The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 23 2019 15:13:37   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
(Nie) tylko przyjaciele 7
Część 7.



Od powrotu do domu Mikołaja przepełniało uczucie prawdziwego szczęścia. Praktycznie cały czas się uśmiechał, budził się cały w skowronkach, robił śniadanie i niemal siłą ściągał Radka z łóżka, tylko po to, by zjeść z nim posiłek.
- Odbiło ci już do reszty? - spytał któregoś dnia zaspany Radek, przyglądając się uśmiechniętemu od ucha do ucha partnerowi. Mikołaj wzruszył tylko ramionami. Był szczęśliwy, dostał wszystko czego chciał, a że był prostym człowiekiem, potrzeby też miał proste, wystarczył mu ukochany mężczyzna u boku i akceptacja obu rodzin. Nie potrzebował niczego innego.
- Jakie mamy plany na Sylwestra? - spytał Radek znad kubka z kawą.
- Możemy zostać w domu, jeśli chcesz - powiedział Mikołaj, ale widząc skrzywioną minę blondyna, dodał: - Albo pójść na imprezę sylwestrową w mojej firmie.
- Impreza firmowa? - Radek nadstawił ucha.
- Będzie na niej Adam - rzucił niby od niechcenia brunet.
- Zostajemy w domu! - Radek z rozmachem odstawił kubek na stół. Kolorowy pojemnik ledwo to przeżył. Mikołaj roześmiał się. Wiedział, że tak będzie. Odezwała się prawdziwa natura kochanka.
- Cholerny zazdrośnik! Nie ufasz mi? - podjudzał go Mikołaj.
- Tobie ufam, jemu nie - odparł zapytany z naburmuszoną miną.
- W takim razie zostajemy w domu. Kupię szampana.

Wracając z pracy Mikołaj siłą powstrzymywał się, by nie podskakiwać z radości. Mijał grupki odświętnie ubranych ludzi zdążających na koncert, który miał się dziś odbyć na placu w miejskim parku. Już sobie wyobrażał jaki w nocy będzie hałas. Ale nawet to nie popsuło mu dobrego nastroju, bo wiedział, że czeka go miły wieczór w towarzystwie ukochanego. Zepsuta winda również nie była przeszkodą. Wskakując po dwa stopnie pokonał całą drogę na górę z uśmiechem na ustach. Zadowolony z siebie i z życia, wszedł do mieszkania i... stanął jak wryty w przedpokoju, mocno zdziwiony.
Salon zalany był delikatnym światłem padającym z ustawionych na meblach świec, a w całym mieszkaniu unosił się przyjemny zapach wanilii. Radek klęczał na dywanie i zapalał kolejne świeczki, ustawiając je w równym rządku na stoliku. Odwrócił się słysząc ruch za plecami i uśmiechnął na widok przyjaciela. Pod Mikołajem ugięły się kolana. Radek zawsze był przystojnym mężczyzną, zwłaszcza kiedy się uśmiechał, ale w świetle świec, kiedy na jego twarzy tańczyły cienie a jasne blond włosy błyszczały jak złoto, był po prostu piękny.
- Poparzyłem się - powiedział pokazując kciuk. Mikołaj podszedł do niego, ledwo trzymając się na nogach, serce waliło mu jak młotem, kiedy uklęknął obok niego. Delikatnie ujął jego dłoń i czule ucałował oparzone miejsce, za co został obdarzony najwspanialszym uśmiechem. Przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele.
- Już dobrze? - zapytał.
- Lepiej - Radek przybliżył się do niego. Ich twarze dzieliły tylko milimetry. - Mam dla ciebie prezent.
- Naprawdę? - Mikołaj uśmiechnął się. Chętnie rozpakowałby ten prezent już teraz, kawałek po kawałku.
- O nie, to na deser! - odparł Radek, jakby czytając mu w myślach. Cmoknął kochanka w policzek, wstał i zniknął w kuchni. Wyszedł stamtąd po chwili z tacą, na której stał... tort urodzinowy.
- Masz urodziny? - zdziwił się Mikołaj, zdając sobie nagle sprawę, że wciąż bardzo mało wie o partnerze.
- Tak, w czerwcu - odparł Radek ustawiając tacę na stole. - To twój tort, na TWOJE urodziny. Pierwszy stycznia, prawda?
Mikołaj miał ochotę puknąć się mocno w czoło.
- Nie mów, że zapomniałeś o własnych urodzinach - Radek pokręcił głową z niedowierzaniem. - Czy to w ogóle możliwe?
- Widocznie tak, skoro mi się to właśnie przydarzyło. Skąd wiesz, że mam urodziny?
Radek usiadł obok niego na podłodze.
- Chciałbym teraz móc rzucić jakimś fajnym tekstem z filmu, wiesz coś w stylu "wiem o tobie wszystko", albo powiedzieć, że jesteś mi tak bliski, że wyczułem to moim szóstym zmysłem, którego zresztą nie posiadam, ale prawda jest taka, że wiem od twojej mamy - wyjaśnił. Mikołaj miał ochotę zacałować go na śmierć, ograniczył się jednak do jednego, za to długiego i namiętnego pocałunku.
- Dziękuję - powiedział, gdy tylko zdołał oderwać się od ust kochanka.
- Siódmy czerwca - oznajmił Radek.
- Ach, więc to transakcja wiązana! Rozumiem.
- Jak możesz?! To była absolutnie bezinteresowne i spontaniczne, a ty myślisz, że oczekuję czegoś w zamian? Czy naprawdę masz mnie za takiego materialistę? - oburzył się blondyn, ale na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Uważam, że w czerwcu będziesz oczekiwał zapłaty - odpowiedział Mikołaj. - Nie mniej jednak to było miłe.
Uśmiech powoli schodził z ust Radka, ustępując miejsca zupełnie innemu wyrazowi, połączeniu niezrozumienia, smutku i rozczarowania.
- Naprawdę tak o mnie myślisz? - spytał. Było coś w jego spojrzeniu, co łamało Mikołajowi serce i szarpało duszę. Nawet gdyby wylał mu wiadro zimnej wody na głowę, nie zrobiłoby to na nim większego wrażenia niż to jedno spojrzenie.
- Właściwie, to tak - odparł mężczyzna wiedząc, że sprawi mu tym przykrość. Nie robił tego specjalnie, by go skrzywdzić, chciał być po prostu szczery, choć tym razem nieco się zagalopował. Radek wiedział, że Mikołaj ma rację, ale mimo wszystko zrobiło mu się przykro. Wargi mu zadrżały, kiedy otworzył usta, by odpowiedzieć, więc zacisnął je i milczał. Czuł łzy napływające do oczu i był zły na siebie, że mała, nic nie znacząca głupota doprowadzała go do takich emocji.
Mikołaj ujął jego twarz w dłonie i przytknął swoje czoło do czoła kochanka.
- Jesteś strasznym materialistą i zazdrośnikiem, złośliwcem i chodzącą wrednotą – powiedział, obserwując jak pierwsza łza spływa po policzku blondyna. - Wiesz po co ci to mówię? - spytał. Radek pokręcił głową przecząco, zły, że pozwolił doprowadzić się do takiego stanu.
- Chcę ci przez to powiedzieć, że żadna z tych cech mi nie przeszkadza. Możesz być podłym i złośliwym zazdrośnikiem, bo to wszystko sprawia, że jesteś taki wspaniały. I żeby było jasne, nie chcę nikogo innego, tylko ciebie.
- Nawet Adama? - upewnił się Radek pociągając nosem.
- Nawet sto Adamów i tysiąc Karoli nie zastąpi mi ciebie.
- I nie mogłeś mi tego powiedzieć jakoś inaczej?
- Mogłem, ale jak zwykle mi nie wyszło - westchnął brunet. Radek uśmiechnął się.
- I tak ci się za to dostanie - pogroził wycierając łzy. Mikołaj pocałował go w czoło i przytulił. Kochał tego faceta nad wszystko co kiedykolwiek posiadał. Za każdy jego uśmiech oddał by kawałek własnej duszy, każdą łzę z chęcią opłaciłby życiem, na jedno skinienie dałby się pokroić. To co mówił było szczere, uwielbiał jego podły charakterek i wszystkie te małe złośliwości, którymi kochanek raczył go na co dzień. W dodatku tak idealnie pasował do jego ramion, zupełnie jakby byli dwoma pasującymi do siebie kawałkami puzzli.
- Co zrobimy z resztą wieczoru? - spytał wdychając cudowny zapach jego skóry.
- Zjemy tort, wypijemy szampana - Radek pocałował go w szyję. - A potem zajmiemy się deserem.
- Mam inną propozycję - Mikołaj uśmiechnął się do siebie. - Może zaczniemy od deseru?
Radek oderwał się od zaskoczonego partnera, pchnął na podłogę i rzucił się na niego przygniatając do podłoża.
- Zgoda! - powiedział jeszcze, zanim przyssał się do ust kochanka. Całował go gwałtownie, jak nigdy wcześniej. Niecierpliwymi palcami rozpinał guziki jego koszuli. Mikołaj poddawał się temu bez słowa skargi, w końcu sam stworzył tego potwora, z czego właściwie teraz bezwstydnie korzystał. Kochali się dziko i namiętnie w blasku świec, całowali bez wytchnienia, oddawali się sobie z cała gwałtownością i miłością na jaką było ich stać. Potem leżeli długo, objęci, na miękkim dywanie, szepcząc, czekając aż dopalą się ostatnie świece. Dopiero kiedy zapadła całkowita ciemność, pozbierali się z podłogi, żeby wziąć prysznic. Tam nastąpił dalszy ciąg pieszczot, które znalazły swój koniec w łóżku. Mikołaj chciał wynagrodzić ukochanemu każdą wylaną przez niego łzę. W końcu usnęli zmęczeni, ale zadowoleni, wtuleni w siebie jak łyżeczki od kompletu.

Mikołaj obudził się. W oknie sypialni błyskały kolorowe światła, a szyby drgały od dźwięków dochodzących z placu w parku. Zdawało mu się, że taka sytuacja miała już miejsce.
- Deja vu? - Zastanowił się na głos. Sięgnął ręką na drugą stronę łóżka, ale nie znalazł tam tego, czego szukał. Wstał, narzucił na siebie spodnie od dresu i podkoszulek, po czym ruszył na poszukiwania. W mieszkaniu było ciemno i cicho, w powietrzu wciąż unosił się słodki zapach. Mikołaj przeszedł przez salon, kierując się do kuchni. Zanim jednak przestąpił próg, zatrzymał się gdyż zdawało mu się, że coś mignęło na tle drzwi balkonowych. Cofnął się i spojrzał w tę stronę. Uśmiechnął się. Znalazł to, czego szukał.
Radek stał przy przeszkolonych drzwiach, patrzył na odbijające się w oknach sąsiednich budynków kolorowe światła. Muzyka z parku docierała aż tutaj. Właśnie zaczynało się odliczanie do północy, kiedy poczuł czyjeś silne ramiona oplatające go w pasie.
- Zdążyłeś akurat na czas - powiedział odwracając się.
- Szczęśliwego nowego roku - Mikołaj przyciągnął go do siebie i pocałował. Na niebie rozbłysły pierwsze fajerwerki, obwieszczając nadejście nowego roku.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - odpowiedział Radek.
Wrzaski na placu wreszcie ucichły, ustępując miejsca spokojnym dźwiękom muzyki.
- Zatańczysz ze mną? - spytał Radek.
- Co tylko zechcesz - uśmiechnął się Mikołaj. Blondyn przytulił się do niego. Zaczęli bujać się w rytm wolnej piosenki, obejmując się, policzek przy policzku. Mikołaj uśmiechnął się do siebie. Czuł się naprawdę szczęśliwy, miał przy sobie ukochanego człowieka, z którym spędził cudowny wieczór, upojną noc i liczył na jeszcze lepszy poranek. Czego można jeszcze chcieć?

Położyli się późno i wstali bardzo wcześnie. Rano zadzwoniła matka Mikołaja z życzeniami i zaproponowała im wspólne wyjście do kościoła. Radek zgodził się ochoczo i już po kwadransie siedzieli w aucie, kierując się do kamienicy zajmowanej przez rodziców Mikołaja. Stamtąd pieszo przeszli się do kościoła.
Radek od rana był w świetnym humorze. Obudził się z mocnym postanowieniem, że nic i nikt mu tego nastroju nie popsuje. Chciał tym sprawić przyjemność Mikołajowi, w końcu to był szczególny dzień, musiał być idealny. Przez całą drogę do i z kościoła, oraz całe nabożeństwo nie puszczał dłoni Mikołaja, jakby bał się, że jeśli go puści, coś pójdzie nie tak i cały jego plan diabli wezmą.
Jak się okazało, nie musiał na to długo czekać. Po powrocie z nabożeństwa rodzina Warskich wraz z Radkiem, rozsiadła się w salonie zajmowanego przez nich mieszkania. Popijając gorącą herbatę, rozmawiali, a Mikołaj opowiadał wrażenia z wizyty u Wrońskich. Wesołą atmosferę przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - Hanka poderwała się z fotela, zanim ktokolwiek inny zdążył zareagować. Nie chciała psuć tej magii, której aurę wyczuła wokół brata i jego partnera. Jak przystało na romantyczkę i marzycielkę, którą bez wątpienia była, dziewczyna bez problemu zauważyła te z pozoru niewinne spojrzenia, niby przypadkowy dotyk dłoni, pełne czułości uśmiechy, a nawet skradzione potajemnie pocałunki. Rozczuliło ją to, do tego stopnia, że milczała skupiając się na obserwowaniu tych dwóch zakochanych gołąbków. Dlatego, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, Hankę opanowały złe przeczucia. Była pewna, że ktokolwiek stoi za drzwiami, jest tu tylko po to, by zepsuć im dzisiejszy dzień. Chwyciła za klamkę, szarpnęła drzwi i nie patrząc kto przed nimi stoi, wyszła na korytarz, cicho zamykając je za sobą. Dopiero wtedy odwróciła się, stając twarzą w twarz z Karolem.
- Co tu robisz? - warknęła, niezadowolona z odwiedzin ex chłopaka swojego brata.
- Hania, miło cię widzieć! - Ucieszył się Karol, uściskał ją i ucałował w oba policzki. Dziewczyna tylko się skrzywiła. - Byłem w okolicy i pomyślałem, że wpadnę się przywitać - skłamał gładko. Tak naprawdę wypatrzył ich, kiedy wracali z kościoła i przyszedł za nimi. Całą drogę wypalał wzrokiem dziurę w plecach swojego następcy, tak bezwstydnie obnoszącego się ze swoją pseudo miłością. Karolowi nie podobało się, że ktoś zajął jego miejsce, w dodatku ktoś TAKI jak Radek. Zastanawiał się, co ten człowiek zrobił jego Mikołajowi, że mężczyzna w ogóle spojrzał na niego. Mikołaj lubił delikatnych mężczyzn i czułych kochanków, podczas gdy ten blondyn zdawał się być raczej dominującym typem, takim, który narzuca innym swoje zasady, nie licząc się z ich uczuciami. Wystarczyło spojrzeć na to, jak trzymał go za rękę, zupełnie jakby go więził. Karol wiedział, że ten człowiek robi krzywdę JEGO Mikołajowi i nie mógł się z tym pogodzić. Ani na to pozwolić.
- Miałem nadzieję, że zastanę Mikołaja. Chciałem mu złożyć życzenia - dodał kiedy nie doczekał się reakcji ze strony dziewczyny.
- Teraz sobie o nich przypomniałeś? - prychnęła Hanka.
- Zawsze pamiętam o jego urodzinach - Karol zrobił słodką minkę, która tylko zirytowała dziewczynę.
- Co za bzdura! To ja ci zawsze o nich przypominałam!
- Po prostu pozwól mi wejść i się z nim przywitać - poprosił, uśmiechając się słodko.
- Nie ma mowy! On jest teraz szczęśliwy z Radkiem i nie pozwolę ci tego popsuć!
Karol wciąż się uśmiechał, ale coś się zmieniło w wyrazie jego twarzy. Spojrzał na Hankę z góry z chytrym uśmieszkiem.
- Myślisz, że jesteś w stanie coś zrobić? - spytał chłodno.
- Żebyś się nie zdziwił - odparła hardo dziewczyna.
- Skarbie, pamiętaj, że nie bawisz się w piaskownicy, a ja nie jestem jakimś dzieciakiem, któremu możesz zabrać zabawki. Stań mi na drodze, a przestanę być taki miły - mówił spokojnie, ale jego głos był zimny i wyrachowany. Patrzył na nią z wyższością, jak na mrówkę, którą właśnie miał nadepnąć.
- On już cię nie chce, rozumiesz? Nie kocha cię - sięgnęła po ostatni argument jaki przyszedł jej do głowy.
- To się jeszcze okaże - odparł.
Dziewczyna zamarła. Co on właściwie zamierzał zrobić? O czym w ogóle mówił? I czy czasem przed chwilą jej nie groził? Zanim jednak zdążyła o to spytać, drzwi się otwarły i wyszedł przez nie Mikołaj. Widok byłego kochanka nawet go nie zdziwił.
- Karol, co cię tu sprowadza? - zapytał uprzejmie, ale bez zbytniego zainteresowania. Twarz mężczyzny znów się rozpromieniła.
- Mikołaj! - wykrzyknął i rzucił mu się na szyję. Uściskał go mocno, ignorując fakt, że kochanek nie reaguje na jego umizgi. Domyślał się, że jego następca zdążył go już nastawić przeciw niemu.
- Chciałem ci złożyć życzenia urodzinowe - cofnął się o krok. Musiał uważać, by nie zrobić nic głupiego, ani nie narzucać się zbytnio.
- Dziękuję, ale nie musiałeś.
- No co ty! Przecież to twoje urodziny!
- Nie jesteśmy już razem, więc...
- Nadal cię kocham, Mikołaj - oznajmił nagle Karol, a oczy zaszkliły mu się na zawołanie. - To się nigdy nie zmieni.
Hanka prychnęła lekceważąco. Już dawno przestała wierzyć w te fałszywe zapewnienia. Mikołaj skinął głową ze zrozumieniem. Odkąd zobaczył Karola jeszcze przed świętami, zastanawiał się co będzie czuł kiedy zobaczy go następnym razem. Z ulgą stwierdził, że nie czuje nic.
- Jeśli to wszystko czego chciałeś, to pozwól, że już cię pożegnam.
- Oczywiście! Nie chcę wam psuć miłego dnia. Miło było cię znowu zobaczyć - powiedział i cmoknął Mikołaja w policzek. Posłał Hance wredny uśmieszek i po chwili już go nie było. Mikołaj zerknął na siostrę, która, o dziwo, milczała i wyglądała na zamyśloną.
- Coś ci powiedział? - spytał.
- Jakieś głupoty, jak zwykle – odparła. - Wracajmy do środka - chwyciła brata za rękę i czym prędzej wciągnęła do mieszkania. Na wszelki wypadek, gdyby Karol chciał wrócić.
- Kto to był? - spytał Warski. Mikołaj bez słowa usiadł obok Radka i ucałował go z czułością, ku wielkiemu zdziwieniu partnera.
- Karol - odpowiedział po chwili brunet. - Przyszedł mi złożyć życzenia.
- I? - dopytywał się Warski.
- Złożył je i poszedł - odparł jego syn. Starszy mężczyzna skinął głową. Więcej nie poruszał tematu. Ufał synowi i wiedział, że Mikołaj podejmuje właściwe decyzje. Choć musiał przyznać, że Karol był akurat tą złą, ale istniały przecież wyjątki od reguły. Ale kiedy teraz patrzył na swojego syna i Radka, na to jak na siebie patrzą i jak się wobec siebie zachowują, wiedział, że ten wybór może być słuszny. Chciał, żeby im się udało, bo zdążył polubić Radka. Chłopak miał silny charakter, był szczery w czym stanowił całkowite przeciwieństwo Karola, który łgał w żywe oczy tylko po to, by im się przypodobać. Jako, że kłamstwo ma jednak krótkie nogi, jego oszustwa wyszły w końcu na jaw, ale wtedy Karol był już daleko.
Radek na wieść o wizycie ex chłopaka swojego kochanka, zjeżył się. To miał być idealny dzień, tylko dla niego i Mikołaja, i choć Radek wiedział, że prędzej czy później ktoś mu wejdzie w buciorach w plany, to pojawienie się Karola na scenie mocno nadszarpnęło jego dobry nastrój. Kiedy jednak spojrzał na tak kochaną i uśmiechniętą twarz kochanka, cała złość gdzieś wyparowała. Uśmiechnął się i rozluźnił, wtulając w silne ramiona Mikołaja.

Dzień minął zdecydowanie zbyt szybko. Radek i Mikołaj spędzili go miło, w gronie rodziny. Późnym popołudniem wrócili do siebie, wzięli długą kąpiel i położyli się wcześnie do łóżka. Mikołaj był zmęczony, Radek potrafił go nieźle wymęczyć w łóżku, poprzedniej nocy kochali się do upadłego, a blondyn był nienasycony.
Radek przyglądał się Mikołajowi. Mężczyzna miał zamknięte oczy, ale jeszcze nie spał. Uśmiechał się, widać myślał o czymś przyjemnym.
- Dobrze mi z tobą - szepnął blondyn. Mikołaj otworzył oczy, napotykając wzrok pięknych niebieskich tęczówek kochanka. Uwielbiał je. Miały ładny odcień, ani zbyt jasny ani za ciemny, po prostu idealny.
- Mi z tobą też - odparł.
- Szkoda, że święta się już skończyły - westchnął Radek. Mikołaj cmoknął go w czoło, przyciągnął do siebie i przytulił.
- Z tobą każdy dzień jest jak święta - powiedział.
Gdyby w tej chwili ktoś kazał Radkowi opisać uczucie jakie go ogarnęło, nie wiedziałby co powiedzieć. Czuł się szczęśliwy i kochany, i jeśli ktokolwiek chciałby to popsuć, źle by skończył. Mikołaj należał tylko do niego i nikomu go nie odda, nie ważne co będzie musiał w tym celu poświęcić. Już nigdy nie chciał opuszczać tych ramion, w których czuł się bezpiecznie.









Komentarze
Justine123450 dnia wrzesie 22 2012 15:28:22
Mrauuu ^^ No i super się miedzy nimi układa, a Karol nie odpuszcza! Taki z niego śmieć! =.= Że aż szkoda gadać ^^
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum