The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 03 2020 22:33:46   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Nie jest za późno
Od Autora: Całe zdarzenie ma się dziać po zakończeniu tomu 18, wprawdzie widziałam już tom 19( ukłony w twoim kierunku Limoonko - Jesteś BOSKA! Nigdy nie wiadomo, co można znaleźć pod Twym łóżeczkiem i w kompie:)) i to mi trochę psuje, ale zakładając, że Wy jeszcze tego tomu nie widzieliście( he he- ten, kto widział to ma dobrze) mogę się wykazać trochę inwencją twórczą i jak ktoś chce to może to przeczytać!^_^ Ten fik na początku był pisany w pierwszej formie, czyli oczami Kamuii, ale jak to doszła do wniosku Karo - Kamuii był bardzo poje.... i doszłam do wniosku, że wrócę do pisania w formie trzeciej. Tak wiec, trochę będę wzorować się na piśmie Lereth (trochę, nie więcej), bo w końcu ona najbliżej trafiła w charakter postaci z "X-a". No jeszcze tylko mała dedykacja dla trzech wspaniałych osóbek, bez których mój świat nie byłby tak zboczony i popieprzony( Teraz podam ich ksywy by cały świat się dowiedział, BWAHAHAHAHA...) Limonce, Namidce Kazeno oraz Karo-Owieczce-Hisoce-chan.
To tyle.... na razie.



Czerń. Wszędzie czerń, tak gęsta, że nie widział nic. Dopiero po kilku chwilach zaczął formować się pośród niej obraz. Kwitnące drzewa wiśni. Ich płatki wirowały na wietrze niczym śnieg i te posępne cienie. Ktoś płacze...
Poczuł ciepły uścisk na ręce i zadarł głowę do góry. Jego fioletowe oczy ocienione długimi rzęsami rozszerzyły się w zdziwieniu.

-Mama?

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że znowu jest małym chłopcem. Dzieckiem. Uścisk na jego dłoni stężał, ale nie tak by sprawiać ból. Po prostu był pewny i mocny. Twarz jego matki była przepełniona bólem i smutkiem. Długie ciemne włosy falowały lekko na wietrze.

- Kamui, musimy wyjechać. Ciocia Saya nie żyje...przez nas.

- Ciocia Saya?- powtórzył swym dziecięcym głosikiem i spojrzał przed siebie. Teraz zrozumiał gdzie był. Chram Togakushi. Dom państwa Monou. Dom Fuumy i Kotori.

- Musimy wyjechać.

Został delikatnie pociągnięty w przeciwną stronę. Jak najdalej od tego miejsca. Miejsca zabaw i miejsca gdzie poznał Kotori i Fuumę. Szedł powoli, ale jego głowa wciąż odwrócona była w stronę chramu. Łzy zastygły w kącikach jego oczu. Nie może tego tak zostawić, nie może zostawić Kotori i Fuumy. Delikatnie uwolnił się z uścisku matki. Cienie nabrały kształtów.
Żałobny orszak.

- Kamui, zaczekaj! Nie idź tam!

Ale on nie posłuchał.

Dlaczego w snach zawsze odgrywa się role? I choć jesteś świadomy tego, co robisz to i tak nie potrafisz wpłynąć na bieg wydarzeń. Niczym szmaciana kukiełka wykonująca każde polecenie, które narzuca jej pan poprzez nitki, jakimi jest przymocowana. Związany, skrępowany, dlaczego? Dlaczego jestem tylko szmacianą lalką w rękach przeznaczenia?

Biegł tak szybko jak tylko pozwalały mu na to małe nóżki. Otarł dłonią łzy, które tak usilnie próbowały wydostać się na zewnątrz.

Przestań, nie płacz głupku, powtarzał w myślach zły sam na siebie. Dlaczego? Dlaczego muszę znowu tam biec?

Odgłos jego kroków rozniósł się echem, gdy biegł wśród murów wprost do bramy na posesje. Wymijał niekształtne cienie podążające w tym samym kierunku co on. Słyszał ich płacz. Docierał on do najdalszych pokładów jego mózgu, wwiercał się nieustannym potokiem zawodzeń i strzępków słów.

Przestańcie! Zacisnął oczy na kilka chwil pragnąc pozbyć się tego nieznośnego uczucia.

Kotori, Fuuma.... Wbiegł na ścieżkę prowadzącą do domu. Płatki wiśni zawirowały wokół niego.

Szybko, szybciej!

W dwóch skokach był już przy drzwiach. Chwycił małymi rączkami za framugę i odepchnął rozsuwane drzwi wbiegając do środka.

-Kotori...

Jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Cofnął się o krok.

-....Fuuma?

Po jego policzku spłynęła łza. Przed nim stał Fuuma. Nie to nie był Fuuma, już nim nie był. Teraz był ON. Mroczny młodzieniec trzymał w dłoniach dziecko. Wyglądała jak laleczka w jego uścisku. Taka delikatna i łatwa do zniszczenia. Na jego twarzy malował się uśmiech, a oczy - choć jaśniejące blaskiem złota pozostawały zimne.

-Kamui...- przemówił młodzian zbliżając się do niego. W jego prawej dłoni zabłysło ostrze.

- Kamui, zabije wszystkich tych, których kochasz.

Dlaczego jego usta wypowiadają to tak bezemocjonalnie? Dlaczego tak pewnie? Czy ON naprawdę zna pragnienia całej ludzkości? Czy zna moje pragnienie? A ON? Czego ON pragnie?

Mały chłopiec obserwował z przerażeniem scenę rozgrywającą się przed nim. Scenę, którą znał tak dobrze. Przecież nie śnił tego snu po raz pierwszy.

Mroczny młodzieniec, Jego bliźniacza gwiazda, uniósł ostrze ku dziecku. Krzyk zamarł na ustach chłopca, gdy miecz przebił ciało. Teraz już na pewno była szmacianą laleczką. Krew cicho ściekała z jego dłoni i ostrza. Rubinowe kropelki upadały na ziemię tworząc ciemną plamę u JEGO stóp.

- Ty będziesz następny...

Czy to ON powiedział? Czy może chłopiec dopowiedział sobie sam te słowa? Obserwował jak ten, który kiedyś był jego przyjacielem przenosi wzrok na martwe ciało dziewczynki. Na jego twarzy odmalowała się prawie czułość, gdy wyciągał miecz ze swojej siostry. Czułość? A może Kamui nie potrafi tego inaczej sprecyzować. Może to nie było coś innego, co w jego oczach wyglądało właśnie tak a nie inaczej.

Kotori jej dziecięca postać niczym szkło zaczęła rozpadać się w dłoniach młodzieńca. Masa piór zawirowała dookoła jego osoby.

Znowu zapanowały ciemności. Nie było już chramu, nie było już niczego. Nie, może to nie tak. Był on i był ten, który został wybrany mu na przeciwnika. Bliźniacza Gwiazda.

Miecz w jego dłoni. Tak nieodłączny element, splamiony krwią. Krwią niewinnej osoby, którą pozwolił by zabito.
To on powinien zginąć. On nie Kotori...


- Kamui, hej, obudź sie...

Ktoś delikatnie potrząsnął go za ramię i szepnął do ucha. Kamui zacisnął mocniej powieki i otulił dłońmi poduszkę podkurczając jednocześnie nogi. Jego ciało i myśli powoli zaczęły opuszczać nici snu. Zignorował wszystko.

-Kamui, tej! Już rano, wstawaj...

Kolejne szturchniecie. Jego umysł sprecyzował do kogo należy głos i odechciało mu się wstawać. Zanurzył twarz w pościeli marząc, by natręt zostawił go w spokoju.

- No Kamui, wstawaj...bo spóźnisz się do szkoły.

Chłopak wymamrotał, by dano mu spokój, ale jego ciało nie do końca się jeszcze rozbudziło i z jego ust wydobył się tylko pomruk niezadowolenia. Słyszał jak Sorata wzdycha z rezygnacją, a potem odgłos jego kroków, gdy omijał łóżko. Pokój był skąpany w przyjemnym mroku. Grube i ciężkie zasłony skutecznie uniemożliwiały wtargniecie światła to środka, lecz nie na długo. Sorata chwycił dłonią materiał i odsunął go gwałtownie na bok.
Zmasowany atak światła zakłuł Kamui w oczy. Młodzieniec jęknął i naciągnął kołdrę na głowę. Za nic w świecie nie chciał dzisiaj wstawać i marzył o tym, by zostawiono go w spokoju. Sen, który śnił już dawno wyleciał mu z głowy i teraz jego myśli zaprzątały raczej niecenzuralne słowa na temat tego nagłego obudzenia.

Sorata znowu powrócił do jego łóżka siadając na krawędzi. Kamui poczuł jak ciężar wgina materac u jego stóp.
Musi kupić sobie budzik to zaoszczędzi mu stresów już z samego rana.

- Już wstaję.- mruknął zmuszając oporne członki do działania. Wyprostował najpierw prawą nogę, potem lewą rozciągając rozleniwione mięśnie, następnie uczynił to samo z dłońmi dotykając palcami wezgłowia łóżka. Przeciąganie się to bez dwóch zdań wspaniała rzecz. Zamruczał rozkoszując się tym uczuciem i dopiero po chwili sięgnął dłońmi, by ściągnąć przykrycie ze swojej głowy.

- Zuch chłopak, tej!- uśmiechnął się Sorata obserwując jak Kamui ziewa przeciągle i trze rękoma powieki.

- Dzieńdobry!- burknął Kamui rozglądając się po swoim pokoju. Blask porannego słońca wpadał do pomieszczenia przez duże okno osadzając się na ścianach i meblach. Jego łóżko znajdowało się dokładnie po środku pokoju. Mieszkanie, które wynajęli im przewodniczący akademii Clamp było po prostu dużym internatem. Kamui jak do tej pory nie potrafił się zadomowić w tym miejscu i na umeblowanie jego pokoju nie składało się wiele. Oprócz łóżka do dyspozycji miał jeszcze dość dużą szafę oraz biurko do odrabiania lekcji. Nie posiadał nic zbędnego, żadnych osobistych rzeczy. Podobnie jak Subaru, który żył nie inaczej. A może Kamui właśnie przejął tą cechę od Sumeragi-san tak jak wiele innych.

Ziewnął raz jeszcze i ostatecznie zatrzymał swój wzrok na mnichu z Koya. Sorata ubrany w żółtą bluzę z wielką literą "A" podniósł się z jego posłania.

-No, Kamui, leć się myć w podskokach, tej! Yuzuriha nie będzie czekać na nas w nieskończoność.- na jego twarzy znowu wykwitł uśmiech.-Tej! Pójdę jej powiedzieć, że już wstałeś.

Kamui obserwował jak młodzieniec opuszcza jego pokój zamykając za sobą cicho drzwi. Jego lewa dłoń spoczywała na temblaku. Jeszcze w pełni nie powrócił do zdrowia po potyczce ze Smokami Ziemi, choć od tamtego czasu upłynęło dobrych parę miesięcy. Od dobrych paru miesięcy nie było też Arashi. Kamui wiele razy organizował akcje poszukiwawcze po całym Tokyo, ale bez rezultatów. Po prostu przepadła bez wieści odkąd Sorata uratował jej życie. Chłopak rozważał fakt czy nie została porwana przez członków wrogiej grupy, ale szybko rozwiał te myśli. Po co Smokom Ziemi niewolnik? Co by chcieli osiągnąć robiąc coś takiego? Przypuszczał, że Sorata mógł wiedzieć coś więcej na ten temat, ale odkąd odwiedzili go z Yuzurihą w szpitalu stał się dziwnie milczący na ten temat lub zbywał wszystkich pół słówkami. Po porostu wszystko utknęło w martwym punkcie. Natomiast od śmierci Nataku Smoki Ziemi nie przejawiały najmniejszych oznak życia. Wyglądało na to, że albo coś knują, albo po prostu zaprzestali walk. W końcu stracili już dwóch pobratymców i to do tego dość silnych. Jak na to nie patrzeć życie wróciło do normy, a przynajmniej na razie tak się wszystkim wydawało.

Kamui odgarnął przykrycie na bok i zsunął długie nogi z łóżka stawiając stopy na chłodnych drewnianych panelach.
Zrobił parę kroków w kierunku szafy. Najpierw jednak spojrzał w stronę okna oceniając to jak dzisiaj ma się ubrać. Lato miało się ku końcowi, lecz dzień zapowiadał się słoneczny i raczej na razie nic nie wskazywało na to by coś miało się zmienić. Otworzył drzwiczki szafy i wyciągnął z niej swój szkolny mundurek. Przerzucił sobie go przez ramię i pomaszerował do łazienki.

*********************************


'Kamui' Smoków Ziemi przymrużył powieki obserwując czujnie miasto po niżej. Jego twarz niczym maska z kamienia nie wyrażała żadnych uczuć. Tu, na tarasie widokowym "Tokyo Tower" o tej godzinie zamkniętym dla zwiedzających mógł trochę poobcować z samotnością. Oparty łokciami o poręcz patrzył na dzieło, jakiego dokonał z swoimi pobratymcami. Większość kekkai należała już do historii, ale jeszcze wiele pozostawało nietkniętych tak jak na przykład tutaj na "Tokyo Tower". Na ustach młodzieńca zagościł uśmiech. Przez ten gest jego twarz nabrała mroczniejszego wyrazu. Delikatny podmuch wiatru zmierzwi jego krótkie czarne włosy i poruszył połami długiego ciemnego płaszcza. Ciekawe czy mały Kamui domyśli się, czego on pragnie. Jak do tej pory nie znalazł właściwej drogi i jeśli szybko jej nie znajdzie to sny Kakyou się sprawdzą i wtedy już nic nie ocali ludzkości. Westchnął cicho. A gdyby tak pomóc malutkiemu Kamui znaleźć rozwiązanie z problemu? - pomyślał młodzieniec. Jednak to nie chęć spędzenia samotnie dzisiejszego poranka przywiodła Fuumę na taras widokowy. W jego zamyśle było coś zupełnie innego. Już najwyższy czas w swoje szeregi przyjąć następcę Nataku. Nowego Smoka Ziemi. Więc czekał. Wiedział, że się zjawi prędzej czy później. W końcu czyż nie taka jest przyszłość? Przesądzony z góry los? Coś cicho upadło za jego plecami. Nie musiał nawet się odwracać, by spojrzeć w twarz przybysza. Znalazła go tak jak przypuszczał. Tylko dlaczego zajęło jej to tak dużo czasu?

Arashi powstała z klęczek i spojrzała poważnie na młodzieńca odwróconego do niej plecami. Przez dłuższą chwilę nie uczyniła nic. Mocniejszy podmuch wiatru poruszył jej włosami i spódnicą. Z jej oblicza można było wyczytać, że jest pełna sprzeczności, co do tego, co postanowiła uczynić. Wciąż się wahała. Zacisnęła pięści i opuściła nieznacznie wzrok.

- Szukałam cię.- przemówiła w końcu i sama zdziwiła się jak trudno jej wypowiedzieć słowa. Coś bardzo mocno ściskało ją za gardło. Przecież zawsze potrafiła doskonale panować nad swoim ciałem, więc co się teraz z nią działo, u diabła?

-A ja czekałem na ciebie.

Fuuma odwrócił się w jej kierunku. Jego czarny płaszcz sięgał niemal ziemi i zapinany był z przodu na złote klamry. Sprzączki znajdowały się również na mankietach oraz ramionach. Miodowe oczy o kocich źrenicach zerkały chłodno na dziewczynę znad przyciemnianych okularów o prostokątnych szkłach. Na jego ustach zagościł miękki uśmiech. Znowu wydawał się być pewnym i świadomym wszystkiego.

Arashi spojrzał tylko raz na jego oblicze. Ten jeden raz jej wystarczył. Zebrała w sobie całą siłę i zmusiła się, by przemówić ponownie.

- Chciałam zawrzeć pewien układ...





***********************************



-....ja zapewne umrę...

- Mamo?!

-...kiedy tylko będziesz na tyle silny, żeby móc żyć samemu...Ja "umrę" .

- Nieee! Mamo nie możesz umrzeć!

- Kamui, czy masz "coś, co chcesz chronić"?

- Coś co chcę chronić?

- Czy masz może kogoś, na kogo szczęściu ci zależy, bez względu na to jak bardzo jesteś nieszczęśliwy?

- Kotori-chan i Fuuma...

- Więc wszystko będzie dobrze. Jesteś na dobrej drodze i z niej nie zejdziesz.

- Ale mama też jest ważna! Chcę, żeby mama też była szczęśliwa!

- Ja także pragnę twojego "szczęścia". Jednak moim " przeznaczeniem jest umrzeć".

- "Przeznaczeniem"? Co to jest "przeznaczenie"?

- To "przesądzona z góry przyszłość".

- Przecież to niemożliwe! Nigdy nie wiadomo, co będzie jutro! To absurdalnie niemożliwe!

- Właśnie... Możliwe, że to tobie będzie dane zmienić przyszłość...ponieważ jesteś "Kamui"....Stań się silny Kamui. Żeby móc ochronić Kotori i Fuumę. Żeby ochraniać tych, których kochasz. Żeby ta dłoń nigdy nie zwątpiła, gdy bedzie dzierżyć" Boski Miecz"...musisz być silny Kamui...

Kamui spojrzał na swoje dłonie o smukłych palcach. Studiował wzrokiem blizny, pamiątkę, którą pozostawił mu Fuuma, by nigdy nie zapomniał. Te blizny zawsze będą mu przypominać. Zostaną już tam na zawsze. Gdy tylko na nie spojrzy przypomni sobie, na pewno.

Pani Karen powiedziała mu, że im ktoś jest dla ciebie ważniejszy, tym łatwiej możesz stracić go z oczu...Czy tak właśnie stało się z Kotori i Fuumą?

Gorzki uśmiech zagościł na jego twarzy. Dlaczego los wybrał właśnie jego? Dlaczego nie kogoś innego? Już tyle wycierpiał, już tak bardzo miał tego dosyć. Chłopak ocknął się z zamyślenia czując ciężar na swoim udzie. Zdziwione fioletowe oczy spojrzały w dół. Inuki zaskomlał trzymając głowę na jego kolanach. Wydawał się być zasmucony przygnębieniem młodej pieczęci. Zwierzęta zawsze mają zdolność wyczuwania emocji. Kamui uśmiechnął się ciepło, a przynajmniej postarał się i położył dłoń na głowie psa głaszcząc go po miękkiej sierści, a potem drapiąc za uchem sprawiając tym samym Inukiemu przyjemność. Inugami rosną chyba szybciej niż zwykłe psy, Inuki Yuzurihy był znów dużym psem i osiągnął już niemal rozmiary poprzedniego Inukiego.

Wzrok chłopca przeniósł się na przeciwległą stronę stołu. Yuzuriha i Sorata odnosili właśnie puste naczynia po skończonym śniadaniu. Słyszał strzępki rozmów dochodzących z kuchni. Po tonie głosu wywnioskował, że znowu martwią się stanem jego zdrowia. Posmutniał, myśląc o tym, iż przysparza im tylko kłopotu. Jest ciężarem, a przecież obiecał pomagać swoim towarzyszom. Yuzuriha i Sorata też przeżywają ciężkie chwile, ale jakoś nie okazują swoich zmartwień. Kamui znowu spojrzał na zwierzę. Inuki zamknął oczy i położył uszy po sobie.

- Kamui, a może jednak ty dziś nie pójdziesz do szkoły, co? Jesteś strasznie blady...

Dziewczyna o czarnych przystrzyżonych krótko włosach spojrzała na niego ze smutkiem w oczach. Z jej twarzy zawsze można było czytać jak z otwartej księgi. Nigdy nie potrafiła ukryć swoich uczuć. Ubrana w czarny szkolny komplet składający się z sukni po kolana ozdabianej białą koronką i również wykonanej z czarnego materiału marynarki z bufiastymi rękawami i dużą białą kokardą przy szyi wglądała uroczo. Jej zwierzęcy przyjaciel wyczuwając melancholię swojej pani poderwał głowę z kolan młodzieńca i podbiegł do dziewczyny ocierając się o jej nogę.

- Nie, nie martw się wszystko ze mną dobrze.

Skłamał.

Kamui uśmiechnął się do władczyni Inugami. Nie chciał jej martwić swoimi problemami i tak już za wiele łez wypłakała z jego powodu.

- Ale z was drętwiaki, tej! Buźki macie takie jak byście się mieli zaraz rozbeczeć, aż wstyd patrzeć...

Sorata stanął za plecami Yuzurihy przyjacielsko kładąc jej dłoń na ramieniu.

-... lepiej wiara trzymałaby za mnie kciuki, bo mam test z angola, tej, i potrzebna mi Opatrzność Boska by go zdać...

Dziewczyna podskoczyła uradowana, jej oczy zabłysły wesołymi ognikami i Kamui mógł przysiądz, że przez chwile dostrzegł na czubku jej głowy kocie uszy.

- Na pewno będziemy, prawda Kamui?! A jak Soratek zda to wszyscy pójdziemy na duże lody po lekcjach, żeby to uczcić....

Inuki również zaszczekał radośnie. Sorata podrapał się po głowie i zrobił zamyśloną minę, co jak na jego charakter i wyraz twarzy było dość dziwne, by nie powiedzieć nawet przerażające.

- Po budzie? Hymmm.... Słyszałem coś jak Noroku wspominał, by się z nim spotkać.- odparł z powagą.- Mówił, tak, chyba coś o tym, że komputer wytyczył kolejne miejsce ataku, czy coś takiego.... Ale co tam!- zawołał nagle i oczy rozbłysły mu podobnie jak Yuzurih'sze.- Trzeba się trochę rozerwać! W końcu nie wiadomo jak długo ten świat będzie miał jeszcze budki z lodami, tej! A Noroku i reszta zarządu Akademii Clamp też pójdą z nami...Tak, wyciągniemy ich siłą, bo zawsze tak ciężko pracują!

Mnich z Kansai uniósł dłoń w górę.

- No to jak wiara, kto idzie ze mną?- zawołał.

- Jaaaaaaa!- Yuzuriha podskoczyła uradowana.

- A ty Kamui?- zainteresował się Sorata patrząc na młodzieńca siedzącego przy stole i podpierającego brodę na dłoniach.

No właśnie, co z Kamui? Chłopak zamrugał powiekami, gdy rozmówcy się nim zainteresowali. Wyprostował się na swoim miejscu i zrobił głęboki wdech. Prawdę mówiąc nie słuchał w ogóle o czym rozmawiali jego przyjaciele. Jego myśli krążyły w całkiem innym miejscu. Zastanawiało go, czego może pragnąc Fuuma. Dlaczego powiedział pani Karen, że najważniejsza rzecz nie jest zauważana. Że dopóki ludzie nie zaczną zauważać "tej rzeczy" świat się nie zmieni. Musi się spotkać się z 'Kamuii' Smoków Ziemi i go o to zapytać. Musi, i lepiej gdyby nie plątał w to swoich towarzyszy. To sprawa miedzy nim, a Fuumą i najlepszym wyjściem będzie, jeśli się oddzieli od wszystkich, który są dla niego ważni. W tym także od Soraty i Yuzurihy. Tak właśnie postanowił i tak też zrobi.

Kamui przymknął powieki na krótką chwilę, a potem sięgnął dłonią po swoją teczkę postawioną koło nogi krzesła. Chwycił za rączkę i zacisnął na niej mocno palce.

- Chodźmy już do szkoły.- odparł cicho podnosząc się ze swojego miejsca i w ogóle nawet nie patrząc na osłupiałych ze zdziwienia przyjaciół.

- Idziecie?- ponaglił ich, gdy był już przy drzwiach.

Sorata posłał dziewczynie długie, przeciągłe spojrzenie.

- Ej! Kamui-chan, a coś ty dzisiaj taki nie w humorze?!- zawołał mnich idąc w jego stronę.



*******************************************************




Sny Kakyo prawie zawsze były pozbawione kolorów. Jedynie to miejsce, w którym poznał Hokuto pozostawiało w pełnej palecie barw. I to właśnie tu 'Kamui' odnalazł Smoka Ziemi gdy tylko zagłębił się w bezmiar snu. Mężczyzna jak zwykle usadowił się na kamieniach tuż nad samą wodą. Podziwiał w milczeniu obraz, który tak naprawdę był tylko ułudą. Stado mew zataczało koła nad jego głową skrzecząc doniośle. Odgłos nie był jednak tak mocny, by nie dało się słyszeć szumu morza. Kakyo przymknął powieki, gdy delikatna bryza powiała od strony wody niosąc ze sobą przyjemny zapach i rozwiewając jego długie jasne włosy.

Fuuma jak zwykle uformował się w jego śnie z płatków sakury i piór. Gdy tylko jego postać nabrała kształtów zrobił głęboki wdech czując zapach morza i igrającego w jego włosach wiatru. Uśmiechnął się mrocznie widząc jak Snuwidzący napina nieznacznie mięśnie wyczuwając jego obecność. Młody mężczyzna zrobił parę kroków po nierównych kamieniach, a następnie usiadł obok Kakyou i spojrzał na widok w oddali. Przez chwilę milczeli wsłuchując się w odgłosy przyrody, aż w końcu 'Kamui' odezwał się.

- Zrobisz coś dla mnie?- zapytał z powagą w ogóle nie patrząc na towarzysza obok.

- Mam skłamać?- Kocie oczy zwróciły się w stronę przywódcy Smoków Ziemi. Kakyo wydawał się być zaskoczony myślami mrocznego młodzieńca.

Fuuma ściągnął przyciemniane okulary z nosa i uśmiechnął się w stronę wróża przymilnie, mrużąc przy tym oczy.

- Tylko troszeczkę...- przyznał, a jego twarz nabrała wyrazu dziecka, które pragnie zrobić małego psikusa i wtajemnicza do tego czynu postronne osoby. Kakyo otworzył szerzej oczy.

- Jak mam to zrobić?- zapytał niedowierzając, że coś takiego mogło się zaroić w umyśle 'Kamuii'.

- Po prostu utkaj dla mnie sen. Bardzo dobry sen, tak by pewne persony wzięły go za prawdziwy. Chyba potrafisz, prawda?

Snuwidzący skinął nieznacznie głową.

- Doskonale.

Kakyou nie wytrzymał, musiał zadać to pytanie. Nie do końca były dla niego jasne motywy Fuumy.

- Ale dlaczego chcesz bym to zrobił?

Na ustach posłańca zagościł szerszy uśmiech.

- Mam zamiar nakierować małego Kamui na właściwe pragnienie.

Wir płatków wiśni i piór zawirował dookoła mrocznej postaci i w niedługim czasie ciało zniknęło w ich potoku.

Fuuma otworzył powieki i podniósł głowę, którą opierał na otwartej dłoni. Znajdował się w podziemiach Urzedu Miejskiego miejsca spotkań Smoków Ziemi. Gdy tylko wyprostował się na swoim tronie postać chowająca się w cieniu poruszyła się. Odgłos jej kroków rozniósł się echem, gdy zbliżała się do mrocznego młodzieńca. Twarz Arashi była poważna, kiedy spojrzała na Fuumę. 'Kamui' uśmiechał się z satysfakcją.

- Teraz wystarczy już tylko czekać.- odparł, gdy dziewczyna stanęła u jego boku.



*******************************************



Drzewa w Akademii Clamp miały tę właściwość, że kwitły przez okrągły rok i niewątpliwie zachwycały swym urokiem. Park umieszczony w samym środku pentagramu zaliczał się do jednych z piękniejszych miejsc na terenie Tokio. Drzewa o grubych pniach i konarach sięgających nieba pokrywały niezliczone masy kwiatów i liści. W pogodne i upalne dni gałęzie te tworzyły przyjemny chłód u stóp drzew gdzie trawa łączyła się z wystającymi korzeniami tworząc doskonałe miejsca do wypoczynku. Słodki zapach wiśni upajał zmysły, podobnie jak śpiew ptaków mieszkających wśród gałęzi.

Jedno drzewo było tu wyjątkowe. Przynajmniej dla niego. Inni nie dostrzegali w nim wyjątkowości, bo przecież rosło jak pozostałe drzewa i niczym szczególnym się nie wyróżniało. Jednak on drzewo to darzył olbrzymim sentymentem, ponieważ u jego korzeni pochowana była Kotori.

Kamui zadarł głowę do góry zasłaniając dłonią oczy przed natrętnym słońcem. Wiatr poruszył liśćmi. Kamui miał wrażenie, że drzewo go wita. Podszedł szybkim krokiem w kierunku cienia, które dawało. Po gałęziach wspiął się na górę i gdy uznał, że znalazł odpowiednie miejsce wybrał jedną z grubszych gałęzi siadając na niej. Objął dłońmi gruby konar i przytulił się policzkiem do szorstkiej kory jednocześnie zamykając oczy. Pasma kruczo czarnych włosów opadały mu na czoło i policzki. Z jego zaciśniętych oczu bardzo długich rzęsach spłynęły łzy i opadając w dół po bladych policzkach i zatrzymując się na krótką chwile na brodzie.

- Kotori...

Wyszeptał prawie bezgłośnie. Czuł się tak okropnie samotnie. Na świecie nie miał już nikogo bliskiego. Wszyscy są na tamtym świecie, no prawie wszyscy, ale czy Fuuma nadal był dla niego kimś bliskim? Teraz po tej nagłej zmianie. Fuuma to tylko on trzyma go na tym świecie. Tylko świadomość tego, że może go uratować. Tylko dlatego, że żywi do niego tak silne pragnienie trzyma go tego świata, tak na pewno popełniłby jakieś głupstwo.

- Kotori, pomóż mi. Ja już nie daję sobie rady....

Z jego ust wydobył się szloch. Otarł rękawem spływające łzy.

Wiatr poruszył mocniej gałęziami kołysząc łagodnie całym drzewem. Chyba chce go uspokoić. Ukoić udręczone myśli. Zdaje się mówić: "Nie poddawaj się, Kamui, stań się silny". Ale jak ktoś taki słaby może dać sobie radę sam? Nie ma nikogo, zupełnie nikogo, kto mógłby go przytulić.( Kamui- ja cię przytulę!- dop. Autorki)



***************************************************



Tabliczka "Wstęp Wzbroniony" zawieszona na przeciągniętym sznurku zamykająca wstęp na teren parku zakołysała się na wietrze. Kamui odgarnął pasma włosów, które wiatr tak usilnie próbował wcisnąć mu w oczy i usta. W kącikach jego oczu wciąż było widać łzy. Chłopak przeskoczył z gracją znak ostrzegawczy i skierował się drogą w stronę terenu szkoły. Nagle z pobliskich krzaków dobiegł szelest. Kamui zamarł przerażony. Żeby to tylko nie był ogrodnik, pomyślał spanikowany.

- Muszę zrezygnować z łażenia na skróty.

Głos Kamui'emu wydał się przedziwnie znajomy. Zbyt bardzo. Zrobił kilka kroków w kierunku gęstwiny zaintrygowany głosem. I w chwili, gdy już miał rozgarnąć dłonią liście na drogę wyskoczył młodzieniec.

- Shiro! No nareszcie....

Zawołał Keiichi z nieukrywanym zniecierpliwieniem otrzepując swoje ubranie z liści. Kamuii zamrugał powiekami lekko zaniepokojony tym nagłym pojawieniem się. Gapił się z otwartymi ustami na swojego kolegę z klasy, który uśmiechał do niego szeroko.

- Szukam cię od paru dobrych minut. Przecież mieliśmy razem zjeść, nie pamiętasz?

Nim jakiekolwiek słowo wydobyło się z gardła chłopaka, Keiichi chwycił go za ramię ciągnąc za sobą. Wkrótce obydwaj zniknęli za zakrętem.

Wiatr zmógł się rozpędzając pierzaste chmury po niebie. Większy obłok zasłonił chwilowo słońce pogrążając świat w lekkim mroku. Płatki wiśni zawirowały w powietrzu niczym śnieg. Wplątały się w ciemne krótkie włosy, opadały na czarny płaszcz sięgający kostek. Fuuma spojrzał znad słonecznych okularów uśmiechając się szeroko.

- Już niedługo....



* Dla spostrzegawczych. To to kawałek tytułu piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Jeśli zgadniecie z jakiego to gratuluje!



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum