Rex demonica 1
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 13 2017 08:39:55



- Kurwa, ale się popierdoliło - jęknął i spojrzał na nóż wystający z jego brzucha. Wiedział, że igra z losem włócząc się wieczorami po mieście, ale nie sądził, że sprawy przybiorą taki obrót. Myślał, że w najgorszym wypadku ktoś mu obije mordę, zabierze portfel i komórkę, ale nóż? To był nie pierwszy raz kiedy przecenił swoje możliwości w starciu z trzema oprychami, ale za to pierwszy raz, kiedy szczęście opuściło go całkowicie.
- Tak to jest jak się za bardzo ufa pierdolonemu szczęściu - mruknął i roześmiał się sarkastycznie, lecz szybko ten śmiech przeszedł w kaszel i plucie krwią. Każdy, nawet najmniejszy ruch przepony przyprawiał go o ból. I chociaż nie studiował medycyny, to jednak doskonale wiedział, że powiększająca się w błyskawicznym tempie plama krwi na chodniku oznaczała iż jego koniec był juz bliski.
- I gdzie ta "wielkość" którą wywróżyła mi cyganka? - zakpił - I długie życie przy boku ukochanej osoby?
Chcąc jak najszybciej zakończyć agonię wyciągnął nóż z rany. Krew popłynęła jeszcze szybciej. Ostrożnie przewrócił się na plecy.
- Przynajmniej umrę w piękną letnią noc, pod rozgwieżdżonym niebem. - Juz nie miał siły roześmiać się, więc tylko z trudem wykrzywił usta w czymś, co jak mu się wydawało, było uśmiechem. - Spokojna śmierć, pomijając okoliczności - wyszeptał próbując walczyć z coraz bardziej rozmywającym się widokiem. Jednak bardzo szybko przegrał tą walkę i w końcu oczy zamknęły się, a ciało odprężyło. W końcu także klatka piersiowa znieruchomiała.
Nagle niedaleko ciała pojawiło się błyszczące światełko, które zaczęło rosnąć i rozciągać się w bliżej nieokreślony kształt. W pewnym momencie było takie duże, że uformowało sie w pełnowymiarowe drzwi. Kiedy juz przestało rosnąć i tylko pulsowało, drzwi powoli otworzyły się i z panującej za nimi ciemności wyłoniła się najpierw zgrabna kobieca noga w białej koronkowej pończosze, potem reszta ciała. Była to młoda dziewczyna ubrana cała na biało. Podwiązki podtrzymujące pończochy ginęły pod szeroką suknią składającą się z mnóstwa falbanek oraz sznurowanego z przodu gorsetu spod którego wystawał delikatny materiał ledwo zakrywający wydatny biust. Całości dopełniał niewielki cylinder zawadiacko przekrzywiony na lewą stronę głowy przywiązany wstążkami pod brodą, żeby nie spadł z głowy. Towarzyszyła jej czteroręka brązowa małpa. Dziewczyna podeszła do martwego chłopaka i przekrzywiwszy głowę zaczęła się w niego wpatrywać.
- Interesujące - mruknęła w końcu - Taka czysta duszyczka i byłam pierwsza? No cóż, mój zysk ich strata - uśmiechnęła się drapieżnie. - Gongo, bierz go i zwiewamy zanim tamci tu dotrą.
Małpa podeszła do trupa i już go podnosiła, gdy nagle w jedną z jej łap wbiła się ze świstem strzała. Wypuściła zdobycz i pisnąwszy uciekła chowając się za swoja panią.
- Głupi mandrax, czekaj, policzę sie z tobą jak wrócimy - warknęła do małpy, po czym odwróciła się w stronę z której nadleciała strzała. Chwilę potem jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech zadowolenia. - Moj ulubiony aniołek. Witaj, Mateuszku, już myślałam, że się zgubiłeś gdzieś po drodze...
- Zostaw go, plugawa bestio! - odparł wściekle młody, ubrany w biały frak mężczyzna z laseczką w lewej ręce.
- Mówisz o tej biednej duszyczce? - dziewczyna spojrzała na martwego chłopaka. - No wybacz, kochany, ale byłam pierwsza, jest mój. Będzie z niego świetny niewolnik. - Uśmiechnęła się znowu i zrobiła parę kroków do przodu, zasłaniając tym ciało oraz czteroręką małpę. - A tak w ogóle, jak ci się podoba mój strój? - zapytała kokieteryjnie i okręciła sie wokół własnej osi. - Właśnie mamy haloowen. Ale najlepsze zachowałam na koniec. Popatrz - odwróciła się do anioła plecami i pociągnęła za sprytnie ukryty w gorsecie sznurek i z przytroczonego do jej pleców plecaka wysunęły się białe puchate skrzydła. - Prawda że są piękne? Wyobraź sobie, że dzięki nim wygrałam konkurs na najlepsze haloweenowe przebranie. Ej, skarbie, wszystko w porządku? - Zaniepokojona brakiem reakcji ze strony anioła odwróciła sie przodem do niego i zobaczyła wściekłość wykrzywiającą jego twarz. - Ojej, czyżbym cię czymś zdenerwowała, Mateuszku? - zapytała z udawaną troską.
- Jak śmiesz tak się odzywać do archanioła, plugawa bestio? - Zza pleców Mateusza wyszedł również ubrany na biało drugi młodzieniec z naciągniętym łukiem w rękach. Jednak chociaż jego strój był w tym samym kolorze, co towarzysza, to jednak nie tak dystyngowany. - Swoją obecnością plugawisz tą ziemię i powietrze.
- O? Ktoś nowy. - Zainteresowała się dziewczyna. - Nie wiedziałam, Mateuszku, że teraz chodzisz wszędzie ze swoim chłopakiem - skierowała twarz w stronę pierwszego anioła, a potem z powrotem do tego z łukiem. - Witaj, jestem...
- Zamilknij, plugawa bestio! - Wykrzyknął łucznik czerwieniejąc ze złości. - Takich jak ty Wszechmocny gromił jednym kiwnięciem palca!
- Co ty nie powiesz? - Dziewczyna udała zainteresowanie.
- Uspokój się, Natanielu - odezwał się Mateusz nad wyraz spokojnie. - Nie widzisz, że ona chce cię sprowokować żebyś popełnił jakiś błąd?
- Ranisz me serce, Mateuszku - Złapała się teatralnie za pierś w okolicy serca. - Ja tylko chciałam być miła. A swoja drogą, masz bardzo seksowne imię, skarbeńku, chyba dam tak na imię mojemu kolejnemu chowańcowi.
W tym momencie Nataniel nie wytrzymał i zwolnił cięciwę. Dziewczyna widząc lecącą w jej stronę strzałę, zrobiła salto do tyłu, ukazując białe koronkowe majteczki.
- No, w końcu jakaś rozrywka - uśmiechnęła sie drapieżnie kiedy znowu stanęła na nogach, a w jej ręku pojawił się cienki miecz. Lekko ugięła kolana i wyciągnęła rękę z mieczem w stronę przeciwników. - En garde! - wykrzyknęła z uśmiechem na twarzy i pociągnęła za sznurek, który sprawił, że skrzydła na jej plecach zatrzepotały.
Nataniel już naciągał cięciwę, lecz Mateusz powstrzymał go ruchem ręki.
- Ja sie nią zajmę, ty weź chłopaka - powiedział nie spuszczając wzroku z dziewczyny, po czym wyciągnął ze swojej laseczki miecz i ruszył w stronę dziewczyny. Chwile potem słychać było szczęk metalu uderzającego o metal.
Nataniel spojrzał na ziemię, gdzie leżał martwy chłopak i się przeraził. Nie było go tam! Rozejrzał się uważnie i zobaczył małpę z bezwładną jedną łapą, jak z chłopakiem na plecach powoli szła w kierunku wciąż otwartego portalu, przez który przeszła wcześniej dziewczyna. Oblał się zimnym potem kiedy zdał sobie sprawę, że jeszcze chwila, a chłopak po którego zeszli z nieba na ziemię, wymknie im sie z rąk. Nie zastanawiając się napiął cięciwę i wypuścił strzałę, która trafiła zwierzę w zadek. Małpa kwiknęła z bólu i rzuciła sie do przodu, przy okazji wypuszczając zdobycz z rąk. Ciało chłopaka przeleciało przez portal.
- Nieeee! - krzyknął zrozpaczony Nataniel, a dziewczyna uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona.
- No i nie dostaniecie go - stwierdziła między jednym ruchem broni a drugim.
- Ty też nie - odparł spokojnie Mateusz wyprowadzając kolejny atak. - Wasz świat jest równie ogromny jak niebo, mógł wylądować wszędzie.
- Ale, jak powiedziałeś, to jest mój świat, prędzej czy później go znajdę. Czasu mam wystarczająco, a wy , sieroty, znowu pokpiliście sprawę. - Uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona, czym wywołała grymas wściekłości na twarzy Mateusza. Jednak zanim zdążył on zareagować na tą jawną bezczelność, dziewczyna, wyprowadziła wyjątkowo silny cios, przed którym Mateusz musiał uskoczyć na sporą odległość. Zanim podbiegł z powrotem, dziewczyna złapała małpę za jedną z łap i wskoczyła do portalu. Anioł z wściekłością uderzył mieczem o ziemię. Sekundę po tym jak dziewczyna zniknęła, portal zamknął się.

***

Powoli otworzył oczy. I zdziwił się widząc błękitne niebo.
- Ki chuj? - zdziwił się. - Przecież umarłem. Więc dlaczego wciąż żyję?
Docierające do niego bodźce powiedziały mu, że leży na plecach, najprawdopodobniej na jakiejś łące, jest ładna pogoda, a na niebie nie ma żadnych burzowych chmur. Przez chwilę leżał nasłuchując, aż w końcu podniósł sie do pozycji siedzącej i rozejrzał w koło.
- To raczej nie jest park w którym zarobiłem kosę w brzuch - mruknął widząc, że znajduje się na niewielkiej polance w środku lasu. - Nóż! - wykrzyknął i spojrzał na swój brzuch. Na podkoszulce nie było żadnego śladu po ciosie, który pozbawił go życia, najmniejszej kropli krwi czy rozdarcia. Był tym zdumiony. Dla pewności jeszcze obejrzał koszulę, która miał na sobie, ale na niej też nie znalazł żadnego śladu. Był tym kompletnie zdezorientowany. jego wzrok padł nagle na ziemię. Zobaczył tam leżący nóż. Odruchowo go podniósł by przyjrzeć mu sie dokładnie. Było to dość spory i ciężki nóż z ząbkowanym ostrzem.
- Niezły majcher - stwierdził z podziwem. - Nic dziwnego, że kipnąłem. Ale skoro umarłem, to gdzie ja jestem do kurwy nędzy? Nie może to być niebo, skoro jakimś sposobem mam ten cholerny nóż. Piekło? Niemożliwe, taka sielska kraina nie może być piekłem. A więc co? - zmarszczył brwi. - Są dwie możliwości: inny świat, albo drugie życie - mamrotał do siebie. - Chociaż to drugie jest bez sensu. Gdybym dostał drugą szansa na nowe życie, to raczej powinienem się odrodzić jako niemowlak. Tak, to z pewnością inny świat, tylko dlaczego?
Niestety nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to pytanie, żadna możliwość, nawet najmniej prawdopodobna, nie przychodziła mu do głowy.
- Dobra, dość tego siedzenia - mruknął wstając. - Trzeba by znaleźć jakiś tubylców i zorientować się co to za świat. Może ktoś będzie wiedział dlaczego się tu znalazłem i dlaczego aż musiałem umrzeć by się tu znaleźć.
Otrzepał spodnie, wsadził nóż do jednej z kieszeni bojówek i ruszył przed siebie.
Z lasu wyszedł dość szybko na piaszczystą, mocno ubitą szeroką drogę. Chwilę stał zastanawiając się w którą stronę iść, jednak ani w jednym ani w drugim kierunku nie widział nic, co by mogło wskazywać na obecność ludzi. Wzruszył obojętnie ramionami i ruszył w prawo.
Nie uszedł daleko, gdy w oddali zobaczył tuman kurzu, który wciąż się powiększał. W pewnym momencie powiększył się na tyle, że chłopak mógł bez trudu rozpoznać ludzi jadących na koniach. Było ich pięciu. Trochę go to zaniepokoiło. Przez chwilę wahał się co robić, uciekać czy może dać jeszcze jedną szansę szczęściu. Dość szybko zdecydował się zaryzykować jeszcze raz, lecz szybko zmienił zdanie, gdy jeźdźcy przybliżyli się na tyle, by mógł rozróżnić szczegóły ich ubiorów. I zobaczył przypięte do pasów miecze. Nie spodobało mu się to na tyle, że odwrócił się i szybko zaczął uciekać w stronę lasu licząc na to, że jeźdźcy nie zauważyli go i popędzą dalej. Niestety przeliczył się. Wszyscy jak jeden mąż skierowali konie w las za uciekającym. Dość szybko go dogonili i otoczyli odcinając wszystkie drogi ucieczki.
Wyciągnął nóż z kieszeni. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma z tymi mężczyznami szans, lecz mimo to postanowił walczyć. Niech wiedzą, że drogo sprzeda swoją skórę.
Jednak jeźdźcy nie zamierzali walczyć. Mimo jawnego wyzwania do walki, ze strony chłopaka siedzieli spokojnie na koniach. W pewnym momencie jeden z nich, wysoki, na oko czterdziestoletni blondyn, zsiadł i zrobił parę kroków w stronę chłopaka, który napiął się i zacisnął jeszcze mocniej palce na rękojeści noża.
- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy - odezwał się blondyn spokojnym i głębokim głosem. - Jestem Ustash, a ty?
- Artur - odparł ostrożnie chłopak czujnie obserwując rozmówcę
- A...tru - wymówił z trudem mężczyzna, krzywiąc przy tym twarz jakby to imię było dla niego ogromnym łamańcem językowym.
Artur juz chciał go poprawić, lecz widząc zadowolenie na twarzy mężczyzny, zrezygnował z tego.
- Coś w ten deseń - mruknął.
- Znaleźliśmy go - mężczyzna z zadowoleniem odwrócił się do swoich towarzyszy. - Szukaliśmy cię - powiedział do Artura.
- Mnie? - zdumiał się chłopak. - Ale dlaczego? I kim wy jesteście? I gdzie ja w ogóle jestem? I dlaczego jestem? Powinienem być martwy.
Słysząc ten potok słów mężczyzna wraz z kompanami roześmiał się rozbawiony.
- Wybacz mój brak manier - powiedział blondyn, kiedy już wszyscy uspokoili się. - Jestem hrabia Sarlas Ustash, a to moi towarzysze, których zdążysz jeszcze poznać. Jestem demonem, a to jest Kraina demonów, a ty jesteś martwy.
- Demon? - Artur odruchowo cofnął się kilka kroków. - A więc jestem w piekle?
- Nie - odparł Sarlas. - To nie jest piekło, tylko Kraina demonów.
- Jedna cholera - mruknął chłopak, a widząc zmarszczone w niewiedzy brwi rozmówcy powiedział: - Kraina demonów, piekło, piekielne czeluście, to wszystko określenie jednego.
- Nie, nie, mylisz się, to zupełnie co innego.
- Więc wytłumacz mi te różnice między piekłem a Krainą demonów.
- Bardzo chętnie, ale nie tutaj - odparł mężczyzna. - Lepiej będzie jak pojedziesz z nami w bardziej bezpieczne miejsce. Tu w każdej chwili mogą się pojawić demony mniej przyjazne niż my.
- I co mi mogą zrobić? Zabić? Przecież jestem już martwy - zakpił Artur.
Mężczyzna westchnął.
- Ja wiem, że dla ciebie może to wszystko być dezorientujące, dlatego też chcę ci wszystko wyjaśnić, ale w bardziej spokojnym i bezpiecznym miejscu. Przysięgam, że żaden z nas nie ma wobec ciebie złych zamiarów, wręcz przeciwnie. Zależy nam być żył i to jak najdłużej, ale im dłużej tutaj stoimy, tym większe są szanse, że znowu stracisz życie, tym razem juz na dobre. Proszę, wsiądź na konia i udaj się z nami w bardziej bezpieczne miejsce, a obiecuję, że cierpliwie odpowiem na wszystkie twoje pytania. Słowo szlachcica.
- Na konia? - zapytał z paniką w glosie Artur. - Ja nigdy nie siedziałem na koniu, nie wiem jak się tym cholerstwem kieruje. - Słysząc to jeźdźcy wybuchnęli śmiechem.
- Więc pojedziesz ze mną na moim - odparł hrabia Sarlas.
- No dobra - westchnął Artur zrezygnowany.
Z pomocą hrabiego jakoś wsiadł na jego konia i gdy siedział na nim niepewnie, Sarlas z wielką wprawą wskoczył na koński grzbiet sadowiąc się tuż za Arturem. Złapał lejce i zmusił konia do ruchu. Czując szarpnięcie Artur wystraszył się i odruchowo odchylił do tyłu. I poczuł obejmujące go silne ramiona, i bijące z szerokiej piersi ciepło. I jego serce zabiło mocniej, a przez głowę przeleciała myśl, że ten mężczyzna z pewnością musi być wspaniałym kochankiem. Z tymi mięśniami, które mógł wyczuć nawet przez ubranie i tym żarem...
Jechali już jakiś czas w miarę szybko, gdy w pewnym momencie jeden z towarzyszy podjechał do Sarlasa i powiedział:
- Już tu są. - Po czym wskazał ręką w lewo.
Hrabia spojrzał w tamtą stronę i zaklął:
- Cholera, myślałem, że mamy więcej czasu. Musimy przyspieszyć - dodał, po czym przełożył lejce do jednej ręki, drugą łapiąc mocno Artura w pasie. Następnie pochylił się nieco do przodu napierając na siedzącego przed nim chłopaka i zmusił konia do jeszcze szybszego biegu . Przerażony Artur tylko zamknął oczy i przycisnął do piersi trzymane zawiniątko. Całe życie przeleciało mu przed oczami. A koń biegł coraz szybciej i szybciej. Aż nagle, po czasie, który dla Artura wydawał się wiecznością, koń stanął i gdyby nie silne przytrzymujące go ramię, to z pewnością chłopak by zleciał.
- Tu jesteśmy bezpieczni - usłyszał glos hrabiego Sarlasa i ostrożnie otworzył oczy. I zobaczył budynki przypominające tak wiele gier komputerowych stylizowanych na średniowiecze, które Artur ostatnio grywał. Przez to przez sekundę w jego głowie pojawiła się myśl, że jest w jednej z tych gier, ale zniknęła zanim zsiadł z konia. A zszedł z niego wyjątkowo szybko, nie chcąc z nim mieć już więcej nic do czynienia.
Kiedy już wszyscy zsiedli z koni, wierzchowce zostały zabrane przez parobków do stajni, a jeźdźcy ruszyli w stronę okazałego pałacyku do którego prowadziła brukowana alejka otoczona drzewami i krzewami.
Przeszli przez ogromne drewniane drzwi, które otworzył przed nimi nisko kłaniający się służący.
- Gdzie jest moja żona? - rzucił hrabia w powietrze.
- Jaśnie pani jeszcze nie wróciła - odparł służący.
- To nawet lepiej - stwierdził hrabia. - Jak już wróci, powiedz, że ma mi nie przeszkadzać i nie czekać z posiłkami. Dołączę do niej jak tylko będę mógł. A my chodźmy - zwrócił sie do towarzyszy, nie czekając na odpowiedź służącego i ruszył w sobie tylko znanym kierunku.
Nie mając wyjścia Artur poszedł za nim, za Arturem zaś towarzysze hrabiego, wciąż milcząc. Po krótkim marszu weszli do niezbyt dużej komnaty. Jej jedyne wyposażenie stanowił stół z ośmioma krzesłami, spory sekretarzyk i kilka regałów zastawionych różnymi bogato zdobionymi księgami i pergaminami. Towarzysze hrabiego, wciąż milcząc usiedli przy stole, zaś on sam klasnął w ręce. Sekundę potem do komnaty wszedł służący i ukłoniwszy się czekał na polecenia.
- Pomóż mi się rozebrać - powiedział hrabia. Przez chwilę stał cierpliwie czekając aż służący porozwiązuje wszystkie wiązania i poodpina guziki. Kiedy już został w samych spodniach i prostej koszuli, w końcu spojrzał w stronę Artura i zobaczył jak ten wpatruje się w niego z wielkim zainteresowaniem. Zbiło go to nieco z tropu, więc odchrząknął żeby odpędzić to dziwne zmieszanie, które ogarnęło go pod wpływem wzroku chłopaka.
- Chciałeś wiedzieć skąd się tu wziąłeś i co to za kraina - zaczął, a w jego głosie nie było żadnego śladu po tym dziwnym niepokoju: - Jak ci wcześniej napomknąłem, to jest kraina demonów, a my wszyscy - zakreślił ręką łuk wskazując swoich towarzyszy - jesteśmy demonami.
- Demonami? - Artur popatrzył sceptycznie na hrabiego. - Zawsze mi się wydawało, że demon powinien być paskudny, mieć rogi i ogon. Wy raczej nic takiego nie macie.
W tym momencie jeden z towarzyszy hrabiego nie wytrzymał i parsknął śmiechem, lecz szybko umilkł zgromiony wzrokiem tamtego.
- Tym straszą was na Ziemi, rzeczywistość jest inna - odparł hrabia.
- Skąd wiesz o Ziemi? - Artur ożywił się.
- Jak mi będziesz przerywać to nigdy się nie dowiesz. Nie będę ci tłumaczył wszystkiego od początku, bo to sie mija z celem. Powiem ci tylko tyle ile jest konieczne żebyś ogarnął ogół. Pozostałe rzeczy dowiesz się z czasem. Wracając do sedna: to jest kraina demonów, której mieszkańcy wyglądają jak ludzie na ziemi, a Piekło to tylko specjalna jednostka mająca za zadanie inwigilować inne światy i pozyskiwać dusze. Jej szefem jest najokrutniejszy z demonów, Lucyfer.
- To są inne światy niż ziemia? - wymsknęło się Arturowi, lecz hrabia zupełnie to zignorował, kontynuując:
- Nie jesteśmy demonami z tych bajek, którymi karmią was na ziemi, tak samo jak ludzie uprawiamy ziemię, hodujemy zwierzęta, handlujemy. Tak samo mamy podział terytorialny, chociaż inaczej to nazywamy. Mamy też króla. A właściwie mieliśmy, bo zginął wiek temu. Od tamtego czasu na terenie całej krainy zaczęło się dziać coraz gorzej: więcej przestępstw, niewyjaśnionych zjawisk, wojen o terytorium. Nasza kraina powoli rozpada się i jeśli szybko nie znajdziemy nowego króla, doprowadzi to do naszej zagłady. - Okej, jak dotąd rozumiem - stwierdził Artur - ale jak na razie nie widzę w tym siebie. Wybierzcie nowego króla i po sprawie.
- Właśnie to zamierzamy zrobić. tylko, że to nie jest tak proste jak ci się wydaje. Królem nie może być byle kto. To musi być ktoś specjalny, wyjątkowy. Nie twierdzę, że to musi być jakiś superbohater - słysząc to określenie Artur parsknął ze śmiechu, lecz szybko umilkł widząc gniewnie zmarszczone brwi hrabiego. Wyobraź sobie że krainą rządzi jakiś słabeusz, który boi się nawet własnego cienia, albo ktoś niezrównoważony psychicznie
- No faktycznie, takie coś nie wróży dobrze - stwierdził Artur.
- No właśnie - hrabia kontynuował. - Są tacy którzy uważają, że to właśnie oni najlepiej się nadają na króla. Nie musze ci mówić co nimi kieruje. Władza i związane z nią bogactwa zawsze przyciągały najróżniejsze elementy. Oczywiście nie twierdzę, że to tylko złe demony. Owszem mogą wśród nich być też wartościowe jednostki, które mogłyby utrzymać spokój i poprowadzić krainę do rozkwitu, ale ktoś taki nie rózi sie a pierwszy rzut oka od innych. - Hrabia na chwilę zamilkł żeby napić się wina z kielicha podanego przez jednego z jego towarzyszy, potem kontynuował: - Na chwilę obecną dotychczasowe spory i walki o władze i terytorium doprowadziły do podziału krainy na mniejsze terytoria, które żądzą się swoimi prawami. I każde z nich rości sobie prawa do tronu. Ponieważ chcemy uniknąć dalszych wojen postanowiliśmy...
- my, czyli kto? - zainteresował się Artur.
- Przedstawiciele wszystkich terytoriów - odparł jeden z milczących dotąd towarzyszy hrabiego. Historia pokazała, że najbezpieczniej jest gdy to większość decyduje.
- Zgadza się - hrabia przejął pałeczkę. Dlatego też zdecydowaliśmy, że każdy, kto chce może stanąć do wyścigu o tron, ale robiąc to zgadza się na poddanie najróżniejszym próbom. Niektóre z nich można przypłacić życiem.
- To już mi sie mniej podoba - stwierdził Artur.
- Nie musisz się obawiać - odparł hrabia uspokajająco. - Akurat ty nie umrzesz. Jedyne co może być przeszkodą to twoja kondycja i nieznajomość naszych obyczajów.
- No sory, ale nie jestem słabeuszem - obraził się Artur.
- Tego nie powiedziałem. Po prostu są demony silniejsze od ciebie i bardziej wprawione w posługiwaniu się bronią.
- Dlaczego więc uparliście sie na mnie a nie wybraliście jakiegoś mięśniaka?
- Ze względu na twoja duszę - odparł hrabia.
- Duszę? - zdziwił się Artur. - No weź, nie mów, że teraz zaczniesz mi bredzić te uoduchowione gadki-szmatki.
Jeden z siedzących przy stole mężczyzn parsknął śmiechem, a hrabia skrzywił się dając do zrozumienia, że słowa chłopaka niezbyt mu się spodobały. Zanim wrócił do wyjaśniania odetchnąl ciężko, jakby próbował się uspokoić.
- Widzę, że jednak nie obejdzie się od szerszego tłumaczenia. Ziemia nie jest jedynym tworem Boga. Przed nia były jeszcze inne, mniej lub bardziej doskonałe. Można by powiedzieć, że to całe tworzenie ziemi, to coś w rodzaju eksperymentu. Robisz coś po raz pierwszy więc nie jesteś pewien rezultatu. Jednak mimo to brniesz w to, bo chcesz zobaczyć co z tego wyniknie. Tak samo było z Bogiem. Kraina demonów była właściwie pierwszą formą życia jaką stworzył. Oczywiście żeby nas ożywić, tchnął w nas część siebie. Na początku wszystko było wspaniale, jednak po jakimś czasie stwierdził, że jednak nie jesteśmy tym, co chciał osiągnąć, że jesteśmy zbyt zepsuci, by mógł być dymny ze swego dzieła. Postanowił więc pozbyć się nas. Jednak nie był w stanie tak po prostu nas unicestwić, jakby nie patrzeć w każdym z nas była cząstka niego samego. Postanowił więc zepchnąć nas poza granice niebytu licząc na to, że natura zrobi wszystko za niego. Jednak wbrew niemu, my i nasz świat jakimś cudem przetrwaliśmy, nawet umocniliśmy się, jednak nie byliśmy juz tymi samymi zabawkami, które on stworzył. Tak - powiedział widząc zdziwiona minę Artura - dla Boga każdy stworzony przez niego świat był jedynie zabawką, odskocznią od nudy i monotonii. Ponieważ sprzeciwiliśmy się mu, nazwał nas demonami i gdy po wiekach prób stworzył w końcu swoją wymarzoną zabawkę, Ziemię, postanowił nami straszyć jej mieszkańców, by odciąć nam możliwość kontaktów z ludźmi. Musisz wiedzieć, że Bóg nie jest takim miłosiernym i wspaniałym jak widza go ludzie. Jest okrutny i samolubny, a do tego mściwy i pamiętliwy. Liczył, że ludzie zrobią to, czego on nie był w stanie. Ale znowu się przeliczył - W glosie hrabiego można było usłyszeć dumę, jakby to on przyczynił się do porażki Boga. - Staliśmy się mocniejsi niż myślał. Na początku sporo z nas zginęło próbując się dogadać z ludźmi, aż w końcu zrozumieliśmy, że to nigdy nie będzie możliwe. Jednak nie przejęliśmy się tym bardzo, bo zrozumieliśmy, że mamy coś co nam daje przewagę nad ludźmi i że właśnie dzięki temu możemy wykorzystać ludzi do swoich celów. Wtedy powstała specjalna jednostka na czele której stanął Lucyfer. W skrócie ma ona za zadanie przeciągać ludzi na naszą stronę. Może się to odbyć na dwa sposoby; albo przez przekonanie człowieka by dobrowolnie do nas dołączył, wy to nazywacie opętaniem, albo zabranie jego duszy po śmierci. W jednym i drugim przypadku człowiek staje się po pewnym czasie demonem takim samym jak my wszyscy tutaj.
- A robiąc to nie baliście się, że Bóg się wkurzy i w końcu was zniszczy?
- Nie, bo widzisz, Boga już nie ma.
- Jak to? - zdumiał się Artur. - To do kogo modlą się ludzie?
- Niestety okazało się, że znudził się juz Ziemią i postanowił sobie stworzyć nową zabawkę, zostawiając Ziemię pod opieką aniołów. A one mają przykazane od samego początku nie wtrącać się, tylko chronić, prowadzić, opiekować się, i tak dalej...
- Okej, kumam, a gdzie tu jestem ja?
- Zarówno wśród demonów, jak i ludzi zdarzają się co jakiś czas specyficzne jednostki, posiadające specjalne zdolności, chociaż wy na Ziemi nie zawsze zdajecie sobie z tego sprawę. Czasami te moce się ujawniają i pojawia się geniusz, a czasami te moce są uśpione aż do końca życia i aktywują się dopiero w czasie śmierci. Tak właśnie było z tobą. Jesteś na tyle specyficzna jednostką, że pofatygował się po ciebie jeden z głównych archaniołów. Na szczęście nie udało mu się, zdążyliśmy cię przechwycić, chociaż niewiele brakowało, a skończyłbyś jako zabawka jednego z ludzi Lucyfera.
- No pięknych rzeczy się tu dowiaduję - sarknął Artur. - Miałem okazję wylądować w niebie, a skończyłem w środku wojny domowej. Zajebiście.
- Niech to do ciebie w końcu dotrze - stwierdził hrabia nieco podniesionym głosem - że nie tylko piekło nie jest tym co myślałeś. Niebo też. To po prostu kolejna Kraina stworzona przez Boga. I nie wiadomo jak byś tam skończył, tutaj przynajmniej masz możliwość zostać królem.
- A ktoś się mnie w ogóle zapytał czy tego chcę? - zapytał Artur podniesionym głosem. - Może ja akurat wolałem Niebo?!
- Niestety tego, co się stało, już nie możemy cofnąć - powiedział siedzący najbliżej Artura mężczyzna. - To działa tylko w jedną stronę. Jeśli dostaniesz się do Nieba to nie możesz już wrócić na Ziemię czy do Krainy Demonów. I tak samo gdy trafisz do nas, nie możesz przejść do Nieba czy wrócić na Ziemię.
- No ale przecież jakoś się tam dostajecie żeby werbować ludzi.
- To prawda, ale to jest proces który wymaga specjalnego przygotowania, po którym demon nie jest już sobą. Staje się bezlitosny, okrutny i głuchy na cierpienia innych, nawet demonów. Na Ziemi o takich jak oni by mówiono zwyrodnialcy, psychopaci, chorzy psychicznie...
- No to się nieźle wpakowałem - mruknął Artur siadając. - To może mi w końcu powiecie co ja tu robię? I dlaczego trafiłem akurat tutaj, a nie do nieba?
- Trafiłeś tu przez przypadek właściwie. Kiedy umarłeś, anioły wybrały sie po ciebie, jednak miały po drodze jakieś zakłócenia i pierwszy na miejscu pojawił się jeden z siepaczy Lucyfera. Najgorszy z nich, hrabina Sarma Szechov. Gdyby jej się udało, wyssała by z ciebie ile można, a na koniec skończył byś jako kompost w jej ogródku. - Słysząc to Artur aż wstrząsnął się. - Na szczęście Anioły mają siłę i umiejętności porównywalne z naszymi, więc kiedy dojdzie do starcia wygrana nigdy nie jest pewna, zależy od wielu czynników. W tym wypadku od głupiego przypadku. Dzięki temu hrabina nie mogła położyć na tobie swoich łap. My - zakreślił ręką koło dając chłopakowi do zrozumienia, że nie jest sam w tym wszystkim - doskonale wiedzieliśmy o tobie, niestety zbyt późno, dlatego tez nie zdążyliśmy powitać cię należycie, ani tym bardziej mieć wpływu na to w którym miejscu się pojawisz. Na szczęście udało nam się namierzyć ciebie i przybyć nim inni to zrobili.
- A jak mnie namierzyliście? - Wcześniejsza złość ustąpiła pola ciekawości. - I skąd ty wiesz tyle o Ziemi?
- Kiedyś pracowałem dla Lucyfera. Jednak stwierdziłem, że to nie dla mnie i odszedłem. Ale mimo to wciąż mam tam znajomych, którzy dzielą sie ze mną informacjami.
- Rozumiem. Więc po co ja wam jestem właściwie potrzebny?
- Ty zostaniesz naszym królem.
- Że co? - Artur w zdumieniu wybałuszył oczy mając wrażenie, że się przesłyszał.
- Ty zostaniesz naszym królem - powtórzył hrabia stanowczym głosem.









 >