The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 18 2019 17:30:12   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Słońce za chmurami 9
13. Początek końca

Uśmiechała się beztrosko, spoglądając na niego. Przekrzywiała głowę na bok, zadając jakieś niezwykle głupie pytanie. Wyciągała dłoń, żeby zmierzwić mu włosy w czułym geście. Pochylała się, żeby złożyć pocałunek na jego nieogolonym policzku. Obejmowała go, wdychając jego zapach i powtarzając, że śmierdzi papierosami. Mówiła, że palenie jest niezdrowe i nie chce, aby coś mu się przez to stało.
A on?
A on ledwo co to wytrzymywał. Nie odpowiadał na jej czułe gesty, pocałunki, nawet nie obejmował jej, gdy ta go przytulała. Miał ochotę złapać ją za ramiona, potrząsnąć i kazać obudzić się z tej sielanki.
Wiedziała, że jest zdradzana. Możliwe również, że podejrzewała, że wcale jej nie kocha. Że to, co razem tworzą, jest tylko fikcją. Jakimś chorym wymysłem dwójki ludzi, którzy boją się samotności.
Może byłoby inaczej, gdyby tamtej nocy nie podzieliła się z nim swoimi obawami. Może, gdyby tamtej nocy nie było, jej zachowanie wcale by go nie denerwowało.
Ale noc była. I podzielenie się z nim swoimi obawami też było, nie mógł wymazać tego z pamięci.
Dopiero teraz widzi, jak ważne jest dla niej to małżeństwo, jak próbuje to wszystko jeszcze odratować, obracając w niepamięć. Dlatego może i on powinien żyć jak dawniej? Udawać, że ona nie wie o zdradach. Udawać, że ją kocha.
Udawać. Całe życie udaje, więc jest już w tym naprawdę dobry. Jest mistrzem udawania, dlatego może się jeszcze przemęczyć. Może wieść podwójne życie, okłamywać i Mateusza, i Martynę, i… siebie.
- Miśku, myślałam, że jesteś głodny. – Spojrzał na nadgryzionego hamburgera z Mcdonald’s i aż coś go ścisnęło w żołądku na te czułe słówka. Ostatnio, od tamtej nocy, tych słówek było coraz więcej. Miśku, koteczku, myszko, słoneczko. Rzygać mu się chciało na widok tej rozpaczliwej próby odratowania czegoś, co już dawno się rozpadło.
Ale przecież on robił to samo. Może nie próbował niczego odratowywać, ale próbował utrzymać i tak już poniszczoną kurtynę zakłamania, za którą chował się przed Martyną.
Wgryzł się w hamburgera, przeżuwając go niechętnie.
- Właśnie, kochanie – jego żołądek znów ścisnął się z obrzydzenia - miałam przekazać tobie od mamusi, że mamusia zaprasza Gracjana na niedzielny obiad. Dawno go nie widziała.
Spojrzał na nią, zgniatając w dłoni papierek po hamburgerze, po czym sięgnął do mcdonaldsowej papierowej torby i wyciągnął z niej frytki.
Marianna była bardzo pokojowo nastawiona do Gracjana-geja. Oczywiście wiedziała o jego orientacji. Jego brat nigdy się z tym nie chował, chociaż też nigdy się z tym specjalnie nie obnosił.
Do dzisiaj pamiętał minę Marianny na wiadomość, że Gracjan, brat jej zięcia, jest gejem. „Homoseksualista? To ktoś taki, co lubi swoją płeć? A nie wygląda… No, teraz to już inne czasy. Ważne, że chłop szczęśliwy.”
- I tak chciałem dzisiaj do niego jechać – odparł, w zastraszającym tempie pożerając frytki. - Przekażę mu.

