Co nam w tle gra 2
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 07 2013 10:09:07


Notka od autorki: druga część z innego punktu widzenia, mam nadzieję, że da się w tym wszystkim odnaleźć. Jakby co komentarze nie gryzą :)
Użyte piosenki:
Adelitas Way- Invincible
Rammstein - Engel
Rammstein - Feuer frei!
Rammstein - Du riechst so gut



Powinienem pisać magisterkę, naprawdę powinienem. Nawet jeżeli już dałem sobie spokój z czerwcowym terminem, to i tak do września nie zostało znowu aż tak dużo czasu. A tymczasem zamiast pójść grzecznie spać, by jutro rano wstać wcześnie i od rana pisać – nawet specjalnie sobie wolne wziąłem – jestem o trzeciej w nocy przy centrum Land na Służewiu i właśnie dopijam Burna, oparty tyłkiem o swój motor. Czekamy na Piękną i Bestię – pewnie znowu ten pierwszy pudruje nosek, cholerny pedał. I nie, wcale nie jestem hipokrytą – można być gejem, nie będąc pedałem. Jestem tego doskonałym przykładem. Gdyby ktoś mnie wyzwał od pedałów, to by w ekspresowym tempie stracił zęby i pewnie rączka, albo dwie też by mu się złamały – przez czysty przypadek oczywiście. A Mariusz by pewnie po mnie poprawił, tak dla czystej przyjemności wyładowania na kimś negatywnych emocji.
Mariusz – zerknąłem w jego stronę, właśnie gadał ze swoim kumplem Maćkiem – najwyższym facetem jakiego w życiu widziałem - na temat Ursynaliów, oboje siedzieli okrakiem na swoich motorach – niedługo rok minie od kiedy trwa ten nasz wesoły "związek" na zasadzie "raz u ciebie, raz u mnie, raz na stole w kuchni a raz pod prysznicem". Jak dla mnie, idealnie. Chociaż są takie chwile – bogu dzięki, że bardzo szybko mijają – gdy mimo wszystko, chciałbym, wiecie, czegoś więcej – boże jak to lamersko brzmi. To chyba już ten wiek, marzy mi się dom, drzewo i syn.
Agnieszka zaśmiała się głośno i upiła wina prosto z butelki. Stała pomiędzy dwoma zgrabnymi nogami, obejmowana od tyłu przez parę naprawdę seksi ramion. W tym momencie Marek pocałował swoją obecną dziewczynę w policzek i szepnął jej coś na ucho. Blondynka zarumieniła się lekko, ale zaraz zachichotała.
Marek – obejmujący Agnieszkę z jednej strony i z drugiej oparty o swoją maszynę – im dłużej znam tego dzieciaka, tym bardziej przekonuję się, że nie znoszę jego charakteru. Prawdopodobnie, gdybym musiał spędzać z nim więcej czasu, to bym go szczerze znienawidził. Co oczywiście nie przeszkadza mi na niego lecieć. Gdyby zaproponował mi seks, to pewnie bym się nawet nie zastanawiał – to chore, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Tylko jakoś sypia ze wszystkimi z towarzystwa, tylko mnie omija szerokim łukiem. Komentarze Mariusza, że nie mam czego żałować, wcale nie pomagają. Mój mózg też mi życia nie ułatwia – czasami mam wrażenie, że siedzi we mnie mały psychiczny masochista – który zastanawia się, co by było gdyby. Nic tylko palnąć sobie w łeb.
- Dobra losujmy i zróbmy pierwszą dwójkę – powiedział w końcu zniecierpliwony i wyraźnie już podjarany Grzesiu, dopijajac swojego ernergetyka. - Jeżeli panienki się spóźniają to ich wina, pojadą na końcu.
Nikt nie zgłosił sprzeciwu. Zrobiliśmy losowanie.
Już po jego shit eating grinie, wiedziałem, że przypadł mi w udziale Mariusz. W dodatku będziemy jechać pierwsi. Później był Marek z Grzesiem, Ala z Maćkiem, Szymon z Czarnym i ewentualnie Bestia z Natalią.
Poczekaliśmy, aż przejedzie – samotny o tej porze – samochód. Dwie dziewczyny, siedzące w środku, spojrzały na nas podejrzliwie – jakby to powiedział Mariusz "like I give a fuck". Ustawiliśmy się na starcie – tuż przed pasami dla pieszych.
- O to co zwykle? - zapytał Mariusz, uśmiechając się szeroko.
Kiwnąłem tylko głową.
Już po pierwszych wyścigach oboje odkryliśmy, że wracamy z nich tak podkręceneni, że nie ma opcji, by obyło się bez ostrego rżnięcia. Niestety oboje wracamy w nastroju, żeby rżnąć. Za pierwszym razem musieliśmy rzucać kostką – dwa razy mieliśmy remis, zanim Mariusz wygrał – od tego momentu robimy zakłady, albo ustalamy, że zwycięzca bierze. Fair enough.
- Żeby nie było, wygram – powiedział.
- Really? - zapytałem tylko, unosząc swoją zakolczykowaną brew.
- Dajcie mi po łbie – burknął Kamil, wychodząc na środek ulicy, ubrany w kabaretki, szpilki, miniówkę i stanik. Potknał się po drodze. - Jak znowu wpadnę na genialny pomysł zakładania się przeciwko Łukaszowi.
Rzeczony zaśmiał się tylko i upił wina, podanego przez Agnieszkę.
Musieliśmy poczekać, aż Mariusz przestanie się śmieć, widząc Kamila w swoim mundurku, no i na znak od Rafała, że udało się załatwić zieloną falę – znajomości tego faceta od początku mnie przerażały. Założyłem słuchawki i kask. W odtwarzaczu odnalazłem jedyną słuszną na taka okazję piosenkę.

Bow down
I'm invincible tonight
I'm alive
Take a look into my eyes
This time I'ma take you for a ride
I'm invincible tonight


Czekałem, czując jak silnik mojego maleństwa pracuje pomiędzy nogami – miejcie mnie za dziwaka, ale było to naprawdę podniecające – czując już powoli budzącą się adrenalinę na myśl o wyścigu – trasa Służew-Kabaty, prostym, jak w mordę strzelił, KEN-em. W końcu Rafał potwierdził, że trasa gotowa. Kamil zrobił minę cierpiętnika i uniósł dłoń z jakąś chustką. Ja z Mariuszem byliśmy już bardziej niż gotowi. Nasze motory również.

Take a look into my eyes
This time I'ma take you for a ride
I'm invincible tonight


Ruszyliśmy.

I'll break you a hundred different ways
And I'll make you remember my face
Thought that I would let you leave
It's hard to stop what you can't see


Świat rozmazał się w jakąś szaroburą smugę gdzieś po bokach. Tylko Mariusz obok – odrobinę z tyłu – był wyraźny. Śmignęliśmy po wiadukcie nad Dolinką Służewiecką, ledwo zarajestrowałem skrzyżowanie przy metrze Ursynów – jednak znalazł się jakiś czterokołowy chuj o tej porze i musiałem zwolnić przy wyprzedzaniu, nie był to jakiś wielki problem, miałem jeszcze czas, żeby nadgonić. Oboje jechaliśmy już prędkością na granicy utraty panowania nad maszyną – zginę młodo w wypadku motocyklowym i bardzo dobrze, kto by chciał umierać w łóżku, srając pod siebie.

I'm invincible tonight
I'm feeling invincible tonight


Adrenalina chuczała w uszach, serce waliło jak oszalałe – nawet najlepszy seks nie jest w stanie dać takich doznań. Dopiero przy Multikinie udało mi się znowu go wyprzedzieć. Światło latarni zamieniły się w pomarańczową wstęgę.

I will waste you
When you can't escape me
And I will break you down


Kurwa świat był mój, zabiłabym każdego, kto stanąłby mi na drodze. Przyspieszyłem, żeby być pierwszym na rondzie i zająć wewnętrzny pas. Nie było to łatwie – świetnie, nienawidzę, gdy coś przychodzi łatwo i bez walki – słyszałem hamulce Mariusza za sobą, jak niemalże zajechałem mu drogę – nie byłem dzisiaj w nastroju do przegrywania.
Przejechaliśmy przez kolejne skrzyżowania – już widziałem Tesco na Kabatach – wciąż prowadziłem – już się cieszylem na dzisiejsze używanie,

I'm feeling invincible tonight
take your time
Take a look into my eyes
This time I'ma take you for a ride
I'm invincible tonight


Śmignął obok mnie. Teraz nie miałem najmniejszej szansy go przegonić. Kurwa!
- Jesteś mój, skarbie – powiedział, posyłając mi buziaka, gdy zatrzymaliśmy się, motor przy motorze, na zajezdni autobusów przy Tesco i ściągnęliśmy kaski, a ja słuchawki.
- Jeszcze raz powiesz do mnie skarbie, a złamię ci rękę w trzech miejscach – odwarknąłem zły na siebie. Teraz widziałem, że dałem się wrobić. Ostatni odcinek Mariusz specjalnie zwolnił, a ja instynktowanie zrobiłem to samo, żeby nie forsować maszyny.
- To co powiesz na "dziwko" – wymruczał, pochylając się w moją.
- Wykastruje cię – burknąłem. On dobrze wiedział, że nienawidziałem wszystkich tych mniej lub bardziej czułych przydomków.
Zaśmiał się tylko.
- Spróbuj – powiedział, chwytając mnie za kark i przyciągając do pocałunku.
Dobra przyznaje się bez bicia, że uwielbiam wymieniać ślinę z tym kurewskim narcyzem. Przy tym nawet fakt przegranej bolał odrobinę mniej, ale tylko odrobinę. Nienawidzę przegrywać, co studziło mój zapał, za to Mariusz jarał się jak flota Stannisa – taki wewnętrzny żarcik - bo nawet, nie przerywając całowania, przeszedł na mój motor i usiadł przede mną, biodra przy biodrach – obietnica tego, co czeka mnie w domu – z wciąż włączonym silnikiem pod spodem. Chwycił mnie za gardło i tylko leciutko zacisnął palce – chuj zbyt dobrze wiedział, jak mnie kręci podduszanie. Mimo to nie poddałem pocałunku bez walki – nigdy nie oddaje niczego bez walki - ale końcem końców pozwalilem jego śliskiemu, giętkiemu i naprawdę sprawnemu językowi przejąć dominację. Aż zamruczał z radości. On serio mruczy jak jakiś pieprzony kot – nienawidzę tych egoistycznych, zdradzieckich kudłaczy, ale jego mruczenie mi nie przeszkadza. Ba! Znajduje prostą drogę do mojego krocza. Szczególnie gdy dodawał do tego dłoń ściskająca mój tyłek.
Ktoś, gdzieś z boku odchrząknął. Zignorowaliśmy.
- Adam – powiedział uprzejmym tonem Marek.
Teraz to Mariusz, mam wrażenie, dodał jeszcze więcej energii do tej naszej wymiany płynów ustrojowych.
- Adam – odezwał się znowu chłopak odrobinę zniecierpliwiony po dłuższej chwili.
Kurwa!
- Czego?! - warknęliśmy jednocześnie z Mariuszem, posyłajac chłopakowi mordercze spojrzenia.
Ten cofnął się o krok – mały, cholerny, wciąż zajebiście przystojny, tchórz.
- Czy masz swoje klucze? - zapytał nawet potulnie. - Bo coś mi stukało.
Pewnie zlałbym to ciepłym moczem, ale spojrzał na mnie tymi swoimi niewinnymi – kurwa, ja pierdolę, że ja jeszcze w to wierzę, naprawdę stracony przypadek – oczami. Warknąłem pod nosem i skinięciem głowy dałem Mariuszowi do zrozumienia, żeby złaził. Ten tylko przewrócił oczami.
- Kto w ogóle u was wygrał? - zapytał się Mariusz, siadając z powrotem na swojej maszynie.
- Gdybyście nie oddawali czci Slaaneshowi, to byście wiedzieli – odpowiedział stojący kawałek dalej Grzesiu. - Pewnie Pan Rozkoszy patrzy na was i klaszcze z zachwytu wszystkimi swoimi ośmioma sutkami.
