Saga o po艣wi臋ceniu 4
Dodane przez Aquarius dnia Wrze秐ia 29 2012 11:24:12
Rozdzia艂 Czwarty: Szlaban z mistrzem eliksir贸w

- Wstawaj, Harry!
- Ju偶 nie 艣pi臋, Draco - powiedzia艂 Harry, siadaj膮c i przeci膮gaj膮c si臋 leniwie.
Draco, kt贸ry rozsun膮艂 zielono-srebrne kotary wisz膮ce nad 艂贸偶kiem Harry'ego, wygl膮da艂 przez chwil臋 na zaskoczonego, ale zaraz potem z艂apa艂 go za rami臋 i wyci膮gn膮艂 na zewn膮trz. Harry westchn膮艂, ale nic nie powiedzia艂. Przez wi臋kszo艣膰 czasu jedynymi lud藕mi, kt贸rzy go dotykali, byli jego rodzice, Connor, Syriusz i Remus. B臋dzie musia艂 si臋 przyzwyczai膰 do innych os贸b, zw艂aszcza kiedy ci tak bardzo starali si臋 zosta膰 jego przyjaci贸艂mi.
Nie rozumia艂 tego i musia艂 to przyzna膰 przed samym sob膮, kiedy Draco ci膮gn膮艂 go przez pok贸j wsp贸lny, a potem podziemnym korytarzem w kierunku Wielkiej Sali. Draco zachowywa艂 si臋... c贸偶, nie bardzo jak Malfoy, z uporem 艣ci膮gaj膮c na siebie uwag臋 Harry'ego. Ale przecie偶 byli w Slytherinie inni ludzie, 艂膮cznie z Vincentem i Gregorym, kt贸rych Harry pozna艂 zesz艂ej nocy, a kt贸rzy z rado艣ci膮 po艣wi臋ciliby Draco ca艂膮 uwag臋, czego on tak bardzo pragn膮艂. Co mu przychodzi艂o z narzucania si臋 Harry'emu?
Poniewa偶 jeste艣 bratem Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂, wyszepta艂 w g艂owie Harry'ego g艂os, kt贸remu nie bardzo ufa艂. Brzmia艂 strasznie podobnie do g艂osu w臋偶a albo Slytherina. Draco chce dorwa膰 Connora. Chcia艂 si臋 z nim zaprzyja藕ni膰, a teraz prawdopodobnie pragnie zosta膰 jego wrogiem. Poka偶 mi lepszy spos贸b ni偶 przekonanie Connora, 偶e jego brat zwr贸ci艂 si臋 przeciw niemu.
Zd膮偶yli ju偶 dotrze膰 do Wielkiej Sali i Harry widzia艂 Connora siedz膮cego z Ronem przy stole Gryfon贸w. Tym razem jego bli藕niak nawet na niego nie spojrza艂, jedynie odwr贸ci艂 g艂ow臋 i podni贸s艂 g艂os.
Jeszcze sobie dzisiaj pogadamy, obieca艂 Harry swojemu bli藕niakowi, siadaj膮c i si臋gaj膮c po p贸艂misek z jajkami. Nie pozwol臋, 偶eby m贸j w艂asny brat by艂 wobec mnie uprzedzony w tak idiotyczny spos贸b. Wszyscy w Slytherinie mog膮 by膰 ob艣lizg艂ymi w臋偶ami - ja si臋 nim nigdy nie stan臋.
- Profesor Snape znowu si臋 na ciebie patrzy.
Harry zamruga艂, s艂ysz膮c s艂owa Draco, ale nawet nie zerkn膮艂 na st贸艂 nauczycielski. Czu艂 na sobie wzrok profesora.
- Tak, wiem - powiedzia艂, po czym przerwa艂, 偶eby napi膰 si臋 soku dyniowego bez rozpryskiwania go po ca艂ym stole. - Nienawidzi艂 naszego ojca, jak chodzili razem do szko艂y.
Zastanawia艂 si臋, czy nie powiedzie膰 Draco o d艂ugu 偶ycia i o tym, 偶e Snape by艂 tak naprawd臋 dobry, ale powstrzyma艂 si臋. By膰 mo偶e Draco nie by艂 jeszcze 艣miercio偶erc膮, ale Lucjusz Malfoy wci膮偶 m贸g艂 pozna膰 kilka interesuj膮cych szczeg贸艂贸w w kilka chwil po tym, jak Harry je powiedzia艂.
Nie znosz臋 mie膰 sekret贸w, j臋kn膮艂 w my艣lach, zanim zd膮偶y艂 wrzuci膰 to uczucie do sekretnej skrzynki we w艂asnej g艂owie. Nie wygl膮da艂oby to tak, gdybym by艂 w Gryffindorze. Tam wi臋kszo艣膰 os贸b by艂aby z natury bardziej przychylna stronie 艣wiat艂a.
Kiedy sko艅czy艂, zamkn膮艂 solidnie pude艂ko. By艂 w Slytherinie, a Snape jeszcze nie podszed艂 i nie zasugerowa艂, 偶e syn Pottera tak naprawd臋 powinien by艂 trafi膰 do Gryffindoru, wi臋c chyba jednak b臋dzie musia艂 da膰 z siebie wszystko.

*

Jak si臋 okaza艂o, nasta艂 pi膮tek, a Harry nie widzia艂 si臋 z bratem d艂u偶ej ni偶 par臋 minut naraz albo bli偶ej ni偶 po drugiej stronie morza nieznanych twarzy. Wszyscy uczniowie byli nieustannie w ruchu, przechodz膮c z jednej klasy do drugiej i rozmawiaj膮c tak g艂o艣no, 偶e delikatne nawo艂ywania Harry'ego niemal zawsze gin臋艂y w ha艂asie. A mo偶e by艂y ignorowane? Harry bra艂 pod uwag臋, 偶e Connor mo偶e by膰 zbyt z艂y, by zwraca膰 na niego uwag臋, nawet je艣li us艂ysza艂.
Draco nie by艂 jako艣 szczeg贸lnie pomocny. Przyczepi艂 si臋 do Harry'ego jak rzep i wyrzuca艂 z siebie nieustanny strumie艅 radosnej paplaniny, kt贸rej Harry nie wierzy艂 nawet przez moment. Kiedy ch艂opiec spr贸bowa艂 uciec na chwil臋, wymawiaj膮c si臋 bibliotek膮 - a tak naprawd臋 maj膮c nadziej臋 znale藕膰 drog臋 do wie偶y Gryffindoru - Draco do艂膮czy艂 si臋 bez s艂owa. Nic nie m贸wi艂 o Connorze ani o Gryfonach, ale nie spuszcza艂 Harry'ego z oka i u艣miecha艂 si臋 z艂o艣liwie, ilekro膰 jaki艣 przechodze艅 wspomnia艂 o Ch艂opcu, Kt贸ry Prze偶y艂.
艁atwiej by mi si臋 znosi艂o 艢lizgon贸w, pomy艣la艂 Harry, kiedy schodzili na eliksiry, gdyby ci膮gle nie u艣miechali si臋 w ten spos贸b.
To prawda, nie pozna艂 zbyt wielu 艢lizgon贸w poza Draco, ale wszyscy zdawali si臋 szyderczo u艣miecha膰, mo偶e poza Vincentem i Gregorym, kt贸rych twarze przez wi臋kszo艣膰 czasu pozostawa艂y bez wyrazu. Blaise Zabini patrzy艂, u艣miechaj膮c si臋 z艂o艣liwie, Pansy Parkinson mizdrzy艂a si臋, u艣miechaj膮c si臋 z艂o艣liwie, Milicenta Bulstrode patrzy艂a spode 艂ba, u艣miechaj膮c si臋 z艂o艣liwie, a starsze roczniki u艣miecha艂y si臋 z艂o艣liwie na sam膮 my艣l po艣wi臋cenia uwagi komu艣 m艂odszemu. Harry obawia艂 si臋, 偶e sam zacznie si臋 tak u艣miecha膰, zanim zd膮偶y si臋 spotka膰 z Connorem, i by艂 zdeterminowany, 偶eby do tego nie dopu艣ci膰.
- Spodoba ci si臋 ta lekcja - szepn膮艂 Draco gdzie艣 za Harry'm, kiedy siadali w 艂awkach. - Snape to znakomity nauczyciel. No i mamy lekcje z Gryfonami, z kt贸rymi tak bardzo od jakiego艣 czasu pragn膮艂e艣 si臋 zobaczy膰.
U艣miechn膮艂 si臋 lekcewa偶膮co, kiedy Harry obr贸ci艂 gwa艂townie g艂ow臋 i pos艂a艂 mu zniesmaczone spojrzenie.
Oczywi艣cie Harry zna艂 rozk艂ad lekcji, ale nie s膮dzi艂, 偶e Draco te偶 zwr贸ci na to uwag臋.
Mo偶e bezpo艣rednie pytanie zda egzamin.
- Co ci臋 to w艂a艣ciwie obchodzi? - sykn膮艂 w jego kierunku. - Oczywi艣cie, 偶e chc臋 si臋 przywita膰 z moim bratem. Byli艣my rozdzieleni od czasu Ceremonii Przydzia艂u. Czemu wi臋c teraz ironizujesz, jakby to by艂o co艣 niezwyk艂ego?
Draco u艣miechn膮艂 szyderczo, ale nie odpowiedzia艂.
Harry ponownie si臋 obr贸ci艂, zaciskaj膮c z臋by z frustracj膮, i zobaczy艂 pierwszorocznych Gryfon贸w sk艂臋bionych za drzwiami. Hermiona Granger wesz艂a, zaczytana w trzymanej przez siebie ksi膮偶ce. Harry zamruga艂, widz膮c, jak siada sama w 艂awce. Czemu jeszcze si臋 z nikim nie zaprzyja藕ni艂a? Nie wygl膮da na tak膮, kt贸r膮 mo偶e powstrzyma膰 nie艣mia艂o艣膰.
Connor i Ron weszli nast臋pni. Harry poczeka艂, a偶 jego brat rozejrzy si臋 po klasie, i pos艂a艂 mu pe艂en nadziei u艣miech. W odpowiedzi Connor u艣miechn膮艂 si臋 do niego niepewnie, ale przesta艂, gdy Ron wbi艂 mu 艂okie膰 w 偶ebra. Odwr贸cili si臋 i usiedli w swoich 艂awkach.
Draco zachichota艂, Harry by艂 tego pewien, ale nie mia艂 okazji zwr贸ci膰 mu na to uwagi, bo Snape akurat wtedy wysun膮艂 si臋 na prz贸d klasy.
Powi贸d艂 wzrokiem po uczniach. Harry r贸wnie偶 mu si臋 przyjrza艂 i zauwa偶y艂, 偶e kiedy tym razem ich oczy si臋 spotka艂y, jego blizna nie zacz臋艂a bole膰. To mog艂o, cho膰 nie musia艂o by膰 warte uwagi - wci膮偶 nie wiedzia艂, czemu w og贸le go wtedy rozbola艂a.
Wci膮偶 nie wiem o tylu sprawach, pomy艣la艂 Harry, stukaj膮c z irytacj膮 ko艅c贸wk膮 pi贸ra w pergamin. Jak ja mam chroni膰 Connora, skoro nie mam sk膮d si臋 tego nauczy膰?
- Jeste艣cie tutaj, 偶eby nauczy膰 si臋 subtelnej, a jednocze艣nie 艣cis艂ej sztuki przyrz膮dzania eliksir贸w - m贸wi艂 Snape. Harry nie zwraca艂 szczeg贸lnej uwagi na t臋 paplanin臋, nawet gdy dotar艂a do warzenia chwa艂y. Oczywi艣cie, 偶e Snape spr贸buje zaimponowa膰 uczniom. Nie chcia艂 w swojej klasie pysza艂k贸w.
- ...je艣li tylko nie jeste艣cie band膮 ba艂wan贸w, jakich zwykle musz臋 naucza膰 - zako艅czy艂, a Harry pokiwa艂 g艂ow膮. Tak, Snape stara艂 si臋 wszystkich zastraszy膰. Jego taktyka by艂a dok艂adnie taka, jak m贸wi艂 James, opowiadaj膮c o swoich szczeni臋cych latach. Harry b臋dzie si臋 stara艂 mu nie podpa艣膰, tak samo jak reszcie 艢lizgon贸w, ale nie mia艂 zamiaru pozwoli膰 si臋 Snape'owi st艂amsi膰 albo pogr膮偶y膰.
Jak by na jaki艣 sygna艂, Snape zwr贸ci艂 si臋 w jego stron臋. Harry przyjrza艂 si臋 jego z艂o艣liwemu u艣mieszkowi, ale nie by艂 pewien, czy pochodzi艂 on z nastawienia na rozmow臋 z Potterem, bratem Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂, czy te偶 Potterem, bratem Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂, kt贸ry jakim艣 cudem wyl膮dowa艂 w domu Slytherina. Bez w膮tpienia uwa偶a to za niesprawiedliwe.
Przynajmniej w tym si臋 zgadzamy.

- Potter - powiedzia艂 Snape. - Co mi wyjdzie, je艣li dodam sproszkowanego korzenia asfodelisa do nalewki z pio艂unu?
- Wywar 偶ywej 艣mierci, prosz臋 pana - odpar艂 Harry. Tyle jeszcze wiedzia艂. Niemal ca艂y poprzedni tydzie艅, jak tylko dowiedzia艂 si臋, 偶e Snape b臋dzie g艂ow膮 jego domu, przesiedzia艂 nad ksi膮偶k膮 o eliksirach. Wbi艂 sobie na si艂臋 w g艂ow臋 tyle wiedzy, ile zdo艂a艂. Mia艂by k艂opot, gdyby Snape zapyta艂 go o szczeg贸艂y, ale by艂 w stanie udzieli膰 og贸lnych odpowiedzi.
Snape zrobi艂 krok w ty艂, pochylaj膮c g艂ow臋. Harry nie m贸g艂 odczyta膰 jego wyrazu twarzy, ale poniewa偶 jego oczy by艂y wbite w Harry'ego, to i on nie odwr贸ci艂 wzroku.
- Gdzie b臋dziesz szuka艂, je艣li ci powiem, 偶eby艣 znalaz艂 mi bezoar?
- W 偶o艂膮dku kozy, prosz臋 pana. - Harry zda艂 sobie spraw臋, 偶e i to by艂 艂ut szcz臋艣cia; przewracaj膮c kartki zobaczy艂 w podr臋czniku dziwne s艂owo, kt贸rego nie rozpoznawa艂 i zatrzyma艂 si臋, by o nim przeczyta膰.
- Jaka jest r贸偶nica mi臋dzy mordownikiem a jadem 偶贸艂tym? - zapyta艂 Snape znacznie 艂agodniejszym tonem ni偶 poprzednio. Harry nawet nie o艣mieli艂 si臋 dopu艣ci膰 do siebie my艣li, 偶e mu zaimponowa艂, zw艂aszcza 偶e nie by艂 pewny odpowiedzi; wiedzia艂 o tych ro艣linach tylko dlatego, 偶e przyja藕ni艂 si臋 z Remusem.
- To ta sama ro艣lina, prosz臋 pana.
Snape kiwn膮艂 g艂ow膮.
- Pi臋膰 punkt贸w dla Slytherinu za okazanie umiej臋tno艣ci do nauki - powiedzia艂, po czym obr贸ci艂 si臋 w stron臋 Connora, zanim jeszcze Harry zd膮偶y艂 odetchn膮膰 z ulg膮. - Teraz pan Potter, nasza nowa... znakomito艣膰. Prosz臋 mi powiedzie膰, jakie s膮 sk艂adniki eliksiru leczniczego?
Connor zamar艂, patrz膮c na niego wielkimi oczami. Obok niego r臋ka Hermiony Granger wystrzeli艂a w g贸r臋 - najwyra藕niej dziewczyna postanowi艂a przej膮膰 inicjatyw臋. Connor kiwn膮艂 g艂ow膮 w jej kierunku.
- Nie wiem - powiedzia艂. - My艣l臋 jednak, 偶e wie Hermiona, wi臋c dlaczego pan jej nie zapyta?
Snape spochmurnia艂 jeszcze bardziej, robi膮c d艂ugi, ci臋偶ki krok naprz贸d. Harry spi膮艂 si臋, ale Snape powiedzia艂 tylko zimnym g艂osem:
- Zapyta艂em pana, panie Potter.
- Nie wiem - wycedzi艂 Connor przez zaci艣ni臋te z臋by.
Harry wsp贸艂czu艂 mu. Te偶 nie wiedzia艂. Z ca艂ej klasy prawdopodobnie tylko Hermiona wiedzia艂a.
Wargi Snape'a wykrzywi艂y si臋 w drwi膮cym u艣miechu.
- Najwyra藕niej s艂awa to nie wszystko - powiedzia艂, odwracaj膮c si臋 do tablicy. - Minus pi臋膰 punkt贸w dla Gryffindoru za okazanie kompletnej ignorancji. Sk艂adniki eliksiru leczniczego to suszone pokrzywy, sproszkowane k艂y w臋偶a, ugotowane winniczki i kolce je偶ozwierza. Kolce je偶ozwierza musicie doda膰 po zdj臋ciu kocio艂ka z ognia, inaczej prosicie si臋 o straszny ba艂agan. Po w艂o偶eniu pokrzyw...
Harry zapad艂 si臋 w krze艣le, czuj膮c ucisk w 偶o艂膮dku. Snape celowo nastawi艂 Connora przeciw Harry’emu, co mu si臋 bardzo nie podoba艂o. Zerkn膮艂 za siebie i zobaczy艂, jak Connor patrzy na niego z mieszanin膮 za偶enowania i zak艂opotania, przynajmniej p贸ki nie pochyli艂 g艂owy.
Draco d藕gn膮艂 go w plecy. Harry obr贸ci艂 si臋.
- Czego? - warkn膮艂. Dawa艂 z siebie wszystko, 偶eby nie wyci膮gn膮膰 r贸偶d偶ki.
Draco zamruga艂, zaskoczony.
- Chcesz by膰 ze mn膮 w parze?
Harry westchn膮艂, kiwn膮艂 g艂ow膮, po czym poszed艂 po sk艂adniki.
Oczywi艣cie, tak jak James go ostrzega艂, Snape okaza艂 si臋 onie艣mielaj膮cym nauczycielem, kr膮偶膮cym po ca艂ej sali, zagl膮daj膮cym uczniom do kocio艂k贸w i wyg艂aszaj膮cym zniecierpliwione komentarze - te ostatnie wycelowane wy艂膮cznie w Gryfon贸w.
- To nie jest w艂a艣ciwa konsystencja, Longbottom. Czy偶by艣 sobie wyobra偶a艂, 偶e mo偶esz doda膰 k艂y w臋偶a przed zmia偶d偶eniem ich, Weasley? Jestem pod wra偶eniem, Thomas, nie z powodu koloru twojego eliksiru, ale bezdennego pokazu niekompetencji.
Harry szybko odkry艂, 偶e musi ignorowa膰 Snape'a tak bardzo, jak to b臋dzie mo偶liwe. Kiedy Snape komentowa艂 wywar Connora, w jego g艂osie pojawia艂a si臋 dodatkowa z艂o艣liwo艣膰, a to rozw艣ciecza艂o Harry'ego. Sproszkowa艂 w臋偶owe k艂y i zamiesza艂 wywar tak agresywnie, 偶e prawie go wyla艂, po czym wr贸ci艂 do obserwowania Connora.
Dzi臋ki temu zauwa偶y艂, 偶e jego brat w艂a艣nie zamierza艂 doda膰 kolce je偶ozwierza przed zdj臋ciem kocio艂ka z ognia. Harry wzdrygn膮艂 si臋. Wyobrazi艂 sobie nie tylko ba艂agan, jaki si臋 zaraz zrobi, ale te偶 kar臋, jak膮 Connor otrzyma od Snape'a, i nie mia艂 zamiaru do tego dopu艣ci膰.
Szepn膮艂 do Dracona "odsu艅 si臋" i wrzuci艂 do w艂asnego eliksiru gar艣膰 kolc贸w je偶ozwierza.
Snape sun膮艂 w艂a艣nie w stron臋 Connora, kiedy z kocio艂ka Harry'ego unios艂a si臋 obrzydliwa ba艅ka zielonego dymu i d藕wi臋k, kt贸ry przypomina艂 ha艂as roju rozw艣cieczonych os. Snape zamar艂, po czym powoli obr贸ci艂 si臋 w stron臋 klasy, po kt贸rej siedzieli 艢lizgoni. Draco odsun膮艂 si臋 z pola widzenia. Dzi臋ki temu Harry m贸g艂 odskoczy膰 i zamruga膰, jakby nie wiedzia艂, co si臋 dzieje.
- Co to w艂a艣ciwie mia艂o by膰, Potter? - sykn膮艂 Snape.
Harry zerkn膮艂 na kocio艂ek i pod艂og臋, na kt贸rej 贸w kocio艂ek si臋 topi艂 i niemal wypali艂 dziur臋 w jego butach, a w ko艅cu na zaskoczone miny wszystkich wok贸艂. Potem wzruszy艂 ramionami.
- Ups? - spr贸bowa艂.
Snape ruszy艂 w jego stron臋 i oceni艂 wzrokiem kocio艂ek.
- Doda艂e艣 kolce je偶ozwierza przed zdj臋ciem kocio艂ka z ognia - oznajmi艂 szyderczo. Harry zauwa偶y艂 z ulg膮, jak Connor zabiera r臋k臋 znad w艂asnego kocio艂ka i delikatnie odk艂ada kolce obok wywaru. - Nie potrafisz odczyta膰 ze zrozumieniem instrukcji z tablicy?
- Ups - powt贸rzy艂 Harry. Nie opuszcza艂 g艂owy i nawet pozwoli艂 sobie na delikatn膮 sugesti臋 u艣miechu. Snape nie b臋dzie zna艂 prawdziwego powodu. Po prostu uzna, 偶e Harry wda艂 si臋 w ojca i robi sobie z niego 偶arty.
- Szlaban, panie Potter - powiedzia艂 mi臋kko Snape. - Dzisiaj o 贸smej, w tej klasie. Oczekuj臋, 偶e pojawisz si臋 na czas.
- Tak, prosz臋 pana - odpowiedzia艂 Harry, pochylaj膮c g艂ow臋 i patrz膮c, jak Snape si臋 oddala. Zrujnowany kocio艂ek znikn膮艂 zaraz potem. Harry patrzy艂 przez chwil臋 na ba艂agan. M贸g艂 wys艂a膰 sow臋 do domu z pro艣b膮 o nowy. By艂 pewien, 偶e jego matka nie b臋dzie mia艂a nic przeciw, kiedy dowie si臋, 偶e zosta艂 zniszczony z dobrego powodu.
Nagle poczu艂 czyj膮艣 r臋k臋 na ramieniu, co zmusi艂o go do przeniesienia uwagi na jej w艂a艣ciciela - Dracona.
- Czemu to zrobi艂e艣? - szepn膮艂 Draco. - M贸wi艂e艣, 偶e mam si臋 odsun膮膰. Wiedzia艂e艣, 偶e to si臋 stanie.
Harry kiwn膮艂 g艂ow膮.
Draco jeszcze mocniej zacisn膮艂 d艂o艅 i pisn膮艂, jakby z jakiego艣 powodu czu艂 si臋 osobi艣cie ura偶ony.
- Czemu? - powt贸rzy艂.
Harry uwolni艂 r臋k臋 z u艣cisku.
- Nie straci艂em 偶adnych punkt贸w, wi臋c co ci臋 to obchodzi? - szepn膮艂, po czym usiad艂 i s艂ucha艂, jak reszcie klasy obrywa si臋 od ci臋tych przytyk贸w Snape'a. Connorowi i Ronowi nie uda艂o si臋 idealnie wykona膰 eliksiru, ale z drugiej strony nie wyszed艂 on nikomu pr贸cz Hermiony. Im r贸wnie偶 oberwa艂o si臋 od Snape'a, ale Harry w tej sprawie ju偶 nic nie m贸g艂 poradzi膰, wi臋c musia艂 si臋 podda膰 i pu艣ci膰 to mimo uszu. Przynajmniej uda艂o mu si臋 uratowa膰 Connora od szlabanu.
Nie mia艂 nic przeciw po艣wi臋ceniu w ten spos贸b reszty swoich wieczor贸w, je艣li trzeba b臋dzie. Wszystko to by艂o dla najwy偶szego mo偶liwego celu.

*

Pukanie do drzwi Snape'a rozleg艂o si臋 r贸wno o 贸smej. Zerkn膮艂 w g贸r臋, sprawdzaj膮c czas, i podni贸s艂 brwi. Czyli ten ga艂gan zna przynajmniej jakie艣 podstawy dobrego wychowania.
- Wej艣膰.
Potter - nie ten s艂awny, poprawi艂 si臋 Snape w my艣lach, co brzmia艂o do艣膰 dziwacznie - wszed艂 i skin膮艂 mu g艂ow膮.
- Przyszed艂em w sprawie mojego szlabanu, prosz臋 pana. Co mam zrobi膰?
Snape przygl膮da艂 mu si臋 przez chwil臋. Ch艂opak bez w膮tpienia by艂 synem Pottera, je艣li wzi膮膰 pod uwag臋 te w艂osy i okulary, ale nie mia艂 jego postawy. Ca艂y czas trzyma艂 g艂ow臋 w g贸rze i spojrza艂 Snape'owi w oczy bez wahania. Zaciekawiony Snape delikatnie dotkn膮艂 jego umys艂u legilimencj膮 i znalaz艂 wspomnienie k艂贸tni Harry'ego z Draco Malfoyem tu偶 przed przyj艣ciem tutaj. Draco chcia艂 wiedzie膰, czemu Harry zrobi艂 to, co zrobi艂 na eliksirach. Harry 偶achn膮艂 si臋 tylko i pobieg艂 na sw贸j szlaban.
Snape sko艅czy艂 sondowanie w por臋, by zobaczy膰 jak spokojna maska Harry'ego p臋ka, zamieniaj膮c si臋 w grymas. Podni贸s艂 r臋k臋 i potar艂 niespokojnie czo艂o, jakby bola艂a go g艂owa, a on nie by艂 pewien dlaczego.
Ciekawe. Wi臋c jego b艂膮d w czasie eliksir贸w by艂 celowy? Snape schowa艂 t臋 my艣l za w艂asn膮 mask膮 i warkn膮艂:
- Posprz膮taj ba艂agan, kt贸rego narobi艂e艣 razem z band膮 towarzysz膮cych ci idiot贸w. Nie mo偶esz u偶y膰 magii.
- Tak, prosz臋 pana.
Potter bez napomnienia znalaz艂 szczotk臋 i wiadro z wod膮, co zaj臋艂o mu kilka minut, po czym zacz膮艂 szorowa膰 klas臋. Snape ocenia艂 eseje i pilnowa艂 go k膮tem oka. Potter pracowa艂 spokojnie, nie narzeka艂, a jego twarz wyra偶a艂a zdecydowanie za ma艂o emocji jak na ch艂opca wychowanego przez Jamesa. Jego bli藕niak, ten s艂awny, by艂 bardzo otwarty i jak tylko Snape pojawia艂 si臋 w polu widzenia, jego orzechowe oczy zaczyna艂y ciska膰 gromy za ca艂膮 dotykaj膮c膮 go niesprawiedliwo艣膰.
Snape skrzywi艂 si臋 z niesmakiem. A ja b臋d臋 musia艂 ochroni膰 tego szczeniaka. Nie znaczy to, 偶e musz臋 go lubi膰.
Wr贸ci艂 do oceniania esej贸w, przynajmniej p贸ki delikatne, uporczywe brz臋czenie nie z艂ama艂o jego koncentracji. Spojrza艂 w g贸r臋, z obelg膮 na ko艅cu j臋zyka, ale najg艂o艣niejszym wydawanym przez Pottera d藕wi臋kiem by艂o szuranie szczotki po sto艂ach. Brz臋czenie musia艂o mie膰 inne 藕r贸d艂o.
Snape dotkn膮艂 swojego lewego przedramienia, po czym pokr臋ci艂 g艂ow膮. Co prawda nie wierzy艂, 偶eby bachor Pottera za艂atwi艂 Voldemorta na zawsze, ale jego pan nie by艂 jeszcze w stanie zwo艂a膰 偶adnego 艣miercio偶ercy. Nawet gdyby, to pierwsza oznaka jego obecno艣ci nie by艂aby a偶 tak delikatn膮 manifestacj膮.
Potem pomy艣la艂, 偶e kto艣 stara si臋 艣ledzi膰 szlaban i rzuci艂 pod biurkiem dyskretne Revealo. Nic si臋 nie ukaza艂o.
Przemy艣la艂 kilka innych mo偶liwo艣ci, zanim nie dotar艂a do niego ta, kt贸rej od lat nie bra艂 pod uwag臋 - by膰 mo偶e jego pami臋膰 zaskoczy艂a po zobaczeniu w umy艣le Pottera ch艂opaka Malfoy贸w. Si臋gn膮艂 do tarczy, kt贸rej nauczy艂 go Lucjusz w czasie nauki nas艂uchiwania delikatnych wibracji, kt贸re otaczaj膮 pot臋偶nych czarodziej贸w, i po raz pierwszy od lat pozwoli艂 jej opa艣膰.
Brz臋czenie momentalnie wzros艂o. Snape popatrzy艂 na Pottera, kt贸ry obecnie kl臋cza艂 i stara艂 si臋 dosi臋gn膮膰 do wyj膮tkowo uporczywej plamy pod 艂awk膮 Longbottoma. Powietrze wok贸艂 niego 艣piewa艂o moc膮 niczym namoczony palec kr臋c膮cy k贸艂ka na brzegu kieliszka na wino.
Czemu nie wyczu艂em tego, jak by艂 w klasie? zastanowi艂 si臋 Snape, po czym parskn膮艂 w duchu. Bo by艂 pomi臋dzy tuzinem innych szczeniak贸w, oto dlaczego. Ich moc przykry艂a jego.
Dziwne, 偶e bli藕niaka, kt贸ry nie pokona艂 Voldemorta, otacza taka aura. By膰 mo偶e drugi jest jeszcze silniejszy i faktycznie oka偶e si臋 "nasz膮 ostatni膮 nadziej膮".
Snape skrzywi艂 si臋. Kilkukrotnie rozmawia艂 z Dumbledore'm o Connorze Potterze jako g艂贸wnej osi przepowiedni i wci膮偶 czu艂 si臋 okropnie na my艣l, 偶e dziecko to jedyne, co stoi mi臋dzy 艣wiatem czarodziej贸w a powrotem Voldemorta. To bardzo romantyczne, oczywi艣cie, ale niespecjalnie praktyczne.
Kiedy zerkn膮艂 na zegar, zorientowa艂 si臋, 偶e dochodzi dziesi膮ta, a z ni膮 koniec szlabanu Pottera. Snape pokr臋ci艂 g艂ow膮 i podni贸s艂 tarcz臋 z powrotem.
- Potter! - warkn膮艂.
Harry drgn膮艂, ale nie uderzy艂 g艂ow膮 w 艂awk臋, na co Snape w duchu liczy艂. Wsta艂 i obr贸ci艂 si臋, trzymaj膮c wiadro i szczotk臋 lu藕no w d艂oniach.
- Tak, prosz臋 pana? - zapyta艂.
- Szlaban dobieg艂 ko艅ca, a klasa wci膮偶 jest w tragicznym stanie - powiedzia艂 zimno Snape. - Wr贸cisz tu wieczorem w poniedzia艂ek, r贸wnie偶 o 贸smej, i wtedy doko艅czysz.
Na chwil臋, tylko chwil臋, oczy szczeniaka drgn臋艂y. Bez w膮tpienia my艣la艂, 偶e po poniedzia艂kowych lekcjach zastanie tu jeszcze wi臋kszy ba艂agan i wi臋cej pracy. Ale powiedzia艂 jedynie "tak, prosz臋 pana" i ruszy艂, 偶eby od艂o偶y膰 narz臋dzia.
Snape pochyli艂 si臋.
- Jeszcze jedno, Potter.
Potter - nie, b臋dzie o tym ch艂opcu my艣la艂 jako o Harrym, poniewa偶 nie s膮dzi艂, 偶eby kiedykolwiek by艂 w stanie zala膰 go tak膮 ilo艣ci膮 jadu, jak膮 z przyjemno艣ci膮 m贸g艂 przeznaczy膰 na Ch艂opca, Kt贸ry Prze偶y艂 - spojrza艂 na niego.
- Tak, prosz臋 pana?
- Jak znowu odkryj臋, 偶e pope艂ni艂e艣 celowy b艂膮d na mojej lekcji - powiedzia艂 mi臋kko Snape - to dostaniesz szlaban na tydzie艅. Nie 偶ycz臋 sobie w swoim domu 艢lizgona, kt贸ry nie wykorzystuje swojego pe艂nego potencja艂u w dziedzinie, o kt贸rej ma przynajmniej podstawowe poj臋cie. Czy to jasne?
Ramiona Harry'ego spi臋艂y si臋 na moment, ale tylko pochyli艂 g艂ow臋 i powiedzia艂:
- Z ca艂ym szacunkiem, prosz臋 pana, ale jestem dopiero na pierwszym roku i nie wiem jeszcze zbyt wiele o eliksirach. Jestem pewien, 偶e pope艂ni臋 jeszcze wiele b艂臋d贸w.
Snape przymru偶y艂 lekko oczy, przygl膮daj膮c si臋 Harry'emu. Ten patrzy艂 wprost na niego. Snape sykn膮艂. Czy jemu si臋 wydaje, 偶e mo偶e mnie przechytrzy膰?
Wyraz twarzy Harry'ego wystarczy艂 mu za odpowied藕. Nie wie, czy mo偶e. Ale z pewno艣ci膮 b臋dzie pr贸bowa艂.
- W takim razie proponuj臋, 偶eby si臋 pan przy艂o偶y艂 do nauki, panie Potter - zby艂 go Snape. - Je艣li sp臋dzi pan zbyt wiele czasu na szorowaniu tej klasy, to mo偶e pan zacz膮膰 miewa膰 problemy z zauwa偶eniem r贸偶nicy mi臋dzy b艂臋dem pope艂nionym celowo a przypadkiem.
- Tak, prosz臋 pana - odpowiedzia艂 Harry, po czym wyszed艂.
Snape 艣ledzi艂 go wzrokiem, po czym opar艂 si臋 wygodniej i ponownie odtworzy艂 w pami臋ci t臋 lekcj臋. Harry pope艂ni艂 b艂膮d, kiedy...
Kiedy mia艂 zamiar zgani膰 Pottera za jego niekompetencj臋.
Snape warkn膮艂 i wsta艂. Jeden z Potter贸w powinien powa偶nie przemy艣le膰 swoje post臋powanie, je艣li wydaje mu si臋, 偶e mo偶e si臋 wtr膮ca膰 i zbiera膰 ci臋gi za drugiego. Nie b臋d臋 tolerowa艂 na moich lekcjach specjalnego traktowania tego szczeniaka, nawet je艣li to brat si臋 za nim wstawia.