Stanął pod klatką, spoglądając na domofon i na nazwiska lokatorów. Szukał przez chwilę własnego nazwiska, gdy nagle drzwi otworzyła mu jakaś starsza kobieta. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, wychodząc z klatki.
Odpowiedział jej lekkim wykrzywieniem warg, przechodząc przez próg i już po chwili wspinając się po betonowych, blokowych schodach. Stanął pod drzwiami mieszkania brata, uświadamiając sobie, że dawno go nie widział. A przecież lubił z nim rozmawiać.
Tylko on go rozumiał, nawet jeżeli nie znał jego sytuacji. Przez to wszystko czuł się jeszcze bardziej z nim związany.
Nacisnął na dzwonek i odczekał chwilę. W końcu klamka się przekręciła, a drzwi uchyliły, ukazując mu nieco potarganą fryzurę Gracjana. Rafał uniósł jedną z brwi w geście zdziwienia, ale nic nie powiedział, przekraczając próg.
- Cześć, jesteś zajęty? – zapytał, mierząc go uważnym spojrzeniem piwnych oczu. Śmieszne, jak bardzo Gracjan był do niego podobny. Można było go nazwać kopią jego samego kilka lat wstecz.
Młodszy z braci obejrzał się nagle, a wzrok Rafała powędrował na blondyna stojącego w progu salonu. Nie znał go, czyżby Gracjan w końcu sobie kogoś znalazł?
Chłopak podszedł do nich bliżej, uśmiechając się z zakłopotaniem, gdy młodszy z braci objął go ramieniem.
- Filip, to mój starszy brat, Rafał – zwrócił się do blondyna. – Rafał, Filip jest moim chłopakiem – powiedział całkowicie spokojnie, a Rafał poczuł nagły przypływ zazdrości. On potrafi sobie ułożyć życie. On może sobie ułożyć życie tak jak chce, nie musi martwić się, że kogoś zrani, nie musi udawać. Jest po prostu sobą. Nie ma żadnych problemów, jest zwykłym, szczęśliwym gejem, który bez obawy przez cały dzień może pieprzyć się ze swoim kochankiem i na tym pieprzeniu spędzić całe życie.
Odetchnął, uśmiechając się wymuszenie. Nie, nie może zazdrościć bratu, nie Gracjanowi.
Rafał wyciągnął dłoń w stronę nowopoznanego, na co ten ją uścisnął, również się uśmiechając.
- Miło mi poznać – powiedział starszy z braci, po czym schylił się i zaczął ściągać buty.
- A tak właściwie, stało się coś? – zapytał Gracjan, nie spuszczając wzroku z brata.
- Chciałem porozmawiać – odparł, gdy już się wyprostował. Filip spoglądał to na swojego kochanka, to na Rafała ze zrozumieniem, uśmiechając się przy tym przepraszająco.
- To ja już pójdę – rzucił, sięgając do swoich butów i je zakładając. Rafał w tym momencie miał czas, aby bardziej przyjrzeć się chłopakowi. Był przystojny i wyraźnie niższy od Gracjana, ale musiał przyznać bratu, że niezły mężczyzna mu się trafił.
Chociaż i tak Mateusz bezapelacyjnie był przystojniejszy. Chyba nie było w mieście kogoś, kto by mu się bardziej podobał.
Nie minęła chwila, a Filipa już nie było.
- W końcu sobie kogoś znalazłeś – powiedział Rafał, utrzymując radosny ton głosu. Weszli do salonu i usiedli na kanapie. – To coś na poważnie? – zapytał, spoglądając na brata kątem oka.
Ten jedynie uśmiechnął się jakby z rozmarzeniem.
- Czyli na poważnie – odpowiedział na swoje pytanie, po czym poklepał Gracjana po ramieniu. – Ale zachowuj się, masz trzydziestkę na karku, bo ten twój wyraz twarzy mnie przeraża. – Zaśmiał się, bardziej się do tego przymuszając, niż z faktycznego rozbawienia. Zazdrościł bratu i nie potrafił tego przed sobą ukryć.

Mateusz z rozbawieniem spoglądał na skwaszoną minę Rudego podłączającego wzmacniacze i co chwilę przeklinającego pod nosem.
Rudy był najlepszym obiektem do denerwowania, a jak już się zdenerwował to nic tylko popcorn brać i oglądać.
- Nie boisz się o tyłeczek? – zażartował, podchodząc do niego i klepiąc go w wypięte pośladki. Mężczyzna obejrzał się z chęcią mordu w oczach, na co uśmiech Mateusza tylko się powiększył.
- Zamknij się, już wystarczą mi te spojrzenia pedałów – warknął, rozglądając się po klubie, na co Mateusz tylko przewrócił oczami. Nie mógł brać słów Rudego do siebie, bo gdyby tak robił, to już dawno miałby ochotę obicia mu tej piegowatej twarzy.
- Uważaj jak będziesz szedł do toalety – zaśmiał się, również się rozglądając i szukając wzrokiem Rafała, który mu powiedział, że specjalnie przyjdzie zobaczyć „koncert”. – Niektórzy z nich lubią jak ofiara się opiera – dodał, zauważając w końcu swojego kochanka. – No, miłego pobytu w Przystani – powiedział jeszcze, schodząc z małej sceny prosto na parkiet, gdzie mała grupka osób bujała się w takt muzyki. Przeszedł obok nich aż do stolika, przy którym samotnie siedział mężczyzna.
- Cześć – powiedział, uśmiechając się szeroko. Rafał, wyrwany z zamyślenia, spojrzał na Mateusza ze zdziwieniem i dopiero po chwili odpowiedział na uśmiech, a także również na pocałunek. Objął młodszego od siebie chłopaka za kark, całując szybko i aż wzdychając. Dawno się z nim nie widział i musiał przyznać, że mu go brakowało. Nie tylko pod względem seksu, ale też towarzystwa, co sobie boleśnie uświadamiał, spędzając czas z Martyną.
- Jezu – westchnął Mateusz, opadając na sąsiednie krzesło. – Uwielbiam ten twój zarost – powiedział całkowicie nieskrępowany.
- I pewnie tylko dla niego się ze mną spotykasz – odparł Rafał, mimo wszystko się uśmiechając. Nie był to jednak sztuczny uśmiech, jakim karmił wszystkich dookoła przez ubiegły tydzień.
- No, a co ty myślałeś? – zaśmiał się, mrużąc zabawnie oczy, po czym przysunął się bliżej mężczyzny. – Przyjdziesz do mnie na noc? – zapytał, spoglądając na niego tym swoim łóżkowym wzrokiem, że Rafał nie potrafił mu odmówić.
- A co zamierzasz robić? – odparł. Kochał gry słowne z nim.
- Jak to co? W warcaby grać – powiedział całkowicie poważnie, jednak po chwili zdradził go uśmiech. – Chyba powinienem już iść – mruknął, spoglądając w stronę sceny. – Tylko nikogo mi tu nie zarywaj. – Puścił mu oczko. – Tego wieczora jesteś mój – dodał jeszcze na odchodnym.
Mateusz spojrzał na zegarek. Mieli jeszcze jakieś dziesięć minut do rozpoczęcia całej szopki, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby szybko wypić piwo na rozgrzewkę i rozluźnienie. Musiał przyznać, że mu także nie podobała się idea koncertu i utworów, jakie mieli zagrać, ale gdy pomyślał o kasie… No właśnie. Nigdy im nie płacono za występy, w ogóle bardzo rzadko koncertowali. Trochę obawiał się, że jak już zaczną, to na zawsze wylądują w tego typu klubach, czy też – o zgrozo – na weselach.
Znał kilka zespołów, ponoć rokowych, które z braku funduszy zaczęły grywać na weselach i tam już pozostały.
Westchnął, zamawiając piwo. Musi teraz szybko je wypić i lecieć na scenę, bo już teraz dostawał znaki od Kędziora, że ma się pospieszyć.
Wziął dwa duże łyki zimnego napoju alkoholowego i aż odetchnął z ulgą, gdy nagle ktoś pacnął go w ramię. Odwrócił się zdziwiony, spoglądając na znajomego mężczyznę z burzą rudych, krótkich i pokręconych włosów.
Niemal od razu poznał w nim byłego kochanka Rafała i coś nieprzyjemnie ścisnęło go w brzuchu. Nie darzył go sympatią już przy pierwszym spotkaniu.
- Masz chwilę? – zapytał mężczyzna, wbijając w niego przeszywające spojrzenie, którym jednak Mateusz się nie przejął. Chłopak wyprostował się, pewniej ujmując w dłoni kufel piwa.
- Trzy minuty, nie dłużej – mruknął, znów biorąc kilka dużych łyków bursztynowego napoju.
- Pakujesz się w niezłe bagno – odparł w końcu tamten, opierając się o blat baru i ani myśląc o spuszczeniu wzroku z Mateusza.
Chłopak zmarszczył brwi, powodując, że kolczyk, który znajdował się w jednej z nich, poruszył się nieco.
- Tak? Jakie niby bagno?
- Rafał nie jest tym, z którym da się stworzyć związek – odpowiedział, dudniąc palcami w blat stołu, a jego uporczywe spojrzenie ani na chwilę nie odpuszczało. – Musisz na niego uważać, bo w końcu możesz się bardzo rozczarować.
Usta Mateusza wygięły się w kpiącym uśmiechu. No tak, mógł się tego spodziewać.
- To żałosne – odparł po chwili. – Jesteś aż tak zdesperowany, że próbujesz mnie nastraszyć, kiedy spokojnie piję sobie piwo przy barze i za kilka minut mam koncert? – zapytał, a jedna z jego brwi, ta z kolczykiem, uniosła się nieco w grymasie politowania. – Chcesz odzyskać Rafała, okej, rozumiem, ale to przed chwilą było żałosne. – Dopił piwo, odstawiając je na blat za sobą i jakby nigdy nic ruszył w stronę sceny, nawet nie oglądając się przy tym na mężczyznę.

