Owładnięci uczuciami 1
Dodane przez Aquarius dnia Padziernik 04 2014 11:14:54


O szyby rozbijały się krople deszczu. Ethan jednym uchem słuchał wykładu, gdy nagle zdał sobie sprawę, że ktoś go szturcha w ramię. Gdy się odwrócił, ujrzał stojącą obok niego Grace.
- Dlaczego jeszcze siedzisz? Wykład właśnie się skończył - zapytała rozbawiona.
Faktycznie, nie zauważył, że ludzie zaczęli się zbierać i wychodzić z sali.
- Jak dobrze, że na dzisiaj już koniec i mamy w końcu weekend. Jestem strasznie głodna, pójdziemy coś zjeść razem?
Ethan wstał i ruszył z Grace na korytarz.
- A ty nie masz jeszcze jednego wykładu? - Sam poczuł, że jest głodny i z chęcią pójdzie coś zjeść z przyjaciółką.
- Odwołali nam, podobno profesor jest chory.
- To fajnie. - Ethan w końcu odwzajemnił uśmiech. - Ja mam ochotę na chińczyka, co ty na to?
- Z wielką chęcią - odparła.
Gdy wyszli z budynku szkoły siąpił deszcz. Grace rozłożyła parasolkę, wzięła pod rękę Ethana i ruszyli do knajpki. Na miejscu zamówili po kurczaku w cieście kokosowym i ciepłą zieloną herbatę. Chłopak przeczesał wilgotne włosy, żeby nie wpadały do oczu.
- Musisz iść do fryzjera - stwierdziła Grace.
- Wiem, ale jakoś nie mam czasu. W sumie nie przeszkadzają mi tak bardzo.
Przynieśli im posiłki i zaczęli jeść ze smakiem, gdy w końcu odezwała się Grace:
- Co porabiasz jutro?
- Nic szczególnego. A czemu pytasz? Masz coś w planach?
- A, bo wiesz, moja siostra robi urodziny i chciałabym żebyś poszedł ze mną. - Wyciągnęła ręce w górę udając że się przeciąga i spojrzała w sufit czekając na odmowę. Ethan udał, że się krztusi.
- Przecież ty nie lubisz swojej siostry, czemu nagle chcesz iść na jej imprezę? - Podniósł brwi ze zdziwienia.
- Bo to są jej urodziny i mnie zaprasza. Tak, wiem, niezbyt się lubimy, ale chyba właśnie dlatego chcę iść. Poznała niedawno jakiegoś kolesia, który prowadzi pub, zresztą niedaleko naszej uczelni, i tam mnie zaprosiła, powiedziałam, że przyjdę z kimś.
- Rozumiem, że ze mną? - mruknął.
- Wiesz przecież, że naśmiewa się ze mnie, no, że nie miałam jeszcze żadnego chłopaka. I dlatego chcę zabrać ciebie, nie zna cię, więc będziemy udawać, że jesteśmy razem. - Tym razem patrzyła w ścianę i bawiła się czarnymi lokiem włosów owijając go na palcu wskazującym.
- Mamy udawać parę? - Ethan z niedowierzaniem zamrugał oczami.
- Proszę, tylko ten jeden raz. - Oparła się o stół i błagalnie złożyła ręce jak do modlitwy. Ethan patrzył się w jej szare proszące spojrzenie. - Postawię ci za to obiad, co tylko będziesz chciał.
Oparł łokieć na stole i ukrył twarz w dłoni.
- Dobrze, niech ci będzie - odpowiedział zrezygnowany.
- Och, dziękuję, dziękuję, dziękuję! - Rzuciła mu się na szyję prawie wkładając swój szalik w jego potrawę, ale zdążył ją w porę odepchnąć odepchnąć.
Następnego dnia przyszła po niego do mieszkania wyszykowana jak nigdy, w krótką spódnicę i botki na obcasie, do tego założyła grube czarne rajstopy i beżowy płaszcz na granatowy sweter. Wyglądała na zadowoloną z siebie dopóki nie zobaczyła Ethana. Z rozczochranymi włosami, w spodniach od dresu, nie wiedział zupełnie w co ma się ubrać. Rzadko chodził do baru, tym bardziej na czyjeś urodziny. Był raczej samotnikiem i odludkiem, niż duszą towarzystwa, a na czyichś urodzinach wśród większej ilości ludzi, był tylko u kuzyna dobrych kilka lat temu.
- Ubierz się po prostu normalnie - skwitowała jego problemy Grace i zaczęła przeglądać jego szafę, co niezbyt mu się spodobało, ale chyba nie miał innego wyjścia.
- Zwykłe ciemne dżinsy, ten czarny sweter - rzucała mu kolejno ubrania. - O, i ta skórzana kurtka, jest czadowa, czemu jej nie nosisz? - Podsunęła mu pod twarz starą skórzaną kurtę jego ojca, którą on sam nosił w czasach młodości. Niezbyt mu pasowała, nie czuł się dobrze w takich klimatach, ale była jeszcze całkiem porządna i szkoda było mu ją wyrzucić.
- Wolałbym bluzę i moją zwykłą kurtkę. - Skrzywił się nieco na pomysł Grace, ale gdy tylko napotkał jej grymas, zreflektował się i potulnie założył co mu kazała. W końcu to ona ma być gwiazdą ich małego przedstawienia.
- Ile ona w ogóle kończy lat? – zapytał szykując się w łazience.
- Dwadzieścia trzy.
- To jak to się stało, że tak się nie lubicie, przecież jest zaledwie dwa lata od nas starsza.
- Nieważne ile ma się lat, ważne jest to co się lubi, co się robi. Ona zmienia facetów jak rękawiczki, jest tlenioną blondynką i nie zdziwię się, jeśli zbiera pieniądze na powiększenie sobie cycków.
- Co? - Ethan wyjrzał zza drzwi.
- Na serio, cycki ma takie małe jak ja...
- Ale ty przecież nie masz małych piersi. - Spojrzał w jej dekolt, ale mimo że był gejem, zarumienił się, zresztą Grace też, i z powrotem schował się w łazience, a dziewczyna ciągnęła dalej lekko zmieszana:
- No więc ja też sądzę, że są okej, ale ona ciągle gada, że takie są małe. Nic nie mówi, ale pewnie każdy pieniądz, który dostaje lub zarobi odkłada skrzętnie do skarbonki, aby potem udać się na operację. Już ja ją znam.
Ethan wyszedł w końcu ubrany jak chciała Grace, a włosy zaczesał do tyłu i spryskał lakierem żeby nie zepsuły się na wietrze. Dziewczyna spojrzała na niego z podziwem.
- No, no, pasuje ci taki lekko niegrzeczny wygląd. Z tymi twoimi rudymi włosami i piegami na twarzy wyglądasz nawet pociągająco. - Podeszła do niego i położyła mu dłonie na klace piersiowej. - Ach, gdybyś tylko nie był gejem - zaświergotała słodko i zatrzepotała mocno wytuszowanymi rzęsami.
Ethan złapał ją za ramiona i odsunął delikatnie, acz stanowczo.
- To robi się już dziwne. - Spod piegów wychynął rumieniec odznaczający się na jasnej skórze.
- Słodziak z ciebie. - Puściła do niego oko, a potem zaciągnęła do wyjścia.
Bar, do którego zmierzali, znajdował się mniej więcej w połowie drogi między domem Ethana a ich uczelnią, więc dotarli tam jednym autobusem w zaledwie dwadzieścia minut. Była to wolnostojąca kamienica, gdzie na dole znajdowała się knajpa, a na piętrze mieszkanie, możliwe, że też należące do właściciela. Pub z zewnątrz wyglądał na przyjemny, nie w typie podejrzanych spelun. Nad drzwiami wejściowymi umiejscowionymi na samym środku, widniał szyld w kolorze bordo z nazwą lokalu - „Street”. Gdy weszli do środka ukazało im się przytulne ciepłe wnętrze. Z lewej strony znajdowały się kanapowe loże, po środku było kilka mniejszych stolików, tak na dwie, trzy osoby. Natomiast z prawej znajdowały się dwa duże stoły potrafiące pomieścić z dziesięć osób. W głębi znajdował się bar, oraz przejścia do toalet i niewielkiej kuchni, skąd dobiegał zapach smażonego kurczaka. Gdzieś w tle grała muzyka.
Grace złowiła wzrokiem swoją siostrę, która do nich zamachała i uniosła brwi w zdziwieniu gdy zobaczyła, że Grace przyszła z chłopakiem.
Podeszli do dużego stołu najbliżej baru i siostra Grace wyskoczyła do nich na spotkanie.
- Cześć kochana siostrzyczko - wykrzyknęła radośnie i uściskała ją. - Może mi przedstawisz swojego towarzysza? - Zwróciła się do Ethana i uwiesiła się na jego ramieniu.
- To jest Ethan, mój chłopak - Grace odparła śmiało, próbując ukazać dumę.
- Nie wiedziałam, że masz chłopaka. Jestem Isla, miło mi poznać. - Uściskała rękę Ethana gdy ten również ją powitał.
Isla machnęła ręką pokazując w stronę stołu.
- To moi przyjaciele. Kochani, to moja najdroższa młodsza siostrzyczka Grace i jej chłopak Ethan. A to są Jackson, Martha, Adam, Harry, Beth, Jessica, oraz nasz gospodarz i mój ukochany mężczyzna Logan. - Wskazała kolejno wszystkich siedzących przy stoliku, po czym po przedstawieniu Logana przytuliła się do niego siadając obok. - Proszę, siadajcie. - Wskazała miejsce na przeciwko siebie, koło Jacksona.
Ethan pozwolił najpierw usiąść Grace, a sam wcisnął się na końcu ławki. Nie lubił tłoku, jaki towarzyszył takim spotkaniom. Było ich w sumie dziesięcioro i już czuł się nieswojo, a do tego gwar pełnego pubu potęgował uczucie klaustrofobii. Żeby nie rozmyślać o tym, że najchętniej stamtąd by uciekł, skupił się na rozmowie i na tym, co dzieje się wokół niego.
Isla, siostra Grace, to faktycznie blond laleczka. Ubrana w cienką bluzkę z dużym dekoltem próbuje pokazać to, co ma najlepsze, czyli biust; ciągle się śmieje ukazując równe białe zęby. Zaczęła wypytywać ich o związek, zdziwiona, że jej młodsza siostra w ogóle znalazła jakiegoś faceta.
- Nie chwaliłaś się, że masz chłopaka, czemu nic mi nie powiedziałaś? - zagadnęła Isla.
- Wiesz jaka jestem, nie chwalę się na prawo i lewo swoimi podbojami - odparła z nutką sarkazmu Grace.
- Gdzie się poznaliście? Jak długo już jesteście razem?
Ethan postanowił w końcu dołączyć do konwersacji, żeby nie wyjść na „tego małomównego rudego typa”.
- Chodzimy razem na studia i znamy się już od roku, ale dopiero niedawno odważyłem się ją zaprosić na randkę, także chodzimy razem od niedawna. - Próbował być jak najbardziej wyluzowany i udało mu się nie wzbudzić podejrzeć. Grace objęła jego rękę i lekko się przytuliła, żeby podkreślić jego słowa, że od niedawna są parą. Gdy spojrzał na nią, puściła do niego oko i oboje się cicho roześmiali, co dla innych musiało wyglądać na chichot zakochanej pary.
Ethan nie spostrzegł, że Logan uważnie mu się przysłuchuje i dopiero gdy się odezwał, zwrócił na niego uwagę.
- Przepraszam cię kochana, ale muszę iść na chwilę do baru. Przy okazji przyniosę kilka piw. - Przechodząc obok Isli ucałował ją w policzek i dziewczyna się lekko zarumieniła.
Ethan dopiero teraz zauważył, że jak na właściciela pubu, chłopak jest bardzo młody. Gdy Grace o nim mówiła, wyobrażał sobie starszego faceta, no, może około trzydziestki, ale nie młodego dwudziestokilkulatka. Nie myślał o nim jednak zbyt długo, gdyż doszedł do niego głos Jacksona:
- Może powinnaś zerwać z Ethanem. - Była to raczej sugestia niż pytanie.
Grace się oburzyła.
- Jeśli to twój sposób na podrywanie, to jest bardzo kiepski. - Przysunęła się bliżej Ethana i złapała go za rękę.
- Kolego, co ty sobie myślisz? - Ethan autentycznie się zdenerwował. Nie był wprawdzie związany z Grace, ale takie zachowanie działało mu na nerwy, bo kto normalny podrywa czyjąś dziewczynę w obecności jej chłopaka? Ten Jackson musi być nienormalny. Ethan przyjrzał mu się teraz uważnie. Chłopak miał czarne krótkie włosy i przenikliwe brązowe oczy. Kąciki jego ust skierowane były lekko ku górze, przez co wyglądał na wiecznie uśmiechniętego, co nawet pasowało do jego zawadiackiego zachowania. Niegrzecznego wyglądu dopełniał kolczyk - kółko po środku dolnej wargi.
- To, nad czym każdy by się zastanawiał. Po co taka ładna dziewczyna jak Grace, zadaje się z tym rudym facetem?
Ethan najbardziej nie lubił jak mu wytykali, że jest rudy. Miał to na co dzień w podstawówce, gdzie był jedynym rudym chłopcem w klasie, tak samo było w liceum. Docinki, szturchanie, bójki. Potem stwierdził, że nie da sobą więcej pomiatać. Zaczął chodzić na siłownię i zajęcia z kick boxingu, uprawiał jogging kiedy miał wolną chwilę, lub musiał oczyścić umysł. Teraz nie mógł wyjść i pobiegać, aby ochłonąć, chciał po prostu wpierdolić Jacksonowi.
Wstał nagle, złapał chłopaka za koszulkę i zamachnął się ręką. W jednej chwili dziewczyny siedzące przy stoliku pisnęły przerażone, a Grace zatkało z niedowierzania - nigdy wcześniej nie widziała tak ostro reagującego przyjaciela. Ethan nie zdążył jednak wymierzyć ciosu Jacksonowi, gdyż Logan złapał go za rękę i wykręcił ją ostro do tyłu, aż chłopak puścił oniemiałego podrywacza.
- Żadnych bójek w moim lokalu - głośno zakomunikował puszczając ramię Ethana.
Przez chwilę chłopak wpatrywał się w niebieskie oczy Logana, które wydały mu się nad wyraz spokojne, a jednocześnie atrakcyjne. Złapał się na myśli, że Logan jest bardzo przystojny. Miał jasne włosy wygolone po bokach, po środku szeroki irokez był teraz zaczesany na jedną stronę. Mała blizna na długim nosie mogła wskazywać, że kiedyś był złamany. Wąskie usta, wykrzywione teraz w lekkim grymasie, otworzyły się i Logan szepnął stanowczo:
- Siadaj.
Ethana policzki zapiekły już wcześniej, gdy zdenerwował się na Jacksona, więc wiedział, że jego blada skóra cały czas miała odcień czerwieni. Ucieszył się z tego, ponieważ teraz poczuł się zażenowany i speszony, co dostarczyło mu nowych wypieków na policzkach, lecz tylko on je mógł poczuć.
Gdy potulnie usiadł, Grace szybko złapała jego dłoń w swoją, żeby mógł wiedzieć, że jest po jego stronie i nie przejmuje się wybuchem jego złości. Chłopak myślał, że ma już sytuację z głowy, gdy Logan pochylił się przed nim i oparł na rękach o stół.
- Jackson to może i cham, który wali z grubej rury, ale to ty, rudzielcu, pierwszy podniosłeś na niego rękę. - Logan spojrzał Ethanowi znowu prosto w oczy, a on nie mógł wykrztusić słowa zszokowany jego stanowczością. - Więc zachowuj się grzecznie, żebym nie musiał cię stąd wywalać. - Uśmiechnął się jeszcze do Ethana, po czym podniósł się i sięgnął do tyłu po przyniesione piwa, które rozdał wszystkim i sam w końcu zasiadł do stołu.
Po chwili ciszy, rozmowy znowu przybrały normalny obrót i nikt nie przejmował się zaistniałym zajściem. Grace szepnęła Ethanowi, że najlepiej byłoby gdyby się już zebrali, nie miała ochoty dłużej przebywać z tymi ludźmi i widziała, że Ethanowi też przyda się rześkie powietrze. Podziękowali za piwo, którego nawet nie tknęli, jeszcze raz złożyli życzenia Iśle, po czym skierowali się do drzwi. Ethan odchodząc, jeszcze rzucił okiem na stolik i złapał spojrzenie odwróconego w ich stronę Logana, lecz nie mógł z niego odczytać, co chłopak mógł myśleć w tej chwili.
Na zewnątrz powitał ich mroźny listopadowy wiatr, który zwiastował rychłe przyjście zimy.
- Ja nie mogę, co za prostaki! - krzyknęła Grace, w końcu mogąc wypuścić trochę emocji. - Ten Jackson, co za tupet! Tak mnie podrywać przy tobie! A ten cały Logan mojej siostry? To mój bar, jestem taki ważny koleś - przedrzeźniała jego głos.
Ethan w końcu wyrwany z zamyślenia, zaśmiał się na jej parodię Logana.
- Hej, lepiej ci? - Dziewczyna ujęła jego ramię, a w oczach malowała się troska. - Nie wiedziałam, że jesteś taki wybuchowy.
- Przepraszam za tamto. - Spuścił wzrok. - Zwykle próbuję się pilnować, ale jak się słyszy takie docinki przez całe życie, to ciężko jest nad sobą zapanować. Szczególnie, że jeszcze przystawiał się do ciebie, mimo że byłem obok.
- Prawda? Jak tak w ogóle można? Która by go chciała przy takim zachowaniu?
Ethan skiną głową. Skierowali się na przystanek autobusowy.
- Chociaż... Był nawet przystojny - wyszeptała Grace odwracając głowę.
- Co?! - Ethan stanął jak wryty. - Dziewczyno, musimy znaleźć ci w końcu porządnego faceta!
Objął ją i poczochrał po włosach. Oboje zaczęli się śmiać.

* * *


Następnego dnia, w niedzielę, Ethan poszedł wcześnie rano pobiegać. Nie mógł już dłużej spać, mnóstwo myśli kłębiło mu się w głowie i wiedział, że świeże powietrze dobrze mu zrobi. Poprzedniego dnia, gdy wrócił do domu, nie mógł się na niczym skupić. Próbował odrabiać prace domowe, czytać książkę, a nawet po prostu obejrzeć jakiś film, ale ciągle w głowie widział niebieskie oczy Logana i słyszał jego stanowczy głos. Chłopak mu się podobał, a jednocześnie go nienawidził. Ethana poniosły nerwy, a tamten był taki spokojny i opanowany, do tego władczy i rozkazujący. Dobrze, to jego lokal, nie życzy sobie w nim bójek, więc zrozumiałe, że powstrzymał Ethana przed przywaleniem w nos Jacksonowi. Ale nie musiał być chamski i mu przygadać, nazywając rudzielcem. Tacy byli najgorsi. Pod przykrywką bycia miłym, czy uprzejmym, wbijali nóż w plecy. Wczoraj długo nie mógł zasnąć, a kiedy w końcu przyszedł upragniony spokój i rozluźnienie, nagle obudził się rano, a zegarek wskazywał szóstą. Teraz, biegnąc po mokrym chodniku, przesuwał w myślach sceny z poprzedniego wieczoru. Mógł się lepiej zachować, odpowiedzieć coś Jacksonowi, a nie tylko prezentować postawę osiłka, ale nie wytrzymał, puściły mu nerwy, a teraz tego żałował. Jak dobrze, że już nigdy w życiu nie spotka tych dwóch kolesi. Na pewno nie miał zamiar ponownie przekraczać progu tego baru, chociaż bardzo pragnął znowu ujrzeć te błękitne oczy. Pokręcił głową i przyspieszył tempa. Musiał wybić sobie z głowy tego palanta.