Zaklęty przeklęty 4
Dodane przez Aquarius dnia Pa¼dziernika 04 2015 20:00:00


Julne Ostrovnic poczekała aż służący rozłożą jej bagaże i wyjdą, po czym przebrała się w najlepsza suknię jaką miała. Dość długo zastanawiała się nad wyborem, przy każdej krzywiąc się. Chociaż wybrała same najlepsze, teraz nagle wydały jej się zbyt prostackie i za mało przyciągające wzrok, by mogła za ich pomocą uwieść tego przystojnego wojownika o imieniu Yarvis. W końcu zdecydowała się na czerwoną z dużym dekoltem, obszytą złotymi lamówkami i przewiązywaną w pasie szarfą ze złotego materiału. Do tego złoty naszyjnik i misternie zdobione grzebienie wpięte we włosy. Przejrzała się w lustrze. To, co zobaczyła wyraźnie poprawiło jej humor. W tej sukni prezentowała się nadzwyczaj kusząco i ponętnie. Jeszcze tylko sprowadzone specjalnie zza granicy perfumy i wyszła z pokoju. Od jednego ze strażników pilnujących schodów dowiedziała się w którym pokoju śpi Yarvis. I czy jest teraz w pokoju. Był. Uśmiechnęła się zadowolona. Podeszła do jego pokoju i energicznie zapukała. Jeszcze nawet nie zabrała ręki, a usłyszała pełen pasji głos:
- Och, tak!
Uśmiechnęła się zadowolona. Poprawiła suknię, wyeksponowała bardziej biust i weszła do środka. Jednak zamarła na progu. Jej oczom ukazał się niezwykły widok. N łóżku stojącym na wprost wejścia siedział nagi Yarvis, który obejmował siedzącą mu na kolanach osobę też nagą. Ruchy tej osoby wskazywały iż właśnie są w trakcie namiętnego zbliżenia. Julne nie była w stanie rozpoznać kim jest ta druga osoba, widziała jedynie długie zielone włosy. Zanim zdążyła zareagować tajemnicza siła wypchnęła ją poza pokój i zatrzasnęła drzwi. Kobieta wyraźnie słyszała trzask zamykanej zasuwki. Byłą w tak wielkim szoku, że dopiero po dobrej chwili dotarło do niej, że tuż obok niej stoi mężczyzna z długimi blond włosami i uśmiecha się kpiąco.
- A mówiÅ‚em, żeby dać sobie spokój. – To byÅ‚ Siekiera. – Jednakże ja chÄ™tnie sÅ‚użę swÄ… osobÄ…. I zarÄ™czam, że bÄ™dzie pani zadowolona.
Gdyby wzrok potrfił zabijać, Siekiera już byłby martwy. Niestety nie był, więc jedyne co mogła zrobić Julne Ostrovnic to gniewnie prychnąć i odejść w stronę swojego pokoju.
- Jakby pani zmieniÅ‚a zdanie to jestem pod trójkÄ…! – dobiegÅ‚ jÄ… jeszcze gÅ‚os Siekiery, a potem jego Å›miech. WÅ›ciekÅ‚a zatrzasnęła drzwi i sapnęła gniewnie. Co on sobie myÅ›li, ten… ten… Nie potrafiÅ‚a znaleźć słów, które wÅ‚aÅ›ciwie wyraziÅ‚y by jej irytacjÄ™. ChwilÄ™ zajęło jej zanim siÄ™ uspokoiÅ‚a. Wtedy wróciÅ‚a myÅ›lami do tego niefortunnego zdarzenia. I przypomniaÅ‚a sobie, kto ze znanych jej ludzi ma zielone wÅ‚osy. I aż zaczerwieniÅ‚a siÄ™, nie wiadomo czy z zażenowania czy tez może oburzenia. Jak jakiÅ› podrzÄ™dny mag Å›miaÅ‚ zaabsorbować mężczyznÄ™, który wpadÅ‚ jej w oko? Trzeba ich jakoÅ› rozdzielić. Tylko jak? Zaczęła chodzić po pokoju zastanawiajÄ…c siÄ™ nad rozwiÄ…zaniem tego problemu. KażdÄ… myÅ›l, która przyszÅ‚a jej do gÅ‚owy momentalnie odrzucaÅ‚a, aż zostaÅ‚a tylko jedna: przekupić maga. Tak zrobi. Z tym postanowieniem poszÅ‚a do sÄ…siedniego pokoju, w którym nocowaÅ‚o rodzeÅ„stwo.
