Pocałunek śmierci epilog
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 02 2011 14:47:25
EPILOG






Ciało Zorgi wygięło się w łuk. Rozwarł szeroko usta, z głośnym porywem nabierając do płuc powietrza. Czuł silne odrętwienie kończyn, a wokoło panował przeraźliwy chłód i ciemność. Wzniósł do góry ręce wymacawszy powietrze, następnie używając resztek sił, spróbował obrócić się na bok. W rezultacie spadł z czegoś na twarde podłoże. Nie wstając z klęczek, zaczął rozpoznawać podłogę palcami. Była twarda i przeraźliwie zimna, a wokół unosił się zapach wilgoci i wyczuwało się lekki podmuch, najprawdopodobniej spowodowany przeciągiem... Zajęczał, bliski ataku paniki. Nie potrafiąc zapanować nad uczuciem histerii, spazmatycznie zapłakał. W głowie miał pustkę, nie wiedział kim jest, ani co się z nim działo. Miał jednak wrażenie, że spotkało go coś naprawdę potwornego. Gdy tylko starał się coś sobie przypomnieć, ogarniało go odrętwienie. Dlatego postanowił skupić się na działaniu, żeby odepchnąć niepokojące myśli. Ruszył na czworakach w kierunku słabej smużki światła. Dygoczącymi palcami przejechał po krawędzi ściany, szukając czegoś, co umożliwiłoby mu rozstąpić właz groty. Miał wrażenie, że znajduje się właśnie w niej, ale dlaczego? Dlaczego w tym miejscu?! Zawirowało mu w głowie, przyłożył do ściany policzek, walcząc z nudnościami.
Chwilę później, choć Zorga nie był do końca pewien ile czasu upłynęło, ściana groty zadrżała. Młodzieniec wycofał się z popłochem do tyłu, gdy wnęka w głazie poczęła się rozszerzać, a szaro-bure światło zalewać pomieszczenie więzienia. U wejścia stanęła jakaś postać. Człowiek, mężczyzna, bardzo wysoki. Chłopak poczuł niespokojne bicie własnego serca, nie śmiał się nawet ruszyć. Czy mężczyzna go zauważył? Zordze wydawało się, że ten patrzy wprost na niego, lecz przecież było wystarczająco ciemno, by pozostać niezauważonym. Wymacał dłonią kawałek kamienia, gotowy obronić się nim w razie potrzeby.
-Już dobrze...- usłyszał cichy, uspokajający głos. Dźwięczał dziwnie, wręcz nieludzko.- Już dobrze, Zorga...
Mężczyzna znalazł się zaraz przy nim i chłopiec krzyknął z przerażeniem, zaskoczony tak nagłym ruchem. Jednak ten, nie reagując na protest, porwał młodzieńca w ramiona i tylko sposób w jaki go trzymał spowodował, że przerwał swoje wrzaski, a nawet wypuścił z dłoni kamień. Potem wyszli na zewnątrz... a młodzieniec pozwolił się nieść, mimo, że było mu trochę niezręcznie. Czuł, że nie jest dzieckiem, choć, gdy już stanął i przypatrzył się sobie, z zaskoczeniem zauważył, że nie może mieć więcej jak tylko czternaście lat. Mężczyzna znów przycisnął go do piersi, a jego palce wplotły się w chłopca kosmyki, głaszcząc w taki sposób, że ten aż się zarumienił. Oparł się dłońmi o jego tors, podrywając do góry głowę. I wtedy pierwszy raz go zobaczył. Nawet w półmroku nie zdołałby ukryć swego porażającego wyglądu! Żółte, skośne oczy błyszczały na białej jak pergamin skórze. Wystające kości policzkowe nadawały jego twarzy dziwnego, demonicznego kształtu, a białe niczym śnieg włosy unosił wiatr.
Zorgę zdjął strach. Wiedział kim był ten osobnik, demonem! Ciemiężycielem ludzkości, mordercą i potworem! Odruchowo sięgnął dłonią w głąb kieszeni, jakby z zamiarem wyciągnięcia noża. Jednocześnie starał się od niego odskoczyć, ale mężczyzna złapał go w porę za nadgarstek.
-Jesteś bezpieczny, nie musisz się mnie obawiać. - Przez jego twarz przeszedł grymas cierpienia i młodzieniec mechanicznie przestał się wyrywać, zamiast tego skupił na nim swój przenikliwy wzrok.- Jestem Tutiel. Znamy się.
-Tutiel- powtórzył, pierwszy raz słysząc swój głos.
Anakim musiał użyć całej swej samokontroli, aby zachować spokój. Od momentu, gdy wykrył u chłopca życie, nie potrafił usiedzieć w miejscu. Wiedział, że gdyby się mylił, gdyby rozbudził w sobie za dużo nadziei, a Zorga nie obudziłby się, fakt ten zniszczyłby go.
Młodzieniec poczuł, że uścisk demona zelżał, więc pociągnął do siebie rękę, obejmując się ramionami. Dygotał, nie wiedział tylko czy z zimna czy raczej z napięcia. Nieopodal paliło się małe ognisko, przesunął w tamtym kierunku spojrzenie. Mężczyzna zdjął płaszcz, zarzucając go na ramiona Zorgi. Gest ten ponownie wywołał na jego policzkach rumieńce, spuścił oczy, przyglądając się przez chwilę ich cieniom.
-Dlaczego nic nie pamiętam...
Anakim nie odpowiedział. Stali tak dłuższą chwilę, nie odzywając się do siebie. Dopiero, gdy chłopiec zakołysał się z powodu osłabienia, demon otoczył go ramieniem i zaprowadził do ogniska, gdzie usiedli blisko siebie, ramię przy ramieniu. Mężczyzna włożył mu do ręki bukłak z wodą i Zorga podziękował. Nadal czuł strach, lecz bliskość Tutiela zaczynała go stopniowo uspokajać. Było w nim coś znajomego... Dyskretnie skierował wzrok na jego profil, nie czyniąc tego bez uczucia lęku. Płomienie rzucały na twarz mężczyzny ruchliwe, pomarańczowe światło, powodując, że oczy demona jarzyły się niesamowitym wręcz blaskiem. Przecież on był piękny! Szybko skarcił się za swoją słabość, uroda demonów była ich najmocniejszą bronią.
-Kocham cię, Zorga.
Młodzieniec zadrżał, ponownie utkwiwszy w nim swoje oczy. Wtedy właśnie wyczytał z jego twarzy prawdę, która poruszyła w nim jakieś głęboko skrywane uczucia. Omal nie rozwarł ust i nie odwzajemnił się podobnymi słowami. Żeby zatuszować własną niezręczność, wziął kilka szybkich łyków wody.
-Czy... ja też cię kochałem?- zapytał, gdy cisza stawała się wręcz nie do zniesienia.
Tutiel poruszył się niespokojnie na swoim miejscu. Miał nieodpartą chęć skłamać. Przekonać młodzieńca, że byli dla siebie kimś bliskim. Że byli kochankami...
-Nie...- rzucił wbrew sobie.- Nie wiem...- dodał zaraz, kwasząc się na swoje ostatnie słowa i czując jednocześnie nieznośny żar zalewający mu twarz. Wiedział, że chłopiec patrzy na niego szerokimi oczyma, ale nie umiał na niego spojrzeć.
-Obiecuję, że gdy tylko odzyskam pamięć, to ci powiem...- usłyszał jego łagodny, dziwnie zmiękczony, głos. Palce człowieka musnęły wierzch jego dłoni. Był to cudowny dotyk.
Później niewiele ze sobą rozmawiali, trwając w milczącym porozumieniu. Gdy po jakimś czasie nocne niebo zepchnęło ostatnie plamy szarych, wełnistych chmur, Zorga oparł się głową o ramię Tutiela, zapadając w spokojny sen. Mężczyzna głaskał go po ramieniu czując, że ta czynność wpływa kojąco na niego samego. A potem przemawiał do chłopca słowami miłości, mając nadzieję, że przenikną do jego serca...




KONIEC