G贸wniarz 12
Dodane przez Aquarius dnia Pa糳ziernika 15 2017 22:16:11



Rozdzia艂 12: Jagger bomb

Usiad艂 na kanapie, rozgl膮daj膮c si臋 z niesmakiem po zawalonym wszystkim, co mo偶liwe pomieszczeniu. Zawsze go ono obrzydza艂o, zreszt膮, nie tylko ono - ca艂e mieszkanie zas艂ugiwa艂o na generalny porz膮dek w wykonaniu Perfekcyjnej Pani Domu. Co jak co, ale Pacu艂a i czysto艣膰 raczej niewiele mia艂y ze sob膮 wsp贸lnego.
- Pijesz co艣? - zapyta艂 B艂a偶ej.
- Oboj臋tnie - odpowiedzia艂 z krzywym u艣miechem. M贸g艂 podejrzewa膰, 偶e zako艅czy si臋 to kilkoma dniami milczenia, z艂amaniem Pacu艂y i przyleceniem do niego z podkulonym ogonem. Filip lubi艂 my艣le膰, 偶e to on rz膮dzi艂 w ich uk艂adzie, 偶e wystarczy艂o tylko ograniczenie kontaktu z B艂a偶ejem, by go zmi臋kczy膰.
Niestety, coraz bardziej zdawa艂 sobie spraw臋 ze swojej nieciekawej sytuacji. Mo偶e i m贸g艂 na chwil臋 ograniczy膰 kontakt, ale nie by艂by w stanie ca艂kowicie go zerwa膰.
- Piwo?
- Piwo - odpowiedzia艂 i westchn膮艂 ci臋偶ko. Kiedy B艂a偶ej wyszed艂 do kuchni po alkohol, wzrok Filipa zatrzyma艂 si臋 na lakierowanej, starej, typowo polskiej meblo艣ciance pami臋taj膮cej czasy komuny. Na jednej z p贸艂ek dostrzeg艂 zdj臋cie kilkuletniego B艂a偶eja, spogl膮daj膮cego w jego stron臋 lekko przera偶onymi oczami. Kto by pomy艣la艂, 偶e z tego s艂odkiego dziecka wyro艣nie kto艣 tak nieciekawy jak Pacu艂a. Zaraz jednak g艂贸wna przyczyna tej przemiany da艂a o sobie zna膰, wydzieraj膮c si臋 na swojego syna swoim ochryp艂ym, przepitym i przepalonym g艂osem. Ojciec B艂a偶eja mia艂 jakie艣 pretensje o zabieranie mu piwa z lod贸wki, krzycza艂 co艣 jeszcze o paso偶ytach i niewdzi臋cznikach, jednak na tym sko艅czy艂y si臋 pods艂uchiwania Filipa. Telefon w jego kieszeni zawibrowa艂, si臋gn膮艂 wi臋c po aparat, puszczaj膮c narzekania pana Pacu艂y mimo uszu.
Maciej. Na twarzy Filipa wykwit艂 mimowolny u艣miech, jednak tak szybko jak si臋 on pojawi艂, tak te偶 znikn膮艂.
- To, kurwa, do sklepu se le膰 i nie truj dupy! - wrzasn膮艂 B艂a偶ej, wchodz膮c do pokoju, a Filip szybko wcisn膮艂 kom贸rk臋 z powrotem do kieszeni. Serce podesz艂o mu do gard艂a, kiedy zobaczy艂 niezadowolon膮 min臋 Pacu艂y, ale gdy zda艂 sobie spraw臋, 偶e ten niczego nie zauwa偶y艂, odetchn膮艂.
- Mo偶e by膰 Tyskie?
- Mo偶e - odpar艂 szybko, jeszcze nerwowo Filip, przeklinaj膮c si臋 za swoje tch贸rzostwo. Nawet nie chcia艂 dopu艣ci膰 do g艂osu my艣li, kt贸ra podpowiada艂a mu, 偶e najzwyczajniej w 艣wiecie zaczyna艂 si臋 Pacu艂y ba膰.
Oczywi艣cie zaraz si臋 za to zgani艂. On? On si臋 przecie偶 niczego nie ba艂.

***

Ca艂y jego tydzie艅 wype艂niony by艂 prac膮. Lubi艂 j膮, zabieganie i posiadanie mn贸stwa rzeczy na g艂owie r贸wnie偶. Dzi臋ki temu nie mia艂 ani chwili na rozmy艣lenia, nie m贸g艂 w k贸艂ko zadr臋cza膰 si臋 minionym weekendem, bo zwyczajnie nie by艂o czasu. A wiedzia艂, 偶e takie roztrz膮sanie sprawy 艁ukasza mog艂yby go w ko艅cu skutecznie zniszczy膰. Ca艂ym sob膮 oddawa艂 si臋 wi臋c firmie; wychodzi艂 rano, wraca艂 p贸藕nym wieczorem, 偶eby zosta膰 powitany ogromn膮 ka艂u偶膮 w przedpokoju, a zdarzy艂o si臋, 偶e r贸wnie偶 i czym艣 "grubszym". Raz nawet w to wszed艂, zbyt zm臋czony, 偶eby dojrze膰 ciemn膮 rzecz na bia艂ych p艂ytkach. W tamtej chwili naprawd臋 bardzo znienawidzi艂 psa. Gdyby mia艂 si艂y, to pewnie i by si臋 na pchlarza wydar艂, ale nie mia艂. Jedyne, co zrobi艂, to 艣ci膮gn膮艂 buta i bez s艂owa, ale za to z pe艂nym abominacji grymasem na twarzy, skierowa艂 si臋 do 艂azienki, 偶eby 艣ci膮gn膮膰 z podeszwy 艣mierdz膮c膮 niespodziank臋.
Pies, jak mo偶na si臋 domy艣le膰, nie wyrazi艂 偶adnej skruchy. Rado艣nie kroczy艂 za nim a偶 do umywalki, a kiedy Maciej usi艂owa艂 pozby膰 si臋 brei, usiad艂 tu偶 przy jego nodze i obserwowa艂.
- No i co si臋 patrzysz? - zapyta艂 Maciej. Chudy ogon momentalnie omi贸t艂 p艂ytki w wyrazie rado艣ci. - Nie ma z czego si臋 cieszy膰, Quasimodo - prychn膮艂, ale mimowolnie u艣miechn膮艂 si臋 pod nosem.
Kiedy ju偶 uda艂o mu si臋 wszystko wysprz膮ta膰, poszed艂 do kuchni, 偶eby tam zrobi膰 sobie kolacj臋. Pies nie opu艣ci艂 go na krok. A gdy zjad艂 i usiad艂 w salonie z laptopem na kolanach, kundel zn贸w powl贸k艂 si臋 za nim. Gdzie by Maciej nie poszed艂, tam te偶 by艂 i on. Czego Maciej by nie robi艂, on i tak to obserwowa艂. O czym Maciej by nie m贸wi艂, m贸g艂 nawet pod艣piewywa膰 zas艂yszan膮 w radiu piosenk臋, on zawsze s艂ucha艂.
A Maciej...- Maciej zaczyna艂 zdawa膰 sobie spraw臋, 偶e tak w sumie troch臋 lubi to 艣mierdz膮ce, 艣lini膮ce si臋 towarzystwo. Ale - ma si臋 rozumie膰 - tylko troch臋.

***

Wreszcie naszed艂 pi膮tek, a ca艂a jego robota z poprzednich czterech dni sta艂a si臋 jedynie wspomnieniem. Doprowadzi艂 wszystkie bie偶膮ce projekty do ko艅ca, pozosta艂o mu jeszcze tylko przejrze膰 materia艂y od grafik贸w i w艂a艣ciwie... tyle. Od przysz艂ego tygodnia pewnie zn贸w rozpocznie mu si臋 ogromny nawa艂 pracy, ale p贸ki co, jeszcze o tym nie my艣la艂. W pi膮tek m贸g艂 opu艣ci膰 siedzib臋 firmy troch臋 wcze艣niej ni偶 zazwyczaj. Wr贸ci艂 do mieszkania, zabra艂 psa na d艂ugi spacer (tym razem kundlowi uda艂o si臋 usiedzie膰 w mieszkaniu bez wi臋kszych niespodzianek w postaci fekali贸w), a p贸藕niej zaleg艂 w fotelu, zdaj膮c sobie spraw臋, 偶e po pierwsze - nie ma co robi膰, po drugie - ostatnio troch臋 si臋 zaniedba艂, po trzecie - zarucha艂by w ko艅cu co艣, cholera!
Si臋gn膮艂 po telefon i obserwowany przez czujne spojrzenie swojego nieod艂膮cznego kompana, wybra艂 numer do Kuby. Kuba w takich momentach zawsze by艂 przydatn膮 znajomo艣ci膮, bo i na piwo si臋 wybierze, i na si艂owni臋 p贸jdzie, a nawet na imprez臋 w klubie si臋 zgodzi.
- Ju偶 my艣la艂em, 偶e nie 偶yjesz - powita艂 go Jakub bardzo optymistycznymi s艂owami. Maciej nawet u艣miechn膮艂 si臋 pod nosem. Kontaktowali si臋 ze sob膮 tylko wtedy, kiedy mieli w tym jaki艣 interes. Lubili swoje towarzystwo, ale te偶 bez przesady - ka偶dy mia艂 swoje 偶ycie.
- No niestety 偶yj臋. Idziesz dzisiaj na si艂owni臋? - zapyta艂 od razu.
- Taki mia艂em plan.
- A wieczorem do Heaven? Ci艣nie mnie - wyja艣ni艂 z marszu, nie chc膮c si臋 rozdrabnia膰 przy rozmowie telefonicznej. Zawsze lubi艂 za艂atwia膰 takie sprawy z Kub膮 szybko i bez zb臋dnego biadolenia.
- To jeste艣my um贸wieni. Za godzin臋 w Platinum?
- Okej, dam rad臋 dojecha膰 - mrukn膮艂, zerkaj膮c jeszcze na zegarek Tommy'ego Hilfigera, jaki wdzi臋czy艂 mu si臋 na nadgarstku. Chocia偶 mo偶e "wdzi臋czy膰 si臋" to zbyt du偶o powiedziane. Maciej lubi艂 zegarki, mia艂 ich w szufladzie dok艂adnie pi臋膰. Ten z nich wszystkich by艂 najgorszy, nosi艂 go jedynie wtedy, kiedy wiedzia艂, 偶e m贸g艂by mu si臋 zniszczy膰.
- Z Heaven dogadamy si臋 p贸藕niej. Do zobaczenia - rzuci艂 Kuba, a Maciej po chwili si臋 roz艂膮czy艂. Westchn膮艂 ci臋偶ko, opadaj膮c na oparcie swojej sofy. Musi spu艣ci膰 ci艣nienie z bioder, dopiero wtedy b臋dzie m贸g艂 si臋 na powa偶nie zastanowi膰 nad minionym weekendem.

***

Uwielbia艂 te chwile, kiedy zm臋czony po treningu, od艣wie偶ony, dobrze ubrany i troch臋 ju偶 podchmielony przez wcze艣niej wypite piwa, wchodzi艂 do Heaven ze 艣wiadomo艣ci膮, 偶e nie sko艅czy wieczorem sam w 艂贸偶ku. Nim jednak chocia偶by zd膮偶y艂 si臋 dobrze rozejrze膰, Kuba ju偶 ci膮gn膮艂 go w kierunku baru.
- Trzeba co艣 jeszcze wypi膰 - stwierdzi艂, a Maciej nie mia艂 nawet zamiaru oponowa膰. Klub wci膮偶 zape艂nia艂 si臋 lud藕mi, nim wi臋c wyruszy na 艂owy, mo偶e wspom贸c si臋 jeszcze jednym drinkiem. - To co w pracy? - zapyta艂 Kuba jakby nigdy nic, ca艂y czas 艣ledz膮c uwa偶nie parkiet. Maciej naprawd臋 lubi艂 takie wieczory z kumplem; Kuba by艂 chyba jedynym jego znajomym, kt贸ry my艣la艂 dok艂adnie tak samo jak on. Nie pakowa艂 si臋 w zwi膮zki, a jedynie w 艂贸偶kowe relacje, przez co zawsze 艣wietnie si臋 w tych sprawach rozumieli. Dodatkowo, stoj膮c przy sobie rami臋 w rami臋, przykuwali uwag臋. Obaj byli naprawd臋 przystojni, cho膰 w troch臋 innych typach urody. Kuba wygl膮da艂 troch臋 jak taki nieokrzesany, cho膰 bogaty facet, z ciemnym zarostem, przenikliwymi, ciemnymi oczami i do艣膰 opalon膮 cer膮. Jakub oczywi艣cie zaprzecza艂, coby regularnie ucz臋szcza艂 do solarium, w ko艅cu tak du偶o podr贸偶owa艂! A aktualn膮 opalenizn臋 to przywi贸z艂 znad polskiego morza, przecie偶 niedawno zacz膮艂 trenowa膰 windsufring. Maciej oczywi艣cie tego nie podwa偶a艂, swoje jednak wiedzia艂. By艂o lato, Kuba m贸g艂 wi臋c, rzecz jasna, gdzie艣 tam troch臋 tych promieni s艂onecznych z艂apa膰, ale kiedy w 艣rodku zimy 艣wieci艂 艣niad膮 sk贸r膮, to ju偶 wydawa艂o si臋 troch臋 podejrzane.
- Nic szczeg贸lnego, dosz艂y nowe projekty, kadra si臋 troch臋 zmieni艂a, nie ka偶dy od razu 艂apie, o co chodzi, wi臋c momentami jest ci臋偶ko - odpar艂 lakonicznym tonem, popijaj膮c swojego Ballantinesa z col膮. - A u ciebie?
- Mam przed sob膮 jeszcze tydzie艅 urlopu, my艣l臋, 偶eby nied艂ugo skoczy膰 gdzie艣 na kilka dni za granic臋 - odpowiedzia艂, nie zaszczycaj膮c Macieja chocia偶by spojrzeniem. - Pisa艂by艣 si臋 mo偶e? Mogliby艣my uderzy膰 na Ibiz臋, wzi膮膰 jaki艣 hotel z all inclusive i puka膰 do bia艂ego rana - powiedzia艂 z rozbawieniem, wreszcie kieruj膮c sw贸j wzrok na Wyszy艅skiego. Maciej u艣miechn膮艂 si臋 mimowolnie pod nosem. Oj tak, o takich wakacjach to on by marzy艂.
- Niestety - powiedzia艂, krzywi膮c si臋 z niezadowoleniem. - Raczej nie wezm臋 teraz urlopu, g贸ra by mnie zabi艂a. Szef mo偶e i mnie lubi, ale mamy do艣膰 gor膮cy okres. - Wzruszy艂 ramionami, a Kuba kiwn膮艂 g艂ow膮.
- Kiedy艣 b臋dziemy musieli o tym pomy艣le膰 - stwierdzi艂 ostatecznie Kuba i odstawi艂 pust膮 szklank臋 na blat baru. - Okej, ja spadam co艣 wyrwa膰. Mam ju偶 jeden cel na oku - doda艂, u艣miechaj膮c si臋 przy tym zawadiacko. Mia艂 naprawd臋 r贸wne i bia艂e z臋by, Maciej dobrze wiedzia艂, 偶e dwa lata temu wyda艂 na nie fortun臋. Ale jak wida膰 - op艂aca艂o si臋; wystarczy艂o tylko, 偶eby Kuba si臋 u艣miechn膮艂, a drugiej stronie ju偶 mi臋k艂y kolana.
- Powodzenia - odpowiedzia艂 Maciej z rozbawieniem i chwil臋 jeszcze obserwowa艂, jak kolega odchodzi, by zaraz podej艣膰 do jakiego艣 chudego, zdaniem Wyszy艅skiego kompletnie nieatrakcyjnego ch艂opaka. Za艣mia艂 si臋 cicho pod nosem, kiedy Kuba zacz膮艂 sw贸j podryw - najpierw po艂o偶y艂 d艂o艅 na szczup艂ym ramieniu dzieciaka, kilka razy si臋 u艣miechn膮艂, mrugn膮艂, patrzy艂 mu g艂臋boko w oczy... nic dziwnego, 偶e na rezultaty nie musia艂 d艂ugo czeka膰. Maciej raczej si臋 do tego nie przyznawa艂, ale czasem podpatrywa艂 Kub臋 i podbiera艂 mu niekt贸re techniki.
Dopi艂 swojego drinka i zastanowi艂 si臋 jeszcze nad kupnem kolejnego. Na razie nie znalaz艂 nikogo na tyle ciekawego, 偶eby ju偶 rozpocz膮膰 swoje 艂owy, wi臋c sta艂 przy barze, obserwuj膮c to, co dzia艂o si臋 dooko艂a. Ju偶 mia艂 zrobi膰 sobie rundk臋 po klubie w celu rozejrzenia si臋 za jakim艣 ciekawym facetem, gdy nagle tu偶 przed nim wyros艂a posta膰. Popatrzy艂 na ni膮, na niepewny u艣miech b艂膮kaj膮cy si臋 na znajomej twarzy, i przez kilka chwil nie potrafi艂 wydusi膰 z siebie s艂owa.
Nie spodziewa艂 si臋 tego spotkania. Przez tyle lat rozmija艂 si臋 z 艁ukaszem, 偶e Heaven sta艂o si臋 dla niego ca艂kiem bezpiecznym miejscem. Troch臋 tandetnym i bardzo przesi膮kni臋tym ubog膮 popkultur膮, ale lubi艂 ten klub.
A teraz spotyka艂 tu jego. I kompletnie nie wiedzia艂, jak si臋 zachowa膰. Na domiar z艂ego, czu艂 lekkie szumienie w g艂owie, kt贸re z pewno艣ci膮 w niczym mu nie pomaga艂o.
- Tak my艣la艂em, 偶e ci臋 tu znajd臋 - powiedzia艂 艁ukasz.
- Po co mnie szuka艂e艣? - prychn膮艂 od razu Maciej, nie mog膮c nawet ukry膰 swojego zdenerwowania.
- Wiedzia艂em, 偶e telefon贸w ode mnie raczej by艣 nie odebra艂. - 艁ukasz u艣miechn膮艂 si臋 lekko i wzruszy艂 ramionami. Maciej otaksowa艂 go spojrzeniem i chc膮c czy nie, musia艂 przyzna膰, 偶e 艁ukasz prezentowa艂 si臋 dobrze. Zdecydowanie nie przypomina艂 kogo艣, kto w艂a艣nie mia艂 rozw贸d na g艂owie, wr臋cz przeciwnie. Wydawa艂 si臋 jaki艣 taki... przywr贸cony do 偶ycia? Wygl膮da艂 艣wietnie w granatowej koszuli z zawini臋tymi do 艂okci r臋kawami i w ciemnych, dobrze le偶膮cych spodniach. Zawsze mu troch臋 przypomina艂 m艂odego, jeszcze nie siwego Georga Clooneya, mia艂 co艣 takiego w oczach, 偶e...
Tak. Maciej zdecydowanie zbyt wiele wypi艂. Chrz膮kn膮艂, zdaj膮c sobie spraw臋, 偶e patrzy艂 na 艁ukasza jak ciel臋 w malowane wrota.
- No, nie odebra艂bym - odpar艂 i wzruszy艂 ramionami. - I raczej nie mam ochoty tu z tob膮 rozmawia膰 - doda艂, pr贸buj膮c wm贸wi膰 sobie, 偶e to spotkanie nie wywo艂a艂o w nim 偶adnych wi臋kszych emocji. - Przyszed艂em, 偶eby si臋 pobawi膰.
艁ukasz patrzy艂 na niego przez chwil臋, a Maciej ju偶 my艣la艂, 偶e odpu艣ci. Zawsze odpuszcza艂. Ca艂e 偶ycie, cholera jasna, odpuszcza艂. Nigdy o nic nie walczy艂, bra艂 偶ycie, jak lecia艂o, nie pr贸buj膮c go chocia偶 w ma艂ym stopniu zmienia膰.
- Jeden drink, okej? - zapyta艂 jednak, a Maciej a偶 uni贸s艂 brwi. Nie tego si臋 spodziewa艂. Czu艂, jak co艣 w nim p臋ka. Jak mi臋knie pod tym ciemnym, uwa偶nym spojrzeniem, jak powoli staje si臋 tym, kogo zawsze si臋 brzydzi艂.
- Tylko jeden - rzuci艂 艂askawie, ale wiedzia艂, 偶e tak naprawd臋 przegra艂 i 偶e to nie on robi艂 przys艂ug臋 艁ukaszowi.
Malecki u艣miechn膮艂 si臋 z wdzi臋czno艣ci膮, po czym zam贸wi艂 im po drinku, by zaraz poprowadzi膰 do najbli偶szego stolika.

***

Wszed艂 do klubu i momentalnie poczu艂 ogromn膮 ulg臋. Uciek艂. Odetchn膮艂 pe艂n膮 piersi膮, a specyficzna wo艅 Heaven, na kt贸r膮 sk艂ada艂a si臋 mieszanka kurzu, papieros贸w, alkoholu, potu i czego艣 bli偶ej niezidentyfikowanego, skojarzy艂a mu si臋 z wolno艣ci膮. U艣miechn膮艂 si臋 z rozbawieniem na t臋 refleksj臋 i przeszed艂 obok zamkni臋tej szatni (bo kto by latem kurtki nosi艂) prosto na parkiet. Trafi艂 na najlepsze godziny, klub t臋tni艂 偶yciem, jasno pokazuj膮c, 偶e homoseksuali艣ci w tym mie艣cie to chyba nie taka znowu mniejszo艣膰. Filip uwielbia艂 to miejsce nie tylko dlatego, 偶e za patrzenie na m臋ski ty艂ek nie grozi艂 mu sierpowy w twarz, ale po prostu zawsze czu艂 tu jak膮艣 tak膮 energi臋... W Heaven nie musia艂 udawa膰 kogo艣, kim nie by艂. Nawet je艣li czasem zdarza艂o mu si臋 spotka膰 tu znajomego - nieraz bardzo go ten fakt zadziwia艂 - szokuj膮ce, ilu gej贸w go otacza艂o - to i tak niczym si臋 nie przejmowa艂. M贸g艂 by膰 sob膮, po prostu. A gdy jeszcze doda艂o si臋 do tego alkohol, ca艂kiem dobr膮 muzyk臋 i przystojnych barman贸w, otrzymywa艂o si臋 do艣膰 przyjemny wynik.
Rozejrza艂 si臋 dooko艂a i jako艣 tak przez przypadek jego wzrok pad艂 na pe艂ny kufel piwa, stoj膮cy na stoliku obok, wygl膮daj膮cy absolutnie 偶a艂o艣nie bez swojego w艂a艣ciciela. Nie m贸g艂 wi臋c go zostawi膰 bez opieki, jego r臋ka sama si臋 wychyli艂a, z艂apa艂a za szklank臋, przyci膮gn臋艂a j膮 do piersi, a Filip niezauwa偶ony oddali艂 si臋 od miejsca zbrodni.
Kiedy balansowa艂 pomi臋dzy lud藕mi, uwa偶aj膮c przy tym, by jego skradziony alkohol przypadkiem si臋 nie wyla艂, mia艂 ochot臋 si臋 za艣mia膰. Cz臋sto tak organizowa艂 sobie procenty w klubach - po prostu wykorzystywa艂 okazj臋. Zdarza艂o si臋, 偶e na horyzoncie nie majaczy艂 si臋 偶aden 艂o艣, kt贸ry zafundowa艂by mu kilka drink贸w, a przecie偶 Filip p艂aci膰 dychy za przyjemno艣膰 nie b臋dzie. Nie m贸wi膮c ju偶 o tym, 偶e ta dycha to by艂by tylko pocz膮tek, to膰 jednym piwem czy jedn膮 szklank膮 w贸dki z sokiem si臋 nie doprawisz. Za tym posz艂yby kolejne zam贸wienia, a jego portfel zap艂aka艂by okrutnie. Stawia艂 wi臋c na czujno艣膰: zostawisz dopiero co kupionego drinka bez opieki? No co tu du偶o m贸wi膰 - tw贸j problem.
Ustawi艂 si臋 pod 艣cian膮, popijaj膮c skradzione piwo. Zanim tu wyszed艂, strzeli艂 ju偶 sobie setk臋 w贸dki, wi臋c czu艂 stosunkowo przyjemne szumienie w g艂owie, kt贸re pog艂臋bia艂o si臋 z ka偶dym kolejnym 艂ykiem browaru.
B艂a偶ej gdyby wiedzia艂, gdzie podzia艂a si臋 jego w艂asno艣膰, wpad艂by w sza艂. To w艂a艣nie od niego uciek艂 Filip; powoli zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e d艂ugo tego nie poci膮gnie. Naprawd臋 mia艂 ju偶 do艣膰, a Pacu艂a przecie偶 nie by艂 艣lepy. I chyba w艂a艣nie przez to stawa艂 si臋 tak irytuj膮cy, chcia艂 na si艂臋 zatrzyma膰 przy sobie Wilczy艅skiego.
Dopi艂 piwo i zaraz stwierdzi艂, 偶e chce wi臋cej. Dzisiaj naprawd臋 musia艂 troch臋 spu艣ci膰 z siebie powietrze, bo jak tak dalej p贸jdzie, to rzuci si臋 na B艂a偶eja i w rezultacie sam sko艅czy na OIOM-ie. Przeszed艂 si臋 po klubie raz jeszcze w poszukiwaniu jakiego艣 osamotnionego napoju procentowego, zupe艂nie nie zwracaj膮c uwagi na ludzi znajduj膮cych si臋 dooko艂a. Kto艣 si臋 na niego patrzy艂, kto艣 inny si臋 u艣miecha艂, jeden nawet oczko pu艣ci艂, ale Filip na razie nie mia艂 ochoty na amory. Mo偶e p贸藕niej. Teraz by艂y wa偶niejsze rzeczy, upojenie alkoholowe samo przecie偶 do jego g艂owy nie zawita, musia艂 o nie troch臋 zadba膰.
I wtedy zobaczy艂 jego. Sta艂 tam, zaledwie na wyci膮gni臋cie r臋ki. Opuszczony i jaki艣 taki smutny, ale prezentuj膮cy si臋 i艣cie apetycznie. Nie m贸g艂 go przecie偶 takim zostawi膰, w szczeg贸lno艣ci, 偶e dooko艂a nie kr臋ci艂 si臋 nikt zainteresowany tym samotnym cudem.
Podszed艂 do stolika, wyci膮gn膮艂 wi臋c r臋k臋 i z艂apa艂 za szklank臋 pe艂nego, kolorowego drinka. Na oko Filipa, wygl膮da艂 jak sex on the beach, pomara艅czowy sok miesza艂 si臋 na samym dnie z czerwonym syropem, a brzegi szklanki zdobi艂y drobinki cukru. Co za frajer go tu zostawi艂, pomy艣la艂 Filip, poci膮gaj膮c ze s艂omki du偶ego 艂yka s艂odkawego napoju. Ju偶 odwr贸ci艂 si臋 z zamiarem jak najszybszego odej艣cia, kiedy jego wzrok pad艂 na stolik obok. A dok艂adniej na osob臋 siedz膮c膮 przy nim. Zmru偶y艂 oczy, zastanawiaj膮c si臋 przez chwil臋, sk膮d on, do cholery, kojarzy艂 t臋 twarz. Wydawa艂a mu si臋 ona naprawd臋 bardzo znajoma, chocia偶 co艣 mu podpowiada艂o, 偶e nie zamieni艂 z tym facetem ani jednego s艂owa.
Odszed艂 troch臋 dalej, popijaj膮c swoje skradzione sex on the beach (Filip nie lubi艂 s艂odkich drink贸w, ale darowanemu koniowi w z臋by si臋 nie zagl膮da), popatruj膮c ca艂y czas ukradkiem na m臋偶czyzn臋. Siedzia艂 przy stole z innym facetem, o czym艣 rozmawiali, wygl膮dali na takich, kt贸rzy znaj膮 si臋 ju偶 kup臋 lat i...
Filip zamar艂. Oczywi艣cie, 偶e ich zna艂. Kiedy m臋偶czyzna siedz膮cy naprzeciwko pochyli艂 g艂ow臋, a klubowe niebieskie 艣wiat艂o pad艂o na jego twarz, momentalnie j膮 rozpozna艂. Maciej. Facet zajmuj膮cy miejsce naprzeciwko Macieja, kt贸rego Wilczy艅ski dostrzeg艂 jako pierwszego i kt贸ry ju偶 wtedy wyda艂 mu si臋 znajomy, by艂 jego ex-ch艂opakiem - spotka艂 go przecie偶 na klatce schodowej!
Chwil臋 im si臋 przygl膮da艂, popijaj膮c swojego okropnie s艂odkiego i zapewne r贸wnie drogiego drinka, gdy nagle poczu艂 wzbieraj膮c膮 w trudn膮 do opisania niech臋膰. W g艂owie momentalnie pojawi艂 mu si臋 milion pyta艅, ale on jedynie sta艂 i patrzy艂. Gdzie艣 pomi臋dzy "dlaczego ze sob膮 gadaj膮?" i "dlaczego Maciej ma taki dziwny wyraz twarzy?" pojawi艂a si臋 r贸wnie偶 ogromna awersja do 艁ukasza wraz z wizualizacj膮 wylania mu na twarz drinka. Filip zagryz艂 z臋by na czarnej s艂omce, kiedy m臋偶czyzna pochyli艂 si臋 do Wyszy艅skiego, 偶eby z艂apa膰 za jego d艂o艅, kt贸ra wcze艣niej swobodnie le偶a艂a na blacie. Wilku musia艂 si臋 odwr贸ci膰; wszystko si臋 w nim zagotowa艂o. Szybkim krokiem ruszy艂 przed siebie, staraj膮c si臋 uciszy膰 szalej膮ce w g艂owie my艣li. Wypad艂 przed klub, odstawi艂 pust膮 ju偶 szklank臋 na ceglany parapet zakratowanego okna, jaki znajdowa艂 si臋 przy wej艣ciu do Heaven i wyci膮gn膮艂 z kieszeni paczk臋 papieros贸w. Nie pali艂 zbyt wiele, ale po alkoholu i gdy czym艣 si臋 zdenerwowa艂, zawsze dr臋czy艂 go niedob贸r nikotyny. Wyci膮gn膮艂 szluga, odpali艂 go, by zaraz mocno zaci膮gn膮膰 si臋 d艂awi膮cym, drapi膮cym i dla wielu os贸b obrzydliwie 艣mierdz膮cym dymem. Ulga, jak膮 poczu艂, by艂a niestety jedynie chwilowa.
- Hej, kojarz臋 ci臋. - Z zamy艣lenia wyrwa艂 go czyj艣 g艂os. Spojrza艂 na ch艂opaka zaledwie kilka lat starszego od niego. Pierwszym, na co Filip zwr贸ci艂 uwag臋, by艂y 艣mieszne, tak modne teraz okulary Harry'ego Pottera, zniekszta艂caj膮ce ca艂kiem przyjemn膮, wyra藕nie m艂odzie艅cz膮 twarz. - Cz臋sto tu przychodzisz? - zagadn膮艂, a Wilczy艅ski zamiast odpowiedzie膰, poci膮gn膮艂 swojego papierosa, spalaj膮c go niemal do po艂owy. Naprawd臋 nie mia艂 ochoty teraz na 偶adne podrywy, a Harry Potter nie le偶a艂 w kr臋gu jego zainteresowa艅.
- Mhm, powiedzmy - odpar艂 niezbyt ch臋tnie, nawet si臋 z tym nie kryj膮c.
- Masz mo偶e ochot臋 na jakiego艣 drinka? - spr贸bowa艂 jeszcze nieznajomy.
- Nie, dzi臋ki - rzuci艂 Filip, zaskakuj膮c przy tym nawet samego siebie. Kto by pomy艣la艂, 偶e kiedykolwiek zrezygnuje z darmowego alkoholu. - Nie mam za bardzo ochoty na towarzystwo, okej? - powiedzia艂 ju偶 dosadnie, a zdziwienie, jakie odbi艂o si臋 na twarzy nieznajomego ch艂opaka, na moment nawet go rozbawi艂o. Najwidoczniej nie by艂 przyzwyczajony do otrzymywania koszy, a to tylko utwierdzi艂o Filipa w przekonaniu, 偶e dobrze zrobi艂, nie przyjmuj膮c propozycji drinka. Irytowali go faceci, kt贸rzy zachowywali si臋, jakby ca艂y 艣wiat mia艂 pada膰 im do st贸p. Maciej na samym pocz膮tku te偶 go oczywi艣cie niezmiernie denerwowa艂, ale Maciej to Maciej - nie zarejestrowa艂 nawet momentu, kiedy tak bardzo polubi艂 jego towarzystwo.
Rzuci艂 niedopa艂ek na ziemi臋, by zaraz przydepn膮膰 go butem. Gdzie艣 w g艂owie Filipa odezwa艂 si臋 g艂os, ca艂kiem racjonalny zreszt膮, podsuwaj膮cy pomys艂 zawini臋cia swoich manatk贸w i powrotu do domu. Powinien go pos艂ucha膰; tak si臋 zirytowa艂, 偶e nie mia艂 ju偶 dzisiaj czego szuka膰 w Heaven. Niestety jednak Filip rzadko dzia艂a艂 logicznie i raczej nie korzysta艂 z takich dobrodziejstw jak zdrowy rozs膮dek. Zapali艂 papierosa z nadziej膮, 偶e pomo偶e mu on w opami臋taniu si臋, niestety jednak rezultat by艂 ca艂kiem inny od oczekiwanego. Niedopa艂ek le偶a艂 sm臋tnie na ziemi, a Filip na my艣l, 偶e gdzie艣 tam w klubie Maciej ucina艂 sobie lu藕n膮 pogaw臋dk臋 ze swoim by艂ym, zn贸w zaczyna艂 si臋 wewn臋trznie gotowa膰. Pr贸bowa艂 si臋 uspokoi膰, ale zwyczajnie nie potrafi艂, a co chyba najgorsze - nie mia艂 poj臋cia, sk膮d wzi臋艂y si臋 u niego wszystkie te emocje. Pewnie gdyby nie wiedzia艂, kim by艂 艁ukasz i co go kiedy艣 艂膮czy艂o z Maciejem, teraz nie miota艂by si臋 pomi臋dzy zostaniem na zewn膮trz, a powrotem do klubu.
Pieprzy膰 to.
Pijany, z艂y i rozchwiany emocjonalnie ruszy艂 w kierunku parkietu. Szybko zrozumia艂, 偶e wypalony papieros nie do艣膰, 偶e go nie uspokoi艂, to na dodatek wspom贸g艂 dzia艂anie wypitych procent贸w. Filip czu艂 nieprzyjemne 膰mienie w skroniach, czym jednak z chwili na chwil臋 przestawa艂 si臋 przejmowa膰. W ko艅cu alkohol mia艂 to do siebie, 偶e u艂atwia艂 podejmowanie decyzji. Ba, dzi臋ki alkoholowi osobnik upojony by艂 niemal przekonany do s艂uszno艣ci swoich dzia艂a艅. Filip oczywi艣cie w tamtym momencie czu艂 dok艂adnie to samo - przypomni o sobie Maciejowi i wcale nie uwa偶a艂, 偶e spos贸b, w jaki chce to zrobi膰, mo偶e wydawa膰 si臋 cho膰 odrobin臋 偶a艂osny. Niech ten g艂upi Wyszy艅ski sobie nie my艣li, 偶e Wilczy艅ski b臋dzie tak po prostu sta膰 obok i patrze膰 na amory rencist贸w!
Na nieszcz臋艣cie Filipa, kt贸ry z owego nieszcz臋艣cia zda艂by sobie spraw臋 dopiero po wytrze藕wieniu, Maciej i 艁ukasz wci膮偶 siedzieli przy tym samym stoliku. Ca艂y czas rozmawiali, ale dystans pomi臋dzy nimi wydawa艂 si臋 Filipowi mniejszy. Nim cokolwiek zrobi艂, zatrzyma艂 si臋 i wpatrzy艂 w lekki u艣miech, jaki w艂a艣nie pojawi艂 si臋 na twarzy Wyszy艅skiego. Na blacie sta艂y puste szklanki po drinkach, a Maciej i 艁ukasz najwidoczniej zn贸w z艂apali ni膰 porozumienia. Filip poczu艂 nag艂e, nieprzyjemne uczucie zaciskania si臋 czego艣 na gardle. Jakby jaka艣 lodowata r臋ka z艂apa艂a go za szyj臋 w 偶elaznym u艣cisku. Przez moment nie m贸g艂 nic zrobi膰: ani odetchn膮膰, ani prze艂kn膮膰 艣liny, ani nawet si臋 ruszy膰. Nim jednak zd膮偶y艂 si臋 g艂臋biej zastanowi膰 nad swoim stanem, ruszy艂 do przodu pewnym krokiem, bujaj膮c nieco biodrami na boki. Zauwa偶yli go dopiero, kiedy zatrzyma艂 si臋 tu偶 przy stoliku. Maciej popatrzy艂 na niego zdziwiony i chyba troch臋 pijany, o czym 艣wiadczy艂y lekkie wypieki na twarzy (Filip wola艂 nawet nie my艣le膰, 偶e wywo艂a艂o je co艣 innego ni偶 alkohol). Nic jednak nie zd膮偶y艂 zrobi膰, bo Wilczy艅ski ju偶 si臋 do niego pochyla艂. Z艂apa艂 go stanowczym ruchem za kark, przyci膮gn膮艂 do siebie i poca艂owa艂 kr贸tko, ale mocno.
- No hej, kochanie - rzuci艂, kiedy ju偶 si臋 od niego odsun膮艂. U艣miechn膮艂 si臋 do Wyszy艅skiego s艂odko, skutecznie ignoruj膮c siedz膮cego naprzeciwko 艁ukasza. Gdyby na niego spojrza艂, dostrzeg艂by wyraz g艂臋bokiego zdziwienia i zdezorientowania.
- Filip? - Maciej zmarszczy艂 brwi, pocz膮tkowo patrz膮c na niego jak na przybysza z kosmosu. Kiedy jednak po艂apa艂 si臋 w sytuacji, mimowolnie u艣miechn膮艂 si臋, dostrzegaj膮c pe艂en zdeterminowania wzrok Filipa.
Nie mia艂 poj臋cia, co chodzi艂o temu g贸wniarzowi po g艂owie, ale ju偶 teraz wiedzia艂, 偶e dzieciak dzia艂a艂 z premedytacj膮. Robi艂 wszystko, byleby tylko Maciej o nim nie zapomnia艂.
- No, jak wida膰 - odpowiedzia艂, wzruszaj膮c ramionami. - Tw贸j kolega? - zapyta艂, obracaj膮c si臋 do 艁ukasza i z ca艂ych si艂 staraj膮c si臋 nie omie艣膰 go pe艂nym wyrafinowania spojrzeniem. Nie mia艂 poj臋cia jak, ale uda艂o mu si臋 zn贸w ca艂kiem niewinnie u艣miechn膮膰. - Hej, jestem Filip - powiedzia艂 tonem rozentuzjazmowanego nastolatka i wyci膮gn膮艂 w stron臋 艁ukasza r臋k臋. - Ch艂opak Macieja - doda艂, nie mog膮c si臋 powstrzyma膰. Na widok miny 艁ukasza prawie parskn膮艂 艣miechem. Nie wiedzia艂, jak uda艂o mu si臋 go w sobie zd艂awi膰, ale zaraz pogratulowa艂 sobie opanowania.
- Cze艣膰... 艁ukasz - powiedzia艂, popatruj膮c pytaj膮co na Macieja, na co Wyszy艅ski wzruszy艂 ramionami.
To, 偶e by艂 wdzi臋czny Filipowi za wtargni臋cie, to mo偶e troch臋 zbyt wiele powiedziane. Rozmawia艂o mu si臋 z 艁ukaszem ca艂kiem normalnie. Na tyle normalnie oczywi艣cie, na ile mo偶na rozmawia膰 z kim艣, kim si臋 gardzi艂o przez jakie艣 siedem lat. Dopiero gdy na horyzoncie pojawi艂 si臋 Filip, Maciej zda艂 sobie spraw臋, jak tragiczne w skutkach mog艂oby by膰 to spotkanie.
- D艂ugo jeste艣 w Heaven? - zagadn膮艂 Filip jakby nigdy nic i wcisn膮艂 si臋 na kanap臋 tu偶 obok Macieja. Wyszy艅ski musia艂 zagry藕膰 warg臋, kiedy spojrzenie pe艂ne nastoletniej werwy i uwielbienia zatrzyma艂o si臋 na nim. Wilczy艅ski z pewno艣ci膮 by艂 najbardziej nieprzewidywaln膮 osob膮, z jak膮 mia艂 styczno艣膰. A na dodatek g贸wniarz posiada艂 ca艂kiem niez艂e zdolno艣ci aktorskie. Kto wie, mo偶e gdyby przy ich pierwszym spotkaniu Filip nie raczy艂by go okra艣膰, sam da艂by si臋 nabra膰 na te s艂odkie oczka.
- Z godzin臋? - zapyta艂 i popatrzy艂 na 艁ukasza, kt贸ry poruszy艂 si臋 nerwowo na sofie naprzeciwko, rozgl膮daj膮c si臋 po klubie. Pojawienie si臋 Filipa z pewno艣ci膮 nie by艂o mu na r臋k臋, nie mia艂 poj臋cia, jak zareagowa膰. Nigdy raczej nie by艂 zbyt spo艂eczn膮 osob膮, ju偶 nie m贸wi膮c o tym, 偶e przez ostatnie lata ma艂偶e艅stwa kompletnie zatraci艂 umiej臋tno艣膰 obchodzenia si臋 z m艂odszymi od siebie. W艂a艣ciwie to mia艂 wra偶enie, jakby dzieli艂y go lata 艣wietlne nie tylko od tego m艂odego, weso艂ego ch艂opaka, kt贸ry do nich podszed艂, ale r贸wnie偶 od Macieja. Zdawa艂 sobie oczywi艣cie spraw臋, 偶e to do艣膰 irracjonalne, w ko艅cu Maciej by艂 w tym samym wieku co on, ale odr贸偶nia艂o ich do艣wiadczenie 偶yciowe. 艁ukasz mia艂 za sob膮 ma艂偶e艅stwo i tr贸jk臋 dzieci, a Maciej...- Tylko 艣wietn膮 karier臋 zawodow膮, drogie mieszkanie i samoch贸d prosto z salonu. Maciej nigdy nie dor贸s艂, bo nigdy nie musia艂.
A teraz jeszcze okr臋ci艂 sobie wok贸艂 palca kilkana艣cie lat m艂odszego dzieciaka. 艁ukasz nie powinien by膰 zdziwiony, w ko艅cu zna艂 Macieja nie od dzi艣, a Filip by艂 naprawd臋 艂adny (bo przystojnym nie m贸g艂by go jeszcze nazwa膰, brakowa艂o mu do tego jakich艣 trzech-czterech wiosen). Teoretycznie wi臋c Maciej i Filip mogli by膰 na podobnym poziomie. 艁ukasz czu艂 si臋 przy nich jak dotkni臋ty wojn膮 dziadek.
Co艣 nieprzyjemnie zaku艂o jego 偶o艂膮dek, kiedy ch艂opiec ponownie wychyli艂 si臋 do Macieja i niemal z namaszczeniem poca艂owa艂 w policzek. Tego, 偶e by艂 w nim zakochany po uszy, 艁ukasz nie musia艂 si臋 nawet domy艣la膰. Wszystko widzia艂 jak na d艂oni. Maciej zreszt膮 te偶 nie wygl膮da艂 na kogo艣 niezadowolonego. 艁ukasz musia艂by by膰 艣lepy, 偶eby nie dojrze膰 wyra藕nie ukontentowanej miny i zmiany w zachowaniu, kiedy na horyzoncie pojawi艂 si臋 jego m艂odszy kochanek.
Nie wiedzia艂, czy ta relacja by艂a dojrza艂a. Nie wiedzia艂, jakie podej艣cie do zwi膮zk贸w prezentowa艂 teraz Maciej. Nie wiedzia艂 o nim praktycznie nic, mimo 偶e jeszcze dziesi臋膰 lat temu potrafi艂 przejrze膰 go na wylot. W zamian za gard艂o 艣cisn臋艂o go uczucie zawadzania. Nie mia艂 co tu robi膰, porozmawia艂 z Maciejem, dowiedzia艂 si臋, co u niego w pracy, powiedzia艂 mu o swoich zamiarach wzgl臋dem Darii i dzieci. Wy偶ali艂 si臋, troch臋 po艣mia艂, powspomina艂. Za bardzo naciska艂 na Macieja, wydawa艂o mu si臋, 偶e w艂a艣nie tak powinien, 偶e to droga do odzyskania go, ale chyba zbyt wiele si臋 zmieni艂o. Zbyt wiele spali艂 za sob膮 most贸w, 偶eby mie膰 teraz drog臋 powrotu.
- B臋d臋 szed艂. - Filip tylko czeka艂 na te s艂owa. Momentalnie u艣miechn膮艂 si臋 szeroko, nie potrafi膮c tego opanowa膰. Wygra艂.
- Jasne - odpowiedzia艂 Maciej tonem, kt贸rego u偶ywa艂 tylko w stosunku do 艁ukasza. 艁ukasz zbyt cz臋sto ju偶 go s艂ysza艂 i wiedzia艂, co oznacza艂 - Wyszy艅ski nigdy mu nie wybaczy i do ko艅ca b臋dzie traktowa膰 z t膮 swoj膮 osch艂o艣ci膮. Nic wi臋c dziwnego, 偶e Maleckiego tak cieszy艂o dzisiejsze spotkanie; chocia偶 przez chwil臋 Maciej traktowa艂 go tak jak kiedy艣.
- Do zobaczenia - powiedzia艂, mimowolnie zapatruj膮c si臋 na Macieja, by zaraz jednak si臋 otrz膮sn膮膰 i przenie艣膰 spojrzenie w kierunku Filipa. - Mi艂o by艂o pozna膰 - doda艂 z uprzejmym u艣miechem.
Co dziwne, wcale nie czu艂 wzgl臋dem dzieciaka z艂o艣ci. Nie by艂 zazdrosny. Sam dobrze wiedzia艂, 偶e przecie偶 w Macieju 艂atwo mo偶na by艂o si臋 zakocha膰, mimo tej jego nieprzyjemnej, troch臋 cynicznej otoczki. Jednak co艣 wci膮偶 napiera艂o na jego klatk臋 piersiow膮, utrudniaj膮c oddychanie. Wizyta Macieja w jego domu da艂a mu nadziej臋, kt贸r膮 teraz powoli zaczyna艂 traci膰.
Sam sobie jednak nawa偶y艂 piwa, musi je wi臋c jako艣 wypi膰. Odwr贸ci艂 si臋 i odszed艂 w stron臋 baru z zamiarem zam贸wienia kolejnego drinka. Alkohol mo偶e i nie rozwi膮zywa艂 problem贸w, ale pomaga艂 o nich zapomnie膰.
- I co? Wracacie do siebie? - zapyta艂 od razu Filip, kiedy tylko 艁ukasz od nich odszed艂. - B臋dzie wielka hollywoodzka mi艂o艣膰?
Maciej uni贸s艂 brew, popatruj膮c na Filipa z bliska. Ciep艂o, jakie ogarn臋艂o jego cia艂o, obarczy艂 wypitym alkoholem, a my艣l o tym, 偶e Filip ca艂kiem s艂odko wygl膮da艂, kiedy by艂 zazdrosny, zepchn膮艂 na samo dno umys艂u. Wola艂 si臋 nad tym nie zastanawia膰.
- Swoim wielkim wej艣ciem wszystko zniszczy艂e艣 - odpowiedzia艂 ca艂kowicie powa偶nie i si臋gn膮艂 po szklank臋 z niedopitym drinkiem. - Ale mo偶e kiedy艣, kto wie - doda艂, nawet si臋 nad tym nie zastanawiaj膮c. Chcia艂 sprowokowa膰 Filipa. Zreszt膮, czy kiedykolwiek w swoich rozmowach pr贸bowali si臋 nie prowokowa膰? To ju偶 by艂o jak ich firmowy znak rozpoznawczy.
- Troch臋 przekichane, jak nied艂ugo obaj b臋dziecie musieli korzysta膰 z balkonik贸w. Wiesz, to mo偶e sporo miejsca zaj膮膰 w mieszkaniu - odparowa艂 zaraz, marszcz膮c w zabawnym grymasie swoje brwi. Maciej zapatrzy艂 si臋 na jego zaczerwienion膮 od alkoholu i duchoty panuj膮cej w klubie twarz, by zaraz roze艣mia膰 si臋 weso艂o.
- Spokojnie, ju偶 opracowali艣my, w jaki spos贸b ustawi膰 balkoniki, 偶eby jak najmniej zawadza艂y - odpowiedzia艂 z rozbawieniem, nie mog膮c nie zda膰 sobie sprawy z r贸偶nicy odczuwalnej podczas rozmowy z 艁ukaszem a Filipem. Filip wci膮偶 by艂 dzieckiem, wci膮偶 chcia艂 co艣 udowadnia膰, wci膮偶 si臋 naje偶a艂 i nie m贸wi艂 niczego wprost. 艁ukasz mia艂 ju偶 troch臋 za du偶o lat na takie gierki.
- To jeszcze opracujcie, kto wam dup臋 podetrze, jak obaj z 艂贸偶ka ju偶 nie wstaniecie - prychn膮艂, poirytowany tematem rozmowy. Z jakiego艣 powodu wcale nie chcia艂 sobie wyobra偶a膰 Macieja i 艁ukasza razem za kilkadziesi膮t lat.
- Jeste艣 ch臋tny? - zapyta艂 Maciej, nie kryj膮c swojego rozbawienia.
- Spadaj - prychn膮艂 Filip, wstaj膮c. - Skoro ju偶 rozwali艂em ci randk臋, to mog臋 si臋 zmywa膰. Nara. - Machn膮艂 r臋k膮, na przegubie kt贸rej zaraz zacisn臋艂y si臋 palce Macieja.
- Czekaj - powiedzia艂 Wyszy艅ski, nie chc膮c dzisiaj wyl膮dowa膰 sam. Cholera, mia艂 za sob膮 ju偶 naprawd臋 wiele dni abstynencji, a skoro Filip by艂 pijany, zazdrosny i z艂y, to mo偶e...- Maciej nie by艂 g艂upi, 偶eby nie zauwa偶y膰, 偶e ostatnio naprawd臋 si臋 do siebie zbli偶yli. Oczywi艣cie nie m贸g艂 te偶 zaprzeczy膰, 偶e z ch臋ci膮 zobaczy艂by Filipa w swoim 艂贸偶ku. Nagiego, wypi臋tego, dzikiego (bo raczej nie wydawa艂o mu si臋, 偶eby Wilczy艅ski popisa艂 si臋 uleg艂o艣ci膮). Na sam膮 my艣l poczu艂 ogarniaj膮ce go gor膮co i podniecenie. Musia艂 odetchn膮膰 ci臋偶ko, 偶eby chocia偶 troch臋 si臋 uspokoi膰. - Drinka? - zapyta艂, a kiedy dostrzeg艂 zmarszczone w grymasie zastanowienia brwi, zaraz doda艂: - Postawi臋 ci.
Filip u艣miechn膮艂 si臋 szeroko. Kiwn膮艂 g艂ow膮, bo przecie偶 dwa razy tego samego dnia si臋 nie odmawia.
- Niech ci b臋dzie - odpowiedzia艂 z 艂ask膮.
- Powinienem podzi臋kowa膰? - zapyta艂 Maciej, 艣miej膮c si臋 cicho i wstaj膮c od sto艂u.
- Kl臋kn膮膰 - prychn膮艂 Filip i niespodziewanie z艂apa艂 Wyszy艅skiego za r臋k臋, kiedy zacz臋li przeciska膰 si臋 przez ludzi. Maciej mimowolnie u艣miechn膮艂 si臋 pod nosem, zaciskaj膮c palce na du偶ej, ale do艣膰 delikatnej d艂oni. Da艂 poci膮gn膮膰 si臋 Filipowi do baru, a kiedy ustawili si臋 w kolejce, jako艣 tak zapomnia艂 pu艣ci膰 r臋k臋 ch艂opaka. Ca艂kiem przyjemnie mu si臋 j膮 trzyma艂o.
- Wi臋c? O czym rozmawiali艣cie? - krzykn膮艂 Filip, 偶eby Maciej go dos艂ysza艂. W tej cz臋艣ci klubu muzyka znacznie bardziej dawa艂a si臋 we znaki rozmawiaj膮cym. Jej g艂o艣no艣膰 raczej nie zaprasza艂a do konwersacji, pr臋dzej zach臋ca艂a do wej艣cia na parkiet, pota艅czenia, wyrwania kogo艣 i zmycia si臋 z nim albo do darkroomu, albo do domu.
- A偶 taki ciekawy? - zapyta艂 Maciej, nie kryj膮c u艣miechu. Filip przewr贸ci艂 oczami w ten sw贸j impertynencki spos贸b, prychaj膮c przy tym, 偶eby uzyska膰 bardziej dosadny efekt. Maciej z艂apa艂 si臋 na uwa偶nym obserwowaniu mimiki Wilczy艅skiego. Lekko pijany dopu艣ci艂 nawet do g艂osu my艣l, 偶e naprawd臋 lubi艂 to robi膰.
- Nie dodawaj sobie - prychn膮艂, zak艂adaj膮c r臋ce na piersi. - Pytam, po prostu. - Wzruszy艂 ramionami. - Amory peda艂贸w-emeryt贸w s膮 do艣膰 bekowe.
- Nawet tak nie m贸w, bo po kupieniu tobie drinka poczuj臋 si臋 jak pedofil-sponsor. - U艣miechn膮艂 si臋 szeroko, zdaj膮c sobie spraw臋, 偶e z Filipem rozmowa w przyjemny spos贸b p艂yn臋艂a. Po prostu wszystko si臋 jako艣 lepi艂o, chocia偶 czasem musia艂 uwa偶a膰 na swoje s艂owa, 偶eby Wilczy艅ski nie wyci膮gn膮艂 z nich czego艣 nieprzyjemnego. Ale mimo wszystko czu艂, 偶e odpoczywa. Przy 艁ukaszu by艂o ca艂kiem inaczej.
- Idealnie w punkt - stwierdzi艂 Filip. - Dobra, a tak na serio? Chce wraca膰 i tworzy膰 z tob膮 rodzink臋? Adoptujesz kolejnego psa, czy tym razem ju偶 stawiacie na dziecko?
- Nie tak pr臋dko, najpierw 艣lub, p贸藕niej zabierzemy si臋 za robienie bajtla. - Parskn膮艂 艣miechem, a Filip, kt贸ry ju偶 najwidoczniej spu艣ci艂 troch臋 z tonu, te偶 u艣miechn膮艂 si臋 pod nosem.
- Jeste艣 idiot膮 - powiedzia艂 z wyra藕n膮 wy偶szo艣ci膮 w g艂osie.
- Z twoich ust to brzmi jak komplement - odpar艂 i mrugn膮艂 do niego. - Zamawiaj, co chcesz - rzuci艂, zwracaj膮c uwag臋 Filipa na barmana, kt贸ry w艂a艣nie do nich podszed艂.
- Wszystko? - zapyta艂 Wilku podejrzliwie.
- Wszystko.
- Jagger bomb臋 - zwr贸ci艂 si臋 do barmana, nie kryj膮c u艣miechu. Chyba b臋dzie musia艂 cz臋艣ciej 艂apa膰 Macieja w klubach.
Barman (ca艂kiem przystojny, cho膰 do艣膰 niski brunet) popatrzy艂 pytaj膮co na Macieja, ju偶 艂api膮c za butelk臋 Jaggermeistera.
- Niech b臋dzie to samo. - Kiwn膮艂 g艂ow膮, stwierdzaj膮c, 偶e zda si臋 na kubki smakowe Filipa. Szybko jednak zrozumia艂, 偶e to nie by艂 wcale taki dobry pomys艂. Zio艂owy likier zmieszany ze sztucznym posmakiem Red-bulla wywo艂a艂 u niego mocny 艣cisk 偶o艂膮dka i odruch wymiotny. Tylko cudem prze艂kn膮艂 to wszystko, ju偶 obiecuj膮 sobie, 偶e wi臋cej nie si臋gnie po 偶adne alkoholowe wytwory Filipa. Whisky brzmia艂o znacznie bezpieczniej i pro艣ciej.
Wiczy艅ski jednak wydawa艂 si臋 zachwycony; oczywisto艣ci膮 by艂o, 偶e sam nie kupi艂by sobie takiego drinka. W og贸le nie kupi艂by sobie 偶adnego drinka, nawet tego najprostszego, na kt贸rego sk艂ada艂a si臋 w贸dka i sok. Nie narzeka艂 wi臋c, za艣mia艂 si臋 tylko z rozbawieniem, kiedy zobaczy艂 min臋 Macieja po wzi臋ciu ma艂ego 艂yka.
- Ej, nie tak! - zaprotestowa艂 zaraz Filip. - To si臋 pije na raz!
- Przecie偶 po tym idzie zwymiotowa膰 - prychn膮艂, krzywi膮c si臋 tak, jakby co najmniej dosta艂 do wypicia sam spirytus.
- No ju偶 bez przesady. - Przewr贸ci艂 oczami, odstawiaj膮c na blat baru swoj膮 pust膮 szklank臋 z opr贸偶nionym kieliszkiem. - Pyszne to jest.
- Nie powinno si臋 miesza膰 alkoholu z energetykami - ponarzeka艂 jeszcze, ale w ko艅cu z ogromnym b贸lem wla艂 w siebie resztk臋 napoju. Tym razem by艂 ju偶 niemal pewny, 偶e zwymiotuje, co ostatecznie omin臋艂o go chyba tylko cudem.
- Jezu, ja wiem, 偶e wiek zobowi膮zuje, ale przesta艅 zrz臋dzi膰 - prychn膮艂 Filip, jednak mimowolnie u艣miechn膮艂 si臋, dostrzegaj膮c troch臋 bardziej zaszklone od procent贸w spojrzenie Wyszy艅skiego. Sam zreszt膮 nie m贸g艂 siebie nazwa膰 najtrze藕wiejsz膮 osob膮 w Heaven, wi臋c ca艂kiem mu to odpowiada艂o. Korzystaj膮c z chwili nieuwagi Macieja, kt贸ry w艂a艣nie odstawia艂 swoj膮 szklank臋, przysun膮艂 si臋 do niego, z艂apa艂 go za boki twarzy i wychyli艂 si臋 na palcach. Czasem naprawd臋 nienawidzi艂 swojego niskiego wzrostu, ale dzisiaj by艂 ju偶 zbyt pijany, by na to zwraca膰 uwag臋. Poca艂owa艂 Macieja mocno, napieraj膮c na niego ca艂ym swoim cia艂em. Poczu艂 zapach zio艂owego oddechu na policzkach i s艂odki smak Red-bulla na j臋zyku. A偶 sapn膮艂, kiedy ogarn臋艂o go znajome gor膮co, kt贸re pojawia艂o si臋 zawsze, gdy zaczyna艂 si臋 podnieca膰. Uwielbia艂 ca艂owa膰 si臋 po pijaku, mia艂 wtedy wra偶enie, 偶e wszystko jest takie jakby... przyjemniejsze? A teraz jeszcze towarzyszy艂o mu uczucie triumfu, w ko艅cu to on ca艂owa艂 Macieja, nie jaki艣 tam 艁ukasz.
O ile Maciej z pocz膮tku by艂 zbyt zaskoczony, by cokolwiek zrobi膰, w ko艅cu Filip raczej nie cz臋sto rzuca艂 mu si臋 na szyj臋 (chocia偶 ostatnimi czasy robi艂 to zdecydowanie cz臋艣ciej), to po kilku chwilach zreflektowa艂 si臋. Przyci膮gn膮艂 do siebie cia艂o ch艂opaka zdecydowanym ruchem i nie kryj膮c swojej powoli budz膮cej si臋 ekscytacji w spodniach, otar艂 si臋 o jego udo. Nie interesowali go ludzie znajduj膮cy si臋 wok贸艂. W艂a艣ciwie to ma艂o co ich w tamtym momencie interesowa艂o pr贸cz swoich j臋zyk贸w i cia艂. D艂onie Macieja p艂ynnie wsun臋艂y si臋 pod koszulk臋 Filipa, zaczynaj膮c g艂adzi膰 gor膮ce, g艂adkie plecy. Wilczy艅ski w odpowiedzi zamrucza艂, wsuwaj膮c palce we w艂osy Macieja. Poci膮gn膮艂 za nie lekko, tak na pr贸b臋, by zaraz troch臋 wzmocni膰 sw贸j u艣cisk. W pewnym momencie Maciej, kt贸ry by艂 ju偶 do granic podniecony pomimo wypitego alkoholu, obr贸ci艂 Filipa i pchn膮艂 nim na bar, zaczynaj膮c ca艂owa膰 coraz 偶ar艂oczniej. Przeni贸s艂 usta na szyj臋, a d艂o艅mi ju偶 jawnie go ob艂apia艂, kiedy nagle poczu艂 mocne uderzenie w rami臋. Momentalnie oderwa艂 si臋 od Wilczy艅skiego i spojrza艂 w bok, na jakiego艣 ros艂ego m臋偶czyzn臋 w czarnej koszulce z napisem "ochrona".
- Takie rzeczy tylko w darkroomie - powiedzia艂 z gro藕nie zmarszczonymi brwiami, piorunuj膮c ich swoimi 艣wi艅skimi, zapuchni臋tymi oczkami cz艂owieka, kt贸ry naprawd臋 mia艂 do艣膰 dzisiejszej nocy i u偶erania si臋 z peda艂ami.
- Chod藕my na parkiet - rzuci艂 szybko Filip, nie chc膮c robi膰 sensacji. Wykr臋ci艂 si臋 z u艣cisku Macieja i z艂apa艂 go za r臋k臋, ci膮gn膮c w kierunku ta艅cz膮cych ludzi. Zdecydowanie bardziej pasowa艂o mu poruszanie si臋 do muzyki i wypicie jeszcze kilku drink贸w, ni偶 znalezienie si臋 w heavenowskim darkroomie. Nie, 偶eby mia艂 co艣 przeciw takim pomieszczeniom, ten darkroom jednak wyj膮tkowo mu nie podchodzi艂. By艂 ma艂y i bardzo duszny, a o ile lekka wo艅 seksu mog艂a wydawa膰 si臋 ca艂kiem przyjemna, to jednak wdychanie czyjego艣 mocno 艣mierdz膮cego potu zmieszanego z wszystkim, co mo偶liwe, ci臋偶ko nazwa膰 komfortowym.
Maciej nie zaprzeczy艂, chocia偶 chcia艂 ju偶 zaproponowa膰 Filipowi zam贸wienie taks贸wki i zawitanie u niego w mieszkaniu. Kiedy jednak znalaz艂 si臋 razem z Wilczy艅skim na parkiecie, kompletnie o tym zapomnia艂, mimo 偶e podniecenie wcale z niego nie opada艂o.

Szybko zrozumia艂, 偶e czasem utrzymanie takiego stanu jest znacznie przyjemniejsze ni偶 szybki seks po pijaku. Pozwoli艂 wi臋c Filipowi si臋 osaczy膰, ruchy ch艂opaka by艂y naprawd臋 艣wietne, bardzo sugestywne. Nie zabrak艂o ocierania i mokrych poca艂unk贸w. A p贸藕niej zn贸w ruszyli w stron臋 baru, zm臋czeni i spoceni, cho膰 wci膮偶 podnieceni... do czasu. Mianowicie: dop贸ki Maciej nie zrozumia艂, 偶e Filip zdecydowanie przeholowa艂 z alkoholem. I 偶e ta noc nie b臋dzie tak cudowna, jak to j膮 sobie wymarzy艂.