- Czego chcesz? – warknÄ…Å‚ chÅ‚opak, gdy weszÅ‚a do Å›rodka. SiedziaÅ‚ na łóżku, a jego siostra leżaÅ‚a z zamkniÄ™tymi oczami, z gÅ‚owÄ… na jego kolanach.
- Obudź jÄ… – powiedziaÅ‚a Julne, ignorujÄ…c zupeÅ‚nie zaczepny ton chÅ‚opaka. – Jest mi potrzebna. ChÅ‚opak siÄ™gnÄ…Å‚ na stojÄ…cÄ… przy łóżku szafkÄ™ i wziÄ…Å‚ stamtÄ…d pÄ™katy woreczek, po czym rzuciÅ‚ go pod nogi Julne, że aż jej zawartość zachrobotaÅ‚a dość gÅ‚oÅ›no.
- Tego chcesz? – warknÄ…Å‚. – Bierz i wynoÅ› siÄ™. Zostaw nas w spokoju!
Kobieta bez słowa schyliła się po mieszek. Uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona. Zajrzała do środka, diamenty skrzyły się wywołując jeszcze większy uśmiech na jej twarzy. Wyszła.
Chwilę potem dziewczyna powoli otworzyła oczy. Wciąż były zaczerwienione od płaczu.
- ByÅ‚a tu? – zapytaÅ‚a cicho.
- Nie myÅ›l o tym, Å›pij – powiedziaÅ‚ troskliwie jej brat i pogÅ‚askaÅ‚ jÄ… po gÅ‚owie.
- Czuję jej perfumy. Są tak intensywne, że aż oddychać nie można.
- Już poszÅ‚a, wiÄ™c nie myÅ›l o tym. Åšpij – znowu pogÅ‚askaÅ‚ jÄ… po gÅ‚owie. – Niech ci siÄ™ przyÅ›ni coÅ› piÄ™knego.
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy, lecz nie spadły, balansując na powiekach.
- MyÅ›lisz, że on mówiÅ‚ prawdÄ™? – w koÅ„cu spojrzaÅ‚a na brata. W jej oczach widać byÅ‚o rozpacz i nadziejÄ™.
- Tak. Pokazał mi to. I to było naprawdę piękne.
- Opowiedz mi jeszcze raz. – UÅ‚ożyÅ‚a siÄ™ wygodnie, kÅ‚adÄ…c gÅ‚owÄ™ na piersiach brata. ChÅ‚opak objÄ…Å‚ jÄ… ramieniem.
- Najpierw widziałem przepiękny ogród, pełen różnokolorowych kwiatów, takich jak lubisz.
- Frejki, Kastery i Żółcienie.
