Ibara 18
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 24 2017 09:52:09



Wyszedł z sypialni ubrany w samą koszulę Raidona. Poszedł do kuchni i wziął z kryształowego klosza duże, soczyste, czerwone jabłko by po sekundzie zatopić w nim z przyjemnością zęby. Już drugi dzień on i Rai nie wychodzili z domu i poza zdawkowymi smsami do Akiry nie mieli kontaktu ze światem zewnętrznym. Akira był pewnie w siódmym niebie wyobrażając sobie co też oni mogą razem robić. Chociaż Shi wolał, żeby sobie przyjaciel nie wyobrażał tego jak on uprawia seks. Podskoczył, kiedy silne ręce oplotły go w pasie, a klatka piersiowa przylgnęła mu do pleców.
- Uciekłeś mi - Rai trącił nosem jego ucho.
- Pora już wstać z łóżka i wrócić do pracy.
- Jesteś niedobry. Odmawiasz mi jeszcze kilku dni sam na sam z tobą - położył brodę na jego ramieniu.
- Nie odmawiam, ale nie możemy tu spędzić całego życia.
- Shi ciągle mi ciebie mało. Twój smak, zapach mnie rozgrzewa - zamruczał i zaczął rozpinać mu koszulę. Wiedział, że jego mąż pod nią jest nagusieńki.
- Rai, ja muszę odpocząć - mimo wszystko uśmiechnął się. Schlebiało mu to, że tak mocno działał na bruneta, zresztą to było odwzajemnione.
- Przecież cię nie wykończyłem. Nie kochaliśmy się cały czas. Jedliśmy, rozmawiali w łóżku...
- I miziali.
- Shi kochanie - zdjął mu koszulę i zaatakował wargami jego ramię z czasem kierując się ku szyi.
Sakata w tym momencie przepadł. Brunet zdążył już poznać jego najczulsze punkty.
- Ale jutro idziemy do pracy.
- Idziemy - posadził go na szafce i zajął się nim tak jak trzeba.
Nadgryzione jabłko wypadło z ręki brązowookiego i potoczyło się po kafelkach w kąt pomieszczenia.

***
W tym czasie Akira kończył czesać Iseia do następnej sesji. Odbywała się ona w Ibarze, więc nie musieli jechać w plener. Ostatnio jedynym tematem w firmie był niedawny ślub i nieobecność małżonków, którzy i tak nie wyjechali w podróż poślubną.
- Gdyby Shirai czasem nie wysłał wiadomości martwił bym się, że porwali ich kosmici. Szef nigdy nie zostawiał agencji na dłużej niż to konieczne w rękach Oharu. Gotowe i przyjdź po sesji muszę obciąć ci końcówki, ponieważ już zaczynają się rozdwajać.
- Dzięki. Kto by pomyślał, że kochany tatuś wyświadczy im taką przysługę. Zapewne chciał, żeby Raidon męczył się w małżeństwie za karę.
- I tu ma niespodziankę. Oni jak tego nie spieprzą to im się uda.
Do pokoju weszła Oharu. Miała na sobie sukienkę mini, koloru zielonego na której nadrukowano wzór imitujący futro geparda.
- Wyglądasz jak dzika kocica - pochwalił ją Akira.
- Dziękuję. Isei ty jeszcze tutaj? Fotograf na ciebie już czeka. Jest obecne też to babsko z firmy perfumeryjnej.
Nakadai skrzywił się.
- Miałem nadzieję, że jej nie będzie. Znów zacznie marudzić, że to czy tamto jej się nie podoba zamiast poczekać na efekt końcowy.
- Musisz to przecierpieć. Ty leć, a ty Akiś upnij mi włosy.
- Wybierasz się gdzieś?
- Na spotkanie, służbowe. Wiesz może, kiedy Walsh wraca do pracy?
- Kto go tam wie. Na razie coś innego zajmuje mu czas.
- Domyślam się. Ty i Naoki tak na poważnie jesteście ze sobą?
- Spotykamy się. Nie planujemy wspólnej przyszłości.
- Ty byś pewnie chciał? - kobieta zobaczyła w lustrze smutną minę chłopaka.
- To czego ja chcę, a czego on bardzo się od siebie różni - kończył upinać kolejne pasma włosów wsuwkami.
- Spotykacie się od niedawna. Za wcześnie na myślenie o czymś poważniejszym. Tym bardziej, że Naoki nigdy nie był w związku i musi mieć czas na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji.
- Pewnie tak.
- Nie martw się. Dziękuję za koka. I przysięgam, że jak jutro Raidon nie będzie na bardzo ważnym spotkaniu to go ukatrupię. To cześć.
- Cześć - szepnął zrezygnowany.
Gdy został sam zapragnął wtulić się w ramiona Naokiego z którym chciałby związać swą przyszłość. Niestety model miał przez cały dzień sesje na plaży, a nie chciał mu przeszkadzać. Akira od ślubu Shi zaczął coraz bardziej rozmyślać o przyszłości. O tym jak dobrze było by być z kimś do końca życia. Martwił się, bo nie czuł, że Nao chce tego samego. To prawda, że było za wcześnie, żeby o tym myśleć, ale przelotny seks już go nie interesował, zwłaszcza, że później cierpiał. Czuł się po takim bezosobowym stosunku pusty i samotny, a pragnienie stałego związku z kimś rosło. Miał teraz osobę z którą wiązał plany, ale ten ktoś go nie kochał. Jednak był pewny, że musi czekać cierpliwie i będzie to robił choćby to trwało bardzo długi czas.
Rozejrzał się po swoim stanowisku pracy. Lubił je, a odkąd dziewczyna która z nim pracowała poszła na urlop miał dużo pracy i istny bałagan. Postanowił wszystko uprzątnąć i w końcu zamówić potrzebne środki do stylizacji, bo te już się kończyły. Po raz kolejny praca była dla niego lekiem na smutki.

***
Po skończonej sesji fotograficznej Isei miał wolne i postanowił zajrzeć do firmy męża. Chciał go wyciągnąć na obiad. Uważał, że Tadashi za dużo pracuje. Sekretarka tylko przywitała się z nim i pozwoliła wejść do gabinetu. Zastał męża siedzącego za biurkiem i obłożonego papierami.
- Ty jak zwykle się przemęczasz. Zrobił byś sobie z dzień wolnego - cmoknął go w policzek i przysiadł na biurku.
- Co ty tu robisz?
- Zabieram cię na obiad. Nie mów, że nie możesz - dodał szybko widząc jego minę.
- Nie całkiem. Mam spotkanie za godzinę i nie mogę wyjść. Jednak możemy zjeść tutaj. Co ty na to?
- Zgoda pod warunkiem, że wieczorem będziesz tylko dla mnie misiu - rozsiadł się wygodnie w fotelu.
Dzwonek interkomu przerwał ich rozmowę. Tadashi wcisnął przycisk głośnika.
- Słucham.
- Pan Hiroya Ryusaki pyta, czy przyjmie go pan mimo, że przyszedł wcześniej.
- Niech wejdzie.
- Hiroya Ryusaki? Znam to nazwisko - Isei podniósł się z fotela i stanął obok męża, który wyszedł na środek gabinetu.
- Znasz go. Cofnij się o kilka lat wstecz.
Chłopak myślał chwilę.
- Twój kuzyn?
- Chcę mu zaproponować posadę u mnie.
Drzwi się otworzyły i dość energicznie wszedł młody mężczyzna w antracytowym garniturze. Uśmiechnął się szeroko na widok kuzyna i uściskał go po męsku. Jego wzrok padł na modela.
- Isei to ty? Zmieniłeś się przez te trzy lata. Widziałem parę twoich fotek w jakimś piśmie. Zapuściłeś włosy. Dobrze ci z nimi - uścisnął chłopaka mocno - Tadashi, a ty się nic nie zmieniłeś.
- Miły jak zawsze. Właśnie mieliśmy zamówić obiad. Dołączysz się?
- Nie śmiał bym odmówić - zdjął marynarkę i rozejrzał się po pomieszczeniu - Udało ci się. Pamiętam jak tu było wcześniej. Puste ściany, biurko na środku i tylko plany.
- Które udało mi się zrealizować. Zanim zamówię obiad chciałbym ci zaproponować, żebyś dla mnie pracował.
- Co potrzebujesz adwokata? - rozsiadł się na kanapie.
- Tak. Ten obecny mnie oszukuje, a ja nie mogę sobie pozwolić na nieuczciwego pracownika. Potrzebuję kogoś zaufanego w swoich szeregach. Ty znasz prawo firmowe od podszewki i jesteś w tym naprawdę dobry. Dobrze ci zapłacę.
- Ja już mam pracę w konsorcjum wydawniczym.
- Zapłacę ci więcej od nich. Mimo, że nie mam rynku na całym świecie to nie pożałujesz. Teraz w grę wchodzą ważne umowy. Chciałbym rozszerzyć działalność na prowincjach. Internet jest potrzebny w dwudziestym pierwszym wieku i pragnę wygrać kontrakt na północy. Do tego jesteś mi potrzebny. Jak się uda to nie pożałujesz.
- A jak nie? - założył nogę na nogę.
- Będziesz miał satysfakcję z pracy u mnie. Poza tym moja firma potrzebuje porządnego adwokata. Szczególnie, że wiele umów jest nie do końca takich jak powinny być. Obecny adwokat namieszał, a nie chciałbym wylądować w sądzie i procesować się z odbiorcami o pieniądze.
