Ibara 26
Dodane przez Aquarius dnia Kwietnia 03 2018 00:19:57



- Mamo nie mogę już więcej - powiedział zażenowany Shirai. Przyjechali kilka godzin temu, a jego mama wpychała w nich obiad, jakby byli stadem wygłodniałych wilków - Jestem pełen.
- Jesz jak wróbelek. Nie mów, że już się najadłeś - matka nie dawała za wygraną.
- Najadłem. Może Rai chce dokładkę.
Brunet popatrzył na męża piorunującym wzrokiem.
- Ja już dziękuję - podniósł ręce do góry w obronnym geście.
- To może ty chłopcze - zwróciła się do Iseia - Też mało jadłeś.
- Dziękuję, wszystko jest bardzo smaczne, ale nie dam rady więcej zjeść.
- Nie będę was zmuszać, ale jak zgłodniejecie to lodówka jest do waszej dyspozycji. Teraz zbiorę naczynia i porozmawiamy o tym o czym wspominałeś.
- Mamo wolimy zaczekać na tatę - teraz już nie był pewien, czy chce im powiedzieć o przedstawieniu od którego wszystko się zaczęło. Po co psuć im wyobrażenie, jakie mieli o ich związku.
- W porządku. Tata będzie wieczorem - zaczęła zbierać talerze. Raidon chciał jej pomóc, ale do pomocy wybrała Iseia. Doskonale wiedziała co chłopak przeżył i siedzenie bezczynnie na pewno mu nie pomoże.
Shirai chwycił męża za rękę.
- Przepraszam za nią. Ona jest nadopiekuńcza.
- Wiem kotku.
- Cieszę się, że nareszcie udało nam się tu przyjechać.
Od trzech tygodni zbierali się do wyjazdu. Niestety wszystko się im sprzeciwiało. Najpierw czekali na wiadomość od Aidana, bo w każdej chwili mógł zadzwonić, że Rai musi jechać do stanów, czego brunet nie chciał. Później prasa zaczęła się rozpisywać o morderstwie i winnych. Nazwisko Walsh połączono z Raidonem i jego pochodzeniem, więc istniała obawa, że klienci Ibary zaczną opuszczać agencję. Nikt nie chce mieć do czynienia z kimś kto ma powiązania z przestępcą. Tyle innych agencji jest teraz na rynku i mają do wyboru również kobiety. Było sporo napięcia, ale ostatecznie okazało się, że obawy były bezpodstawne. Dopiero wtedy mogli wyjechać na kilka dni.

Po obiedzie w trójkę wybrali się na konną przejażdżkę. Shi z obawą dosiadł białą klacz, która podobno była spokojna. Zabrał męża i szwagra na drugą stronę lasu. Inną niż tą w której byli wiele tygodni temu.
Znajomy zapach drzew, ściółki, mchu wkradł się w nozdrza brązowookiego. Uwielbiał tu wracać. Zatrzymali się na olbrzymiej polanie porośniętej świerkami. Zsiedli z koni i pozwolili im się swobodnie paść na soczystej trawie. Dzień wcześniej padało i wszystko nabrało koloru intensywnej zieleni. Tutaj świat, im trzem, wydawał się nie mieć odcieni czerni. Cała ich przeszłość wydawała się nie być zmącona bólem, rozterkami, strachem oto co będzie dalej. Tu był tylko spokój i delikatny szum drzew.
- Gdy byłem mały, przyjeżdżałem tutaj - mówił Shi patrząc na męża i szwagra - W tym miejscu czułem, jakbym rodził się na nowo. Przyprowadziłem was tutaj, żebyście też to poczuli.
Podszedł do męża i objął go w pasie.
Isei pogłaskał młodego ogiera po szyi. Lubił na nich patrzeć, Podobnie, jak on dawniej z mężem, tak teraz Shi i Rai dawali świetny przykład, że dwóch facetów potrafi stworzyć związek pełen harmonii i uczuć. Oczywiście nie obywa się bez kłótni, ale ci dwaj potrafią się szybko pogodzić.
- Chciało ci się wyjeżdżać do miasta? - zapytał brązowookiego.
