Zakazany owoc 1
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 02 2011 19:58:30
Witam! Prolog był trochę nudnawy...,ale konieczny do przedstawienia dalszych wydarzeń. Teraz wreszcie mogę zaprezentować losy małego Fiana, który nie powinien był przyjść na świat...i który wywoła nie małą burzę
w życiu pewnych osób....
Kłania się Kirika:)



1



Fian siedział wyprostowany z powagą zajmując się konsumpcją deseru. W pewnym momencie dostrzegł uważny, a zarazem rozbawiony wzrok swojego brata.
Odłożył łyżkę:
-Co się tak wlepiasz?
-Patrzę na twoje usta.
Uniósł w zdumieniu brwi:
-Na moje usta? To się przestań zboczeńcu.
Brat parsknął kpiąco:
-Chciałbyś...-Spojrzał na niego wilkiem z drwiną w głosie- Jesteś umazany budyniem.
-Nie prawda.
-Prawda.-Odchylił się przemądrzale splatając ręce na piersi.
Fian dotknął ust, lecz niczego nie poczuł. Ralgi roześmiał się na całe gardło.
-Ale jesteś głupi!!!
Młodzieniec poderwał się na krześle:
-Mogłem, się tego domyślić! Ja nigdy się nie paćkam przy jedzeniu tak jak ty.
-O przepraszam!- oburzył się.
Fian odsunął od siebie miskę z budyniem. Ralgi natychmiast wyciągnął po nią dłoń i wtedy właśnie usłyszał za sobą matkę:
-Ralgi! Znowu podjadasz bratu? Mało ci budyniu, który dostałeś? Zachowujesz się jak smarkacz, a masz już...
-Osiemnaście lat mamuniu...Tak, wiem...A Fian ma szesnaście, a ciągle traktujesz go jak dziecko.
Fian poczerwieniał, kiedy matka pogładziła go po policzku mówiąc słodko:
-Ale on jest...najmłodszy i taki delikatny i słodki.
-Mamo...-żachnął się Fian.
Ralgi bez skrupułów zajadał się budyniem młodszego brata.
-Idę porąbać drzewo na rozpałkę.
-Tylko się nie złam- skomentował złośliwie.
-Ralgi!- wrzasnęła matka okładając go ścierką. Chłopak zaśmiał się robiąc unik.
Fian mierzył go niechętnym spojrzeniem.
-Jak zjesz to mu pomożesz.
-Tak jest droga mamuniu.

Chłopiec buńczucznie przyglądał się siekierze w dłoni. Była ciężka. Ralgi zawsze naśmiewał się z tego, że był taki słaby. Fian dużo ćwiczył, ale nigdy nie ukształtował sobie takiej sylwetki, jaką miał brat.
Zamachnął się z trudem przepoławiając drewno. Otarł czoło i wtedy poczuł szarpnięcie za kitkę.
-Ał!
-Daj...ja to zrobię, bo się zasapiesz i do wieczora nie skończysz.
Nawet na niego nie spojrzał:
-Ccc...odsuń się. Dam sobie radę.
Ralgi cofnął się trzy kroki siadając na małym pieńku ze skrzyżowanymi ramionami.
-Skoro nie chcesz mojej pomocy...
-Oczywiście, że nie. Nie musisz mnie w niczym wyręczać. Nie jestem smarkaczem, sam to zauważyłeś.
-W zasadzie...- Podrapał się po głowie- powiedziałem to tylko dlatego, żeby cię uratować od pieszczot mamuni. Jesteś smarkaczem Fian.
Chłopak warknął gromiąc go wzrokiem. Ralgi wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu.
Postanowił nie zwracać na niego uwagi. Postawił kloc na pniu i energicznie roztrzaskał go na połowę. Za plecami usłyszał gwizd. Ledwie się powstrzymywał, żeby się na niego nie rzucić.
Ralgi przyglądał się poczynaniom brata obserwując jak z kloca na kloc słabnie. Był jednak zbyt dumny, aby poprosić go o pomoc.
W pewnym momencie chłopak odwrócił się do niego opierając splecione dłonie na siekierze:
-Rozpraszasz mnie. Czy mógłbyś sobie iść?
-Gdzie?
-Obojętnie- warknął- Nie lubię mieć kogoś za plecami.
-Przecież nic nie robię. Muszę pilnować abyś mi nie zasłabł, bo matka by się na mnie nie źle wkurzyła.
-Zasłabł!! Nie jestem kalekom!
Przechylił głowę przyglądając mu się:
-Jesteś słabiutki braciszku. Jak elfik.
-Teraz przegiąłeś!!!- Wziąwszy w ręce kloc rzucił w brata, który ze śmiechem go złapał.
-Mama!!! Fian mnie bije!!- Porwał się na równe nogi nie przestając drwić.
-Stul się!!
-U lala! Mały brat przeklina...no, no...
-Wynocha!!- Popchnął go.
Ralgi błyskawicznie stanąwszy za jego plecami lekko przydusił czochrając jego jasne włosy, które uwolniły się z rzemyka.
-No już, już...nie złość się na mnie.
-Puszczaj!
-Pod warunkiem, że pozwolisz mi dokończyć rąbanie drzewa.
-Nigdy! To moje zadanie!
-Hym...W takim razie...-Ponownie zaczął mu czochrać włosy.
-Zapłacisz mi za to Ralgi!!!- Nadepnął mu na nogę, lecz skutkiem tego było jeszcze mocniejsze pocieranie.
-To, co smarkaczu?
-W porządku!!!! Już dobrze!!- wrzasnął cały się gotując ze wściekłości.
Ralgi wypuścił go uśmiechając się serdecznie.
Fian uporządkowywał włosy cały dygocząc ze wściekłości.
Starszy brat jakby na złość zdjął koszulę demonstrując pięknie zbudowane ciało, którego ten nie miał. Chłopiec przyjrzał się mu z zazdrością .
-Robisz za duży zamach Fian, dlatego tak się męczysz.
-Ach tak?- parsknął.
-W dodatku zbyt się skupiasz na tym, aby ciąć prosto. Daj sobie na luz. Zbyt we wszystkich jesteś dokładny.
Ralgi nie patrzał na brata, więc nie widział jego wściekłego spojrzenia.
-Co jeszcze?- warknął.
-Co jeszcze? Hymm...Nie zdejmujesz koszuli...-chrząknął- ona utrudnia ci swobodne ruchy.
Tego było już za wiele. Fian zacisnąwszy pięści stanął naprzeciw niego:
-Ach tak?! Mam zdjąć koszulę abyś się nalewał?! To, że jesteś ode mnie silniejszy nie upoważnia cię byś mnie tak traktował! Nie pozwalam! Może jesteś lepiej zbudowany, ale ja jestem od ciebie mądrzejszy i w ogóle! I nie podoba mi się ten prostacki uśmieszek! -Z całych sił go popchnął. Ralgi wylądował pupą na ziemi.
Fian bez słowa odwrócił się napięcie wchodząc do domu.

Zapadała noc. Cała trójka jadła kolację w milczeniu. Ralgi patrzał się na brata z pode łba wciąż nadąsanego.
-Jaka cisza- zauważyła matka- Znów się pokłóciliście?
-Ależ skąd!- zawołał Ralgi kopnąwszy brata w kostkę.
-Oczywiście, że nie. Nie kłócę się z tym prostakiem.
Matczyne oczy powędrowały w stronę najmłodszego.
-Fian. Nie mów tak do brata. On ci pomaga.
-Nie potrzebuję jego pomocy, zwłaszcza tych jego głupich komentarzy na mój temat.
Ralgi wyszczerzył w uśmiechu zęby.
-Przestańcie. Jesteście rodzeństwem.
-Przyrodnim- powiedzieli równo.
-Niczego to nie zmienia.- odpowiedziała nieco surowiej.
Fian zamieszał napój przyglądając się temu zamyślony.
-Idę spać.
-Mało zjadłeś.
-Nie jestem głodny- wstał składając pocałunek na jej policzku ze wzrokiem utkwionym w brata, który też się na niego patrzał.
-Mi też dasz buziaka, Fian?- zapytał przesłodko.
-Mogę cię, co najwyżej kopnąć w tyłek!
Matka roześmiała się cicho.


***


Znów ból w krzyżu dał o sobie znać. Mężczyzna zamknął bar siadając na niewielkim stoliku i głęboko przy tym oddychając. W pewnym momencie usłyszał jakiś szelest. Odwrócił głowę w tamtym kierunku. Jego oczy skrzyżowały się z oczami młodego mężczyzny prze odzianego w czarny płaszcz. Był elfem.
-Nie widziałeś, że zamykałem bar?!- ryknął na niego- A tak w ogóle...Elfom jest zabronione to miejsce! Nie umiesz czytać?!
Mężczyzna założył czarne rękawiczki unosząc się leniwie z siedzenia. Był bardzo przystojny, nawet jak na elfa. W dodatku poruszał się arystokratycznie z pełnym wdziękiem.
-Jestem tu z twojego powodu- odparł półgłosem.
Nie wiedząc, czemu zaniepokoił się jakoś.
-Z mojego?
Pokiwał głową przesuwając palec po ladzie. Stukał obcasami zbliżając się i nie odrywaj przy tym od niego swych intensywnych, fioletowych oczu.
-Na imię mi...Zeno Idari. Bardzo zależało mi, aby cię znowu zobaczyć. Wreszcie...po tych nużących poszukiwaniach....-uniósł kącik ust do góry w zagadkowym uśmieszku- Geraldo, którego kilkanaście lat temu zabiłeś na mych oczach...był moim bratem.
Mężczyzna wstrzymał oddech blednąc straszliwie.
-Tak. To ja byłem tym chłopcem. Przypomniałeś sobie. Bardzo dobrze.- Wsunął dłoń w głąb płaszcza.
-Tto...było dawno...- Mężczyzna wstał cofając się powoli ku drzwiom.
-Taaa...Dość dawno.
-On...zabił moją siostrzenicę.- próbował się tłumaczyć.
-Nuu...-zaprzeczył ruchem głowy- Nie mój brat. Poprawka, dziecko odebrało jej życie...samo przy tym umierając. Dobrze się stało, ono nie powinno było żyć. -Wyciągnął z płaszcza sztylet- Rozumiesz zapewne, że muszę cię zabić...Po tym, co zrobiłeś mojemu bratu....I tak długo pozwolono ci cieszyć się życiem...za długo-Uśmiechnął się jakby delektując tą chwilą.
Mężczyzna upadł na podłogę przewracając niechcący krzesło.
Elf zatrzymał się przy nim patrząc z politowaniem.
-Że właśnie coś tak nędznego musiało zabić mojego brata. Coś tak...żałosnego.
Mężczyzna próbował się podnieść, kiedy ciężki but elfa brutalnie przycisnął go do podłogi.
-Powiedz...to był chłopiec czy dziewczynka?
Zmarszczył czoło mokre od potu.
-Zdradź mi to przed swoją śmiercią,...czym był ten bękart.
Mężczyzna wycedził przez zaciśnięte zęby:
-Dziewczynka...
Elf pokiwał w zamyśleniu głową.
-Czy dziewczynka rzeczywiście urodziła się martwa?
Przytaknął.
-Acha... Dziękuję.- Zdjął but z jego piersi unosząc z wyższością podbródek. Dłoń zacisnęła się na sztylecie.- A teraz dobranoc.

Zeno Idari zatrzymał się na moście wycierając jedwabną chustką ostrze sztyletu aż z powrotem zaczęło lśnić. Następnie wypuścił materiał z rąk wkładając sztylet z powrotem w wewnętrzną kieszeń swojego płaszcza.
Księżyc świecił naprawdę jasno. Zwrócił ku niemu twarz.
-Bękart żyje...tak jak myślałem...Muszę go odnaleźć...


***



Fian poił konie, kiedy matka kazała mu przyjść szybko do domu. Zaskoczony wszedł do dziennego pokoju zatrzymując się w progu. Ralgi opierał się o parapet okienny i kiedy oczy brata z pytaniem spoczęły na nim, ten wzruszył tylko zdumiony ramionami.
-Pamiętasz synu pana...Gomiro?
-Tego barmana? Jasne...To twój znajomy, nie?
Kobieta siedziała na tapczanie wpatrując się w podłogę.
-On...Wczoraj wieczorem został zamordowany.
Fian rozwarł szeroko oczy.
-Bujasz...- zawołał oszołomiony Ralgi.
-To nie wszystko...-Uniosła na Fiana oczy i dopiero teraz dostrzegł, iż płakała. -To był twój wujek. Twój prawdziwy wujek.
Fian z wrażenia wypuścił kosz, który trzymał w dłoni.
-Co?!
-Tak.
-Nnie...rozumiem.
-Ja też nie....Mamuś...mówi jaśniej. Wujek Fiana? Jak to? I dopiero teraz się o tym dowiadujemy?
-To była tajemnica. Nikt nie mógł się dowiedzieć, kim było to dziecko- Spojrzała na pobladłego chłopca.
-Czemu?- dopytywał się starszy brat.
-Bo...Fian po narodzinach miał być zabity.
Usta Ralgiego otworzyły się z wrażenia.
-Co?!!!
-Nie wrzeszcz!- skarciła go.
Fian wszedł do środka zamykając drzwi:
-Dlaczego chciano mnie zabić?
-Bo...bo...-Przełknęła ślinę- Bo jesteś pół elfem kochanie...Tak. To ty jesteś tym chłopcem, o którym szemrają ludzie. Synem Girlando i Alin. Przykro mi.
-Ale ...to dziecko narodziło się martwe...
-Nie Ralgi. Ojciec chrzestny Alin dał nam dziecko pod opiekę.
Fian nie wyglądał najlepiej. Zachwiał się siadając sztywno na taborecie.
-Jestem pół elfem...? Nie żartujcie...chyba strzelę samobója.
-Ach...Teraz rozumiem...-Ralgi zmrużył oczy przyglądając mu się.
-Wolałbym nie wiedzieć...Dlaczego mi to mówisz mamo?
-Nigdy nic nie wiadomo. Twój wujek nie żyje. Napastnikiem mógł być ktoś z rodziny Geraldo. Mam nadzieję, że nie będzie cię szukać. Że wujek nie wyjawił mu, iż żyjesz.
Chłopiec pochylił się mocno w przód, następnie wstał odwracając tyłem do nich.
-Konie są nakarmione...


***


Fian długo siedział w swoim pokoju gapiąc się milcząco w ścianę. Teraz rozumiał, czemu włosy tak szybko mu rosły, dlaczego miał takie skośne oczy i drobną sylwetkę. Pacnął się w czoło przeklinając cicho.
Drzwi uchyliły się i ujrzał twarz brata.
-Mogę wpaść?- I nie czekając na odpowiedź wszedł.
Fian poprawił narzutę swego łóżka pragnąc, chociaż na moment skryć twarz. Wstydził się swoich elfach rys, które były jednak widoczne.
Brat usiadł koło niego klepiąc go niedelikatnie w plecy, aż ten się zakrztusił.
-Jak chcesz się rozbeczeć to się nie krępuj mały.
Spojrzał na niego z ukosa:
-Nie chcę beczeć.
-Hym...- Przyglądał mu się w zadumie- Nie jesteś podobny do elfa, naprawdę. Nikt się w ogóle nigdy nie skapnął. Możesz być spokojny.
Fian wyciągną z pod koszulki wisior, jaki pozostał mu po rodzonej matce.
-Ładny...
-Tak...Ale on chyba nie należy do ludzi. Ten kamień po środku...no i te skośne litery naokoło. To pradawny elfi język.
-Zgadza się...Czy nie powinieneś go usunąć?
Zgromił go wzrokiem:
-Usunąć?! Co ty, Ralgi? Przecież to jedyna pamiątka...
-Tak, ale- Podrapał się po czole- jak się przez niego dowiedzą, że ty...to ty?
Fian nigdy o tym nie pomyślał. Ralgi miał rację.
-No...w zasadzie...
-Daj go mnie...Sprzedam go.
-Nie.
-No, co ty...Chcesz ryzykować?
Ściągnął brwi zagryzając dolną wargę.
-Kurcze...nie wiem.
-Mówię ci...pozbądź się go. Pokaż! Zobaczmy ile może być wart- Pociągnął energicznie za kamień zapominając, że przymocowany był do łańcuszka na szyi brata. Przyciągnął jego twarz do swojej.
Fian omal nie zderzył się z nim czołem. Zesztywniał wstrzymując gwałtownie oddech.
-Hym...Taaa...nie złe cacko. Można za nie całkiem dobrą sumkę dostać. Oczywiście podzielisz się ze swoim kochanym, starszym braciszkiem, prawda, Fian?- wyszczerzył do niego chytrze zęby unosząc twarz. Uśmiech mu jednak szybko zastygł.
Jeszcze nigdy twarz brata nie była tak blisko. Niemal czuł na policzku jego oddech. Zmieszał się wypuszczając kamień z dłoni- Tak więc...- bąknął niewyraźnie.
Fian odsunął się:
-Muszę się zastanowić...nad tym sprzedaniem.
-Rozumiem. Nie będę cię popędzać.
Zamilkli na dziesięć sekund.
Po chwili Ralgi poderwał się do góry rozprostowując.
-I pamiętaj...żadnej załamki. Nadal jesteś dla mnie bratem, nie jakimś tam głupim elfem- Poczochrał mu włosy.
-Zapamiętam...- rzucił przygładzając je natychmiast.
-Głowa do góry! -Mrugnął do niego wychodząc.
Fian zamknął za nim drzwi rzucając się na łóżko. Zacisnął oczy i niebawem pogrążył się we śnie.

Ciąg dalszy nastąpi...