- Lepiej czcić Slaanesha niż Nurgla – powiedziałem, podając Markowi sakwę z narzędzami.
Uśmiechnął się lekko w podzięce. Kurwa mózgu! Weź się ogarnij, to nie jest typ faceta, z którym chciałbyś mieć cokolwiek wspólnego i dobrze o tym wiesz, więc przestań się zachwycać tymi uśmiechami.
- Nie no, od kiedy Maciek zaczął pracować, to nawet nie jest aż tak źle – stwierdził Grzesiu.
- A byłeś ostatnio u niego w mieszkaniu? - zapytał się Mariusz i wzdrygnął się na samą myśl.
Coraz bardziej słyszalny stawał się ryk silników kolejnej pary.
- To kto u was w końcu wygrał? - zapytałem, wypatrując motorów na KEN-ie
- Ja – powiedział Grzesiu.
- Szczęście głupiego – mruknął Marek. - U was? - zapytał nie odwracając spojrzenia od maszyny.
- Głupie pytanie – stwierdził Mariusz dumnie. - Oczywiście, że ja. - Posłał mi szeroki uśmiech i oblizał lubieżnie wargi.
Pokręciłem tylko głową – jak zwykle się przechwalał, bo dwa ostatnie razy to ja wygrałem - i spojrzałem w stronę ulicy, akurat w momencie, żeby dojrzeć Alicję, przytuloną do swojego maleństwa, mijającą umowną metę, i Maćka o całą długość za nią. Moja dziewczynka.
- Kurwa, kurwa, kurwa – klął Maciek jak już ściągnąl kask.
- Ha – ucieszyła się Ala i uśmiechnęła niemalże diabolicznie. - Zobaczysz znajdę jakieś fajne perełki specjalnie dla ciebie.
- O co się założyliście? - zapytałem, chociaż nie wiem, czy chciałem wiedzieć.
- O nic takiego strasznego – odpowiedziala dziewczyna. - Tylko ja, Maciek – powiedziała niemalże kuszącym głosem. - I moje yaoice. Cała noc ze słodkimi romansidłami. Będzie też wino i lody.
Mariusz wybuchnął śmiechem, aż się położył na baku, przy okazji ponętnie wypinając ten swój świetny – oczywiście nigdy mu tego nie powiedziałem i bez tego ma ego na szczycie Pałacu Kultury – tyłek. Ja tylko pochyliłem głowę nad tragedią Maćka – z całego naszego towarzystwa tylko on był zadeklarowym stuprocentowym, twardym jak stolec po dużej ilości czekolady, hetero. Szymon i Łukasz zostawili tą kwestię bez komentarza – w zakładach o potwierdzenie tego, że nie są do końca prości, są niezłe sumki obstawione. Kamil jeszcze niedawno stanowczo mówił nie, ale chyba ostatnio coś mu się przestawiło, chociaż jeszcze nie próbował. Agnieszka i Natalia się chwaliły, że raz czy dwa jakieś laski wyrwały, o Ali nie wspominam, bo to lesba pełną gębą – też się zastanawiam, co ją w takim wypadku kręci w yaoicach. Rafał, Marek i Grzesiu śmigają w obie strony. A przepraszam, jest jeszcze Czarny jako hetero. No i Kosma jako osobnik absolutnie aseksualny. Chociaż jako jeden z dwóch zadeklarowych, stuprocentowych gejów stwierdzam, że też bym nie zniósł całej nocy z yaoicami. Poza dwoma może trzema tytułami, które mnie kręcily, yaoie wywoływały u mnie odruch rzygania tęczą. To tak naprawdę są normalne romanse, tylko ktoś dla żartu kobiecie wyciął cycki i wstawił fiuta. Nie jestem w stanie tego pojąć.
Ktoś w międzyczasie zarzucił jakąś muzyką – alleluja, że była to Ala, przynajmniej leciało coś porządnego, bo pewnie Grzesiu znowu włączyłby jakiegoś folka.

Erst wenn die Wolken schlafen gehen
kann man uns am Himmel sehen
wir haben Angst und sind allein
Der Gott weiß ich will kein Engel sein


Tylko trochę się niepokoiłem, patrząc na Mariusza, bo ten siedział pochylony z łokciami na baku i wyglądał jakby nad czymś myślał – rzadka, ale niebezpieczna sprawa – a co gorsza uśmiechał się przy tym cwaniacko, więc wychodziło na to, że nawet coś wymyślił – jeszcze gorzej. W końcu spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko – mam przesrane.
- Jedziemy do domu – powiedział i bynamniej nie była to prośba. Pochylił się w moja stronę. - Już wiem, jak cię dzisiaj zerżnę – wymruczał tym swoim zchrypniętym basem i przesunął językiem po mojej szyi i uchu.

Der Gott weiß ich will kein Engel sein

Duma – dodatkowo urażona porażką - nakazywała olać go – w końcu nie jestem jakąś jego suką, żeby na jedno jego skinienie pędzić z wywieszonym jęzorem – jednak mój penis miał na ten temat zupełnie inne zdanie. Och zupełnie inne, zwłaszcza że wciąż byłem podkręcony po wyścigu.
- Już się zbieracie? - zapytał Marek widocznie zawiedziony, widząc jak oboje zakładamy kaski.
- Ta – mruknąłem tylko nawet na niego nie patrząc.
- Pozdrówcie Slaanesha ode mnie! – krzyknął za nami Grzesiu, uśmiechając się.
Pożegnaliśmy go przyjacielskimi fuckami.
Z Kabat do siebie mieliśmy naprawdę krótki kawałek, co nie przeszkodziło nam zrobić sobie drugiego wyścigu – tylko zwycięstwo w nim już nic mi nie dawało.
- Wspominałem ci, że uwielbiam twój tyłek? - zapytał się, gdy wchodziliśmy po schodach. Oczywiście szedł za mną, zawsze szedł za mną. - Musisz częściej nosić obcisłe spodnie zamiast bojówek.
- Ta – burknąłem. - Wtedy już bym w ogóle spokoju nie miał.
Nie zdążyłem zareagować, gdy chwycił mnie za ramię, obrócił i pchnął na ścianę. Chwycił moją szczękę.
- I chcesz mi powiedzieć, że ci się to nie podoba? - zapytał z tym swoim uśmiechem, patrząc mi w oczy. - No dalej powiedz mi, że nie lubisz, jak cię z rana w kuchni biorę na stole.
Uwielbiam stół w kuchni. Tak bardzo, że ostatnio zaczął niestety skrzeczeć.
- Pieprz się – powiedziałem zamiast tego. Tak wiem, strzelam fochem.
Przycisnął swoje biodra do moich - oboje byliśmy już w połowie drogi na baczność.
- Nie, nie, skarbie. Dzisiaj pieprzymy ciebie – powiedział z uśmiechem.
Warknąłem i odsunąłem go od siebie. Zaśmiał się absolutnie nieprzejęty i grzecznie – żeby móc znowu patrzeć na mój tyłek - poczekał, aż pójdę pierwszy.
- Idę pod prysznic – mruknąłem, jak tylko weszliśmy do mieszkania, zrzucając szybko buty i kurtkę.
- I tak nie uciekniesz – rzucił za mną.
Ta, jakbym w ogóle chciał. Naprawdę musi siedzieć we mnie mały masochista, który lubi się znęcać psychicznie nad samym sobą. Miałem ochote na seks. Ba! Nawet w tej chwili nie mam nic przeciwko bycia rżniętym, ale z jakiś niewytłumaczalnych powodów, zamiast po prostu pójść prosto do łóżka i mieć to już za sobą, to ja idę pod prysznic, żeby po pojść jeszcze raz. Wychodzi na to, że lubię się dręczyć. To prawie tak jak kilka miesięcy temu, gdy się jakoś okropnie pożarliśmy – już nawet nie pamiętam o co – i oboje strzeliliśmy po jakimś uberfochu. Mariusz pierwszy przeprosił – oczywiście słowo "przepraszam" z jego ust nie padło, ale było to akt do przeprosin najbardziej zbliżony – jak się później przyznał, zrobił to tylko dlatego, że już mu penis spokoju nie dawał. Mnie w sumie też skręcało, ale chociażby nie wiem jak bolało, byłem zdeterminowany, że się nie ugnę. Może Łukasz miał rację, gdy stwierdził, że gdyby odkryto kiedyś osły, które posiadają dumę, to powinni nazwać je moim imieniem.
Dopiero po dłuższej chwili zdałem sobie sprawę, że zza ściany – gdzie znajdował się mój pokój – leci muzyka. Dopiero, gdy drzwi do łazienki sie otworzyły, mogłem się zorientować, co leci.

Geadelt ist wer Schmerzen kennt
Vom Feuer das in Lust verbrennt
Ein Funkenstoss
In ihren Schoss
Ein heisser Schrei
Feuer frei!


Odwróciłem się, gdy drzwi kabiny zostały otwarte i spojrzałem na nagiego, szeroko uśmiechniętego Mariusza, który nawet nie pytając mnie o zdanie, wpakował się pod prysznic, przygniótł ciałem do zimnych kafelek i zaczął całować – teraz nie dał mi nawet szans na jakąkolwiek walkę, od razu wepchnął swój język głęboko. Wsunął nogę między moje uda i zaczął nią ocierać o moje krocze. Chciałem go odepchnąć – bardziej, żeby zachować pozory, niż z prawdziwej chęci - ale chwycił mnie za nadgarstki. Coś brzęknęło metalicznie i zanim zdążyłem sie zarientować, co jest grane, byłem przykuty kajdankami – orygnalnymi policyjnymi - do rury, na której wisiał prysznic. Warknąłem, szarpnąłem się i posłałem mu mordercze spojrzenie, ale znowu wszystko na pokaz, bo moje ciało miało zupełnie inny pogląd na tą sytuację – aż podskakiwałem z radości. I jeszcze włączyła się kolejna piosenka

Der Wahnsinn
ist nur eine schmale Brücke
die Ufer sind Vernunft und Trieb
ich steig dir nach


która nieodmiennie kojarzyła mi się seksem. A już w momencie, kiedy założył mi obroże i wsunął pod nią dłoń, pozbawiając mnie możliwości zaczerpnięcia porządnie powietrza, zapomniałem nawet o sprawianiu jakichkolwiek pozorów. Sam teraz z werwą ocierałem się o jego nogę, domagając się więcej. Już, teraz, zaraz. Uśmiechnął się tylko – kiedyś, obiecuję, zabiję go we śnie.

Die Spur ist frisch und auf die Brücke
tropft dein Schweiß dein warmes Blut


Aż sapnąłem, gdy w końcu chwycił nasze członki razem, ale nie poruszył dłonią. Cóż, mogę z tym poradzić sobie sam, skoro on ma zamiar się ze mną bawić.
- No dalej przyznaj – wyszeptał tym swoim cholernym, łóżkowym głosem, liżąc mnie czubkiem języka po szyi. - Chcesz żebym cię zerżnął – to było stwierdzenie, nie pytanie.
Puścił obrożę, więc zacząłem łapczywie i pospiesznie łapać powietrza. Puścił też druga dłoń, za to chwycił mnie za tyłek i przyciągając mnie do siebie, zgniatając nasze twarde penisy pomiędzy mokrymi ciałami.

ich seh dich nicht
ich riech dich nur Ich spüre Dich
ein Raubtier das vor Hunger schreit
wittere ich dich meilenweit


- Powiedz to – rozkazał, ocierając się o mnie.
Zacisnąłem zęby. Jeżeli myśli, że to wystarczy, żeby mnie złamać, to się grubo myli. Wsunął dłoń pomiędzy moje pośladki, ale zatrzymał się tuż przed głównym tematem. Co najwyżej muskał go palcami, tak leciutko, jak pierdolone skrzydełka kurwskiego motyla. Zajebię go!
- Powiedz – tym razem szepnął niezwykle widać ubawionym głosem.
Palce nacisnęły nieco mocniej.

Du riechst so gut
du riechst so gut
ich geh dir hinterher
du riechst so gut


- Tak a propo – mruczał. Najpierw wyrwę mu krtań, a później zajebię. - Podoba mi się twój nowy żel pod prysznic.
- Kurwa – warknąłem w końcu tracąc cierpliwości. - Nie pierdol tylko mnie w końcu pieprz.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – powiedział szeroko uśmiechnięty.
W jednej chwili obrócił mnie, chwycił za kark pod obrożą – cudowny brak powietrza – i pochylony. Po chwili dostałem to, co chciałem. Zakląłem bezgłośnie, gdy pierwszy palec – bynajmniej nie delikatnie – znalazł się w moim tyłku.

Ich warte bis es dunkel ist
dann fass ich an die nasse Haut
verrate mich nicht
oh siehst du nicht die Brücke brennt
hör auf zu schreien und wehre dich nicht
weil sie sonst auseinander bricht


I przeklinałem dalej, gdy kolejne palce w dość szybkim tempie dołączaly do zabawy. Sądząc po zniecierpliwieniu Mariusza, zapowiadał się raczej szybszy numerek. Nie żebym nad tym jakoś szczególnie ubolewał.
Zadrżałem, gdy w końcu trafił w tą cholerną prostatę. Kto, do kurwy nędzy, wymyślił, żeby jakiś głębek nerwów w dupie sprawiał taką przyjemność? Puścił obrożę, pozwalając mi znów swobodnie oddychać i jęczeć przy tym.
- Przestań się bawić – warknęłem przez ramię.
- A ty jak zwykle nie pozwalasz mi być czuły – powiedział niemalże urażony, ale efekt psuł szeroki uśmiech.
Odwróciłem się do niego przedem, gdy odsunął się, żeby założyć gumę. Miałem chwilę, żeby na niego popatrzeć – on naprawdę miał słuszne powody do swojego narcyzmu. Odwzajemnił moje spojrzenie.
- Jesteśmy boscy, Adam – powiedział niezwykle zadowolony.
- To rusz to swoje boskie ciało do roboty – powiedziałem, uśmiechając się półgębkiem. - Bo moje boskie ciało się niecierpliwi. - Poruszyłem wymownie biodrami.
Był nadzwyczaj chętny by spełnić moje życzenie – i kto tutaj jest niby zdominowany – nawet bardziej niż się spodziewałem. Podniósł mi nogę i wszedł szybko i głęboko. Krzyknąłem zaskoczony i zaraz zacisnąłem zęby.
- Kurwa to... - chciałem powiedzieć, że bolało, ale nie pozwolił mi dokończyć. Zakrył mi usta dłonią.
Teraz zaczynał się kolejny wyścig i tym razem bym go zatłukł, gdyby dojechał na metę pierwszy.
Moję jęki były tłumione przez dłoń, ale jego stęknięcia były aż nazbyt dobrze słyszalne, jeszcze odbite echem od kabiny prysznica. W tle wciąż leciał jakiś Rammstein, byłem tego świadomy tylko dlatego, że byłem rżnięty w jego rytmie, czyli dokładnie jak lubię – tak ostro, że brakuje tchu. W międzyczasie znowu zostałem obrócony i teraz musiałem uważać, żeby od pchnięć Mariusza nie walnąc czołem o kafelki. Kajdanki podzwaniały, woda gdzieś tam w tle leciała, a ja próbowałem nie brzmieć jaka jakaś rasowa kurwa. Nie było to łatwe, zwłaszczy gdy Mariusz zainteresował się w końcu moim interesem. Mi nie potrzeba było w takiej sytuacji wiele, a Mariuszowi jeszcze mniej. Wgryzł mi się w ramię - aż syknąłem z bólu - gdy kończył.
- Ile razy mam ci mówić, żebyś mnie nie gryzł – mruknąłem bardziej leniwie niż gniewnie, opierając się o ścianę plecami, gdy już się ode mnie odsunął.
- Oj tam oj tam – zbył mnie, przesuwając zapomniany prysznic i myjąc się.
- Nie oj tam oj tam, tylko mnie rozkuj może, co – powiedziałem pobrzękując kajdankami.
W tym momencie spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Już sie domyślałem...
- Rozkuję – powiedział niemalże niewinnym głosikiem – O ile następny raz też będzie mój.
Wiedziałem.
- Sorry – powiedziałem ze wzruszeniem ramion. - Albo będziesz mi przynosić trzy posiłki dziennie, albo niebawem będziesz miał trupa pod prysznicem. Poza tym będę przez cały czas śpiewać.
- Kurwa – mruknął pod nosem i sięgnął do półeczki przy lustrze po kluczyki.
Rozmasowałem nadgarstki.
- Grzeczny chłopiec – powiedziałem, klepiąc go w tyłek i wychodząc spod prysznica.
Przynajmniej znowu będzie się o co ścigać i następnym razem nie miałem zamiaru przegrać. Za bardzo miałem ochotę na ten boski tyłek.