- Wyjechałem na studia, a później lepiej czułem się na wolności bez kontroli rodzicielskiej. Mama bywa przytłaczająca.
- Teściowa jest fajna - wyszczerzył się Rai.
- Fajna, bo skacze koło ciebie i podstawia smaczne kąski skarbie. Jest nadopiekuńcza, ale i tak ją kocham.
- Shi dopiero przy twojej mamie odczułem, że moja była zimna jak lód. Moje rodzeństwo i ja byliśmy musiała nas znosić, a jeszcze lepiej jakby nas nie było.
- Przykro mi.
- Mnie też - przytknął czoło do czoła męża.
- To teraz moja jest również twoją mamą.
- I tak do niej mówię.
- Podlizujesz się - cmoknął go w policzek i odsunął się.
- No co ty kotku. Ja się nigdy nie podlizuję - puścił mu oczko. Ach, chętnie kochał by się z nim teraz.
- Isei, a ty jak się czujesz? - zapytał Shi. Widział ten błysk w oczach męża i wolał zmienić temat.
- Zagubiony? Tak to dobre słowo, chociaż nie jestem pewny, żeby to było dobre słowo.
- Dlaczego? - dopytywał.
- W nowych miejscach bez Tadashiego zawsze czułem się źle. W domu twoich rodziców jest mi dobrze. To mnie trochę denerwuje, bo pierwszy raz bez niego tak się czuję. Do tego przebywanie w normalnym domu, gdzie są rodzice, rodzina to dla mnie nowość. Z mamą tego nie czułem, bo nie była w stanie mi zapewnić domu takiego jaki powinno mieć dziecko mimo, że mnie kochała. Później dom dał mi Tadashi, ale byliśmy zawsze tylko we dwóch, nawet w święta. Mimo, że twoja mama nie jest moją to czuję się z nią dobrze.
- Powiedz to jej, a zaadoptuje cię. Chodźcie pokażę wam kilka miejsc, gdzie zimą jeździłem na saniach.
- Tutaj?
- Tak skarbie. Tu też są górki, ale pojedziemy w innym kierunku niż ostatnio.

***

Akira siedział w kuchni swojego mieszkania obłożony książkami. Próbował przyswoić sobie kilka z nich. Od jakiegoś czasu zrozumiał, że zrobi wszystko, żeby Naoki był z niego dumny. I nie wstydził się go przed rodziną. Mężczyzna zapewniał go, że się go nie wstydzi, ale nie dał się przekonać. Gdyby był wykształcony, miał poważną pracę potraktowali by go inaczej. Nie dopuści też do sytuacji, żeby jego partner stanął przed wyborem on, albo rodzina. Chciał, żeby Nao nadal był blisko z rodzicami. Tymczasem od incydentu po kolacji nie jeździł do nich i nie odbierał telefonów. Nie chciał ich rozdzielać. Nie chciał też rozstawać się z modelem. Dlatego uczył się. Może nie pójdzie na studia, ale zgromadzi w głowie informacje i będzie miał o czym rozmawiać z ludźmi. Naoki mówił, że czekał aż przemyślą sobie wszystko. Akira mimo tego nie wierzył, że powiedzą: ?Synku przepraszamy za nasze zachowanie. Twój partner jest mile u nas widziany.? Prychnął. To by dopiero było.
Jego uwagę zwrócił gołąb, który usiadł na parapecie. Wstał i podszedł do niego.
- Dawno cię nie było. Mam dla ciebie ziarna - sięgnął ręką do białego pojemnika, stojącego obok okna. Nabrał garść ziaren i wysypał do podstawki pod kwiaty - Sądziłem, że mnie zostawiłeś, albo coś ci się stało. Cieszę się, że wróciłeś.
Obok pierwszego ptaka wylądował drugi. Z białymi skrzydłami i czarną plamką na czubku łebka. Gołębica przypatrywała się z ciekawością oraz ze strachem dziwnemu człowiekowi.
- A to kto? Twoja partnerka? Śliczna jesteś. Nie bój się, nie skrzywdzę cię - powoli, aby nie wystraszyć gołębicy odsunął się od okna - Jedzcie spokojnie.
Odwrócił się z zamiarem powrotu do czytania i omal nie dostał ataku serca na widok gościa.
- Nie wiedziałem, że jestem taki straszny - uśmiechnął się Naoki.
- Zaskoczyłeś mnie. Nikogo się tu nie spodziewałem. Skradasz się jak duch.
- Byłeś bardzo zajęty. Mam się czuć o nie zazdrosny - wskazał palcem na parę ptaków.
- Och Nao - podszedł i objął go mocno - Ty jesteś na pierwszym miejscu.
Naoki czuł się wspaniale z tym chłopakiem. I naprawdę go pokochał. Nie myślał, że to się stanie, nie tak szybko. Akira był cudowny pod każdym względem. Zauważył leżące na stole książki.
- Miałeś przestać.
- O czym mówisz? - poparzył mu w oczy.
- O wbijaniu na siłę wiedzy, której nie potrzebujesz.
- Potrzebuję. Może twoi rodzice mnie zaakceptują jak będę mądrzejszy.
- Słońce, dla nich liczy się kasa.
- Wtedy twoja mama powiedziała co innego. Nie chce by jej syn był z marnym fryzjerem.
- Nie ona jest z tobą, tylko ja - wziął jego dłonie w swoje - Wcześniej tak o tym nie myślałeś, a teraz nagle to cię tak gnębi.
- Kiedy wyjechałeś na pokaz, przez te trzy dni myślałem i nie chcę cię stracić. Nie chcę też, żebyś nie utrzymywał kontaktu z rodziną.
- Słońce, całe życie szukałem miłości i ją znalazłem?
- Nie chcę byś musiał wybierać - wtulił twarz w jego szyję.
- Akira co się z tobą dzieje?
- Po prostu cię kocham i chcę być wart ciebie - pociągnął nosem. Obiecał sobie nie płakać i nic z tego nie wyszło.
- Słońce, to ja czasem mam wrażenie, że nie jestem wart ciebie. Wiem, że nie daję ci tego co byś chciał.
- To znaczy?
- Ślubu. Myślisz, że nie wiem o czym marzysz?
- Daj spokój - otarł łzy i uśmiechnął się - Dobrze mi tak, jak jest.
Jednak Naoki wiedział co ma robić. Bardzo chciał, aby rodzice zaakceptowali jego partnera, ale jak nie, to wybór miał prosty. Myślał o tym od kilku dni.
- Akiś co powiesz na to, żebyśmy poszli na spacer? Zaszaleli po sklepach i pokazali co czujemy?
- Ktoś nam zrobi zdjęcie i twoi rodzice to zobaczą.
- Mam się wstydzić, że zobaczą jaki jestem szczęśliwy? Pamiętasz piknik? Wtedy się nie przejmowałeś. Zbieraj się.
Klepnął go w pośladek. O tak da mu wszystko, czego ten zapragnie.

Po godzinie buszowali w dziale z markowymi ubraniami w dużym hipermarkecie. Akira wybrał kilka bluzek i spodni dla siebie. Podrzucił też co nie co kochankowi.
- Te z nadrukiem będą do ciebie pasować - powiedział. Już całkiem zapomniał o swoich zmartwieniach.
- Jesteś pewien?
- Tak. Powinieneś się wyluzować i zrzucić te eleganckie ciuchy. Poczekaj jeszcze spodnie - przeszukał wieszaki i znalazł odpowiednią parę - To też przymierz.
- Nie chodzę w tak wąskich spodniach.
- Podkreślą twój tyłeczek. To do przymierzalni.
Weszli do środka i zaczęli się rozbierać. Nao przejechał wzrokiem po całej sylwetce partnera.
- Wiesz, że masz cholernie piękne ciało?
- Co podoba ci się moja wcięta talia? - ku niezadowoleniu modela zakrył tors beżową koszulką bez rękawów i z głębokim dekoltem. Do niej założył białe spodnie od kolan w dół uszyte z czegoś co przypominało siatkę. Wyglądał elegancko i do tego na pełnym luzie - W upały tylko taki strój pasuje. Jak ci się podoba?
- Na tobie wszystko wygląda idealnie.
- Kupię do tego jeszcze szorty, a ty co stoisz i się gapisz? Przebieraj się.
- Już ty mały diabełku.

Po zakupach, które kazali dostarczyć wieczorem do mieszkania Akiry. Wybrali się na lody i długi spacer po mieście. Cały czas się obejmowali lub trzymali za ręce. Gdzieniegdzie Naoki był rozpoznawany i przekazywano mu wyrazy sympatii, oraz gratulacje z powodu związku.
Dzień im minął wyśmienicie. Akira czuł, że marzenia się spełniają.
- Kocham cię - nagle usłyszał od partnera, gdy wyszli z kawiarni - Kocham takiego jaki jesteś. Nie zmieniaj się. Nie stawaj kimś kim nie chcesz tylko dlatego, żeby inni cię akceptowali. Bądź sobą słońce, a zdobędziesz serca wszystkich tak, jak zrobiłeś to z moim - patrzył na niego roziskrzonym wzrokiem. Włożył jedną dłoń do kieszeni.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Już dawno chciałem ci to powiedzieć, a dzisiejsze twoje zachowanie upewniło mnie, że na siłę próbujesz coś zmieniać. Pieprzę wszystkie formalności, etykiety jeżeli to ma cię krępować. Chcę być pozostał sobą. Moim Akirą.
- Twoim? - uśmiechnął się słodko. To było taki miłe.
- Moim.
- To brzmi jak oświadczyny. Przepraszam nie pownienie... - przerwał, bo Naoki ukląkł przed nim - Co ty robisz? Ludzie patrzą.
- Niech patrzą. Chcę z tobą spędzić życie. Jesteś kimś na kogo nie zasługuję, ale postaram się ciebie uszczęśliwić.
- Tak jak zrobiłeś to dziś - czuł taki zakłopotany zaistniałą sytuacją.
- Pewnie chciałbyś romantycznej atmosfery, muzyki, mniejszej spontaniczności, ale podjąłem decyzję i nie chcę czekać. Jeszcze rano nie byłem pewny, ale teraz już wiem. Akira zostaniesz moim mężem?
- He? Nie przesłyszałem się?
- Nie. Powiedz tak, czy nie - mimo, że znał odpowiedź to jednak mógł się pomylić w odczytaniu pragnienia szarowłosego.
- To było największe z moich marzeń - byle się nie rozryczał ze wzruszenia - Pewnie, że tak.
Naoki otworzył zaciśniętą pięść, która okazała dwie srebrne obrączki z delikatnym wzorem przeplatanych linii. Wstał i wziął dłoń narzeczonego i założył mu krążek. Drugi podał chłopakowi.
- Załóż go mi, jeżeli się jeszcze nie wycofałeś.
- Wycofać? Kochany teraz już się mnie nie pozbędziesz - wsunął obrączkę na palec i rzucił się na niego. Całował go po twarzy z radości. Wokół rozległy się oklaski. Trochę go to speszyło, ale Naoki nie pozwolił mu na wstyd i pocałował gorąco. Wszystko szło ku dobremu, a z rodzicami sobie poradzi.

***
Po południu Shi i Rai usiedli z rodzicami na podwórku za domem. Isei nie chcąc przeszkadzać w ważnej rozmowie wziął psy i wybrał się na spacer po okolicy.
Kumiko postawiła dzbanek z mrożoną herbatą na stoliku i usiadła obok męża.
- Co jest takiego ważnego, że musieliśmy być oboje z ojcem?
Jej syn wiedział, że już nie mógł milczeć.
- Chodzi o nasze małżeństwo - zaczął. Jak miał im powiedzieć, że ich okłamywał? Zniszczył to czego go uczyli.
- Wy się chyba nie rozwodzicie? - przestraszyła się kobieta.
- Nie mamo, nie oto chodzi.
- Kamień spadł mi z serca. Jesteście taką wspaniałą parą - nalała herbaty do szklanek.
- My nie pobraliśmy się z miłości - powiedział wprost.
- Może opowiemy wszystko od początku. Od zdjęć w gazecie - wtrącił Raidon. W końcu on też był winien.
- No tak. Kiedy byłem z Raidon?em tu pierwszy raz nic nas nie łączyło. Udawaliśmy.
- Udawaliście? No dobrze mówcie - Isamu odstawił do połowy pustą szklankę i popatrzył na nich wyczekująco.
Opowiedzieli im wszystko ze szczegółami. Na końcu zapewniając, że bardzo się kochają i cieszą związkiem.
Rodzice byli w lekkim szoku. Popatrzyli po sobie nie wiedząc co powiedzieć.
- Mamo, tato bardzo przepraszam, że tak was okłamałem - brunet cały czas trzymał go za rękę. Czuł się teraz jak mały chłopiec, który czeka na karę za zrobienie czegoś złego - To było głupie z mojej strony.
- Z naszej strony - dodał Rai.
- Było głupie, zwłaszcza, że jesteście dojrzałymi mężczyznami - ciągnął ojciec Shi - Synu uczyliśmy cię, że kłamstwo jest złe. Nic dobrego z tego nie wychodzi. W waszym przypadku zapoczątkowało coś pozytywnego. Najbardziej mnie martwi to co zrobił twój ojciec - zwrócił się do zięcia - Zdajecie sobie sprawę jak mogło to się skończyć? Udawanie przed nim, że chcecie się pobrać, później przymusowy ślub? A gdyby nie połączyło was uczucie? Męczylibyście się ze sobą nie wiadomo jak długo? Co byście wtedy zrobili?
Wzruszyli bezradnie ramionami.
- Mieliśmy się rozwieść po sześciu miesiącach.
- Sądzicie, że Pan Walsh by wam na to pozwolił?
- Pewnie nie, ale jak sam tato powiedziałeś jesteśmy dorośli coś byśmy wymyślili.
- Shi dla ciebie wydaje się to takie łatwe? Nawet jak wiedziałeś co robi twój teść?
- Tak tato.
- Cieszcie się, że to się tak skończyło. Jestem zdania, żeby przeszłość zostawić za sobą.
- Też tak myślę Isamu, ale karę powinni dostać - powiedziała Kumiko.
- Karę? - głos bruneta zadrżał.
- Nie bój się aż tak. Jutro zmywacie po śniadaniu, obiedzie i kolacji, którą przygotujecie. Musze wiedzieć jak sobie sami radzicie.
- Nauczyliśmy się trochę gotować mamo.
- Powinniście powiedzieć nam prawdę wcześniej - Isamu puścił im oczko.
- Nie gniewacie się? - zapytał ostrożnie brązowooki.
- Ważne, że jesteście szczęśliwi i żyjecie ze sobą w zgodzie. Przyznam, że jak byliście tu pierwszy raz, nawet jakbym wiedziała, że nic was nie łączy. To i tak przepowiedziała bym wam przyszłość razem. Tak na siebie patrzyliście i to nie było udawane. W oczach widać wszystko. Powiedzcie nam teraz jak sprawa twojej matki?
- Jest w areszcie. W sądzie już prawie wszystko gotowe i niedługo powinien rozpocząć się proces. Zarówno jej tam i tego zabójcy tutaj. Z połączeniem rozpraw jakoś sobie międzynarodowi prawnicy poradzą.
- Skażą ją? - dopytywała kobieta.
- Z pewnością. To moja matka, ale karę powinna ponieść.
- Nie kochasz jej?
- Mamo! - oburzył się Shi.
- Spokojnie kotku. Kocham, ale świadomość, że byłem dla niej tylko kimś kto pomógł jej zatrzymać męża przy sobie nie jest czymś miłym. Miała mnie i moje rodzeństwo tylko dlatego, że tak trzeba. Ojciec tymczasem w nas widział swoich następców, ale nie udało mu się to i dlatego straciliśmy u niego wszelkie łaski.
- Dzieci powinny pójść własną drogą - rzekł Isamu.
- Dlatego pozwoliliście mi wyjechać i zająć się swoimi sprawami?
- Oczywiście. Twój tata i ja zawsze wiedzieliśmy, że jak nie pozwolimy ci samemu zająć się swoim życiem w końcu nas znienawidzisz, a tego nie chcieliśmy. A ty Rai się nie martw, może straciłeś jedną rodzinę to zyskałeś drugą. Jesteś mężem naszego syna, więc również stałeś się naszym dzieckiem - opiekuńczo pogłaskała go po dłoni - Idę zrobić kolację.
Brunet poczuł ogromnie wzruszenie, aż chciał zostać sam.
- Poszukam Iseia.
- Pójdę z tobą - zaproponował Sakata.
- Pomóż mamie kotku. Zaraz wrócę - pocałował go krótko, ale czule w usta.
- Ok.
Odetchnął, kiedy wyszedł na ścieżkę prowadzącą do sadu. Nowa rodzina? Bardzo chciałby mieć też starą. W jego życiu tak wiele się zmieniło, jednak za nic nie chciał by cofnąć czasu i iść inną drogą, bo to co było najcenniejsze dla niego to ta złota obrączka i jej bliźniacza siostra noszona na palcu jego męża. Więź łącząca ich obu była silna i nie zamierzał jej zrywać. W oddali zobaczył sylwetkę brata i przyśpieszył kroku.

***
Isei stał w sadzie i jadł jabłko. Psy bawiły się obok. Coraz bardziej czuł, że musi się wyprowadzić z mieszkania brata. Jeżeli chciał rozpocząć nowe życie to musiał zacząć od tego kroku. Na myśl o tym czuł strach, ale nie stchórzy. Jakoś sobie już radził, mimo, że noce były ciężkie bez męża. Pracował i stać go było na utrzymanie siebie.
- Muszę coś na początek wynająć.
- Co wynająć? - zapytał Rai. Psy do niego od razu przybiegły. Pogłaskał każdego po łbie.
- Nie strasz ludzi tym skradaniem się. Chodziło mi o wynajęcie mieszkania.
- Po co?
- Po to, żebym miał gdzie mieszkać.
- Chcesz się wyprowadzić? Źle ci u nas?
- Bardzo dobrze, ale muszę to zrobić. Chcę powrotu do normalności. Zrozumiałem to tutaj. Chcę nauczyć się żyć bez niego i dać wam trochę swobody. Muszę spróbować. Jestem dorosły. Przetrwałem dzięki wam, ale muszę też coś zawdzięczać sobie. Nie mogę wciąż polegać na kimś.
- Jesteś gotów poznać kogoś, związać się?
- Nie jestem gotów na związek. Nawet na seks z kimś innym niż... chyba - chociaż musiał przyznać, że seksu mu brakowało - Jestem gotów na razie dalej żyć i to jest dla mnie ważne.
W tej chwili Raidon zrozumiał, że jego brat pogodził się ze śmiercią Tadashiego. Gdyby tylko się uśmiechnął?
- Jak dla mnie i dla Shiraia możesz z nami mieszkać tak długo jak zechcesz. Zawsze możesz wrócić.
- Wiem.
- To chodź, niedługo będzie kolacja - gwizdnął na psy i cała czwórka poszła w kierunku domu - Shi będzie zawiedziony, że chcesz nas zostawić.

***
Nocą, gdy Raidon położył się do łóżka od razu przytulił się do pleców męża. Zamruczał mu do ucha i położył rękę na jego brzuchu. Biodra docisnął do jego pośladków.
- Chcę się z tobą kochać - powiedział łóżkowym głosem w którym można było wyczuć wibracje.
Brązowooki uśmiechnął się, ale tak by brunet tego nie widział, chociaż w pokoju i tak było ciemno.
- Jestem śpiący skarbie.
- No, ale Shi - wsunął mu dłoń w spodnie od piżamy.
Złapał go za rękę.
- Nie mogę kochać się w domu swoich rodziców.
- Nie bój się nikt nie usłyszy twoich krzyków. Moje usta skutecznie je stłumią.
- Rai. Proszę. Nie dziś - obejrzał się na niego.
Walsh tylko westchnął i ostatecznie objął męża w pasie, przytulając się do jego pleców. Zaczeka jeszcze jedną noc. Ciężko mu było zasnąć, kiedy ciałem targało podniecenie, ale spokojny oddech partnera ukołysał go do snu.