The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 20 2019 17:06:56   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Czekolada o smaku deszczu 3
Poza incydentem ze Zbójem tego dnia nie wydarzyło się już nic ciekawego czy niebezpiecznego. Adam razem z Kaśką i Moniką rozsypywał karmę, a Kamil czyścił klatki.
- Miło było cię poznać – powiedziała Monika, kiedy na koniec dnia żegnała się ze wszystkimi.
- Mnie też – odparł Adami odwzajemnił pożegnalny uścisk dłoni, ale nie uśmiech.
- Mam nadzieję, że jutro też przyjdziesz pomóc? – zainteresowała się Kaśka, patrząc uważnie Adamowi w oczy.
- Raczej tak – odparł.
- To świetnie – uśmiechnęła się zadowolona.- Mam nadzieję, ze znowu nam pomożesz przy karmieniu.
- Jeszcze nie wiem – bąknął niepewnie. – Zależy co Kamil mi da do roboty.
- Kamilek… - Monika objęła mocno chłopca i pocałowała w policzek. – Powiedz, ze każesz mu pomóc nam. No, powiedz…
- No nie wiem… - odparł Kamil udając, ze się zastanawia – jest tyle pracy, że nie wiem co pilniejsze.
- Zgódź się – Kaśka dołączyła do koleżanki, całując Kamila w drugi policzek – a dostaniesz dużą czekoladę.
- No patrz – Kamil zwróci się do Adama – milionerem nie jestem, a jakie mam powodzenie u babek…
Adam roześmiał się.
- No dobra – Kamil westchnął teatralnie – przemyślę sprawę przez noc.
- No to żeby ci się lepiej myślało i we właściwym kierunku – powiedziała Monika i pocałowała Kamila namiętnie w usta.
Zanim chłopak zdążył zareagować dziewczyny uśmiechnęły się, pomachały rękami na pożegnanie i odeszły.
- Fuj, błe – jęknął Kamil, kiedy w końcu odzyskał zdolność myślenia i mówienia. – Wsadziła mi język do ust. Błe, to jest ohydne. Będę se musiał porządnie usta wyszorować – zaczął pluć, jakby miał nadzieję, ze pozbycie się całej śliny z ust rozwiąże jego problem.
- Nie lubisz jak cię całują? –z dziwił się Adam.
- Nie lubię jak mnie dziewczyny całują – mruknął Kamil. Gdyby nie był zajęty czyszczeniem języka, może zauważyłby dziwne spojrzenie jakim obdarzył go Adam. – Rany, cały czas to czuję – jęknął z rozpaczą w głosie. – Adam, mógłbyś mnie pocałować? Może to zniweluje ten paskudny smak… - popatrzył z rozpaczą w oczach na rozmówcę.
Adam przez chwilę stał nic nie mówiąc, tylko uważnie patrząc na chłopca. Nagle chwycił go za kark, przyciągnął do siebie i pocałował. Głęboko i namiętnie. Kiedy w końcu się od niego oderwał, zobaczył wpatrzone w siebie zdumione oczy pełne łez.
- Dlaczego to zrobiłeś? – Wyszeptał Kamil.
- No przecież sam chciałeś – odparł wzruszając ramionami.
- Ja tylko żartowałem! Żartowałem! – Jego oczy stały się jeszcze bardziej szkliste.
- Oj, przepraszam. Ja też żartowałem – odparł Adam i przyciągnął do siebie Kamila. – No, nie płacz już – pogłaskał chłopca po głowie.
Ten, z początku spięty, rozluźnił się i wtulił w Adama.
- Tak bardzo mnie nielubisz? – wyszeptał.
- No co ty… - Adamowi nagle zrobiło się głupio. – Przecież mówiłem, ze to był tylko żart. Już więcej nie będę.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- No to chodźmy do domu – Kamil siorbnął nosem i ruszył w stronę domu. Adam bez słowa poszedł za nim.
- Zaraz pewnie będzie kolacja –stwierdził Kamil, kiedy już weszli do środka. Po jego wcześniejszym zachowaniu nie było już śladu. – Słyszę jak Monika tłucz się po kuchni. Chodź, może trzeba jej coś pomóc.
Przeszli do kuchni.
- O, Ciuciek, dobrze, że już jesteś. Pomożesz mi. Chociaż moment, nie – szybko zmieniła zdanie. – Idź lepiej do Karola. Miał dzisiaj trochę problemów z jednym psem i zrobił mu się niezły burdelik, który trzeba uprzątnąć.
- A to już nikt nie został?
- A niby kto? Wiesz, że wszyscy wolontariusze uciekają od Karola. Ostatni jaki był zadzwonił dzisiaj, że rezygnuje.
- Rany – westchnął Kamil – czy on nie może się w końcu nauczyć jak dogadywać się z ludźmi? Dobra, to ja pójdę, a może Adam ci pomoże, co?
- Dobry pomysł Ciuciek. Widzę, że jednak czasami potrafisz powiedzieć coś sensownego.
- Ja cały czas mówię sensowne rzeczy, tylko ty nie chcesz mnie słuchać – mruknął Kamil, pokazał siostrze język i wyszedł.
- To co mam robić? – zapytał niepewnie Adam.
- Porozkładaj talerze. Są w tamtej szafce. Sztućce są w tej szufladzie, a szklanki tam – wskazywała po kolei właściwe meble. – Na siedem osób. Dzisiaj będzie zapiekanka, więc weź duże talerze.
- Siedem osób? Duża ta wasza rodzina.
- Ależ skąd – odparła Monika krojąc warzywa na zapiekankę. – Razem z tobą tylko sześcioro. Siódmy jest Darek. Dzisiaj niestety musi u nas nocować. Wiesz, on zajmuje się zwierzakami, które są w trakcie leczenia. Akurat trafił się taki jeden, któremu co kilka godzin trzeba podawać lekarstwa. Wiesz, on ma rękę do zwierząt. Nie wiem jak on to robi, ale wszystkie zwierzaki go lubią. Może to przez to ciepło jakie w sobie ma… - zamyśliła się na chwilę. – Faktem jest, że jest niewielu ludzi takich jak on. Chociaż jest jeden przypadek, którego nawet on nie może obłaskawić. To wilczur o imieniu Zbój. Mówili ci już o nim?
- Mówili i nawet spotkałem go. Bardzo sympatyczny pies, spokojny…
- Że co?? Czy my mówimy o tym samym psie? – zdumiała się Monika.
- No, duży, szary z brązową łatą na grzbiecie, szczeka i warczy na każdego, podobno nawet jednego z wolontariuszy pogryzł. Chociaż jak ja do niego podszedłem, to dał się nawet pogłaskać.
- Nie mów, że obłaskawiłeś Zbója… - Monika z wrażenia aż usiadła przy stole.
- Bo ja wiem, czy obłaskawiłem – mruknął. – Po prostu dał się pogłaskać i tyle.
- Ty jesteś niemożliwy – wyszeptała Monika z podziwem. – Ty przebijasz nawet Darka. Ale moment, czemu Ciuciek nic mi nie powiedział? – I zanim Adam zdążył zareagować, wybiegła z kuchni krzycząc na cały głos: - Ciuciek!
Westchnął i rozejrzał się po kuchni. Talerze już poukładał i nie bardzo wiedział co ma robić. Zajrzał wiec do lodówki i wyciągnął jakiś ketchup, ogórki w occie, jakieś grzybki, też w occie, przez chwilę zastanawiał się nad sałatką, ale stwierdził, że wystarczy tych warzyw. Poustawiał wszystko na stole, a ponieważ Monika nie wracała, więc, dla zabicia czasu, wziął się za krojenie warzyw. Nie był pewny czy dobrze to robi i czy Monika nie zacznie na niego marudzić, ale doszedł do wniosku, ze lepsze to niż siedzenie i czekanie aż inni się nim zainteresują. Właśnie zamykał piekarnik, do którego wsadził naczynie żaroodporne z poukładanymi warstwowo warzywami, kiedy do kuchni weszła Monika.
- Nie mów, że wszystko zrobiłeś – bąknęła zdziwiona.
- No jakoś tak – odparł niepewnie.
- Rany – westchnęła – nie powinieneś.
- Dlaczego? – zdziwił się. – Przecież jestem członkiem rodziny, więc to normalne, że robię dla wszystkich jedzenie…
- No tak. – Zaśmiała się nerwowo. – Wybacz, jeszcze nie mogę się przyzwyczaić.
- Nie przejmuj się, ja też.
Pół godziny później cała rodzina siedziała przy stole.
- Nie wiedziałem, Monika, ze potrafisz robić takie dobre zapiekanki – odezwał się ojciec po kilku kęsach.
- To nie ja – mruknęła – tylko Adam.
- O, to ty umiesz gotować? – zdziwił się Kamil.
- No, udaje mi się nie przypalić wody, kiedy robię sobie herbatę.
Wszyscy roześmieli się. Zmieszany Adam spuścił głowę. Przez to nie zauważył uważnego spojrzenia, którym obdarzył go milczący dotąd Darek.
Po skończonej kolacji wszyscy się gdzieś rozeszli, został tylko Kamil i Adam.
- Musisz chwilę poczekać, aż pozmywam, dobrze? Wtedy będę się mógł tobą zająć.
- Nie ma takiej potrzeby – bąknął Adam.
- Oj jest, jest. Jesteś z nami dopiero jeden dzień i jeszcze dużo nie wiesz. Więc siadaj i czekaj, dobrze?
- No dobrze – uśmiechnął się lekko. Nalał sobie szklankę herbaty, która została od kolacji i popijając ją małymi łyczkami patrzył jak Kamil uwija się sprzątając po kolacji.
Na koniec chłopiec przetarł mokrą ścierką stół i uśmiechnął się zadowolony. Widząc ten uśmiech Adam odruchowo także się uśmiechnął.
- No dobra, teraz mogę ci pokazać twój pokój.
- A to nie był ten, w którym spałem? – zdziwił się Adam.
- A nie – machnął lekceważąco ręką – to jest pokój gościnny. Teraz jesteś członkiem rodziny, więc powinieneś mieć własny pokój. Chodź.
Poszli na pierwsze piętro, gdzie Kamil otworzył jedne z wielu drzwi. Weszli do środka i zapalił światło. Wyposażenie pokoju nie było zbyt rewelacyjne: zaścielone łóżko, biurko z krzesłem, nocny stolik z lampką, szafa ubraniowa, regał z pustymi półkami zajmujący całą ścianę, białe ściany
- Od teraz to będzie twój pokój. Jeśli chcesz, to możesz naklejać plakaty na ściany. Może nawet je przemalować, jeśli kolor ci nie odpowiada. Wystarczy, ze powiesz jaką farbę mamy ci kupić.
- Nie trzeba – powiedział szybko. – Jest dobrze jak jest.
- Cieszę się –Kamil uśmiechnął się. – To jeszcze tylko przyniosę ci poszewki na pościel i możesz iść spać. – Nie czekając na reakcję Adama wyszedł z pokoju.
Adam nie bardzo wiedział co ma robić, swoich rzeczy nic nie miał, wiec nawet nie musiał myśleć o rozpakowaniu się. Odruchowo zajrzał do szafy ubraniowej, był tam miejsca wystarczająco dla dwóch osób. Ogólnie sam pokój był na tyle duży, że spokojnie mogły tu żyć dwie osoby. Podszedł do okna i wyjrzał przez nie, nie odsłaniając firanki. Wychodziło na wybiegi psów. Część z nich spała, część kręciła się po wybiegu.
W tym momencie do pokoju wszedł Kamil. Położył na łóżku poszewki na pościel.
- Chyba potrafisz sobie sam ubrać pościel? - Adam tylko skinął głową. – Świetnie. Łazienka jest na końcu korytarza. A jednej strony jest mój pokój, a z drugiej Moniki. Karola jest naprzeciwko. A teraz chodźmy do łazienki.
Przeszli do wspomnianego pomieszczenia.
- Tu masz ręczniki, jeden duży i jeden mały – powiedział otwierając jedną z szafek i wyciągając ręczniki. – Możesz je powiesić gdzie chcesz, tylko uważaj żeby się nie pomylić i nie wziąć czyjegoś innego. Każdy ma swój własny. Jeśli stwierdzisz, że już jest zbyt brudny, to po prostu wrzucasz go do kosza na brudy i bierzesz nowy z szafki. Który chcesz. Mydło używamy tylko w płynie, jest jedno, jeżeli więc chcesz mieć swoje, albo musisz używać specjalnego ze względów zdrowotnych, to będziesz musiał sobie kupić. Tutaj – wskazał na puste miejsce na półce pod lustrem – możesz poukładać swoje przybory toaletowe, jak już je sobie kupisz. Mam nadzieję, że tyle miejsca ci wystarczy? – zapytał z niepokojem.
- Wystarczy – mruknął Adam.
- To dobrze – Kamil uśmiechnął się. – Oczywiście, jak każdy domownik, możesz korzystać zarówno z tej łazienki, jak i z tej na dole. Czasami bywa tak, że wszyscy na raz chcą skorzystać z łazienki i wtedy robi się niezły bajzel – roześmiał się nerwowo. – No dobra, to chyba wszystko co chciałem ci powiedzieć. No chyba, że o czymś zapomniałem? – spojrzał pytająco na rozmówcę.
- Bo ja wiem… - mruknął niepewnie.
- No trudno, najwyżej jak będziesz chciał coś zapytać, albo coś potrzebował, to po prostu powiedz. I nie krępuj się.
- Będę pamiętał.
- W takim razie wracajmy do swoich pokoi. A, jakbyś chciał coś do poczytanie, to Monika lubi romansidła, u mnie znajdziesz fantastykę, a Karol woli horrory i kryminały. Dobra, to spać! Sio! – wypchnął Adama z łazienki.
Przeszli do swoich pokoi. Adam ubrał pościel wyciągniętą ze skrzyni łóżka, rozebrał się i położył, mimo iż niespecjalnie mu się chciało spać. Leżał przy zagaszonym świetle i wpatrywał się w sufit. Nie zaciągnął zasłonek i teraz widział cienie tańczące na suficie. Przypomniała mu się ich rozmowa z dzisiejszego dnia.
Ja tylko żartowałem…
Już kiedyś słyszał te słowa, tylko wtedy bardziej bolały. Wypowiedziane z kpiną i szyderstwem. Nie zawsze bolą, ale tamte zabolały, zwłaszcza, że wypowiedział je ktoś, kogo… Łzy pociekły z oczu, a żal ścisnął gardło.
Nie, potrząsnął głową i starł łzy, nie będzie tego przeżywał, to już przeszłość. Tylko dlaczego wciąż tak boli…










Komentarze
Lajla dnia marzec 17 2012 12:19:04
No nareszcie pocałunek chociaż to miał być "żart" lecz, został sprowokowany przez Kamila. Biedny Adam jego miłość nie została odwzajemniona. Ciekawe co Darek myśli o nowym członku rodzinie Kamila. Wyczekuje kolejnego rozdziału i życzę jak najwięcej weny. pozdrawiam
Floo dnia marzec 19 2012 12:50:58
IIIIIIIIIIiii!!! Oni są słooooodcy! Tylko dlaczego Ciuciek się popłakał??
Hmmmm.... Darek... I jestego spojrzenie....AAAA nie nie wolno Adam jest Ciućka!!!!! Asio a sio, kysz! Zbój bierz go! Swoja droga bardzo polubiłam Zbója smiley
Echhh szkoda że trzeba ty;le czekać na kolejny rozdział ;]
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [3 Gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum