The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Kwiecie 23 2021 13:10:16   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Weiß & Schwarz
Z góry przepraszam za wszystkie nieścisłości,
spowodowane tym że nie czytałam mangi ani nie oglądałam anime,
wybaczcie, moja fantazja była silniejsza ode mnie^_^
Dedykuję opowiadanie Krzysiowy :D mojej pchełce i największej radości...
...po mandze i capoeirze:P





Schuldich leżał na swoim łóżku. Odrzucona w nocy kołdra leżała na podłodze obok stosu gazet i rozrzuconych noży Farfarello. Jego nagie ciało było pokryte kropelkami potu.
Znów bawił się Ayą, jego umysłem. Sprawiało mu to wiele bólu psychicznego, ale i szczęścia. Ran cierpiał, a on uwielbiał patrzeć, gdy chłopak budził się z krzykiem.
Aya...
- Schuldich... Znowu to samo?
Brad położył się na nim, a jego chłodne palce dotykały jego spoconego i ciepłego brzucha. Dłonie przyjaciela głaskały jego napięte mięśnie. Otworzył oczy i spojrzał na twarz Brada.
- Ty też to czujesz?
- "To"? Co masz na myśli?..
- Znam ich wszystkich jak siebie samego... Znam ciebie... Czasem czuję, że wy jesteście mną.
Brad nic nie odpowiedział. Przysunął usta do jego warg.
Kusił... Brad był zawsze niczym wrodzony szatan... A Schuldich nie mógł przezwyciężyć tej pokusy. Wargi przyjaciela bawiły się jego ustami.
Brad odsunął się i oparłszy ręce obok jego ramion, patrzył na niego spokojnie.
- Ja także mam swojego ulubieńca w Wiess... Hidaka... Czy nie uważasz, że ten chłopczyk jest pociągający...
- Czy ty czujesz to tak mocno jak ja?
Brad usiadł na skraju jego łóżka i wyciągnął dłoń po kołdrę. Nakrył nią marznące ciało przyjaciela. Gdy zbliżył się do głowy musnął delikatnie jego usta.
- Chcesz go spotkać dzisiaj w nocy?
Schuldich patrzył zdziwiony na Brada.
- Tak...
Brad uśmiechnął się i zostawił go samego. Crawford udał się do pokoju Naoe... Pewnie znów się nim pobawi.


* * *




Aya siedział na podłodze obok łóżka. Jego palce były zanurzone we włosach. Znowu go bolało...
Drzwi jego pokoju uchyliły się. Nie patrzył, kto wchodzi, ale miał pewność, że to któryś z jego przyjaciół, Yôji lub Omi.
Nawet nie wiedział jak bardzo się pomylił. Pomyślał o tej dwójce, bo Ken wciąż go nie akceptował jako członka drużyny. Tak wiele rzeczy sprawiało mu ból...
Nie podnosił głowy. Nie podniósł jej nawet wtedy, gdy dłonie Hidaki dotknęły delikatnie jego palców.
- Bałem się, że coś się stało.
- Nic mi nie jest.
- Przestań... Wiem, że nie jest między nami dobrze... Ale to nie znaczy, że zawsze tak będzie...
Aya nie odzywał się. Był zbyt roztrzęsiony. Chciał o tym wszystkim zapomnieć.
Dłonie Kena zjechały niżej. Hidaka objął delikatnie jego twarz. Dopiero teraz Ran podniósł głowę i pozwolił Kenowi ujrzeć jego zapłakaną twarz.
Hidaka otarł mokre policzka i uśmiechnął się do Ayi.
- Zostańmy przyjaciółmi... Kudô się denerwuje o te doniczki...
Aya zaśmiał się cicho. Skinął głową, a Ken podał mu dłoń i pomógł wstać.
Hidaka przybliżył się do przyjaciela i obejmując go, przysunął do siebie. Ich twarze spotkały się ze sobą, a delikatne jak piórka, czerwone włosy przyjaciela musnęły jego policzków.
Jedną dłonią Aya dotknął jego podbródka. Ken szepnął.
- Zostanę z tobą do rana... Nie zostawię cię... Bo gdyby to się powtórzyło...
- Czasem lepiej trochę popłakać, żeby móc się cieszyć życiem...
Hidaka zamknął oczy, ale po chwili otworzył je zaskoczony, gdy wargi Ayi musnęły jego usta.
Był zaskoczony, ale musiał przyznać, że nie miał nic przeciwko. W głębi serca czuł do Rana ogromną sympatię, która z każdym dniem wzrastała, by kiedyś w przyszłości wybuchnąć. A może nawet tej nocy?
Zanim się obejrzał czuł, że Aya pcha go delikatnie na łóżko. Nie opierał się. Gdy poczuł ciężar jego ciała czuł, że uczucie wzbiera w nim. Aya objął go w biodrach i patrzył mu w oczy. Przez jego twarz przebiegło zmieszanie.
- Przepraszam...
Aya puścił go, ale Ken chwycił jego dłonie.
- Sam przecież wiesz, że ja też tego chcę...
Ran patrzył przez chwilę prosto w jego oczy. Hidaka dotknął dłonią jego umięśnionego karku i przysunął go do siebie. Pewniejszy siebie Aya rozpiął cienką koszulę, która opinała ciało Kena.
Nagle Aya ryknął przeraźliwie, a jego głowa upadła bezwolnie na klatkę piersiową Kena. Ten szybko podniósł się i odwrócił przyjaciela na plecy.
Aya spał, ale na jego twarzy malował się ból. Ken ułożył go wygodnie i przykrył kocem. Usiadł przy nim i patrzył na jego twarz całą noc, póki sen go nie zmorzył. Na wpół przytomny położył się obok Ayi, obejmując dłońmi jego nagie ramię.


* * *



Ulewny deszcz sprawił, że zmoknięte włosy opadały mu na twarz. Był przemoczony, a jego ubranie przykleiło się do ciała.
Stał przyparty do muru, a tajemniczy Schuldich patrzył na niego wyzywająco. Aya był sparaliżowany.
- W końcu możemy się naprawdę spotkać... Zapamiętaj każdy swój sen, bo tworzę je specjalnie dla ciebie.
Aya nie mógł się wciąż poruszyć. Taksujące spojrzenie przeciwnika wzbudzało w nim niepokój. Ale więcej strachu napawała go myśl o tym, co dzieje się z resztą drużyny. Skoro był tu Schuldich, musiała być i reszta Schwarza.
Mężczyzna wciąż nie przestawał się irytująco uśmiechać. Zmrużył jednak oczy, kiedy przybliżał usta do jego warg.
Aya wiedział, że to uczucie było manipulowane, a przynajmniej chciał tak myśleć. Delikatny pocałunek przerodził się w bardziej namiętny, a po chwili wszystko zniknęło w ciemności. Po raz kolejny członek Schwarza bawił się jego wspomnieniami.
Widział samego siebie nad ciałami rodziców, z krwią na dłoniach.
- Czy... Czy to ja ich zabiłem?
Aya krzyczała coś do niego. Wiedział, że siostra cierpi, ale nie mógł jej odnaleźć. Gdy już był blisko...
- Ran!
Krzyk Kena obudził go.
Leżał pod ścianą plecami do góry. Nie miał siły, by się podnieść, a dwie próby spełzły na niczym.
- Ran!
Hidaka i Omi pomogli mu wstać. W końcu przybiegł i Yôji.
Aya szedł zmęczony, wspierając się na ramionach Kudô i Kena. Omi szedł za nimi z napiętą kuszą.
Schwarz po raz kolejny namieszał w ich misji.
- Czy to wszystko z mojego powodu? - Aya zadręczał się, pogrążając coraz bardziej w beznadziejnej rozpaczy. - Na pewno... To wszystko moja wina...


* * *



Schuldich leżał na łóżku, a przez otwarte okno wiał wiatr. Firanki w oknach tańczył niczym duchy.
Patrzył na sufit. Był pogrążony w myślach Rana. Tym razem spowodował, że chłopak zaczął łamać się psychicznie. Bawiło go to, ale jednocześnie wiedział, że nie ma szans na jego jakiekolwiek uczucie.
Do pokoju wszedł powolnym krokiem Naoe. Nic nie mówił, tylko stał przy oknie i patrzył na ciemne ulice jedynej cichej dzielnicy w Tokyô.
- Prawie go zabiłeś.
Schuldich nie odpowiadał.
- Ja myślałem, że będę mógł pobawić się z Omim... Brad mówił, że on jest bardzo do mnie podobny. Miał rację. On ma taką samą duszę.
- Jesteś bardzo potężny. Masz niebywałą moc. On ma tylko broń.
Naoe usiadł na łóżku Schuldicha. Podmuch wiatru sprawił, że jego włosy poruszyły się delikatnie.
Sam nie wiem, czemu wtedy go zapragnąłem... Może dlatego, że wyciągnął do mnie rękę... Mam nadzieję, że on też tego chciał. Nie chciałem go ranić tak, jak zwykł to robić Brad.


* * *


Omi ziewał przed komputerem. Próbował doszukać się prawdziwych informacji, dotyczących ich dzisiejszej akcji.
Było już grubo po pierwszej. Robił się senny, a litery przed jego oczyma zanikały lub zlewały się.
Wstał z krzesła i ściągnął mokrą koszulkę. W chwili gdy kładł ją na oparcie krzesła, drzwi jego pokoju uchyliły się. Do środka wszedł Kudô.
- Proszę... Daj mi jedną noc odpoczynku od tego wszystkiego... Nie mogę już... Jestem taki śpiący...
Omi ziewnął przeciągle. Poczuł, że spod jego nóg obsuwa się grunt. Yôji złapał go.
- Omi-chan... Przecież nie musiałeś tego robić. Persia na pewno zechce się z nami jutro spotkać...
Kudô puścił go, a Omi położył się na łóżku. Yôji usiadł na brzegu łóżka.
Omi po raz pierwszy widział go takiego spokojnego, a co najdziwniejsze, był trzeźwy.
- Kudô... Czy nie powinieneś być z którąś ze swoich dziewczyn? Przecież zawsze z jakąś jesteś...
Yôji uśmiechnął się posępnie do przyjaciela.
- To bardzo ważna noc... Dla ciebie...
- Jaki dziś dzień?
- Taki, który tak naprawdę zdarza się tylko co cztery lata. Persia ci nie mówił? Jest dwudziesty dziewiąty luty...
Kudô sięgnął na podłogę i położył na łóżku dużą paczkę, w urodzinowym papierze we frezje i bukiet tych kwiatów.
- To od nas wszystkich... - Kudô sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej złoty sygnet. - A to ode mnie...
Omi patrzył zaskoczony na przyjaciela. Yôji położył na jego dłoni sygnet.
- Wszystkiego najlepszego...
Kudô wstał i skierował się do drzwi.
- Jesteś najlepszy z nas wszystkich... Gdyby nie ty nie byłoby Weiß...
Kudô otworzył drzwi, a Omi krzyknął.
- Kudô! Zostań ze mną...
Yôji odwrócił się i uśmiechnął do niego. Omi wyskoczył z łóżka i chwycił go za ramię. Kudô popatrzył na chłopca, który zadzierał głowę, by spojrzeć mu w oczy. Ręce Yôjiego spoczęły na ramionach Tsukiyono.
- Jestem już chyba na tyle dorosły... Rozumiem swoje uczucia i... Czy ty kochałeś... Nie...przepraszam...
Kudô przysunął chłopca do siebie. Patrzyli chwilę na siebie, a potem Kudô opuścił pokój Omiego.
Po policzkach Omiego popłynęły łzy. Popatrzył na sygnet, który leżał na jego dłoni. Zapalił ostre światło i popatrzył na napis, wyryty na wewnętrznej stronie.
"Dla Omi-chana od Yôjiego. AI". Słowo "miłość", które tak go zaskoczyło było doskonale wykaligrafowane.
Omi zgasił światło, a łzy płynęły jeszcze szybciej. Usiadł przy komputerze i zasnął na krześle.


* * *


Aya leżał spokojnie. Jego oddech był miarowy. Ken jednak spędził noc przy nim.
Przez otwarte okno wiał niespokojny wiatr.
Ken siedział naprzeciwko Rana i nie odrywał od niego oczu.
Patrzył na tą spokojną twarz i modlił się w duchu, aby jego sen był spokojny. Spojrzał kątem oka na zegarek. Była już druga nad ranem.
Przeciągnął się i ziewnął. Ściągnął koszulę i położył się koło Ayi. Nie mógł zasnąć, choć był śpiący. Patrzył w sufit, a wiatr delikatnie poruszał jego włosami. Przekręcił się na bok i patrzył na profil Rana.
Aya także odwrócił się w jego stronę. Jego oczy powoli otworzyły się.
- Wciąż przy mnie jesteś?
Ken uśmiechnął się do niego.
- Kiedy śpisz, patrząc na ciebie ja także odpoczywam... Jesteś wtedy taki rozluźniony...
- A ty? Ty jesteś teraz rozluźniony?
Hidaka pokręcił przecząco głową. Zamknął oczy. Zaczęła boleć go głowa.
Pewnie przemarzłem na deszczu...
Aya westchnął cicho. Hidaka poczuł jego dłonie na swoich barkach. Ran przybliżył się najpierw do niego, po czym odwrócił go na plecy i położył się na nim. Objął delikatnie jego twarz.
Ken czuł się wspaniale, ale ból głowy chyba nie był normalny. Im bardziej pragnął być z Ranem, tym mocniejszy ból pulsował w skroniach.
Aya pocałował go delikatnie. Ken chciał czegoś więcej i całował Rana z całym uczuciem, jakie do niego żywił. Przeklinał w sobie ból, który wzrastał i próbował o nim zapomnieć. Gdy odsuwał usta od Rana pulsowanie w skroniach zelżało.
- Ken... Czy coś się dzieje?
- Nie... Nie wiem... Bardzo mnie boli głowa.
Schuldich?
- Może powinieneś się wyspać. Śpisz przeze mnie coraz mniej...
- Nie. Nie przejmuj się tym. To minie...
Aya zauważył, że na czole Hidaki pojawiły się małe kropelki potu.
- Ken... Proszę odpoczywaj...
Ran położył się obok niego i nasunął na obu koc. Przytulił do siebie rozpalone ciało przyjaciela i zasnął.


* * *


Walka nigdy się nie kończy...


* * *



Kudô tej nocy postanowił raz jeszcze wejść do pokoju Omiego, by zobaczyć, czy chłopak już śpi. Uchylił delikatnie drzwi, a światło z dużego pokoju wpadło do sypialni Bombaya.
Omi siedział na krześle przed włączonym komputerem. Wyglądał na zmarzniętego, miał na sobie tylko krótkie spodenki i nie był niczym przykryty. W jego dłoni leżał złoty sygnet, który był wciąż zaciśnięty, odcisnął na ręce ślad.
Yôji wziął go na ręce. Omi był szczupły i niski, dlatego jego ciężar nie sprawił mu kłopotu.
Położył wątłe ciało na dużym łóżku i patrzył na chłopca.
Światło padające z ulic TokYô, pozwoliło mu bez zapalania światła ujrzeć spokojną twarz przyjaciela.
Omi jęknął cicho, a Kudô po chwili siedział już przy nim zaniepokojony.
Yôji sam nie wiedział czy to jego obecność przy nim, czy coś innego, spowodowały, że Omi nagle stał się spokojny.
Położył się przy nim.
Od tak dawna samotny... Czy naprawdę nigdy nie miałem ochoty być blisko niego? Tak... Dzisiaj zapragnąłem być z nim. Czy przypomina mi Asukę? Nie... On mnie nie opuścił...
Kudô patrzył już dłuższą chwilę na Omiego.
Na zegarku była już trzecia.
Kudô po raz pierwszy bał się objąć kogoś, czy pocałować. Może dlatego, że nie był pewny reakcji Omiego. W końcu chłopak, jak każdy z nich, otoczony był wielbicielkami... Mogło nie spodobać mu się zachowanie przyjaciela.
Kudô wstał z łóżka. Zahaczył nogą o paczkę z prezentem. Kusza, która znajdowała się w środku narobiła hałasu.
Omi poruszył się i podniósł.
- Chcesz znowu tak po prostu odejść?
- Przepraszam. Nie chciałem cię budzić.
Omi wstał z łóżka i podszedł do niego. Był niski, więc Yôji musiał pochylać głowę, by patrzeć mu w oczy. Omi opuścił głowę i utkwił wzrok w podłodze.
- Omi-chan...
- Kudô... Nie pogniewasz się na mnie jeśli coś... Coś ci dam...
Yôji pokiwał przecząco głową. Jakiś impuls sprawił, że chwycił twarz Omiego w dłonie i złożył na jego ustach pocałunek, w tym samym momencie, gdy Omi wspinał się na palcach, żeby dosięgnąć jego warg.
Omi zmieszał się. Kudô odsunął się na chwilę i zrzucił z siebie płaszcz, który rzucił na krzesło. Omi pozwolił mu się przytulić.
Chłopak nie miał żadnych oporów, gdy przyjaciel pchał go delikatnie na łóżko.


* * *


- Ta noc jest wyjątkowa dla nas wszystkich.
- Pewnie dlatego, że księżyc jest w nowiu...



* * *



Tokyo... Ta wielka metropolia pogrążyła się nagle w ciemnościach.
Wszyscy zasnęli...
Może to czas się zatrzymał...
Teraz byli tylko oni. Weiß i Schwarz.


* * *



Schuldich leżał, tuląc Naoe. Chłopiec był spocony, tak jak on. Delikatnie odgarnął mokre kosmyki włosów, opadających Naoemu na oczy. Musnął ustami jego wargi.
Wciąż go pragnę... Pragnę go coraz bardziej...
- Schuldich...
Naoe poruszył się, jakby chciał jeszcze mocniej wtulić się w przyjaciela. Schuldich pragnął tulić go tak bez końca. Mężczyzna poczuł na swojej klatce piersiowej ciepłe łzy Naoe.
- Brad nigdy... Nigdy nie był ze mną przez całą noc... Zawsze po tym... Odchodził. Z tobą jest mi tak dobrze...
- Czy Brad cię ranił? To co robił... Sprawiało ci ból?
- Bardzo bolało... Tak jak dzisiaj... Ale dziś ja także tego chciałem...
- Czy... Nie masz mi tego za złe?
Naoe nic nie odpowiedział, tylko dotknął jego bioder z takim uczuciem, że aż wstrząsnął nim miły dreszcz. Schuldich pocałował Naoe.


* * *



Ken obudził się, a wokół wciąż panowała ciemność. Był pewien, że już trochę spał, a godzina na zegarku nie ruszyła się o minutę.
Aya leżał na skraju łóżka. Hidaka usiadł na posłaniu i patrzył na Rana. Jego czerwone włosy były w nieładzie. Ken pochylił się nad Ayą. Jego delikatnie otwarte usta budziły w nim pokusę. Nie mógł się opanować i pocałował jego delikatne usta.
Powoli położył się na Ayi. Zamknął oczy i wtulił głowę w jego nagą klatkę piersiową. Dłońmi dotknął umięśnionych lędźwi przyjaciela. Aya obudził się.
- Dałbym głowę, że śpię od kilku godzin... Dlaczego czas nie leci zwykłym torem...
- Może to czyjeś marzenie...
- Marzenie... Aby zatrzymać czas? Ktoś musi bardzo pragnąć, by jakaś chwila się nie kończyła...
Schuldich...
Aya odwrócił Hidakę na plecy.
- Uke...
Ken uśmiechnął się do Ayi. Odpowiadała mu taka rola w ich...
... w naszym... w naszym związku? Czy to możliwe?
Aya zaczął go całować, a Ken czuł, że jego serce bije coraz mocniej do swojego dawnego nieprzyjaciela. Szczupłe palce Abbysiniana dotykały jego szyi.
- Czuję... Czemu czuję, jakbyś był tylko zjawą... Tak się boje cię utracić... Zawsze byłeś taki odległy...
Aya sięgnął na swoją szafkę przy łóżku. Trzymał coś w garści, a po chwili na nagim ciele Hidaki rozsypały się płatki i kwiaty róż oraz goryczek... Ich kwiatów...
Aya uśmiechnął się na zdumioną reakcję Kena. Dotykał dłonią jego podbródka, głaskał policzki.
Z każdą chwilą robiło im się coraz cieplej.
Hidaka nie wiedział, że to czego pragnął będzie kosztowało go tylu łez...
... Sam nie wiedziałem czy w ogóle do tego dojdzie... Aya pewnie też... Ale wszedł we mnie...To było najważniejsze i najpiękniejsze... To trochę przypominało opowieści o aniołach...
Płakałem... Ale on był ze mną... Jego usta... Dłonie i płatki kwiatów... Tego dotyku nie zapomnę nigdy...
... To było takie niesamowite...

Obydwaj spoceni i wyczerpani patrzyli na siebie.
Aya ocierał jego łzy i całował delikatnie...
Pocałunki te były delikatne, niczym płatki róż...
Aya oddychał jakby każdy wdech i wydech były samym Hidaką. Z takim uczuciem mrużył oczy... Ken spojrzał na krzyż, wiszący na szyi Rana. Srebrny wisiorek odbijał się od jego podbródka.
Aya dotknął czarnego rzemyka, którego Ken ostatnimi czasy nosił na szyi.
Dotykał jego tatuażu na prawym ramieniu. Każdy cal jego ciała drżał pod palcami Rana...


* * *



Omi bał się tego, ale pozwolił Yôjiemu, który był bardzo doświadczony, wyprawiać z nim takie rzeczy, o których nawet mu się nie śniło... A przynajmniej nie w związku z przyjacielem...
Kudô leżąc na nim, przez chwilę nie ruszał się.
Co ja właściwie mu robię? Przecież on nie jest pewnie na to gotowy... Powinien być z jakąś ze swoich wielbicielek, a nie spędzać pierwszą taką noc z nim...
- Omi-chan... Czy ty na pewno wiesz czego ja chcę?
Omi uśmiechnął się, a jego miękkie wargi musnęły jego umięśniony kark.
Yôji zdecydował się. Ściągnął swoją koszulkę i objął delikatnie biodra Omiego.
Całował jego ciało od pępka, po umięśnionym brzuchu, szyję, a w końcu całował go tak namiętnie, jak nie całował nigdy żadnej kobiety. Omi naśladował jego ruchy, a w końcu Kudô zobaczył takie zdecydowanie w oczach chłopca, że postanowił zrobić to, co wydawało się niemożliwe dla zwykłego człowieka.


* * *



Uczynię z nich kogoś więcej niż ludzi... Więcej niż mężczyzn...
- To jest miłość...
- A ja dam im to, czego tak bardzo pragną... Tak długo cierpieli...
- Są teraz tacy szczęśliwi, że lada chwila wyrosną z ich pleców skrzydła...
- Niech robią to czego pragną...



* * *



Biodra Schuldicha były okryte pozwijanym prześcieradłem. Obok niego, przytulony do jego ramienia leżał Naoe... Z twarzą anioła...
Przez okno powoli wdzierało się żywe światło słońca. Promienie oświetliły wnętrze tego, zazwyczaj smutnego pokoju. Naoe poruszył się.
Schuldich patrzył wciąż na niego i od czasu do czasu muskał delikatnie jego suche wargi.
Na zegarku była już dziewiąta. Naoe otworzył zmęczone i zaspane oczy. Gdy ujrzał przy sobie Schuldicha uśmiechnął się i objął go mocno.
Schuldich przyciągnął chłopca do siebie... Dokładnie tak, jak zrobił to już tej nocy kilka razy...


* * *



Namiętne pocałunki Ayi nie miały końca. Za każdym razem sprawiały obojgu jeszcze więcej szczęścia.
Ran spojrzał z przymrużonymi oczyma na okno. Rażące promienie oświetliły pokój, a białe ściany odbijały i potęgowały tą magiczną poświatę.
Ken przyciągnął go do siebie. Aya objął go i powiedział spokojnie:
- Słyszałem głos... Myślałem, że to Schuldich... Ale to był ktoś, kto nad nami czuwa... On pragnie naszego szczęścia...
Ken patrzył z powagą na swojego Seme.
- On pozwolił nam być tak blisko... Tak... To było najpiękniejsze wydarzenie w całym moim życiu... Pozwolił nam się cieszyć sobą... Bez granic...
- Ken... ty płakałeś... płakałeś przeze mnie... Sprawiłem, że cierpiałeś...
Hidaka pokiwał przecząco głową.
Aya wyciągnął dłoń i zabrał z łóżka śnieżnobiałe piórko, którym łaskotał szyję Hidaki.
- Czy to anielskie pióra?
Aya pocałował Hidakę, a potem uśmiechnął się i dmuchnął w piórko, które opadło tuż przy ramieniu Kena.
Płatki róż i goryczek nie zwiędły. W pokoju unosił się zapach obu kwiatów.
- Aya...
Ran dotknął palcami warg Hidaki i przytulił go. Zasnęli szczęśliwi.


* * *



Kudô stał przy dużym, balkonowym oknie. Spoglądał na zatokę Tokijską, która łączyła się z Sagami-wan i wpadała do Oceanu Spokojnego. Omi wstał i przeciągnął się. Był okropnie zmęczony.
Zeskoczył z łóżka i zaskoczony spojrzał na podłogę, która była wyściełana białymi piórami. Yôji odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął się.
Omi stanął przy nim, a Kudô objął go i przyciągnął do siebie.
Omi już dobrze znał to ciało. Poznał każdy jego kawałek, tak jak Yôji poznał jego. Ich nagość była już dla nich niemal normalna. Ciepłe ciało Kudô dawało Omiemu jakieś poczucie bezpieczeństwa.
Palce Yôjiego bawiły się jego włosami.
- Omi-chan... Wyglądasz na szczęśliwego...
- To dzięki tobie... Kudô-chan... Jesteś wspaniały...
- Zdarzyło się coś niesamowitego... Wiesz o tym...
- Tak...
Kudô pochylił głowę. Omi zadarł głowę do góry i pozwolił Yôjiemu całować go, póki nie brakło im tchu.
- Kudô... Teraz nie będziemy samotni... Prawda?
- Nie będziemy... Mamy siebie...
- A Ken i Aya?
- Oni są nie mniej zadowoleni...
Omi patrzył z zaciekawieniem na swojego kochanka, a potem odwrócił się i patrzył na zatokę. Yôji stał za nim, a jego ręce opadały na ramionach Omiego, a delikatne dłonie dotykały jego palców.


* * *



- I co teraz? Czy już zawsze będą szczęśliwi? Czemu dałeś im taką nadzieję?
- Oni są tacy jak my...
Brad pocałował Farfarello i objął jego ciało, które pierwszy raz od wielu lat nie było pokryte ani kawałkiem bandaża.
- I kto mógłby się tego po tobie spodziewać? Chyba tylko ja...
- Tak... Są tacy jak my...



* * *




Ken spojrzał wieczorem na swoich przyjaciół. Wszyscy troje byli niesamowicie zadowoleni, a bukiety, które układali były najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek wyszły spod ludzkiej ręki...
Jeśli zważać jednak na to "ludzkie"...
Hidaka uśmiechnął się sam do siebie w duchu i z westchnieniem wspominał minioną noc, która już na zawsze zajęła najważniejsze miejsce w jego pamięci i sercu.
Aya... Kocham cię...



Wiem, wyszło z tego coś głupiego,
bo jak pisałam opowiadanko to miałam małe pojęcie o tych sprawach,
mam nadzieję, że wybaczycie ^_^




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum