Boski posłaniec
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 03 2011 11:16:54
Siedziałem na parapecie otwartego na oścież okna. Było parno i duszno, w powietrzu wisiał deszcz. Księżyc właśnie skrył się za gęstymi, burzowymi chmurami. W pokoju rozległ się cichy szept:
- Aniele Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy
Broń mnie od wszelkiego złego
I doprowadź do żywota wiecznego
Amen
- Jestem przy tobie, jestem, w dzień i w nocy - szepnąłem patrząc ciepło na mojego podopiecznego. Nie usłyszał mnie. Nie mógł. Już niedługo twoje cierpienie dobiegnie końca - pomyślałem i widząc, że Remi kładzie się do łóżka, postanowiłem wreszcie porozmawiać z Gabrielem. Przymknąłem oczy, otoczyło mnie białe światło i chwilę później znajdowałem się już w innym wymiarze, przez ludzi zwanym niebem. Przeszedłem przez hol i skręciłem w długi korytarz. Moje kroki tłumił puchaty, błękitny dywan. Również ściany i sufit przyozdobione były błękitem. Stanąłem przed prostymi, białymi drzwiami.
- Wejdź - rozległo się nim zdążyłem zapukać i drzwi otworzyły się bezszelestnie. Nieśmiało przestąpiłem próg pomieszczenia.
- Przepraszam, że o tak późnej porze, ale...- zawahałem się przez chwilę -...ale chciałbym z tobą porozmawiać.
- Usiądź, co cię do mnie sprowadza, Gabrielu?
Usiadłem na brzegu ogromnego fotela nie wiedząc, od czego zacząć. Jego obecność zawsze mnie onieśmielała, a do tego oboje nosiliśmy to samo imię, przez co nie raz dochodziło do zabawnych pomyłek.
- No, więc, pamiętasz jak tu trafiłem to powiedziałeś, że mogę sobie czegoś zażyczyć. Odparłem, że może, kiedy indziej, bo jedyne, czego teraz pragnę to, to żeby nikogo innego nie spotkał mój los. Został mi powierzony, Remi i obiecałem, ze będę go chronić...
- Tak, pamiętam i świetnie wywiązujesz się ze swojego zadania. Jestem z ciebie dumny, czego niestety nie mogę powiedzieć o Michaelu. Nie chronił cię tak jak powinien i dlatego znalazłeś się tutaj o wiele wcześniej niż powinieneś. Jednak mam wrażenie, że nie o tym chciałeś rozmawiać.
- Nie, niezupełnie...miałbym życzenie. Ja wiem, że to grzech, że nie powinienem, że jestem aniołem, ale ja nic na to nie poradzę, ja...ja go kocham...
- Remiego? I jakie jest twoje życzenie? Chcesz, żeby wyzdrowiał? Przecież wiesz, że to niemożliwe.
- Wiem i nie o to chcę prosić. Ja chciałbym tylko, żeby on razem ze mną mógł...no chciałbym go uczyć i razem z nim wrócić na ziemię, żeby pomagać ludziom...
- Chętnie bym przystał na twoją prośbę, ale nie mogę sam podjąć decyzji. Wracaj do szpitala. Jutro dam ci znać, co załatwiłem.
- Dziękuję Gabrielu - skłoniłem się lekko, idąc w stronę wyjścia.
- Nie ma za co, zresztą nic nie obiecuje.
- Wiem, ale i tak dziękuję, choćby za to, że mnie wysłuchałeś.
Noc minęła spokojnie, podobnie jak ranek. Z Remim było coraz gorzej. Zostało mu już tylko kilka dni. Jakiś czas temu lekarze wykryli u niego raka, na leczenie było już zbyt późno. Miał dopiero siedemnaście lat, a tyle już musiał wycierpieć. Na dodatek nie miał wsparcia w rodzicach. Załatwili mu stały pobyt w szpitalu i nie odwiedzili ani razu. Tak bardzo chciałem go pocieszyć, uspokoić, powiedzieć, że niedługo wszystko się skończy, ale nie mogłem. Dzisiejszy dzień dłużył mi się niemiłosiernie. W końcu pod wieczór dobiegło mnie ciche wezwanie Gabriela. Z bijącym sercem wszedłem do jego pokoju. Nie był sam.
- Gabrielu - zwrócił się do mnie archanioł Michał - ponoć pokochałeś swojego podopiecznego.
- Tak - odparłem cicho.
