G├│wniarz 15
Dodane przez Aquarius dnia Grudzie˝ 03 2011 09:06:59
Po pewnym czasie Gabriel uspokoi┼é si─Ö, ale wci─ů┼╝ siedzia┼é przytulony do Ja┼Ťka, kt├│ry nic nie m├│wi┼é, tylko przez ca┼éy czas g┼éaska┼é go po g┼éowie. W ko┼äcu drzwi sali operacyjnej otworzy┼éy si─Ö i wyszed┼é z nich lekarz. Jasiek poderwa┼é si─Ö, a za nim z lekka zdezorientowany Gabriel, kt├│ry szybko otrz─ůsn─ů┼é si─Ö gdy zobaczy┼é z kim rozmawia Jasiek. Ba┼é si─Ö podej┼Ť─ç bli┼╝ej. Ba┼é si─Ö, ┼╝e gdy podejdzie to us┼éyszy to czego tak bardzo si─Ö obawia┼é, ┼╝e nie uda┼éo si─Ö go uratowa─ç. Sta┼é wi─Öc i patrzy┼é z wal─ůcym z niepokoju sercem na Ja┼Ťka i jego zmieniaj─ůc─ů si─Ö twarz. W ko┼äcu lekarz odszed┼é.
- Co powiedzia┼é? – zapyta┼é Gabriel ze ┼Ťci┼Ťni─Ötym gard┼éem, kiedy Jasiek z zas─Öpion─ů min─ů usiad┼é na krzese┼éku.
- Operacja uda┼éa si─Ö, ale nie wiadomo czy prze┼╝yje. Mia┼é powa┼╝ne uszkodzenia wewn─Ötrzne i straci┼é du┼╝o krwi. Musz─Ö zadzwoni─ç do pozosta┼éych – doda┼é bezbarwnym g┼éosem i wyci─ůgn─ů┼é kom├│rk─Ö.
Godzinę potem cała rodzina była w szpitalu. Ojciec, który zazwyczaj sprawiał wrażenie jakby nie docierało do niego nic z otoczenia, rozmawiał z lekarzem, a kobiety siedziały na krzesełkach i dodawały sobie nawzajem otuchy. W końcu ojciec skończył rozmowę.
- Micha┼é jest po operacji, jego stan jest krytyczny. Dzisiejsza noc poka┼╝e czy prze┼╝yje. Niestety nie mo┼╝emy go na razie zobaczy─ç. Nie ma sensu ┼╝eby┼Ťmy tu wszyscy siedzieli. Proponuj─Ö ┼╝eby jedna osoba zosta┼éa, a reszta wr├│ci do domu.
- Jak ty to sobie wyobra┼╝asz, tato? – zapyta┼éa z gniewem Monika. – ┼╗e b─Ödziemy sobie siedzie─ç w domu, kiedy Micha┼é walczy tu o ┼╝ycie?!
- A co mu pomo┼╝e twoje siedzenie tutaj? Czy od tego wyzdrowieje?
- Masz racj─Ö, przepraszam – wyszepta┼éa Monika spuszczaj─ůc g┼éow─Ö.
- Kto dzisiaj zostanie?
- Ja – odezwa┼é si─Ö Jasiek.
- Dobrze – powiedzia┼é ojciec. – Jakby co┼Ť si─Ö dzia┼éo, to dzwo┼ä, bez wzgl─Ödu na godzin─Ö.
- Dobrze.
- W takim razie chod┼║my – ojciec zgarn─ů┼é ca┼é─ů rodzin─Ö i odeszli ci─Ö┼╝kim i powolnym krokiem.
- Ty te┼╝ powiniene┼Ť i┼Ť─ç – powiedzia┼é Jasiek do Gabriela, kiedy ju┼╝ zostali sami.
- Nie.
- Nie ma sensu ┼╝eby┼Ť tu siedzia┼é – powiedzia┼é ┼éagodnie.
- Nie – powt├│rzy┼é twardo. – B─Öd─Ö czeka┼é a┼╝ si─Ö obudzi.
- Gabriel…
Ale Gabriel nie s┼éucha┼é go, siedzia┼é t─Öpo wpatrzony w ┼Ťcian─Ö, z zaci┼Ťni─Ötymi a┼╝ do b├│lu ustami. Jasiek widz─ůc, ze nic nie wsk├│ra westchn─ů┼é tylko i usiad┼é na krzese┼éku obok.