Nie było tak źle, stwierdził Mateusz składając swoją gitarę do futerału i uśmiechając się do samego siebie. Właściwie, gdy zaczęli grać swoje utwory albo covery ulubionych, rockowych kawałków, było bardzo dobrze. Wbrew temu, co mówił właściciel o niechęci społeczności klubu do tego typu muzyki, ludzie nieźle się bawili, więc i im chciało się grać kolejne kawałki Opusa, Bon Joviego, czy AC/DC.
A przy ich utworze, Anyway you want it*, który również został zagrany na MuszlaFest i nie spotkał się z zachwytem publiczności, poczuł się najpierw niepewnie, wygrywając pierwsze akordy. Wystarczyło tylko, że zobaczył entuzjazm ludzi, a automatycznie poczuł się szczęśliwy. I wiedział, że nie tylko on. Morale wszystkich członków podskoczyły i chyba nawet Rudy pogrzebał swoją niechęć do „pedalskiego klubu, w którym przyszło mu grać równie pedalskie kawałki”.
Odetchnął, wsłuchując się w standardową muzykę Przystani puszczaną z płyt. Większość klubowiczów już poszła, gdyż zegarek wskazywał niezbyt wczesną godzinę, ale zabawa trwała dalej. Na parkiecie tańczyło jeszcze kilka osób, reszta oblegała stoliki flirtując, pijąc piwo czy po prostu odpoczywając.
- Zabierasz się z nami? – spytał Grzechu, wbijając w niego swoje empatyczne spojrzenie szarawych oczu.
- Nie – odparł, uśmiechając się kątem ust, na co jego rozmówca zareagował westchnieniem.
- To pamiętaj o gumie – mruknął, rozglądając się po klubie. Mateusz przewrócił oczami, podając Rudemu swoją gitarę. Mężczyzna był dzisiaj swoim nowo zakupionym, dosyć sporym samochodem i obiecał, że zabierze ich sprzęt, tak aby ci, którzy nie mieli pojazdów, nie musieli się cisnąć z instrumentami w autobusie.
- Ja już spadam, nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć – mruknął. – Idziemy po kasę i zwiewam.

Rudy tak jak powiedział, tak zrobił. Zbiegał po schodach, aż się za nim kurzyło, obiecując wcześniej chłopakom, że to był ich ostatni raz w tego typu klubie. Grzechu i Kędzior nie byli tak negatywnie nastawieni, przynajmniej ich niechęć nie była tak wielka, żeby zrezygnować z piwa na koszt klubu. Razem zgodnie stwierdzili, że wypiją obiecane piwo i pójdą w ślady Rudego.
Mateusz za to zaczął szukać Rafała. Po tym ich małym sukcesie miał ochotę na seks. Długi i namiętny seks z Rafałem. Nawet nie obchodziło go teraz, czy znowu wyląduje na dole, choć, oczywiście, chciałby go zdominować, ale… Do szczęścia był mu teraz potrzebny tylko Rafał, jego szorstkie dłonie, spojrzenie piwnych oczu i kłujący, kilkudniowy zarost.
Jego wzrok wyłapał brązową czuprynę mężczyzny przy jakimś stoliku. Uśmiechnął się, dłużej zapatrując w, jego zdaniem, idealny profil Rafała. Dopiero po chwili spostrzegł, że koło jego kochanka siedzi jakiś facet.
Oczy Mateusza zwęziły się podejrzliwie, gdy facet ten odpowiedział na jego spojrzenie, a pod jego nosem wykwitł dziwny, niepogodny uśmiech.
Tym mężczyzną był Marcin, co Mateusz rozpoznał niemal od razu i wcale mu się to nie podobało. Nie po scenie zazdrości, godnej nastolatki, jaką kilka godzin wcześniej rozegrała ta ruda żmija.
Ruda żmija, jak ochrzcił go w myślach Mateusz, przybliżyła się nagle do Rafała nieświadomego, że jest obserwowany, a jej dłoń znalazła się na policzku mężczyzny. Nie minęła chwila, a zaczęli się całować. Tak po prostu. Namiętnie i bez zahamowań.
Szczęka Mateusza zacisnęła się, co widać było nawet po jego pobielałych od nacisku wargach.
Nie byli parą. Nie obiecywali sobie wierności. Byli tylko przyjaciółmi od seksu, którzy wyjątkowo dobrze się dogadywali, tyle. Nie miał prawa być zły. Nie miał, a jednak był.
Westchnął, odwracając się i idąc w stronę baru z nadzieją, że jeszcze zastanie przy nim Grzecha i Kędziora, że wypiją kilka piw, a później znajdzie Rafała i pojadą do jego domu.
A on o niczym nie wspomni, nie chcąc zachowywać się jak zazdrosna baba.

*Anyway you want it z repertuaru Rise Against

Administrator informuje iz publikacja tego opowiadania zostaje wstrzymana. albowiem zostanie ono wkrótce wydane w formie papierowej. Wszystkich zainteresowanych kupnem zapraszam na stronę naszego wydawnictwa








 

Komentarze
An-Nah dnia marzec 25 2012 09:55:16
Brawo dla teściowej. Widzę, że to kolejna osoba, co do której Rafał jest stronniczy: widzi ją jako "mohera", a okazuje się, że kobieta jest otwarta i tolerancyjna. Jasne gdyby dowiedziała się, że zięć też jest gejem, zachowałaby się inaczej, ale raczej nie tyle tolerancja by jej uleciała, a włączyłyby się inne rzeczy. W końcu trudno traktować wyrozumiale kogoś, kto krzywdzi twoją córkę.
Martyny mi żal. Kobieta zaczyna się miotać i próbuje dokładnie czegoś przeciwnego, niż powinna zrobić. Też jest ofiarą społeczeństwa, tak jak Rafał. Mam wrażenie, że ona nie ma w nikim wsparcia, nie widzi alternatywy dla siebie, albo się boi, że jeśli wykona radykalny krok, zostanie z niczym. Przerażają mnie tacy ludzie, którym wydaje się, że mogą jeszcze znaleźć szczęście w nudnej pracy czy nieudanym małżeństwie, a tymczasem doprowadzają się do jeszcze głębszej frustracji, próbując reanimować pacjenta, który już zmarł. Przerażają mnie, ale wiem mniej-więcej czemu się tak zachowują. Bo większość z nas boi się radykalnych zmian. I szczerze mówiąc, pod tym względem i Rafał i Martyna są podobni - z tym, że ona tak naprawdę krzywdzi tylko samą siebie (Nie, nie umiem mieć podejścia "Niech ona się rozwiedzie z Rafałem i da mu wolność, bez niej Rafał byłby szczęśliwy". To nie Martyna trzyma Rafała w tym małżeństwie, a on sam.).
Mateusz zachowuje się jak idiota, ale w końcu to też ma sens: Nie zna intencji Marcina, z jego punktu widzenia Marcin jest konkurencją. No i biedny Mateusz, nie widzi, że zależy mu na czymś więcej, niż seks bez zobowiązań. Ale szczerze, wolałbym żeby chłopak znalazł kogoś bardziej wartościowego, niż Rafał.
A Marcina nie rozumiem. Po co on się z Rafałem całował? Żeby pokazać Mateuszowi "Patrz, ten facet to buc" czy po co? Mam nadzieję, że to pierwsze, choć to szczerze mówiąc nie najlepsza strategia.
Ome dnia maj 03 2012 16:08:39
Uznałam, że jedynym sposobem na nadgonienie moich koszmarnych zaległości czytelniczych będzie przeczytanie wszystkiego i napisanie jednego komentarza zbiorczego, inaczej pozostanę wiecznie (albo przynajmniej do końca tego roku) w tyle za "Słońcem" (i innymi tekstami). Piszę zatem komentarz do części 4-9 z TCD, bo udało mi się wreszcie wygrzebać trochę czasu, by spokojnie usiąść i przeczytać wszystkie smiley