- Czy chcesz z nim być nie tylko w chwilach szczęścia, ale także wtedy, gdy będzie smutny, zły lub chory?
- Tak.
- Czy pragniesz posiąść jego ciało?
- Tak - odparłem rumieniąc się gwałtownie.
- Zdajesz sobie sprawę, że to grzech? - kontynuował beznamiętnie.
- Tak, ale ja go kocham, a przecież miłość nie jest grzechem.
- Masz rację, miłość nie jest grzechem - odparł już nieco cieplejszym tonem - i tylko, dlatego nagniemy zasady i spełnimy twoją prośbę. Musisz jednak wziąć pod uwagę - dodał po chwili - że on może nie chcieć zostać aniołem, może nie chcieć być z tobą, być twoim...kochankiem, co wtedy?
- Ja go nie chce do niczego zmuszać, chcę tylko żeby był szczęśliwy.
- Dobrze więc, jak na razie jestem, to znaczy my wszyscy jesteśmy z ciebie bardzo zadowoleni i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
- Obiecuje, że zrobię wszystko, żeby was nie zawieść. Pozwólcie, że teraz wrócę do Remiego.
- Wracaj i opiekuj się nim dobrze.
Gdy tylko znalazłem się w szpitalnej sali, do moich uszu dobiegły znajome słowa: "...do żywota wiecznego, Amen". Będąc w anielskiej postaci nie potrzebowałem snu. Jednak nie mając nic do roboty, usiadłem nieopodal łóżka i przymknąłem oczy, wsłuchując się w spokojny oddech chłopca. Kiedy rano spojrzałem na jego wyniszczone chorobą ciało, a w dużych zielonych oczach dojrzałem tylko ból i cierpienie postanowiłem zlekceważyć regulamin. Poszedłem do łazienki i upewniwszy się, że nikogo nie ma przybrałem ludzką postać. W szpitalu kręciło się wielu wolontariuszy i wiedziałem, że nikt nie zwróci na mnie uwagi. Wróciłem do sali i otworzyłem okno.
- Może mi pan podać wodę? - usłyszałem cichy głos Remiego.
- Jasne, słonko - mówiąc to podszedłem do łóżka i pomogłem mu się napić.
- Mam do pana gorącą prośbę...- stwierdził po chwili.
- Przestań z tym panem, mam na imię Gabriel.
- A więc Gabrielu mam prośbę...
- Słucham...
- Czy możesz mnie wynieść na dwór...ja...ja niedługo umrę i chciałbym jeszcze choć raz zobaczyć słońce, poczuć wiatr we włosach...
- Nie ma sprawy słoneczko - owinąłem go kocem i zaniosłem do parku. Posadziłem go na skąpanej w słońcu ławce.
- Dziękuje ci Gabrielu, jesteś aniołem.
-...- roześmiałem się z nieświadomej trafności jego stwierdzenia. Piętnaście minut później spał już smacznie z głową opartą o moje ramię. Pierwszy raz miałem go tek blisko siebie. Posiedziałem jeszcze chwilę, po czym zaniosłem go do łóżka. W pokoju nie było nikogo przybrałem, więc anielską postać i usiadłem na parapecie okna. Godzinę później pojawił się lekarz. Remi właśnie się obudził.
- Przyniosłem ci tabletki - mężczyzna uśmiechną się ciepło
- Dziękuje...doktorze widział pan może wolontariusza...wysoki, długowłosy blondyn...
- Niestety nie, ale jeśli go zobaczę to powiem, że o niego pytałeś.
- Dziękuje...
- Nie ma, za co.
Poszedłem do toalety i po raz kolejny zmieniłem się w człowieka. Na korytarzu wpadłem na lekarza.
- Remi o ciebie pytał.
- Właśnie do niego idę.
Wszedłem do pokoju i podszedłem do łóżka.
- Gabrielu dobrze, że jesteś mam do ciebie prośbę.
- Słucham.
- Znajdź mojego brata i poproś go żeby przyjechał. Chcę się z nim pożegnać.
- Gdzie mam go szukać?
- Podam ci nazwę firmy, w której pracuje. Na stoliku leży notes i długopis - kiedy je wziąłem Remi zaczął dyktować - Victor Theiler LaserTech Corporation.
- Dobrze, idę dzwonić. Wrócę jak wszystko załatwię - wyszedłem na korytarz i ruszyłem w stronę telefonu. Doskonale wiedziałem gdzie mieszka i pracuje jego brat, ale nie mogłem mu o tym powiedzieć. Podszedłem do aparatu, zdjąłem słuchawkę z widełek i wystukałem numer. Po chwili miły damski głos poinformował mnie, że dodzwoniłem się tam gdzie chciałem. Poprosiłem do telefonu Victora Theilera a kiedy podszedł przedstawiłem mu prośbę Remiego. Obiecał, że przyleci najbliższym samolotem. Poszedłem przekazać chłopcu dobrą nowinę. Victor pojawił się następnego dnia rano i obiecał bratu, że zostanie z nim do końca. Nie cieszyli się sobą zbyt długo, Remi odszedł dwa dni później. Jak zwykle siedziałem na parapecie okna, gdy nagle oddech chłopca ustał. Spojrzałem na wschodzące słońce, podszedłem do łóżka i wyszeptałem formułkę oddzielenia.
- Remi, słoneczko, wstawaj. Pora na nas - chłopiec powoli otworzył oczy.
- Gabrielu, to ty? Co się stało? Jest jeszcze bardzo wcześnie.
- Wstawaj, nie mamy zbyt wiele czasu.
- Czasu? Na co? - spytał powoli siadając na łóżku.
- Zaraz wszystko zrozumiesz, a teraz pospiesz się - powiedziałem ciepło pomagając mu wstać. Nagle chłopiec się odwrócił. Spojrzał na łóżko gdzie ujrzał swoje ciało wciąż okryte pościelą i zamarł w bezruchu.
- Gabrielu, co się dzieje? - szepnął przerażony.
- Już czas - szepnąłem delikatnie przyciągając go do siebie.
- Na co? Kim ty jesteś?
- Twoim Aniołem Stróżem i moim obowiązkiem jest przeprowadzić cię na drugą stronę.
- Drugą stronę, czego? - z jego oczu wyzierała panika
- Oj, Remi, przestań zadawać niemądre pytania - odparłem lekko poirytowany - umarłeś a ja mam cię zabrać w zaświaty. Teraz rozumiesz? Jeśli tak, to chodź, musimy się pospieszyć.
- W zaświaty???
- ...- westchnąłem zrezygnowany rozpościerając śnieżnobiałe skrzydła. Oplotłem go ramionami mocno przytulając do siebie. Jego policzki zapłonęły szkarłatem - Nie bój się - szepnąłem miękko, otulając go skrzydłami. Przymknąłem oczy, otoczyło nas białe światło i po chwili byliśmy już w niebiańskim wymiarze - Jesteśmy na miejscu - stwierdziłem puszczając chłopca.
- Gdzie jesteśmy? - spytał cicho.
- W niebie, słoneczko. Chodź, mamy do załatwienia mnóstwo formalności.
- Chcesz powiedzieć, że tutaj też są biura? - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Ależ oczywiście, słoneczko. Inaczej panowałby tu straszny bałagan. Dziennie rodzi się i umiera kilka tysięcy ludzi.
- A co się dzieje ze zwierzętami? One też mają swoje niebo i piekło?
- To już trochę bardziej skomplikowane, później ci to wyjaśnię, a teraz chodź,musisz się wpisać do księgi przybyłych.
- Księgi, czego?
- Oj, Remi, Remi - uśmiechnąłem się lekko, po czym chwyciłem chłopca za rękę i ruszyliśmy w stronę jednego z licznych korytarzy.
- Puść mnie, sam pójdę - stwierdził lekko speszony.
- Wybacz słonko, ale nie chcę żebyś mi się zgubił. Tam jest straszny tłok.
- Miałeś mi powiedzieć, co to za księga...
- Zaraz sam zobaczysz.
- Gabrielu a...
- Słonko, czy tobie się nigdy buzia nie zamyka? - spytałem z rozbawieniem.
- Przepraszam, ale tu jest tyle niezwykłych rzeczy i po prostu jestem ciekawy - odparł spuszczając głowę.
- Rozumiem słoneczko, ale umówmy się tak, że odpowiem na wszystkie twoje pytania jak tylko wszystko załatwimy, zgoda?
- Dobrze, mam tylko jeszcze jedno pytanie...
- Tak?
- Dlaczego mówisz do mnie słonko?
- A co, przeszkadza ci?
- Nie, tylko nikt nigdy tak do mnie nie mówił...
- Mama też?
- Nie, ale to miłe jak ktoś tak kogoś nazywa, prawda Gabrielu?
- Tak słoneczko - weszliśmy w jeden z korytarzy. Mimo iż był on bardzo szeroki, z trudem przeciskaliśmy się przez tłum.
- Czy ci wszyscy ludzie dzisiaj umarli? - spytał Remi cichutko
- Ci w białych szatach to aniołowie. A ci ludzie, tak umarli dzisiaj rano lub w nocy.
- I jeszcze tu stoją?
- No cóż, formalności trochę trwają. Najdłuższa kolejka jest zawsze do księgi przybyłych. Później już idzie szybciej. No to ta kolejka, teraz musimy cierpliwie czekać.
- Gabrielu, zostaniesz ze mną? Znaczy się, zanim wszystkiego nie pozałatwiam.
- Oczywiście słoneczko. Nie bój się, nie zostawię cię tutaj samego.
- Dziękuję - wyszeptał przytulając się do mnie mocno.
- Nie ma, za co. Taka moja praca - odparłem delikatnie głaszcząc go po włosach..
- A co będziesz robić jak już wszystko załatwimy? - Remi wykorzystał okazję i zaczął zadawać pytania - Zostaniesz Aniołem Stróżem kolejnej osoby?
- Jeszcze nie wiem słonko. Tak prawdę powiedziawszy chciałem wrócić na ziemię i pomagać ludziom i...chciałbym żebyś mi towarzyszył...
- Miałbym zostać aniołem tak jak ty?
- Tak, tylko nie wiem, czy tobie odpowiadałoby takie życie.
- Być aniołem i pomagać ludziom...to...to byłoby wspaniałe. Myślisz, że mogę zostać aniołem? Nie zawsze byłem grzeczny...
- Ja też za życia nie byłem aniołkiem, słoneczko - uśmiechnąłem się lekko do niego. Pięć godzin później wreszcie weszliśmy do biura gdzie znajdowała się księga. Powitała nas ciemnowłosa kobieta.
- Remigiusz Theiler urodzony 25.12.1991 roku o godzinie 9.05. Zmarł 12.08.2008 roku o godzinie 6.14. - księga leżąca przed dziewczyną przekartkowała się i otworzyła się na odpowiedniej stronie. Obróciłem księgę, podpisałem się, podałem Remiemu pióro i wskazałem miejsce gdzie ma złożyć podpis. Kobieta wzięła od nas księgę podpisała się, po czym zaczęła wypełniać inne potrzebne formularze i druczki.
- Dziękuję, to wszystko - powiadomiła nas dziewczyna z uśmiechem i opuściliśmy pokój.
- Co teraz? - spytał Remi, jak zawsze wszystkiego ciekawy.
- Teraz idziemy porozmawiać z archaniołem Gabrielem.
- Gabrielu, a to twoje prawdziwe imię, czy zmieniłeś je, jak zostałeś aniołem?
- To moje prawdziwe imię, a co, nie podoba ci się?
- Podoba...masz na imię tak samo jak ten archanioł, do którego idziemy - dodał po chwili.
- Tak. Już nie raz z powodu tej zbieżności imion były mniej lub bardziej zabawne pomyłki.
Skręciliśmy w jeden z bocznych korytarzy. Puszysty błękitny dywan tłumił nasze kroki. Po chwili stanęliśmy przed prostymi, białymi drzwiami i jak zwykle zanim zdążyłem zapukać rozległo się ciche - Wejdźcie - a drzwi otworzyły się bezszelestnie. Gabriel wyjaśnił Remiemu, na czym polega praca anioła. Co anioł musi umieć, czego robić nie powinien. Jakie są plusy i minusy bycia boskim posłańcem. Remi wysłuchał go z uwagą, po czym stwierdził, że jest gotowy podjąć wyzwanie. Wypiliśmy jeszcze z archaniołem popołudniową herbatę i opuściliśmy jego apartament.
- To gdzie teraz?
- Teraz pójdziemy zapisać cię na naukę latania i kurs, na którym nauczysz się różnych przydatnych anielskich sztuczek.
- To znaczy?
- Zobaczysz na kursie, słoneczko - odparłem z uśmiechem.
Na drugi dzień zaprowadziłem go na pierwsze zajęcia. Podczas gdy Remi się uczył, ja załatwiłem wszystkie formalności związane z naszą pracą na ziemi. Wynająłem także mieszkanie w pobliżu parku i szpitala z hospicjum dla nieuleczalnie chorych.