- Gabriel, ja wiem, ┼╝e to nieodpowiednia chwila, ale czy mo┼╝emy porozmawia─ç? – spyta┼é niepewnie Jasiek po jakim┼Ť czasie.
- O czym? – spyta┼é bezbarwnym g┼éosem Gabriel.
- O nas.
-Nie ma ju┼╝ „nas”, jeste┼Ť ty i jestem ja. Koniec rozmowy.
- Gabriel… - Jasiek spojrza┼é b┼éagalnie na przyjaciela. – Prosz─Ö…
- Ty nie wiesz o co mnie prosisz. My┼Ťlisz, ┼╝e pstrykniesz palcami i zapomn─Ö o tym co widzia┼éem? I ┼╝e znowu b─Ödziemy sekskumplami? – widz─ůc zdziwion─ů min─Ö Ja┼Ťka doda┼é: - nie patrz na mnie taki zdziwiony. To prawda, byli┼Ťmy tylko sekskumplami.
- To nie prawda… - Jasiek pr├│bowa┼é s┼éabo odparowa─ç zarzut, ale Gabriel nie da┼é mu doko┼äczy─ç.
- Nieprawda? A kiedy ostatnio powiedzia┼ée┼Ť mi, ┼╝e mnie kochasz? Kiedy zrobi┼ée┼Ť co┼Ť dla mnie, tak zupe┼énie bezinteresownie? Kiedy pomy┼Ťla┼ée┼Ť o tym ┼╝eby kupi─ç mi co┼Ť, nawet najwi─Öksze na ┼Ťwiecie badziewie, tylko po to ┼╝eby sprawi─ç mi przyjemno┼Ť─ç? Kiedy ostatnio zadzwoni┼ée┼Ť do mnie tylko po to by us┼éysze─ç m├│j g┼éos? No kiedy??
Jasiek nic nie odpowiedzia┼é, tylko spu┼Ťci┼é g┼éow─Ö.
- Mo┼╝e chocia┼╝ zostaniemy przyjaci├│┼émi? – zapyta┼é cicho.
- Na to te┼╝ nie licz. Nie potrafi─Ö ┼Ťmia─ç si─Ö i bawi─ç z tob─ů maj─ůc przed oczami ca┼éy czas ciebie ca┼éuj─ůcego t─ů dziewczyn─Ö. Jeste┼Ťmy po prostu dwoma facetami studiuj─ůcymi na tym samym roku. A tym co ci─Ö odr├│┼╝nia od innych z roku jest fakt, ┼╝e jeste┼Ť starszym bratem Micha┼éa. I b─Öd─Ö wdzi─Öczny je┼Ťli nie b─Ödziesz wi─Öcej wraca┼éo tego tematu. – Na koniec usiad┼é mo┼╝liwie jak najdalej od Ja┼Ťka.
By┼é tak wzburzony, ┼╝e na chwil─Ö zapomnia┼é o Michale, a kiedy ju┼╝ si─Ö uspokoi┼é, do oczu nap┼éyn─Ö┼éy mu ┼ézy. Przypomnia┼é sobie ten wypadek i cia┼éo Micha┼éa le┼╝─ůce na noszach. Przechyli┼é g┼éow─Ö do ty┼éu, opieraj─ůc j─ů o ┼Ťcian─Ö i zamkn─ůwszy oczy pr├│bowa┼é wyrzuci─ç z pami─Öci ten widok. Przypomina┼é sobie wszystko co razem z Micha┼éem zrobili, pocz─ůwszy od momentu, gdy g├│wniarz zajrza┼é pod ko┼édr─Ö przy ich pierwszym spotkaniu, poprzez korepetycje, a┼╝ do wariackich pomys┼é├│w na Mazurach. I nawet to, ┼╝e ich podgl─ůda┼é w czasie seksu ju┼╝ nie budzi┼éo w nim takiej z┼éo┼Ťci jak na pocz─ůtku. Nawet nie zauwa┼╝y┼é kiedy zasn─ů┼é. Jednak jego sen by┼é urywany i niespokojny. Obraz g├│wniarza le┼╝─ůcego w ka┼éu┼╝y krwi wraca┼é jak bumerang, przynosz─ůc niepok├│j i budz─ůco chwila. R├│wnie┼╝ piel─Ögniarki co jaki┼Ť czas pr├│bowa┼éy nam├│wi─ç jego i Ja┼Ťka do powrotu do domu, jednak oni uparcie odmawiali.
W ko┼äcu nadszed┼é ranek, a wraz z nim na szpitalnym korytarzu pokaza┼é si─Ö Jolka. Chwil─Ö porozmawia┼éa z Ja┼Ťkiem, potem z piel─Ögniark─ů i na koniec, kiedy Jasiek ju┼╝ odszed┼é, podesz┼éa do Gabriela.
- Z Micha┼éem bez zmian. Wprawdzie noc przetrzyma┼é bez ┼╝adnych powik┼éa┼ä, ale zagro┼╝enie jeszcze nie min─Ö┼éo. Mo┼╝e jednak p├│jdziesz do domu, przespa─ç si─Ö chocia┼╝? – zapyta┼éa cicho k┼éad─ůc r─Ök─Ö na jego ramieniu.
- Nie – odpar┼é stanowczo zm─Öczonym g┼éosem. – Musz─Ö tu czeka─ç a┼╝ si─Ö obudzi.
- Ale to mo┼╝e potrwa─ç nie wiadomo ile.
- To nic, będę czekał tyle ile trzeba.
Jolka westchnęła ciężko.
- To mo┼╝e chocia┼╝ chod┼║ do szpitalnego bufetu, kupi─Ö ci co┼Ť do jedzenia.
- Nie jestem głodny.
- Jeste┼Ť czy nie, musisz co┼Ť zje┼Ť─ç, ┼╝eby nie opa┼Ť─ç z si┼é. Chcesz ┼╝eby Micha┼é zaraz po przebudzeniu musia┼é ogl─ůda─ç ci─Ö na szpitalnym ┼é├│┼╝ku pod┼é─ůczonego do kropl├│wki?
- Masz racj─Ö – odpar┼é Gabriel cicho po chwili milczenia.
- W takim razie chod┼║my – wyci─ůgn─Ö┼éa w jego stron─Ö r─Ök─Ö.
- Nie mog─Ö – pokr─Öci┼é przecz─ůco g┼éow─ů. – Jak p├│jdziemy, to kto tu b─Ödzie pilnowa┼é? A co je┼Ťli w czasie gdy nas nie b─Ödzie Micha┼é si─Ö obudzi, albo… - g┼éos mu si─Ö za┼éama┼é, nie m├│g┼é wym├│wi─ç tego s┼éowa.
- Masz racj─Ö. W takim razie p├│jd─Ö ci co┼Ť kupi─ç.
Wr├│ci┼éa nios─ůc styropianowe opakowanie. W ┼Ťrodku by┼éy ziemniaki, jakie┼Ť mi─Öso i sur├│wka z kapusty i marchewki. Gabriel dziabn─ů┼é widelcem par─Ö razy i odstawi┼é pude┼éko na s─ůsiednie krzese┼éko.
- Nie jestem ju┼╝ g┼éodny – mrukn─ů┼é.
- Zapomnia┼ée┼Ť ju┼╝ co m├│wi┼éam? – spyta┼éa Jolka. – Musisz wszystko zje┼Ť─ç.
Gabriel westchn─ů┼é, ale pos┼éusznie zabra┼é si─Ö za jedzenie i chocia┼╝ strasznie opornie mu to sz┼éo, to jednak w ko┼äcu zjad┼é wszystko. Wtedy Jolka usiad┼éa obok, obj─Ö┼éa go ramieniem i przyci─ůgn─Ö┼éa do piersi.
- Pewnie nic nie spa┼ée┼Ť. Skoro nie chcesz i┼Ť─ç do domu wyspa─ç si─Ö, to spr├│buj chocia┼╝ tak.
- Nie dam rady zasn─ů─ç, za bardzo si─Ö denerwuj─Ö. Ale dzi─Öki – powiedzia┼é wtulaj─ůc twarz w obojczyk dziewczyny.
- Bardzo go lubisz, co? – spyta┼éa po chwili milczenia Jolka.
- Na pocz─ůtku mnie wkurza┼é, a potem kiedy go bardziej pozna┼éem, nawet nie zauwa┼╝y┼éem kiedy go polubi┼éem. I nie zd─ů┼╝y┼éem mu o tym powiedzie─ç, teraz le┼╝y tu i w ka┼╝dej chwili mo┼╝e umrze─ç i nigdy si─Ö nie dowiedzie─ç… - g┼éos mu si─Ö za┼éama┼é, a z oczu pociek┼éy ┼ézy.
- Powiesz mu kiedy si─Ö w ko┼äcu obudzi – powiedzia┼éa cicho Jolka obejmuj─ůc jeszcze mocniej Gabriela. – Musisz w to wierzy─ç, bo je┼╝eli przestaniemy, to co mu zostanie? – z oczu dziewczyny pociek┼éy ┼ézy. – Musimy wierzy─ç – wyszepta┼éa cicho.
Po trzech dniach, kiedy na korytarzu, wraz z Gabrielem siedzia┼éa matka Micha┼éa, podszed┼é do nich lekarz i powiedzia┼é i┼╝ zagro┼╝enie min─Ö┼éo, chocia┼╝ ch┼éopak wci─ů┼╝ nie odzyska┼é przytomno┼Ťci. I pozwoli┼é im wej┼Ť─ç do niego, ale tylko na pi─Ö─ç minut. Kiedy weszli na sal─Ö ich oczom ukaza┼é si─Ö nieprzytomny, poowijany banda┼╝ami Micha┼é z mask─ů tlenow─ů na twarzy i pod┼é─ůczony r├│┼╝nymi przewodami i rurkami do stoj─ůcych wok├│┼é ┼é├│┼╝ka maszyn, kt├│rych zastosowania Gabriel m├│g┼é si─Ö jedynie domy┼Ťla─ç. Ledwo przekroczyli pr├│g, a matka ze ┼ézami w oczach dopad┼éa do ┼é├│┼╝ka i tul─ůc do piersi zdrow─ů r─Ök─Ö co┼Ť do niego szepta┼éa pochylaj─ůc si─Ö. Gabriel stan─ů┼é pod ┼Ťcian─ů, nie chc─ůc przeszkadza─ç. W pewnym momencie matka kiwn─Ö┼éa na niego ┼╝eby podszed┼é bli┼╝ej.
- Powiedz co┼Ť. Mo┼╝e jak us┼éyszy jak do niego m├│wimy, to szybciej do nas wr├│ci.
Gabriel nakry┼é r─Ök─ů jego d┼éo┼ä, pochyli┼é si─Ö i delikatnie poca┼éowa┼é go w policzek, a potem szepn─ů┼é mu na ucho.
- Wr├│─ç do mnie, potrzebuj─Ö ci─Ö. Obiecuj─Ö, ┼╝e jak wr├│cisz, to kupi─Ö ci ca┼é─ů g├│r─Ö lod├│w.
Po zapewnieniach lekarza, ┼╝e pacjentowi nie grozi ju┼╝ ┼Ťmier─ç, Gabriel w ko┼äcu da┼é si─Ö nam├│wi─ç na powr├│t do akademika.
Kiedy przejrza┼é si─Ö w lustrze, przerazi┼é si─Ö. Kilkudniowy zarost, wory pod oczami, t┼éuste w┼éosy, ziemista cera. No tak, spanie na krzese┼ékach i jedzenie ze szpitalnego bufetu zrobi┼éy swoje. Szybko doprowadzi┼é si─Ö do porz─ůdku i wyszed┼é kupi─ç co┼Ť do zjedzenia. Teraz, kiedy ca┼ée napi─Öcie odesz┼éo, wszystko inne przypomnia┼éo o sobie ze zdwojon─ů si┼é─ů. ┼╗o┼é─ůdek domaga┼é si─Ö porz─ůdnego posi┼éku, a organizm ┼é├│┼╝ka. Po skromnym i szybkim obiedzie po┼éo┼╝y┼é si─Ö spa─ç. Zasn─ů┼é momentalnie. Obudzi┼é si─Ö dopiero nast─Öpnego dnia rano. Przera┼╝ony spojrza┼é na telefon, czy przypadkiem nie przegapi┼é po┼é─ůczenia od rodziny Micha┼éa, ale na szcz─Ö┼Ťcie nie by┼éo ┼╝adnych nieodebranych po┼é─ůcze┼ä ani SMS├│w. Chc─ůc si─Ö upewni─ç, ┼╝e wszystko jest w porz─ůdku zadzwoni┼é do Ja┼Ťka. Dowiedzia┼é si─Ö, ┼╝e w stanie Micha┼éa nic si─Ö nie zmieni┼éo. Odetchn─ů┼é z ulg─ů. Jeszcze przez chwil─Ö siedzia┼é na ┼é├│┼╝ku, a┼╝ w ko┼äcu stwierdzi┼é, ┼╝e wypada┼éoby si─Ö w ko┼äcu pokaza─ç na zaj─Öciach. Jednak mimo szczerych ch─Öci nie m├│g┼é si─Ö skupi─ç na tym co m├│wili wyk┼éadowcy. Jego my┼Ťli wci─ů┼╝ zaprz─ůta┼é Micha┼é. Mimo to jako┼Ť dotrwa┼é do ko┼äca zaj─Ö─ç, a potem z dusz─ů na ramieniu i sercem wal─ůcym niczym kowalski m┼éot, pojecha┼é do szpitala. I siedzia┼é przy ┼é├│┼╝ku wci─ů┼╝ nieprzytomnego Micha┼éa a┼╝ do wieczora, ca┼éy czas co┼Ť opowiadaj─ůc. Oczywi┼Ťcie kto┼Ť z rodziny te┼╝ przychodzi┼é codziennie, ale dziwnym trafem zawsze, gdy tylko Gabriel przychodzi┼é, okazywa┼éo si─Ö, i┼╝ co┼Ť nagle wypad┼éo i musi szybko wraca─ç do domu, albo do pracy. W ten spos├│b zawsze Gabriel zostawa┼é sam z Micha┼éem.
Przez kolejnych kilka dni dzie┼ä Gabriela wygl─ůda┼é tak samo: rano zaj─Öcia, reszta dnia w szpitalu, a wieczorami nauka.
Kt├│rego┼Ť dnia gdy Gabriel przyszed┼é do szpitala zasta┼é sal─Ö pust─ů. Przerazi┼é si─Ö. Z bij─ůcym sercem podbieg┼é do dy┼╝urki piel─Ögniarek.
- Dlaczego nikt do mnie nie zadzwoni┼é? Gdzie jest Micha┼é? Co si─Ö z nim sta┼éo? – pyta┼é gor─ůczkowo, czuj─ůc, ┼╝e zaraz si─Ö rozp┼éacze.
- Prosz─Ö si─Ö uspokoi─ç – odpar┼éa spokojnie piel─Ögniarka. – Pana przyjaciel w nocy odzyska┼é przytomno┼Ť─ç i zosta┼é przewieziony na sale og├│ln─ů.
Przez chwilę Gabriel stał jak skamieniały.
- Odzyska┼é przytomno┼Ť─ç? – wyszepta┼é, jakby nie wierzy┼é w to co us┼éysza┼é.
- Oczywi┼Ťcie. – Piel─Ögniarka u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö. – Przewieziono go do sali numer 7 na pierwszym pi─Ötrze.
- Dzi─Ökuj─Ö bardzo! – Gabriel z rado┼Ťci a┼╝ wyca┼éowa┼é piel─Ögniark─Ö i pobieg┼é.
- Wariat – stwierdzi┼éa kobieta u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö.
Gabriel zatrzyma┼é si─Ö przed sal─ů gdzie mia┼é le┼╝e─ç Micha┼é. Czu┼é jak serce wali mu, jakby chcia┼éo wyskoczy─ç z piersi. Nie wiedzia┼é czy to z rado┼Ťci, czy mo┼╝e od tego szalonego biegu. Przez chwil─Ö sta┼é, czekaj─ůc a┼╝ si─Ö uspokoi, a┼╝ w ko┼äcu wszed┼é do ┼Ťrodka. Micha┼é le┼╝a┼é na ┼é├│┼╝ku pod oknem. Spa┼é. Gabriel po cichu usiad┼é przy ┼é├│┼╝ku i wzi─ů┼é jego d┼éo┼ä w swoj─ů r─Ök─Ö, i siedzia┼é tak wpatruj─ůc si─Ö w twarz ┼Ťpi─ůcego. Siedzia┼é tak nie wiadomo jak d┼éugo, ale dla niego to nie mia┼éo znaczenia, gdy nagle Micha┼é otworzy┼é oczy.
- Cze┼Ť─ç – odezwa┼é si─Ö cicho Gabriel.
Micha┼é powoli odwr├│ci┼é g┼éow─Ö i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö. Otworzy┼é usta jakby chcia┼é cos powiedzie─ç, ale ┼╝aden d┼║wi─Ök si─Ö z nich nie wydoby┼é. Gabriel pochyli┼é si─Ö tak, ┼╝e prawie przytyka┼é ucho do jego ust. Dopiero wtedy us┼éysza┼é wyszeptane z wysi┼ékiem s┼éowa:
- Pami─Ötaj, ┼╝e obietnic si─Ö dotrzymuje.
Spojrzał zdziwiony na gówniarza. Czyżby jednak wszystko wtedy słyszał?
- Oczywi┼Ťcie – u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö.
Micha┼é odwzajemni┼é u┼Ťmiech i zamkn─ů┼é oczy. Znowu spa┼é. Przez reszt─Ö dnia budzi┼é si─Ö co chwil─Ö i zasypia┼é, ale Gabrielowi to nie przeszkadza┼éo. Cieszy┼é si─Ö, ┼╝e g├│wniarz wraca do zdrowia, a nagada─ç si─Ö jeszcze zd─ů┼╝─ů.
Dwa dni p├│┼║niej postanowi┼é zrobi─ç g├│wniarzowi przyjemno┼Ť─ç.
- Mam co┼Ť dla ciebie, tylko cii – powiedzia┼é konspiracyjnym szeptem, z palcem na ustach, nachylaj─ůc si─Ö nad le┼╝─ůcym.
- Co takiego? – odszepn─ů┼é Micha┼é.
Gabriel podni├│s┼é si─Ö i uwa┼╝nie rozejrza┼é si─Ö na boki, a stwierdziwszy, ┼╝e nikt na sali nie zwraca na nich uwagi, wyci─ůgn─ů┼é z reklam├│wki ma┼ée pude┼éko lod├│w.
- Lody! – ucieszy┼é si─Ö Micha┼é. – Super!
- M├│wi┼éem ci, ┼╝e masz by─ç cicho! – Gabriel zatka┼é choremu usta. – Bo jeszcze nam zabior─ů. Przecie┼╝ jeszcze nie wolno ci tego.
- B─Öd─Ö cicho, tylko nie pozw├│l ┼╝eby zabrali.
Gabriel wzi─ů┼é le┼╝─ů na szafce ┼éy┼╝eczk─Ö i zacz─ů┼é karmi─ç Micha┼éa.
- Mmmm, mniaaam, niebo w g─Öbie – westchn─ů┼é Micha┼é zamkn─ůwszy oczy ju┼╝ po pierwszej ┼éy┼╝eczce. – Nawet nie wiesz jak mi tego brakowa┼éo.
- Domy┼Ťlam si─Ö – Gabriel u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö. – Niestety b─Ödziesz musia┼é jako┼Ť wytrzyma─ç. Nie chc─Ö ┼╝eby wyrzucili mnie za przynoszenie zakazanych rzeczy.
- No co ty – obruszy┼é si─Ö Micha┼é – mam pozwoli─ç ┼╝eby pozbawili mnie jedynej przyjemno┼Ťci jak─ů tu mam? Ju┼╝ wol─Ö jako┼Ť przecierpie─ç brak lod├│w ni┼╝ nie m├│c si─Ö z tob─ů widywa─ç.
- Mnie te┼╝ by ciebie brakowa┼éo – Gabriel u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö.
- Naprawd─Ö? – Chory wyra┼║nie ucieszy┼é si─Ö.
- No pewnie. Jeste┼Ť jak na┼é├│g.
Micha┼é roze┼Ťmia┼é si─Ö. Przez jaki┼Ť czas siedzieli w ciszy.
- Wiesz, lekarz powiedzia┼é, ┼╝e b─Öd─Ö sparali┼╝owany od pasa w d├│┼é – powiedzia┼é nagle Micha┼é, takim tonem jakby m├│wi┼é „┼éadn─ů mamy dzisiaj pogod─Ö”
S┼éysz─ůc to Gabriel zdr─Ötwia┼é, z ┼éy┼╝eczk─ů z lodem w po┼éowie drogi.
- Jak to „sparali┼╝owany”? – zapyta┼é.
- Ej no, daj tego loda, bo si─Ö zaraz rozpu┼Ťci – mrukn─ů┼é Micha┼é wyci─ůgaj─ůc jednocze┼Ťnie g┼éow─Ö na ile pozwala┼éy mu opatrunki i pr├│buj─ůc dosi─Ögn─ů─ç ┼éy┼╝eczki. – Zwyczajnie. Podobno co┼Ť mi tam gdzie┼Ť w ┼Ťrodku chrupn─Ö┼éo, czy si─Ö przerwa┼éo i nie b─Öd─Ö m├│g┼é chodzi─ç. No dawaj tego loda! – zniecierpliwiony wyci─ůgn─ů┼é zdrow─ů r─Ök─Ö, z┼éapa┼é ┼éy┼╝eczk─Ö i wsadzi┼é j─ů sobie do ust.
- I m├│wisz to tak spokojnie?
- A jak niby mam m├│wi─ç? Histeryzowanie jest bez sensu. Mog─Ö rycze─ç, rozpacza─ç, do┼éowa─ç si─Ö, ale to i tak nie zwr├│ci mi n├│g. Nie mam zamiaru marnowa─ç czasu na co┼Ť, co nic nie przyniesie. No chyba, ┼╝e chcia┼ébym si─Ö z tego powodu zabi─ç. Spoko, nie zamierzam – doda┼é szybko widz─ůc dziwn─ů min─Ö Gabriela. – Przecie┼╝ to jeszcze nie koniec ┼Ťwiata. Przecie┼╝ ┼╝yj─Ö, nie? Jedyna r├│┼╝nica b─Ödzie w tym, ┼╝e niekt├│re czynno┼Ťci b─Öd─Ö mia┼é troch─Ö utrudnione, ale wiesz, to te┼╝ ma swoje korzy┼Ťci. B─Öd─Ö w ko┼äcu m├│g┼é i┼Ť─ç na si┼éowni─Ö. Wcze┼Ťniej jako┼Ť nigdy nie by┼éo czasu, a teraz to si─Ö przyda, ┼╝ebym wyrobi┼é sobie bicepsy. Musze mie─ç si┼é─Ö do rozkr─Öcenia k├│┼éek. No i jeszcze b─Öd─Ö m├│g┼é sobie wykupi─ç karnet na basen. Lekarz powiedzia┼é, ┼╝e to mi─Ödzy innymi w ramach rehabilitacji. Mo┼╝e jak─ů┼Ť zni┼╝k─Ö dzi─Öki temu dostan─Ö? Ej, czemu p┼éaczesz? – spyta┼é zdziwiony widz─ůc ┼ézy ciekn─ůce po policzkach Gabriela.
- Wybacz, to jako┼Ť tak samo – odpar┼é Gabriel wycieraj─ůc ┼ézy. – A ty jeste┼Ť niepoprawnym optymist─ů.
- Nic na to nie poradz─Ö – Micha┼é wyszczerzy┼é si─Ö. – Poza tym do jedzenia lod├│w nogi mi s─ů niepotrzebne.
Gabriel roze┼Ťmia┼é si─Ö.
- Jeste┼Ť niemo┼╝liwy.
- Nie gadaj tyle, tylko dawaj tego loda, bo zaraz naprawd─Ö si─Ö roztopi.
Gabriel widz─ůc weso┼é─ů min─Ö g├│wniarza nie wspomina┼é ju┼╝ nigdy wi─Öcej o jego kalectwie, chocia┼╝ przez ca┼éy czas bola┼éo go serce.
W ko┼äcu nadszed┼é dzie┼ä kiedy Micha┼é wyzdrowia┼é. Kiedy Ju┼╝ jasiek pom├│g┼é mu si─Ö ubra─ç, a ojciec za┼éatwia┼é wszelkie formalno┼Ťci zwi─ůzane z wypisem, Micha┼é z niecierpliwo┼Ťci─ů kr─Öci┼é si─Ö na ┼é├│┼╝ku czekaj─ůc a┼╝ piel─Ögniarka przyprowadzi w├│zek na kt├│rym mia┼é zosta─ç dowieziony do wyj┼Ťcia.
- Szybciej, szybciej – niecierpliwie pogania┼é piel─Ögniark─Ö, kiedy jechali przez szpitalne korytarze. – Pani wie ile tam lod├│w w┼éa┼Ťnie mi si─Ö topi? No co? – zapyta┼é zadziornie s┼éysz─ůc rozbawiony ┼Ťmiech kobiety. – Musz─Ö przecie┼╝ nadrobi─ç te dwa miesi─ůce, kt├│re tutaj zmarnowa┼éem.
Przed wej┼Ťciem do szpitala czeka┼éa na Micha┼éa reszta rodziny oraz Gabriel. Ojciec przesadzi┼é ch┼éopaka do samochodu i odjechali, rozpoczynaj─ůc nowy rozdzia┼é w ┼╝yciu Micha┼éa. Chocia┼╝ on sam twierdzi┼é, ┼╝e nic si─Ö nie zmieni┼éo.


CDN