Nowa Atlantyda 36
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 03 2011 22:12:32
Nie ma przedmowy...



NOWA ATLANTYDA
PART 36



Hoshi wypadł wściekły ze świątyni, ale nie poszedł od razu do swojego pokoju. Po kilku minutach znalazł się pomiędzy gęstymi drzewami. Nikt go tam nie mógł zobaczyć więc w końcu mógł pozwolić sobie na to, żeby z jego oczu popłynęły łzy. Ale nie płakał ze smutku. Płakał z wściekłości. Miał ochotę uciec stąd jak najdalej. Nagle poczuł jak w nogę wbija mu się coś ostrego. Otworzył pełne łez oczy i koło siebie zobaczył znajomego jeża.
- Hej...- powiedział cicho biorąc go na ręce.- Dawno się nie widzieliśmy. Pamiętasz mnie? -spytał. Jeż w odpowiedzi dotknął jego ręki mokrym noskiem.
- Beksa ze mnie...- mruknął.- Kłopot, a ja od razu zaczynam ryczeć...- wyrzucał sobie. Otarł szybko łzy wierzchem dłoni, wziął jeża na ręce i odszedł w kierunku pałacyku. Kiedy już wchodził na ścieżkę jak na złość natknął się na Yumę.
"Cholera."
- CO TY SOBIE MYŚLISZ?! - wrzasnął Yuma, kiedy tylko go zobaczył.
- A różne rzeczy...- mruknął chłopak pod nosem.
Białowłosy szybkim krokiem podszedł do chłopaka i bez mrugnięcia okiem wymierzył mu policzek.
Tego chłopak się nie spodziewał. Bardzo powoli odwrócił głowę w stronę Yumy i dotknął palącego go policzka. Tylko raz Yuma go spoliczkował i nie przypuszczał, że znowu się to stanie. Spojrzał na mężczyznę stojącego przed nim z wyrazem niedowierzenia na twarzy.
- Za co...?- spytał cicho. Czuł jak pod powiekami zapiekły go łzy.
- Jeszcze się pytasz? - warknął Yuma. - Co to za uciekanie w trakcie przygotowań? Ty chyba chcesz żeby wszystko diabli wzięli?!!!
Hoshi poczuł, że więcej nie zniesie. Nerwy puściły mu kompletnie. Po chwili poczuł jak ciężkie łzy toczą mu się po policzkach. Kompletnie się rozkleił. I to tak, że musieli go słyszeć wszyscy mieszkańcy pałacyku.
Jedyne czego teraz chciał to znaleźć się w swoim pokoju i nie wpuszczać tam nikogo. Zacisnął mocno oczy i płakał dalej.
- Ileo...?- usłyszał nagle koło siebie.
Otworzył powoli oczy. Koło niego stał Sardor, a on sam znajdował się w swoim pokoju.
- Jak...? - spytał.
- Musiałeś bardzo chcieć się tu znaleźć... Inaczej niemożliwe jest takie przeniesienie...-powiedział Sardor. - Co się stało, że tak bardzo chciałeś uciec...? - spytał łagodnie.
Hoshi otarł łzy z policzków.
- Yuma mnie spoliczkował...- powiedział cicho. Podniósł obie dłonie do twarzy i płakał.
- Za co?
- Bo na spotkaniu w świątyni powiedziałem, że nie rozumiem po co to wszystko, a oni nic mi nie mówią... I jak zadecydują czy mi powiedzieć to niech wtedy ze mną gadają... I wyszedłem...
Sardor bez słowa go przytulił.
-Może ja z nimi pogadam...?
Hoshi popatrzył na niego.
- Ale wtedy...
- Tak... Wyda się, że tu jestem... Ale to chyba lepiej nie?
Hoshi przytaknął.
- Więc wstawaj. Jazda się umyć, przebrać i idziemy... A ten zwierzak co tu robi...?- spytał zerkając z ciekawością na jeża.
- A to mój stary przyjaciel...- powiedział z uśmiechem Hoshi.
- Milutki.- powiedział Sardor drapiąc jeża po pyszczku.-No myj się, bo teraz to będzie ciekawie.
Hoshi przytaknął i zniknął w łazience...

***********************************

- Akabori! - Ryo odwrócił głowę, kiedy usłyszał, że ktoś go woła.
- Co jest kapitanie? - spytał rozpoznając w nadbiegającym chłopaku kapitana ich drużyny siatkówki.
- Kiedy Giniro ma zamiar wrócić do szkoły? Nie ma go ponad 2 miesiące...
- Nie wróci.- powiedział spokojnie Ryo.
Starszy chłopak patrzył na niego jakby nie rozumiał co właśnie usłyszał.
- Co takiego...?- spytał.- Dlaczego?
- Coś tam mu w rodzinie wyszło i musiał na razie zrezygnować ze szkoły...- Ryo czuł, że póki co lepiej będzie, jeśli nie powie prawdy. Zwłaszcza kapitanowi...
Ich kapitan był zdecydowanie przystojnym facetem, ale też nieco zbyt umięśnionym. Miał krótkie czarne włosy i szare oczy. Na treningach wymagał od nich czasem więcej niż trener. Zwłaszcza jeśli widział, że ktoś ma talent.
- Niedobrze...- mruknął.- Nie masz z nim żadnego kontaktu?
- A to coś pilnego Ouzuki-senpai?
- Nie aż tak, ale liczyłem, że wróci do szkoły... No nic... Jakbyś coś wiedział to daj znać...
Ryo skinął głową i odszedł. Miał wprawdzie niejasne przeczucia, ale miał nadzieję, że się myli...



part 36
the end