Wi臋zi 19
Dodane przez Aquarius dnia Wrze秐ia 12 2017 21:05:24


Rozdzia艂 19: Spok贸j


Czas si臋 na chwil臋 zatrzyma艂. Patryk siedz膮cy w wannie by艂 jakby odleg艂ym bytem, do kt贸rego pr贸bowa艂 dotrze膰 Jakub. Zbity bezpa艅ski pies, kt贸ry chcia艂 by膰 przez kogo艣 kochany. Ch艂opak trzyma艂 go teraz za r臋k臋 boj膮c si臋 pozosta膰 sam, mimo 偶e wcze艣niej chcia艂 odrzuci膰 co艣, kogo艣 jedynego, kto trzyma艂 go nad powierzchni膮 wody, kt贸r膮 si臋 zach艂ysn膮艂. Nie mia艂 ju偶 masek. Wszystkie rozlecia艂y si臋 w py艂 w tamtej kamienicy na Pradze. Opr贸cz masek, co艣 jeszcze w nim p臋k艂o i bynajmniej nie by艂a to tylko ko艣膰 w r臋ce, bo ta kiedy艣 si臋 zro艣nie. To, co p臋k艂o, nigdy nie b臋dzie za艂atane, pozostanie otwarta rana, kt贸r膮 mo偶e kiedy艣 rozdrapie w przyp艂ywie z艂o艣ci czy gniewu lub rozpaczy. Ale chcia艂, 偶eby teraz kto艣 go pocieszy艂, powiedzia艂, 偶e b臋dzie dobrze i nie zostawi艂 samego.
Jakub przyjrza艂 mu si臋. By艂 nagi, prawie przezroczysty, a czerwone od p艂aczu oczy patrzy艂y gdzie艣 w przestrze艅. Nie chcia艂 pu艣ci膰 jego r臋ki, kt贸r膮 delikatnie g艂adzi艂 kciukiem. W ko艅cu us艂ysza艂 jego ochryp艂y g艂os:
- Chod藕 do mnie - powiedzia艂 cicho Patryk. - Widz臋, 偶e te偶 jeste艣 po nocy, nie zosta艂e艣 wyrwany z 艂贸偶ka. - Jakub ugryz艂 si臋 w j臋zyk. Czu艂 si臋 brudny z powodu tego, co zrobi艂 na imprezie. To nie by艂 dobry moment, 偶eby by膰 tak blisko Patryka, ale on tego potrzebowa艂, wi臋c Wyrzykowski spe艂ni艂 pro艣b臋. Zdj膮艂 ubranie i powoli wszed艂 do du偶ej wanny podnosz膮c w niej poziom wody. Przyjrza艂 si臋 dok艂adnie siniakom, kt贸re zauwa偶y艂 ju偶 wtedy, gdy go rozbiera艂. Na brzuchu, na szyi, na twarzy. 艢ci膮gn膮艂 brwi i przymkn膮艂 oczy, bo zrobi艂o mu si臋 藕le od takiego widoku kochanka. Ba艂 si臋, 偶e si臋 zaraz rozp艂acze, jak dzieciak, a nie m贸g艂 tego zrobi膰, nie przy nim. Dla niego musia艂 by膰 teraz silny. Wzi膮艂 g艂臋boki oddech i otworzy艂 oczy.
- Pomog臋 ci si臋 umy膰. - Przysun膮艂 si臋 do niego bli偶ej i g膮bk膮 powoli zacz膮艂 my膰 jego cia艂o. Zaschni臋t膮 krew na r臋ku i twarzy delikatnie przemywa艂 偶eby nie zrobi膰 mu krzywdy. Na plecach musia艂 uwa偶a膰 na opatrunek za艂o偶ony tam, gdzie ojciec wbi艂 mu n贸偶. Jakub wiedzia艂, 偶e najwi臋ksze rany i tak pozostan膮 w jego ciele i sercu, gdy te powierzchowne ju偶 si臋 zagoj膮.
- My艣lisz, 偶e p贸jd臋 do wi臋zienia? - zapyta艂 nagle Patryk.
- Nie s膮dz臋. Z tego, co m贸wi艂 nam policjant, to dzia艂a艂e艣 w obronie w艂asnej i tak to uznaj膮. Poza tym, Piotr m贸wi, 偶e zna jakiego艣 prawnika, kt贸ry si臋 tym zajmie. Zadzwoni do niego w poniedzia艂ek.
- To nie by艂o tak. - Jakub popatrzy艂 na niego i czeka艂. - To by艂o w obronie w艂asnej, ale p贸藕niej. Najpierw... Najpierw tylko chcia艂em mu zrobi膰 krzywd臋, po prostu. A potem... A potem... - Z jego oczu zacz臋艂y skapywa膰 艂zy, kt贸rych nie umia艂 powstrzyma膰. Jakub obj膮艂 go za g艂ow臋, kt贸r膮 m贸g艂 oprze膰 na ramieniu a r臋k膮 z艂apa艂 si臋 kurczowo jego r臋ki. P艂aka艂 i d艂ugo nie m贸g艂 si臋 uspokoi膰.
- Spokojnie - pr贸bowa艂 go wyciszy膰. - Wszystko b臋dzie dobrze. - Siedzieli tak d艂ugich kilkana艣cie minut, a偶 w ko艅cu Patryk powiedzia艂, 偶e chce mu si臋 spa膰. Wyszli wi臋c z wanny i po艂o偶yli do 艂贸偶ka. Musieli zamieni膰 si臋 miejscami, 偶eby Patryk m贸g艂 swobodnie po艂o偶y膰 r臋k臋 w gipsie, a 偶eby mogli zasn膮膰 zwr贸ceni do siebie. Ch艂opak zasn膮艂 od razu, ale dla Wyrzykowskiego sen nie nadchodzi艂. D艂ugo jeszcze wpatrywa艂 si臋 w spokojn膮 ju偶 twarz kochanka i g艂adzi艂 go po w艂osach i r臋ku. Dopiero nad ranem, kiedy zbli偶a艂a si臋 pi膮ta, zamkn膮艂 oczy i zapad艂 w mocny sen.

W g艂owie mu szumia艂o, wydawa艂o si臋, 偶e gdzie艣 brz臋czy wielki owad. Nie mog膮c znie艣膰 tego odg艂osu w ko艅cu rzuci艂 si臋 do telefonu le偶膮cego na szafce i nie patrz膮c na to, kto dzwoni wychrypia艂 zm臋czonym z艂ym g艂osem:
- Czego?
- To ja si臋 pytam! - po drugiej stronie zagrzmia艂 w艣ciek艂y kobiecy g艂os.
- Agata? - Jakub usiad艂 na 艂贸偶ku i rozejrza艂 si臋, ale Patryka nie by艂o obok.
- Przecie偶 nie 艢wi臋ty Miko艂aj! Co si臋 dzieje z Patrykiem? Mia艂e艣 da膰 mi rano zna膰, ja do niego dzwoni臋, ale ma wy艂膮czony telefon, czy na pewno wszystko z nim w porz膮dku? Jest ju偶 jedenasta a ja nie mam 偶adnej informacji!
- Spokojnie, spokojnie. Nie wiem, co z jego telefonem, ale tak, wszystko jest w porz膮dku. Pobi艂 si臋 z ojcem, ma z艂aman膮 r臋k臋...
- I to niby jest w porz膮dku?! Gdzie on jest?! Chc臋 z nim rozmawia膰! - Jakub za艣mia艂 si臋 pod nosem z Agaty. By艂a jak lwica broni膮ca swoich m艂odych.
- Nie wiem - wymskn臋艂o mu si臋.
- Jak to nie wiesz?! - zagrzmia艂a.
- Jest tutaj - pr贸bowa艂 szybko wyja艣ni膰. - Ale ja dopiero si臋 obudzi艂em, pewnie jest w 艂azience lub kuchni. Zaraz go znajd臋 i powiem, 偶eby do ciebie oddzwoni艂, dobrze? - S艂ysza艂 jak fuka po drugiej stronie linii i si臋 zastanawia. Ju偶 prawie s艂ysza艂 jej g艂os, 偶e ma natychmiast da膰 jej Patryka do telefonu, ale na szcz臋艣cie odpu艣ci艂a.
- Dobrze, przeka偶 mu. Ale ma do mnie zadzwoni膰 nie p贸藕niej ni偶 w ci膮gu trzydziestu minut!
Roz艂膮czywszy si臋 Jakub wsta艂 i poszed艂 szuka膰 ch艂opaka. Okaza艂o si臋, 偶e ten siedzi w salonie przed telewizorem popijaj膮c spokojnie kaw臋. Wyrzykowski zapatrzy艂 si臋 na niego przez chwil臋, bo wygl膮da艂 spokojnie i beztrosko.
- Twoja lwica ci臋 szuka - rzuci艂 weso艂o zbli偶aj膮c si臋 do kanapy.
- Kto? - zdziwi艂 si臋 Patryk. Jakub przysiad艂 blisko niego i po艂o偶y艂 tak samo jak on nogi na stoliku kawowym.
- Agata. To dzi臋ki niej wiedzia艂em, gdzie mam pojecha膰 偶eby ci臋 szuka膰 i w艂a艣nie obudzi艂a mnie krzycz膮c w panice "gdzie m贸j Patryczek?!". - Biela艅ski za艣mia艂 si臋 na parodi臋 Agaty w wykonaniu Jakuba i wzi膮艂 od niego telefon. - Dzwoni艂a do ciebie, czemu nie odebra艂e艣? - Patryk wskaza艂 r臋k膮 na stolik, na kt贸rym le偶a艂a jego kom贸rka ca艂a w rozsypce.
- Musia艂 si臋 rozwali膰 podczas b贸jki, nie da si臋 go w艂膮czy膰.
- Ach. Trzeba b臋dzie ci kupi膰 nowy.
- Sam sobie kupi臋.
- Nie wolisz nowszego modelu? - Patryk spojrza艂 na niego. Wiedzia艂, 偶e nie robi tego specjalnie, nie czuje si臋 jego sponsorem, ale ch艂opak troch臋 si臋 tak czu艂. Wczoraj my艣la艂, 偶e to ju偶 za nim, 偶e b臋dzie musia艂 znale藕膰 sobie mieszkanie i nauczy膰 si臋 偶y膰 bez drogich restauracji, gosposi i wielkiego telewizora. Jakub chcia艂 by膰 po prostu mi艂y. By艂o go na to sta膰, wi臋c chcia艂 mu zrobi膰 przyjemno艣膰.
- Nie chc臋 drogich prezent贸w, bo wtedy b臋d臋 si臋 czu艂 jak dziwka. - Wyrzykowski spojrza艂 na niego zdziwiony. Nigdy o tym nie rozmawiali, nie wiedzia艂, 偶e on mo偶e na to tak patrze膰. Wiedzia艂, 偶e chce by膰 niezale偶ny i dlatego nie zgadza艂 si臋 na ci膮g艂e p艂acenie na przyk艂ad za jedzenie, ale nie s膮dzi艂, 偶e to chodzi a偶 o to.
- A ja nie chc臋 by膰 twoim sponsorem, to nie o to chodzi.
- Wiem, ale je艣li to b臋dzie zbyt cz臋sto, to tak w艂a艣nie b臋d臋 si臋 czu艂. To nie chodzi o ciebie, tylko o mnie.
- To brzmi jak kiepska wym贸wka od zwi膮zku - za艣mia艂 si臋 Jakub i zaraz si臋 zarumieni艂, gdy powiedzia艂 g艂o艣no s艂owo "zwi膮zek". Patryk r贸wnie偶 si臋 zarumieni艂, bo przypomnia艂 sobie rozmow臋 z Piotrem. Wtedy te偶 pad艂o to s艂owo.
- Czy my jeste艣my w zwi膮zku? No wiesz, jak jaka艣 para, czy co艣? - zapyta艂 z lekk膮 obaw膮.
- Nie wiem. Ja... Nie zastanawia艂em si臋 nad tym - odpar艂 Jakub. Przez chwil臋 milczeli nie wiedz膮c, co powiedzie膰, jak zacz膮膰 t膮 rozmow臋, gdy nagle rozdzwoni艂a si臋 kom贸rka Jakuba. Ten w艂膮czy艂 rozmow臋 w opcji g艂o艣nom贸wi膮cej.
- Ja wiem, 偶e min臋艂o tylko z dziesi臋膰 minut, ale musz臋 z nim porozmawia膰! - zagrzmia艂 desperacko g艂os Agaty, na kt贸ry obaj si臋 za艣miali. - Patryk? Jeste艣 tam? Jestem na g艂o艣niku?
- Tak - odpowiedzia艂 ch艂opak. - Ale to dobrze, bo wam obydwojgu jestem winien wyja艣nienie.
Wyrzykowski spojrza艂 na niego zmartwiony. Patryk wzi膮艂 g艂臋boki oddech i zacz膮艂 im m贸wi膰 po kolei, co si臋 zdarzy艂o tego wieczoru odk膮d dosta艂 informacj臋 od Przemka. Niewiele m贸wi艂 o uczuciach, kt贸re go zalewa艂y podczas tego incydentu, raczej o suchych faktach. Chocia偶 musia艂 im wyja艣ni膰, dlaczego w og贸le tam poszed艂, to trudno by艂o mu ubra膰 to w s艂owa. Oni i tak nie zrozumieliby gniewu narastaj膮cego przez wszystkie te lata i ch臋ci odwetu na w艂asnym ojcu.
Kiedy sko艅czy艂 m贸wi膰, nast膮pi艂a d艂uga chwila ciszy. On sam po prostu siedzia艂 opieraj膮c r臋ce na kolanach z g艂ow膮 zwieszon膮 w d贸艂, wpatrzony w telefon le偶膮cy na stoliku. Jakub siedzia艂 sztywno z napi臋tym ka偶dym mi臋艣niem, a偶 do b贸lu, jakby gotowy rzuci膰 si臋 w kierunku ch艂opaka, gdyby ten wybuchn膮艂 p艂aczem. Ale on tego nie zrobi艂, w nim ju偶 nie zosta艂o wi臋cej 艂ez. Wystarczy艂y mu te, kt贸re la艂y si臋 ca艂y poranek, od kiedy si臋 obudzi艂.
Zbudzi艂 si臋 w bezpiecznym domu, w bezpiecznym 艂贸偶ku, obok m臋偶czyzny, kt贸remu chyba jednak na nim zale偶a艂o. Najpierw d艂ugo wpatrywa艂 si臋 w jego u艣pion膮 twarz, rozchylone usta i powoli unosz膮c膮 si臋 i opadaj膮c膮 klatk臋 piersiow膮, na kt贸rej jeszcze widnia艂y czerwone 艣lady po ich upojnej sesji. Potem, gdy wsta艂 i zobaczy艂 si臋 w lustrze i co艣 w nim wreszcie p臋k艂o. Zacz膮艂 p艂aka膰 tak dono艣nie, 偶e a偶 wybieg艂 do drugiego pokoju i tam, rzuciwszy si臋 na 艂贸偶ko, rozbecza艂 si臋 jak dzieciak. Wszystkie emocje wychodzi艂y na wierzch ka偶d膮 kom贸rk膮 jego cia艂a. P艂aka艂 nad swoim dotychczasowym 偶yciem, 偶e nie umia艂 postawi膰 si臋 ojcu. P艂aka艂 nad dziadkami, kt贸rzy umarli kilka lat temu, a nawet za bratem, z kt贸rym nigdy jednak nie by艂 blisko. A偶 wreszcie p艂aka艂 za m臋偶czyzn膮, kt贸rego prawie straci艂 przez swoj膮 g艂upot臋. Na koniec p艂aka艂 z powodu emocji, jakie kumulowa艂y si臋 w nim podczas spotkania z ojcem i bijatyki; z powodu b贸lu, jaki on mu zada艂 fizycznie jak i psychicznie. Kiedy ju偶 sko艅czy艂 p艂aka膰, nie by艂o w nim prawie nic. Tylko lekki niepok贸j, co teraz b臋dzie z jego 偶yciem, ale na razie pr贸bowa艂 odgoni膰 te my艣li od siebie. Gdy Jakub pojawi艂 si臋 w salonie, przypomnia艂 sobie te偶, 偶e musi jako艣 odbudowa膰 z nim relacje, bo za bardzo mu na nim zale偶a艂o, 偶eby przekre艣li膰 tego m臋偶czyzn臋, kt贸ry uratowa艂 mu 偶ycie.
Nagle us艂yszeli ryk Agaty. Dziewczyna zalewa艂a si臋 艂zami z powodu tego, co si臋 wydarzy艂o.
- Agata, uspok贸j si臋, prosz臋. - Patryk pr贸bowa艂 opanowa膰 sytuacj臋. W ko艅cu Rudawska zmieni艂a wycie w ma艂y szloch i m臋偶czy藕ni mogli si臋 uspokoi膰. - Nie rozumiem tylko, jak Jakub mnie znalaz艂. - Spojrza艂 na Wyrzykowskiego wyczekuj膮co.
- Zadzwoni艂 do mnie w 艣rodku nocy pytaj膮c si臋, gdzie mieszkaj膮 twoi rodzice, m贸wi膮c tylko, 偶e tam pojecha艂e艣 i nie dajesz znaku 偶ycia - wyja艣ni艂a pr臋dko Agata.
- Piotr do mnie zadzwoni艂 zmartwiony, a jak tylko us艂ysza艂em, 偶e wspomnia艂e艣 o ojcu, to... No sam wiesz, zaniepokoi艂em si臋. - Patrzyli na siebie przez chwil臋 nie zwracaj膮c uwagi na g艂os Agaty w telefonie, kt贸ry co艣 jeszcze papla艂. Patryk podni贸s艂 kom贸rk臋 i w艂膮czy艂 tryb normalnej rozmowy.
- Musz臋 ko艅czy膰 kochana, pogadamy p贸藕niej o twoim wyje藕dzie. Tak, pa. Tak, przepraszam, nic mi nie b臋dzie... Wiem... Mo偶e... Nie wiem. Pa... Pa.
- Wyje偶d偶a? - zaciekawi艂 si臋 Jakub.
- Tak. Do Anglii do swojej wielkiej mi艂o艣ci. - U艣miechn膮艂 si臋 pod nosem.
- Czyli nie z tamtym kolesiem?
- Nie, do Anki.
- Agata jest bi? - Zdziwi艂 si臋.
- Tak. By艂e艣 gdzie艣 dzisiaj w nocy? - Patryk nagle zmieni艂 temat spogl膮daj膮c na m臋偶czyzn臋.
- Dlaczego pojecha艂e艣 do Piotra? - Jakub szybko zmieni艂 tok rozmowy. Patryk chwil臋 milcza艂, zanim odpowiedzia艂.
- Nie mo偶na m贸wi膰 o skoku w bok, je艣li nigdy nie uznali艣my, 偶e byli艣my par膮, prawda? - Patryk pr贸bowa艂 to obr贸ci膰 w 偶art, ale tak naprawd臋 w 艣rodku ca艂y si臋 trz膮s艂. 艢ciska艂o go w 偶o艂膮dku, a serce wali艂o jak m艂ot.
- Czyli jednak. - Jakub opad艂 na poduszki. - Zrobi艂e艣 to z nim? Dlaczego? - Spojrza艂 na niego z rezygnacj膮 i smutkiem. Tak naprawd臋 nie m贸g艂 mie膰 do niego pretensji, bo sam nie zachowa艂 si臋 lepiej.
- Ja chcia艂em? Tak, by艂o mi 藕le i... Tak, chcia艂em to z nim zrobi膰, bo on jest Panem, a ja chcia艂em wiedzie膰 jak to jest, wiesz, by膰 Uleg艂ym, bo chcia艂em ci臋 zrozumie膰. - Zerka艂 na niego, ale wi臋kszo艣膰 czasu patrzy艂 i bawi艂 si臋 kawa艂kiem gipsu. - Bo nie rozumia艂em, wiesz, tego wszystkiego. Ciebie. Nas. W og贸le gada艂em z nim o zwi膮zkach, ale nie by艂 najlepszym rozm贸wc膮, bo on woli przygody na jedn膮 noc. - U艣miechn膮艂 si臋 troch臋 z za偶enowania ca艂膮 sytuacj膮. Ale Jakub nie skomentowa艂, tylko ukry艂 twarz w d艂oniach.
- To znaczy, 偶e i tak ja jestem tym gorszym - westchn膮艂.
- Co? Czemu? - Biela艅ski nie zrozumia艂.
- Po twoim wyj艣ciu po艂o偶y艂em si臋 spa膰. Ale kiedy tylko wsta艂em, zacz膮艂em pi膰. Jedna szklanka za drug膮. A potem zadzwoni艂 do mnie kolega i zaprosi艂 na imprez臋. Okaza艂o si臋, 偶e on i jego narzeczona za艂atwili mi randk臋 w ciemno, nie wiedz膮, 偶e jestem gejem. No i ta laska wyla艂a na mnie drinka i w 艂azience... Nie zamkn膮艂em drzwi i wpad艂 nagle jaki艣 facet. Od s艂owa do czynu... My, no wiesz... - Patryk otworzy艂 szeroko oczy. Nie spodziewa艂 si臋 tego po nim. Jakub parskn膮艂 z艂y na siebie. - By艂em w艣ciek艂y i pijany. Bardzo pijany. Zaraz po tym wyszed艂em zabieraj膮c chyba butelk臋 whisky, nie pami臋tam zbyt dobrze. Natomiast pami臋tam, 偶e chcia艂em do ciebie zadzwoni膰, ale mia艂e艣 wy艂膮czony telefon, pomy艣la艂em wtedy, 偶e to specjalnie, 偶ebym nie m贸g艂 si臋 do ciebie dodzwoni膰. Ale potem zadzwoni艂 Piotr i nagle wytrze藕wia艂em. A kiedy przyjechali艣my na miejsce i ten policjant zacz膮艂 m贸wi膰, co si臋 wydarzy艂o i co sta艂o si臋 tobie, to... to... - R臋ce mu dr偶a艂y, widzia艂 zmieszan膮 twarz Patryka, kt贸ry nie wiedzia艂, co powiedzie膰 i jak zareagowa膰 na tak bezmy艣lne jego zachowanie. Jakub nie umia艂 ubra膰 w s艂owa, to, co wtedy poczu艂. B贸l? Pustk臋? Strach, 偶e go straci? Nagle go po prostu obj膮艂 i 艣cisn膮艂 mocno chowaj膮c twarz w jego ramieniu. - Tak, ba艂em si臋, 偶e ci臋 strac臋. Nie tylko ty boisz si臋 pozosta膰 sam, wierz mi. Odk膮d Micha艂 mnie zostawi艂, czu艂em tylko pustk臋, czu艂em, 偶e jestem nic nie wart, bo przecie偶 facet, kt贸rego kocha艂em bez wahania ode mnie odszed艂. A jak powiedzia艂e艣, 偶e nie chcesz ze mn膮 wraca膰 do mieszkania, wtedy na Komisariacie, to ju偶 w og贸le pomy艣la艂em, jak g艂upio si臋 zachowa艂em. 呕e przez to, 偶e ci臋 wyrzuci艂em, teraz ja odtr膮ca艂em faceta, kt贸rego kocham, i 偶e przez to poszed艂e艣 do ojca, 偶e gdybym przy tobie by艂, to by si臋 to nie wydarzy艂o, bo bym ci臋 zatrzyma艂 i wszystko by艂oby dobrze.
Teraz Jakub p艂aka艂. Kompletnie nie obchodzi艂o go to, 偶e rozkleja si臋 jak beksa. A Patryk tylko s艂ucha艂. By艂 troch臋 z艂y, 偶e Jakub od razu w nocy da艂 dupy jakiemu艣 kolesiowi, ale sam nie by艂 lepszy. Z troch臋 innych pobudek i na trze藕wo, ale sam te偶 da艂 dupy i obaj byli winni. Jednak teraz pr贸bowa艂 skupi膰 si臋 na czym艣 innym, bo chyba dobrze mu si臋 wydawa艂o, 偶e Jakub powiedzia艂, 偶e go kocha, a to by艂o dziwne. I teraz ten m臋偶czyzna, starszy od niego o jakie艣 dziesi臋膰 lat, powa偶ny pan dyrektor, wyp艂akiwa艂 si臋 na jego ramieniu, bo nie chcia艂 go straci膰. Obj膮艂 go jedn膮, zdrow膮 r臋k膮 i przytuli艂 policzek do jego w艂os贸w. Ju偶 chcia艂 co艣 powiedzie膰, kiedy nagle podskoczy艂 wyrwany z zamy艣lenia przez g艂o艣ne uderzenie. Obydwaj podnie艣li g艂owy i spojrzeli przez du偶e okna. Nie zauwa偶yli, 偶e przez ostatni膮 godzin臋 zachmurzy艂o si臋 i niebo by艂o teraz czarne. Na horyzoncie zauwa偶ali pioruny skradaj膮ce si臋 w艣r贸d czerni. Znowu grzmotn臋艂o tu偶 nad ich g艂owami i w ci膮gu sekundy lun臋艂a 艣ciana deszczu. Patryk spojrza艂 w zap艂akane oczy Jakuba, kt贸ry zd膮偶y艂 si臋 uspokoi膰.
- Czy to prawda?
- Ale co? - Czeka艂 na wybuch ch艂opak i jego z艂o艣膰, ale ewidentnie nie to teraz zaprz膮ta艂o jego umys艂.
- 呕e mnie kochasz. - M臋偶czyzna zamar艂 kompletnie nie rozumiej膮c sk膮d mu si臋 to wzi臋艂o, ale zaraz wpad艂y mu do g艂owa s艂owa jego w艂asnej wypowiedzi i zaczerwieni艂 si臋 jak burak, po koniuszki uszu.
- Skoro tak powiedzia艂em - b膮kn膮艂 sam nie wiedz膮c, co o tym my艣le膰. - Chyba... Chyba tak. Na pewno czu艂em si臋 z tob膮 bezpiecznie i ci ufa艂em, dop贸ki...
- Ja ci ufam. - Patryk pog艂adzi艂 go po policzku. - Przepraszam za to, 偶e wczoraj odlecia艂em, nie chcia艂em ci臋 skrzywdzi膰. Przepraszam, 偶e zapomnia艂em o gumce, by艂o mi tak dobrze, 偶e nie my艣la艂em trze藕wo. I przepraszam, 偶e by艂em z Piotrem, to by艂o g艂upie i dziecinne zachowanie.
- 艁a艂.
- Co?
- Teraz ja czuj臋 si臋 jak dzieciak, kiedy ty tak powa偶nie m贸wisz i zachowujesz si臋 dojrzale. - Obydwaj u艣miechn臋li si臋. - Ja przepraszam, 偶e si臋 wtedy unios艂em, to by艂o bardzo g艂upie. I 偶e kaza艂em ci si臋 wynie艣膰. To by艂o jeszcze g艂upsze, przecie偶 wystarczy艂o och艂on膮膰 i porozmawia膰. No i za numerek w 艂azience. To ju偶 w og贸le by艂o poni偶ej pasa. - Jakub przygryz艂 warg臋 i odwr贸ci艂 wzrok.
- Hej - powiedzia艂 艂agodnie i z u艣miechem Patryk. - Ju偶 ok, nie mam ci za z艂e, serio. Sp贸jrz na mnie, bo inaczej spior臋 ci臋 na kwa艣ne jab艂ko. - Wyrzykowski za艣mia艂 si臋 na g艂os i spojrza艂 na niego na wspomnienie tego stwierdzenia, kt贸re pad艂o z ust ch艂opaka przed ich pierwsz膮 sesj膮.
- Niby jak to chcesz zrobi膰 z jedn膮 r臋k膮 w gipsie?
- Jako艣 si臋 za艂atwi.
- W takim przypadku, to ja powinienem ci臋 zwi膮za膰, bo i tak masz ograniczone ruchy.
- Mo偶e zadzwonimy po Piotra?
Obydwaj wybuchli gromkim 艣miechem. Jakub wpl贸t艂 palce w jego jasne w艂osy i poca艂owa艂 mocno. Siedzieli na kanapie ubrani jedynie w spodenki od pi偶amy, a za oknem szala艂a burza. Ca艂owali si臋 i dotykali po nagiej sk贸rze wywo艂uj膮c dreszcze, ale do niczego wi臋cej nie dosz艂o. Le偶eli na kanapie, wtuleni w siebie i s艂uchali deszczu i wiatru.
- Mam nadziej臋, 偶e nie wyrzuc膮 mnie z pracy - powiedzia艂 Patryk.
- Je艣li tak, to znajdziesz inn膮. Zreszt膮, wola艂bym 偶eby艣 znalaz艂 inn膮, tak膮 normaln膮, w ci膮gu dnia, 偶eby艣my nie musieli si臋 mija膰.
- Czy to znaczy, 偶e mog臋 zosta膰?
- Oczywi艣cie. - Poca艂owa艂 go w czubek g艂owy, bo to Patryk le偶a艂 bokiem wci艣ni臋ty mi臋dzy Jakuba a oparcie i jego g艂owa le偶a艂a na jego ramieniu, a r臋k臋 w gipsie opiera艂 o jego brzuch. - Skoro ju偶 si臋 wyda艂o, 偶e ci臋 kocham. - Jakub u艣miechn膮艂 si臋 na to s艂owo. Wcze艣niej o tym nie my艣la艂, w og贸le by mu nie przesz艂o przez g艂ow臋, 偶e m贸g艂 si臋 w nim zakocha膰. A jednak. Stwierdzenie wypowiedziane w trudnym momencie jak najbardziej musi by膰 prawdziwe, a do tego wypowiadaj膮c je teraz, czu艂 si臋 z tym bardzo dobrze.
- Jakub, ja nie wiem czy ja... - Ale on nie pozwoli艂 Patrykowi doko艅czy膰, bo 艣cisn膮艂 go mocniej, zsun膮艂 si臋 lekko i zamkn膮艂 mu usta poca艂unkiem.
- Nic nie m贸w. - Patrzy艂 w jego niebieskie oczy troch臋 przestraszone i niepewne. - Ja chc臋 ci臋 kocha膰 i w tej chwili jest mi oboj臋tne, 偶e ty tego nie czujesz. Na razie wystarczy mi to, 偶e ci na mnie zale偶y, bo tak jest, prawda?
- Tak, bo ja... - Jakub znowu go uciszy艂, tym razem przytkni臋ciem palca do ust, ale Patryk zaraz pokr臋ci艂 g艂ow膮, 偶eby go odrzuci膰. - Bo ci臋 zaraz waln臋 w 艂eb gipsem! Daj mi w ko艅cu doko艅czy膰! Zale偶y mi na tobie i nie wiem czy czuj臋 to samo, czy ci臋 kocham, bo nigdy wcze艣niej tego nie czu艂em i nie wiem czy to to. A nie chc臋 rzuca膰 s艂贸w na wiatr, serio. Mo偶e i to mi艂o艣膰, ale chc臋 poczeka膰 i si臋 przekona膰, bo teraz dla mnie za wcze艣nie. Tak, chc臋 z tob膮 mieszka膰, dobrze mi jest tutaj i to nie tylko z powodu luksus贸w i twoich pieni臋dzy, tylko z powodu ciebie. - Milczeli przez chwil臋 a Jakub u艣miecha艂 si臋 patrz膮c na ch艂opaka. - A teraz zjedzmy co艣, bo burczy mi w brzuchu. Ju偶 dawno powinni艣my byli zje艣膰 艣niadanie.
- Wola艂bym ci臋 tuli膰 ca艂y dzie艅 ni偶 co艣 zje艣膰. - Wyrzykowski obj膮艂 go ponownie a Patryk przewr贸ci艂 oczami.
- O matko, gdybym wiedzia艂, 偶e zaczniesz zachowywa膰 si臋 jak zakochana nastolatka, to kaza艂bym si臋 zabra膰 Piotrkowi.
Znowu zacz臋li si臋 艣mia膰. Patryk cieszy艂 si臋, 偶e mo偶e by膰 przy nim sob膮 i 偶e czeka ich taka mi艂a, mia艂 nadziej臋, niedziela. W ko艅cu wstali i zjedli 艣niadanie, a potem burza odesz艂a i zza chmur wysz艂o s艂o艅ce. Postanowili przej艣膰 si臋 na spacer po mokrych jeszcze chodnikach. Promienie s艂o艅ca ogrzewa艂y ich twarze, wszystko woko艂o pachnia艂o 艣wie偶o艣ci膮, a na horyzoncie majaczy艂a kolorowa t臋cza.

* * *

Ostatecznie Patryk nie zosta艂 o nic pos膮dzony, za to jego ojciec dosta艂 wyrok pi臋ciu miesi臋cy w zawieszeniu na dwa lata oraz nadz贸r kuratora. Wprawdzie Patryk nie do ko艅ca chcia艂 si臋 z tym pogodzi膰, wola艂by od razu wsadzi膰 ojca za kratki, ale nie m贸g艂 zrobi膰 nic wi臋cej. Adwokat polecony przez Piotra za艂atwi艂 Patrykowi mo偶liwo艣膰 nie pojawiania si臋 w S膮dzie na rozprawie, za co ch艂opak by艂 bardzo wdzi臋czny. Nie mia艂 ochoty widzie膰 si臋 z ojcem ani z matk膮. Postanowi艂, 偶e jego noga nigdy wi臋cej nie przekroczy progu tamtego domu.
Agata, opr贸cz Jakuba, bardzo wspiera艂a przyjaciela w tym okresie, tote偶 bardzo ci臋偶ko by艂o mu si臋 pogodzi膰 z jej wyjazdem.
- Napisz, jak wyl膮dujesz. I jak dojedziecie do domu z Ank膮. I w og贸le du偶o do mnie pisz! - Patryk w艂a艣nie 偶egna艂 si臋 z ni膮 na lotniku i nie chcia艂 jej pu艣ci膰. Dziewczyna, jak tylko podj臋艂a decyzj臋 o wyje藕dzie, z艂o偶y艂a wypowiedzenie w pracy, ale dopiero po 14 dniach j膮 zako艅czy艂a ustalaj膮c z szefostwem, 偶e popracuje do ko艅ca. Zreszt膮, pieni膮dze zawsze jej si臋 przydadz膮. W tym czasie z艂o偶y艂a dokumenty o wydanie paszportu, gdy偶 ten, kt贸ry mia艂a, za艂atwiany jeszcze przez jej rodzic贸w, gdy by艂a ma艂a, straci艂 swoj膮 wa偶no艣膰. Wprawdzie do Anglii nadal mog艂a wyjecha膰 jedynie okazuj膮c dow贸d osobisty, jednak wola艂a mie膰 w zanadrzu drugi dokument, gdyby jednak chcia艂a wyjecha膰 gdzie艣 indziej, lub chocia偶by sp臋dzi膰 z Ani膮 wakacje za granic膮. Gdy trzeba b臋dzie odebra膰 dokument, przyleci z powrotem do Warszawy. Przez ten czas du偶o rozmawia艂y z Ani膮. R贸wnie偶 Patryk za艂apa艂 si臋 na kilka rozm贸w na Skypie, bo chcia艂 mie膰 pewno艣膰, 偶e dziewczyna ma dobre intencje. W Londynie wynajmowa艂a mieszkanie razem z innymi dwiema dziewczynami, kt贸re r贸wnie偶 by艂y par膮 lesbijek, tak偶e przyjazd Agaty nie robi艂 na nich du偶ego wra偶enia. Ania studiowa艂a oraz pracowa艂a dorywczo w jednej z restauracji, gdzie za艂atwi艂a r贸wnie偶 prac臋 Agacie. Wi臋cej dziewczynom do szcz臋艣cia na pocz膮tek nie brakowa艂o, a potem zobacz膮 jak u艂o偶y im si臋 偶ycie. Obie wydawa艂y si臋 szcz臋艣liwe, 偶e znowu si臋 zobacz膮 na 偶ywo.
- Patryk, ona musi ju偶 lecie膰. - Jakub pr贸bowa艂 go odci膮gn膮膰 od Rudawskiej, lecz ona nagle i jego z艂apa艂a, 艣ciskaj膮c mocno.
- Opiekuj si臋 nim, dobrze? - poprosi艂a Wyrzykowskiego, kt贸ry odwzajemni艂 u艣cisk i przytakn膮艂. Agata by艂a u nich cz臋stym go艣ciem poza godzinami pracy i mimo, 偶e Jakub d艂ugo z ni膮 nie przebywa艂, to cz臋sto widywa艂, gdy zbiera艂a si臋 do klubu. Gaw臋dzili wtedy przez chwil臋 i 偶egnali si臋 w dobrych stosunkach. Mia艂 nadziej臋, 偶e jej wyjazd nie zdo艂uje Patryka, bo wci膮偶 przecie偶 mia艂 Jakuba u boku.Agata uca艂owa艂a ich obu i w ko艅cu odesz艂a do odprawy, a m臋偶czy藕ni ruszyli na parking do samochodu. Kiedy usiedli, Jakub przez chwil臋 nie w艂膮cza艂 silnika rozmy艣laj膮c nad czym艣.
- Pojedziemy co艣 zje艣膰, a potem na drinka - powiedzia艂 w ko艅cu z szerokim u艣miechem, gdy Patryk spojrza艂 na niego wymownie, ju偶 chc膮c si臋 spyta膰, co si臋 dzieje.
- Brzmi przyjemnie - odpar艂 ch艂opak i ruszyli z parkingu w stron臋 centrum miasta.