Spontaniczna decyzja 11
Dodane przez Aquarius dnia Pa糳ziernik 12 2013 10:55:33


Kolejne nieca艂e dwa dni Carson sp臋dzi艂 zatopiony w dokumentach. Przeczyta艂 i posprawdza艂 tyle papierzysk, 偶e czu艂, jakby g艂owa chcia艂a mu eksplodowa膰. Znalaz艂 moment, w kt贸rym wydawnictwo zacz臋艂o mie膰 problemy, ale nie by艂o to nic wielkiego. Wystarczy艂a tylko lepsza polityka firmy, troch臋 reklam i wyszliby na prost膮. Widoczne babcia r贸wnie偶 si臋 myli艂a i powzi臋艂a z艂e decyzje. Przez to pieni膮dze ucieka艂y z Dreams za szybko. Za du偶o wydawali. Za ma艂o zysk贸w. To zawsze oznacza problemy. Co najlepsze, to widzia艂 par臋 decyzji, jakie podj膮艂 ojciec w ostatnich kilku miesi膮cach i by艂y do艣膰 niepokoj膮ce.
Ju偶 wtedy zaczyna艂e艣 robi膰 na boku r贸偶ne sprawki, a pieni膮dze bra艂e艣 dla siebie? Nie rozumiem, jak mo偶na tak bardzo chcie膰 zniszczy膰 to, co nale偶y do rodziny.
Si臋gn膮艂 po kubek, ale naczynie by艂o ju偶 puste. Musia艂 wypi膰 wcze艣niej kaw臋 i nawet tego nie zauwa偶y艂.
- Jessie, zostaw to i ubieraj si臋. - W drzwiach stan膮艂 Colin.
- Po co? - Zmarszczy艂 brwi, widz膮c m臋偶a w nowym, czarnym garniturze. Pod marynark膮 znajdowa艂a si臋 bia艂a koszula i kamizelka oraz krawat. Tak eleganckiego nie widzia艂 go od bardzo dawna. I musia艂 przyzna膰, 偶e m膮偶 tak ubrany lub rozche艂stany by艂 bardzo przystojny. I tak strasznie go poci膮ga艂. - Dlaczego si臋 tak odstrzeli艂e艣?
- Przyj臋cie twojej matki. Zapomnia艂e艣? Racja, od przedwczoraj 艣wiata nie widzisz poza prac膮.
- S膮dzi艂em, 偶e nie musimy na nie i艣膰. - Skrzywi艂 si臋 jak ma艂y ch艂opiec, kt贸rego zmuszaj膮 do jedzenia szpinaku.
- Musimy. To przyj臋cie charytatywne. Nie patrzonoby na ciebie przychylnie, gdyby艣 nie by艂 obecny. Chcesz zdoby膰 poparcie? To zbieraj si臋.
- Tak jest, kapitanie. - Z oci膮ganiem podni贸s艂 si臋 z wygodnego fotela. Mijaj膮c w drzwiach m臋偶a, poca艂owa艂 go w policzek. - Dzi臋ki, bez ciebie ostatnio bym zgin膮艂 w tym wszystkim.
- Masz za du偶o na g艂owie. Ruszaj ty艂ek. - Da艂 mu klapsa w po艣ladek. - I we藕 prysznic.
- Aha, wiem, 偶e 艣mierdz臋.
Odprowadzi艂 go wzrokiem do 艂azienki. Zakochiwa艂 si臋 w nim lub ju偶 to si臋 sta艂o, nie mia艂 co do tego w膮tpliwo艣ci.

***


To by艂o najbardziej dr臋twe przyj臋cie, na jakim byli. Przem贸wienia nie mia艂y ko艅ca, a prym wiod艂a oczywi艣cie Margaret Carson. Podobni jej przedstawiciele, tak zwanych wy偶szych sfer, podlizywali si臋 jej. Jessie zastanawia艂 si臋, jak d艂ugo b臋d膮 to robi膰, kiedy si臋 dowiedz膮, 偶e przynosz膮ca zyski firma mo偶e upadnie, a pa艅stwo Carson mog膮 sta膰 si臋 o kilka milion贸w biedniejsi. Wszak oszcz臋dno艣ci nie nawiele si臋 zdadz膮, jak b臋d膮 wydawane przez jego matk臋 i siostr臋 w takim tempie, a nie z korzy艣ci膮 zainwestowane.
- Na ten cyrk posz艂o kup臋 kasy. Ci ludzie nigdy nie zastanowi膮 si臋, 偶e lepiej je wp艂aci膰 na konto fundacji - powiedzia艂 do m臋偶a Carson.
- Inaczej nie daliby. Wiesz, musz膮 najpierw si臋 na偶re膰, napi膰, 偶eby rzuci膰 jaki艣 och艂ap. Kotek, przecie偶 wiesz, 偶e w takich imprezach chodzi g艂贸wnie o to, by pokaza膰, kto jest kim lub pochwali膰 si臋, kto ile da艂. Wa偶ne, 偶eby skorzysta艂y na tym dzieci.
- Taa. Mam nadziej臋, 偶e nie b臋dziesz mia艂 mi za z艂e, 偶e pocz臋stuj臋 si臋 szampanem. - Wzi膮艂 z tacy przechodz膮cego kelnera dwa kieliszki. Jeden poda艂 kochankowi.
- Jak nie zapijasz problem贸w, nie mam nic przeciw.
- Postanowi艂em si臋 dobrze bawi膰. Przywitajmy si臋 z moim bratem i jego 偶on膮. - Spl贸t艂 z nim palce i poprowadzi艂 do miejsca, gdzie Sean za偶arcie dyskutowa艂 z kim艣 im nieznanym. By艂o to po drugiej stronie sali konferencyjnej, przygotowanej tak, aby bez problemu m贸c tutaj urz膮dza膰 firmowe spotkania oraz przyj臋cia. K膮tem oka tylko zobaczy艂 rodzic贸w, kt贸rzy udawali, 偶e ich nie widz膮. Da im t臋 satysfakcj臋 i nie zbli偶y si臋 do nich.
- Elizabeth, mi艂o ci臋 zn贸w widzie膰. - Jessie poca艂owa艂 bratow膮 w policzek.
- Ciebie... was te偶 - odpar艂a.
Sean przerwa艂 rozmow臋 i zwr贸ci艂 si臋 do brata:
- A kog贸偶 to moje oczy widz膮. S膮dzi艂em, 偶e unikniesz, bracie, tego, czego tak nie lubisz.
- Czasami trzeba si臋 po艣wi臋ci膰 dla idei. Przedstawisz nas?
- Oczywi艣cie. Pan Charles Bishop, jeden z g艂贸wnych darczy艅c贸w.
- Witam serdecznie. - U艣miechn膮艂 si臋 do nieznajomego Jessie.
- R贸wnie偶 witam najm艂odszego cz艂onka rodziny Carson i, jak si臋 nie myl臋, jego drug膮 po艂贸wk臋.
M臋偶czy藕ni u艣cisn臋li sobie d艂onie. Bishop by艂 m臋偶czyzn膮 niewiele starszym od ich ojca, ale o wiele bardziej przychylnym im obu, co od razu da艂o si臋 wyczyta膰.
- Widz臋, 偶e nie przeszkadza panu, 偶e dw贸ch m臋偶czyzn 偶yje razem - zauwa偶y艂 White.
- A nawet kibicuj臋 temu. By艂em jednym z przedstawicieli, kt贸rzy wnie艣li projekt zmiany dawnej ustawy. Widzicie, panowie, m贸j syn tak偶e jest homoseksualist膮, wi臋c kierowa艂em si臋 g艂贸wnie jego szcz臋艣ciem przy projekcie.
- Czy to znaczy, 偶e jest pan senatorem? - zapyta艂 najm艂odszy z m臋偶czyzn.
- Nie, ale mam pieni膮dze, a one, nie ukrywajmy, 偶膮dz膮 tym 艣wiatem. Mo偶e p贸jdziemy co艣 zje艣膰 i porozmawiamy?
- Ch臋tnie, panie Bishop - odpowiedzia艂 Jessie. - Sean, wybacz, 偶e zabieramy ci rozm贸wc臋, ale mo偶esz do nas do艂膮czy膰.
- Z 偶on膮 p贸jdziemy przywita膰 si臋 z innymi go艣膰mi - odpowiedzia艂 Sean.
Nigdy si臋 nie zmienisz, braciszku, pomy艣la艂 Jessie. Obj膮艂 m臋偶a w pasie i udali si臋 do sto艂u szwedzkiego na posi艂ek.

***

Po przyj臋ciu i powrocie do domu w dobrych humorach m臋偶czy藕ni d艂ugo rozmawiali o spotkaniu z panem Bishopem. Dzi臋ki niemu wiecz贸r nie okaza艂 si臋 stracony. M臋偶czyzna opowiedzia艂 im wiele zabawnych anegdot, a tak偶e kilka historyjek o swoim synu, kt贸ry by艂 teraz w podr贸偶y po艣lubnej w Europie. By艂 to bardzo gadatliwy i ciekawy cz艂owiek. Dobrze si臋 czu艂 w r贸偶nym towarzystwie os贸b w ka偶dym wieku. A i by艂 bardzo hojny. Z tego, czym si臋 podzieli艂, dom dziecka b臋dzie m贸g艂 zakupi膰 nowe meble, podr臋czniki i ubrania, a tak偶e zapewni膰 nowo wychodz膮cym wychowankom dobry 偶yciowy start.
- Chcia艂oby si臋, 偶eby takich ludzi by艂o wi臋cej. - Przeci膮gn膮艂 si臋 Carson. - Jestem padni臋ty.
- Nic dziwnego, przecie偶 ma艂o spa艂e艣 w ostatnich godzinach. Lepiej si臋 k艂ad藕. Ja porozmawiam z Andre膮. Dobija艂a si臋 do mnie ostatnio.
- A nie utulisz mnie do snu? - Przysun膮艂 si臋 do Colina.
- Utuli膰 mog臋, ale nic wi臋cej. Za艣niesz w trakcie.
- Mhm. Ju偶 zasypiam. Po choler臋 gadali艣my o Bishopie, zamiast zaj膮膰 si臋 czym艣 przyjemniejszym - zamrucza艂 Jessie.
- To rozbieraj si臋 i do wyrka. - Marynarek pozbyli si臋 ju偶 wcze艣niej, wi臋c teraz pom贸g艂 mu zdj膮膰 koszul臋 i spodnie. - Pom贸偶 mi troch臋, nie zasypiaj.
- Nie 艣pi臋. - Usiad艂 na 艂贸偶ku i zaj膮艂 si臋 skarpetkami.
- Tak tylko m贸wisz, a kilka minut wcze艣niej chcia艂e艣 przyjemno艣ci. K艂ad藕 si臋. - Colin zdj膮艂 narzut臋 i odsun膮艂 ko艂dr臋.
- Dzi臋ki. - Czu艂 si臋 tak, jakby odp艂ywa艂. Dop贸ki byli w firmie, w艣r贸d ludzi, nie odczuwa艂 zm臋czenia. Teraz dopad艂o go ono podw贸jnie.
- Dobranoc. - Okry艂 go i patrzy艂, jak m臋偶czyzna zasypia. Zdj膮艂 mu jeszcze okulary. Nie powstrzyma艂 si臋 przed z艂o偶eniem poca艂unku na mi臋kkich wargach.
Zostawi艂 go samego w sypialni, a sam uda艂 do gabinetu z laptopem. Musia艂 przekaza膰 przyjaci贸艂ce dobre wie艣ci. Wiedzia艂, 偶e b臋dzie czeka艂a na kontakt. Jeszcze, na chwil臋 tylko, wr贸ci艂 do sypialni po ma艂y stosik kartek. Trzyma艂 je w jednej z szuflad pod swoj膮 bielizn膮. Jessie tam nie zagl膮da艂. 殴le si臋 czu艂, ukrywaj膮c to przed nim, ale pragn膮艂 mu podarowa膰 gotowy pierwszy egzemplarz z dedykacj膮.
W gabinecie w艂膮czy艂 laptopa i uruchomi艂 skype'a. Andrea musia艂a czatowa膰 przy swoim, gdy偶 w trymiga odebra艂a.
- M贸wi艂e艣, 偶e masz niespodziank臋, wi臋c gadaj.
- Nie mam wyj艣cia. Molestujesz mnie o to.
- Nie trzeba by艂o nic o tym wspomina膰. Nie mam anielskiej cierpliwo艣ci.
- Tylko diabelsk膮.
Zmrozi艂a go wzrokiem.
- Moja blokada min臋艂a - rzek艂 i czeka艂 na reakcj臋. Jej mina jasno 艣wiadczy艂a, 偶e 艣wi臋ta przysz艂y wcze艣niej. Wiedzia艂, 偶e j膮 tym ucieszy.
- Jak to min臋艂a? Na pewno? Napisa艂e艣 co艣? Co to jest? Ile masz tego? Dasz mi? - wypluwa艂a z siebie potok pyta艅.
- Mam tylko r臋kopis i to dopiero zarys historii, ale zabior臋 si臋 za przepisywanie tego i uzupe艂ni臋 w szczeg贸艂y. To nic wielkiego. Zaledwie dwie艣cie stron z tego b臋dzie.
- Niewa偶ne. Wa偶ne, 偶e zacz膮艂e艣. - By艂a podekscytowana tak bardzo, 偶e nie umia艂a usiedzie膰 na miejscu. - Jutro kupi臋 bilet i przylatuj臋. Musz臋 to przeczyta膰.
- Uspok贸j si臋, bo zaraz zaczniesz mi tu podskakiwa膰 i z rado艣ci klaska膰. Nie chcesz poczeka膰 na przepisany tekst?
- Po choler臋. Chc臋 wiedzie膰, co to jest i zacz膮膰 my艣le膰 nad ok艂adk膮.
- To prosta historia o mi艂o艣ci, taka bajka w innym 艣wiecie, kt贸ra pokonuje wszystkie przeszkody. Ma podnosi膰 na duchu. Dawa膰 nadziej臋. Pokaza膰, 偶e wszystko jest mo偶liwe, o ile si臋 tego chce. Taki m贸j ma艂y powr贸t. - Podrapa艂 si臋 po karku.
- Za艂o偶臋 si臋, 偶e tw贸j wen jest gdzie艣 blisko.
- Wen 艣pi, ale nic o tym nie wie.
- Zn贸w k艂amstwa? Czemu?
- Teraz zrobi臋 mu niespodziank臋. I chc臋 t膮 ksi膮偶k膮 co艣 mu powiedzie膰. Nie mia艂em takiego zamiaru, ale zmieni臋 w niej kilka rzeczy. Mo偶e zrozumie.
- Czekaj. - Unios艂a r臋k臋 do g贸ry, chc膮c mu przekaza膰, by si臋 nie odzywa艂, inaczej tego po偶a艂uje. - Kochasz go? Zgad艂am?
- Nie, nie kocham go, ale zakocha艂em si臋 - odpowiedzia艂. Za艂o偶y艂 nog臋 na nog臋.
- To nie to samo?
- Zakochanie si臋 to zauroczenie, kt贸re za艣lepia, a kochanie to jest co艣 o wiele g艂臋bszego. I ta ksi膮偶ka nie ma by膰 wyznaniem mi艂o艣ci, tylko czego艣 innego. Nie patrz jak zbity pies. Nie powiem ci nic wi臋cej.
- I tak si臋 dowiem. - Zacz臋艂a co艣 klika膰 myszk膮, a jej wzrok sun膮艂 szybko po ekranie.
- Co robisz? - zapyta艂 Colin.
- Musz臋 zabukowa膰 sobie bilet na jutro. Tylko loty popo艂udniowe si臋 licz膮. Rano mam spotkanie. Oby by艂y wolne miejsca. Odbierzesz mnie z lotniska?
- Mam po po艂udniu prac臋.
- Cholera. - Nadal czego艣 szuka艂a. - Sama sobie poradz臋. Przenocujecie mnie czy mam szuka膰 hotelu?
- Porozmawiam z Jessie'm, ale je艣li si臋 wygadasz...
- Ta, wiem, sprawisz, 偶e osiwiej臋 po trzydziestce. Nie chcia艂abym, bo czuj臋 si臋, jakbym mia艂a osiemnastk臋. Dobra, spadaj, bo ja tu teraz b臋d臋 mie膰 burz臋 m贸zgu.
- Co b臋dziesz mie膰?
- Musz臋 pomy艣le膰 nad wszystkim.
- Nie spiesz si臋, to na razie r臋kopis.
- Do ko艅ca tygodnia b臋dziesz mia艂 wszystko gotowe. Znam ci臋. Tylko jak wyt艂umaczysz m臋偶owi siedzenie po nocach?
- Tak go wym臋cz臋, 偶e nie b臋dzie nic wiedzia艂. - Nie czekaj膮c na jej reakcj臋, wy艂膮czy艂 komunikator. Jeszcze zacz臋艂aby pyta膰, jak to zrobi. By艂a do tego zdolna.
Uruchomi艂 dokument tekstowy i na 艣rodku strony napisa艂 tytu艂 tekstu, po czym odsun膮艂 jeszcze akta Jessie'go na bok i po艂o偶y艂 przy sobie stosik zapisanych kartek. Przepisywanie zajmie mu troch臋 czasu, a musi si臋 jeszcze przespa膰. Zacz膮艂 stuka膰 w klawisze, a palce 艣miga艂y mu po nich niczym u zawodowej sekretarki. Wszed艂 w swoj膮 histori臋, zapominaj膮c o 艣wiece, w kt贸rym on 偶y艂. Teraz by艂 Terrikiem, Yavetilem, Agathe. Wszystkimi postaciami, jakie powo艂a艂 do 偶ycia.

Oko艂o czwartej nad ranem oczy zacz臋艂y go piec. Potar艂 je d艂o艅mi, ale by艂o jeszcze gorzej. Jego win膮 by艂o to, 偶e nie da艂 im chwili odpoczynku, ale musia艂 pracowa膰. Zapisa艂 dokument, zrobi艂 kopi臋 na pendrive i wy艂膮czy艂 laptopa. Wsta艂. Z trudem zebra艂 wszystko ze sob膮. Nie zauwa偶y艂, 偶e podczas tych czynno艣ci jedna ze stron A-4 upad艂a pod biurko, jakby czyja艣 niewidzialna d艂o艅 wysun臋艂a j膮 spod innych kartek i po艂o偶y艂a w dane miejsce. Zgasi艂 艣wiat艂o, opuszczaj膮c gabinet.
W sypialni u艂o偶y艂 wszystko na miejsce, a po pozbyciu si臋 ubra艅 w samej bieli藕nie wsun膮艂 si臋 pod nagrzan膮 ko艂dr臋. Jessie jakby nie艣wiadomie go wyczu艂 i przysun膮艂 si臋, przytulaj膮c do drugiego cia艂a. Serce Colina zabi艂o mocniej, a cia艂o ogarn臋艂o niesamowite ciep艂o. Tak du偶o si臋 zmieni艂o pomi臋dzy nimi, w nim i mia艂 zamiar si臋 tym cieszy膰. Nie chcia艂 my艣le膰, co b臋dzie za te pi臋膰 miesi臋cy. Mo偶e Jessie nie zechce rozwodu. Liczy艂 na to. Z ka偶dym dniem upewnia艂 si臋 w przekonaniu, 偶e chcia艂by z nim zosta膰. Ba艂 si臋, 偶e b臋dzie czu艂 jakie艣 wyrzuty sumienia z powodu Iana. Ale nic takiego nie by艂o. I wiedzia艂, 偶e Ian chcia艂by, 偶eby on nie by艂 sam. Nawet koszmary ca艂kiem znikn臋艂y, pozostawiaj膮c po sobie ju偶 nik艂e echo bolesnych obraz贸w.

***

Kilka godzin p贸藕niej noc ust膮pi艂a miejsca pochmurnemu dniu. Przez to Jessie'mu, by艂o bardzo ci臋偶ko wsta膰. Le偶膮c w 艂贸偶ku, gapi艂 si臋 bezczelnie na 艣pi膮cego m臋偶a. Mia艂 wielk膮 ochot臋 go obudzi膰 i sp臋dzi膰 poranek na kochaniu si臋 z nim, ale my艣l o przejrzeniu kolejnych dokument贸w skutecznie go powstrzyma艂a przed tym krokiem. Ca艂e szcz臋艣cie ju偶 ko艅czy艂 i dzi艣 b臋dzie got贸w na powa偶n膮 rozmow臋 z ojcem, a noc sp臋dzi w ramionach Colina.
Szum za oknem odwr贸ci艂 jego uwag臋 od kontemplowania ust m臋偶a.
Jeszcze tego brakowa艂o. Leje jak z cebra.
Odrzuci艂 r贸g przykrycia i wsta艂. Od dawna nie czu艂 si臋 tak wyspany. Potrzebowa艂 jeszcze czego艣 do schrupania i picia i b臋dzie cudnie. Wsun膮艂 stopy w kapcie i przemierzy艂 pok贸j w poszukiwaniu domowych ubra艅. Zabra艂 wszystko ze sob膮 do 艂azienki. Skorzysta艂 z toalety, a p贸藕niej wszed艂 pod prysznic. Gor膮ca woda zaczyna艂a obmywa膰 jego cia艂o silnymi strumieniami. Wzi膮艂 偶el do r臋ki i nala艂 na d艂o艅. Rozprowadzi艂 pachn膮cy p艂yn po swoim ciele. Zacz膮艂 my膰 sw贸j tors i podskoczy艂, kiedy obca... nie, znajoma d艂o艅 do艂膮czy艂a do w臋dr贸wki, a za nim stan臋艂o mocne, m臋skie cia艂o.
- S膮dzi艂em, 偶e 艣pisz.
- Nie, kiedy s艂ysz臋, jak m贸j m膮偶 bierze prysznic. Postanowi艂em si臋 do艂膮czy膰. - Colin przesun膮艂 d艂oni膮 po brzuchu partnera.
- Chcesz mnie umy膰? - Opar艂 ty艂 g艂owy o jego rami臋. Nie uzyska艂 odpowiedzi. Same d艂onie pokaza艂y, co drugi m臋偶czyzna chce robi膰. I jednoznacznie dawa艂y sygna艂y, 偶e nie ma ucieczki. Och, Jessie lubi艂 by膰 osaczony przez takiego faceta i jak jeszcze wiedzia艂, czego facet chce, to od samego my艣lenia mu stawa艂.
Ciekawskie palce Colina zaw臋drowa艂y mi臋dzy nogi m臋偶a, pieszcz膮c krocze posuwistymi ruchami. My艂 go, jednocze艣nie pobudzaj膮c. Chocia偶 tego ostatniego to Jessie nie potrzebowa艂. Jego m臋sko艣膰 sta艂a ju偶 dumnie i oczekiwa艂a zainteresowania.
- Niegrzeczny ch艂opak - powiedzia艂 do ucha m臋偶a i mimo szumu wody by艂 doskonale s艂yszany.
- Dlaczego?
- O czym my艣la艂e艣, 偶e m贸g艂by艣 nim dziur臋 w drzwiach wybi膰? - 艢cisn膮艂 cz艂onek, doprowadzaj膮c Carsona do dr偶enia.
- O tym, jak mnie bierzesz i pieprzysz. - Odwr贸ci艂 g艂ow臋 i wpatrzy艂 si臋 w te czarne oczy spragnionym wzrokiem.
- Wiesz, 偶e 偶yczenia mog膮 si臋 spe艂ni膰? - Pomasowa艂 mu po艣ladek jedn膮 d艂oni膮, po chwili wsuwaj膮c palce pomi臋dzy dwie po艂贸wki, myj膮c najczulsze miejsce, a drug膮 zab艂膮dzi艂 ku sutkom. Tr膮ci艂 je kciukiem. Raz jeden, raz drugi, by zn贸w powr贸ci膰 do pierwszego.
- Uwierz臋, jak to dostan臋.
Colin si臋gn膮艂 po lubrykant. Zawsze mieli go w pobli偶u. Za bardzo si臋 po偶膮dali, aby wzi膮膰 pod uwag臋 to, 偶e nie b臋d膮 si臋 kocha膰. Ca艂uj膮c m臋偶a po szyi i podszczypuj膮c z臋bami sk贸r臋, odkr臋ci艂 nakr臋tk臋 tubki 偶elu i wycisn膮艂 troch臋 na d艂o艅. Rozprowadzi艂 go na swym cz艂onku.
Jessie opar艂 si臋 r臋koma o 艣ciank臋 prysznica i obejrza艂 za siebie.
- Pieprz mnie. - Nawet nie wiedzia艂, jak bardzo tego potrzebowa艂, dop贸ki to nie mia艂o si臋 sta膰. Colin przylgn膮艂 do niego ca艂ym cia艂em. Rozchyli艂 mu jeden po艣ladek i potar艂 g艂贸wk膮 wej艣cie. Nie wsuwa艂 si臋 w niego od razu. Podra偶nia艂 odbyt, masuj膮c go w ten spos贸b. Oddech Carsona sta艂 si臋 szybszy i ci臋偶szy. Rozlu藕nia艂 si臋 i wypina艂 w stron臋 po偶膮danego cz艂onka.
Colin umie艣ci艂 sw贸j penis pomi臋dzy dwoma mi臋sistymi po艂贸wkami i ociera艂 si臋 o cia艂o m臋偶a, ca艂uj膮c go i pieszcz膮c. Jessie reagowa艂 na ka偶de, nawet najl偶ejsze, dotkni臋cie. W ko艅cu ponownie chwyci艂 sw贸j stalowy pr臋t i pocz膮艂 si臋 w niego powoli wsuwa膰. Nie spieszy艂 si臋. Mieli czas.
Penis rozci膮ga艂 go mocno centymetr po centymetrze, a to, 偶e wcze艣niej nie zosta艂 na niego przygotowany sprawia艂o, 偶e wszystko silniej odbiera艂 ka偶dym swoim zmys艂em. Gdy byli ju偶 po艂膮czeni ze sob膮, a on nabi艂 si臋 na Colina ostatecznie, m贸g艂 podda膰 si臋 temu, co dostarcza艂 mu m膮偶. Opar艂 si臋 o niego, zarzucaj膮c mu r臋k臋 na kark i pozwala艂 na powolne pchni臋cia. Lubi艂 mocny i szybki seks, ale i tym wolniejszym nie gardzi艂. Kocha艂 to wsp贸lne ko艂ysanie si臋, rytm doprowadzaj膮cy do b艂ogostanu, oddawanie si臋 drugiej osobie w ca艂o艣ci, niezale偶nie od tego, kto by艂 penetrowany. Do tego poca艂unki Colina, badaj膮ce, niecierpliwe d艂onie doprowadza艂y go do utraty zmys艂贸w. Jak on m贸g艂 偶y膰 bez tego faceta? Z艂apa艂 White'a za biodra i jeszcze bardziej do siebie przyci膮gn膮艂. Krzykn膮艂, kiedy Colin zbyt mocno otar艂 si臋 o jego prostat臋.
Poczu艂, jak Colin ujmuje w d艂o艅 jego cz艂onek i zacz膮艂 porusza膰 d艂oni膮 w takt pchni臋膰. Jak jeszcze do tej pory uda艂o mu si臋 odsuwa膰 od siebie orgazm, tak teraz zbli偶a艂 si臋 on z szybko艣ci膮 b艂yskawicy. Przebieg艂 przez ca艂e cia艂o, zatoczy艂 okr臋gi w brzuchu, posmyra艂 pachwiny, pobawi艂 si臋 j膮drami i znalaz艂 uj艣cie na zewn膮trz witany g艂o艣nym krzykiem Jessie'go, pod kt贸rym omdla艂y nogi.
Colin przytrzyma艂 kochanka mocniej, wyciskaj膮c z niego wszelk膮 przyjemno艣膰. Kocha艂 patrze膰 na m臋偶a w ekstazie. Czu膰 blisko siebie to rozgrzane i mokre cia艂o. I nie potrafi艂 wytrzyma膰 d艂u偶ej. Pu艣ci艂 cz艂onek m臋偶a i wysun膮艂 si臋 z niego na tyle, by m贸g艂 sam siebie doprowadzi膰 do ko艅ca i patrze膰, jak bia艂a substancja oznacza po艣ladki Jessie'go, ginie pomi臋dzy nimi zmywana wod膮. Wszed艂 w niego szybko i ponownie porusza艂 si臋, ko艅cz膮c sw贸j orgazm w nim, po czym wysun膮艂 si臋 z wn臋trza cia艂a swego m臋偶czyzny i odetchn膮艂 g艂eboko.
Jessie odwr贸ci艂 si臋 przodem do niego. Poca艂owa艂 partnera czule i przytuli艂. Colin obj膮艂 go mocno. Nie musieli nic m贸wi膰, nawet nie potrafili tego zrobi膰. Wystarczy艂a im tylko ta intymna chwila. Same gesty wyra偶a艂y wszystko. Jeden z m臋偶czyzn zdawa艂 sobie spraw臋 ze swych coraz mocniejszych uczu膰, podczas gdy drugi jeszcze pozostawa艂 na nie 艣lepy, odpychaj膮c my艣l o tym, dlaczego serce bije tak szybko na sam widok Colina.

***


Po 艣niadaniu, o kt贸re Jessie 艂adnie poprosi艂 m臋偶a czu艂ymi poca艂unkami, obaj zaj臋li si臋 swoimi sprawami. Colin poszed艂 przygotowa膰 sypialni臋 dla Andrei, a Carson uda艂 si臋 do swego gabinetu. Na widok biurka u艣miechn膮艂 si臋. Colin zrobi艂 dla siebie troch臋 miejsca, przek艂adaj膮c jego papiery. Musi kupi膰 drugi taki mebel i ustawi膰 obok. Nawet nie zdawa艂 sobie sprawy, jak bardzo przysz艂o艣ciowo my艣li.
Zerkn膮艂 za okno. Ca艂y czas la艂o. Postawi艂 kubek z kaw膮 na blacie i ju偶 mia艂 usi膮艣膰, kiedy co艣 zwr贸ci艂o jego uwag臋. Schyli艂 si臋 pod biurko i wzi膮艂 z pod艂ogi bia艂y arkusz papieru. Dopiero gdy si臋 podni贸s艂 stwierdzi艂, 偶e jest zapisany pismem m臋偶a. Nie mia艂 zamiaru czyta膰 czyjej艣 korespondencji, szanowa艂 prywatno艣膰 drugiej osoby, ale jako艣 nie potrafi艂 tego od艂o偶y膰. Zw艂aszcza, gdy ujrza艂 pierwsze zdanie. Zacz膮艂 czyta膰:

„O tak, chcia艂 go i pragn膮艂. M臋偶czyzna by艂 bardzo seksowny, a jeszcze to, jak dr偶a艂 w jego ramionach stawa艂o si臋 zapalnikiem do tego, 偶eby go pos艂ucha膰 i wzi膮膰 we w艂adanie. Si臋gn膮艂 w d贸艂 i uni贸s艂 jego koszul臋, co przypomnia艂o mu, jak ostatnim razem wszed艂 w niego, kiedy Terrik oplata艂 go nogami, nagi od do艂u z os艂oni臋t膮 g贸r膮. Zdejmuj膮c niepotrzebny materia艂, zahacza艂 opuszkami palc贸w o rozgrzan膮 sk贸r臋. Sam poczu艂 ch艂贸d na sobie, kiedy spodnie opad艂y w d贸艂, uwalniaj膮c jego du偶ego cz艂onka. Zaraz po tym, jak tylko rozebra艂 go do ko艅ca, wpi艂 si臋 na kr贸tk膮 chwil臋 w jego wargi, by potem brutalnie odwr贸ci膰 go ty艂em do siebie. Terrik zareagowa艂 na to g艂臋bokim westchnieniem, uk艂adaj膮c r臋ce na 艣cianie i wypinaj膮c ty艂ek w stron臋 kochanka.
- Naprawd臋 jeste艣 ch臋tny - 艣cisn膮艂 napi臋te po艣ladki. Natychmiast ukl臋kn膮艂 za nim i ugryz艂 jeden.
- Ach.
Rozsun膮艂 je sobie i bez zb臋dnych subtelno艣ci poliza艂 ich wn臋trze od kr臋gos艂upa ku j膮drom.
- Kocham, jak mi to robisz, Yav. Jeszcze.”


Przerwa艂. Zna艂 ten styl pisania takich scen. Zna艂 go zbyt dobrze, 偶eby si臋 myli膰. Ale o co tu chodzi艂o? Dlaczego Colin napisa艂 co艣, co pisa艂 CJ MacGregor? Zaraz. Zna艂 ksi膮偶ki tego autora na pami臋膰 i z takimi postaciami si臋 nie spotka艂. W takim razie czemu jego m膮偶 napisa艂 co艣 takiego, kopiuj膮c styl jego ukochanego pisarza?! Ale czy da艂oby si臋 tak bardzo s艂owo w s艂owo co艣 skopiowa膰? Ka偶dy przecie偶 pisze inaczej i cho膰by kto艣 spr贸bowa艂 napisa膰 co艣 za kogo艣, to dobry czytelnik w mig by to rozpozna艂. To dlaczego...
Serce mu przyspieszy艂o. Colin i CJ pochodz膮 z Denver. Nikt nic nie wie o MacGregorze. Wszyscy m贸wi膮, 偶e to czyj艣 pseudonim, nieprawdziwe dane.
Nie, niemo偶liwe. Nie ukry艂by tego przed nim. Po co? Jaki mia艂by mie膰 w tym cel?
Przeszed艂 pomieszczenie szybkim tempem z g艂ow膮 pe艂n膮 pyta艅. Odnalaz艂 Colina w go艣cinnej sypialni 艣ciel膮cego 艂贸偶ko.
- Co si臋 sta艂o? Wygl膮dasz, jakby艣 zobaczy艂 ducha.
- Co to jest? - Wyci膮gn膮艂 przed siebie kartk臋.
- Co? Ten 艣wistek papieru? - White podszed艂 do niego i wzi膮艂 kartk臋, a serce podesz艂o mu do gard艂a.
- Co tak patrzysz? Masz co艣 do ukrycia? Co to jest, pytam?! - wykrzykn膮艂 Jessie.
- To... - Cholera, to nie tak mia艂o wygl膮da膰. Musia艂 to zgubi膰 w nocy.
- No co? Czy to ty jeste艣 CJ MacGregorem?!
- Tak. - Zwyk艂a, prosta odpowied藕. Nie k艂amstwo, tylko w ko艅cu prawda.
- Bo偶e. - Jessie chwyci艂 si臋 za w艂osy i zacz膮艂 chodzi膰 po pokoju go艣cinnym. - Ja 艣piewa艂em peany na temat tego autora, opowiada艂em ci o nim, o tekstach, a ty co?! - Popatrzy艂 na niego wzburzony. - Pewnie si臋 艣mia艂e艣 za moimi plecami, jaki g艂upi jestem, b臋d膮c beznadziejnie zakochanym w tym facecie, nawet go nie znaj膮c!
- Nie...
- Zamknij si臋! Nie mog艂e艣 po prostu powiedzie膰, 偶e to ty nim jeste艣?!
- Nie chcia艂em wraca膰 do tego 偶ycia, nie mog膮c pisa膰. MacGregor mia艂 znikn膮膰 - odpowiedzia艂 spokojnie.
- I co ci to da艂o?! I tak wiem! Po choler臋 udawa艂e艣?! - Nie wiedzia艂, co zrobi膰 z trz臋s膮cymi si臋 d艂o艅mi. - Mog艂e艣 powiedzie膰! Mnie! Twojemu m臋偶owi! Nie gra膰 przede mn膮! Wiesz, ile dla mnie znacz膮 te powie艣ci, a teraz si臋 okazuje, 偶e ich autor co noc pieprzy si臋 ze mn膮 i nawet s艂贸wka nie wspomni o sobie! - By艂 tak bardzo w艣ciek艂y, nie umia艂 panowa膰 nad sob膮. Czu艂 si臋 taki zraniony, niedoceniony, niewarty zaufania, oszukany. Jak m贸g艂 mu nie powiedzie膰? Przecie偶 nikomu by nic nie zdradzi艂. Nie wygada艂by si臋, 偶e CJ 偶yje z nim, kim jest i 偶e podj臋li wsp贸ln膮 gr臋. - Co jeszcze przede mn膮 ukrywasz, co?! Co jeszcze, ty pod艂y draniu?!
- Jessie...
- Nie Jessuj mi tu! Boli mnie jak cholera, 偶e akurat na ten temat milcza艂e艣! Kiedy zamierza艂e艣 mi powiedzie膰?! Po rozwodzie?!
- Mo偶e nigdy?! - S艂ysz膮c s艂owo „rozw贸d” co艣 si臋 w nim wzburzy艂o. - Po choler臋 ci to wiedzie膰?! Co ci臋 to obchodzi?! I tak to wszystko to gra, kt贸ra sko艅czy si臋 rozwodem! - A on mu t膮 ksi膮偶k膮 chcia艂 przekaza膰, 偶e nawet takie przymusowe zwi膮zki, jak ich, mog膮 sko艅czy膰 si臋 wielkim uczuciem. Jak m贸g艂 s膮dzi膰, 偶e Carson zmieni swe uczucia? Przecie偶 wiedzia艂, 偶e ten facet nie trzyma si臋 zwi膮zk贸w i nadal chce rozwodu. - Potem m贸g艂by艣 si臋 che艂pi膰, 偶e wci膮gn膮艂e艣 w to naiwnego, za艂amanego pisarzyn臋! Dzi臋kuj臋 za to!
- Wiesz, 偶e nie zrobi艂bym tego! Nie jestem taki!
- Lub p臋ka膰 z dumy, 偶e mia艂e艣 CJ'a MacGregora, bo g贸wno ci臋 obchodzi Colin White! - Nie s艂ucha艂, co m贸wi partner.
- A ty g贸wno wiesz! - Carson zawin膮艂 palce do 艣rodka, formuj膮c pi臋艣膰 i z ca艂ej si艂y uderzy艂 ni膮 w szcz臋k臋 m臋偶a.
Colin zachwia艂 si臋, ale usta艂. Dotkn膮艂 bol膮cej twarzy. Jessie mia艂 pot臋偶ny cios. Bola艂o. Zas艂u偶y艂 na to. M贸g艂 mu wyzna膰 o sobie prawd臋. Niejedn膮 prawd臋. Nie wiedzia艂, 偶e partner tak mocno zareaguje na to wszystko.
- G贸wno wiesz! Nie znasz mnie! Nie chc臋 na ciebie patrze膰! - Odwr贸ci艂 si臋 na pi臋cie i ruszy艂 ku drzwiom.
Colin nie m贸g艂 pozwoli膰 mu odej艣膰. Skoczy艂 ku niemu i zamkn膮艂 w swoich ramionach, przytulaj膮c si臋 do jego plec贸w. M臋偶czyzna zacz膮艂 si臋 rzuca膰.
- Pu艣膰 mnie, bo rozwal臋 ci t臋 buziuchn臋! - krzycza艂 Jessie. - Powiedzia艂em, 偶e nie chc臋 na ciebie patrze膰! Nie chc臋 by膰 blisko ciebie!
- Nigdzie nie p贸jdziesz! - Mocowa艂 si臋 z nim.
- Musz臋 sobie wszystko przemy艣le膰. Pu艣膰 mnie, do cholery! - Wyrwa艂 r臋k臋 i uderzy艂 艂okciem w brzuch m臋偶a. Colin skuli艂 si臋 i Jessie wykorzysta艂 moment. Wydosta艂 si臋 ze stalowego chwytu i zwyczajnie uciek艂.
White wyprostowa艂 si臋 i pobieg艂 za m臋偶em. B臋d膮c jeszcze na pi臋trze, us艂ysza艂 trza艣ni臋cie drzwiami. Zbieg艂 na d贸艂, po czym dopad艂 wyj艣cia. S艂ysza艂 z do艂u odg艂os krok贸w, jakie szybko pokonywa艂y schody.
- Kurwa, kurwa, kurwa! - Colin wzi膮艂 klucze od mieszkania z zadowoleniem stwierdzaj膮c, 偶e Jessie zostawi艂 w spokoju dwa zestawy kluczyk贸w od ich samochod贸w. Ubra艂 buty, wyj膮艂 z szafy ortalionow膮 kurtk臋 i wybieg艂 za m臋偶em, przeklinaj膮c swoj膮 g艂upot臋.