- Kochanie zamów obiad. Zjemy, a wy sobie pogadacie. Mnie nie interesują sprawy firmy.
- Słuchaj męża. Powiem tylko, że jak zaproponujesz dobre warunki to się zgodzę. Dla mnie to oznacza przeprowadzkę, ale z tym nie mam problemu.
- Dobrze. Jak chcecie panowie. Najpierw obiad - uśmiechnął się.
- Isei on zawsze jest taki oficjalny i sztywny? - zapytał modela i mrugnął do niego.
- Sztywny nie, tylko czasami, wtedy, kiedy trzeba. Rozumiesz?
- Czyli wywiązuje się z obowiązków? - mrugnął do niego.
- I to jak.
Obaj wybuchli śmiechem.
- Nie wiem czy to dobrze, że będziecie się teraz częściej widywać. Chwilami razem jesteście niemożliwi - Zaśmiał się Tadashi i podniósł słuchawkę.
- Byliśmy kuzynie. Teraz dorośliśmy. Tylko zamów coś włoskiego lub hiszpańskiego. Wtedy może się zgodzę tu pracować. Ostatnio mam dość regionalnego żarcia - dodał, widząc uniesione brwi Iseia - A za dobre jedzenie dam wiele.
Tadashi wyszukał w notatniku numer do jednej z włoskich restauracji i zadzwonił.
- Pamiętam - model patrzył na męża z wielką miłością. Hiro widział to wyraźnie.
- Nie mógł trafić lepiej.
- Kto i gdzie?
- Mój kuzyn trafił na ciebie. Przyznam z początku byłem sceptyczny co do waszego związku. Byłeś jego uczniem. Mogłeś się chcieć zabawić. Dopiero później, kiedy pisał jaki jesteś i w dniu ślubu uwierzyłem, że twoje uczucia są prawdziwe.
- Z jego rodziny na śłubie pojawiłeś się tylko ty. Dla reszty byłem jak trędowaty.
- On właściwie też. Dlatego zawsze był sam. Wolał uczyć niż być tym kim oni chcieli, żeby był.
- Czyli prawnikiem lub lekarzem z żoną i dziećmi.
- To nie było dla mnie - Tadashi przysiadł się do nich - Isei był moim przeznaczeniem.
- Ok koniec tych słodkości moi mili, kiedy będzie żarcie?
- Za dwadzieścia minut głodomorze.
- To po jedzonku oprowadzisz mnie. Kontrakt z tamtą firmą mi się kończy, mogę przemyśleć twoją propozycję. Z tymże musisz mi dać miesiąc na załatwienie spraw i przeprowadzkę.
- Ty już podjąłeś decyzję. Stanowisko będzie na ciebie czekać. Przez ten czas sam zajmę się umowami.
- Znów będziesz długo pracował? - zapytał model.
- Wieczory będą nasze maleńki - pocałował męża.
- Wy naprawdę jesteście jak najsłodszy lukier. Pamiętajci jak go jest za dużo to chce się opróżnić żołądek.
Oberwał poduszką rzuconą przez kuzyna.
- Głupol z ciebie Hiroya.
- Z pewnym sensie masz rację kuzynku. Szkoda, że muszę dziś wracać, bo chętnie spędził bym z wami więcej czasu. Powspominalibyśmy stare czasy.
Do gabinetu weszła sekretarka i oznajmiła, że przywieziono obiad. Wszyscy trzej przyjęli wiadomość z radością, ponieważ głodne żołądki zaczęły dawać o sobie znać.



***

Spojrzał na elektroniczny zegar. Dochodziła dwudziesta trzecia, a on nie mógł zasnąć. Westchnął.
- Co tak wzdychasz? - zapytał brunet, który leżał na boku i podparł się na łokciu. Wolną ręką gładził brzuch męża.
- Rozmyślam sobie.
- Mogę wiedzieć o czym?
- O nas. O tym jak to się potoczyło. Gdyby tydzień temu ktoś mi powiedział, że będę leżał z tobą w łóżku po wyczerpującym seksie, miałbym go za wariata.
- Dlaczego?
- Wiesz jakie miałem zasady i marzenia, a wtedy jeszcze nie wiedziałem, że cię kocham - popatrzył na niego, ale w ciemności widział tylko zarys sylwetki mężczyzny.
- Życie potrafi człowieka zaskoczyć.
- Rai...
- Co koteczku?
Shi prawie zarumienił się słysząc to pieszczotliwe słowo. Wydawało mu się ono niezwykle ciepłe i czuł, że dzięki temu bardziej należy do tego mężczyzny.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się jakoś uwiązany ze mną na siłę, to znaczy teraz. Wiem jak bardzo chciałeś być wolny.
Brunet zawisł nad nim. Światło padające z ulicznej lampy delikatnie oświetliło mu twarz.
- Chciałem, ale teraz już tego nie chcę.
- A co z rozwodem za pół roku, który planowaliśmy? - odgarnął mu włosy za ucho.
- Nie przypominam sobie tego - pocałował go lekko.
- Ja też nie. Pozostaje sprawa z moimi rodzicami.
- Co powiesz na to, żebyśmy za kilka dni wybrali się do nich i powiedzieli o wszystkim, zaznaczając to co teraz nas łączy?
- Chciałbym. Przygniata mnie trochę to, że muszę im kłamać.
- Zadzwonimy od nich jutro i powiemy, że dzieci do nich przyjeżdżają, może być ponownie weekend?
Shi roześmiał się.
- Dzieci?
- Stałem się ich synem nie?
- Stałeś.
- To teraz śpij i nie martw się - położył mu głowę na ramieniu i zamknął oczy.
- Dobrej nocy mężu - O tak kochał to słowo.

*

Następnego dnia młodzi małżonkowie pojawili się w pracy. Wszyscy z ciekawością przyglądali się im.
- Czuję się jakbym był jakimś eksponatem na wystawie - szepnął Shi do męża.
- Oni się cieszą. Pozwól im na to.
- Nie oto chodzi, chyba wiesz o czym zapewne myślą. Nie było nas tu od ślubu, nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, więc ten czas musieliśmy spędzić robiąc... wiesz co - dodał ze wstydem.
- Kotku w łóżku nie jesteś taki nieśmiały. Wczoraj wręcz żądałeś ode mnie tego i owego - szeptał mu na ucho i od razu je cmoknął.
- To co innego.
- Racja. Pewne rzeczy są tylko dla mnie. Zobaczymy się później. Mam teraz spotkanie. Oharu wczoraj powiedziała, że zrobi mi coś złego jeżeli mnie na nim nie będzie - już miał odejść gdy się odwrócił i pocałował gorąco męża. Miał wrażenie, że narodził się nowy on. Ten, który unikał związków wpadał w obecny całym sobą. Angażował się w to duszą i ciałem - Przyjdź do gabinetu za godzinę.
- Nie ma mowy. Umówiłem się z Akirą, napaleńcu.
- To przegrałem z młodszym - udał obrażonego.
- Wygrałeś, bo masz mnie cały czas - pokazał mu obrączkę. Naprawdę cieszył się z ich małżeństwa.
- Shi! - obejrzał się za siebie. Akira podbiegł do niego i uwiesił mu się na szyi - Jesteś wreszcie. Teraz mam pewność, że cię nie wykończył.
- Wykończył? - brunet uniósł brew.
- O cześć szefuńciu. Nie zauważyłem cię.
- Do tego jestem nie widzialny - otarł z oka wyimaginowaną łzę.
- Dobra chodź tu - wyciągnął ręce i objął go - Szef nie powinien spoufalać się w ten sposób z pracownikami, ale co tam. Wszystko pozostaje w rodzinie - odsunął się od niego - Shirai chodź opowiesz mi wszystko ze szczegółami.
- Ze szczegółami? - zapytał Rai.
- Skarbie nie bądź ciekawy idź na to spotkanie, bo Oharu powiesi cię nie powiem za co.
- Martwisz się o mnie koteczku - stwierdził.
- On nie martwi się o ciebie tylko o twoją pewną część - wyszczerzył się Akira i zalotnie pomrugał powiekami.
- Temu tylko jedno w głowie. Naoki cię nie zaspokaja? - zapytał Raidon żartobliwie.
- Zaspokaja, ale ja też dbam o swojego przyjaciela, a twojego męża. Jego satysfakcja jest też i dla mnie ważna.
- Iskierko.
- No co? Coś taki nieśmiały? Nie przejmuj się mną tak tylko gadam. Chociaż to prawda. Chcę, żebyś był szczęśliwy. Z waszej nieobecności wnioskuję, że wszystko poszło dobrze?
- Nie mówmy może o tym na korytarzu - Sakata zarumienił się. Wolałby nie omawiać swojego życia intymnego publicznie.
- O cholera to Oharu i ludzie z którymi mam się spotkać idą tu, a ja nawet papierów nie przygotowałem. To pa koteczku - cmoknął go jeszcze w usta i udał się do gabinetu.
- Co małżeństwo robi z człowiekiem - westchnął Yoshi - On nigdy się tak nie zachowywał. Chodź na górę. Tam jest teraz pusto to pogadamy.

*

- Ja nie mam zamiaru opowiadać ci o szczegółach - ostrzegł go Shi kiedy znaleźli się już na balkonie ostatniego piętra willi.
- Powiedz jak było. Potraktował cię dobrze? - stanął z dala od barierki. Miał lęk wysokości i nawet te kilka metrów przyprawiało go o palpitację serca, a żołądek ściskał strach. Mimo to lubił świeże powietrze, a tu mogli porozmawiać w spokoju. Byli też pewni, że nikt ich nie podsłucha, bo na wszystko mieli dobry widok.
- Po tym jak mnie potraktował straciłem nadzieję, że będzie dobrze - oparł się o barierkę - Później wrócił do domu, zaczął przepraszać i stało się. Nawet nie planowałem tego. Było cudownie. Był taki jak chciałem, delikatny i czuły. I nawet później troszczył się o mnie.
- Troszczył?
- Chciałem się z nim kochać ponownie, ale on mi na to nie pozwolił, bo powiedział, że po pierwszym razie mogę tam być poobcierany i nawet moje zapewnienia, że nic mnie nie boli nie pozwoliły na nic więcej jak tylko... wiesz. Dopiero następnego dnia my znów... i powiem tylko, że on jest nienasycony.
- Trzeba było spróbować innej konfiguracji. Wiesz ty jako dominator, a on...
- Kiedyś tak, ale na razie jest mi dobrze.
- Ty też jesteś taki nienasycony jak on?
- Tak. To dla mnie początek nowych doświadczeń i mam wrażenie, że bym chciał robić to ciągle.
- Wszystko się wam unormuje. Co nie znaczy, że życzę wam nudnego seksu raz w tygodniu i tylko w pozycji misjonarskiej.
- Bardzo ją lubię. Wtedy można być ze sobą bardzo blisko. Ok chyba za dużo ci powiedziałem. Potrafisz wyciągać od człowieka informacje nawet bez tortur.
- Ja tylko chciałem się upewnić, czy jest ci z nim dobrze we wszystkim.
- Jest.
- Warto było czekać? - był ciekaw. Ciągle cierpiał, że był taki szybki i ufny ze swoim pierwszym kochankiem.
- Na niego? - Akira przytaknął - Tak. Ja go naprawdę kocham i co jest w tym najpiękniejsze on kocha mnie.
Błękitnookiemu opadła szczęka.
- Powiedział ci?
- Kiedy się kochaliśmy. I na każdym kroku daje mi to odczuć. Moje marzenie się spełniło.
- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy. To teraz będziecie sobie spokojnie żyć?
- Nie wiem, czy spokojnie. Rai to wulkan energii.
- Ma ją gdzie wyładować.
- A ty i Naoki?
- Bardzo martwiłem się, że on nie czuje do mnie tego co ja i pewnie mam nie planować przyszłości z nim. Ale wyobraź sobie, że wczoraj wracam do domu, a moje mieszkanie tonie w kwiatach. Były wszędzie wokół mnie, a ich zapach odurzał. Sam Nao czekał na mnie w łazience z kąpielą w cudnie zapachowych olejkach, a później to już tylko kochaliśmy się całą noc. Bardzo się stara mnie uszczęśliwić. Widzę to. Nie musi nic mówić, ale ja już wiem co on czuje. Chociaż wolałbym usłyszeć, że mnie kocha.
- Ciebie te dwa słowa wprawiły by w wielką euforię.
- Mam nadzieję, że się ich doczekam.
- Doczekasz.
Akira wpatrzył się gdzieś w przestrzeń z błyszczącymi oczami. Wierzył, że kiedyś on i Nao stanął na ślubnym kobiercu. Przecież marzenia nic nie kosztują, a jak bardzo się czegoś chce to potrafią się spełnić.