Od strony stricte językowej - pojawiło się parę błędów interpunkcyjnych, raz czy dwa zdanie było sformułowane nieco niejasno. Tyle z kwestii minusów. Z plusów - bardzo lubię język tego tekstu, jego realizm, brak poetyzmów, a jednocześnie brak nieuzasadnionych wulgaryzmów. Jasne, postacie przeklinają, ale ich przekleństwa wpisują się w tę potoczną, często niedbałą polszczyznę, jakąś stosuje szczególnie młodsze pokolenie bohaterów. Masz dobry styl, czyta się bardzo płynnie.
Na marginesie - pod koniec tego rozdziału wymknęła Ci się narracja - skoro piszesz z punktu widzenia Mateusza, to jak mogło "być widać po pobielałych wargach", że zacisnął szczęki?

Lubię przeplatankę spojrzeń - raz Rafała, raz Mateusza. Przemawia też do mnie ograniczenie, jakie te dwa punkty widzenia narzucają czytelnikowi - mam tu na myśli przede wszystkim punkt widzenia Rafała, który wykrzywia obraz Maryny i teściowej, trochę mniej obrazy inny ludzi, najsilniej zaś chyba własny obraz. Widać doskonale, że Rafał postrzega wszystko głównie tak, jak mu wygodnie; tym ciekawsze są te momenty, gdy nagle zaczyna patrzeć trochę z cudzej perspektywy, jak zdarzyło mu się przy żonie - szkoda tylko, że to wszystko i tak nic nie daje, że Rafał i tak wraca do wygodnego sposobu patrzenia na świat za pomocą bezpiecznego filtra.
Martyny nieodmiennie mi żal. Też stara się być ślepa na pewne niepokojące sygnały, ale z jej strony wydaje mi się to bardziej zrozumiałe - ona filtruje, bo kocha i chce ochronić swój związek, Rafał - bo się boi i chce jednocześnie zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Nieważne, ile osób przy tym skrzywdzi.
Piękna jest ta zafałszowana narracja z punktu widzenia Rafała - piękna, a zarazem niewątpliwie zwodząca, wymagająca pewnego zastanowienia i zastawiająca na czytelnika pułapkę, więc - nie obrażając nikogo - nie dziwię się, że niektóre yaoistki mogą w tę pułapkę wpaść jak sarna w sidła. Naprawdę, Dream, z całego serca gratuluję Ci stworzenia takiej narracji i świetnego jej prowadzenia.

Podobnie jak An, mnie też koledzy Krzyśka wyprowadzają z równowagi. Do tego tkwi tam pewna, niewyrażona może wprost, ale obecna w kulturze myśl: to, że kobieta poświęca coś ze swojego życia, pasji etc. dla dziecka, to normalne, naturalne, nawet konieczne - to, że poświęcić ma coś mężczyzna, to już dla tego mężczyzny (i całego jego męskiego otoczenia) tragedia i dowód na to, że wybrał sobie złą partnerkę. Bardzo chciałabym zobaczyć choć na moment Krzyśka z żoną i dzieckiem - bo podejrzewam, że koledzy z zespołu robią w tej chwili to samo, co robi Rafał, choć pod nieco innym kątem: nakładają sobie na oczy (mózg) wygodny filtr i widzą w ojcostwie kolegi jedynie swoje wielkie nieszczęście i babską zmowę jajników.

Mateusz ogólnie budzi moją sympatię, choć mam do niego zastrzeżenia - do niego jako do niego, nie do niego jako wykreowanej postaci. Jego ćpanie i wyrywanie w klubie na jednorazowe numerki zniechęcają mnie do niego - natomiast jego starania, by zrealizować swoje marzenia, sprawiają, że mam ochotę kibicować. Poza tym rodzina Mateusza wygląda całkiem sympatycznie.
Jeszcze ad Mateusza - Agnieszka jakoś mi się nieszczególnie nie podobała, gdy się poprzednio zjawiała, dlatego tym ciekawiej było na nią spojrzeć inaczej, czyli oczami Rafała, i dostać nieco inny jej obraz niż ten, którym operuje Mateusz.
Poza tym ciekawa jestem czegoś więcej na temat Gracjana i jego relacji z bratem.

Spotkanie z Marcinem to interesujący wątek - między innymi przez to, że nie skoczył się na zasadzie "hop do łóżka". Podobały mi się te uwagi, które pozwalały zobaczyć upływ czasu - gdy Rafał, patrząc na Marcina, myślał, że to nie ten sam młodzieńczy zapał i ogień co i młodszego o jakieś piętnaście lat Mateusza. Z drugiej strony tak sobie myślę, że Mateusz jeszcze do tego jest bezpieczniejszy - bo nie zna przeszłości, nie trzeba przy nim powracać do niemiłych spraw, nie musi się przed nim tłumaczyć. Tak, Mateusz jest bezpieczniejszy, bo wygodniejszy, łatwiej go wpasować w pewien element życia, tak by wszystko ze sobą jakoś współgrało.
A że to współgranie to kakofonia emocjonalna, psychiczna, życiowa r11; co z tego?

Wracając jeszcze do Mateusza - też mi się podobał fakt, że seks między nim a Rafałem nie wyskoczył od razu, w klubie - natomiast zbudowałaś dobrą atmosferę erotycznego napięcia, oczekiwania, odmalowałaś świetnie obustronne pożądanie. Sama scena erotyczna (sic!) również przypadła mi do gustu - było w niej napięcie, podniecenie, erotyzm - i ani grama tych schematycznych, jaojcowych, koszmarkowatych "scenek".
Może tylko zgrzytnęło mi nieco to "posuwał", wydało mi się trochę za szczeniackie w ustach (myślach) Rafała.

Męczy mnie, drażni i wywołuje powarkiwanie Rafałowe "o ja biedny nieszczęśliwy, nie spełniłem swoich marzeń". Gdy się patrzy wokół jego oczami, okazuje się, że rzeczywiście, wszyscy znajomi spełnili lub spełniają swoje pragnienia, przynajmniej w części, mają jakiś punkt, który daje im siłę i ochotę do życia - tylko nie Rafał. Dobrze chociaż, że główny zainteresowany nie myśli "innym wszystko spada z nieba", choć i tak chyba uważa, że wszystkim innym jest łatwiej. I nie mogę się pozbyć wrażenia, że sam mniej czy bardziej świadomie czeka, by świat/los/ktoś z zewnątrz uporał się z jego problemami, podczas gdy on będzie na boku uprawiał seks z Mateuszem.

Niedużo tej Bydgoszczy; to, co pokazałaś, jest ładne i mogę to zobaczyć, szczególnie zaś podobało mi się włączenie do historii prawdziwego bydgoskiego wydarzenia kulturalnego (a fakt, że zespół Mateusza nie podbił z miejsca słuchaczy i szuka innych, nawet mało rajcujących miejsc do występowania, dodaje wszystkiemu niesamowitego realizmu); momentami wprawdzie mam wrażenie, że trochę brakuje mi większego opisu jakichś przestrzeni, ale za to podobają mi się Twoje "tła okołodialogowe" - gdy bohaterowie mówią, widzę, słyszę i czuję, co przy tym robią, jakie mają miny, jakie gesty wykonują, jakim głosem odpowiadają. Oni nie tylko mówią - oni żyją.