- Tak, wszystkie te i mnóstwo innych, których nazw nawet nie pamiętam. Rosły obok siebie tworząc różnokolorowy dywan, a wiatr łagodnie kołysał nimi. I była w tym ogrodzie drewniana altanka, obrośnięta kwiatami. A w tej altance siedziałaś ty i młody, ubrana w śliczną błękitną sukienkę. I uśmiechałaś się do siedzącego obok czarnowłosego młodzieńca, który wpatrywał się w ciebie z zachwytem, a na jego kolanach siedział mały brzdąc i miał twój uśmiech. I mówiłaś, ze jesteś naprawdę szczęśliwa, bo masz przy sobie swoich ukochanych mężczyzn. A potem widziałem siebie, jak towarzyszę w podróży pewnemu niezwykle urodziwemu blondynowi. I on patrzył na mnie tak samo, jak ten czarnowłosy na ciebie. A ja czułem jakby serce miało mi wyskoczyć z radości. I ten blondyn pokazał mi dom. Nasz dom, w którym mieliśmy mieszkać razem, ja z nim i ty ze swoim mężem i synkiem. I mówił, że bardzo mnie kocha i da mi wszystko, czego tylko zapragnę. A gdy powiedziałem, ze jedyne czego pragnę, to szczęśliwe i spokojne życie dla ciebie i dla mnie, powiedział, że tego nam nigdy nie zabraknie.
Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Zanim spadły na pierś chłopaka zamieniły się w klejnoty, jednak żadne z nich nie wyciągnęło ręki by je zebrać.
- Jaki piÄ™kny sen – wyszeptaÅ‚a dziewczyna.
- Piękny. I mam nadzieję, ze się spełni. Też musisz mieć nadzieję, bo tylko to pozwala nam nie oszaleć. Tylko wiara, że kiedyś będzie lepiej, trzyma nas jeszcze przy życiu.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko zamknęła oczy.

Tymczasem Julne Ostrvnic wróciła do swojego pokoju i wysypała zawartość mieszka na stół. Oczy jej się zaświeciły. Chętnie by zatrzymał te diamenty, ale postanowiła przekupić nimi tego maga. Wybrała tylko kilka największych, a pozostałe wsypała z powrotem do woreczka. Rozejrzałą się po pokoju zastanawiając się, gdzie by tu schować mieszek. Pomacała nawet meble w nadziei, że znajdzie jakiś ukryty schowek. Niestety nic jej nie odpowiadało. Wsadziła mieszek w biust, próbując go ukryć miedzy piersiami, lecz okazał się zbyt duży i nei tylko nie chował się, ale także deformował jej biust. Skrzywiła się zirytowana. Przesypał połowę diamentów do drugiego woreczka, po czym podniosła suknię i oba przymocowała do nóg. Na szczęście, gdy już opuściła suknię, nie było nic widać. Zadowolona z efektu wyszła z pokoju, zamykając drzwi na klucz i zeszła na dół, by w końcu coś zjeść. A z tym cholernym magiem porozmawia później.

***

Leżał nagi na łóżku obserwując jak jego kochanek z niecierpliwością pozbywa się ubrań. Wręcz pożerał wzrokiem każdy odsłaniający się kawałek jego umięśnionego ciała. A gdy Yarvis stał już nagi, jego serce przeszył ból. Skulił się i przykrył narzutą pragnąc zniknąć.
- Kochany, co ci jest? – zapytaÅ‚ z niepokojem Yarvis kÅ‚adÄ…c siÄ™ obok maga.
- Jestem taki szpetny, a ty… - powiódÅ‚ palcami po umięśnionej klatce piersiowej kochanka.
Yarvis syknął zniecierpliwiony. Złapał Anterusa za brodę i podniósł ją tak by ich oczy się spotkały.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie obchodzi mnie jak wyglądasz? Kocham cię za to jaki jesteś, a nie jakie masz ciało. Nawet jak byś był pomarszczony i garbaty, kochałbym cię tak samo.
W oczach maga pojawiły się łzy.
- Dlaczego nie odtrÄ…ciÅ‚eÅ› mnie jak inni? – zapytaÅ‚ Å‚amiÄ…cym siÄ™ gÅ‚osem. – Dlaczego mnie broniÅ‚eÅ› narażajÄ…c siÄ™ na szyderstwa i obelgi innych? Nie byÅ‚em tego wart.
Yarvis westchnął. Ułożył się wygodnie i objął kochanka ramieniem, przyciągając go do piersi.
- Mimo iż byÅ‚eÅ› szpetny, to byÅ‚eÅ› wart tysiÄ…ca takich jak oni. A dlaczego ciÄ™ broniÅ‚em? Bo wiedziaÅ‚em jak to boli, gdy inni ciÄ™ szykanujÄ…. Sam tego doÅ›wiadczyÅ‚em, gdy przez zÅ‚e decyzje mojego ojca straciliÅ›my swojÄ… pozycjÄ™ spoÅ‚ecznÄ…. Nagle, w jednej chwili, z szanowanych ludzi staliÅ›my siÄ™ poÅ›miewiskiem innych. W najlepszym przypadku traktowano nas jak powietrze. WidziaÅ‚em jak matka to przeżywa, a mnie bolaÅ‚o, że nie mogÄ™ jej w żaden sposób pomóc. ByÅ‚em zbyt maÅ‚y i i zbyt s Å‚aby. Jedyne co mogÅ‚em, to przysiÄ…c i jej i sobie, ze gdy bÄ™dÄ™ dorosÅ‚y, to zrobiÄ™ wszystko, by chronić tych na których mi zależy, by nigdy nie cierpieli, tak jak ona cierpiaÅ‚a. A potem poznaÅ‚em ciebie. Na poczÄ…tku patrzyÅ‚em na ciebie tak jak inni, ale zmieniÅ‚o siÄ™ to, gdy zobaczyÅ‚em, jak, mimo mÅ‚odego wieku i maÅ‚ego i sÅ‚abego ciaÅ‚a, pomagasz tej Å›lepej żebraczce, którÄ… napadÅ‚o kilku oprychów. Wtedy zrozumiaÅ‚em, że nie wyglÄ…d jest ważny, tylko to, jaki jesteÅ›. I chociaż wciąż jeszcze siÄ™ ciebie obawiaÅ‚em, postanowiÅ‚em poznać ciÄ™ lepiej. Bo chciaÅ‚em mieć tyle odwagi co ty, by bronić matkÄ™ przed tymi wszystkimi ludźmi. Im dÅ‚użej siÄ™ z tobÄ… zadawaÅ‚em, im mocniej staraÅ‚em siÄ™ przebić przez twojÄ… nieufność, tym bardziej siÄ™ w tobie zakochiwaÅ‚em, chociaż wtedy jeszcze nie zdawaÅ‚em sobie sprawy z tego, że to miÅ‚ość. WiedziaÅ‚em, że chcÄ™ także ciebie bronić przed niegodziwoÅ›ciami tego Å›wiata. I gdy osiÄ…gnÄ…Å‚em odpowiedni wiek poszedÅ‚em do wojska. Dalej już wiesz. Ej, nie pÅ‚acz – powiedziaÅ‚ i podniósÅ‚ twarz kochanka. Oczy Anterusa byÅ‚y mokre, a Å‚zy pÅ‚ynęły mu po policzkach.
- Tyle razy już mi to opowiadaÅ‚eÅ›, a ja za każdym razem siÄ™ rozklejam – burknÄ…Å‚ zawstydzony mag próbujÄ…c otrzeć Å‚zy.
Yarvis wziął jego twarz w dłonie i zaczął całować wszędzie tam, gdzie był choćby najmniejszy ślad łez. Jedno oko, drugie, jeden policzek, drugi, na koniec usta, które całował delikatnie, delektując się ich smakiem.
- Zdejmij zasÅ‚onÄ™ – wyszeptaÅ‚ z trudem odrywajÄ…c siÄ™ od jego ust. Mag popatrzyÅ‚ na niego niepewnie. – Zdejmij zasÅ‚onÄ™, chcÄ™ ciÄ™ zobaczyć takiego, jakim jesteÅ› naprawdÄ™.
Anterus odsunął się niepewnie do wojownika. Na jego twarzy widać był wahanie i ból.
- ProszÄ™ – wyszeptaÅ‚ Yarvis chowajÄ…c dÅ‚onie kochanka w swoich. – Nie chcÄ™ zawsze widzieć tylko iluzji. Nie takiego ciebie pokochaÅ‚em, tylko tego zaklÄ™tego dzieciaka.
Ostatnie słowa musiały przekonać maga, bo nagle jego twarz zmieniła się, jakby zdjął z niej jakąś niewidzialną maskę. Oczy zmieniły się w zielone wężowe ślipia, a na twarzy pojawiły się zielone łuski, które powoli pokrywały całe jego ciało. I tylko włosy zostały wciąż zielone.
Yarvis delikatnie ujął jego twarz w dłonie i spojrzał w oczy. Młody mag wyraźnie widział w nich troskę i ciepło. I serce zabiło mu mocniej.
- I to jest mężczyzna, który skradÅ‚ moje serce – powiedziaÅ‚ Yarvis, po czym pocaÅ‚owaÅ‚ Anterusa. Ten zarzuciÅ‚ rÄ™ce na jego kark i odwzajemniÅ‚ pocaÅ‚unek, a kiedy Yarvis zamknÄ…Å‚ oczy skupiajÄ…c siÄ™ na pocaÅ‚unku, ponownie zmieniÅ‚ swój wyglÄ…d na bardziej ludzki. I tywÅ‚osy zostaÅ‚y wciąż zielone.
Tymczasem Yarvis przeszedł z pocałunkami na szyję i uszy. Anterus zachichotał rozbawiony.
- Przestań mnie łaskotać.
- No wiesz – burknÄ…Å‚ wojownik udajÄ…c naburmuszonego – to ja próbujÄ™ wprowadzić ciÄ™ w odpowiedni nastrój, a ty mówisz, ze tylko ciÄ™ Å‚askoczÄ™? CzujÄ™ siÄ™ obrażony. – Na potwierdzenie swoich słów usiadÅ‚ na brzegu łóżka, tyÅ‚em do kochanka. Anterus zachichotaÅ‚. OparÅ‚ siÄ™ na plecach przyjaciela, a jego rÄ™ka powÄ™drowaÅ‚a do krocza Yarvisa.
- Oj, chyba ktoÅ› ma tu odmienne zdanie niż ty. – Znowu zachichotaÅ‚, na co Yarvis sapnÄ…Å‚ i odwróciÅ‚ siÄ™ przodem do maga. ObjÄ…Å‚ go ramionami po czym rzuciÅ‚ na łóżko.
- I tylko dlatego jeszcze siÄ™ z tobÄ… zadajÄ™ – odparÅ‚ z wesoÅ‚ym bÅ‚yskiem w oczach – że moje ciaÅ‚o kompletnie nie chce siÄ™ mnie sÅ‚uchać i ciÄ…gle by siÄ™ chciaÅ‚o z tobÄ… spoufalać.
Anterus uśmiechnął się wyraźnie zadowolony i bez słowa cmoknął kochanka w usta. Ten oddał pocałunek, lecz bardziej namiętny i o wiele dłuższy.
- Kocham ciÄ™ – powiedziaÅ‚ kiedy w koÅ„cu siÄ™ oderwaÅ‚ do Anterusa. Nie czekajÄ…c na odpowiedź zaczÄ…Å‚ caÅ‚ować go po klatce piersiowej, aż w koÅ„cu zszedÅ‚ do krocza. Anterus jÄ™knÄ…Å‚ gdy poczuÅ‚ jak coÅ› wilgotnego i ciepÅ‚ego obejmuje jego czÅ‚onka. SiÄ™gnÄ…Å‚ rÄ™kÄ… by uwolnić siÄ™ z ust kochanka, lecz tylko zostaÅ‚ trzepniÄ™ty w rÄ™kÄ™, a usta Yarvisa wzmogÅ‚y tempo pieszczoty. Mag byÅ‚ już na granicy wytrzymaÅ‚oÅ›ci, gdy wojownik oderwaÅ‚ siÄ™ od jego czÅ‚onka, klÄ™knÄ…Å‚ i zarzuciÅ‚ jego nogi na szyjÄ™. CaÅ‚owaÅ‚ jego kostki tak dÅ‚ugo, że aż zniecierpliwiony mag burknÄ…Å‚:
- Zamierzasz je zjeść, czy co? Weź w końcu wejdź we mnie.
- Jak jaÅ›niepan sobie życzy – odparÅ‚ Yarvi, po czym zrzuciÅ‚ nogi kochanka z szyi, nie bawiÄ…c siÄ™ w subtelnoÅ›ci odwróciÅ‚ go na brzuch, pochyliÅ‚ nad nim i bez ostrzeżenia naparÅ‚ na niego czÅ‚onkiem. Anterus aż krzyknÄ…Å‚ gdy poczuÅ‚ jak rozpiera go w tyÅ‚ku. Yarvis przystopowaÅ‚ bojÄ…c siÄ™, ze przesadziÅ‚ i zrobiÅ‚ kochankowi krzywdÄ™, lecz ten tylko wyprężyÅ‚ siÄ™ i mocniej naparÅ‚ na jego czÅ‚onka. Yarvis pozbyÅ‚ siÄ™ wÄ…tpliwoÅ›ci. WykrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ™ maga na tyle ile mógÅ‚, by go pocaÅ‚ować i zaczÄ…Å‚ siÄ™ poruszać, najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, dostosowujÄ…c ruchy ciaÅ‚a do rosnÄ…cego coraz szybciej pożądania. WydawaÅ‚oby siÄ™, że jeszcze chwila a zaraz obaj dojdÄ…, gdy nagle Yarvis przestaÅ‚. Anterus jÄ™knÄ…Å‚ zawiedziony.
- Ciii – wyszeptaÅ‚ Yarvis caÅ‚ujÄ…c kochanka w skroÅ„ – jeszcze bÄ™dzie ci dobrze. Tylko chcÄ™ inaczej. Chodź – usiadÅ‚ na skraju łóżka, spuszczajÄ…c nogi na podÅ‚ogÄ™. PoklepaÅ‚ siÄ™ po kolanie dajÄ…c do zrozumienia kochankowi, by usiadÅ‚ na nich. Anterus prawidÅ‚owo odczytaÅ‚ ten gest i chwilÄ™ potem unosiÅ‚ siÄ™ równomiernie jednoczeÅ›nie caÅ‚ujÄ…c Yarvisa.
- Och tak – wykrzyknÄ…Å‚ Yarvis czujÄ…c jak jeszcze chwila a nadejdzie speÅ‚nienie. NadchodzÄ…ce speÅ‚nienie przesÅ‚oniÅ‚o mu pozostaÅ‚e zmysÅ‚y tak bardzo, że nie byÅ‚ pewien czy w pewnym momencie ktoÅ› wszedÅ‚ do ich pokoju, czy to tylko umysÅ‚ pÅ‚ataÅ‚ mu figle. Chociaż tak wÅ‚aÅ›ciwie kompletnie go to nie obchodziÅ‚o, jego priorytetem byÅ‚a ogarniajÄ…ca go przyjemność i ten, który byÅ‚ jej przyczynÄ….
W końcu obaj doszli z głośnymi jękami.
- ByÅ‚eÅ› cudowny – wyszeptaÅ‚ z trudem Yarvis obejmujÄ…c Anterusa i przyciÄ…gajÄ…c go do piersi.
Mag nic nie odpowiedział tylko wtulił się w niego próbując uspokoić oddech i galopujące serce. Czuł się głupio, bo Yarvis tyle razy mu powtarzał, ze go kocha, a on ani razu, nawet słowem nie próbował wyrazić tego co czuje.
- Yarvis – wybÄ…kaÅ‚ w koÅ„cu niepewnie, kiedy już ich oddechy wyrównaÅ‚y siÄ™ i ciaÅ‚a ogarnęło przyjemne rozleniwienie.
- Tak? – ZapytaÅ‚ sennie.
- Bo wiesz, ja… - zaczÄ…Å‚ niepewnie – Ja nigdy… - UmilkÅ‚ nie wiedzÄ…c jak to powiedzieć.
- Tak? – OdezwaÅ‚ siÄ™ zachÄ™cajÄ…co Yarvis i leniwie pogÅ‚askaÅ‚ kochanka po plecach.
- Ty tyle razy mi mówisz… a ja… - jÄ…kaÅ‚ siÄ™ coraz bardziej. Tak bardzo chciaÅ‚ by Yarvis znaÅ‚ jego uczucia, lecz dziwna niemoc blokowaÅ‚a jego jÄ™zyk. – Ty mnie… tak bardzo, tak czÄ™sto, a ja… ja też chciaÅ‚bym, ale jakoÅ› tak… I ty nie wiesz… - plÄ…taÅ‚ siÄ™ coraz bardziej. CieszyÅ‚ siÄ™, że Yarvis teraz na niego nie patrzy, bo pewnie by siÄ™ rozeÅ›miaÅ‚ widzÄ…c jak bardzo czerwony siÄ™ zrobiÅ‚. Bo, że siÄ™ zrobiÅ‚ czerwony na twarzy byÅ‚o pewne.
- Wiem – odparÅ‚ stanowczo Yarvis i spojrzaÅ‚ kochankowi prosto w oczy.
- Ale skÄ…d? – zdumiaÅ‚ siÄ™. – Ja przecież…
Położył Anterusowi palec na ustach.
- Czasami nie trzeba wielu słów, by wyrazić uczucia. Widzę, że bardzo byś chciał powiedzieć, że mnie kochasz, ale nie potrafisz tego. I nie przeszkadza mi to.
- NaprawdÄ™?
- OczywiÅ›cie. Bo widzÄ™ jak na mnie patrzysz, jak reagujesz na te wszystkie czuÅ‚e sÅ‚owa i komplementy, które ci prawiÄ™ i jak wielkÄ… przyjemność ci sprawiam w Å‚ożu. I jak bardzo mi ufasz oddajÄ…c swe życie w moje rÄ™ce i pokazujÄ…c swojÄ… prawdziwÄ… twarz. To wszystko mi wystarczy zamiast tych wszystkich słów, które nawet nie potrafiÄ… do koÅ„ca opisać uczuć. Ale jeÅ›li tak bardzo chcesz powiedzieć „kocham ciÄ™”, to ja poczekam, aż bÄ™dziesz w stanie to zrobić.
- DziÄ™kujÄ™ – wyszeptaÅ‚ mÅ‚ody mag z zawstydzeniem wtulajÄ…c siÄ™ w pierÅ› Yarvisa.
- A tak przy okazji, czy mi siÄ™ wydawaÅ‚o, czy ktoÅ› wszedÅ‚ do naszego pokoju gdy akurat …
- Nikt ważny – odparÅ‚ mag. – WyrzuciÅ‚em intruza za drzwi i zamknÄ…Å‚em drzwi na zasuwkÄ™.
Yarvis roześmiał się rozbawiony.
- Następnym razem musimy się najpierw upewnić czy zamknęliśmy drzwi.
- Upewnimy siÄ™, upewnimy – odparÅ‚ nieco sennie mag.
Chwilę potem obaj spali, a gdy nadeszła odpowiednia godzina Anterus nałożył barierę ochronną na schody, zwalniając w ten sposób strażników, by tez mogli odpocząć przed dalszą drogą.
Następnego dnia Rodzeństwo Ostrovnic wstało wyjątkowo wcześnie. Po dość sutym śniadaniu, które jaśniepaństwo zjedli w swoich pokojach, a ich strażnicy w hotelowej jadalni, ruszyli w końcu w ostatni etap podróży.