Rock penetrowany pędzlem 20
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 24 2017 07:38:07



Granice. Cz. II

KittyKot.doc

Przykuł mnie do czarnego metalowego pręgierza, a potem znowu pogładził po głowie.
- W porządku? - spytał.
Kiwnąłem i spuściłem głowę.
- Odpowiedz.
- Tak, Panie - powiedziałem zachrypniętym głosem.
- Nie słyszę.
- Tak, Panie.
Następnie założył mi opaskę na oczy i klepnął w pośladek. Otarł mi twarz z różnych wydzielin, a potem chyba na chwilę zniknął. Teraz jednak miałem to gdzieś. W sumie wszystko miałem już gdzieś. Co teraz? Zleje mnie? Nasika na mnie? Włoży mi pięść?
Spoko.
Nie.
Nagle poczułem, jak wkłada mi palce w stringi. Sapnąłem i wygiąłem się, a on odsunął sznureczek i pomasował mój odbyt. Wkładał palce powoli i delikatnie, rozciągając mnie i nawilżając. Niestety, trwało to dość krótko.
Co teraz? Nadmuchiwany korek?
Nie.
Poczułem coś szerszego i jęknąłem. Dildo? Weszło tylko odrobinę, a mięśnie od razu zaczęły pulsować.
- Co jest? Chcesz więcej? - spytał, dotykając mojego pośladka. - Mmh?
- Tak, Panie - powiedziałem grzecznie i spuściłem głowę.
Cholera jasna.
- Poproś.
O nie. Nie mogę. Nie dam rady się tak płaszczyć, błagać i...
- Proszę, Panie, włóż go do końca.
CO?! Ja to powiedziałem- No chyba żart.
- Co mam ci włożyć i gdzie? - Ren gładził moje plecy i barki, a ja chyba zaczynałem się podniecać.
Nawet fiucik drgnął.
- Proszę, włóż mi dildo głęboko w dupę, Panie. - To znowu mój głos.
Kurwa, Kocie, ty zdziro, milcz. Nie, nie mów tak. Nie możesz tak mówić.
- Tutaj? - spytał, masując mój odbyt.
- Tak, Panie.
Kocie, cholera, no, nie bądź psem.
Nie bądź tak...
- To nie jest dildo - powiedział Ren. - Tylko maszyna do ruchania.
Aha, chyba widziałem takie w filmach porno.
Zdjął mi klamerkę, a ja jęknąłem z radości. Naprawdę. Nienawidziłem klamerek. Rozmasował mój biedny, bolący sutek, a potem pogładził po policzku.
Lubiłem, gdy gładził mnie po policzku. To był taki fajny, czuły gest.

Nie wiem, co robił potem, bo miałem opaskę na oczach. Penetrował mnie robot, a ja paliłem się ze wstydu, bo to było przyjemne. Wiedziałem tylko, że Ren robił zdjęcia.
- Rozumiesz, że nie masz prawa dojść prawda? - spytał i wyłączył maszynę.
Kiwnąłem głową, dalej sapiąc jak opętany. Po tym okrutnym głębokim gardle byłem zrozpaczony, złamany i poniżony.
- Pytałem o coś.
- Przepraszam, Panie - wysapałem i wygiąłem się w plecach, a Ren włożył mi dłoń w stringi i pomasował krocze.
- Jesteś masochistą.
- Nie, Panie - zaprzeczyłem, czując pulsowanie w skroniach.
- To czym jesteś? - Zaśmiał się i ścisnął moje jądra.
Syknąłem i odrzuciłem głowę.
- Nie wiem, Panie.
Czemu ja w ogóle...?
Dlaczego byłem taką uległą ścierką?
- Myślę, że kłamiesz - zamruczał i pogładził mnie po włosach.
Westchnąłem, a on złapał mnie za brodę, a potem posmyrał kciukiem po żuchwie. Znów poczułem w sobie sztucznego fiuta i wygiąłem się w plecach. Niestety, przyjemność nie trwała długo, bo Ren zsunął mi stringi i założył klamerkę na jądra.
Potem drugą.
I trzecią.
Stękałem i szarpałem się, a on zakładał mi kolejne. Gdyby nie dildo w dupie, już dawno bym poległ. Mogłem tylko zgadywać, co zrobi potem.
Nie zgadłem.
Znów założył mi knebelek, ale bardziej miękki, z kulką. Później skapnąłem się, że przyklejał mi elektrody na uda, brzuch i boki. Pomasował delikatnie moje sutki, następnie żebra i brzuch, a potem klepnął mnie w pośladek i odsunął się. Znów nie miałem pojęcia, co zrobi. No dobra, lubiłem opaski na oczy, kneble i nawet stopery, ale dzisiaj mnie to wyjątkowo przerażało. Poza tym starałem się nie szarpać, bo wtedy klamerki mocniej wbijały się w ciało. Klęczałem i pokornie czekałem.
POKORNIE.
Kurwa, jak jakiś pies. W głowie szumiało, jajka bolały, śliniłem się jak kundel i chyba znowu zaczynałem denerwować. Ren nic nie robił. Milczał, a to mnie niepokoiło.
Gdy włączył elektrody, drgnąłem. Po całym ciele rozeszło się przyjemne mrowienie, zapomniałem nawet na chwilę o klamerkach. Ale znowuż - nie trwało to długo, bo Ren włożył mi coś w tyłek.
Dildo? Wibrator?
Nie wibrowało, tylko... Cholera, też miało przypięte elektrody?
- Spokojnie - powiedział, gdy zacząłem się trząść.
Jasne, łatwo mu było mówić. Jeśli włoży mi coś takiego w cewkę moczową, to umrę.

Nie włożył. Stymulował mnie prądem, a ja sapałem i szarpałem się. To było cholernie dzikie uczucie. Bałem się i rozpływałem z rozkoszy, ale nie mogłem do końca rozluźnić, bo klamerki powodowały dziwny, drażniący ból. Miałem je wszędzie - na jajkach, udach, brzuchu i ramionach. Ren na pewno dobrze się bawił. Lubił mi się przyglądać. Uwielbiał, gdy jęczałem, szarpałem się i śliniłem.
Ale gdy zacząłem mruczeć i poruszać biodrami, wyłączył prąd. Warknąłem z niezadowoleniem, a wtedy złapał mnie mocno za biodra i po prostu we mnie wszedł. Wbił się od razu do końca, a ja krzyknąłem, a potem zakrztusiłem się śliną.
Ale jego to nie ruszało. Wsunął mi palce we włosy, nic jednak nie robił. Nie rżnął mnie, nawet się nie poruszał, po prostu dociskał mocno biodra.
Gdy wyjął członek, znowu mruknąłem z rozczarowaniem. Wtedy wepchnął mi dildo w tyłek i znów włączył elektrody. Pisnąłem i ponownie obśliniłem się jak pies. Cała twarz mi pulsowała, na bank byłem czerwony jak burak. Teraz Ren mnie nie dręczył, po prostu dawkował przyjemność. Nie zadawał mi bólu, tylko masował leciutko klamerki i co chwila dawał mi klapsy. Gdy znów zacząłem poruszać biodrami, wyjął dildo, potem zdjął elektrody i opaskę.
Koniec? Dzięki bogu, bo już zaschło mi w gardle.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - spytał i złapał mnie za brodę.
Jasne, kurwa, powiedzieć. Z kneblem w gębie.
Kiwnąłem głową, a on dotknął palcami mojego policzka, potem knebla, a następnie obroży. Gdy zaczął zdejmować klamerki, syknąłem i spiąłem się. Najpierw wyzwolił moje napuchnięte jądra, potem uda i resztę ciała. Syczałem i prawie wyłem, ale w głębi ducha byłem mu wdzięczny za to, że nie założył mi ich na fiuta. Znów pogładził mnie palcami wzdłuż kręgosłupa, a ja jęknąłem. Pomasował odbyt, pougniatał bułki, a potem dał klapsa i mnie rozkuł. Siedziałem na podłodze, a on patrzył na mnie tak, że nawet bez elektrostymulacji czułem mrowienie pod skórą. Był tak cholernie zmysłowy, namiętny i piękny, że zapierało mi dech w piersiach. Jak zwykle się nim zachwycałem, bo podczas sesji był cudowny.
Mój wspaniały hot mąż, sadysta i domin.
Gdy zdjął knebel, drgnąłem i otarłem ślinę z brody.
Ohyda.
- Co chcesz mi powiedzieć? - zwrócił się do mnie, a ja znów drgnąłem.
No, pieseczku.
- Zaschło mi w gardle - szepnąłem, czekając na opieprz.
- Chcesz się napić?
- Tak. - Kiwnąłem głową. - Panie.
Czułem, jak głos mi zadrżał. To było dziwne, bo dawno nie czułem się tak skrępowany. Nazywanie Rena Panem przychodziło mi (znowu) z trudem, a przecież nie było w tym nic nadzwyczajnego. Pewnie bałem się, że stracę siebie. Nie chciałem być głupim, posłusznym kundlem bez charakteru. Z drugiej strony, niektóre "tortury" były całkiem przyjemne i wtedy zwracanie się do Rena per Panie strasznie mnie kręciło.
- Dobrze się czujesz? - spytał i założył mi włosy za uszy.
- Mmh.
- Nie słyszę.
- Tak, Panie - powiedziałem prawie szeptem, a potem zagryzłem wargę.
- Boli cię gdzieś?
- Nie, Panie.
Cholera.
- Bardzo chce ci się pić?
- Nie bardzo, Panie.
Cholera, cholera, CHOLERA.
Ren pogładził mnie po głowie, a potem podał szklankę wody. Tak po prostu? Bez droczenia się i znęcania?
- Byłeś dzielnym pieskiem, masz. - Uśmiechnął się, a ja zacząłem łapczywie pić.
Boże, zwykła woda jeszcze nigdy mi aż tak nie smakowała.
Ren poprawiał łańcuchy, pasy i haki, więc od razu się domyśliłem, co mnie teraz czeka. Lepsze podwieszanie niż klamerki.
- Podejdź - powiedział i zebrał włosy w ogon.
Matko, ale hot.

Poczłapałem do niego na czworakach, a on pogładził mnie po głowie. Chyba powoli zaczynałem się rozluźniać. Kazał mi się podnieść, a potem założył coś dziwnego na nadgarstki i kostki i przywiązał je do lin. Wciąż majstrował przy haku, a mnie to jarało coraz bardziej. Przyglądałem się temu z ciekawością, co chyba zauważył, bo uśmiechnął się kącikiem ust. Udawał jednak, że mnie ignoruje. Nigdy mnie tak nie podwieszał, więc zazdrościłem trochę Emilowi. W mieszkaniu raczej nie mieliśmy warunków.
Gdy upewnił się, że wszystko pasuje, kazał mi wejść na... eeeh... yyyh... huśtawkę.
- To jest sling - wyjaśnił i rozsunął mi nogi. - Zaczniemy od tego, a jak będziesz grzeczny, to może cię zwiążę i podwieszę w inny sposób.
Aha.
Później oczywiście przykuł mnie do łańcuchów, leżałem więc rozkraczony i czerwony jak burak. Ren poklepał mnie lekko po jądrach, potem po udach i wziął...
... pejcz.
Myślałem, że nie będzie mnie więcej bić. Chyba zauważył moje zmieszanie, bo uśmiechnął się i połaskotał moją trochę sterczącą żołądź.
- To na wszelki wypadek - powiedział, dotykając pejczem moich sutków.
Będę grzeczny, obiecuję. Na bank.
Najpierw tylko mnie dotykał. Masował opuszkami palców albo całą dłonią, drażnił, smyrał i podniecał. Kołysałem się lekko i nadstawiałem do pieszczot. Zamknąłem oczy i prawie zacząłem mruczeć.
A potem znów założył mi opaskę i knebel. Po chwili usłyszałem odgłos zapalanej zapałki i drgnąłem. Boże, chyba nie będzie mnie przypalać?
Nie.
To był gorący wosk. Kilka kropel spadło mi na brzuch, ale tylko zadrżałem i głośno westchnąłem.
Potem jeszcze kilka.
I jeszcze.
Jeszcze.
Syknąłem i szarpnąłem się. Wtedy poczułem, jak Ren dotyka mnie czymś zimnym.
Lodowato zimnym.
Kostką lodu?
Wodził nią po moim brzuchu, wkładał w pępek i dotykał żołędzi, a ja sapałem i charczałem. A potem pisnąłem z zaskoczenia, bo znów zaczął polewać mnie woskiem. Schodził coraz niżej, więc naprawdę się bałem.
Niepotrzebnie, bo znów schłodził mnie lodem. Robił to na przemian, a ja nie miałem pojęcia, kiedy i gdzie uderzy znowu. Czułem wosk na udach, klatce piersiowej i ramionach - był dosłownie wszędzie. Gdy pierwsze krople spadły na członek, zawyłem i szarpnąłem się.
- Ciii, spokojnie - powiedział hot domin, gładząc mnie po udzie.
Warknąłem i pokręciłem głową. Cholera, mój biedny fiucik. Na szczęście już po chwili poczułem na nim kostkę lodu. Sflaczałem, ale odetchnąłem z ulgą.
Ale Ren nie zamierzał odpuszczać. Zdjął mi knebel i opaskę, uniósł lekko moją głowę i kazał otworzyć usta.
Chyba nie włoży mi świe...
Włożył.
- Spokojnie - powiedział, gdy zacząłem się denerwować. - Teraz ją zapalę. Nie szarp się, bo się poparzysz.
Jak to, kurwa, się nie szarp?
- Ciii - szepnął, gładząc mnie po policzku. - Ufasz mi, prawda?
Kiwnąłem głową, a on przeczesał mi włosy, a potem zebrał je w kucyk. Spojrzenie miał czułe, ale cwane, na bank się jarał.
- Leż spokojnie, nie wierć się i nie panikuj - powiedział i zapalił zapałkę.
No to przerąbane.
- Trzymaj prosto, żeby wosk skapywał na sutek. Rozumiesz? - spytał, a ja kiwnąłem głową.
Wtedy zapalił świecę, a ja zamarłem.
- Oddychaj. - Uśmiechnął się. - Leż spokojnie i nie ruszaj świecą, bo się poparzysz. Grzeczny chłopiec - zamruczał, gładząc mnie po ramieniu.
- Mmh.

Pociłem się ze strachu, a serce wyskakiwało z klaty. Byłem związany i bezbronny, nie mógłbym nawet zdmuchnąć świeczki. Całą klatkę piersiową i brzuch miałem oklejone czarnym woskiem, a teraz sam się masochizowałem niebieskim. Z trudem przełknąłem ślinę i zerknąłem błagalnie na Rena.
Uśmiechał się, skurwiel. Pieprzony sadysta. Widziałem, jak oczy mu lśniły. Wosk parzył skórę, ale nie było nawet tak źle. Nie żebym się podjarał, po prostu chciałem wypaść jak najlepiej. Świeczka była dość długa, jednak płomień blisko twarzy wywoływał lęk. To chyba normalne.
Tak samo jak świeca w dupie, bo Ren właśnie mi ją wkładał. Drgnąłem i spojrzałem mu z przerażeniem w oczy, ale znowu tylko się uśmiechnął.
No to przerąbane.
- Masz kilka przydatnych dziur - powiedział, zeskrobując mi wosk z pępka.
Jasne, przydatnych. W nos też mi wetknie? Miałem tylko nadzieję, że nie będzie mi niczego wpychać w cewkę moczową.
Nie wpychał. Widocznie wystarczył mu mój odbyt, bo zapalił świeczkę, a ja od razu się spiąłem. Cholera, a jak coś mi się stanie? Poparzę się? A jak to mi tam w środku...
- Spokojnie.
No tak, musiałem mu zaufać, przecież wszystko kontrolował. Podczas sesji to on był za mnie odpowiedzialny, nie ja sam. Kiedyś mnie to strasznie jarało, potem miałem blokadę (z wiadomych przyczyn), a teraz? Nie mogłem się przełamać. Nie chciałem kozaczyć, ja naprawdę wolałem być grzecznym Kotem i nie dostać żadnej kary. Wolałbym nagrodę.
Ale teraz nie mogłem się na tym skupić. Płomień świecy rozpraszał i wywoływał stres. Przyzwyczaiłem się nawet do uczucia wosku na skórze i już mnie nie bolało.
Na chwilę zamknąłem oczy, a Ren pogładził mnie po policzku, a potem pomasował lekko sutek.
- Grzeczny chłopiec - powiedział miękkim głosem, a ja dostałem dreszczy. - Spokojnie.
Jasne, spokojnie. Nakręcał mnie, prowokował i podniecał. Bawił się miękkim fiutem, potem łaskotał palcami żołądź, a następnie masował jajka. Czułem płomień świecy przy samej skórze ud i stresowałem się jak diabli. To chyba oczywiste, że mi nie stanął. Ani trochę. Może byłem nieco podjarany, ale nie mogłem się rozluźnić. Ren pogładził moje sutki, później pępek i uda, lekko zeskrobując z nich zastygły wosk. Zdmuchnął świecę, a ja odetchnąłem z ulgą. Wyjął też tę z mojego tyłka, ale nie zgasił jej. Spojrzał mi prosto w oczy, a potem przysunął świecę do mojego uda. Tak blisko, że zamarłem, a potem głośno sapnąłem. Świeczka wypadła mi z ust, ale miałem to gdzieś. Wpatrywałem się Renowi prosto w oczy, a on prowokował i wzbudzał we mnie lęk. Przysuwał płomień świecy bliżej i uśmiechał się jak skurwiel, a ja szarpałem się i panikowałem, choć przecież wiedziałem, że nic mi nie zrobi. Po prostu to było silniejsze ode mnie. Czułem ciepło płomienia i mimowolnie próbowałem się cofnąć. Mnie to nie kręciło, ale widziałem, że Rena tak.
W końcu jednak zdmuchnął świecę, odłożył ją i pogładził mnie po udach. Już miałem odetchnąć z ulgą, ale zamiast tego znów mnie zamurowało. Ren wziął duży nóż, a ja spojrzałem na niego pytająco i aż otworzyłem usta ze zdziwienia.
- Wciąż jesteś spięty? - spytał, masując moją bliznę na wardze.
Co to za pytanie, co?
Kiwnąłem głową i oblizałem usta, ale ta odpowiedź go nie zadowoliła.
- Tak, Panie - dodałem szybko, gdy zacisnął dłoń na mojej szyi.
- To musimy popracować nad zaufaniem - powiedział i zaczął zeskrobywać mi wosk ze skóry.
Nożem.
Powoli, delikatnymi ruchami.
Zmysłowymi, łagodnymi ruchami.
Powoli.
Patrząc mi prosto w oczy.
JA PIERDOLĘ.
Westchnąłem i wygiąłem się lekko w plecach, bo to... było cholernie przyjemne. Podniecające jak diabli. Ostrze ślizgało się po skórze, łaskotało i drażniło.
Cholera jasna, dlaczego właśnie to? Dlaczego teraz?
Zmieszałem się trochę, a Ren uśmiechnął się i klepnął mnie w pośladek. Nie musieliśmy pracować nad zaufaniem. Ufałem mu najbardziej na świecie, przynajmniej w trakcie sesji. Oblizałem wargi i lekko się uśmiechnąłem, a on dotknął nożem mojego penisa.
- Więc to cię kręci - powiedział, dalej patrząc mi prosto w oczy.
Nie kręciło. Znaczy, to nie było takie proste. Ja tylko... nie wiem. Cholera.
Zamknąłem oczy i znowu spaliłem buraka, a Ren zaczął pobudzać mnie nożem. Chyba wcielał się właśnie w rolę dobrego tatusia i chciał mi sprawić przyjemność. Znowu zaschło mi w gardle, ale pamiętałem trzecią zasadę: gęba na kłódkę. Tak, postanowiłem, że będę grzecznym Kotem.
- Stoi ci. - Ren odłożył nóż, a ja głośno westchnąłem. - Przygotowałem dla ciebie zabawę, piesku. Cieszysz się? - dodał, gładząc moje uda.
Otworzyłem oczy, a on uśmiechnął się i rozpuścił włosy.
- Tak, Panie - powiedziałem. - Ale nie jestem pieskiem.
Zaśmiał się, a mnie zrobiło się głupio. Palnąłem coś nie tak?
- Kotki też da się tresować - powiedział i znów klepnął mnie w pośladek.

Nie byłem żadnym psem, byłem po prostu uległym Kotem. Ja nie byłem nawet maso! Chociaż Ren, oczywiście, twierdził inaczej.
Znowu założył mi opaskę, a potem na chwilę zniknął.
Na dłuższą chwilę.
Kurwa, nie lubiłem tego. Nie podobało mi się, gdy zostawiał mnie tak samego. Niepokoiłem się, spinałem i wariowałem. Wiele razy czytałem o takich wpadkach - ktoś kogoś skuje, włoży banana w odbyt, a potem zawał, karetka i obciach.
Nie, pewnie bym się zapadł ze wstydu pod ziemię.
W ogóle nie lubiłem ostatnio samotności. Miałem wtedy za dużo myśli, wracały rozkminy i wspomnienia.
Nie chciałem tak.
Może wiązało się to ze zmianą terapeuty, nie miałem pojęcia.
A może Ren nigdzie nie znikał, tylko siedział i mnie obserwował?
O właśnie. Skąd mogłem wiedzieć, że nie?
Powiedział, że ma dla mnie zabawę. Już to sobie mogłem wyobrazić. Pewnie jakieś dewiacje, sikanie do dupy, torturowanie jąder i plucie na twarz. Ja w sumie nie wiedziałem, jakie jeszcze Ren miał fetysze. Niby nie różniliśmy się aż tak bardzo, akceptowałem piss, ostre chłosty i klamerki, ale to nie znaczy, że to lubiłem. Mówiłem mu, że nie. Po prostu potrzebowałem odpowiedniego nastawienia, atmosfery i tak dalej. Ren przecież też miał jakieś preferencje, wolał ostry seks, lanie i sesje, ale dość często miział mnie po bożemu, pod kołderką, PRZY ZGASZONYM ŚWIETLE.
O właśnie, ja nie wiem, co ludziom się nie podoba w zgaszonym świetle?

Ale teraz zaczynałem się denerwować. Akcja z woskiem była niezła, świeczka w ustach mnie przeraziła, ale gra? Może każe mi robić jakieś porąbane rzeczy? A jak nie będę potulnym, posłusznym "pieskiem", to mnie ukarze?
Spinałem się coraz bardziej. Cholerny pieprzony sadysta, pewnie robił to specjalnie. Potem będzie mnie pocieszać.
A jak wepchnie mi pięść?
Albo...
- Denerwujesz się? - odezwał się wreszcie, a ja prawie jęknąłem.
- Tak - powiedziałem zachrypniętym głosem i chrząknąłem. - Panie.
- Cieszę się, że szybko się uczysz. - Pogładził mnie po włosach, a potem pomasował sutek.
Odetchnąłem z ulgą, a Ren pougniatał chwilę moje bułeczki, a potem dotknął czymś odbytu.
Tylko czym?
- Będę ci wkładać różne warzywa. Albo owoce - powiedział, gdy zacząłem się wiercić. - Jak zgadniesz, co to, otrzymasz nagrodę. Jak nie zgadniesz - karę. Za każdym razem będziesz miał trzy próby. Rozumiesz?
- Tak, Panie. - Zacisnąłem zęby i poczułem się jak cholerny zboczeniec.
Ogórki, banany, a może kabaczki? Cholera jasna.
- Na początek coś prostego - powiedział i wepchnął mi w tyłek coś podłużnego.
Poruszał nim chwilę, a ja zamiast się na tym skupiać, walczyłem z uczuciem wstydu. Wkładanie owoców Kaienowi i Senju było śmieszne, ale teraz chodziło o moją godność.
- Jak myślisz, co to jest? - spytał hot sadysta.
Nie wiedziałem. Jak ja, do cholery, będę zgadywać?
- Ogórek? - palnąłem bez namysłu, a Ren klepnął mnie w pośladek.
- Zgadza się, to było łatwe. Dopiszę to do twojej listy.
- Jakiej listy? - Jęknąłem, a Ren wsadził mi go tak głęboko, że krzyknąłem z bólu.
- Jak masz się do mnie zwracać? - zagrzmiał, a ja zacisnąłem zęby.
- Przepraszam, Panie. Zapomniałem.
- Myślisz, że zasługujesz teraz na nagrodę? - spytał dziwnym tonem, a ponieważ miałem opaskę na oczach, nie wiedziałem, jaki miał wyraz twarzy.
Już miałem czuć się winny? No zapomniałem, no. Zdarza się.
- Pytałem o coś - powtórzył.
- Zasługuję, Panie - powiedziałem drżącym głosem, a on wyjął ze mnie ogórek.
Uf.
- Nie spinaj się tak, Kotku - zamruczał i rozkuł moje nogi. - Nie musisz się mnie bać, przecież nic ci nie zrobię.
Mordowałbym skurwiela.
Rozmasował mi mięśnie łydek, potem ud, a następnie pogładził palcami fiuta. Nie miałem erekcji, co mnie trochę martwiło. Bałem się, że Renowi to się nie spodoba.
A co, jeśli...
Drgnąłem i jęknąłem z zaskoczenia, bo przyłożył mi coś wibrującego do krocza. Od razu poczułem drażniące ciepło, które pulsowało w stronę brzucha, a potem jeszcze wyżej. Serce przyśpieszyło i znowu się zmieszałem.
To nagroda?
Masował tym cackiem moje jądra, drażnił wewnętrzną stronę ud i pobudzał penisa.
Pobudził.
A potem zaczął mi trzepać. Robił to powoli i niezwykle delikatnie, co mnie mocno zaskoczyło. Stęknąłem i poruszyłem biodrami. Sam zacząłem ocierać się o jego dłoń, w dodatku chyba mruczałem. Ren był niezłym skurwielem. Najpierw mnie torturował, a potem rozpieszczał. Może na tym to polegało? Ale ja byłem zbyt głupi, żeby to zrozumieć?

Byłem pewien, że nie pozwoli mi dojść. Albo powie, że jak dojdę, to spotka mnie kara. Miałem nadzieję, że zamierzał wykorzystać tylko rośliny, nie zwierzęta. Lucek był bezpieczny, prawda?
Członek sterczał aż miło, ale Ren przerwał pieszczoty.
- Rozsuń nogi - rozkazał, a ja szybko spełniłem polecenie.
Pulsowało mi w skroniach, w klacie, w fiucie - wszędzie. Trochę się nakręciłem, ale dalej byłem zażenowany. Ale cóż... lubiłem to uczucie.
- Zadanie numer dwa: co to jest? - spytał, dotykając mojego odbytu czymś gładkim i twardym. - Rozluźnij się.
Jasne, rozluźnij się. Przed chwilą tak mi trzepał, że podnieciłem się jak diabli. Zaciskałem mięśnie i poruszałem biodrami, ale Ren trzymał mnie mocno za udo. Gdy włożył mi coś podłużnego, zastękałem, ponieważ poczułem ulgę.
Poczułem cholerną, cudowną ulgę.
Kurczę, chciałem, żeby mnie ostro zerżnął. Żeby złapał za biodra, wbił palce w skórę, zostawiając siniaki, i ruchał po utraty tchu. Długo, mocno i brutalnie. Żeby mnie rozdzierał, szmacił i gwałcił. Chciałem czuć jego ciepłą skórę, twardego fiuta i silne ramiona.
MATKO.
Chciałem.
Ale on był draniem i tylko się ze mną droczył, a ja nie miałem pojęcia, co takiego mi wkładał. Musiałem jednak coś powiedzieć.
Tylko co?
- Jak myślisz, co ci wkładam? - spytał z zadowoleniem w głosie, a ja znowu oblałem się pąsem.
- Banana?
- Nie, nie banana. Zgaduj dalej - zamruczał i zaczął poruszać nim mocniej. - No? Jak myślisz?
- Marchewkę?
Nie.
- Nie - powiedział znowu mruczącym głosem, a ja byłem pewien, że się szczerzył.
Jak ja miałem myśleć w takim stanie? Drań, robił to specjalnie.
- Mały kabaczek? - wypaliłem.
- Powiedzmy - powiedział po chwili namysłu, a ja już zaczynałem panikować. - Cukinię.
Cukinie i kabaczki kojarzyły mi się z czymś długim i grubym, ale pewnie wkładał mi teraz malutkie i niedojrzałe. Mój odbyt raczej nie lubił zbyt grubych rzeczy.
- Cukinia i kabaczek to w sumie to samo, więc zgadłeś - wyjaśnił, ale nie wnikałem.
Najważniejsze, że ominęła mnie kara. Ale skoro wkładał mi takie dziwne warzywa, to bałem się, co będzie dalej. Kaktus? Jabłko, a może lepiej arbuz?
- Martwi cię coś? - spytał, wyjmując warzywo szatana.
Pokręciłem przeczącą głową i stuliłem nogi, ale szybko mi je rozsunął.
- Leż spokojnie, bo znowu cię skuję. Zadałem ci pytanie.
- Tak, Panie, coś mnie martwi - wysapałem, dalej wiercąc się jak i stękając.
- Co takiego cię martwi?
- Rozmiar tych rzeczy, których zamierzasz użyć.
Myślałem, że spalę się ze wstydu.
- A jaki jest twój ulubiony rozmiar? - spytał, smyrając mnie po jajkach.
- Fiut mojego Pana? - powiedziałem zachrypniętym głosem, a Ren parsknął śmiechem.
Ale wstyd.
- Czyli chcesz, żebym ci go włożył?
- Tak, Panie. - Głos znów mi zadrżał.
- Czemu nie... - powiedział i rozkuł mi ręce.
Potem pomógł mi się podnieść, ale nie zdjął opaski. Odwrócił mnie tyłem, złapał za kark i rozsunął nogi kolanem.

Rżnął mocno, stanowczo i trochę brutalnie.
Krzyczałem.
Wyrywałem się i stękałem, a on trzymał mnie za włosy i ruchał.
Prawie doszedłem.
Prawie.
Pchnął mnie na podłogę, a ja sapnąłem i wypiąłem się jak kurwa.
Włóż. Włóż jeszcze.
PROSZĘ, ruchaj mnie.
Wiedziałem, że nie będzie ruchać. Dotknął mojego pośladka, a potem przycisnął mnie stopą do podłogi.
O tak, stękałem i wiłem się jak kurwa. Jak napalona, niedoruchana szmata. Do cholery, byłem uległym kundlem. Psem, kurwą, ścierką do podłogi. Oczywiście, że byłem.
Ren usiadł mi na pośladkach, a ja przylgnąłem policzkiem do podłogi. Było mi strasznie gorąco, muzyka wżerała się w mózg, a zapach kadzidełek w nozdrza. Miałem wrażenie, że odpływam. Wszystko drgało, wibrowało i tętniło. Ren skuł mi ręce, a potem wstał i znów docisnął mnie nogą do podłogi. Masował pośladki, lędźwie i uda, a ja wiłem się i syczałem.
Włóż mi. Włóż jeszcze.
Proszę, ruchaj mnie.

Nie ruchał. Zdjął mi opaskę, a potem znów przykuł do pręgierza. Ucieszyłem się, że nie będzie mi wkładać owoców, ale - och! - tak bardzo się myliłem. Ren bowiem uśmiechnął się i wziął korzeń imbiru.
KORZEŃ. IMBIRU.
Cholera jasna.
Obierał go długo i powoli, patrząc mi prosto w oczy, a potem zaczął formować korek.
Wiedziałem.
Robił to specjalnie, żeby mnie podenerwować. Chciał, żebym panikował i umierał ze strachu. Już kiedyś wkładał mi imbir i raczej średnio mi się podobało, ale chyba jednak wolałem to niż np. lanie do krwi.
- Jak myślisz, imbir jest owocem czy warzywem? - spytał, wyciskając na palce trochę lubrykantu.
- Korzeniem? - powiedziałem pytająco, a on zmrużył oczy.
- Korzeniem czego? - zamruczał i pomasował mój odbyt.
- Korzeniem rośliny?
- Podobno owoce i warzywa to samo zdrowie - powiedział, a potem liznął mnie w ucho.
Zadrżałem i poczułem, jak wkłada mi imbir do środka.
Tak, samo zdrowie, ale nie w dupie!
- Jak myślisz, co włożę ci potem?
Chyba nie papryczkę chili?
Poczułem lekkie szczypanie i poruszyłem biodrami.
- Zadałem ci pytanie.
- Nie wiem - powiedziałem zachrypniętym głosem, a Ren złapał mnie za brodę.
- Panie.
- Przepraszam, Panie - wysapałem, bo chyba zaczęło działać.

Faktycznie. Piekło, szczypało i w ogóle było okropne. Miałem nadzieję, że nie włoży mi papryczki chili?
Penis znowu opadł, a Ren to wykorzystał, zakładając mi ringa.
Skurwiel.
Ile to już mnie tak męczył? Godzinę? Półtorej? To piekące uczucie rozpraszało i wkurwiało, ale Ren był zadowolony. Siedział w fotelu i tylko mi się przyglądał, a ja wierciłem się i próbowałem wypchnąć korek. Piekło jak cholera.
- Masz dość? - spytał i podszedł do mnie.
- Mmh - mruknąłem, czując, że zaczynam pocić się mocniej.
- Nie słyszę.
- Tak, mam dość, Panie - wychrypiałem, a potem żałośnie jęknąłem.
Ren zaśmiał się i dał mi klapsa, a następnie... po prostu zaczął mnie dotykać. Najpierw tylko gładził miękkiego penisa, a później zaczął trzepać. Nawet mi trochę stanął, ale tylko trochę. Na bank wysmarował dłoń sokiem z imbiru, bo piekło niemiłosiernie. Dlaczego mnie tak dręczył? Przecież to bolało. Szczypało i wcale nie było podniecające. Było zbyt ostre. Wkurzające. Z każdą chwilą coraz bardziej nieprzyjemne.
Zbyt mocne.
- Proszę - jęknąłem i zacisnąłem zęby.
- O co prosisz?
Dlaczego zawsze to samo? Czemu, kurwa, zawsze w ten sposób?
- Proszę, wystarczy - powiedziałem, a on pogładził mnie po policzku. - Boli mnie. Panie - dodałem szybko, bo zacisnął dłoń mocniej.
- Wiesz, że takie jęczenie nic nie da.
- Boli mnie.
- Chłosta też boli, skarbie - powiedział, pieszcząc mój kręgosłup.
Nie wiem, po co mnie drażnił, bo chwilę później jednak wyjął korek.
- Podziękuj, suko - powiedział i dał mi mocnego klapsa.
- Dziękuję, Panie.
Chciało mi się płakać, bo miałem dość tych wstrętnych tortur. Pewnie byłem dziś zbyt nadwrażliwy. Wolałbym...
Krzyknąłem z zaskoczenia, bo wszedł we mnie jednym mocnym ruchem. Nie bzykał mnie jednak, po prostu znowu dociskał biodra i tkwił tak nieruchomo.
- Przyjemnie piecze, co? - odezwał się po chwili, a ja zadrżałem.
Jak to ma być przyjemne, to ja nie wiem.
- Nie bardzo, Panie - powiedziałem i spuściłem głowę.
- Mam wyjąć?
- Tak, Panie.
- Nic z tego - mruknął i zaczął mnie rżnąć.

Znowu krzyczałem. Szarpałem się i stękałem, a Ren mnie ruchał. Mocno, szybko i bezlitośnie. MOJA BIEDNA ŚLUZÓWKA! Nawet mnie nie dotykał, nie gładził, nie pieścił - po prostu rżnął. Wbijał się do końca, a ja syczałem i zaciskałem zęby. Nie wiedziałem, w którym momencie zaczęło mnie to kręcić, ale gdy poruszyłem biodrami i sam nabiłem się na jego penisa, przerwał.
Zawsze tak robił, skurwiel.
- Zwolnij. - Zaśmiał się i wyjął członek.
Nie. Włóż mi jeszcze. Włóż. Teraz.
PROSZĘ, DO CHOLERY.
Czemu musiał przerwał właśnie teraz?
Ruchaj mnie dalej!
Nie ruchał. Rozkuł mnie, kazał mi się podnieść i przyciągnął do krocza. Cholera, nie chciałem, żeby znowu gwałcił moje gardło.
Nie gwałcił. Zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Znów pchnął mnie na podłogę, a sam chyba usiadł w fotelu.
- Podejdź - odezwał się stanowczym tonem.
Chciało mi się pić, ale nie odważyłem się poprosić. To nic, dam radę. Odbyt bolał jak diabli, wszystko w środku mnie piekło i szczypało. Podszedłem do Rena na czworakach, a on pogładził mnie po głowie, a potem czubkiem buta dotknął mojego policzka.
Kurwa, chyba nie myśli, że będę mu...
Potarł nim o szyję, później o ramię, a następnie sutek.
Cholera, chyba nie...?
Chyba tak.
- Otwórz usta i wysuń język - rozkazał i położył nogę na moim ramieniu.
Od razu się spiąłem, zapomniałem nawet o bolącym tyłku. Nie będę lizać mu butów! W życiu.
- Mówiłem coś.
Spiąłem się jeszcze bardziej. Było mi też trochę przykro, bo wiedziałem, że Ren będzie zawiedziony.
- Spójrz mi w oczy.
Spuściłem głowę i zacisnąłem zęby.
Nie zrobię tego. Nie będę lizać mu butów. Cholera, dawno się tak nie spinałem, nawet pięść w odbycie była bardziej spoko.
Nie, to by było zbyt poniżające. Hańbiące.
Tu chodziło o moją godność.
Tak, też ją miałem.
- Chcesz użyć hasła?
Chciałem? W ogóle mnie to nie kręciło. Ani trochę nie byłem podniecony. Bałem się, spinałem i miałem dość.
Naprawdę.
- Pytałem o coś - powiedział i poklepał mnie po policzku.
- Tak, Panie - szepnąłem.
- Nie słyszę.
- Tak, Panie.
- Co "tak, Panie"? Czekam.
Biłem się w myślami. I tak już zjebałem sesję, więc nie miałem nic do stracenia. Było mi tylko trochę głupio, chciałem przecież być grzecznym Kotem. Ren będzie zawiedziony? Nigdy wcześniej o tym nie myślałem i nie było tego na liście, więc pewnie zrobił to celowo. Chciał sprawdzić, jak bardzo dam się poniżyć.
- Więc? - spytał, znów dotykając mnie czubkiem buta.
- Dlaczego zebra ma paski? - powiedziałem, paląc się ze wstydu.
To chyba koniec dzisiejszej sesji. No, teraz już wiedział, jakie mam granice.
- W porządku.
W porządku?
Głos miał miękki i łagodny.
- Dobrze się czujesz? - spytał, a ja spojrzałem mu nieśmiało w oczy.
- Tak.
- To pierwszy raz, gdy użyłeś hasła, masz prawo być zmieszany. - Uśmiechnął się, a ja znów poczułem wstyd.
- Wiem.
- Myślałem, że to będzie coś bardziej hard. - Pogładził mnie po głowie, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie.
- W porządku?
- Tak.
- Boli cię tutaj? - Uśmiechnął się, dotykając mojego odbytu.
- Raczej piecze - szepnąłem, gdy włożył palce do środka.
Weszły z łatwością, a on od razu zaczął nimi poruszać.
- Połóż się na łóżku i czekaj na mnie - powiedział i dał mi klapsa.

Cóż, sam byłem zaskoczony, że nie mogłem zrobić tak prostej rzeczy. Ciekawe, co on o tym wszystkim myślał. Położyłem się na łóżku i rozsunąłem nogi, a Ren usiadł obok i zaczął masować moje uda i pośladki. Potem znowu włożył mi palce w tyłek i chyba użył żelu chłodzącego, bo poczułem ulgę. Lepsze to niż kostki lodu.
Dotykał mnie długo, pieszczotliwie i czule. Zdjął nawet pierścień z fiucika, a ja ocierałem się o materac i stękałem. Dawał mi lekkie klapsy, co nakręcało mocniej niż ostre lanie.
Nie lubiłem ostrego lania.
Powoli zaczynałem się rozluźniać. Uniosłem biodra, a on przyciągnął mnie do siebie na kolana. Gładził, miętosił i poszczypywał. Masował mój kark, ramiona i kręgosłup, a ja mruczałem i wypinałem dupę. Wtedy ugniatał moje bułeczki i masował odbyt. Wkładał palce, drażnił i nakręcał. Wiedziałem, że to już koniec naszej sesji. Długo mnie dziś męczył, więc zasługiwałem na nagrodę. Pomyślałem też o tym, że chujowy ze mnie uległy. Tak, musiałem się jeszcze nauczyć wielu rzeczy, ale nie chciałem być potulnym psem.
Ren rozciągał mnie coraz mocniej, a ja sapałem i ocierałem się fiutem o jego udo. Teraz byłem już całkowicie spokojny, wiedziałem bowiem, że nie miał dla mnie więcej zadań.

Myliłem się. Gdy nakręcił mnie tak, że zacząłem błagać o zerżnięcie, zaśmiał się i przycisnął mnie do łóżka, a potem usiadł mi na twarzy.
Tak, kurwa, po prostu usiadł mi na twarzy i zmusił do rimmingu.
- Wiesz, co masz robić. Postaraj się - powiedział jakby nigdy nic, a ja zacząłem go wylizywać.
Bardzo szybko zabrakło mi powietrza, ale Ren to świetnie kontrolował. Czułem, jak porusza biodrami, unosi je i znów przysuwa bliżej. Starałem się z całych sił, lizałem, wsysałem się i całowałem, a on mruczał i poszczypywał moje sutki. Drażniące i jednocześnie wkurwiająco słodkie uczucie ciepła rozchodziło się po całym ciele, ale nie mogłem się na tym skupić, bo musiałem lizać.
Znowu zabrakło mi tchu. Nie no, byłem nienormalny, na bank. Nie chciałem lizać butów, ale chętnie wsysałem się w jego odbyt? Chyba naprawdę coś było ze mną nie tak.
Ale odbyt to odbyt. Obaj byliśmy czyści i pachnący, no i przecież rimming był częścią składową naszego pożycia. Co prawda Ren robił to rzadziej (domyślałem się, że niezbyt lubił), ale czasem jednak robił. No i skoro wkładałem tam fiuta, to język też mogłem.
- Skup się - mruknął, a ja wziąłem głęboki wdech.
Kurwa, czy to nie było szmacenie i pozbawianie godności?
Odchylił się trochę, oparł na łokciu i zaczął mi trzepać.

Wylizałem go najlepiej, jak potrafiłem. Gdy uznał, że ma dość, odsunął się i podał mi szklankę wody.
- Dziękuję, Panie - powiedziałem z sarkazmem w głosie, a on walnął mnie w głowę. - No co? Myślałem, że to już koniec sesji.
- Nie powiedziałem, że to koniec.
Wypiłem wodę duszkiem, a potem spojrzałem mężowi w oczy.
- Czuję się brudny, poniżony i cały się kleję od potu - powiedziałem, gdy patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Naprawdę? - Teraz to on był sarkastyczny.
Żaden z nas nawet jeszcze nie doszedł. Ile to już trwało?
- Zmęczyłeś się? - spytał, ale pokręciłem głową. - Kłamiesz. Ładnie to tak kłamać swojemu Panu?
- Nieładnie, ale ja nie kłamię. No dobra, może trochę.
- Następnym razem podwieszę cię tak, że nie będziesz mógł się ruszyć, i zostawię samego. Co ty na to?
- Nie zrobisz tego.
- Dlaczego? - Uśmiechnął się, wciąż patrząc na mnie z ciekawością.
- Bo to niebezpieczne, mógłbym na przykład umrzeć.
- Cwaniaczek. - Poczochrał mi lekko włosy, i teraz byłem już pewien, że to koniec dzisiejszej sesji. - Widzę, że dokształcasz się w tej dziedzinie.
- Oczywiście.
- Mogę cię dokształcić jeszcze bardziej - powiedział i znowu pchnął mnie na plecy. - To koniec sesji.
- Mogę jeszcze.
- Wiem, ale na dzisiaj wystarczy.
- Dziękuję, że nie wsadziłeś mi papryczki chili.
- Chciałbyś?
- Nie.
- A co byś chciał? - spytał mruczącym głosem i rozsunął mi nogi. - Piecze cię jeszcze?
- Nie - powiedziałem zgodnie z prawdą i przymknąłem oczy.
- Nie rób takiej miny. - Spojrzał na mnie bardzo dwuznacznie, a ja zamarłem.
- Jakiej?
- Właśnie takiej. - Przyłożył mi palec do ust i pomasował bliznę. - Bo mam ochotę cię sponiewierać.
- Ren? - szepnąłem, gdy przycisnął mnie do łóżka.
- Tak?
Miał cudowne, napalone spojrzenie. Nie był już spokojnym, zrównoważonym Panem. Był Renem, który bezspornie miał chcicę. Przewrócił mnie na brzuch, przyciągnął bliżej i zaczął macać. Od razu wpakował mi palce w tyłek, a ja mruknąłem i wygiąłem się w plecach.
No, to już niewiele zostało do rozładowania chcicy. Pieścił mnie namiętnie, trochę niecierpliwie, ale bardzo zmysłowo.
Pobudzająco.
Czułem pożądanie w każdym najmniejszym dotyku. Ren był napalony i napalił też mnie. Wiłem się i stękałem, ocierałem sterczącym fiutem o jego udo i czekałem, aż straci nad sobą panowanie i mnie weźmie.
Weźmie.
Mocno.
Bzyknie mnie tak, jak lubię.
Zerżnie.
Wyrucha.
Sponiewiera i wymęczy.
- Jeszcze - szepnąłem, a on klepnął mnie w pośladek.
- Weszły już cztery, na pewno chcesz więcej?
- Tak - wysapałem, poruszając dupą. - Błagam, wkładaj mi jeszcze.
- Mam ci włożyć pięść? - zamruczał mi do ucha, a ja zacząłem się trząść.
Pięść? Chyba nie.
- Mocniej - jęknąłem i sam zacząłem nasadzać się na jego palce.
Serio weszły cztery? Nic nie czułem.
- Chcesz mocniej? - spytał, przeczesując mi włosy.
- Tak. Włóż wszystkie. Boże, Ren, szybciej. - Westchnąłem, a on pocałował mnie w kark.
- Wszystkie pięć?
Czułem, że też był twardy jak głaz. Twardziutki. Nabrzmiały, napalony i cudowny. Boże, ależ się jarałem.
- Kotku, wiesz, o co prosisz?
- Tak.
- Czyli chcesz, żebym włożył ci wszystkie pięć palców? - spytał, biorąc żel.
Poruszyłem biodrami i wygiąłem się mocniej. Dość tych pytań, do cholery, bo zmienię zdanie.
Teraz chciałem.
Teraz tak, bo dałem się ponieść.
Teraz, bo szumiało mi w głowie, a sperma cisnęła na mózg. Tak, to była wspaniała chcica. Mocne, dzikie pożądanie. Musiałem je zaspokoić.
Natychmiast.
Teraz.
Kurczę.
Kurwa.
- Błagam - jęknąłem, a Ren wysmarował mi dupę żelem.
- Jesteś pewien?
- Tak.
- Uwielbiam cię.
- Wiem.
Cholera jasna.
Odbyt miałem luźny, mięciutki i rozciągnięty. Dlaczego pięść? Nie lubiłem pięści. Była duża i szeroka, a ja nie lu...
Boże.
O mój boże. Ja pierdzielę.
Zastękałem, bo dotykał mnie tak, jak lubiłem. Drażnił prostatę, masował jądra i pośladki i bez przerwy mnie rozciągał. Nie byłem w ogóle spięty. Absolutnie nie.
Ani trochę.
Gdy poczułem opór mięśni, wziąłem głęboki wdech, a Ren pchnął palce głębiej.
- Oddychaj - powiedział, gładząc mój pośladek.
- Oddycham. Dawaj.
- Spokojnie, nie śpiesz się.
- Jeszcze.
- Cierpliwości, maleństwo.
Maleństwo, o boże. Aż się trochę wzruszyłem, ale uniosłem mocniej dupę, a Ren kontynuował rozpychanie.
Bolało? Chyba trochę tak.
- Proszę - jęknąłem, a on znów nawilżył pięść i starał się rozciągnąć mnie jak najmocniej.
- Ale z ciebie sucz. - Pomasował moje uda, a ja poruszyłem tyłkiem. - Bezwstydna, bezpruderyjna sucz. Szmata z rozepchaną dupą - wyszeptał mi do ucha, doskonale wiedząc, że nakręci mnie tym jeszcze bardziej.
Lubiłem sprośne słówka.
- Uległa, niedopchana kurwa - powiedział i pchnął palce głębiej, a ja krzyknąłem. - Co? Zmieniłeś zdanie?
- Nie.
- Włożę ci pięść. Pięść. Rozumiesz to, prawda?
- Rozumiem - wysapałem, czując nieznośne pulsowanie w mózgu.
Dojdę, na bank.
- Niedoruchana, lubieżna sucz. Poproś.
- Proszę.
Nie pozwolił mi trzepać, więc po prostu ocierałem się o jego udo i jęczałem.
- Poproś, suko.
- Proszę, jeszcze.
- Powiedz, że chcesz, żebym włożył ci pięść w dupę. - Złapał mnie za włosy, a ja odrzuciłem głowę i syknąłem.
- Chcę, włóż mi pięść w dupę.
Włóż. Teraz.
Wkładaj jeszcze. Mocniej.
- KURWA MAĆ! - krzyknąłem i zawyłem, czując, jak dopycha pięść.
O ja pierdzielę.
Już?
Trzepał mi tak mocno, że fiut bolał bardziej niż dupa. Bałem się, że mi go urwie.
Boże, jak dobrze.
Boże, jak...
- Spokojnie - powiedział, gładząc mojego fiuta. - Nie wejdzie cała.
Jak to nie wejdzie? Myślałem, że weszła.
- Prawie, ale na dzisiaj wystarczy - dodał po chwili i zaczął mi trzepać.
- Nie.
- Wystarczy. Nie chcę cię rozerwać.
- Rennn.
Poruszył palcami, a ja krzyknąłem i zacisnąłem dupę. Może miał rację, nie byłem przygotowany.
Ale dobre i to, nie? Chciałem rozepchania? Chciałem.
Powiedzmy, że to był półfisting.
Kręciło mi się w głowie jak cholera i wiedziałem, że potem będę tego żałować. Na bank. Teraz jednak miałem zaćmienie umysłu.
- Mocniej - zastękałem, a Ren posmyrał mnie po plecach.
O matko, tak.
Trzepałem jak szalony. Ren śmiał się i rozpychał mnie pięścią, a ja sapałem i prawie krzyczałem.
- Ale masz cudowny wyraz twarzy - powiedział, odgarniając mi włosy z karku.
- Mmh - jęknąłem i poczułem, że za chwilę trysnę.
Nareszcie. Boże, nareszcie.
Tak bardzo chciałem trysnąć.
Poniosło mnie. Nie myślałem o niczym. Było tak dobrze, przyjemnie i ciepło.
Gorąco.
Mokro.
Luźno.
Przyjemnie.
Tryskałem.
Stękałem i strzelałem spermą, a Ren ściskał moje bułki i miał niezły ubaw.
Potem on tryskał mi do gardła, a ja leżałem z otwartymi ustami i jarałem się jak szmata.
Ścierka.
Kurwa.
Dziwka.
Suka.
Pies.
Uległa, brudna, zboczona szmata.
O tak, byłem nią i uwielbiałem to. To było moje prawdziwe ja, Ren miał rację.
Nie połknąłem resztek spermy, spływały mi radośnie po brodzie. Ren był zachwycony, bo uśmiechał się i gładził mnie po policzku. Spojrzenie miał zaspokojone i ciepłe, a ja rechotałem jak kretyn.
Leżałem sobie rozgrzany, wyruchany i rozepchany. Ospermiony. Całkowicie zaspokojony.
- Przygotuję kąpiel, co ty na to? - spytał, przerywając ciszę.
- Mają tu łazienkę?
- Oczywiście.
- Zaniesiesz mnie na rękach? - Spojrzałem mu w oczy, a on drgnął. - No co, może jestem za gruby?
- Nie, masz cudowne spojrzenie. - Uśmiechnął się.
- Tak? Jakie?
- Zaspokojone i bardzo kuszące.
- Jasne, kuszące.
- Mówię serio.
- Tak?
- Tak. Chciałoby się szmacić bez końca - zamruczał mi do ucha i pocałował w szyję.
- Będziesz mnie szmacić bez końca? - Parsknąłem śmiechem, a on pogładził mnie po głowie.
- Nie teraz.
- Ale bez lizania butów?
- Bez.

Zeszmacił mnie dopiero po dwóch tygodniach