, zielone oczy.
- Mamo! - zakomunikowa艂 uszcz臋艣liwiony ch艂opiec – To si臋 do mnie u艣miecha.
- Rainamar, nie zadr臋czaj pani! - skarci艂a go matka.
- Jest 艣mieszny – m贸wi艂 dalej pi臋ciolatek, zaczepiaj膮c ch艂opca, kt贸ry nieporadnie stara艂 si臋 z艂apa膰 go za r臋k臋.
- Ma na imi臋 Casius. - wyszepta艂a ledwie s艂yszalnie nieznajoma.
- 艢liczny – rzek艂a Elena, podaj膮c kobiecie misk臋 z zup臋 – Wezm臋 go, a pani niech si臋 posili. –
Ciemnow艂osa z ulg膮 odda艂a dziecko Elenie i zacz臋艂a je艣膰 z tak膮 zach艂anno艣ci膮, jak gdyby od dawna nie dosta艂a porz膮dnego posi艂ku. Dziecko nie p艂aka艂o, a wr臋cz przeciwnie. Wydawa艂o si臋 by膰 bardzo zainteresowane ca艂膮 sytuacj膮.
- Nakarmi臋 go – szepn臋艂a Elena i znikn臋艂a w kuchni. Jej synek przez chwil臋 wpatrywa艂 si臋 z uwag膮 w nieznajom膮 kobiet臋, po czym pod膮偶y艂 za matk膮.
- Mamo, czemu ta pani jest taka smutna? - zapyta艂 ch艂opiec, obserwuj膮c krz膮taj膮c膮 si臋 po kuchni matk臋 z male艅stwem na r臋ku. Niezbyt podoba艂o mu si臋 zainteresowanie matki obcym dzieckiem, ale sytuacja wydawa艂a mu si臋 zbyt intryguj膮ca, by narzeka膰. Na razie.
- Pani jest zm臋czona. - odrzek艂a kobieta, zaj臋ta przygotowaniem dziecku odpowiedniego posi艂ku.
- Mamo, a on z nami zostanie? - zastanowi艂 si臋 na g艂os jej syn.
- Rainamar, on ma rodzic贸w!
- Ale ten pan jest z艂y.
- Kochanie, dziadek zn贸w naopowiada艂 ci bzdur, jacy to ludzie s膮 straszni i podli... - westchn臋艂a Elena, sadzaj膮c malca na stole. - Pobaw si臋 z Amir膮, synku.
Ch艂opiec jednak nie mia艂 zamiaru pos艂ucha膰 matki. Wola艂 uda膰 si臋 do korytarza, w kt贸rym jego ojciec wci膮偶 dyskutowa艂 z nieznajomym. Rozmowa sta艂a si臋 g艂o艣niejsza, jakby obaj panowie k艂贸cili sie o co艣.
- Ja wiem, 偶e nie mam prawa ci臋 o nic prosi膰, ale jestem w sytuacji bez wyj艣cia. Deris, ja mam dziecko. - powiedzia艂 Liam, opieraj膮c si臋 ci臋偶ko o 艣cian臋. Wzrok Derisa przez chwil臋 b艂膮dzi艂 po pomieszczeniu, zatrzymuj膮c si臋 w ko艅cu na postaci my艣liwego.
- Czego ty ode mnie oczekujesz? - zapyta艂 ork.
- Prosz臋 ci臋 tylko o nocleg. Znajd臋 co艣, je偶eli nie tutaj, to w innym mie艣cie.
- Jest zimno. Gdzie masz zamiar si臋 uda膰 z tak ma艂ym dzieckiem? Dwana艣cie kilometr贸w st膮d jest Aeral. Jest tam gildia my艣liwska. Poza tym mo偶esz zatrzyma膰 si臋 tutaj. Gajowy zmar艂 wiosn膮, zostawiaj膮c po dobie dom, kt贸ry jest w posiadaniu w艂adz miasta. My艣l臋, 偶e zgodz膮 si臋 go wydzier偶awi膰, a nawet sprzeda膰. - powiedzia艂 Deris. Liam nie zdradzi艂, dlaczego pojawi艂 si臋 tu tak nagle, ani sk膮d wiedzia艂 gdzie mieszka poznany niegdy艣 ork, ale nie zamierza艂 pyta膰. Co艣 kaza艂o mu pom贸c temu przedziwnemu cz艂owiekowi.
- Nie mam si艂y, Deris – westchn膮艂 my艣liwy – Wszyscy wok贸艂 umieraj膮. Moi przyjaciele, moja rodzina. Nic mi nie zosta艂o.
- Wi臋c zacznij od nowa. - odrzek艂 zamy艣lony ork.
- Tato? - obaj us艂yszeli nagle dzieci臋cy g艂os.
- S艂ucham ci臋, Rainamar.
- Wi臋c to jest Rhain'A'Marie? - zapyta艂 z rozbawieniem Liam.
- C贸偶, zmieni艂e艣 zdanie co do waszej 艣miesznej przepowiedni? - odpowiedzia艂 pytaniem na pytanie Deris. Liam za艣mia艂 si臋 i pokr臋ci艂 g艂ow膮.
- By艂bym sk艂onny. C贸偶, mo偶e jak Casius podro艣nie b臋d膮 razem 艂azi膰 po drzewach?
- Nie wydaje mi si臋. - pow膮tpiewa艂 Deris – Cztery lata to du偶a r贸偶nica wieku.
- Po偶yjemy, zobaczymy, jak to m贸wi膮 Maravilczycy. - odrzek艂 Liam. Syn Derisa przyjrza艂 si臋 dok艂adnie obcemu m臋偶czy藕nie i stwierdzi艂, 偶e nie przypad艂 mu do gustu.
- W takim razie d艂uga droga przed nami – odrzek艂 bez entuzjazmu ork i poprowadzi艂 go艣cia do kuchni.

***

Dzi艣..
- Jeszcze s艂owo, Rainamar! – zawo艂a艂 Deris, wychodz膮c z domu razem z nami. M贸j narzeczony zatrzyma艂 si臋, rzucaj膮c mi zaskoczone spojrzenie. Wzruszy艂em tylko ramionami, nie wiedz膮c, o co mo偶e chodzi膰 staremu orkowi.
Deris podszed艂 do Rainamara i uj膮艂 go pod brod臋, odwracaj膮c jego g艂ow臋.
- Co ty masz na twarzy? - zapyta艂, krzywi膮c si臋 nienaturalnie.
- Jestem 偶o艂nierzem... czy to dziwne, 偶e zrani臋 si臋 od czasu do czasu?
- Kiedy k艂amiesz twoje oczy si臋 tak dziwnie b艂yszcz膮. Zupe艂nie jak teraz. - odpar艂 spokojnie Deris i poklepa艂 go po ramieniu. - Spokojnej drogi. - doda艂, zwracaj膮c si臋 do mnie. Wpatrywa艂em si臋 w jego posta膰, p贸ki nie znikn膮艂 w g艂臋bi domu. U艣miech mimowolnie zago艣ci艂 na moich ustach.
- Nic nie m贸w! - zawo艂a艂 Rainamar i poszed艂 w stron臋 stajni. Za艂o偶臋 si臋, 偶e s艂ysza艂 m贸j 艣miech...

***


- Naprawd臋 niczego nie pami臋tasz? - zapyta艂em raz jeszcze. Rainamar rzuci艂 mi ura偶one spojrzenie i powt贸rzy艂, nie wiem ju偶 kt贸ry raz:
- Naprawd臋.
- Ci臋偶ko mi w to uwierzy膰. Mia艂e艣 pi臋膰 lat.
- W takim razie ty przypomnij mi, co robi艂e艣, kiedy by艂e艣 w tym wieku – sykn膮艂 m贸j narzeczony i pogoni艂 konia do k艂usa.
- Kochany, przepraszam. Po prostu nie wiem, co o tym my艣le膰. Przecie偶 nie wykopi臋 ojca z grobu i nie zaczn臋 go wypytywa膰?!
- Dlaczego nie? Zna艂em kiedy艣 nekromant臋.
- Nie b膮d藕 z艂o艣liwy, nie pasuje ci to. - odrzek艂em, krzywi膮c si臋 na jego s艂owa. Obejrza艂 si臋 za mn膮 i nieco zwolni艂.
- Wiesz co pami臋tam? Uci膮偶liwego trzylatka, kt贸rego nie mog艂em si臋 pozby膰. - odpowiedzia艂, ale nie przyprawi艂 tego z艂o艣liwym u艣mieszkiem.
- Wybitnie mnie pocieszy艂e艣 – rzuci艂em, staraj膮c si臋 wygl膮da膰 na g艂臋boko ura偶onego.
- Zacz膮艂e艣 by膰 zno艣ny dopiero jak sko艅czy艂e艣 czterna艣cie lat.
- Nie mog艂o by膰 tak 藕le – zastanowi艂em sie i w my艣lach zacz膮艂em analizowa膰 swoje zachowanie z wcze艣niejszych lat.
- Nie jeste艣 z艂y za to, 偶e ci nie powiedzieli? - zapyta艂 mnie w ko艅cu, rzucaj膮c mi ukradkowe spojrzenie.
- By膰 mo偶e powinienem by膰, ale nie jestem. Nie wiem, dlaczego. Zamiast z艂o艣ci jest we mnie co艣 innego. Oboj臋tno艣膰? Mo偶liwe, 偶e tak bym to nazwa艂.
- Dlaczego? - zainteresowa艂 si臋 Rainamar.
- Nie wiem, kochany. Sam nie wiem.
- Dlaczego tw贸j ojciec to zrobi艂...
- Poniewa偶 by艂 skurwielem jakich ma艂o. Bi艂 mnie, swoje w艂asne dziecko, wi臋c co go powstrzymywa艂o przed k艂amaniem?
Nie lubi艂em o tym m贸wi膰. Wr臋cz przeciwnie. Samo wspomnienie o tym budzi艂o we mnie najgorsze my艣li, kt贸rych d艂ugo nie potrafi艂em si臋 wyzby膰. Ojciec chcia艂 偶y膰 w idealnym 艣wiecie, kt贸ry sam sobie stwarza艂, a to, co nie pasowa艂o do jego wyobra偶e艅 on musia艂 ukszta艂towa膰. I nic nie powstrzymywa艂o go przed tym. Chcia艂 zrobi膰 ze mnie maszyn臋 bez uczu膰, tymczasem ca艂y jego misterny plan zwr贸ci艂 si臋 przeciw niemu, robi膮c ze mnie s艂abego cz艂owieka, nieustannie poszukuj膮cego aprobaty i uczu膰.
Rainamar zapatrzy艂 si臋 w drog臋 przed sob膮 nie powiedziawszy ani s艂owa. Wiedzia艂em, 偶e dla niego te偶 by艂o nie 艂atwo o tym rozmawia膰.
- Prawda – rzuci艂 w ko艅cu po d艂ugiej ciszy. - By艂 skurwielem.

***


Ca艂y ranek sp臋dzi艂em przed domem, szukaj膮c w trawie mojej obr膮czki. Psy wzi臋艂y moje dziwne zachowanie za zach臋t臋 do zabawy, wi臋c musia艂em co jaki艣 czas je odp臋dza膰. Nie znalaz艂em obr膮czki. By艂em na siebie w艣ciek艂y za tak膮 lekkomy艣lno艣膰. Oczywi艣cie, w przyp艂ywie emocji robi艂em r贸偶ne dziwne rzeczy... Zrezygnowany postanowi艂em zaj膮膰 si臋 przygotowanie jedzenia.
- Stw贸rco, jakie to okropne! - j臋kn膮艂em po degustacji czego艣, co mia艂o by膰 obiadem. Zrezygnowany postanowi艂em sprezentowa膰 to jedzenie moim ogarom. W tym znacz膮cym momencie drzwi do domu otworzy艂y si臋 z hukiem i do 艣rodka wparowa艂 zapewne m贸j narzeczony. Chwil臋 p贸藕niej zjawi艂 si臋 w kuchni, taszcz膮c ze sob膮 jak膮艣 wielk膮 ksi臋g臋. Po艂o偶y艂 j膮 na stole i przyjrza艂 mi si臋 uwa偶nie. Potem garnkowi.
- Znowu pr贸bujesz co艣 ugotowa膰? - zapyta艂 z wyra藕nym rozbawieniem. Patrzy艂em na niego d艂u偶sz膮 chwil臋, pr贸buj膮c odgadn膮膰, czy aby nie nabija si臋 z mojego braku umiej臋tno艣ci kulinarnych, ale postanowi艂em w ko艅cu przyzna膰 sie do pora偶ki.
- Pr贸bowa艂em. To dobre s艂owo.
- Zaraz co艣 wymy艣l臋. - odrzek艂, podchodz膮c do paleniska, ale zamiast zaj膮膰 ci臋 przygotowaniem obiadu, poca艂owa艂 mnie mocno. Przyci膮gn膮艂em go bli偶ej, czuj膮c jego zdecydowany dotyk. Hmm, chyba nici z jedzenia...
- Na Stw贸rc臋, oszcz臋d藕cie mi tego! - obaj us艂yszeli艣my znajomy g艂os.
- Kanthar! - rzuci艂 Rainamar, 艂api膮c si臋 za g艂ow臋. - Zapomnia艂em o tobie!
- Jakie偶 to typowe! - zawo艂a艂 starszy p贸艂ork, siadaj膮c przy stole. Zauwa偶y艂em, 偶e obci膮艂 w艂osy, co przypomnia艂o mi, 偶e sam musia艂em w ko艅cu si臋 tym zaj膮膰. - W艂a艣nie by艂em w trakcie przes艂uchiwania Rainamara w sprawie wygl膮du jego twarzy. Kto艣 musia艂 go nie藕le pobi膰... Ciekawe tylko kto. - doda艂, u艣miechaj膮c si臋 z艂o艣liwie.
- Stw贸rco, wszystkich nagle to interesuje! - westchn膮艂 m贸j narzeczony.
- Ja si臋 tylko zastanawiam, kto si臋 odwa偶y艂 na co艣 podobnego. Czy ta osoba jeszcze 偶yje?
- Dobrze wiesz, co si臋 sta艂o, Kanthar. - wtr膮ci艂em.
- Mi臋dzy wami robi si臋 coraz ciekawiej, nie ma co!
- Intryguje mnie bardzo, co ci臋 tu sprowadza? Oczywi艣cie poza dowiadywaniem si臋 oczywistych rzeczy - zapyta艂em starszego p贸艂orka, obserwuj膮c Rainamara, kt贸ry ewidentnie poch艂oni臋ty by艂 teraz zastanawianiem si臋 co zrobi膰 na obiad. Kanthar u艣miechn膮艂 si臋 szeroko, prezentuj膮c swoje ostre k艂y.
- Mam wiadomo艣膰, kt贸ra ci臋 ucieszy! - zakomunikowa艂.
- Mnie jako艣 nie zadowoli艂a. - wtr膮ci艂 Rainamar.
- Porzu膰 ten grobowy ton, bracie! Dziadek si臋 zapowiedzia艂 pod koniec tygodnia, w zwi膮zku ze zbli偶aj膮cym si臋 艣lubem Amiry. Oczywi艣cie jeste艣cie zaproszeni.
Spojrza艂em na Rainamara z min膮 cierpi臋tnika. On nie pozosta艂 mi d艂u偶ny, j臋cz膮c, jakie to okropne i niesprawiedliwe. Nie mia艂 zamiaru widzie膰 swojego dziadka. Co do mnie, staruch m贸g艂by nie istnie膰! Ka偶dy pretekst wymigania si臋 od tego przykrego obowi膮zku by艂 dobry, nawet, je偶eli ca艂y dzie艅 mia艂bym siedzie膰 w kom贸rce razem z moim 艂ukiem...
- Ty zawsze mia艂e艣 z nim lepszy kontakt. - powiedzia艂 w ko艅cu m贸j narzeczony, zwracaj膮c sie do starszego brata.
- Bo wypracowa艂em metod臋 ignorowania jego narzeka艅! Kiwam g艂ow膮 a na ko艅cu ziewam, co wyprowadza go z r贸wnowagi.
- Niewiele mi to pomog艂o. - westchn膮艂em, opieraj膮c si臋 o 艣cian臋.
- Po prostu nie pojedziemy. - zawyrokowa艂 m贸j narzeczony, obdarowuj膮c mnie kr贸tkim poca艂unkiem w policzek.
Kanthar tylko pokr臋ci艂 g艂ow膮, co nie zwiastowa艂o nic dobrego.
- Nie ma szans, ch艂opaki! Widzimy si臋 pod koniec tygodnia.
- O nie, nie, m贸j bracie! Ja nie pozwol臋, 偶eby ten szablo-z臋bny stary cap obra偶a艂 m臋偶czyzn臋, kt贸rego kocham. Nie, nie, nie! - powiedzia艂 z nieukrywan膮 z艂o艣ci膮 Rainamar, obejmuj膮c mnie w pasie.
- M贸j s艂odki, potrafi臋 si臋 sam obroni膰 – zapewni艂em go.
Starszy p贸艂ork u艣miechn膮艂 si臋 nieznacznie.
- Zap艂aci艂bym za to, 偶eby zobaczy膰 teraz min臋 dziadka! - zawo艂a艂 rozradowany. - Jak to by艂o? Szablo-z臋bny cap?
Obaj z Rainamarem rzucili艣my mu z艂owrogie spojrzenie, czym on si臋 zupe艂nie nie przej膮艂. Jego zachowanie czasem przynosi艂o mi na my艣l posta膰 naszego drogiego czarownika, Leitha Daire. Za艂o偶臋 si臋, 偶e byliby dobrymi kompanami.
- Zrobi臋 co艣 do jedzenia. - postanowi艂 w ko艅cu Rainamar, stawiaj膮c garnek z moim specja艂em na ziemi. Ogary zach臋cone perspektyw膮 dodatkowych k膮sk贸w, szybko zw臋szy艂y t膮 okazj臋. O dziwo, ku memu zaskoczeniu zasmakowa艂y w tym...czym艣.
- One zjedz膮 wszystko – westchn膮艂em, ubolewaj膮c w duchu nad tym, 偶e moje w艂asne, chowane od szczeni臋cia psy przestaj膮 przypomina膰 艂owieckie ogary. - Mo偶e ci pom贸c, Rainamar?
- Nie trzeba – odrzek艂, jak na m贸j gust troch臋 za szybko. - Siadaj i odpocznij.
- Niby po czym?
- Przed czym – poprawi艂 mnie z b艂yskiem w oku. Kanthar skrzywi艂 si臋, dok艂adnie rozumiej膮c o co mu chodzi. - A w艂a艣nie, Casii! Musz臋 ci powiedzie膰, 偶e m贸j kapita艅ski rynsztunek jest na uko艅czeniu.
- Nie mog臋 si臋 doczeka膰.
- Prawd臋 m贸wi膮c, wydaje mi si臋, 偶e b臋d臋 w tym wygl膮da膰 藕le. Co najmniej 藕le.
- Zaraz, zaraz, bracie! Z nas dw贸ch ty jeste艣 przystojniejszy! Nie masz si臋 czego obawia膰! - wtr膮ci艂 si臋 zaraz Kanthar, otwieraj膮c ksi臋g臋, kt贸r膮 przyni贸s艂 ze sob膮 Rainamar.
- Mo偶e...
- Czerwony Demon i 艁owca... To jaka艣 sadalska legenda? W imperialnym domu? B贸j si臋 Stw贸rcy! - dramatyzowa艂 starszy p贸艂ork. Przewr贸ci艂em oczami w ge艣cie rozpaczy. Zacz臋艂o mnie zastanawia膰, dlaczego ten trzydziestu-trzy letni osobnik manifestuje podobne zachowanie, ale nie warte by艂o to g艂臋bszych rozwa偶a艅. - Po co ci to? - zapyta艂, zwracaj膮c si臋 do Rainamara.
- Kupi艂em sobie. Nie mo偶na ju偶 kupi膰 sobie ksi膮偶ki?
- Ty i te twoje zami艂owanie do zakurzonego i sple艣nia艂ego papieru...
- Mo偶e by艣 si臋 zamkn膮艂, zwa偶ywszy na to, 偶e nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
- Jest w tobie tyle mi艂o艣ci, Rainamar, 偶e a偶 mnie mdli – odpar艂 Kanthar, u艣miechaj膮c si臋 nad wyraz z艂o艣liwie.
- Nie m贸g艂by艣 przekaza膰 Elenie, 偶e mamy wa偶ne zobowi膮zania zawodowe, czy co艣 w tym rodzaju i nie mo偶emy przyjecha膰 na to... rodzinne spotkanie? - zasugerowa艂em mu.
- Sam chcia艂bym tego unikn膮膰, ale takie jest 偶ycie. - westchn膮艂 Kanthar, przewracaj膮c karty ksi膮偶ki. - „Demon i Duch Lasu zwany te偶 przez dziad贸w naszych 艁owc膮, stanowili jedno艣膰. Rzecz mia艂a miejsce w czasach, do kt贸rych pami臋膰 ludzka ni 偶adna inna si臋ga膰 nie mo偶e.” - przeczyta艂 a jego twarz wykrzywi艂a si臋 w niesmaku. - Okropny styl pisarski! Zaraz, tu chodzi o t膮 przepowiedni臋, tak? Przyw贸dca w ognie, 艂a艅cuch spadnie i otworzy si臋 brama.. Czy co艣 takiego? Ojciec si臋 w tym zaczytywa艂. Rhain'A'Marie. - doda艂, patrz膮c wprost na mojego narzeczonego. On tylko pokr臋ci艂 g艂ow膮.
- 艁adna legenda. - odrzek艂 spokojnie.
- To jaka艣 mordercza wizja przysz艂o艣ci! Mniejsza z tym. Za艂o偶臋 si臋, 偶e nie czytacie sobie nawzajem do poduszki. - rzuci艂 ze 艣miechem.
- Zaskocz臋 ci臋 – wtr膮ci艂em z szelmowskim u艣miechem.
- Hej, wchodzimy na grz膮ski teren. Kocham was obu, ale wol臋 偶y膰 w b艂ogiej nie艣wiadomo艣ci. Zajmij si臋 wreszcie tym obiadem, Rainamar!
- Zamknij si臋, Kanthar!

***


- Powiedz mi, jak ja wygl膮dam? - zapyta艂em Rainamara, dotykaj膮c jego ramienia. Wzdrygn膮艂 si臋, wyrwany ze swoich my艣li.
- Co m贸wi艂e艣?
- Pyta艂em, czy dobrze wygl膮dam.
- Bardzo mi si臋 podobasz – u艣miechn膮艂 si臋, przyci膮gaj膮c mnie do siebie.
- Rainamar, nie mo偶esz potraktowa膰 tej sytuacji na powa偶nie? Tw贸j przewspania艂y, wielce cnotliwy i stoj膮cy na stra偶y moralno艣ci dziadek zaszczyci nas swoj膮 obecno艣ci膮.
- Ale偶 ci si臋 rozszerzy艂 zas贸b s艂ownictwa. - uci膮艂 ironicznie m贸j narzeczony.
- Denerwujesz mnie.
- Zaraz poprawi臋 ci nastr贸j. Chod藕 ze mn膮 na g贸r臋, nikt nie zauwa偶y. - zaproponowa艂, a z艂o艣liwy u艣mieszek nie znika艂 z jego twarzy. Jego d艂o艅 przesun臋艂a si臋 wzd艂u偶 moich plec贸w.
- Czy to m贸wisz o tym samym, o czym ja teraz my艣l臋? - spojrza艂em na niego z niedowierzaniem. Stw贸rco, zaraz ma przyjecha膰 Armin Ashghan, kt贸ry wzbudza艂 we mnie najgorsze z mo偶liwych emocji, a m贸j narzeczony, a jego wnuk proponuje mi...
- Szybka decyzja, ukochany – przytuli艂 mnie jeszcze mocniej i poca艂owa艂 w policzek. Odepchn膮艂em go lekko i pokr臋ci艂em g艂ow膮.
- Oszala艂e艣, m贸j pi臋kny.
- Co w tym z艂ego, 偶e chcia艂bym ci臋 poczu膰 w sobie. W og贸le powinni艣my si臋 st膮d wynosi膰. Wola艂bym siedzie膰 w karcerze ni偶 przy jednym stole z tym zakutym 艂bem.
- Wr贸膰 do pierwszej cz臋艣ci swojej wypowiedzi. - powiedzia艂em i tym razem to ja obj膮艂em go w pasie.
- Wiedzia艂em, Casius, 偶e zareagujesz jak typowy facet. - odrzek艂, wyra藕nie zadowolony z siebie. Opar艂em g艂ow臋 na jego ramieniu i zamkn膮艂em oczy.
- Trzy lata jeste艣cie razem i jeszcze wam nie przesz艂o? - lamentowa艂 Kanthar, kt贸ry pojawi艂 si臋 nagle znik膮d.
- Odejd藕, Kanthar, zanim postanowi臋 roz艂adowa膰 emocje na twojej g艂owie. - warkn膮艂 Rainamar.
- Mam przeczucie, 偶e b臋dzie ca艂kiem zabawnie. - odpar艂 starszy p贸艂ork. - P贸jd臋 poszuka膰 Amiry. Nie wiedzia艂em jej od rana.
- 殴le si臋 czuje. - powiedzia艂em.
Kanthar zamy艣li艂 si臋 przez par臋 chwil, po czym zakomunikowa艂:
- W takim razie p贸jd臋 jej poszuka膰!
No i zjawi艂 si臋 Armin Ashghan, we w艂asnej idealnej osobie. Nie by艂by sob膮, gdyby nie rzuci艂 mi najbardziej krytycznego spojrzenia, jakie ogl膮da艂y ludzkie oczy. Nie mia艂em najmniejszej ochoty wymienia膰 z nim uprzejmo艣ci. Rainamar r贸wnie偶 nie raczy艂 odezwa膰 si臋 s艂owem, co jego dziadek ostentacyjnie zignorowa艂. To wyprowadza艂o p贸艂orka z r贸wnowagi bardziej ni偶 otwarty konflikt. Atmosfera wok贸艂 nas zg臋stnia艂a jak jesienna mg艂a na bagniskach.
Wszyscy siedzieli przy stole, wbijaj膮c wzrok si臋 w bia艂y obrus albo gdziekolwiek popad艂o, byleby nie wymieni膰 si臋 spojrzeniami ze starym orkiem. Kanthar wyra藕nie stwierdzi艂, 偶e nie ma co czeka膰 z jedzeniem i zabra艂 si臋 do kosztowania wszystkich potraw.
- Wi臋c kiedy 艣lub? - zapyta艂 nagle Armin Ashghan, zapewne Amir臋, ale wpatrywa艂 si臋 wprost na Rainamara.
Deris zach艂ysn膮艂 si臋 winem, jak to mia艂 w zwyczaju czyni膰, gdy s艂ysza艂 podobne rewelacje. M贸j narzeczony zapatrzy艂 si臋 w dziadka, nie do ko艅ca wiedz膮c, czy to pytanie nie by艂o przypadkiem skierowane do niego.
- Kiedy przyjdzie pora. - wtr膮ci艂a Elena, zachowuj膮c przy tym kamienn膮 twarz. Jej oczy b艂yszcza艂y si臋 jednak niczym dwa ogniki. Wyra藕nie chcia艂a powiedzie膰 co艣 z艂o艣liwego, jednak dla dobra c贸rki powstrzyma艂a si臋.
Amira pog艂aska艂a sw贸j ci膮偶owy brzuszek, zupe艂nie nie zwracaj膮c uwagi na wymian臋 zda艅 mi臋dzy jej matk膮 a dziadkiem. By艂a bardzo blada i od rana narzeka艂a na z艂e samopoczucie.
- Nie jest mi na r臋k臋, 偶e dziewczyna b臋dzie rodzi膰 bez ma艂偶e艅stwa.
- My te偶 tego nie planowali艣my, ale przecie偶 dziecko jest szcz臋艣ciem – rzek艂 Sein, ca艂uj膮c narzeczon膮 w policzek. U艣miechn臋艂a si臋 s艂abo.
- Mimo wszystko, 艣lub powinien by艂 odby膰 si臋 przed narodzinami.
- Jak gdyby to wiele zmienia艂o! - wtr膮ci艂 Rainamar.
- Ciebie i twojego kochanka nigdy nie b臋d膮 dotyczy膰 takie sprawy, wi臋c nie wtr膮caj si臋 nie pytany.
- Posuwasz si臋 za daleko! - zawo艂a艂 ze z艂o艣ci膮 m贸j narzeczony, zrywaj膮c si臋 z miejsca.
- Rainamar, przesta艅. - powiedzia艂em spokojnie, ci膮gn膮c go za r臋kaw. - Usi膮d藕, kochany.
Spe艂ni艂 moj膮 pro艣b臋, nie przestaj膮c wpatrywa膰 si臋 w posta膰 dziadka w艣ciek艂ym wzrokiem. Stary ork pos艂a艂 mu kpi膮cy u艣miech.
- Widz臋, 偶e robisz, co ci rozka偶e ten szczeniak. Zaiste musi ci to hojnie wynagradza膰.
- Ojcze, prosz臋! - rzek艂 w ko艅cu zrezygnowany Deris.
D艂onie Rainamara zacisn臋艂y si臋 w pi臋艣ci a on sam ledwie si臋 powstrzymywa艂 przed kolejnym wybuchem. Zak艂ada艂em, 偶e Armin w艂a艣nie do tego d膮偶y. Nie by艂o niczym dziwnym to, 偶e Kanthar zupe艂nie ignorowa艂 ca艂膮 sytuacj臋, delektuj膮c si臋 smakiem obiadu i popijaj膮c wszystko spor膮 ilo艣ci膮 wina.
Zapad艂a niezr臋czna cisza, przerywana tylko g艂o艣nym mlaskaniem Kanthara i 艂agodnym szeptem Amiry, skierowanym do swego nienarodzonego jeszcze dziecka. W ko艅cu stary ork zn贸w postanowi艂 uraczy膰 nas swoimi wywodami, kt贸re na m贸j gust powinien zapisywa膰 w ksi膮偶kach i sprzedawa膰 na 艣wi膮tecznych kiermaszach.
- Zawiod艂em si臋 na tobie, synu. Ty i ta ludzka kobieta nie potrafili艣cie wychowa膰 swoich dzieci. Z reszt膮 nie mog艂o wyrosn膮膰 nic godnego z tych miesza艅c贸w. - powiedzia艂 starzec z niesmakiem. Amira i Deris spojrzeli na niego z g艂臋bok膮 uraz膮, Elena rzuci艂a pod nosem kilka przekle艅stw a Kanthar poch艂on膮艂 kawa艂ek pieczeni, zapijaj膮c j膮 winem.
- Je偶eli masz co艣 przeciwko mnie, nie powiniene艣 obra偶a膰 swojego syna i jego rodziny. - powiedzia艂em spokojnie, zwracaj膮c si臋 do Armina Ashghana. Ten wytrzeszczy艂 oczy, jak gdyby zobaczy艂 sw膮 zmar艂膮 偶on臋 w za艣wiatach.
- Ty 艣miesz m贸wi膰 mi, co mam robi膰?
- Kto艣 musi, skoro sam nie potrafisz zrobi膰 tego, co s艂uszne. - kontynuowa艂em, delektuj膮c si臋 narastaj膮c膮 w艣ciek艂o艣ci膮 orka. Gwa艂townie poczerwienia艂 na twarzy.
- Ty, na wszystkich pot臋pionych, uczysz mnie, co jest s艂uszne! Jak mo偶ecie pozwala膰 na co艣 takiego, Deris? Przecie偶 to co robi tw贸j syn i ta m臋ska dziwka jest ohydne!
Zaniem贸wi艂em. Czy on w艂a艣nie nazwa艂 mnie... Wiedzia艂em, 偶e mnie nienawidzi, ale to by艂o ju偶 szczytem wszystkiego.
- Sko艅cz to - powiedzia艂 m贸j narzeczony.
- Przeklinam dzie艅, w kt贸rym ten szaleniec Liam Sean谩n przest膮pi艂 pr贸g tego domu! Ty jeste艣 jeszcze gorszy ni偶 tw贸j ojciec! Ludzie! Potrafi膮 tylko kierowa膰 si臋 swoimi 偶膮dzami! Czuj臋 obrzydzenie, kiedy po prostu na ciebie patrz臋!
- Zamilcz, Ashghan! - krzykn膮艂 Rainamar, uderzaj膮c pi臋艣ci膮 w st贸艂. Zastawa zad藕wi臋cza艂a. - Wiesz co to mia艂o by膰? Mieli艣my udawa膰, 偶e jeste艣 tu mile widziany! My艣la艂em, 偶e uszanujesz stan mojej siostry, ale nie! Ci膮gle to samo! Nigdy nie dor贸wnamy dzieciom twoich pozosta艂ych syn贸w, m贸j ojciec nigdy nie dor贸wna swoim braciom! Przesta艅 patrze膰 na wszystkich jak na wrog贸w, zagra偶aj膮cych twojej wizji 艣wiata! Mam tego dosy膰! Kocham moj膮 rodzin臋 i Casiusa i nie mog臋 spokojnie s艂ucha膰 tego, co o nich m贸wisz! Przykro mi, nie jestem taki, jakim chcia艂e艣 bym by艂! M贸w, co tylko chcesz na m贸j temat, ale zostaw moj膮 rodzin臋 w spokoju! Kocham Casiusa i nie wstydz臋 si臋 tego, a je偶eli ty masz z tym problem, zachowaj to dla siebie! Nie pozwol臋 ci m贸wi膰 o nim w ten spos贸b! Nigdy! A teraz wyjd藕!
Armin Ashghan zaniem贸wi艂. Zaskoczenie malowa艂o si臋 na jego pooranej zmarszczkami twarzy. Spodziewa艂em sie podobnego przebiegu tego spotkania, ale nie Rainamar zaskoczy艂 r贸wnie偶 mnie. M贸j narzeczony i jego dziadek przez chwil臋 wpatrywali si臋 w siebie z czyst膮 z艂o艣ci膮. Starzec ju偶 mia艂 co艣 powiedzie膰, kiedy cisz臋 przerwa艂a Amira.
- Mamo!
- Kochanie. - Elena ju偶 by艂a przy niej. Twarz dziewczyny wykrzywi艂a si臋 bole艣nie.
- Mamusiu, ja rodz臋! - krzykn臋艂a.
K艂贸tnia by艂a dawno zapomniana...


***


Nast臋pne dni przynios艂y doskona艂e wiadomo艣ci. Ot贸偶 Amirze i jej brzydalowi urodzi艂a si臋 c贸rka. Male艅stwo odziedziczy艂o du偶o cech po tatusiu, orku pe艂nej krwi wi臋c zastanawia艂em si臋 jak dziewuszka b臋dzie wygl膮da艂a, kiedy doro艣nie. Widywa艂em ju偶 kobiety tej rasy i jednak musz臋 przyzna膰, 偶e prezentowa艂y si臋 lepiej od m臋偶czyzn. Niepor贸wnywalnie lepiej. Elena wydawa艂a si臋 by膰 najszcz臋艣liwsz膮 osob膮 w ca艂ej sytuacji. Amira narzeka艂a, 偶e nie znajduje ju偶 wolnego czasu dla siebie i 偶e jej brzydal nie pomaga przy dziecku. Deris mimo usilnych ch臋ci, nie zosta艂 dopuszczony do zajmowania si臋 swoj膮 wnuczk膮, gdy偶 jak powszechnie wiadomo, kobiety znaj膮 si臋 lepiej na dzieciach. Przynajmniej w ich odczuciu. Kanthar nie potraktowali tego wydarzenia jako szczeg贸lnie warte dodatkowej uwagi i znika艂 na ca艂e dnie z domu, tylko w sobie znanej sprawie a z kolei Rainamar zarzeka艂 si臋, 偶e nie po drodze mu z wychowaniem dzieci.
Armin Ashghan w kilku niemi艂ych s艂owach po偶egna艂 si臋 z synem i tyle o nim s艂ysza艂em. Zaszy艂 si臋 gdzie艣 w swym klanie. C贸偶, znaj膮c 偶ycie to nie by艂o ostatnie takie zdarzenie. Ta persona nie uczy si臋 na swoich b艂臋dach.
Kiedy mia艂em chwil臋 wolnego czasu postanowi艂em pojecha膰 do rodzic贸w mojego narzeczonego. Mia艂em szczeg贸ln膮 nadziej臋 na rozmow臋 z Derisem. Akurat zasta艂em go siedz膮cego przed domem. 艢ciska艂 g艂ow臋 w r臋kach i patrza艂 w niebo, mamrocz膮c jakie艣 niezrozumia艂e dla mnie s艂owa. Przyjrza艂em mu si臋 z uwag膮. Wreszcie mnie zauwa偶y艂.
- Ma艂a wrzeszczy bez opami臋tania. Od prawie dwudziestu dziewi臋ciu lat nie mia艂em noworodka w domu. Odzwyczai艂em si臋. - t艂umaczy艂, ogl膮daj膮c si臋 za siebie, na drzwi swojego domu.
- Rozumiem .- odrzek艂em, u艣miechaj膮c sie lekko. Przez chwil臋 nerwowo ko艂ysa艂em si臋 w prz贸d i w ty艂, nie bardzo wiedz膮c, jak zacz膮膰 rozmow臋. - Chcia艂bym... Deris... tato?
- Co si臋 sta艂o, m贸j ma艂y? - zapyta艂, podchodz膮c do mnie. Wskaza艂 mi sad, do kt贸rego obaj pod膮偶yli艣my.
- Rainamar.
- Mog艂em si臋 spodziewa膰 – westchn膮艂 ork – Elena swego czasu nie chcia艂a go widzie膰. Dobrze, 偶e jej przesz艂o. Nie wiem, o co si臋 pok艂贸cili, a i ona nie chce nic powiedzie膰. Kiedy pyta艂em, czy to ma co艣 wsp贸lnego z jego prac膮 uparcie milcza艂a, ale mi nie zaprzeczy艂a. Boj臋 si臋, 偶e nasz ch艂opak wpakowa艂 si臋 w jakie艣 g贸wno.
- Pok艂贸cili艣my si臋 o to. Kilka dni temu. Teraz Rainamar zachowuje si臋 jak gdyby nic sie nie sta艂o.
- Pobili艣cie si臋 z tego powodu, czy tak? St膮d wygl膮da艂 jak... wygl膮da艂. Domy艣li艂em si臋.
- Tak – przyzna艂em ze wstydem. Czu艂em si臋 z tym 藕le. Przecie偶 nie chcia艂em by膰 jak m贸j ojciec, a mimo to, nic lepszego nie przysz艂o mi do g艂owy w tamtej chwili.
- Nale偶a艂o mu si臋 – rzek艂 w ko艅cu Deris, kr臋c膮c g艂ow膮.
- Pomy艣la艂em, 偶e sam m贸g艂bym si臋 czego艣 dowiedzie膰. - postanowi艂em zmieni膰 temat.
- Dobry pomys艂, ale je偶eli chodzi o Rainamara, to mo偶e mu si臋 nie spodoba膰. Nie chc臋 ci臋 od niczego odwodzi膰...Mog臋 z nim porozmawia膰. Znowu. Tylko czy to co艣 w og贸le pomo偶e? - zastanowi艂 si臋 Deris.
- Zapewne b臋dzie to jak m贸wienie do 艣ciany. Po prostu czuj臋, 偶e nie mog臋 偶y膰 w ten spos贸b. Podstaw膮 zwi膮zku jest zaufanie, a kiedy on nie chce mi niczego m贸wi膰, wnioski nasuwaj膮 si臋 automatycznie. - powiedzia艂em z 偶alem.
- Poradzimy sobie, synku. - pociesza艂 mnie ork. - Postaram si臋 raz jeszcze do niego dotrze膰. Zawsze by艂 uparty, nawet je艣li czarno na bia艂ym nie mia艂 racji.
Dlaczego coraz bardziej w膮tpi臋, 偶e rzeczywi艣cie sobie poradzimy... Przysz艂o艣膰 nie przedstawia艂a si臋 w jasnych barwach a ja nawet nie stara艂em si臋 wmawia膰 sobie, 偶e jest inaczej . Nie chcia艂em go straci膰, ale nie mia艂em zamiaru znosi膰 takiego traktowania. Musia艂em przej艣膰 do dzia艂ania, tylko czy nie obr贸ci si臋 to przeciwko mnie?
Deris zauwa偶y艂 swoj膮 偶on臋, kt贸ra pod膮偶a艂a w nasz膮 stron臋. Przywita艂em si臋 z ni膮, a ona natychmiast zauwa偶y艂a m贸j pod艂y nastr贸j.
- O czym rozmawiacie? - zapyta艂a, ale m贸j wyraz twarzy pos艂u偶y艂 jej za odpowied藕. - Znowu Rainamar! - rzuci艂a, unosz膮c obie d艂onie. - Je偶eli to ja pope艂ni艂am b艂膮d w wychowaniu, niech Stw贸rca mnie uka偶e. Jakim cudem jedna osoba mo偶e popada膰 w takie skrajno艣ci?
- Rainamar jest doros艂y i dobrze zna konsekwencje swojego zachowania – przerwa艂em jej. Przytakn臋艂a mi, lecz nie wygl膮da艂a na przekonan膮 do ko艅ca. Wiem, 偶e nie potrafi艂a zrozumie膰, dlaczego jej syn, kt贸rego dotychczas uwa偶a艂a za odpowiedzialnego zachowywa艂 si臋 w spos贸b, kt贸rego nie da艂o si臋 sensownie wyt艂umaczy膰.
- Je偶eli stanie si臋 co艣 z艂ego... - wyszepta艂a, patrz膮c b艂agalnie w niebo.
Nikt z nas nie powiedzia艂 ju偶 nic wi臋cej. Czas poka偶e, co b臋dzie dalej.

***


- Siedzisz ca艂y dzie艅 w domu, Leith! Mo偶e by艣 tak chocia偶 raz co艣 ugotowa艂?
- Nie potrafi臋 – rzuci艂 w odpowiedzi czarownik. - Czy pos艂a艅cy z listami odje偶d偶aj膮 z Aeral codziennie czy w innych odst臋pach czasowych?
- Z tego co pami臋tam co dwa dni, ale zdarzaj膮 si臋 op贸藕nienia. Najszybciej mo偶na co艣 wys艂a膰 kurierem, kt贸ry przewozi te偶 listy dow贸dc贸w, ale za to p艂aci si臋 dodatkowo – odpar艂em, zupe艂nie nie zastanawiaj膮c si臋 po co mu ta wiedza. Przytakn膮艂 tylko i zn贸w usiad艂 w fotelu, si臋gaj膮c po lektur臋.
- Co艣 ciekawego? - zapyta艂em, wskazuj膮c na ksi膮偶k臋.
- To kt贸ry艣 z podr臋cznik贸w Rainamara. Nie s膮dzi艂em, 偶e on w og贸le wie co to literatura, a co dopiero, 偶e lubi historyczne ksi膮偶ki a tu wielka niespodzianka! - rzek艂 zaaferowany Leith. - Gdzie艣 ty tak d艂ugo by艂? - zapyta艂 w ko艅cu, zmieniaj膮c temat.
- Najpierw mi powiedz, gdzie jest Rainamar?
- Zapewne 艣pi. - odpowiedzia艂 czarownik i upi艂 艂yk swojej 艣wie偶o zaparzonej herbaty. Usiad艂em naprzeciwko niego i przyjrza艂em si臋 p艂omieniom ta艅cz膮cym w kominku.
- By艂em u jego ojca – przyzna艂em niech臋tnie, opieraj膮c g艂ow臋 na r臋kach. Leith odstawi艂 herbat臋. Jego spojrzenie by艂o zbyt zagadkowe, 偶ebym m贸g艂 opisa膰 jakiekolwiek uczucie.
- Widz臋, 偶e szukasz pomocy, m贸j m艂ody przyjacielu.
- Ano, jak wida膰. - przyzna艂em i usadowi艂em si臋 wygodniej w fotelu. Nie zrobi艂em dzi艣 wiele, ale by艂em zm臋czony, jakby wyprany z emocji. Przymkn膮艂em oczy, ws艂uchany w cisz臋 wok贸艂 nas.
- Dziwne – wyszepta艂 Leith Daire – Kiedy jest wojna, ludzie cierpi膮 b贸l, strach, wstyd, win臋. Z powodu wrog贸w. Kiedy jest pok贸j ludzie wci膮偶 cierpi膮. Z powodu swoich bliskich. Nie ma sprawiedliwo艣ci na tym 艣wiecie.
- Mo偶e tak jest lepiej? Cie艅 wskazuje nam, 偶e wci膮偶 jest 艣wiat艂o. Ci臋偶kie chwile s膮 po to, by艣my bardziej doceniali dobre. Tylko dlaczego to jest takie trudne, Leith? Kiedy wydaje mi si臋, 偶e mam ju偶 wszystko, okazuje si臋, 偶e nie mam zupe艂nie nic. Wiesz co wtedy robi臋? Pr贸buj臋 gra膰, tak jak mnie nauczy艂 ojciec, tylko 偶e ja t膮 nauk臋 opacznie zrozumia艂em. Nie chc臋 stawia膰 mi艂o艣ci warunk贸w, ale ja jestem tylko cz艂owiekiem i mam zwyk艂e, ludzkie uczucia. Zwyczajnie, po ludzku jest mi ci臋偶ko, kiedy osoba, kt贸r膮 kocham ponad wszystko odwraca si臋 ode mnie. O co siebie pytam w takich chwilach, do cholery? Pytam, czy to w og贸le ma jaki艣 sens? Zastanawiam si臋, czy gdybym odszed艂, poczu艂bym si臋 wolny, wymaza艂 wspomnienia z mojego 偶ycia. Nie znajduj臋 odpowiedzi.
- By膰 mo偶e na odpowied藕 jest jeszcze za wcze艣nie. Ty wiesz, jakie b臋d膮 konsekwencje twoich wybor贸w, Casius. Powiem ci tylko jedno – cokolwiek zrobisz, b臋dzie nale偶a艂o do ciebie. Jeste艣 silny, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Jeste艣 silny za was obu, dlatego jest ci ci臋偶ko. Nie b臋d臋 ci niczego radzi膰, nie po to tu jestem.. Zr贸b co uwa偶asz za s艂uszne. Zadecyduj. Sam. - powiedzia艂 Leith.
Wtedy to dotar艂o do mnie w pe艂ni, 偶e to ja musz臋 co艣 zrobi膰. Nie chcia艂em straci膰 tego co budowali艣my razem z Rainamarem, ale nic nie mog艂em poradzi膰, kiedy nachodzi艂y mnie w膮tpliwo艣ci. W pewnych momentach chcia艂em wszystko zmieni膰. Jak na zawo艂anie widzia艂em wtedy przed oczami czarnow艂osego m臋偶czyzn臋. Cahan. Za艂o偶臋 si臋, 偶e zapomnia艂 jak si臋 nazywam, ale ja... Nie... to przecie偶 nawet nie jest racjonalne, 偶ebym w og贸le o nim my艣la艂...
Tak jak m贸wi艂 Leith, Rainamar spa艂, przykryty jakim艣 cienkim pledem, z ksi膮偶k膮 na brzuchu. Wygl膮da艂 inaczej, spokojniej. Sen wyg艂adzi艂 rysy jego twarzy. Gdybym tylko wiedzia艂, co si臋 z nim dzieje, mo偶e m贸g艂bym wszystko zmieni膰. Tak, czy inaczej by艂o ju偶 p贸藕no, ale ja nie mia艂em ochoty na sen. Podszed艂em do okna, pr贸buj膮c dojrze膰 w ciemno艣ci zarys lasu. Noc by艂a spokojna i koj膮ca. Nie mog艂em jednak skupi膰 my艣li, kt贸re kr膮偶y艂y w mojej g艂owie bezustannie, nie przynosz膮c 偶adnych rozwi膮za艅.

***


- Leith powiedzia艂, 偶e ma艂a gra w karty powinna ci臋 rozlu藕ni膰 – za艣mia艂em si臋, widz膮c min臋 Rainamara.
- Leith gada zbyt du偶o niepotrzebnych rzeczy, to mu przyznam. - odrzek艂.
- B臋d臋 zawiedziony.
- Wynagrodz臋 ci to – powiedzia艂, ca艂uj膮c mnie lekko.
- Ciekawe...
- Witam! - us艂yszeli艣my nagle g艂os jednego z kapitan贸w, Eisa Morrisa. Zapewne to z nim mi臋dzy innymi um贸wi艂 si臋 Rainamar. - Jak twoja bu藕ka, kapitanie? - doda艂 z nieukrywanym 艣miechem. M贸j narzeczony warkn膮艂 pod nosem, ale odwzajemni艂 jego u艣mieszek.
- Dzi臋kuj臋, dobrze! - odrzek艂 z lekk膮 irytacj膮.
- Casca by艂 wprost zaaferowany, 偶e艣 dosta艂 po pysku, Rainamar. - ci膮gn膮艂 dalej jasnow艂osy kapitan, opieraj膮c si臋 lekko o st贸艂. M贸wi艂 o kapitanie u kt贸rego odbywa艂em s艂u偶b臋 wojskow膮. Niez艂e z niego zi贸艂ko, przyznam. Nie dziwi艂em si臋 wcale, 偶e pierwszy zauwa偶y艂 艣lady pobicia na twarzy mojego narzeczonego.
- Sko艅cz ten temat, je偶eli zale偶y ci na pewnych cz臋艣ciach cia艂a – mrukn膮艂 p贸艂ork, rzucaj膮c mu wielce ura偶one spojrzenie.
- M贸wi臋 ci, Casius, 偶aden z nas nie odwa偶y艂by si臋 cho膰by go dotkn膮膰! Ha! 呕a艂uj, 偶e nie widzia艂e艣 miny Casci!
- Eis, zamknij si臋!
- Wybacz, sir! - odrzek艂 rozbawiony kapitan Morris, przysiadaj膮c si臋 w ko艅cu do nas.
- Powiedz, co u ciebie? - zagadn膮艂em go.
- Coraz lepiej, Casius. - pochwali艂 si臋 – Razem z Rainamarem planujemy rozszerzy膰 nasz oddzia艂 艂ucznik贸w. Du偶a inwestycja, ale wierz臋, 偶e op艂acalna! Podpu艂kownik Buster ju偶 zapali艂 sie do tego pomys艂u! Mo偶e nawet znajdzie si臋 praca dla ciebie! - doda艂 z b艂yskiem w oku. Zawsze lubi艂em Eisa Morrisa. By艂 pozytywnym facetem, co wyr贸偶nia艂o o na tle tych wszystkich 艣miertelnie powa偶nych dow贸dc贸w.
- To jest dobry pomys艂! - podchwyci艂 Rainamar.
- C贸偶, m贸j geniusz ujawnia si臋 w ka偶dej sytuacji!
- Ju偶 jestem! - kapitanowie spojrzeli w stron臋 nadchodz膮cego m臋偶czyzny. Ja nie musia艂em. Pozna艂em jego g艂os! Nolan Raighne, we w艂asnej, idealnej osobie.
- Sp贸藕niony! - zawyrokowa艂 Eis Morris, mierz膮c go krytycznym spojrzeniem.
- Tylko troch臋. - odrzek艂, u艣miechaj膮c si臋 do Rainamara.
Zmru偶y艂em oczy i mimowolnie przysun膮艂em si臋 bli偶ej mojego narzeczonego. Nolan wkracza na nie swoje terytorium. Czy robi to 艣wiadomie, czy nie, nie interesuje mnie. Wa偶ne, 偶e to robi!
- Upijemy si臋 w trzy dupy! - zakomunikowa艂 Morris. - Mo偶e si臋 przy艂膮czysz, Casius?
- Mo偶e p贸藕niej. Mam zamiar pogra膰 w karty z my艣liwymi.
Zobaczy艂em jak jeden z moich kompan贸w, Bras, wchodzi do karczmy. Pomacha艂 mi na przywitanie i uda艂 si臋 do szynkarza, zapewne w celu zam贸wienia jakiego艣 trunku.
- B臋d臋 troch臋 po p贸艂nocy, 偶eby ci臋 zabra膰 do domu, tak jak ustalili艣my. - powiedzia艂 m贸j narzeczony.
- W porz膮dku. - odpar艂em, ale co艣 nagle przysz艂o mi do g艂owy. Nie mog艂em ju偶 patrze膰 w te zimno-niebieskie ocz臋ta Nolana. Z艂apa艂em Rainamara za jego 偶o艂nierski p艂aszczyk, przyci膮gn膮艂em do siebie i poca艂owa艂em. Zamrucza艂 w odpowiedzi. S艂ysza艂em tylko g艂o艣ny 艣miech Eisa Morrisa.
Najwspanialszy by艂 wyraz twarzy Nolana. O, Stw贸rco, jaki ja jestem z艂y!
Kiedy 偶o艂nierze wyszli, zjawi艂 si臋 Gavin, m贸j drugi kompan z gildii, do kt贸rego do艂膮czy艂 Bras. Leith wszed艂 do karczmy tu偶 za Gavinem, rzucaj膮c w stron臋 pracuj膮cej w karczmie dziewczyny pow艂贸czyste spojrzenie.
- No, to gramy! - zarz膮dzi艂.
P贸藕nym wieczorem, po dosy膰 sporej ilo艣ci piwa i jakiego艣 kiepskiego samogonu zd膮偶y艂em si臋 zorientowa膰, 偶e nie mam dzi艣 szcz臋艣cia w grze. Leith jednak nalega艂 na kolejn膮 parti臋, wi臋c gra zdawa艂a si臋 ci膮gn膮膰 w niesko艅czono艣膰.
- Ech, kiepskie karty! Do dupy z tym! - rzuci艂 Leith, ogl膮daj膮c uwa偶nie swoje karty. Jego mina wskazywa艂a ewidentnie na jaskrawe niepowodzenie, ale ani ja, ani nasi partnerzy nie mieli zamiaru uwierzy膰 czarownikowi. Bras szturchn膮艂 mnie w rami臋, wskazuj膮c 艂adn膮 dziewczyn臋, t臋, do kt贸rej szczerzy艂 si臋 wcze艣niej czarownik.
- Miast gra膰 w karty, porozmawia艂bym z t膮 pi臋kn膮. - westchn膮艂, 艣ledz膮c j膮 wzrokiem.
- To c贸rka Kessela. - powiedzia艂em mu, a na my艣l przysz艂a mi pot臋偶na sylwetka kowala. Chcia艂bym zobaczy膰 min臋 Brasa, kiedy kowal dowiedzia艂by si臋 o planach my艣liwego wobec jego 艣licznej c贸rki.
- Na Stw贸rc臋, wiem! - oznajmi艂 m贸j kompan z min膮 cierpi臋tnika – Sp贸jrz jednak na to z innej strony, Casius – doda艂, odk艂adaj膮c kart, grzbietem do g贸ry – Je偶eli kowal b臋dzie tak wybrzydza艂, jego latoro艣l zostanie star膮 pann膮.
- To chyba nie jest tw贸j problem, Bras. Poza tym s艂ysza艂em, 偶e kowal postanowi艂 wyda膰 j膮 za 偶o艂nierza. Nie wiem, czy to jest najlepszy pomys艂 – wojownicy zwykle nie do偶ywaj膮 staro艣ci, nie m贸wi膮c ju偶 o wojnie. - wtr膮ci艂em, szybko studiuj膮c moje karty. Niech to szlag! Zn贸w nic nie wygram! - Nie mam szcz臋艣cia w kartach! - rzuci艂em od niechcenia.
- Ale w mi艂o艣ci podw贸jne! - zawo艂a艂 uradowany nie wiadomo czym Leith.
- Pogadaj sobie! - uci膮艂em kr贸tko, k艂ad膮c karty na stole.
- Uch, Casius – rzek艂 ze zmartwieniem Bras – Mam lepszy zestaw!
Gavin, kt贸ry dot膮d tylko milcza艂, po艂o偶y艂 kart na st贸艂 i zakl膮艂 siarczy艣cie.
- Za to mi szcz臋艣cie sprzyja! - wykrzykn膮艂 uszcz臋艣liwiony Leith Daire, prezentuj膮c nam swoje karty.
- Psi syn! - rzek艂 z niedowierzaniem Bras, przecieraj膮c oczy. - Nie do艣膰, 偶e k艂amca to jeszcze szcz臋艣liwy k艂amca!
- Nie denerwujcie si臋, panowie! C贸偶, chyba brak powodzenia w hazardzie jest wpisany w zaw贸d my艣liwego! - czarownik nie m贸g艂 powstrzyma膰 si臋 od 艣miechu. - Nast臋pna kolejka?
- Chyba piwa – przerwa艂em jego wywody, widz膮c emocje gotuj膮ce sie na twarzach Gavina i Brasa. - P贸jd臋 i zam贸wi臋. - zaoferowa艂em, wstaj膮c od sto艂u. Szynkarz u艣miechn膮艂 si臋 szeroko, s艂ysz膮c o moim zam贸wieniu. Potem zawo艂a艂 pi臋kn膮 c贸rk臋 kowala Kessela. Dziewczyna podesz艂a do mnie i nachyli艂a si臋. Wsun臋艂a palce w moje w艂osy i wyszepta艂a:
- Tamten facet w k膮cie obserwuje ciebie i czarownika przez ca艂y wiecz贸r.
Drgn膮艂em, ale ona natychmiast to wyczu艂a, przysuwaj膮c si臋 jeszcze bli偶ej.
- Nie patrz! Pyta艂 mnie o czarownika.
- Co mu powiedzia艂a艣? - zapyta艂em, k艂ad膮c d艂o艅 na jej d艂oni. U艣miechn臋艂a si臋 lekko.
- Powiedzia艂am, 偶e go nie znam. - odpar艂a. Czu艂em jej gor膮cy oddech na swojej twarzy. To, co m贸wili by艂o prawd膮. By艂a niesamowicie pi臋kna. Jej jasnoniebieskie oczy skrzy艂y si臋 ciep艂em, jak wiosenne niebo. - Mam nadziej臋, 偶e pomog艂am.
- Bardzo – odpar艂em 艣ciszonym g艂osem.
Wyprostowa艂a si臋 i rzuci艂a mi wyzywaj膮cy u艣miech na po偶egnanie.
- Twoje zam贸wienie, Casius. - us艂ysza艂em nagle g艂os karczmarza, kt贸ry zapewne ca艂膮 scen臋 obserwowa艂. - Dziewczyna przyjecha艂a w艂a艣nie ze szk贸艂. Pracuje tutaj od niedawna, czekaj膮c na pozytywne rozpatrzenie jej wniosku o prac臋 w klasztorze.
- W klasztorze? - zapyta艂em nagle, przypominaj膮c sobie o Cahanie. - Co ona ma zamiar tam robi膰?
- B臋dzie dba艂a o ksi臋gozbi贸r. Pono膰 lubi t臋 robot臋.
- Jest pi臋kna. - przyzna艂em, pr贸buj膮c podnie艣膰 kufle z piwem.
- Ano prawda. Ojciec trzyma j膮 pod kloszem. - za艣mia艂 si臋 szynkarz. - Mia艂em zapyta膰, jak zdrowie?
- Dzi臋kuj臋, dobrze.
- Na pewno? Twarz masz poobijan膮 jakby艣 wda艂 si臋 w b贸jk臋. - rzek艂 z przekonaniem t臋gi m臋偶czyzna.
- Ech, zdarza si臋. - przyzna艂em niech臋tnie.
Przy stole trwa艂a zaci臋ta dyskusja na temat umieszczania lotek w strzale. Leith siedzia艂 i obserwowa艂 dw贸ch my艣liwych, z kt贸rych ka偶dy mia艂 odmienne zdanie na temat tej zawi艂ej sztuki.
- Odpu艣cie sobie. - rzuci艂em, stawiaj膮c piwo na stole. Usiad艂em, przysuwaj膮c si臋 bli偶ej Leitha.
- Dziewczyna powiedzia艂a, 偶e ten nieznajomy nas obserwuje. Ca艂y wiecz贸r.
- Gdyby tym nieznajomym by艂a pi臋kna kobieta nie przej膮艂 bym si臋 tym tak bardzo – czarownik wzruszy艂 tylko ramionami. Zapatrzy艂em si臋 w niego, nie wiedz膮c, co mam powiedzie膰. To by艂o naprawd臋 g艂upie.
- W ka偶dym razie, Leith, musimy co艣 z tym zrobi膰. - wyt艂umaczy艂em mu. Bras i Gavin wznie艣li toast za dobry rok i obfite zbiory i Stw贸rca wie jeszcze za co. Leith postanowi艂 szybko do nich do艂膮czy膰.
- Trzeba go wywabi膰 z tej nory – odpar艂, kiedy ju偶 sie oderwa艂 od kufla.
- Jak chcesz to zrobi膰?
- Nie wiem. Powiedz kt贸remu艣 ze swoich druh贸w, 偶eby poszukali Rainamara. Wtedy ja wyjd臋 z karczmy, a kiedy ten dzikus pod膮偶y za mn膮, p贸jdziesz za nim!
- Logiczne my艣lenie nie jest twoj膮 najmocniejsz膮 stron膮, co?
- Prawd臋 m贸wi膮c, magowie 偶ywio艂贸w nie potrzebuj膮 logiki do czarowania. To przychodzi samo z siebie. Pewnie, gdybym by艂 magiem iluzji, mentalist膮 czy inn膮 choler膮, wymaga艂o by to ode mnie ci臋偶kiej nauki.
- Kerr Laurent by艂 magiem iluzji?
- Niezbyt dobrym, jak sam widzia艂e艣. Spotyka艂em lepszych. M贸wi臋 ci, m贸j m艂ody przyjacielu, to jest prawdziwe widowisko! - rzek艂 Leith, u艣miechaj膮c si臋 do siebie. Zapewne przypomnia艂 sobie jak膮艣 scen臋 z przesz艂o艣ci.
- A Cahan? - zapyta艂em, obserwuj膮c uwa偶nie jego reakcj臋. Spowa偶nia艂 i wbi艂 wzrok w blat sto艂u.
- Cahan jest skomplikowanym przypadkiem. - wyzna艂 i zamiesza艂 kuflem. Milcza艂 chwil臋, jakby szuka艂 odpowiednich s艂贸w. - S艂ysza艂e艣 kiedy艣 o czarnych magach?
- Bardzo ma艂o. - przyzna艂em – M贸wiono, 偶e ci czarni magowie nie potrafi膮 zapanowa膰 nad swoj膮 moc膮. Leith, nie chcesz mi chyba powiedzie膰...
- Spokojnie! Dzisiaj mamy wiele nowoczesnych rozwi膮za艅, kt贸re pozwalaj膮 na opanowanie tej mocy. Owszem, musz膮 oni kontrolowa膰 swoje emocje bardziej ni偶 inni ludzie, st膮d mog膮 wydawa膰 si臋 zdystansowani i niedost臋pni, ale zapewniam ci臋, to ludzie, jak my wszyscy.
- Czyli starsi z wioski m贸wili prawd臋 o tym, 偶e w艂ada moc膮 pot臋偶niejsz膮 od twojej, czy偶 nie?
- I to znacznie. - odpar艂 Leith, kiwaj膮c g艂ow膮. - On jest mentalist膮 i naturalnym talentem. Bardzo pot臋偶na si艂a i bardzo niebezpieczna. Powiem ci tylko jedno, ch艂opcze, je偶eli jest na 艣wiecie osoba, kt贸rej jestem got贸w zaufa膰 bez zastrze偶e艅, to na pewno b臋dzie ni膮 Cahan. Oczywi艣cie pr贸cz ciebie. - doda艂, u艣miechaj膮c sie lekko. - Chod藕my! Musimy dowiedzie膰 si臋, co to za typ nas obserwuje!
Nabazgra艂em co艣 niedbale na kawa艂ku pergaminy, kt贸ry Leith Daire wyci膮gn膮艂 z kieszeni swego p艂aszcza. Da艂em pismo Brasowi i poleci艂em mu znale藕膰 Rainamara. Nie by艂 zbyt ch臋tny do zostawienia swojego piwa, ale poszed艂. D艂ugi czas go nie by艂o, a moja g艂owa zaroi艂a si臋 od my艣li na temat Cahana. Chcia艂em go zobaczy膰, ale ba艂em si臋 jecha膰 do tego klasztoru. Ba艂em si臋, 偶e o mnie zapomnia艂, 偶e nie b臋dzie chcia艂 mnie widzie膰. Nie po tym, jak go potraktowa艂em.
Leith przyjrza艂 mi si臋 z uwag膮 i przez kr贸tki moment zdawa艂o mi si臋, 偶e dok艂adnie wie o czym my艣l臋. Wbi艂em wzrok we w艂asne r臋ce, czuj膮c nag艂e gor膮co na ca艂ej twarzy. On wiedzia艂. Musia艂 wiedzie膰. Inaczej nie u艣miechn膮艂 by si臋 tak paskudnie. Stw贸rco, pom贸偶 mi!
Bras wr贸ci艂 i dopi艂 swoje piwo, zanim cokolwiek powiedzia艂.
- Kapitan Ashghan b臋dzie czeka艂 niedaleko stajni. - powiedzia艂, siadaj膮c na zydlu.
- M贸g艂by艣 go tak nie nazywa膰. To wci膮偶 ten sam facet. - powiedzia艂em, sam nie b臋d膮c do tego przekonanym. M贸j kompan tylko pokr臋ci艂 g艂ow膮 i zebra艂 ze sto艂u karty.
- Gramy? - zaproponowa艂 z szerokim u艣miechem.
- Musz臋 si臋 przewietrzy膰! - rzek艂 nagle Leith i odstawi艂 kufel z niedopitym alkoholem.
- Tak, tak! - rzuci艂 Bras – ogra艂e艣 nas i uciekasz! Jakie偶 to typowe!
- Nast臋pnym razem pozwol臋 ci wygra膰, ch艂opcze. - obieca艂 czarownik a jego g艂os ocieka艂 z艂o艣liwo艣ci膮. Bras zmru偶y艂 oczy i zaj膮艂 si臋 tasowaniem kart.
Leith wsta艂 z miejsca i zacz膮艂 i艣膰 w stron臋 drzwi, robi膮c przy tym wi臋cej ha艂asu ni偶 to wszystko by艂o warte. Nie omieszka艂 zaczepi膰 c贸rki kowala, kt贸ra uderzy艂a go tac膮 w rami臋. Chcia艂bym wiedzie膰, co takiego jej powiedzia艂...
Tajemniczy nieznajomy odczeka艂 kr贸tk膮 chwil臋 i r贸wnie偶 wyszed艂. C贸偶, m贸g艂by to by膰 przypadek, ale postanowi艂em ruszy膰 za nim, w razie gdyby co艣 grozi艂o Leithowi Daire. Ten cz艂owiek wydawa艂 si臋 by膰 prawdziwym magnesem na k艂opoty. Zastanawia艂o mnie, co wyniknie z jego ambitnych plan贸w zdobycia jakich艣 tam artefakt贸w. Po偶egna艂em wi臋c ch艂opak贸w i wyszed艂em na zewn膮trz. Od progu uderzy艂 mnie przyjemny ch艂贸d wiosennego wieczoru. Rainamar powiedzia艂, 偶e b臋dzie czeka艂 przy stajniach, wi臋c Leith zapewne tam si臋 uda艂. Ruszy艂em wi臋c w tamt膮 stron臋. Chwil臋 p贸藕nej musia艂em schowa膰 sie za rogiem karczmy, gdy偶 nieznajomy wda艂 si臋 w rozmow臋 z czarownikiem. By艂em ciekaw, co z tego wyniknie. Wtedy to tajemniczy m臋偶czyzna popchn膮艂 Leitha. Ten przewr贸ci艂 si臋 jak niezgrabne ciel臋 na ziemi臋, pokryt膮 rozje偶d偶onym b艂otem. Scena sama w sobie by艂a bardziej 艣mieszna ni偶 niepokoj膮ca. Leith krzykn膮艂 jakie艣 przekle艅stwo w stron臋 cz艂owieka, kt贸ry by艂 sprawc膮 jego upadku. Wtedy to zobaczy艂em b艂ysk no偶a. Nieznajomy nachyli艂 si臋, szarpi膮c czarownika za w艂osy. Oczy Leitha nagle zab艂ys艂y dziwnym 艣wiat艂em. O艣lepiaj膮cy blask wype艂ni艂 przestrze艅, zmuszaj膮c mnie do odwr贸cenia wzroku. Po chwili us艂ysza艂em g艂uchy ha艂as i j臋k. Nieznajomy odbi艂 si臋 od 艣ciany karczmy i le偶a艂 bez ruchu. Leith wsta艂 z b艂ota i otrzepa艂 si臋 niedbale. Wtedy to przybieg艂 Rainamar.
- Co do cholery? - zawo艂a艂, podchodz膮c do nieznajomego. 艢ci膮gn膮艂 p艂aszcz z jego g艂owy. Leith westchn膮艂 g艂o艣no.
- Adler, ty stary o艣le! - krzykn膮艂 czarownik.
Zaraz do艂膮czy艂em do nich, rzucaj膮c pytaj膮ce spojrzenie Leithowi. On jednak by艂 zbyt zaaferowany swoim znaleziskiem.
- Powiem, wszystko powiem, tylko zabierz st膮d t膮 besti臋! - rzuci艂 przera偶ony ch艂opek-roztropek, wskazuj膮c na Rainamara.
- Zaraz ci dam besti臋! - krzykn膮艂 m贸j narzeczony, ale Daire nakaza艂 mu milczenie.
- Jeszcze niczego ci nie rozkaza艂em! - powiedzia艂 Leith, rozk艂adaj膮c bezradnie r臋ce. - Chyba nie musisz m贸wi膰 kto ci臋 nas艂a艂. Jestem pewien, 偶e Kerr Laurent.
- Laurent nie ma z tym nic wsp贸lnego! - zarzeka艂 si臋 nieznajomy.
- Tak, a ja mam dodatkow膮 par臋 oczu! - odgryz艂 si臋 Leith. - M贸w prawd臋!
- Czcigodny Kerr nie m贸g艂 ju偶 dosy膰 twojej ignorancji! M贸wi, 偶e przekle艅stwo chcesz na 艣wiat spu艣ci膰! - przera偶ony cz艂owiek wypowiedzia艂 te s艂owa, jakby przemawia艂 do ludu ze straszliw膮 przepowiedni膮 na ustach.
- Niech si臋 czcigodny Kerr nie wtr膮ca do nie swoich spraw! To z艂odziej i oszust, kt贸ry chodzi wolno po 艣wiecie! Zg艂osi艂em ju偶 jego niegodziwo艣ci przeorowi klasztoru! - Leith by艂 wyra藕nie poruszony oskar偶eniami z艂apanego ch艂opka.
- Pan Laurent przepowiada艂, 偶e wypu艣cicie demona na 艣wiat! - doda艂 nabo偶nie cz艂owiek, kt贸rego Daire nazwa艂 Adlerem.
- Widzia艂 ty kiedy demona? - zakpi艂 czarownik - Jest 藕le – powiedzia艂 bardziej do siebie ni偶 i pokr臋ci艂 g艂ow膮. - On nie mo偶e uj艣膰 wolno.
- Wi臋c co mamy z nim zrobi膰? - zapyta艂em, patrz膮c na niego z lekkim przera偶eniem.
- Wy艣l臋 go do klasztoru, do opata. Niech go sam przepyta. Kerr Laurent ma ju偶 wystarczaj膮co du偶o k艂opot贸w. 艢cigaj膮 go rycerze 艢wi臋tego Ognia. To go pogr膮偶y ca艂kowicie. - zawyrokowa艂 powa偶nie Daire. - Kapitanie, w imieniu zakonu Czterech 呕ywio艂贸w oskar偶am tego cz艂owieka o szpiegostwo i pomaganie poszukiwanemu listem go艅czym Kerrowi Laurentowi.
- Zrozumiano! – rzuci艂 Rainamar. Jego usta lekko drgn臋艂y, ale zachowa艂 powa偶ny wyraz twarzy.
Oczy nieznajomego rozszerzy艂y si臋 nienaturalnie. Z przera偶eniem zacz膮艂 pojmowa膰 co si臋 teraz stanie. Zostanie aresztowany i postawiony pod s膮d reszty czarownik贸w. C贸偶, nie 偶yczy艂em tego najgorszemu wrogowi, bowiem magowie znani s膮 z niezwyk艂ej lojalno艣ci i hermetycznych regu艂 w swoich stowarzyszeniach.
- Panie, lito艣ci! - b艂aga艂 m臋偶czyzna.
- Kiedy wy wszyscy dacie mi 艣wi臋ty spok贸j? - zapyta艂 Leith i poszed艂 w noc, w sobie tylko znanym kierunku.

***


Jaki艣 czas po tych wydarzeniach pojecha艂em do miasta z zamiarem odebrania intratnego zlecenia od jednego ze szlachcic贸w. Rainamar postanowi艂 zabra膰 sie ze mn膮, gdy偶 genera艂 Gustav przeb膮kiwa艂 co艣 o szkoleniu 艂ucznik贸w. By艂 to, jak dobrze pami臋tam pomys艂 autorstwa Eisa Morrisa. Przyznam, 偶e dodatkowa praca przyda艂aby mi si臋. Musia艂em uzbiera膰 troch臋 grosza na podr贸偶, w kt贸r膮 chcia艂 zabra膰 nas Leith Daire. Znalezienie a potem aresztowanie szpiega wyprowadzi艂o czarownika z r贸wnowagi, wi臋c nie mia艂 najmniejszych ch臋ci pokazywania si臋 w mie艣cie. Dlatego te偶 zleci艂 mi wys艂anie listu. Zapatrzy艂em si臋 w kopert臋 na kt贸rej wypisane by艂o nazwisko jego rzekomego przyjaciela. Eoin C. Revelin. To nie by艂o typowo Imperialne nazwisko. Ferowa艂em, 偶e cz艂owiek ten pochodzi raczej z P贸艂nocnych Land贸w.
- Leith ma podejrzanie du偶o znajomych. - zagadn膮艂 mnie m贸j narzeczony.
- 艢wiatowy z niego cz艂owiek. - za艣mia艂em si臋, kr臋c膮c g艂ow膮. - Zacz膮艂 przygotowania do wyprawy. Chyba przestraszy艂 si臋 tego szpiega.
- Wiem jedno – Leith Daire zna tyle tajemnic, 偶e za ka偶dym rogiem powinien czyha膰 na niego zab贸jca. To wszystko jest cz臋艣ci膮 jakiego艣 wi臋kszego planu. Zobaczysz, 偶e mam racj臋!
- Ja my艣l臋, 偶e wok贸艂 mnie dzieje si臋 zbyt du偶o plan贸w, o kt贸rych ja nie mam poj臋cia. - odpar艂em. Od razu zrozumia艂 ukryte znaczenie moich s艂贸w. Wbi艂 wzrok w drog臋 przed siebie i nie odezwa艂 si臋 do mnie ani s艂owem do ko艅ca naszej podr贸偶y. Mog艂em si臋 domy艣la膰, 偶e to si臋 tak sko艅czy...










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum