Tylko mój 4
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 01 2011 21:48:50
W poniedziałek w szkole było gorzej. Tomek nie miał odwagi spojrzeć przyjacielowi w oczy. Nie mógł po tym, w jaki sposób się rozstali. Teofil również jakoś się nie kwapił, aby zagadać. Wyglądało na to, że nie on tym razem wyciągnie rękę do zgody.
-Tomek!
Chłopak uniósł głowę znad książki.
-Kujesz z matmy? Mogę cię przepytać?
-Nie, to niekonieczne.- Wrócił do czytania. Basia była ostatnią osobą, z jaką chciało mu się gadać.
Usiadła koło niego na podłodze, zaglądając mu przez ramię do książki.
-Z czego zdajesz maturę?
Wypuścił przez usta powietrze zamykając zeszyt.
-Sory Basia, ale chyba już ci przedwczoraj dałem do zrozumienia, że nie interesujesz mnie. Nie ma szans. Zapomnij.
-Ja też ci chyba dałam do zrozumienia, że mnie tak łatwo nie da się odprawić.
Ze złością wrzucił książkę do plecaka, podnosząc się z podłogi. Poszła za jego przykładem, uśmiechając się irytująco.
Dziewczyna zaczynała go poważnie wkurzać. Rozejrzał się po korytarzu w obawie, że zobaczy ich Teofil.
-Jeszcze nigdy żaden chłopak tak mi się nie opierał. Doskonale zdaję sobie sprawę ze swoich walorów. Nie mogę wręcz zrozumieć twojego zachowania.- Zrobiła niecierpliwą minę, przestępując z nogi na nogę- Ani trochę cię nie pociągam?
Zarzucił sobie plecak na ramię, zamierzając odejść. Basia złapała go za rękę, zatrzymując.
-A ta twoja woda toaletowa to dla kogo, co?
Złapał ją za ramiona, przycisnąwszy do ściany, następnie syknął przez zaciśnięte zęby, pochylając głowę:
-Kocham się w kimś innym.
Puścił ją w momencie, w którym zabrzmiał dzwonek. Dziewczyna stała oparta o ścianę, starając się zrozumieć sens jego słów.
-Twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze!- zawołała zachwycona.
Skrył się w klasie, dosłownie zamykając jej drzwi przed nosem.


Wszystko dokładnie przemyślał. Postanowił porozmawiać z przyjacielem. Nie wiedział za bardzo, co powinien mu powiedzieć, wiedział natomiast, że dalej tak być nie mogło. Teofil chodził z twarzą jak kamień udając, że go w ogóle nie widział.
Pod koniec lekcji czekał na przystanku nerwowo go wypatrując, lecz ten nie przychodził.
-Cholera!- kopnął przydrożny kamień.
Nie był przekonany, czy odwaga by się z nim rozmówić utrzymałaby się do jutra. Poza tym im później tym gorzej. Musiał to zakończyć.
Cofnął się do szkoły. Miał szczęście, akurat z niej wychodził.
-Teofil!!- zawołał z sercem w gardle.
Przyjaciel wyglądał na zaskoczonego. Z wahaniem zwolnił kroku.
Tomek zacisnął pięści, ruszając w jego kierunku.
-Musimy pogadać.
Przyjaciel wpatrywał się w niego przenikliwie, sprawiając, że coraz bardziej opuszczała go odwaga. Nie lubił tego spojrzenia. Za bardzo kojarzyło mu się z Patrykiem. Na dobitkę jakby o wilku mowa, podjechał dziwnie znajomy samochód, a jego kierowca odebrał mu ostatnią resztkę pewności siebie, jaką jeszcze w sobie miał.
-Cześć Tomuszko!! -Zatrąbił.
Zignorował go, nawet nie uraczywszy go spojrzeniem.
-Nie mam czasu- powiedział Teofil do Tomka, kierując się w stronę samochodu- Spieszę się.
Tomek zagrodził mu drogę, czując jak szarpią nim nerwy.
-To nie może czekać! Chcę ci wszystko wyjaśnić! Zaszło nieporozumienie...
-Nieporozumienie?- zaśmiał się zimno unosząc głowę- Nie musisz się tłumaczyć Tomek. Ja już wszystko wiem. Staram się to zaakceptować, ale to trudne.
-Nie! Niczego nie wiesz!
-Będę ja tu jeszcze długo czekać?- przerwał im Patryk zerkając na zegarek- Za godzinę mam wykłady. Ostatni raz cię z budy zabieram Teofil!
-A zamknij się!!- wypalił Tomek miażdżąc go wzrokiem.
Nawet Teofil podskoczył.
-No, no...Tomuszko stracił panowanie nad sobą...- Wyglądał na rozbawionego.
-Ile razy mam powtarzać, żebyś tak mnie nie nazywał?!- rzucił agresywnie.
-A jak chcesz bym się do ciebie zwracał?- zapytał zaczepnie.
Tomek zacisnął zęby, ledwo nad sobą panując:
-W ogóle się do mnie nie odzywaj!!
-Słuchaj Tomek...- odezwał się Teofil- To nie jest miejsce na rozmowę.
Tomek odwrócił się do niego i złapawszy za ramiona wrzasnął:
-Nic do niej nie czuję!! Przysięgam! Ona...
Przyjaciel strącił jego ręce, popchnąwszy:
-Ach nie?! Nie bądź obłudny!! Słyszałem jak do ciebie zawołała...- Podwyższył głos naśladując Basię:- Twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze!
Słowa podziałały jak bicz. Cofnął się dwa kroki.
-Ciekawe, na którym już etapie jesteście...-Przeszył go nienawistnym spojrzeniem- Pocałunków? A może czegoś więcej?
Zapadła grobowa cisza. Nawet Patryk stał jak posąg ze wstrzymanym oddechem.
-Teofil...- zniżył głos spuszczając oczy- Źle to odebrałeś. Jeśliby mi się podobała, to bym ją zdobył nie zważając na przeszkody! Ale ona nic dla mnie nie znaczy. Zupełnie nic. Między nami do niczego nie doszło. Ale myśl, co chcesz...- Odwrócił się pospiesznie odchodząc.
Przyjaciel patrzał się za nim długo. Ogarnęło go zwątpienie.
-Hej...o co tak w ogóle poszło?
Teofil odwrócił się na pięcie, wsiadając do samochodu. Tomek nigdy go jeszcze nie okłamał, lecz może w końcu musi być ten pierwszy raz...
-Pokłóciliście się o babę?
Zapiął pasy z lekką drwiną w głosie.
-O Basię.- wyjaśnił, smutno pochylając głowę- Ona strasznie mi się podoba już od wielu tygodni. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby umawiać się z Tomkiem. To nie wchodzi w grę. Wydaje mi się jednak, że ona coś w nim widzi...
Patryk bez słowa przyglądał się jego twarzy.
-I co z tym zrobisz?
-Nie wiem. Dosłownie oszalałem z zazdrości. Myślisz..., że mogłem niesprawiedliwie go ocenić? - zacisnął pięści- Może on rzeczywiście nic do niej nie czuje. Znam go tyle lat, ale...czasem nie potrafię odszyfrować wyrazu jego twarzy. To...takie dziwne.
-Pamiętaj, że on jest twoim przyjacielem. Kiedy się uspokoisz warto z nim pogadać.- Zapalił silnik-...Poza tym...nie wydawał się zakochanym..., ale przecież ja go nie znam.


Tomek wyjrzał przez okno, dostrzegając pierwsze płatki śniegu. Zapatrzył się na to zjawisko nie usłyszawszy, że ktoś wszedł do pokoju.
-Tomek? Długo tak zamierzasz wagarować? Jak na mój gust to nie jesteś chory.
Odwrócił się, napotykając surowe spojrzenie ciotki.
-Twoi rodzice by się w grobach poprzewracali.
Westchnął, opadając na tapczan.
-.Nie było mnie w budzie tylko trzy dni. Nie przesadzajmy.
Usiadła koło niego, zamykając za sobą drzwi. Chłopak wiedział, na co się zanosi. Sapnął zakrywaj twarz poduszką.
-Nie rób takiej miny. Chcesz pogadać? Widzę, że masz problem.
-Nie mam żadnego problemu. Jutro pójdę do szkoły, okey? Będziesz zadowolona?
Skwasiła się.
-Nie rób tego dla świętego spokoju. Widzę, że coś w sobie dusisz. Znów kogoś pobiłeś? Grozi ci zagrożenie? No co jest?
-Eee...to nic wielkiego.
Nie ustępowała.
-Pokłóciłem się z Teofilem i teraz się w ogóle do mnie nie odzywa!- wypalił zrzucając poduszkę na podłogę- Chciałem z nim porozmawiać, ale...tylko jeszcze bardziej się pożarliśmy. Wygląda na to, że to już koniec naszej przyjaźni.
-Głupoty opowiadasz. Jesteście ze sobą bardzo zżyci.
-A jednak nie potrafiliśmy się dogadać!
Machnęła ręką:
-Zrobiłeś pierwszy krok, to dobrze. Teraz musisz poczekać. Na pewno wszystko się ułoży.
Podciągnął do siebie kolana, zamyślając się. Ciotka pogłaskała go pocieszająco po głowie, na co się wyrwał:
-Dobra, już dobra. Tylko nie głaszcz. Nie jestem psem...
Roześmiała się wstając:
-Nigdy nie lubiłeś, jak się do ciebie przytulało. Z początku mnie to martwiło...- Zmrużyła smutniejące oczy- Teraz też martwi...
Wzruszył na to obojętnie ramionami.


Biegł ile sił w nogach, ale i tak spóźnił się na lekcje. Wparował do klasy i potknąwszy o czyjś plecak, upadł na podłogę pod stopy samego profesora.
-To się nazywa wejście smoka- powiedział, mierząc go surowym spojrzeniem- Siadaj zanim wstawię ci uwagę.
W klasie zapanowało rozbawienie.
Tomek starał się nie patrzeć w stronę Teofila, czując jak jego twarz ogarnia płomień.
Po lekcji usiadł pod ścianą, zakrywając twarz podręcznikiem. Nie chciał, by odnalazła go Basia. Miał przez to same problemy. Już cała szkoła szeptała o nich, a przecież nic tak naprawdę między nimi nie zaszło.
-Byłeś chory?- usłyszał tuż przy sobie znajomy głos.
Odkrył twarz, gwałtownie na niego spojrzawszy. Teofil!
-Trochę...- wyszeptał ochryple.
Przyjaciel zapatrzał się przed siebie:
-Nie kłóćmy się już więcej. Chcę się z tobą pogodzić...
Zacisnął wargi, nie wiedząc, co miał przez to rozumieć.
-Co...z kwestią Basi?
Popatrzał na niego nieobecnym, odległym wzrokiem.
-Naprawdę cię nie interesuje?
-Ani trochę! Już ci to powiedziałem! Czemu nie potrafisz mi uwierzyć?
-Ale ty jej się podobasz...
Zmarszczył czoło wbijając spojrzenie w podłogę. Nie potrafił zaprzeczyć. Ta kwestia go niemniej cieszyła. Basia wolała jego, a to oznaczało, że Teofil będzie z dala od jej chciwych rąk.
-Nieważne...-Podniósł się z podłogi, otrzepując spodnie- Ważne, że znów ze sobą rozmawiamy- Uśmiechnął się- Miałem wyrzuty sumienia. Nie zasługiwałeś na ten mój atak. Poza tym, za tydzień mam urodziny. Nie wyobrażam sobie, że miałoby cię nie być.
-Ach!! Tak...no właśnie...- Całkiem o nich zapomniał.
Teofil położył mu dłoń na ramieniu.
-Zostaniesz na noc? Wyprawiam huczną osiemnastkę.
-Na noc?- zmartwił się nad tą opcją.
-Jest jakiś problem?
Uśmiechnął się, z zakłopotaniem drapiąc po głowie. Czasami zdarzało mu się lunatykować.
-Nie...Nie ma żadnego problemu... Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy. Nie zrozum mnie źle, ale...brakowało mi ciebie.
Teofil uśmiechnął się do niego ciepło.
Znów wszystko miało wyglądać tak jak dawniej. Tomka rozpierała radość. Wszystko potoczyło się zgodnie z jego myślami. Ogarnięty szczęściem nie patrzał w przyszłość. Bo w końcu jak długo zdoła utrzymać przyjaciela tylko przy sobie? I jak długo zdoła skrywać przed nim swoje uczucia?

DZIEŃ URODZIN
-Teofil, kocham cię- westchnął opierając dłoń o szklane odbicie lustra.
Kiedy uniósł wzrok, przestraszył się swoich oczu. Jakby spoglądał w puste studnie. W dodatku jego cera zdawała się blada, prawie przezroczysta. Cofnął się dwa kroki.
-Jestem chory!! Za kwadrans wychodzę do Teofila! A jestem chory!! Nie mogę mu tego zrobić na osiemnastkę!!!
Rzucił się do kuchni.
-Ciociu! Chyba coś mnie złapało. Możesz mi pomóc?!
Kobieta odłożyła ,,Dziennik Bałtycki" spoglądając na niego z pod prostokątnych okularów.
-A co cię boli?
-No nie widzisz, jak wyglądam?
-Zaniedbywałeś się ostatnio. Nie jesteś chory...Kiedy masz gorączkę, natychmiast występują ci rumieńce. Ale na wszelki wypadek możesz zmierzyć temperaturę.
-Nie mam na to czasu!!- Prawie poślizgnął się na skórce od banana, która spokojnie leżała na środku kuchni- Karol!!!
-Nie czepiaj się kuzyna...Lepiej już idź, zanim rozniosą cię nerwy.
Zgrzytnął zębami w pośpiechu zakładajšc kurtkę.
-Hola!- złapała go za łokieć- Szal.
Spojrzał na nią z pretensją:
-Jestem już pełnoletni...Nie traktuj mnie jak smarkacza.
-Przepraszam, ale czasem tak się zachowujesz. A teraz szal.
Spłonił się z frustracji, w pośpiechu owijając go wokół szyi. Następnie wyleciał z domu prawie zapominając o rowerze.

-Kwiaty?- zdziwił się Patryk spoglądając na Teofila znad jasnoróżowych główek róż- Wy się...- podrzucił brwi do góry- tego, tego?
Teofil natychmiast odwrócił twarz nie uniknąwszy rumieńców.
-Masz coś przeciwko?- Basia wytknęła Patrykowi język- Kwiaty to nic zobowiązującego.
-Ale to są czerwone róże złotko...
-Nie złotko. To są różowe róże- Wygięła płatek pokazując mu.
-Ee tam- podrapał się po czuprynie wyjmując paczkę papierosów, za co dostał po ręce.
-Przecież rzuciłeś!!
-A! Zapomniałem!- Uśmiechnął się, z zakłopotaniem wzruszając ramionami.
Teofil wyrzucił pety do kosza udając, że nie dosłyszał jęku rozpaczy, gdzieś za swoimi plecami.
Nieoczekiwanie przerwał im dźwięk dzwonka.
-Otworzę- Zsunął się z krzesła.
-Nie! To pewnie Tomek. Ja otworzę.
Patryk przyglądał mu się z urazą.
-Co to miało znaczyć? Czemu niby mnie nie wolno otworzyć Tomuszkowi drzwi?
Chłopak niecierpliwie pokręcił głową:
-Między nami występowało ostatnio pewne napięcie. Nie chcę, abyś coś spierdolił.
-,,Nie chcę, abyś coś spierdolił"- przedrzeźniał go- Poza tym co to za słownictwo smarkaczu!!- zawołał za nim.
-Cześć Tomek!!
Chłopak nie zdążył nic powiedzieć. Został gwałtownie wciągnięty do środka.
- Co tak długo? Z moim bratem nie można nic zrobić. Musisz mi pomóc w kuchni zanim zjedzie się cała zgraja.
-Okey...- zamrugał ze zdezorientowaniem oczami.
Teofil pociągnął go w stronę kuchni, ale Tomek się zatrzymał.
-Chwileczkę kolego! Pozwól mi złożyć ci życzenia.
Teofil roześmiał się z zakłopotaniem.
Kiedy się ściskali przyjaciel nieoczekiwanie go przytrzymał. Tomek zdębiał. Starał się unikać jakichkolwiek tego typu sytuacji...
-Tomek...- szepnął- Jest u mnie Basia. Masz mi to za złe?
Poczuł przeszywający go ból. Nie trwał on jednak za długo. Domyślał się bowiem, że dziewczyna się zjawi. Było to nie uniknione.
-No co ty...Przecież się w niej nie bujam...
-Ehym, ehym...- Usłyszeli wymownie.
Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Patryk opierał się o drzwi i gapił na nich.
-Och...Wybaczcie. Nie chciałem wam przerywać. Nie przeszkadzajcie sobie.- Kiwnął do nich głową- Proszę, możecie kontynuować.
Tomek przez moment pomyślał, że zaraz zarobi glebę.
-Zamknij się Patryk- westchnął brat kierując się do kuchni.
-Hej Tomek!!- Nagle z kuchni wyleciała Basia i nie przejmując się nikim, zawiesiła się na nieboraku, który ledwo by stracił równowagę.
-Na Miłość Boską!!- zawołał, starając się ją odczepić. Nie puszczała.
Cały świat zawirował mu przed oczami. Przejął się zobaczyć reakcję Teofila w dodatku nie podobały mu się jej uściski.
-Puść mnie...do cholery!
-Udusi, a nie puści- usłyszał rozbawienie Patryka.
-Dawno się nie widzieliśmy!!- zawołała mu do ucha.- Cieszę się, że znów mogę się powywieszać na tobie!!
Przysunęła swoją twarz do jego i...wtedy zadziałał Patryk. Chwycił j zdecydowanie ją od niego odsuwając.
-Spokojnie dziewczynko- Uśmiechnął się do niej- Dziś ma urodziny Teofil. To na nim powinnaś się powywieszać. - Na szczęście Teofila nie było. Tomek odetchnął z wyraźną ulgą.
-Ale...- Basia sprawiała wrażenie jakby znów gotowała się do skoku na chłopaka.
Poruszyła się w jego stronę i to wystarczyło, by Tomek znalazł się za plecami Patryka.
-Nawet nie próbuj! Nienawidzę jak ktoś się na mnie wiesza!!
Patryk z zaskoczeniem odwrócił za siebie głowę.
-Yyy teraz to ty wieszasz się na mnie.- zauważył.
Chłopak spojrzał na swoje piąstki, w których zaciskał jego koszulę.
Komicznie odskoczył do tyłu.
-Czy ktoś raczy mi w końcu pomóc?- usłyszeli zdenerwowany głos z kuchni.