Ancyum 5
Dodane przez Aquarius dnia Lipiec 06 2011 13:38:22
Dni szybko mijały i zanim Riki się spostrzegł, nadszedł w końcu ten oczekiwany przez wszystkich mieszkańców Tanagury dzień. Narodziny Jupitera. Przygotowania do wieczornej gali szły pełna parą. Od wczesnego ranka powietrze drżało od dźwięków klaksonów a ulice zapełniły się mieszkańcami tworząc kolorowe dywany między wysokimi budynkami. Centra handlowe były oblegane przez tabuny ludzi chcących wykorzystać ostatnie chwile na zakupy. Do przyjęcia pozostało zaledwie kilka godzin. Setki ludzi niczym bezkształtna kolorowa masa przelewały się ulicami miasta. Tanagra wyglądała jak olbrzymie mrowisko, w które ktoś wsadził patyk. Tętniła życiem. Tej gonitwie za czasem, za nie załatwioną sprawą przyglądały się opadające leniwie z szarego nieba płatki śniegu. Spadały na ziemię i zamieniały się w błoto znikając pod nogami zabieganego tłumu.
Riki został przed godziną brutalnie obudzony przelatującym koło ich wieżowca helikopterem. Mimo usilnych starań z jego strony nie udało mu się zasnąć ponownie. A sen miał całkiem przyjemny. Przez kilka dłuższych chwil leżał w zmiętoszonej jasnej pościeli wpatrując się w sufit. Wiedział, że już nie zaśnie, lecz nie miał siły by wstać z łóżka i zrobić sobie śniadanie. Ogarnęło go rozkoszne rozleniwienie i gdyby nie musiał, nie szedłby na żadne głupie przyjęcie. Najchętniej zostałby w domu razem z Iasonem. Mógłby nawet sam przygotować coś do jedzenia. Jednakże będąc pieszczochem głowy Syndykatu miał tylko dwa wyjścia: iść z własnej woli, bądź iść z przymusu. Zdecydowanie wolał pierwszą opcję. Spojrzał na zegarek. Dochodziła 12:00. Podniósł się leniwie i usiadł na łóżku, po czym syknął cicho. Po jego głowie rozlał się tępy, pulsujący w skroniach ból. "Cholera!" - przeklął w myślach. - "Ostatni raz położyłem się tak późno". "Potrzebujesz dużo snu i odpoczynku. Ponadto nie wolno ci się denerwować." - przypomniały mu się słowa Dahliego podczas jednej z jego wizyt kontrolnych. Wczoraj w nocy usiadł z Iasonem w salonie i zaczęli oglądać jakiś film, który zapowiadał się interesująco, ale był przerażająco długi i mniej więcej w jego połowie Riki był usnął. Powoli wstał i narzucił na ramiona miękki granatowy szlafrok, po czym
wyszedł do kuchni. Zaparzył sobie herbatę i właśnie zabierał się za tosty gdy do mieszkania wszedł Katze.
- Cześć! - rzucił.
Niespodziewany dźwięk sprawił, że Riki, nie świadom obecności kogoś innego w mieszkaniu, podskoczył wystraszony.
- Cholera, Katze! Chcesz bym zawału dostał? Wystraszyłeś mnie na śmierć! - krzyknął jednocześnie starając się uspokoić.
- Wybacz, następnym razem się lepiej postaram - parsknął rudowłosy, wchodząc do kuchni i siadając przy stole.
- Kawy? - padła propozycja.
- Skoro nalegasz - uśmiechnął się broker.
Chwilę potem Riki podał mu kawę i zajął miejsce obok niego. Po kuchni rozszedł się aromat świeżo zmielonych ziaren.
- Jak się czujesz? - spytał Katze.
- Dziś, czy w ogóle? Ogólnie raczej dobrze. Niedawno był u nas Dahli zrobić mi kolejne badania. Podobno już niedługo będziemy mogli dokładnie stwierdzić pleć dziecka.
- To doskonale.
- Też tak myślę. Poza tym znowu dostałem kazanie, co mi wolno a co nie. Czaisz to? Żadnej kawy. Zbyt aktywnego trybu życia, spokój, dużo wypoczynku... przecież jak będę cały boży dzień leżał w łóżku, to mi w końcu dupa do niego przyrośnie!
- Daj spokój. Przecież to dla twojego dobra. Dahli jest lekarzem i zna się na rzeczy lepiej od ciebie. - powiedział rudowłosy upijając łyk kawy. A jak twoje dzisiejsze samopoczucie? Tego wieczoru pierwszy raz będziesz obecny na takim przyjęciu. Z drugiej strony dziwię się Iasonowi, że chce cię zabrać ze sobą. Brak ci ogłady towarzyskiej.
- Uwierz mi, Katze. - westchnął Riki. - gdybym nie musiał to bym tam nie szedł. Poza tym wątpię, by ludzie byli na tyle ślepi i nie zauważyli mojego brzucha choćby nie wiem iloma warstwami materiału Iason mnie obłożył.
- Skoro nie chcesz tam iść to postaw się. - rzekł Katze uważnie obserwując twarz bruneta. Tak, podpuszczał go. Chciał sprawdzić jak dalece zaszły zmiany. Riki uśmiechnął się pod nosem.
- Wiesz, jeszcze nie tak dawno temu zrobiłbym niemal wszystko by tam nogi nie postawić. Znając Iasona i tak by mnie tam siłą zaciągnął ale teraz...Teraz nie mam na to siły, Katze. Nie widzę sensu. Zresztą... co się stanie jak raz pójdę dobrowolnie? - mówiąc to czarnooki odłamał kawałek tosta i wpakował sobie do ust.
Prawdę powiedziawszy Katze podświadomie spodziewał się takiej odpowiedzi. Podejście Rikiego do jego życia z Iasonem bardzo się zmieniło. Broker pewne zmiany zauważył już po porwaniu, pogłębiły się one wraz z ciążą. Po latach ich nieustannej walki ta mała istota wprowadzi spokój i na zawsze ich połączy. Był czas, gdy Katze miał skryty żal do Rikiego o jego stosunek do Blondie. Być pieszczochem najpotężniejszego człowieka w Tanagurze mając skończone dwadzieścia lat, mieć niemalże wszystko, czego się zapragnie a nawet więcej... mieć dach nad głową, pewne jutro, a mimo to usilnie starać się od tego uciec do jakiejś zapyziałej dziury w Ceres, do walki o dzień następny. On sam też miał szczęście, aczkolwiek nie takie, jakie dane było Rikiemu.
- Cóż... myślę, że dokonałeś słusznego wyboru. - Katze uśmiechnął się lekko. - Swoją drogą nie powinieneś się już zacząć przygotowywać? Przyjęcie zacznie się za kilka godzin.
- Słucham? Niby ja siedzę i się opieprzam? Wybacz stary, ale to nie ja poszedłem sobie na zakupy w tak odpowiedniej chwili - fuknął Riki.
- Dobrze wiesz, że potem przez trzy dni wszystko jest zamknięte - rudowłosy usprawiedliwił nieobecność Iasona. - Idź, weź prysznic. Znając ciebie zajmie ci to trochę czasu.
Riki mruknął jeszcze coś pod nosem i skierował się do łazienki. W tym czasie Katze przeniósł się z kawą do salonu i rozsiadł wygodnie na kanapie naprzeciw wielkiego okna. Przed nim rozpościerał się widok na otuloną białą szatą Tanagrę. Płatki śniegu padały i padały...tworzyły kontrast z tętniącymi życiem ulicami miasta. Broker pogrążył się we wspomnieniach, kiedy to przy palącym się ogniu w starym kaflowym kominku obserwował atakowaną przez śnieg zatokę. W starym mieszkaniu było tak ciepło, tak intymnie. Wówczas także siedział na kanapie, tyle że w Jego objęciach, a na niewielkim drewnianym stoliczku przed nimi stały kubki gorącej kawy... "Wszystko się zmieniło..."



* * *



Kilka dni wcześniej...
Wróciwszy ze spotkania w Nah-nir Katze udał się do mieszkania Iasona w celu przedyskutowania pewnych spraw. Handel miał to do siebie, że raz szedł lepiej, raz gorzej, a rudowłosy wolał gdy rzeczy przebiegały bez większych komplikacji. Wchodząc do apartamentu blondyna zauważył w korytarzu długi fioletowy płaszcz, który - czego był absolutnie pewien - nie należał do żadnego z domowników. Był ciekaw kim był gość odwiedzający Iasona o tej nietypowej porze. Nie żeby było e tym coś złego, ale do tej pory przyjmowanie gości w środku nocy nie należało do zwyczajów blondyna. Z wyjątkiem jego i Raoula naturalnie.
- Witaj Iason. - przywitał się broker.
Iason, ku jego zdziwieniu, siedział w salonie sam. Z drugiej strony było to Katze na rękę, gdyż nie lubił rozmawiać o interesach przy osobach trzecich nie mających nic wspólnego z czarnym handlem. Iason w odpowiedzi skinął głową i wskazał fotel obok zachęcając rudowłosego do rozgoszczenia się. Siadając Katze usłyszał głosy dobiegające z sypialni Rikiego. Jeden z całą pewnością należał do bruneta. Drugi...broker był pewien, że go zna, tylko skąd... głos był niski i ciepły...taki znajomy..." Nie, wydaje mi się..."
- Macie, zdaje się, gościa. - powiedział do Iasona odwracając wzrok w stronę wiszącego płaszcza. Blondyn uśmiechnął się lekko.
- Tak, to lekarz, który opiekuje się Rikim.
- Lekarz? Czy coś się stało? - zapytał Katze marszcząc brwi.
- Nic szczególnego. Dziecko się poruszyło i Riki spanikował. Myślał, że coś złego się dzieje i nie dał sobie wytłumaczyć, iż to naturalne zjawisko. - uśmiech Iasona się poszerzył. -Więc wezwałem lekarza. Może on go nieco uspokoi. Przy okazji zrobi mu kilka badań.
Katze też się uśmiechnął. Istotnie nic poważnego. Chociaż zdziwiła go reakcja Rikiego. Powinien coś wiedzieć o ciąży wszak mieszkańcy slumsów rozmnażali się w sposób naturalny. Chciał właśnie zacząć rozmowę na temat transakcji w Nah-nir kiedy dźwięk otwieranych drzwi oraz głosy Rikiego i lekarza odwróciły jego uwagę. Obejrzał się za siebie. Obok Rikiego stał wysoki, szczupły mężczyzna odwrócony do brokera tyłem. Jego długie kruczoczarne włosy były związane w luźny węzeł na karku. Serce Katze zabiło szybciej." Nie...niemożliwe..." Pamiętał, że mijał tego mężczyznę swego czasu na parterze budynku. Jednak to nie to wspomnienie spowodowało, że oddech Katze na chwilę się zatrzymał. Głos. Ten głos i niski śmiech, jakże ciepły...głos, który witał go z rana i żegnał czułym szeptem w nocy. "Niech się odwróci. Muszę mieć pewność." Iason wstał i podszedł do nich.
- Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.
- Naturalnie. Nie ma się czym martwić - odparł brunet. - Rozpoczął się kolejny etap ciąży i należy teraz szczególnie zadbać o Rikiego i dziecko. Domyślam się co prawda płci dziecka, ale nie jestem na 100% pewien. Za tydzień, góra dwa wszystko się wyjaśni.
- Podobno płeć można rozpoznać zanim dziecko zacznie się ruszać. - powiedział Iason.
- To prawda, ale w tym przypadku muszę mieć dokładniejszy sprzęt. Ten podręczny się nie nadaje. Poza tym płód jest trochę dziwnie ułożony, ale bez obaw, to nie wpływa na jego zdrowie. Po prostu trudno mi teraz konkretnie orzec czy to chłopiec czy dziewczynka.
- Rozumiem. - uśmiechnął się Blondie. - A tak przy okazji... - spojrzał w stronę brokera. - Katze, to jest właśnie lekarz Rikiego.
Gość odwrócił się w stronę fotela, gdzie siedział rudowłosy, zaskoczony, że oprócz nich znajdowała się w pokoju jeszcze jedna osoba. Katze podniósł się z miejsca i jego wzrok napotkał niesamowitą zieleń pięknych oczu bruneta. Niemal fluorescencyjne źrenice wpatrywały się w niego z niemałym zdziwieniem. Teraz był pewien.
- Dahli... - szepnął.
Iason dał znak Rikiemu by ich zostawić samych i poprowadził bruneta do gabinetu. Mężczyźni stali przez długą chwilę w milczeniu wpatrując się w siebie. Pierwszy odezwał się Katze.
- Szmat czasu, Dahli.
Na dźwięk swego imienia lekarz ocknął się.
- Tak, istotnie. - przytaknął, wciąż wpatrując się w drugiego mężczyznę.
- Prawdę mówiąc, nie myślałem, że nasze drogi jeszcze się zejdą - powiedział rudowłosy, a jego usta ułożyły się w coś na kształt uśmiechu.
- Ja także w to wątpiłem. Co u ciebie, Katze?
- W porządku - padła krótka odpowiedź.
Dahli uniósł ładnie ukształtowaną brew.
- Nie widzieliśmy się od co najmniej ośmiu lat i tylko tyle masz mi do powiedzenia? W porządku? Usiądź i opowiedz jak ci się wiedzie u boku najpotężniejszego człowieka w Tanagurze. - W głosie Dahliego Katze wyczuł żal, pretensję a nawet wrogość...jednakże usiadł z powrotem w fotelu a drugi mężczyzna zajął miejsce naprzeciw niego.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał broker.
- To zależy co zechcesz mi powiedzieć. Może zaczniesz od tego, jak twoja kariera zawodowa. - Ton głosu bruneta był zimny, Katze mógł niemalże poczuć w ustach smak sączonego jadu.
- Cóż, zacznę od tego, iż nie jestem już meblem. Zajmuję się handlem aczkolwiek nadal pracuję dla Iasona.
Dahli przyglądał mu się chwilę w milczeniu po czym prychnął.
- Mówisz, że nie jesteś już meblem... To, że nie usługujesz w domu Iasona nie znaczy, że przestałeś nim być. Nadal mu służysz tyle, że w innej dziedzinie...On cię nadal wykorzystuje kiedy mu się podoba. Jesteś handlowcem...jakiego rodzaju, jeśli można wiedzieć? No chyba, że to kolejna twoja tajemnica.
- Niezbyt można - odpowiedział Katze, a jego miodowe oczy niebezpiecznie się zwęziły. Atmosfera wokół nich stawała się coraz gęstsza. - Poza tym, jak już wspomniałem, nie jestem meblem. Iason zwrócił mi wolność. Pracuję dla niego dobrowolnie. Może teraz ty mi powiesz jak wygląda świat z punktu widzenia pomywacza w laboratorium Raoula?
- Jestem jego asystentem, nie pomywaczem, a świat, przyznam, z tego miejsca wygląda bardzo dobrze. Ale co ty możesz wiedzieć? Ja nie musiałem dla pracy poświęcić ciała, jak co niektórzy. - to mówiąc brunet znacząco spojrzał na krocze rudowłosego. - Ta praca jest dla mnie jak winda złapana w połowie drogi na szczyt. Dowiozła mnie na przedostatnie piętro. Sam ją złapałem.
- Miło. - Katze miał dość. Ta prowizoryczna rozmowa trwała zaledwie od kilkunastu sekund a już chciał ją zakończyć. Za bardzo przypominała ich ostatnią. Brakowało jednakże jeszcze płaczu, krzyku i wyzwisk wszelakiej maści. - Muszę cię jednak teraz przeprosić, bo moja wymagająca- poświęcenia- ciała praca czeka. Miałem, co prawda, porozmawiać z Iasonem, ale to może zaczekać do jutra. - Rudowłosy wstał i ruszył do drzwi wyjściowych.
- Prawda w oczy kole, tak, Katze? - syknął Dahli.
- Nie, Dahli. Ja znam prawdę i nie jest ona aż tak bolesna jak sądzisz. Z kolei ja, na twoim miejscu nie miałbym tyle pewności siebie. Tej windy na pewno sam nie złapałeś - to powiedziawszy Katze wyszedł zostawiając bruneta samego w salonie.


* * *



"Spieprzyłem" - rzekł do siebie Katze, po czym upił spory łyk chłodnej już kawy. W jego głowie nadal pobrzmiewały słowa Dahliego. Bolały. Bardzo bolały, chociaż broker nie spodziewał się cieplejszego powitania. Wiedział, że sam ten ból spowodował. Błędy popełnione w przeszłości teraz odzywały się echem nie pozwalając o sobie zapomnieć. Czy gdyby mógł cofnąć czas i zmienić pewne rzeczy to zrobiłby to? Nie wiedział. Może nawet nie chciał wiedzieć.
Z refleksji wyrwał go głos Rikiego.
- I jak?
Rudowłosy odwrócił głowę w jego stronę. Brunet stał na środku salonu ubrany w eleganckie czarne kimono. Tylko gdzieniegdzie znajdowały się jaśniejsze akcenty. Tak czy inaczej strój wraz z typem urody Rikiego tworzył miłą dla oka kompozycję. Jednakże, co Katze bez większego trudu zauważył, brunet miał rację, co do widoczności swoich kształtów. Istotnie były one widoczne, choć nie rzucały się bezpośrednio w oczy. Mimo to Riki potrzebował kolejnej warstwy materiału albo luźniejszego kimona. Można by również obwiązać brzuch szerokim zdobionym pasem, co odwróciłoby nieco uwagę od krągłości. Tak czy owak Iason jak wróci, z pewnością zadba o to by wszystko wyglądało tak jak trzeba.
- Może być. - stwierdził rudowłosy ponownie przychylając kubek do ust.
- Tylko tyle? Może być? - zapytał brunet niezbyt zadowolony odpowiedzi.
- A co? Spodziewałeś się, że zagwiżdżę z zachwytu ma twój widok? Niedoczekanie twoje - parsknął Katze.
- Gwizdać se możesz na chłopców od transportu. Ja ciebie pytam jak w tym wyglądam i oczekuję wypowiedzi dłuższej niż "może być". - powiedział Riki z lekką irytacją.
- Noż cholera, Riki. Czy ja na krytyka od stylizacji wyglądam?! Wyglądasz dobrze, ale furory wielkiej to ty tam nie zrobisz. Przynajmniej nie strojem. A przy okazji zrób coś z włosami. Upnij je, zetnij albo co, bo masz fryzurę jak ostatnia sierota.
Ostatnią uwagę Riki skomentował pokazując Katze środkowy palec, po czym poszedł do kuchni przyrządzić sobie i tak już późne śniadanie.
Trzy godziny później Iason powrócił do apartamentu z niewielkim eleganckim pudłem. Przywitał się z Katze i jak to miewał w zwyczaju, wypytał o bieżące interesy. Po oględnym rozeznaniu się w aktualnych sprawach wszedł do sypialni, by przygotować się do wyjścia. Kwadrans potem wyszedł, odziany w granatowe kimono z kremowym obszyciem. Jasne włosy zaczesał do tyłu pozostawiając tylko kilka krótszych kosmyków opadających na czoło. Nawet bez służbowego ubioru biła od niego dostojność. Ogólna prezencja blondyna zrobiła wrażenie na Rikim i Katze, którzy gapili się na niego w milczeniu.
- Dobrze? - zapytał Iason, choć nawet gdyby było źle, mało by to go obeszło. Nie po to wydał ponad 250.000 kredytów na kimono, by je z powodu kilku krytycznych uwag, odwiesić do szafy.
- Doskonale - odpowiedział Katze. Nie było to kłamstwo, naprawdę uważał, że w tym stroju blondyn wyglądał bardzo dobrze. Długie, ciemne kimono idealnie podkreślało posturę Iasona.
- Hej! - krzyknął Riki słysząc opinię Katze. - Mnie ledwo co oceniasz na "może być", a jego na doskonale?! A niby czym jego ciuchy różnią od moich?
- Właściwie to niczym szczególnym, ale on dobrze wygląda we wszystkim. Natomiast ty... jakby ci tu delikatnie powiedzieć...niekoniecznie - odpowiedział zirytowanemu Rikiemu rudowłosy, siadając wygodnie w fotelu.
- Riki - rzekł Iason spokojnym tonem. - Wyglądasz naprawdę dobrze. Nie masz według mnie powodów do złości. Mógłbyś się jeszcze obwinąć pasem. - mówiąc to znacząco spojrzał na kształty bruneta. - Weź jeden z moich, jak chcesz. A poza tym... - tu blondyn przerwał przez chwilę mierząc swojego pieszczocha krytycznym wzrokiem. Coś mu nie pasowało - ...zrób coś z włosami. Psują całokształt.


* * *



Sala była ogromna. Jasne ściany, lśniąca, wypolerowana jasna posadzka i wiele luster sprawiały, że wydawała się ona co najmniej dwukrotnie większa i co najmniej dwa razy bardziej zatłoczona niż w rzeczywistości. Nad środkiem sali wisiał ogromny złoty żyrandol, rozświetlający pomieszczenie niczym za dnia. Długie, uginające się od postawionego na nich jedzenia, stoły stały po lewej stronie od wejścia. Mniejsze stoliki, przy których znajdowały się eleganckie krzesła i sofy, były przeznaczone dla elity i gości zagranicznych. Niedaleko wyjścia na taras były schody prowadzące na półpiętro do baru. Na samym końcu sali, za stołami mieściło się wejście na przestronny korytarz prowadzący do windy. Wyższe piętra budynku stanowiły część mieszkalną dla gości. Z eleganckich apartamentów rozpościerał się wspaniały widok na morze lub Tanagurę. W tym roku gości było wyjątkowo dużo, gdyż każdy zaproszony polityk, tudzież biznesman, przybywał ze swoja świtą w postaci rozmaitych doradców, sekretarzy czy nawet żon i kochanek, choć fakt faktem obecność kobiet na przyjęciach elity w Tanagurze była rzadkością.

Srebrno-granatowy wehikuł bezszelestnie sunął nad powierzchnią jezdni. Kierowca starał się jechać w miarę szybko, choć uniemożliwiały mu to liczne korki na które trafiał na niemal każdym skrzyżowaniu. Wszyscy chcieli zdążyć do domu bądź na przyjęcie przed wybiciem północy. W pojeździe znajdowały się trzy osoby. Jedna z nich siedziała tuż przy oknie obserwując raczej obojętnym wzrokiem zimowy krajobraz centrum miasta. Co jakiś czas dmuchała na chłodną szybę i kreśliła na niej palcem różne wzory ku niezadowoleniu prowadzącego. Ciszę panującą wewnątrz zakłócał tylko odgłos ślizgania się wilgotnych palców po szkle.
- Riki, doprawdy, to nie jest powód do obrażania się - odezwała się w końcu trzecia osoba, także siedząca z tyłu i przyglądająca się w milczeniu działaniom przyklejonemu do szyby bruneta. Tą osobą był Iason Mink. - Nie powinieneś być zły. Jest dobrze.
Odpowiedziała mu cisza, a potem znowu ślizg palca.
- Riki! Na Boga, przestań się bzdyczyć - rzekł surowo Iason.
- Nie odzywaj się do mnie! - warknął brunet, przerywając na chwilę tworzenie.
- Daj spokój. Mówię ci, że źle nie jest. Nawet Katze ci to powie.
- Pieprz się! - krzyknął Riki odwracając się gwałtownie w stronę blondyna. - To, czy jest źle czy nie, wiem najlepiej! A według mnie jest bardzo źle. Katze pracuje dla ciebie i niech się lepiej patrzy na drogę nie na mnie! - zdenerwowany odwrócił się ponownie do okna, przyłożył policzek do zimnej szyby.- Też coś...I jak ja teraz, kurwa, wyglądam?! Normalnie was popierdoliło! Obu!
- Pasują ci - powiedział spokojnie Blondie nie zwracając uwagi na słownictwo kochanka.
Na te słowa Riki posłał Iasonowi mordercze spojrzenie. - Przyjąłem do wiadomości, że psują całokształt. Mogliście je podciąć czy spiąć do tyłu...ale by mi te, kurwa, jebane loczki porobić to żeście przegięli. Wyglądam jak jakaś baba! Tylko mi cycków brakuje!
Katze słuchając wywodu wzburzonego Rikiego, a co za tym idzie, także epitetów wszelkiego rodzaju, co chwila spoglądał w lusterko i za każdym razem napotykał w nim spojrzenie Iasona ozdobione lekkim uśmiechem na ustach.
- Spójrz na to z drugiej strony, Riki. - odezwał się w końcu. - skoro masz brzuch jak ciężarna kobieta, długie kimono i te "jebane" loczki, to najprawdopodobniej zostaniesz uznany na przyjęciu za kobietę.
- Co ty pieprzysz? - warknął brunet.
- No posłuchaj. Dawno nie wychodziłeś z domu i pewnie część towarzystwa albo cię słabo pamięta, albo nie kojarzy wcale. Biorąc pod uwagę twój dość.. hmm.. kobiecy wygląd, mało kto pokusi się o stwierdzenie, że jesteś mężczyzną, a na dodatek pieszczochem. Co za problem skłamać, że jesteś żoną jakiegoś ambasadora z niewiadomo skąd i znajdujesz się na czas pobytu w Tanagurze pod opieką Iasona? Co ty na to?
- Drobny problem, geniuszu. Kimono. Mam czarne kimono, takie, jakie noszą pieszczochy. Co z tym zrobisz? - sarknął brunet.
- Wielu gości także nosi czarne kimona. Poza tym ty masz kolorowy pas, a pieszczochy nie noszą żadnych takich dodatków, więc nikt nic ci nie może zarzucić - powiedział Iason.
Nastała chwila ciszy, podczas której Riki wpatrywał się w oczy Katze a następnie przeniósł wzrok na blondyna.
- To najbardziej popierdolony pomysł, o jakim w życiu słyszałem.
Nagle Riki poczuł silne ramię obejmujące go i delikatne palce na swoim podbródku. Jasnoniebieskie oczy Iasona wpatrywały się w niego łagodnie, choć tlił się w ich głębi złośliwy ognik.
- Riki - usłyszał niski zmysłowy szept kochanka. - Nie martw się. Wyglądasz ślicznie, moja droga. - Blondie potarł delikatnie czubkiem nosa policzek bruneta, spoglądając następnie w lusterko i wymieniając roześmiane spojrzenia z rudowłosym.
- Pierdol się! - skomentował Riki. Były to ostatnie jego słowa wypowiedziane w samochodzie przed dojazdem na miejsce.

Przyjęcie rozpoczęło się uroczystą przemową głowy Syndykatu, podczas której zostały podkreślone wszelkie trudy i korzyści minionego roku, wymienione nadzieje na następny oraz przedstawione osoby zaproszone spoza Amoi. Jak co roku wystąpienie zostało przyjęte owacjami na stojąco i wspólnym toastem za pomyślność nowego czasu i Jupitera. Kolejnym punktem programu była wystawna kolacja, przy akompaniamencie najznakomitszej orkiestry Tanagury. Naturalnie większość obecnych na przyjęciu należała do elity. Przyszli ze swoimi pieszczochami, które teraz siedziały potulnie u ich stóp bądź w przeznaczonej dla nich części sali. Muzyka była bardzo spokojna, subtelna. Wkrótce dołączyły do niej odgłosy uderzania sztućców o jasną porcelanową zastawę i brzęk kryształowych kieliszków w czasie osobistych toastów.
Riki od początku obserwował towarzystwo. Nudził się niemożliwie podczas nieco, jego zdaniem, przydługiego przemówienia Iasona. Owszem, blondyn posiadał talent oratorski, aczkolwiek mieszaniec wolał bardziej konkretne powitania. Poza tym czuł się obserwowany, śledzony przez wścibskie spojrzenia elity oraz innych gości. Doprawdy, to musiało wyglądać podejrzanie. Iason Mink zamieszany w skandal ze swoim zwierzątkiem nagle pokazuje się publicznie "kobietą" w ciąży. To nic, że ta "kobieta" ma ciemne włosy i ciemną skórę tak, jak pieszczoch blondyna. Ona nie może być Rikim, bo mężczyźni, jak to powszechnie wiadomo nie zachodzą w ciążę. No chyba, że jest się zwierzątkiem Iasona Minka. "Pieprzę to! Sam tego chciał." - pomyślał mieszaniec, po czym nałożył sobie sporą porcję pieczonego kurczaka z jabłkiem, sałatkę warzywną i kawałek cielęciny w sosie koperkowym. Nie zamierzał przejmować się faktem, że z towarzystwa przy stole miał najwięcej na talerzu. A towarzystwo miał wyborne. Po jego prawej stronie siedział Iason, po lewej główny ekonomista Tanagury - blondyn o delikatnych falowanych włosach. Dalej doktor Hagochi- znakomity profesor fizyki na Uniwersytecie w Tanagurze. Wysoki, o nieco pociągłej twarzy, szarych oczach i brązowych włosach. Obok niego siedziało jeszcze dwóch blondynów zajmujących się technologią. Za blondynami, i zarazem po prawej stronie Iasona, siedział nikt inny jak Raoul Am. Biotechnolog co chwila spoglądał na Rikiego przy czym nie zawsze były to obojętne spojrzenia. Widać było, że blondyn jest zaskoczony obecnością Rikiego na przyjęciu, chociaż nie powiedział publicznie na ten temat ani słowa. Riki także co pewien czas rzucał mu ukradkowe spojrzenia. Mało go obchodziło, co Raoul myśli na jego temat, ale nie podobała mu się ta bliskość między nim a Iasonem. Nie chodziło tu o bliskość przyjaciół, ale o fizyczną bliskość. Mieszaniec wiedział, że Raoul bardzo się interesuje Iasonem, a fakt, iż brunet był w ciąży z Minkiem bynajmniej wywoływał u niego radości. Obaj nigdy za sobą nie przepadali, ale teraz ich w miarę obojętne stosunki jeszcze się ochłodziły. Widząc spojrzenia rzucane Iasonowi krew się w Rikim burzyła. Nie chciał by Raoul słał jego Blondiemu te spojrzenia, by go dotykał niby - przypadkiem, by go w ogóle dotykał... Rozbudziło się w nim coś, czego wcześniej nie czuł, choć może drzemało to w nim przez cały czas czekając tylko na odpowiedni moment. To coś pięło się coraz wyżej, ściskało żołądek i powodowało lekkie jeszcze, ukłucia w sercu... jednak to wszystko zniknęło pod wpływem ciepłego uśmiechu, jaki Iason posłał Rikiemu. Mieszaniec nie mógł się powstrzymać i odwzajemnił uśmiech. Zauważył, że nie uszło to uwadze Raoula, a wymierzone mu spojrzenie blondyna nie pozostawiało wątpliwości, że ocieplenie się relacji między nimi nie wchodzi w rachubę.
Po kolacji Iason wyszedł z Rikim na rozległy taras, skąd mogli obserwować morze obsypane przy brzegu światłami miasta odbijającymi się od tafli wody. Co chwila jednak podchodzili do nich goście, chcący zamienić choć kilka słów z szefem Tanagury. Wśród nich byli także zagraniczni goście.
- Kto to był? - zapytał Riki, gdy odszedł od nich średniego wzrostu szczupły mężczyzna o gładko zaczesanych do tyłu czarnych włosach.
- Właściciel spółki handlowej z Haru, z którą współpracujemy od kilku dobrych lat - odpowiedział Iason rozglądając się wokół. Riki zauważył, że odkąd odeszli od stolika, blondyn zachowywał się dość dziwnie. Co chwila wpatrywał się w tłum jakby kogoś szukając... tylko kogo?
- A ten stary przy wejściu do barku? - zagadnął mieszaniec, chcąc zwrócić uwagę Iasona na siebie.
- To ambasador Koh-neil. Ma już swoje lata, bardzo słaby wzrok i słabość do procentowych trunków - wyjaśnił Blondie.
Chwilę potem tenże ambasador wyszedł wraz ze swym asystentem i skierował się w ich stronę.
- Panie Mink, tyle czasu! - powiedział starzec przyjacielskim tonem mocno ściskając dłoń Iasona. Mówił nieco niewyraźnie i bez amojańskiego akcentu. - Nic się pan nie zmienił, doprawdy! Wino wyborne, wyborne wino macie! - Przeniósł wzrok na Rikiego opartego o barierkę obok Iasona. - I małżonkę piękną macie, oj piękną.! Przy nadziei jak widzę...kochana, najlepszego! - to mówiąc ujął dłoń zaskoczonego bruneta i pocałował z szacunkiem, po czym złożył najszczersze życzenia blondynowi, wyrażając nadzieję, że dziecko będzie godnym następcą swego ojca.
Riki nie wiedział czy płakać czy się śmiać z takiej sytuacji. Owszem, była ona zabawna, ale też w pewien sposób dołująca.
Chwilę później ambasador zostawił ich i przyłączył się do grupy mężczyzn pochłoniętych na drugim końcu tarasu zaciętą dyskusją na temat dzisiejszej gospodarki handlowej. Mieszaniec musiał przyznać, że dyplomata był nawet sympatyczny. Spojrzał na Iasona, który nadal sprawiał wrażenie nieobecnego. Blondyn obserwował uważnie osoby spacerujące po tarasie i stojące blisko wejścia do auli. Kompletnie ignorował to, co Riki w tej chwili do niego mówił. Nagle jego wzrok zatrzymał się na niedużej grupie blondynów stojących blisko drzwi. Dwóch z nich weszło do środka, po czym skierowało się w stronę wejścia do części budynku przeznaczonej dla gości. Gdyby był sam, Iason natychmiast poszedłby za nimi, ale w obecnej sytuacji wolał nie zostawiać Rikiego. Jego pieszczoch budził duże zainteresowanie zarówno wśród blondynów jak i gości. Rozwiązanie problemu objawiło się w postaci Raoula, który podszedł do nich, trzymając w ręku długi kieliszek do szampana z fantazyjnie ukształtowaną nóżką. Rikiemu niezbyt się ta fantazyjność podobała. Kieliszek był jego zdaniem kiczowaty, tak jak kilka innych rzeczy uważanych powszechnie za dzieło nowoczesnej sztuki. Zanim Raoul zaczął rozmowę, Iason poprosił go, by przez chwilę potowarzyszył brunetowi, gdyż ma coś do załatwienia, po czym opuścił ich w pośpiechu. Am i Riki spojrzeli po sobie nie kryjąc wzajemnej antypatii. Naukowcowi nie uśmiechało się odgrywanie opiekunki dla ciężarnego mieszańca wykreowanego dla niepoznaki na kobietę. Twarz Rikiego była ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę patrzeć. Mieszaniec także nie był zachwycony pomysłem Iasona. Jak on mógł zostawić go z Raoulem doskonale wiedząc o stosunkach między nimi? Tym bardziej, że po dzisiejszej kolacji Riki miał ogromną ochotę nieco "poprawić" urodę Blondiego. Przez chwilę stali obok siebie w milczeniu mierząc się spojrzeniami. Niezręczną ciszę przerwał w końcu Raoul.
- Fajne loczki - stwierdził, a następnie upił łyk szampana.

Iason wszedł na przestronny hall z windami oraz nieczynną teraz recepcją. Na końcu hallu znajdowało się ogromne akwarium, w którym pływały setki ryb różnego gatunku. Kolorowe ławice tworzyły podwodną tęcze niczym promień światła, który natknął się na pryzmat. Wokół panowała cisza. Blondyn podszedł do dużego okna skąd rozpościerał się widok na morze i budynki osłonięte śnieżną pierzyną. Nie, nie przywidziało mu się. On tu wszedł. Mimo iż wiedział o jego powrocie, Iason nie czuł się do końca przygotowany na spotkanie z nim. Siedemnaście lat to jednak za mało. Dla niego. Nagle usłyszał za plecami stukot obcasów o posadzkę i znajomy niski głos.
- Tyle czasu minęło, panie Mink - głos rozszedł się po hallu, po czym zniknął gdzieś w jego najciemniejszych zakątkach.
Iason powoli się odwrócił by ponownie napotkać niezwykły fiolet oczu w otoczce czarnych, długich rzęs.
- Witaj, Iason - fioletowooki uśmiechnął się delikatnie.
- Almondzie... - Mink lekko skinął głową. - widać, czas nie odcisnął na tobie piętna. "Prawie nic się nie zmienił."- pomyślał. - Faktycznie, tyle czasu...
Mężczyzna był wysoki, tak wysoki jak Iason. Jego długie jasnoblond włosy były związane z tyłu w luźny węzeł, a kilka niesfornych kosmyków przesłaniało lewy policzek. Twarz była trochę pociągła, skóra jasna niczym alabaster. Blondyn był piękny, lecz to nie piękno twarzy przyciągało uwagę a oczy. Duże, w kształcie migdałów, chłodne. Iason wiedział, że ten chłód jest tylko pozorny, za tą zimną powłoką dawniej wielokrotnie krył się żar. "Nie myśl o tym." - zganił się w myślach. Miał ochotę wyjść. Po co w ogóle za nim poszedł? "Cholerny masochista!" - zaklął. Pogrążony w myślach nie zauważył, że Almond podszedł bardzo blisko niego. Otrzeźwił go dotyk ciepłej, delikatnej skóry na jego policzku. Fioletowe tęczówki uparcie wpatrywały się w niego.
- Nie przywitasz mnie po tych siedemnastu latach? - wyszeptał Almond delikatnie gładząc jego twarz - Chociaż małym pocałunkiem? To mówiąc fioletowooki przybliżył znacznie swoją twarz do Iasona. Mink czuł na wargach jego ciepły oddech. Jedna jego część kazała mu zamknąć oczy i znów poczuć smak jego ust, jednak druga przywołała obrazy z przeszłości oraz obraz pewnego drobnego bruneta w czarnym kimonie czekającego na niego na tarasie. Nie, nie powinien ulegać...i nie ulegnie. Już nie.
Iason uśmiechnął się, po czym objął swoją dłonią rękę Almonda i delikatnie acz stanowczo ją odsunął.
- Wybacz, Almond. Nie tym razem.
Fioletowooki uśmiechnął się, jednak ten uśmiech niewiele miał wspólnego z życzliwością i zrozumieniem. Był pełen sarkazmu, pogardy.
- Skąd u ciebie tyle samokontroli, Ias? To zasługa Raoula czy twojej ciemnoskórej towarzyszki? A może obojga?
Iason nie odpowiedział. Wpatrywał się w Almonda chłodnym wzrokiem. "Wilk zawsze pozostanie wilkiem bez względu na to, ile owczych futer przybierze."
- Tylko i wyłącznie twoja - powiedział powoli.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Korytarz przypominał czarę wypełnioną po brzegi ciszą. Pierwszy odezwał się Almond.
- Ias...Ias... - pokiwał głową z politowaniem. - Siedemnaście lat to dość sporo czasu. Podobno mądry człowiek wybacza stare urazy. - to mówiąc zbliżył się do okna.
- Owszem... Mon, wybacza, ale nie zapomina - rzekł Iason nie odwracając się do drugiego mężczyzny. Czuł jego wzrok na plecach.- Teraz wybacz, obowiązki wzywają, poza tym musisz się czuć zmęczony po dzisiejszej porannej podróży. Wobec tego opuszczam cię.
Blondyn skierował się do wyjścia.
- Do widzenia Almondzie. Być może niedługo znów się spotkamy... miłego pobytu w Tanagurze - rzucił ma odchodnego.
- Mam taki zamiar - odpowiedział fioletowooki bardziej do siebie niż do Iasona. Został sam.
Iason miał mętlik w głowie, co zdarzało mu się niezwykle rzadko. Wiedział, po prostu wiedział, że tak będzie prędzej czy później. Demon przeszłości powrócił tak jak wspomnienia, które starał się wyrzucić z pamięci albo chociaż zakopać w jej najciemniejszych zakamarkach. Musiał się uspokoić.

Na tarasie, ku swojemu zdziwieniu, zastał tylko Raoula.
- Gdzie jest Riki? - zapytał rozglądając się wokół.
- Ah, faktycznie! Zniknął! - Raoul dramatycznie zakrył usta wierzchem wypielęgnowanej dłoni, za co został spiorunowany ostrym spojrzeniem. - No dobra. Jest w łazience.
- Znowu? - westchnął Iason.
Raoul uśmiechnął się.
- To normalne w jego stanie - spojrzał w oczy przyjacielowi. - Widziałeś się z nim?
- Tak - odpowiedział niebieskooki po chwili milczenia. Wzrok miał utkwiony w przestrzeń za ramieniem Raoula. - Podałbyś mi wino, Raoul?

Miasto wyglądało jak zbudowane ze śniegu i posypane świecącymi kolorowymi drobinkami. Siedemnaście lat temu wyglądało niemalże tak samo. "Iason". Zmienił się. Dumny szef syndykatu... Almond bezwiednie zacisnął pięści. Starał się zapomnieć, nie myśleć o przeszłości, lecz zamiast tego pielęgnował w sobie natrętne myśli. Musiał wrócić.
Jeszcze chwilę stał przed oknem i obserwował chaotyczny taniec płatków śniegu i wspaniałe fajerwerki tworzące na czarnym niebie różnokolorowe błyszczące kopuły. Tanagura jaśniała z każdym wybuchem. "Kolejny rok" - pomyślał, a następnie zaśmiał się sam z siebie. "Oh, Almondzie...jaki ty się zrobiłeś przez ten czas sentymentalny." Odwrócił się na pięcie i skierował w stronę niedużego balkonu po drugiej stronie hallu. Naszła go wielka i nieprzemożona ochota na papierosa. Przechodząc koło łazienek, Almond nagle poczuł lekkie uderzenie z prawej strony i usłyszał ciche "przepraszam". Głos był niski i miękki, przyjemny dla ucha. Spojrzał w dół i jego spojrzenie napotkało parę dużych, czarnych jak obsydian oczu. "Piękne" - pomyślał. Ciemne ślepia okolone czarną grzywką patrzyły na niego przestraszone. Almond musiał przyznać, że dawno nie widział tak niezwykłej i pięknej istoty. Była dużo niższa od niego i w dodatku brzemienna. Już gdzieś ja widział... Iason. "To towarzyszka Iasona". Fioletowooki uśmiechnął się.
- Ależ nie, to ja przepraszam za nieuwagę. Mam nadzieję, że nic się pani nie stało - spojrzał znacząco na brzuch dziewczyny. "Niespotykana uroda... masz fart, Iason"- gorzko się uśmiechnął do siebie w myślach.
- N...nie.. dziękuję - powiedziała istota, po czym szybko się odwróciła i wyszła z hallu głównymi drzwiami. Almond stał chwilę i patrzył za nią. Jego pobyt tutaj z pewnością zapowiadał się nader interesująco...

It was not a chance meeting
Feel my heart beating

You're the one


Wracając na taras Riki myślał o blondynie, na którego wpadł przed łazienką. Niby taki sam jak reszta elity, a jednak miał w sobie coś niespotykanego...oczy. Tak, to musiały być te fioletowe oczy i coś jeszcze... jednak co by to nie było, blondyn nawet tak uprzejmy, nadal pozostawał blondynem. Na tarasie, obok Racula Riki zauważył Iasona trzymającego kieliszek pełen ciemnoczerwonego trunku. W swoim kimonie Mink prezentował się doskonale, czego z całą pewnością nie można było powiedzieć o Raoulu. Nie chodziło o krój, czy figurę blondyna. Riki słyszał, że jest on indywidualistą i w kwestiach dobierania ubioru ufa tylko sobie, ale kimono w kolorze fuksji wydało się mieszańcowi lekką przesadą. Zapewne do końca życia kolor różowy będzie mu się kojarzył z biotechnologiem.
- Jesteś już - uśmiechnął się Iason na widok Rikiego. Jedyne czego potrzebował w tej chwili to obecność mieszańca... i może małe co nieco wina. - Nie oddalaj się sam następnym razem.
Zabrzmiało to jak pouczanie małego dziecka, by w tłumie nie puszczało ręki rodziców bo na pewno się zgubi.
- Daj spokój, Iason. Jestem dorosły. Nie potrzebuję eskorty. - powiedział z lekką irytacją Riki, po czym, dodał, że jest głodny.
Weszli do auli i usiedli przy swoim stole. Riki nałożył sobie kilka niedużych kawałków jakiegoś mięsa polanego jasnym, słodko pachnącym sosem i posypanego orzechami oraz trochę owocowej sałatki. Raoul nadal sączył swojego szampana, natomiast Iason poprosił o kolejną lampkę wina.
- Hej, a gdzie tamta? Chyba już nie wypiłeś? - zdziwił się mieszaniec. Nie zauważył nawet kiedy Iason poprzedni kieliszek.
- Wiesz Riki - Iason uniósł wino i przez chwilę delektował się wybornym zapachem trunku. - wszystko co dobre, szybko się kończy...

Prawie świtało, kiedy wrócili do domu. Iason chętnie zostałby dłużej, jednak Riki zaczął mu przysypiać, więc zdecydował, że czas opuścić imprezę.
- Iason, ja naprawdę mogę jeszcze zostać.
- Prężcież widzę, że jesteś zmęczony. Nie mógłbym pozwolić, żebyś gdzieś zasnął a zgraja tych niewyżytych dyplomatów się tobą zajęła - mruknął Mink, czując lekki szum w uszach. Wypił trochę za dużo, ale nie przeszkadzało mu to. Chciał oczyścić myśli, a nawet pozbyć się ich na chwilę, odprężyć się. Takie odprężenie dawało mu tylko jego ulubione wino.
- Jak na razie to ja widzę, że te sześć lampek wina to nieco za dużo nawet jak na ciebie - odciął się Riki.
- Słucham? Riki, ja nie jestem pijany tylko zrelaksowany. - To mówiąc Iason położył się w ubraniu na szerokim łóżku w jego sypialni.
Riki przyglądał się kochankowi przez moment. Coś się musiało wydarzyć na przyjęciu, coś, co nie dawało Iasonowi spokoju. Normalnie poprzestawał na dwóch, trzech kieliszkach wina... Mieszaniec w życiu nie widział go przedtem w takim stanie i dałby wszystko by choć na chwilę wniknąć w umysł blondyna i odnaleźć przyczynę dzisiejszego "relaksu". Z całą pewnością Iason nie należał do ludzi, którzy każdą imprezę traktują jako okazję to spicia się w pestkę. Riki podszedł do łóżka i usiadł obok blondyna.
- Rozbierz się i połóż - powiedział.
Iason spojrzał na niego i delikatnie się uśmiechnął, dotykając dłonią jego twarzy.
- Musisz mi pomóc. Sam chyba nie dam rady.
Riki westchnął głęboko i pokręcił głową z politowaniem. Kazał Iasonowi usiąść by mieć lepszy dostęp do ubrania i zabrał się za ściąganie kimona z szerokich ramion. Nagle poczuł jak ręce blondyna obejmują go, zmuszając by usiadł mu na kolanach. Dłonie powolnym ruchami zaczęły masować plecy Rikiego, a gorące usta odnalazły jeden z wrażliwych punktów na jego szyi.
- Iason... - jęknął Riki pobudzony zabiegami Iasona. Czuł dreszcze biegające mu po plecach. Wiedział już, że tej nocy nie zaśnie szybko. Gorące usta przeniosły się na zagłębienie nad obojczykiem a cudowne dłonie rozwiązały pas i zdjęły kimono odsłaniając ciemną, spragnioną pieszczot skórę. Po chwili Iason pozbył się także swojego odzienia i przeniósł ich na środek łóżka. Ułożył Rikiego na plecach i zaczął obsypywać delikatnym pocałunkami jego ciało, szczególną uwagę poświęcając krągłościom. Mieszaniec oddychał niespokojnie, każdy dotyk pobudzał go coraz bardziej. Blondyn delikatnie gładził wrażliwą skórę na jego brzuchu, po czym, zębami ściągnął mu bieliznę uwalniając nabrzmiałą już męskość. Uniósł się rękach i przez chwilę przyglądał się Rikiemu.
- Jesteś piękny - wyszeptał.
Na te słowa twarz Rikiego poczuł, że jeszcze bardziej się rumieni.. Wyciągnął dłoń i ujął kilka kosmyków jasnych włosów. Owinął je wokół palców i rozplątał. Bawił się nimi. Cieszył ich gładkością. Iason pochylił się i delikatnie przesunął językiem po wargach czarnowłosego. Przez chwilę drażnił go w ten sposób, aż ten go objął i pocałował. Pocałunek był namiętny, gorący, Iason mocno przyciskał swoje wargi do warg kochanka, jakby chciał w ten sposób oddać mu każdą cząstkę siebie. W powietrzu unosiły się westchnienia, tłumione jęki i lekki zapach alkoholu. To Iason pierwszy przerwał pocałunek i spojrzał mieszańcowi głęboko w oczy. Wyglądało to jakby się namyślał. Zaniepokojony, Riki zmarszczył ciemne brwi.
- O co chodzi, Iason? Coś nie tak?
Blondyn uśmiechnął się ciepło i pokręcił głową.
- Nie, wszystko w porządku Riki... - jego głos przeszedł w szept. - dziś...ty to zrób...
- Mam być na górze? Nie wiem czy dam radę, Iason. Z brzuchem już nie jest tak prosto...
- Nie, Riki - przerwał mu blondyn. - Nie mówię o pozycji...
Mieszaniec oniemiał. Z nieukrywanym zdziwieniem wpatrywał się w Iasona nie mogąc uwierzyć o co ten go prosi. On ma... to śmieszne... przez ponad 3 lata był tresowany na pieszczocha, miał być uległy i zawsze osiągać spełnienie, teraz Iason prosi go o...
- Iason, jesteś pijany i nie wiesz co mówisz. Przecież nie mogę cię posuwać! - Riki spróbował się podnieść, lecz silne dłonie Iasona przytrzymały go w miejscu.
- Riki, może i jestem trochę wstawiony, ale to nie zmienia faktu, że mam dziś ochotę na pewne zmiany. Możesz mnie posuwać i będziesz, w jakiej tylko chcesz pozycji, a teraz z łaski swojej przymknij się. - To mówiąc niebieskooki wpił się w usta nadal zaskoczonego mieszańca. Całował go mocno, dziko, co jakiś czas przygryzając jego dolną wargę. Zwinne palce rozpoczęły zmysłowy masaż między łopatkami sprawiając, że plecy Rikiego wygięły się w łuk. Usta przestały miażdżyć wargi mieszańca i przeniosły się na jego klatkę piersiową, gdzie zajęły się wrażliwymi sutkami. Rikiemu było już wszystko jedno. Fala za falą, rozkosz przenikała jego ciało, czuł narastający w sobie ogień. W pewnej chwili Iason obrócił ich tak, że teraz to Riki był na górze. Jedną ręką sięgnął po oliwkę stojącą pod łóżkiem i podał ją mieszańcowi. Riki wycisnął odrobinę zawartości na dłoń, po czym spojrzał w oczy blondynowi.
- Jesteś pewien? - szepnął.
Iason nie odpowiedział tylko rozsunął nogi, ujął dłoń kochanka i poprowadził ku swemu wejściu. Riki uznał to za "tak". Delikatnie, trochę niepewnie wsunął palce nie chcąc mimo wszystko sprawić Iasonowi bólu.
- Riki...
Mieszaniec zamarł myśląc, że być może Blondiemu nie spodobała się penetracja i zmienił zdanie.
- Tak?
- Nie jestem z porcelany. Rób to mocniej.
Słysząc to, Riki uśmiechnął się do siebie.
- Jak sobie życzysz - powiedział i posłusznie spełnił polecenie, obserwując przy tym zarumienioną twarz Iasona. Blondyn był spokojny, usta miał lekko rozchylone. W pewnej chwili, gdy Riki poruszył palcami, drgnął. Nie umknęło to uwadze mieszańca, który ponowił ruch. Iason gwałtownie wciągnął powietrze, a na pięknej twarzy pojawił się grymas rozkoszy. Riki uśmiechnął się do siebie i zaczął delikatnie masować czułe miejsce. Oddech Iasona przyspieszył, stał się nieregularny, blondyn zaczął lekko poruszać biodrami. Przygryzł dolną wargę. Dla czarnookiego widok kochanka w takim stanie był jedną z najbardziej podniecających rzeczy jakie w życiu widział. To on go do tego doprowadził, to jego imię najpotężniejszy Blondie w Tanagrze szeptał w tej chwili niczym mantrę.
- Riki...
Ich spojrzenia spotkały się, pełne pasji, przesłonięte mgiełką rozkoszy. Riki powoli cofnął palce jednocześnie całując płaskie, idealnie ukształtowane podbrzusze Iasona. Blondyn odsunął go delikatnie i przewrócił się na brzuch. Uniósł biodra i spojrzał znacząco przez ramię. Nie musiał nic mówić. Riki przesunął leniwie palcem po jego kręgosłupie, rozsunął kształtne pośladki i powoli w niego wszedł. Obaj jęknęli głucho. Iason był gorący, wilgotny, ciasny... Mieszaniec poczuł lekki zawrót głowy. Zaczął się wolno poruszać delektując się ciałem drugiego mężczyzny.
Blondyn poruszył biodrami wychodząc naprzeciw brunetowi, drżąc za każdym razem, gdy organ Rikiego ocierał się o wrażliwą prostatę. Pokój wypełniły westchnienia i głośne jęki mieszańca, który z każdą chwilą coraz bardziej tracił kontrolę. Iason miął w rękach prześcieradło czując, że spełnienie jest coraz bliższe. Kiedy gorąco skupione dotychczas w jego podbrzuszu zaczęło się rozlewać po jego ciele zacisnął mocno mięśnie. Riki gwałtownie wciągnął powietrze. Doszli w tym samym czasie, wykrzykując swoje imiona. Riki opadł na plecy Iasona całował jego łopatki. Blondyn uniósł się na łokciu i objął drugą ręką szyję mieszańca i pocałował go głęboko.
- Jeszcze... - szepnął namiętnie, odrywając się od niego.
Riki delikatnie się uśmiechnął i odgarnął kilka wilgotnych kosmyków, które przykleiły się do czoła i policzka niebieskookiego.
Kilka godzin później słońce w pełnej krasie oznajmiło wszystkim mieszkańcom Tanagury, że oto nadszedł nowy dzień...

Love is danger, love is pleasure
Love is pure-the only treasure

A force from above
A sky-scraping dove
Flame on burn desire
Love with tongues of fire



End vol. 5

Wykorzystano fragmenty piosenki Madonny - Nothing Filas oraz Frankie goes to Hollywood - The Power of love
Naturalnie dedykuję to Bzydalowi ^ ^