The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 19 2019 12:04:16   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Sezon burz
Epilog do „Zimy”, który można traktować jako oddzielną całość. W planach była jeszcze jedna część zamykająca akcję opowiadania, ale prawdopodobnie z niej zrezygnuję.



Mieszkasz w mieście jak każde inne. Ratusz, sklepy, szkoły i świątynie. Całe życie zamknięte na kilku, kilkudziesięciu kilometrach kwadratowych. Duże i małe sprawy, o których nikt nie będzie pamiętał. Jeśli masz szczęście, zostanie tak na zawsze. Może tylko czasem przejdzie obok ktoś niezwykły. Kątem oka zobaczysz w szybie odbicie przygody, walki o ludzkie dusze. Albo, jak w tym przypadku, wyjrzysz przez okno, by z daleka zobaczyć wszystko, czego się boisz i czego jednocześnie pragniesz.

Dziwny duet. Para, w której pierwszy z mężczyzn ma na sobie szatę kapłańską z wyraźnym emblematem egzorcysty. Drugi idzie pół kroku za kapłanem, jak sługa. Nieludzko piękny, łopoczący skórzanym płaszczem. Nagle spada na ciebie głęboka pewność, czym on jest. Początkowo trudno ci uwierzyć, że kapłan wybrał na swojego towarzysza demona. Ludzie odwracają od niego wzrok, zatrzaskują okiennice. Istota, jakby nic sobie z tego nie robiąc, obserwuje ich spod przymkniętych powiek, z kpiąco wydętymi wargami. Kapłan odwraca się do niego, mówiąc coś. Demon odpowiada, zaledwie wzruszając ramionami i wywołując tym samym krótki, przytłumiony śmiech duchownego.

Jest piękny. Zło zawsze przybiera ładne kształty, dlatego źle być pięknym. Musisz całe życie udowadniać, że jesteś człowiekiem. Rzucają w ciebie kamieniami, nie wpuszczają za próg. Piękno należy do nich, istot mających w sobie przeklętą duszę. Tak jak on. Smukły, z gładką, ciemną skórą i zaczerwienionymi lubieżnie wargami. Idealnymi. Tak jak idealne były migdałowe oczy i lśniące ciepłym brązem włosy. Wiesz to wszystko i wiesz, że przegrałeś. Spojrzałeś na niego. Modlisz się, by cię nie opętał. Będziesz musiał pościć i przystąpić do rytuału oczyszczenia, ale jakoś nie żałujesz. Nie potrafisz. Nawet jeśli piękno jest złe, to cieszysz się, że je widziałeś.

Kapłan jest niższy od demona. Związane w warkocz blond włosy przerzucił przez ramię, odsłaniając wyhaftowany na plecach symbol przynależności do hierarchii kościelnej. Przypominasz sobie wtedy tę starą opowieść, którą babcie raczyły dzieci w długie, zimowe wieczory. Czasem egzorcyści zawierali układ z nieczystymi. Istoty chroniły ich, w zamian karmiąc się ich energią. Taki demon zmieniał powoli swoją chaotyczną naturę, by wreszcie rozpłynąć się w powietrzu i dostąpić wyzwolenia. Przypominasz sobie również, że w większości bajek demony ostatecznie buntowały się przeciw swoim panom by ci, ku uciesze dzieciaków, mogli je zgładzić. W pozostałych historiach, opowiadanych już dorosłym, demon sprowadzał dobrego kapłana na złą drogę udowadniając, że nieczystym nie powinno się wierzyć, nawet kiedy mówią prawdę.

Ta dwójka szybko ginie gdzieś za rogiem. Bez śladu, jakby nigdy ich tam nie było. Jakby w rzeczywistości byli tylko ulotnym złudzeniem. Przypadkową grą świateł na szybie.


***

Oni sami podjęli mozolną wędrówkę w górę wzgórza, do którego przyczepione było miasteczko. Demon radośnie zaczepiał kapłana, plotąc cokolwiek, by tylko zagadać jego zmęczenie. Odwrócić uwagę od ostatniego, stromego kawałka drogi. Długa, odbyta w wyjątkowo szybkim tempie podróż, odbiła się na człowieku, nadszarpując jego i tak słabą odporność. Szczęście, że w takich miejscach jak to wieści szybko się rozchodzą i w bramie klasztoru już czekali na nich miejscowi kapłani. Po środku stał sympatycznie wyglądający, zasuszony staruszek w szacie mistrza. Kilku młodszych tworzyło dookoła niego tło, złożone z szarości akolitów i brązów zakonników.

Stanęli w odległości kilku kroków.

- Bóg z wami - egzorcysta pokłonił się uprzejmie.
- I z tobą, witamy cię w Tomar - przełożony klasztoru oddał ukłon na tyle, na ile pozwalały mu stare plecy. Trudno było nie zauważyć, że całkowicie ignorował demona.
- Jestem Mihir, egzorcysta trzeciego stopnia z Coimbry a to mój towarzysz, Waju.
- Będziesz chciał zatrzymać się w naszym klasztorze?
-Z przyjemnością skorzystamy z zaproszenia, to mój list uwierzytelniający- wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza kopertę i podał ją mistrzowi.
-Niestety…- zaczął staruszek, ale Waju przerwał mu zrzucając ostentacyjnie plecak i przeciągając się tak, że zatrzeszczały kości.
-Ja tam idę na spacer- oznajmił.- Jakby co, to wołaj, Nilay.

Egzorcysta skrzywił się wyraźnie.

-Nie żartuj, wiesz…
-To nara- odszedł lekkim krokiem pogwizdując ostentacyjnie.

Mihir popatrzył ze złością na starca, ale nie skomentował. Z pewnym wysiłkiem dźwignął plecak i poszedł za kapłanami do środka.

Gdyby gospodarz zabronił mu wejść do środka, musiałby zostać na zewnątrz, a tak po prostu zakradnie się w nocy. Ale Mihir był zły. Był egzorcystą na tyle długo, by czarno-biały podział świata traktować z dużą dozą dystansu, a to, że Waju miał pecha wylądować po złej stronie, nie znaczyło, że ma spać na dworze. Gospody również odpadały, był demonem zbyt wyraźnie, nie próbował tego ukryć. Zamiast tego eksponował jeszcze bardziej swoją urodę i umiejętności, wmawiając sam sobie, że je lubi. Może rzeczywiście lubił.

Rozmawiali kiedyś, pewnej długiej nocy spędzonej przy szlaku. Ognisko trzaskało cicho wydłużając cienie, a gwiazdy wyglądały zza kurtyny drzew. Nie spali, gadając do późna o jakiś głupotach. Nilay spytał, czy Waju żałuje, że jest demonem. Że nigdzie nie zagrzał miejsca i już tego nie zrobi. Demon wzruszył ramionami eksponując idealnie białe zęby w zawadiackim uśmiechu i stwierdził, że nie. Że nie potrafi żałować czegoś, co sprawiło, że jest, jaki jest. Tamte zdarzenia ukształtowały go i negowanie ich byłoby jak negowanie samego siebie.

W pewien sposób przywiązali się do siebie. W sposób wychodzący poza wzajemną symbiozę. Polubił też imię Nilay, którym ochrzcił go demon, twierdząc, że jedną z jego umiejętności jest odczytywanie imion poprzednich wcieleń. I jak uważał, to lepiej pasowało. Znaczyło coś jak „dom”, czy „niebo” i Mihir podejrzewał, że miało to coś wspólnego z tym, dlaczego Waju był demonem. Jedyny raz, właśnie wtedy, Waju powiedział coś więcej o sobie. Cicho, niemal zagłuszany przez trzaski ognia przyznał, że nie urodził się demonem, że powód jego przekleństwa będzie też sposobem na ocalenie. Nie wyjaśnił nic więcej. Nilay nigdy nie zapytał.

Tymczasem udawał dobrze ułożonego egzorcystę, rozmawiając z przełożonym i jego świtą o pogodzie, zmianach na wyższych szczeblach władzy kościelnej i ostatnich debatach o interpretacji jakiegoś fragmentu jednej ze świętych ksiąg. Całą tą dyskusję egzorcysta uważał za zbędną, nudną i mówiąc krótko, za zawracanie dupy, ale tak zwana polityka nie pozwalała mu na jej przerwanie. Wszyscy starannie unikali tematu Waju i Mihir z zadowoleniem stwierdził, że staruszek najwyraźniej poddał się demencji starczej i zwyczajnie zapomniał zakazać demonowi wstępu. Trzeba tylko się przemęczyć, zjeść co dadzą, nawet jeśli pod wpływem nadmiaru cynizmu w organizmie obiad będzie chciał wrócić tą samą drogą i po wszystkim Nilay będzie mógł uciec do przydzielonej sypialni.

Po odłożeniu bagażu w pokoju, Mihir wyruszył na małą wycieczkę po terenie, licząc na to, że znajdzie gdzieś demona. Nie lubił takich sytuacji. Nie lubił mówienia czego innego niż myśli, albo jak w tym wypadku, nie mówienia tego. Zazwyczaj, w takiej sytuacji, kłóciłby się. Niestety, Waju wyraźnie dał do zrozumienia, że tym razem nie chce zostać wyrzucony na bruk.

Wyszedł z części dormitoriów do starego, chyba opuszczonego skrzydła budynku. Kompleks był imponujący. Zdecydowanie, jedno z najbardziej niezwykłych miejsc, w jakim byli. Rozbudowywany przez wieki, stanowił kalejdoskop różnorodnych styli, materiałów i rozwiązań. Chłodny cień szarych kamieni przypominał Coimbrę tak, jak wytarte płyty posadzki i wysokie okna, zaczynające się wysoko nad podłogą. Z jednego z wykuszy zwisała znajoma, obuta noga.

-Tu się schowałeś- zawołał Mihir wspinając się na drewnianą ławę ustawioną poniżej otworu okiennego tak, że mógł względnie spojrzeć w twarz siedzącemu tam demonowi.
-Fajna miejscówka- stwierdził leniwie obracając nadgryzione jabłko, które najpewniej wyniósł z przyklasztornego sadu. Wreszcie chwycił je zębami i pomógł Nilayowi wciągnąć się na parapet.
-Fajna, przypomina mi trochę seminarium w Coimbrze.
-Tego to już nie wiem, za duże tam stężenie egzorcystów na metr kwadratowy. Wymazaliby mnie, nim zdążyłbym powiedzieć, że ja z tych dobrych.
-Przełożonemu też nie powiedziałeś, mimo szansy- zauważył zgryźliwie.- Zostawiłeś mnie na pastwę tych zgredów.
-No ta, skończyłoby się, że twoja duma męczennika nie pozwoliłaby ci spać w łóżku, a znów pachniesz grypą, czy innym choróbskiem. Zapewniam, że z gorączką, kaszlem, osłabieniem i potami jesteś nienajlepszym towarzyszem podróży. Z pewnością kłopotliwym.
-No proszę, co za przemowa z ust włóczęgi.
-To przez nadmiar kontaktów kapłanem-wykształciuchem.
Waju uśmiechnął się z marnie ukrywanym samozadowoleniem. Jak kot, który skończył właśnie konsumować kanarka.
-A ty, jak się czujesz?- Nilay przyjrzał mu się z troską.

Kilka dni wcześniej Waju miał kolejny rzut. Jego wewnętrzna energia zmieniała swój przepływ gwałtownie, pod wpływem większego wysiłku. Zazwyczaj zostawiając demona zmęczonego i drżącego, z mocą łatwo wymykającą się spod kontroli. Faktycznie, na dłuższą metę silniejszego i bliżej wyzwolenia. Faktycznie bliżej momentu, kiedy zniknie zostawiając za sobą pustą powłokę i samotnego Nilaya. Ale tego ostatniego nigdy Mihir nie powiedział. Nie mógłby mu tego zrobić, zażądać, by Waju zrezygnował z powrotu do kręgu reinkarnacji, na rzecz chwilowego wędrowania z przypadkowym towarzyszem.

Demon nie odpowiedział, jak zwykle ignorując niewygodne pytania i istnienie własnych słabości. Zagapił się na widoczne z okna miasto.

- Chodźmy do pokoju, jest całkiem wygodny - Nilay znacznie gorzej radził sobie z ciszą w takich zawieszonych momentach. Chciał wymazać ostatnie pytanie i może rzeczywiście już się położyć. Mógł obracać w żart marudzenie Waju, ale mięśnie bolały, nadal przypominając o domniemanych problemach zdrowotnych.
- Idziesz? – Powtórzył, widząc, że Waju nie rusza się, wpatrując intensywnie w niebo i jak wąż, smakując powietrze.
- Będzie burza - oznajmił wreszcie.
- Aha - mruknął Nilay, mając nadzieję, że choć raz demon się pomyli.

Pozwolił opuścić się na ławę i już stojąc bezpiecznie na podłodze, z przyjemnością obserwował, jak demon płynnie ląduje obok niego, niemal bez zginania kolan. Bez wysiłku, jak zawsze. Wydawało się, że już uporał się z rzutem. Pewny, płynny krok i wygięcie ust, dające do zrozumienia, że nie pójdzie skoro nie wie dokąd. Nilay ze śmiechem pokierował go we właściwą stronę, mając nadzieję, że sam się nie zgubi.

Zapowiadały się długie, ciężkie dni. Mieli zostać w Tomar jeszcze przez jakiś czas, by kapłan mógł odpocząć i przygotować się do kolejnego zadania, którym obarczyła go rada wewnętrzna egzorcystów. Czas się liczył, ale pójście nieprzygotowanym było dla egzorcysty samobójstwem, tak jak męcząca była świadomość, że za zwłokę może zapłacić większą ilością ofiar. Waju krzywił się na jego ciągłe przejmowanie się wszystkim. Nazywał to umartwianiem i traktował jak każdą inną wstydliwą przypadłość w rodzaju hemoroidów. Jako doskonały pretekst do wiecznych kpin i żartów. Tym razem nic nie powiedział. Przewrócił tylko oczami i położył ciepłą dłoń na karku Nilaya.

- Śpij - mruknął niemal siłą kładąc go na łóżku i przytulając do siebie.

Kapłan zasnął.




Obudził się nad ranem, czując obok siebie puste miejsce i zimny wiatr ciągnący od otwartego okna. Rześkie powietrze pachniało deszczem, a w oddali widać było błyski. Waju nie było w pomieszczeniu. Najwyraźniej postanowił spędzić burzę poza terenem klasztoru. Jak zwykle miał rację, choć przez dwa dni Nilay zaczął mieć nadzieję, że prognoza się nie sprawdzi. Była dopiero połowa kwietnia i sezon burz jeszcze się nie zaczął.

Kapłan wstał niechętnie. Było wyjątkowo wcześnie, ale czuł, że już nie zaśnie. Niepokój o demona zawsze wkradał się gdzieś na dno jego myśli, kiedy nie miał go w zasięgu wzroku. Zamknął okno, mając nadzieję, że Waju poradzi sobie z powrotem, kiedy będzie gotowy. Zszedł powoli do refektarza. Do śniadania było jeszcze sporo czasu, ale miał nadzieję, że kuchnia jest już otwarta. Wolał jeść samotnie, nie miał nastroju na towarzystwo.

Potrzebował spokoju i koncentracji, by się dobrze przygotować do zadania. Nie pomagał ani ciągły brak Waju, ani nachalne towarzystwo zakonników. Próbował ich unikać, czasem zdarzało mu się pogonić jakiegoś opornego na aluzję młodzika, ale oficjalnym zaproszeniom starszych nie mógł odmawiać. Mihir nie wiedział, jak pięć dużych posiłków dziennie ma się do postów i skromnego życia, ale wolał nie pytać. Po raz kolejny dał się zaciągnąć na podwieczorek i większość energii wkładał w przekonywanie współbiesiadników, że nie, naprawdę nie może już kolejnego kawałka drożdżowca, mając nieprzyjemne deja vu posiłków ze swoją babką.

- Zamyślony jesteś dzisiaj, chłopcze - powiedział serdecznie mistrz, nie widząc niczego dziwnego w mówieniu w ten sposób do prawie trzydziestoletniego mężczyzny.
- Burza trwa zbyt długo - mruknął wyrwany z zamyślenia.
Staruszek pokiwał głową.
- Brat Adil wspominał, że w tym roku sezon będzie długi.






Resztę (jeśli ktoś dobrnął do końca) uprasza się o komentarze. Nawet zwykłe „ujdzie” zmobilizuje mnie do dalszej pracy i publikacji.

Dziękuję mojej becie- Viv za korekty, wsparcie i kopanie po kostkach ;)

Komentarze
An-Nah dnia czerwiec 27 2012 20:33:21
Przeczytałam, a przy okazji przeczytałam też zaległą "Zimę". I powiem tyle: wow. "Zima" była ładna, ładnie napisana, ciekawa, choć to co się działo w tle interesowało mnie bardziej, niż rozgrzebywanie przez bohaterów ich niedoszłego romansu. Ale tak, chciałam poznać ciąg dalszy. A tu... Tu po prostu CHCĘ WIEDZIEĆ JAK DO TEGO DOSZŁO! Zamykanie takiej historii w dwóch - trzech krótkich tekstach to... oj, widzę już, jak to jest czytać coś wyrwanego z większej całości i jej nie znać. Mam szczerą nadzieję, że tę całość spiszesz, bo te drobiazgi, które dajesz zaostrzają apetyt na właściwą historię, której się gdzieś tam domyślam.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 0% [adnych gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 Gos]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum