Nemezis 2
Dodane przez Aquarius dnia Wrzesie˝ 06 2014 15:20:08


Santo popatrzy┼é b┼éagalnym wzrokiem na nauczycieli. Jeden z nich u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö przepraszaj─ůco, ale ┼╝aden z nich nic nie powiedzia┼é.
- No – warkn─ů┼é zniecierpliwiony Zardis i z┼éapawszy Santo za r─Ök─Ö poci─ůgn─ů┼é go w stron─Ö urz─ůdzenia, po czym wsadzi┼é jego r─Ök─Ö do ┼Ťrodka. Santo szarpn─ů┼é si─Ö, ale niestety nie m├│g┼é wyci─ůgn─ů─ç r─Öki z otworu. Nagle poczu┼é do┼Ť─ç mocne szczypni─Öcie i co┼Ť odepchn─Ö┼éo go z tak du┼╝─ů si┼é─ů, ┼╝e a┼╝ polecia┼é do ty┼éu i przewr├│ci┼é si─Ö na plecy. Metaliczny g┼éos powiedzia┼é:
- Po┼é─ůczenie nie mo┼╝e by─ç zrealizowane.
Po sali przebiegł szmer zdziwienia. Twarze nauczycieli wyrażały konsternację.
- Dlaczego? – rzuci┼é przewodnicz─ůcy w przestrze┼ä.
- Istnieje aktywne po┼é─ůczenie mi─Ödzy Tarcz─ů Santo Uruste a Mieczem.
- Kt├│ry Miecz?
- Horge Janis.
W┼Ťr├│d uczni├│w siedz─ůcych za barierkami przebieg┼é szmer zaskoczenia, zacz─Ö┼éy si─Ö rozmowy i szepty. Przewodnicz─ůcy popatrzy┼é bez s┼éowa na jednego z nauczycieli. Ten tylko skin─ů┼é g┼éow─ů i wyszed┼é z sali. Santo patrzy┼é niepewnie na pozosta┼éych, dziwnie zas─Öpionych nauczycieli.
- Prosz─Ö pana… - zacz─ů┼é, a gdy przewodnicz─ůcy zwr├│ci┼é na niego wzrok, doda┼é: - Jest niedobrze?
- Jeszcze nie wiem ch┼éopcze. Pierwszy raz co┼Ť takiego si─Ö zdarzy┼éo, musimy to sprawdzi─ç.
Santo nerwowo prze┼ékn─ů┼é ┼Ťlin─Ö. Niepok├│j ogarn─ů┼é jego serce. Co b─Ödzie je┼Ťli b─Ödzie jeszcze gorzej? Czas wl├│k┼é si─Ö niemi┼éosiernie i jak zawsze narzeka┼é, ┼╝e za szybko ucieka, przez co nigdy nie mo┼╝e nic porz─ůdnie zrobi─ç, tak teraz modli┼é si─Ö by skr├│ci┼é si─Ö maksymalnie i nie torturowa┼é go t─ů niepewno┼Ťci─ů.
W ko┼äcu jego mod┼éy zosta┼éy wys┼éuchane, bo nagle tu┼╝ obok Santo pojawi┼é si─Ö ob┼éok dymu, a gdy dym opad┼é, zobaczy┼é nauczyciela i…
- To ty! – wykrzykn─ů┼é odruchowo. Obok nauczyciela sta┼é ten ch┼éopak, kt├│rego dzisiejszego ranka wyci─ůgn─ů┼é z wody.
Wszyscy nauczyciele spojrzeli na Santo. I nie tylko oni. R├│wnie┼╝ ten ch┼éopak, a jego mina nie wr├│┼╝y┼éa nic dobrego. Przypomnia┼éo m u si─Ö, co powiedzia┼é wtedy nad rzek─ů. A je┼Ťli komukolwiek o tym pi┼Ťniesz, ju┼╝ jeste┼Ť martwy. Nerwowo prze┼ékn─ů┼é ┼Ťlin─Ö. Co robi─ç, co robi─ç…
- Znacie si─Ö? – zainteresowa┼é si─Ö przewodnicz─ůcy rady, kt├│ry do tej pory siedzia┼é nieruchomo, uwa┼╝nie obserwuj─ůc wszystkich kandydat├│w na uczni├│w.
- Noo… - zacz─ů┼é niepewnie Santo, rozpaczliwie my┼Ťl─ůc jak by tu wyj┼Ť─ç z tego obronn─ů r─Ök─ů. Przez ca┼éy czas czu┼é na sobie gro┼║ny wzrok tamtego ch┼éopaka. I kiedy ju┼╝ traci┼é nadziej─Ö, nagle go ol┼Ťni┼éo! – spotkali┼Ťmy si─Ö gdy szed┼éem od stacji do szko┼éy. Ja… - zamilk┼é na chwil─Ö wpatruj─ůc si─Ö w ch┼éopaka. Gdyby wzrok m├│g┼é zabija─ç, Santo ju┼╝ by┼éby kupka popio┼éu. – Ja by┼éem niezdarny i wpad┼éem do rzeki p┼éyn─ůcej przez miasto i on – wskaza┼é r─Ök─ů na Horge Janina – wyci─ůgn─ů┼é mnie z niej. Bez niego bym uton─ů┼é. Musia┼é… - te s┼éowa nie mog┼éy mu przej┼Ť─ç przez gard┼éo. – Kiedy mnie wyci─ůgn─ů┼é, by┼éem nieprzytomny i…
- Rozumiem – przerwa┼é mu przewodnicz─ůcy. – W momencie gdy ci─Ö reanimowa┼é, dosz┼éo najprawdopodobniej do wymiany waszej ┼Ťliny, a co za tym idzie, DNA. Pierwszy raz si─Ö z czym┼Ť takim spotka┼éem, ale skoro maszyna do po┼é─ůcze┼ä zaakceptowa┼éa to, nie pozostaje nam nic innego jak uczyni─ç tak samo. - Po sali przebieg┼é szmer. – Mam nadziej─Ö, ┼╝e nie przyczyni si─Ö to do ┼Ťmierci ┼╝adnego z was.
- Nie rozumiem, prosz─Ö, pana… - wyb─ůka┼é Santo.
- Lata bada┼ä oraz analizy wszystkich wcze┼Ťniejszych walk pokaza┼éy, ┼╝e im wi─Öksza zgodno┼Ť─ç mi─Ödzy Tarcz─ů a Mieczem tym bardziej efektywne staj─ů si─Ö ich zakl─Öcia i ciosy. Dlatego w┼éa┼Ťnie ┼é─ůczymy was w pary w ten, a nie inny spos├│b. Najlepiej by by┼éo gdyby zgodno┼Ť─ç ta wynosi┼éa 100%, ale jest to bardzo rzadki przypadek. Ostatni taki zdarzy┼é si─Ö sto lat temu. Maksymalny, jaki mo┼╝na osi─ůgn─ů─ç ci─Ö┼╝kim treningiem, to zazwyczaj 90%. Im mniejsza ta zgodno┼Ť─ç, tym wi─Öksze ryzyko, ┼╝e twoje zakl─Öcia czy jego pchni─Öcia nie wyrz─ůdz─ů krzywdy przeciwnikowi oraz, ┼╝e was nie obroni─ů. Oczywi┼Ťcie mo┼╝e by─ç tak, ┼╝e mimo niskiej zgodno┼Ťci, taka para b─Ödzie silna, jednak szanse na to s─ů niewielkie, wr─Öcz bliskie zeru.
Santo nerwowo prze┼ékn─ů┼é ┼Ťlin─Ö, zdaj─ůc sobie spraw─Ö z beznadziejno┼Ťci swojego po┼éo┼╝enia.
- I nie mo┼╝na tego jako┼Ť cofn─ů─ç?
- Bardzo mi przykro, ale nie. Jedyne, co ci teraz pozostaje, to uczy─ç si─Ö i ─çwiczy─ç wi─Öcej od innych, by ci─Ö┼╝k─ů prac─ů, wytrwa┼éo┼Ťci─ů i uporem osi─ůgn─ů─ç to, co w innych parach wynika z ich wysokiej kompatybilno┼Ťci. Tutaj – poda┼é Santo kartk─Ö – masz rozk┼éad zaj─Ö─ç. Przez pierwsze p├│┼é roku b─Ödziesz przerabia┼é og├│lny materia┼é, potem program nauczania zostanie dopasowany do twoich osi─ůgni─Ö─ç. Od tego momentu nauk─Ö b─Ödziesz dzieli┼é na nauk─Ö w┼éasn─ů oraz treningi z twoim Mieczem. – Widz─ůc zdziwione spojrzenie ch┼éopca, doda┼é: - To, ┼╝e posi─ůdziesz wiedz─Ö jak by─ç dobr─ů Tarcz─ů nie b─Ödzie oznacza┼éo jeszcze, ┼╝e faktycznie ni─ů b─Ödziesz. Walka polega na wsp├│┼épracy tarczy i Miecza, a to nie przychodzi samo z siebie, te┼╝ wymaga ci─Ö┼╝kiego treningu.
- Rozumiem.
- Idź teraz za swoim Mieczem, pokaże ci pokój, który będziecie dzielić przez cały okres nauki.
Santo spojrza┼é niepewnie na Horge, kt├│ry wci─ů┼╝ patrzy┼é na niego jak na wroga. Niepewnie podszed┼é do niego. Horge bez s┼éowa odwr├│ci┼é si─Ö i ruszy┼é do wyj┼Ťcia. Santo westchn─ů┼é i poszed┼é za nim. Kiedy zamyka┼é za sob─ů drzwi, us┼éysza┼é jeszcze jak nauczyciel wyczytuje kolejne nazwisko i ceremonia przydzia┼éu wraca na dawny tor.
Jeszcze nie zd─ů┼╝y┼é zdj─ů─ç r─Öki z klamki, gdy poczu┼é mocne szarpni─Öcie, a potem b├│l, gdy jego cia┼éo do┼Ť─ç brutalnie zetkn─Ö┼éo si─Ö ze ┼Ťcian─ů.
- S┼éuchaj no, ty… - wysycza┼é w┼Ťciekle Horge przyciskaj─ůc ramieniem szyj─Ö Santo do ┼Ťciany.
- Przecie┼╝ im nie powiedzia┼éem – wycharcza┼é z trudem, pr├│buj─ůc oderwa─ç r─Ök─Ö napastnika od w┼éasnej szyi.
- I niech tak lepiej zostanie, bo inaczej ci─Ö zabije.
- Nie mo┼╝esz – wci─ů┼╝ nie m├│g┼é normalnie m├│wi─ç – jestem twoj─ů Tarcz─ů.
- Zapami─Ötaj sobie: walcz─Ö sam, Tarcza mi nie jest do niczego potrzebna.
- Ale nauczyciel…
- Mam w dupie, co m├│wi┼é nauczyciel. Niestety musz─Ö to znosi─ç, bo inaczej nie b─Öd─Ö m├│g┼é walczy─ç. R├│b wi─Öc swoje, ale nie w┼éa┼║ mi w drog─Ö. Zrozumia┼ée┼Ť?
Santo z trudem pokiwa┼é twierdz─ůco g┼éow─ů. Dopiero wtedy Horge zabra┼é rami─Ö z jego szyi i ruszy┼é przed siebie. Santo wzi─ů┼é g┼é─Öboki oddech i pomasowa┼é si─Ö po szyi. Z dziwn─ů ulg─ů osun─ů┼é si─Ö na ziemi─Ö. W tym momencie z sali wysz┼éa para. Popatrzyli dziwnie na Santo, ale nic nie powiedzieli tylko poszli dalej. W tym momencie Santo przypomnia┼é sobie, co w┼éa┼Ťciwie musi teraz zrobi─ç. Spojrza┼é w kierunku w kt├│rym znikn─ů┼é jego Miecz i przerazi┼é si─Ö, nie by┼éo go! b┼éyskawicznie podni├│s┼é si─Ö i pobieg┼é po schodach, licz─ůc, ze z┼éapie go jeszcze gdzie┼Ť na dziedzi┼äcu, ale mimo i┼╝ si─Ö rozgl─ůda┼é, nawet przebieg┼é dziedziniec wzd┼éu┼╝ i wszerz to jednak nigdzie go nie zauwa┼╝y┼é. Nerwowo prze┼ékn─ů┼é ┼Ťlin─Ö, a panika ogarn─Ö┼éa jego serce. I co teraz zrobi? Przecie┼╝ wyra┼║nie powiedziano, ┼╝e ma mieszka─ç razem ze swoim Mieczem, a on nawet nie wie gdzie! Sta┼é przez chwil─Ö zastanawiaj─ůc si─Ö jak wybrn─ů─ç z tej sytuacji, gdy nagle go ol┼Ťni┼éo. Intendent! Szybko pobieg┼é do jego biura, modl─ůc si─Ö, by by┼é u siebie. Kiedy w ko┼äcu dobieg┼é, odczeka┼é par─Ö minut by uspokoi─ç rozko┼éatane od biegu serce i zapuka┼é.

***
- Istnieje aktywne po┼é─ůczenie mi─Ödzy Tarcz─ů Santo Uruste a Mieczem.
- ┼╗e co? – wykrzykn─ů┼é w┼Ťciekle Zardis Hurak lecz zosta┼é uciszony gniewnym spojrzeniem przez jednego z nauczycieli. – Ale prosz─Ö pana, przecie┼╝ wysz┼éo, ┼╝e on jest najbardziej kompatybilny ze mn─ů!
- Uspok├│j si─Ö ch┼éopcze, musimy to wyja┼Ťni─ç – odpar┼é nauczyciel spokojnie, lecz jego wzrok wyra┼║nie m├│wi┼é, ┼╝e jeszcze chwila, a przestanie by─ç mi┼éy. Zardis zrozumia┼é, ┼╝e lepiej nie zadziera─ç z nauczycielem, zw┼éaszcza jednym z najlepszych. Sta┼é wi─Öc cicho i s┼éucha┼é i jedynie d┼éonie zaci┼Ťni─Öte w pi─Ö┼Ťci m├│wi┼éy co o tym wszystkim my┼Ťli. Po raz pierwszy co┼Ť nie posz┼éo tak, jak chcia┼é. Zawsze dostawa┼é to, co chcia┼é, bez wzgl─Ödu na ┼Ťrodki, a teraz jaki┼Ť gnojek ma mu to odebra─ç?! Przez niego ca┼éy misterny plan legnie w gruzach! Nagle us┼éysza┼é co┼Ť, co wprawi┼éo go w jeszcze wi─Öksza w┼Ťciek┼éo┼Ť─ç.
- Kt├│ry Miecz?
- Horge Janis.
Co?! Ten cholerny dupek zamierza mu zabra─ç jego zabawk─Ö?! O nie, nie mo┼╝e do tego dopu┼Ťci, by znienawidzony wr├│g tryumfowa┼é. Na pocz─ůtku chcia┼é tego dzieciak tylko po to by si─Ö z nim zabawai─ç, a potem pozby─ç, tak samo jak poprzedniej Tarczy, ale teraz… Teraz to jest kwestia honoru, nie mo┼╝e pozwoli─ç by ten dupek Janis zabra┼é mu jego w┼éasno┼Ť─ç i nie zap┼éaci┼é za to.
Kiedy ju┼╝ by┼é pewne, ze zdobycz wymkn─Ö┼éa mu si─Ö z r─Öki, zamiast wr├│ci─ç na miejsce i czeka─ç czy znajdzie si─Ö dla niego jaka┼Ť inna Tarcza, wyszed┼é z sali. W┼Ťciek┼éy do granic mo┼╝liwo┼Ťci poszed┼é do gabinetu intendenta. Wszed┼é do ┼Ťrodka, nawet nie wysilaj─ůc si─Ö na pukanie. Saster Nagimi siedzia┼é przy swoim biurku i w skupieniu przegl─ůda┼é jakie┼Ť dokumenty. Zardis w┼Ťciekle waln─ů┼é pi─Ö┼Ťci─ů w biurko.
- Chyba wyraźnie powiedziałem co masz zrobić!
Intendent podniósł wzrok i spokojnie odparł:
- Nie zapominaj, ┼╝e jeste┼Ť tylko uczniem. Odno┼Ť si─Ö do mnie z szacunkiem.
- Z szacunkiem?! Do ciebie?! – ch┼éopak prychn─ů┼é rozbawiony. – Od kiedy to pan szanuje swojego psa? Nie zapominaj, kto ci p┼éaci.
- Lepiej uwa┼╝aj, bo ten pies mo┼╝e ci─Ö pogry┼║─ç.
- Grozisz mi? – Oczy Zardis zw─Özi┼éy si─Ö.
- Nie gro┼╝─Ö, tylko stwierdzam fakt. Nawet ┼Ťlepo pos┼éuszny pies mo┼╝e ugry┼║─ç, gdy zostanie do tego zmuszony. I dla twojej wiadomo┼Ťci, doskonale pami─Ötam, ┼╝e dostaj─Ö pieni─ůdze ot twojego ojca, a nawet jak bym zapomnia┼é, to ty z pewno┼Ťci─ů nie omieszkasz mi o tym przypomnie─ç. Je┼Ťli chcesz, ┼╝eby ten pies dalej by┼é ┼Ťlepo pos┼éuszny, lepiej si─Ö uspok├│j i powiedz o co ci tym razem chodzi.
- Chyba wyra┼║nie m├│wi┼éem, ┼╝e masz tak zrobi─ç by moj─ů Tarcza zosta┼é Santo Uruste – warkn─ů┼é Zardis przez zaci┼Ťni─Öte szcz─Öki.
- I tak te┼╝ zrobi┼éem. Ryzykuj─ůc, ┼╝e mnie z┼éapi─ů, sfa┼észowa┼éem jego wyniki, tak by by┼éy kompatybilne z twoimi na 90%. I tylko z twoimi.
- To dlaczego, do cholery, został on przydzielony do tego dupka Horge Janisa?
Intendent popatrzył zdumiony na rozmówcę.
- O czym ty m├│wisz?
- Czy ja m├│wi─Ö niewyra┼║nie?! Zosta┼é po┼é─ůczony z horze Janisem! Jak, do cholery, jak?
- Nie mam bladego poj─Öcia – odpar┼é intendent. – I nie wrzeszcz tak, s┼éuch mam doskona┼éy.
Zardis złapał go za koszulę na piersiach i wycedził:
- Nie wiem jak to zrobisz i g├│wno mnie to obchodzi, ale ten dzieciak ma by─ç m├│j, zrozumiano?
W tym momencie kto┼Ť zapuka┼é do drzwi. Intendent wyszarpn─ů┼é si─Ö z r─ůk ch┼éopaka, poprawi┼é ubranie i spokojnie zapyta┼é:
- Co┼Ť jeszcze? Wybacz, ale mam du┼╝o pracy.
- Pami─Ötaj od kogo dostajesz pieni─ůdze – sykn─ů┼é ch┼éopak i wyszed┼é z pokoju jednocze┼Ťnie potr─ůcaj─ůc wchodz─ůcego.

***

Santo zapuka┼é, a gdy us┼éysza┼é przyt┼éumione „Prosz─Ö”, wszed┼é do ┼Ťrodka i od razu zosta┼é pchni─Öty przez kogo┼Ť wychodz─ůcego. W pierwszej chwili przerazi┼é si─Ö, gdy pozna┼é napastuj─ůcego go blondyna, lecz odetchn─ů┼é widz─ůc, ze tamten zupe┼énie nie zwr├│ci┼é na niego uwagi, czym┼Ť bardzo wzburzony.
- Witaj, m┼éodzie┼äcze, mog─Ö ci w czym┼Ť pom├│c? – Intendent u┼Ťmiecha┼é si─Ö, jakby wcze┼Ťniej nie prowadzi┼é do┼Ť─ç burzliwej rozmowy, kt├│ra wytr─ůci┼éa go z r├│wnowagi.
- W┼éa┼Ťciwie to tak – odpar┼é z zak┼éopotaniem. – Widzi, pan, zosta┼éem ju┼╝ przydzielony do Miecza, ale zanim zd─ů┼╝y┼éem si─Ö dowiedzie─ç gdzie mam mieszka─ç, on po prostu znikn─ů┼é. Mia┼éem nadziej─Ö, ze mo┼╝e pan mi powie.
- A jak on si─Ö nazywa?
- Horge Janis.
- A, znam go. Czeka cię mnóstwo ciężkiej pracy, chłopcze.
- Dlaczego? – Santo zaniepokoi┼é si─Ö.
- No c├│┼╝, Horge jest do┼Ť─ç trudnym uczniem i partnerem. Ma problemy z pos┼éusze┼ästwem , jest uparty i w og├│le nie dba o swoj─ů Tarcz─Ö. Zawsze chce walczy─ç sam, wierz─ůc tylko i wy┼é─ůcznie we w┼éasn─ů si┼é─Ö. W zesz┼éym roku chodzi┼éy po szkole pog┼éoski, ┼╝e by┼é winien ┼Ťmierci swojej Tarczy. Wprawdzie drobiazgowo przeprowadzone ┼Ťledztwo wykaza┼éo, ┼╝e nei by┼éo w tym ani troch─Ö jego winy, po prostu jego Tarcza za┼éama┼éa si─Ö psychicznie w najwa┼╝niejszym momencie, jednak po szkole ju┼╝ zacz─Ö┼éa kr─ů┼╝y─ç plotka jakoby zabija┼é swoje Tarcze. Nie zdziw si─Ö wi─Öc je┼Ťli kto┼Ť ┼╝yczliwy b─Ödzie chcia┼é ci─Ö przed nim ostrzec. Ale nie b├│j si─Ö – doda┼é szybko widz─ůc przera┼╝on─ů min─Ö Santo – on nie jest z┼éy, po prostu ma trudny charakter. Wierz─Ö, ┼╝e kiedy┼Ť w ko┼äcu znajdzie Tarcz─Ö z kt├│r─ů b─Ödzie chcia┼é wsp├│┼épracowa─ç i b─Ödzie o ni─ů dba┼é. A je┼Ťli chodzi o to, gdzie on mieszka, to jest to pok├│j 515, na samej g├│rze.
Santo j─Ökn─ů┼é. Codziennie b─Ödzie musia┼é pokonywa─ç pi─Ö─ç pi─Öter? Dlaczego w tej szkole nie ma wind, tak jak w wie┼╝owcu w kt├│rym jego rodzina mieszka┼éa ju┼╝ od trzech pokole┼ä.
Intendent jakby czyta┼é w jego my┼Ťlach, b o powiedzia┼é:
- Niestety nie mamy wind. Pokonywanie schod├│w zaliczane jest do trening├│w. A przy okazji, ten tw├│j przyjaciel, o kt├│rego wczoraj pyta┼ée┼Ť, wr├│ci┼é ju┼╝ z misji, i jak tylko medycy opatrz─ů jego rany, b─Ödziesz si─Ö m├│g┼é z nim zobaczy─ç.
- Kure jest ranny? – zawo┼éa┼é z niepokojem.
- Uspok├│j si─Ö, nic mu nie jest, kilka niegro┼║nych ran, kt├│re powinny zagoi─ç si─Ö do jutra. Wracaj─ůc z misji natkn─ů┼é si─Ö na grup─Ö glizdowc├│w i troch─Ö go poturbowa┼éy zanim przyby┼éa pomoc. Na szcz─Ö┼Ťcie zd─ů┼╝yli, wi─Öc nic mu nie jest, odrobina odpoczynku i pracy medyk├│w i b─Ödzie jak nowy.
- A gdzie jest szpital? Znaczy gdzie go lecz─ů?
- Na ceremonii przydzia┼éu dosta┼ée┼Ť mapk─Ö z planem szko┼éy. Ale sugerowa┼ébym poczeka─ç a┼╝ medycy z nim sko┼äcz─ů i najpierw zabra─ç rzeczy z Sali og├│lnej i przenie┼Ť─ç si─Ö do pokoju. Jak tylko ceremonia si─Ö sko┼äczy i wszyscy si─Ö ju┼╝ zakwateruj─ů, sala og├│lna b─Ödzie posprz─ůtana i przywr├│cona jej pierwotna funkcja. Wszystko, co tam zostanie, b─Ödzie utylizowane.
- Oj! – Santo pisn─ů┼é przera┼╝ony i nie ┼╝egnaj─ůc si─Ö, wybieg┼é z pokoju. Intendent jeszcze tylko u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö rozbawiony i wr├│ci┼é do swoich obowi─ůzk├│w, zupe┼énie zapominaj─ůc zar├│wno o Santo, jak i o tej mniej przyjemnej rozmowie, kt├│r─ů wcze┼Ťniej przeprowadzi┼é.
Santo zdyszany wbieg┼é na sal─Ö, na kt├│rej spal poprzedniego dnia. Odetchn─ů┼é z ulg─ů, gdy zobaczy┼é kr─Öc─ůcych si─Ö po niej uczni├│w. Wszyscy pakowali sw├│j dobytek i szybko wychodzili. Podszed┼é do ┼é├│┼╝ka. Walizka wci─ů┼╝ by┼éa tam, gdzie ja postawi┼é. Szybko spakowa┼é wszystko, upewni┼é si─Ö, ze na pewno nic nie zostawi┼é i wyszed┼é z sali. Stan─ů┼é pod ┼Ťcian─ů, by m├│c spokojnie obejrze─ç mapk─Ö i zorientowa─ç si─Ö jak ma doj┼Ť─ç do swojego pokoju. Na szcz─Ö┼Ťcie wszystko by┼éo opisane wyra┼║nie, wszystkie drzwi, schody i ┼Ťciany oznaczone nale┼╝ycie, wi─Öc nie mia┼é problem├│w ze znalezieniem w┼éa┼Ťciwej drogi. Wdrapa┼é si─Ö na trzecie pi─Ötro pierwszymi z brzegu schodami i przystan─ů┼é zdezorientowany. Pok├│j 515 powinien by─ç na pi─ůtym pi─Ötrze, a tu jest ich tylko trzy. G dzie┼╝ wi─Öc jest jego pok├│j? Z┼éapa┼é jakiego┼Ť przebiegaj─ůcego obok ucznia i go o to zapyta┼é.
- Z ty┼éu szko┼éy jest jeszcze dobudowane jedno skrzyd┼éo. Jak wchodzisz g┼é├│wn─ů bram─ů, to go nie wida─ç, bo zas┼éania je Wie┼╝a Ksi─Ö┼╝yca. To w┼éa┼Ťnie tam jest pi─Ö─ç pi─Öter – odpar┼é zapytany i nie czekaj─ůc na podzi─Ökowania pobieg┼é w swoj─ů stron─Ö.
Santo westchn─ů┼é i ruszy┼é we wskazanym kierunku. Faktycznie, kiedy dochodzi┼é do miejsca, w kt├│rym korytarz za┼éamywa┼é si─Ö, okaza┼éo si─Ö, ┼╝e z klatki schodowej przechodzi┼éo si─Ö na kolejn─ů klatk─Ö, kt├│ra mia┼éa s chody nie tylko w d├│┼é, ale te┼╝ w g├│r─Ö. Kiedy w ko┼äcu dotar┼é na sam─ů g├│r─Ö, by┼é nie┼║le zasapany. Przystan─ů┼é na chwil─Ö, by otrze─ç pot z czo┼éa i z┼éapa─ç oddech, potem ruszy┼é na poszukiwanie pokoju. Znalaz┼é go na samym ko┼äcu korytarza. Ju┼╝ podnosi┼é r─Ök─Ö, by zapuka─ç, gdy dotar┼éo do niego, ┼╝e przecie┼╝ to teraz jest tak┼╝e jego pok├│j, wiec niby dlaczego ma puka─ç? Nacisn─ů┼é klamk─Ö i wszed┼é do ┼Ťrodka. Pok├│j wielko┼Ťci─ů przypomina┼é jego w┼éasny, je┼Ťli za┼Ť chodzi o meble, to by┼éy one do┼Ť─ç ubogie: dwa ┼é├│┼╝ka, dwa krzes┼éa, dwie szafki nocne, wie lampki, dwie p├│┼éki na ksi─ů┼╝ki, dwie szafy ubraniowe i tylko jedno biurko z fotelem, s┼éowem niezb─Ödne minimum. Wszystko to by┼éo poustawiane tak, jakby kto┼Ť przez ┼Ťrodek pokoju postawi┼é ogromne lustro. Santo nie by┼é pewny kt├│ra stron─Ö pokoju mo┼╝e zaj─ů─ç. Na szafce nocnej nie sta┼éy ┼╝adne bibeloty, ┼é├│┼╝ka by┼éy zas┼éane identycznie, a obie p├│┼éki na ksi─ů┼╝ki by┼éy puste. Jakby nikt tu nie mieszka┼é. Zajrza┼é do szafy ubraniowej, tej z lewej strony. Na szcz─Ö┼Ťcie nie by┼éa pusta. Zrozumia┼é wi─Öc, ┼╝e jego jest prawa strona pokoju. Wypakowa┼é walizk─Ö, starannie uk┼éadaj─ůc wszystkie ubrania, ksi─ů┼╝ki i drobiazgi. Niewiele tego by┼éo, ale mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e b─Ödzie m├│g┼é z jaki┼Ť czas pojecha─ç do domu i przywie┼║─ç ich wi─Öcej. Kiedy ju┼╝ wszystko by┼éo pouk┼éadane, a walizka schowana w szafie, wzi─ů┼é przybory toaletowe i przeszed┼é do ┼éazienki. W pokoju by┼éo dwoje bia┼éych drzwi, usytuowanych tu┼╝ obok wej┼Ťciowych, r├│wnie┼╝ symetrycznie wzgl─Ödem „lustra”. Santo za┼éo┼╝y┼é, ┼╝e musz─ů to by─ç toaleta i ┼éazienka. Jednak drzwi nie by┼éy w ┼╝aden spos├│b opisane i gdy otworzy┼é pierwsze z nich, okaza┼éo si─Ö, ┼╝e wszed┼é do toalety. Przeszed┼é na druga stron─Ö. ┼üazienka okaza┼éa si─Ö mikroskopijna, by┼éo w niej miejsce zaledwie na prysznic, umywalk─Ö i w─ůsk─ů, za to wysok─ů a┼╝ do sufitu szafk─Ö. Z ciekawo┼Ťci zajrza┼é do niej i zobaczy┼é w wi─Ökszo┼Ťci puste p├│┼éki, tylko na dw├│ch sta┼éy jakie┼Ť ┼Ťrodki czysto┼Ťci i le┼╝a┼éy r─Öczniki. Na szcz─Ö┼Ťcie okaza┼éo si─Ö i┼╝ miejsca starczy┼éo na dwie p├│┼éeczki, te┼╝ umieszczone symetrycznie wzgl─Ödem ┼Ťredniej wielko┼Ťci lustra wisz─ůcego nad umywalk─ů. Roz┼éo┼╝y┼é swoje przybory toaletowe i powiesi┼é r─Öczniki na niewielkich wieszczkach, kt├│re wypatrzy┼é tu┼╝ obok p├│┼éeczki. Potem z ciekawo┼Ťci─ů przyjrza┼é si─Ö kosmetykom wsp├│┼élokatora, nawet odkr─Öci┼é jego wod─Ö po goleniu i pow─ůcha┼é. Spodoba┼é mu si─Ö ten zapach. Chcia┼é jeszcze pogrzeba─ç w rzeczach Horze, ale nagle przypomnia┼é sobie o Kuro. Wyszed┼é z ┼éazienki i schowawszy mapk─Ö do kieszeni, wybieg┼é z pokoju.
Do skrzyd┼éa szpitalnego prowadzi┼é korytarz wprost z dziedzi┼äca. Bez problemu znalaz┼é dy┼╝urnego lekarza, kt├│ry wyt┼éumaczy┼é mu jak do┼Ť─ç do sali na kt├│rej le┼╝y Kuro. Jak si─Ö okaza┼éo, skrzyd┼éo szpitalne to by┼é oddzielny budynek, z samodzielnym wej┼Ťciem, po┼é─ůczony z g┼é├│wnym budynkiem do┼Ť─ç d┼éugim korytarzem. I chocia┼╝ by┼éo tam mn├│stwo schod├│w, a korytarze skr─Öca┼éy w r├│┼╝nych kierunkach, to jednak do┼Ť─ç szybko znalaz┼é sal─Ö na kt├│rej przechodzi┼é rekonwalescencj─Ö jego przyjaciel. Wpad┼é do ┼Ťrodka i s┼éowa zamar┼éy mu na ustach. Kuro le┼╝a┼é na ┼é├│┼╝ku pod┼é─ůczony r├│┼╝nymi kabelkami do nieznanej Santo maszyny, a obok, na krzese┼éku siedzia┼éa czarnow┼éosa, kr├│tko obci─Öta, ubrana w jeansowe spodnie i tak─ů sam─ů kr├│ciutk─ů kurteczk─Ö, dziewczyna.
- Santo? – W tym momencie chory zauwa┼╝y┼é go┼Ťcia. – Co ty tu robisz?
- Kuro! – podbieg┼é do przyjaciela i zupe┼énie nei zwraacajac uwagi ani na dziewczyn─Ö ani na oplataj─ůce go kabelki i rurki, obj─ů┼é go za szyj─Ö i u┼Ťciska┼é. – Kuro, nawet nie wiesz jak ja si─Ö przerazi┼éem, gdy mi powiedzieli, ze jeste┼Ť ranny.
- Oj tam zaraz ranny, to tylko kilka zadrapań.
- Ta si─Ö ciesz─Ö, ze ci─Ö widz─Ö – wyszepta┼é Santo, a z oczu wymkn─Ö┼éy si─Ö niechciane ┼ézy.
- Ja tez si─Ö ciesz─Ö, ze ci─Ö widz─Ö – Kuro poklepa┼é przyjaciela po plecach. – Wybacz, ┼╝e nie mog┼éem wyj┼Ť─ç po ciebie, ale…
- Wiem, wiem – odpar┼é Santo w ko┼äcu uwalniaj─ůc przyjaciela z u┼Ťcisku. – By┼ée┼Ť na misji.
- No w┼éa┼Ťnie. A tak przy okazji, poznaj, to moja Tarcza, Zurna. – Wskaza┼é na dziewczyn─Ö.
Dopiero teraz Santo przyjrzał się dziewczynie. Musiał przyznać, że była całkiem ładna.
- Witaj – wyci─ůgn─Ö┼éa r─Ök─Ö do powitania. – Ciesze si─Ö, ze ci─Ö pozna┼éam. Kuro wiele mi o tobie opowiada┼é.
- Naprawd─Ö? – Nie wiadomo czemu, ale to s┼éowa wprawi┼éy Santo w zak┼éopotanie.
- oj tam zaraz opowiada┼é – odezwa┼é si─Ö szybko Kuro – wspomnia┼éem tylko raz czy dwa…
Santo zauważył, że przyjaciel był dziwnie zmieszany.
- A ty ju┼╝ zosta┼ée┼Ť przydzielony do jakiego┼Ť Miecza? – Kuro szybko zmieni┼é temat. Santo pokiwa┼é twierdz─ůco g┼éow─ů. – Kto to?
- Horge Janis.
Kuro gwizdn─ů┼é przez z─Öby, a Zurna pisn─Ö┼éa przera┼╝ona zakrywaj─ůc usta r─Ök─ů. Santo patrzy┼é to na jedno z nich to na drugie, licz─ůc, ┼╝e wyja┼Ťni─ů mu t─ů swoj─ů dziwn─ů reakcj─Ö.
No i Kuro wyja┼Ťni┼é mu, opowiadaj─ůc wszystko co wiedzia┼é o Horge, powtarzaj─ůc to, co wcze┼Ťniej powiedzia┼é mu intendent i dodaj─ůc jeszcze wiele nowych plotek. Przez ca┼éy czas gdy opowiada┼é Zurna siedzia┼éa milcz─ůca i tylko przez ca┼éy czas kiwa┼éa twierdz─ůco g┼éow─ů. Potem Santo opowiedzia┼é ze szczeg├│┼éami jak przebieg┼éa podr├│┼╝ i co si─Ö dzia┼éo, ┼é─ůcznie z incydentem podczas Ceremonii Po┼éaczenia, pomijaj─ůc jednak ten z Zardisem. Nie zapomnia┼é te┼╝ wspomnie─ç o rudym gadule Lancecie, czym wzbudzi┼é weso┼éy ┼Ťmiech zar├│wno Kuro, jak i Zurny.
Chwil─Ö jeszcze posiedzia┼é, przekazuj─ůc przyjacielowi nowiny z domu, potem, wymiguj─ůc si─Ö konieczno┼Ťci─ů przygotowania do zaj─Ö─ç w dniu nast─Öpnym wyszed┼é ze szpitala. Prawda by┼éa jednak taka, ┼╝e nie m├│g┼é ju┼╝ tam d┼éu┼╝ej wysiedzie─ç, widz─ůc jak Zurna przez ca┼éy czas trzyma┼éa Kuro za r─Ök─Ö czule go po niej g┼éaszcz─ůc, jak poprawia┼éa mu poduszki i podawa┼éa owoce i picie… I widzia┼é jak Kuro na to wszystko reaguje. I bola┼éo go od tego serce. Bo dopiero teraz zrozumia┼é, ┼╝e to, co czuje do Kuro, to co┼Ť wi─Öcej ni┼╝ tylko przyjacielskie uczucia i ┼╝e nigdy nie b─Ödzie mia┼é szansy na ich odwzajemnienie, bo Kuro by┼é zakochany w swojej Tarczy. Z wzajemno┼Ťci─ů.