Tak jak An, zastanawia mnie ogromnie zachowanie Marcina pod koniec tego rozdziału. Poza tym uczucia Mateusza pokazują, że - wbrew temu, co twierdzi czy próbuje twierdzić - nie wychodzi mu z Rafałem beztroska "przyjaźń na seks". Pytanie tylko, co zrobi, gdy pozna prawdę o kochanku - choć bardziej martwi mnie, co zrobi i jak się poczuje wtedy Martyna.

Podsumowując: cieszę się, że nadrobiłam "Słońce", bo tekst naprawdę wciąga i czyta się go świetnie. Mam nadzieję, że pisanie dalszych rozdziałów idzie Ci dobrze - choć nie wątpię, że trochę wyżera psychikę. Przypominam sobie jednego z własnych bohaterów, pod pewnymi względami podobnego do Rafała, i spustoszenia psychiczno-emocjonalne, jakie funduje mi każde pisarskie posiedzenie z moją Ostrygą r11; przez co współczuję Twojej psychice.
I wiesz, Dream, ja na podstawie tego tekstu dałabym Ci spokojnie powyżej dwudziestki...
Dream Winchester dnia maj 04 2012 16:47:06
Dziękuję Ome smiley
Racja, Rafał wżera się w moją psychikę i to dosyć poważnie, dla daję radę, gdyż nie jest to postać wyciągnięta z buta. Jest wzorowana na pewnej osobie, którą dobrze znam, więc coś mi się wydaje, że moja psychika jeszcze pożyje.
Co do Mateusza... On jest dla mnie balsamem po zderzeniu z Rafałem, dlatego jego kreacja jest pozytywna. No, może nie do końca, ale jak wiadomo, ludzie nie dzielą się na dobrych i złych. W każdym jest coś dobrego i złego smiley

Nawet nie masz pojęcia, jaki mi się banan na twarzy wymalował, kiedy przeczytałam, że scena erotyczna nie była yaoicowa. Zawsze mi się wydawało, że opisuję to zbyt pruderyjnie. Że wszystko jest takie suche, nawet jeżeli An już wspominała, że erotyzm jest.

Po dwudziestce? Oj, ale mnie postarzałaś! Jeszcze osiemnastki nie mam, więc teoretycznie nie powinnam nawet czytać tego, co piszę smiley

Co do Gracjana... Gracjanowi poświęcona jest osobna historia, jednak jest to mój pierwszy poważny tekst, z którego dopiero zrodziło się Słońce. Jest tam wiele błędów, wiele niedoskonałości, ale gdyby nie to opowiadanie, nigdy nie pojawiłabym się na tej stronie z SZC. Jeżeli chcesz to znajdziesz je tutaj: http://zostawic-rzeczywistosc.blogspot.com, tytuł ten sam co adres bloga. Nie spodziewaj się jednak zbyt wiele.

Jeszcze raz dziękuję za taką rozprawkę! To naprawdę miłe, że chciało Ci się tyle pisać smiley
Ome dnia maj 04 2012 19:25:37
No wiesz, za przyjemne czytanie należą się podziękowania w postaci porządnego komentarza smiley
(A za złe czytanie kara w postaci równie porządnego komentarza xD Ja pewnie wytrwale realizuję tę zasadę).
Jasne, w każdym są plusy i minusy - dlatego Mateusz jako postać mi się podoba, bo mogę go jako Mateusza za coś lubić, a za coś nie lubić. Przy czym sympatia przeważa. U Rafała jest odwrotnie: pewne drobiazgi u niego cenię, ale ogólnie mam ochotę urwać mu łeb.
Z Gracjanem się postaram zapoznać, gdy tylko te moje zaległości poogarniam. "Zostawić rzeczywistość" jako blog mam na oku, ale skoro, jak kiedyś wspominałaś, na TCD wrzucasz poprawione rozdziały "Słońca", wolę tu czytać i komentować smiley

Trzymam kciuki, żeby psychika wytrzymała. Pewne typy bohaterów zżerają autorów okropnie. Ale za to jaki efekt w tekstach! smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum