Szkolny prześladowca 17
Dodane przez Aquarius dnia Lipiec 03 2017 07:45:13




Położył go z wielką ostrożnością na łóżku wodząc ustami po bardzo kuszącej szyi. Meiji odchylił głowę dając mu swobodny dostęp do tej częściej swego ciała. Długo czekał na tą chwilę, do całkowitego zatracenia się w tym niezwykłym doznaniu, które go czekało.
Pomógł pobyć się swego swetra, który wylądował gdzieś na oliwkowym dywanie. Za nim podążył sweter Aizawy. Dotyk nagiej, gorącej skóry wywołał na tyle elektryzujące wrażenie, że wciągnął szybko powietrze bojąc się stracić oddech.
Satoru objął go w pasie pieszcząc językiem obojczyk. Wiedział, że nie wolno mu się śpieszyć. Wcześniej pewnie zwyczajnie by go przeleciał. Teraz, kiedy tyle uczuć wylewało się z jego serca pragnął dać białowłosemu jak najwięcej rozkoszy. Powoli małymi krokami dotrzeć do celu. Zresztą dla chłopaka obok to był pierwszy raz, więc tym bardziej chciał się postarać, żeby Meiji zapamiętał te chwile jako cudowne wspomnienie i nie rozczarował się nim. Zaznaczył mokrą ścieżkę ku szyi i szczęce ukochanego chłopaka po czym połączył w jedno ich wargi, muskając je wpierw delikatnie z każdym takim dotykiem zbliżając się do namiętnego ich połączenia. Meiji rozchylił usta pozwalając na wtargniecie tego fantastycznego języka, a dłońmi suną w górę i w dół kręgosłupa pięknookiego. Czuł jego erekcję przy swoim udzie co tylko wzmagało podniecenie u niego samego. Marzył o pozbyciu się tych wąskich spodni i uwolnienia siebie. Pragnął być już nagi i widzieć Satoru równie obnażonego. Tymczasem Satoru kąsał i lizał jego sutki na przemian, a dłoń pieściła płaski brzuch. Och gdyby ją przesunął niżej... na samą myśl Meiji prawie jęknął. Ku jego radości Aizawa zabrał się do rozpięcia mu spodni i wsunięcia dłoni pod bieliznę.
- O tak - wyrwało mu się, kiedy ta cudownie gorąca dłoń musnęła jego twardego i wilgotnego penisa. Satoru tylko się uśmiechnął i po wyjęciu dłoni co wywołało rozczarowanie Meijiego, zdjął mu spodnie wraz z bielizną, na końcu ściągając skarpetki. Wzrokiem pełnym pożądania pożerał ciało tego wspaniałego chłopaka. Było idealne, tak samo jak jego właściciel.
- Meiji jesteś niepowtarzalny.
Podniósł jego nogę i zaczął całować stopę, łydkę, popieścił go pod kolanem, przesuwając się ku udom. Jego wzrok padł na znamię. To o którym wspominał Ryutaro w czasie pamiętnej kolacji. Pocałował je z uwielbieniem.
Meiji wpatrywał się w to co robi jego chłopak. Patrzył, czuł, pragną z każdym dotknięciem więcej. Usiadł i podniósłszy twarz Satoru zaczął ją całować. Chciał go mieć nagiego. Już. Teraz. Natychmiast. Rozsunął zamek i zaczął zsuwać mu te denerwujące i niepotrzebne spodnie. Popchnął go na pościel. Satoru zdziwiony nagłą dominacją pozwolił mu na to. Na razie. Kiedy ubranie dołączyło do reszty garderoby chłopak postanowił, że też chce dać pięknookiemu coś od siebie. Jeżeli chcesz brać, musisz też dawać. Pochylił się nad jego brzuchem i całował każdy jego skrawek. Palcami sięgając do sutków trącał je lekko. Widział, że to sprawia Satoru przyjemność. Miał przymknięte powieki i łapał nierówny oddech przez rozchylone usta. Widział też coś innego. Członek chłopaka leżący na brzuchu i czekający na zainteresowanie. Trącił językiem pobudzoną do granic erekcję. Zrobił to ponownie wywołując niekontrolowany ruch bioder u pięknookiego. Uśmiechnął się zadziornie. Uczucie, które nastąpiło kiedy owinął na tym dużym członku palce nie umiał porównać z niczym innym. Zwłaszcza przy cichej aprobacie właściciela tego narządu. Pocałował czubek penisa i poruszył dłonią w górę i w dół.
Satoru nie wierzył, że za pierwszym razem chłopak się na to zdobędzie. Patrzył na niego i mimo niedoświadczenia którym emanował właściciel tych ust, które wzięły główkę i zassały, mógłby dojść już teraz. Tylko to nie tak miało być. Na to przyjdzie pora. Wyciągną ręce i pociągnął chłopaka w górę. Od razu zatapiając się w pocałunku.
- To ja miałem ci dostarczyć dziś wrażeń - położył się między jego nogami. Zbliżył twarz do jego ucha i skubnął płatek. Błądził dłońmi po tym rozgrzanym ciele poznając je i zapamiętując każdy skrawek skóry - Jesteś cudowny. Piękny.
- Komplemenciarz z ciebie - przesunął stopą wzdłuż jego nogi.
Satoru popatrzył roziskrzonym i zamglonym wzrokiem.
- Mówię prawdę. Mógłbym cię zjeść.
- Jestem twój - otarł się o jego brzuch.
- Chyba coś potrzebuje wyjątkowej uwagi.
Obniżył się i polizał sączącego się penisa. Patrzył w tym czasie na twarz białowłosego. Była rumiana z podniecenia i ze wstydu. Ręce ułożone nad głową, oraz latka piersiowa unosząca się szybko tylko zawróciły mu w głowie. Postanowił dać kochankowi nagrodę za taki kuszący wygląd. Czubkiem języka zaznaczył kontur główki, a później polizał płaską powierzchnią całą tą wrażliwą część. Wsunął członek do ust i possał co wywołało cichy jęk Meijiego. Pracując nadal językiem pochłoną głębiej penisa. Przytrzymał mu biodra, które pragnęły wbijać się w niego z zawrotną szybkością.
Tego dla niego było już za wiele. Czuł, że z każdym ruchem głowy, dłoni, języka, którego pięknooki wie jak używać jest bliżej wybuchu. Gorąco coraz bardziej kumulowało się w podbrzuszu. Rozpadał się. To wibrujące mruczenie pochodzące z gardła Satoru wysłało go nad krawędź przepaści i skoczył dochodząc w tych mokrych ustach łapiąc zachłannie powietrze. Zaraz poczuł je na swoich smakując swój smak. Zaczęli się zapamiętale całować w szale, który ich ogarnął.
Satoru ścisną jego pośladki zaczynając pieszczoty od nowa. Wsunął kolano między jego uda pozwalając chłopakowi na ocieranie się o niego. Chciał tak wiele mu dać i w łóżku, i w życiu.
- Połóż się na brzuchu - szepnął.
Meiji wykonał czynność i zadrżał, kiedy poczuł ciężkie ciało na sobie. Oddech na jego uchu doprowadził go do gęsiej skórki. Pocałunki na karku, dotyk rąk zawracały mu w głowie. Wyznaczana przez język ścieżka po kręgosłupie zaczęła palić go żywym ogniem, a opuszki palców ledwie stykające się z skórą tylko to pogłębiały. Ponownie zatracał się w doznaniach, a zewnętrzny świat przestał istnieć. Język zjechał na jeden z pośladków, a zęby przygryzły kawałek skóry. Czynność została wykonana ponownie na drugiej półkuli. Napiął mięśnie i wciągnął szybko powietrze, kiedy przeszył go dreszcz rozkoszy na uczucie, które skradło się między jego pośladki. Obejrzał się i nie wierzył własnym oczom. Język Satoru lizał go tam i dostarczał podwójnej ekstazy. Ten zwinny narząd sunął po rowku, wbijał się w niego, zostawiał rozgrzany ślad kierując się na jądra i wracał dając tylko przyjemność tak wielką, że zapragnął, aby to trwało wiecznie. Czytał o tym, ale nie wiedział, że to może być wrażenie wprost nieziemskie. Znów był twardy jak skała. Chciał więcej.
- Saaatoruuu chcę cię, o cholera - zakwilił, kiedy ten wilgotny organ wsunął i wysunął się z niego ponownie - Jeszcze. Więcej. Teraz.
Pieszczota ustała co było kolejną rzeczą nie do zniesienia. Odwrócił się na plecy, był tak rozpalony i gotowy, że czekanie na kolejny ruch pięknookiego wywoływało w nim złość.
- Zrobisz coś wreszcie, czy będziesz tak na mnie patrzył? - jego płytki oddech, gorąco bijące od ciała, wzrok i głos świadczyły, że był gotów.
Aizawa już nie chciał go dłużej męczyć tylko pocałował go odwracając jego uwagę od innych czynności. Tak bardzo już chciał znaleźć się w nim. Wychylił się do szafki po lubrykant i uśmiechnął, wiedząc, ze tam będzie. Zawsze był w każdej sypialni tego domu.
Poczuł jak coś śliskiego wsuwa się w niego. Spiął się lekko. Nie było to nieprzyjemne uczucie, tylko dziwne. Po jakimś czasie, nie wiedział jak długim dołączył do pierwszego drugi palec. Teraz oba rozkrzyżowały się w nim i sprawiło mu to dyskomfort. Jednak penetrujący jego usta język Satoru skutecznie sprowadzał jego myśli na inne tory. Nagle stało się coś niesamowitego. Te już trzy palce poruszyły w nim coś, że krzyknął by gdyby jego usta nie były zajęte. Robiły to za każdym razem. Było mu mało znów chciał więcej. Całkowitego wypełnienia i pocierania o ten cudowny punkt w nim.
Wysunął z niego palce i położył sobie jego nogi na ramiona.
- Tak będzie ci wygodniej.
Przytrzymał mu stanowczo biodra i naparł nawilżonym członkiem na jego wejście.
Bolało. Ponownie spiął się, ale nie mógł nic na to poradzić. Mimo dobrego przygotowania nie było to przyjemne uczucie. Poczuł jak pięknooki zatrzymał się i pieści jego penisa długimi pociągnięciami dłoni. Jak kciuk zatacza kółka wokół główki i sunie w dół na jądra. Tak teraz było dobrze.
Zatrzymał się, kiedy zobaczył, że jego chłopak cierpi. Nie chciał mu sprawić bólu, ale był tam za bardzo wyposażony, a Meiji za ciasny, żeby obyło się bez tego za pierwszym razem. Ponowne odwrócenie uwagi pomogło. Powoli wsunął się do końca, nie przestając go pieścić. Dosięgnął jego ust.
- Rozluźnij się skarbie. Zaraz przestanie cię boleć - szeptał mu do ucha. Meiji zaplótł ręce na jego szyi i patrzył wprost te przepiękne, głodne oczy. Gdy pomyślał, że ten chłopak jest w nim, tak blisko, że bliżej już nie może i jak bardzo go kocha, odprężył się.
- Mogę się ruszyć?
- Tak, tylko delikatnie dobrze?
- Dla ciebie wszystko - ponownie ich wargi się spotkały.
Czuł jak twardy członek wysuwa się z niego i wsuwa. Z każdym takim ruchem ból ustępował miejsca ekstazie. To było to o czym marzył. Nadzwyczajne i zmysłowe uczucie rozchodziło się po całym jego ciele.
Kochali się długo, powoli, napawając każdym fantastycznym uczuciem. Zmysły szalały odbierając im resztki świadomości. Meiji wił się i jęczał, był cichy, ale każde drżenie ciała upewniało szarookiego w tym jak wiele rozkoszy chłopak przeżywa. W tym czasie nie przerywali bliskiego kontaktu ze sobą, całując się i dotykając tak jakby chcieli nadrobić te kilka tygodni, kiedy tak bardzo siebie pragnęli, a niepotrzebnie unikali.
Penis Meijiego ocierał się o ich brzuchy i chłopak czuł, że już długo nie wytrzyma. Owinął nogi wokół bioder swego chłopaka zaciskając je mocno. Jakby ponaglając go do większej ilości uderzeń o prostatę. Satoru już sam będąc blisko końca przyśpieszył pchnięcia, które były szybkie i płytkie. Białowłosy mocniej zacisnął ręce na jego ramionach i zadygotał, kiedy fala orgazmu wydostała się z niego zalewając ich brzuchy, a kocham cię wyrwało z ust. Jego chłopak czując zaciskające się na nim mięśnie i słysząc te dwa słowa dołączył do niego ukrywając twarz w szyi kochanka. Poorgazmowe dreszcze długo przetaczały się przez ich spocone ciała nie chcąc ich opuścić.
- Też cię kocham - odpowiedział zdyszany - Bardzo kocham.
Wysunął się z niego i opadł obok od razu zagarniając go w ramiona. Przez kilka minut leżeli i patrzyli sobie w oczy.
- Jak się czujesz? - zapytał Satoru.
- Pewnie to śmieszne, ale jestem głodny i cudownie zmęczony.
- Nic cię nie boli?
- Nie.
- Przyniosę ci coś do jedzenia, a ty leż i czekaj na mnie.
Wstał zakładając na siebie szlafrok. Wyszedł z pokoju. Kierując się w stronę schodów usłyszał muzykę, a uchylone drzwi dawały mu doskonały widok na scenę rozgrywającą się w pokoju obok. Hayato poruszał biodrami w rytm muzyki rozpinając wolno pasek od swoich rurek. Jego górna część ciała był już naga. Poruszał swoim ciałem zmysłowo, tracąc kontrolę nad sobą, dając się pochłaniać muzyce i zamglonym oczom swego partnera, który leżał na łóżku i wyciągnął rękę w jego stronę.
Zamknął cicho drzwi pozostawiając intymność brata za nimi. Idąc dalej uśmiechnął się, bo z kolejnego pokoju dochodziły dźwięki świadczące o zabawie dwóch innych chłopaków. Prawie się roześmiał na myśl, że jutro nie tylko on będzie niewyspany. W kuchni wziął z lodówki miskę truskawek i po namyśle bitą śmietanę wiedząc już jak ją wykorzysta. Białowłosy raczej nie będzie tej nocy spał.

***

Meiji cały rozpromieniony leżał owinięty kołdrą. Dziś po raz pierwszy się kochał i było cudownie. Satoru jest cudowny. Nie sądził, że to tak szybko nastąpi, ale te słowa, które tak pragnął usłyszeć wzbudziły w nim i większą miłość i rządzę. Cóż ma osiemnaście lat i swoje potrzeby, które coraz bardziej nie dawały spokoju. Uśmiechnął się rozczulająco, kiedy pięknooki wszedł do pokoju.
- Śmietana?
- Nie słyszałeś, że jest bardzo sycąca? - zrzucił szlafrok i usiadł przy nim - A w połączeniu z truskawkami bardzo zdrowa.
- Ma się rozumieć. Nakarmisz mnie? - przysunął się do niego.
- Pod warunkiem, że ty się odwdzięczysz mi tym samym - podał mu do ust owoc zatopiony w przepysznej śmietanie. Meiji wziął go do ust bardzo sugestywnie zlizując resztki słodkiej substancji z kącika wargi.
Karmili się wzajemnie sycąc owocami i scałowując ich smak z ust.
- Ups skończyły się owoce, a śmietana jeszcze jest - zaczął Satoru.
- Masz jakiś pomysł co z nią zrobić? - Meiji podniósł brwi do góry.
Aizawa nabrał palcami białą substancję i rozsmarował ją na torsie chłopaka po czym nachylił i dokładnie zlizał.
- Chyba myślimy o tym samym - jęknął cichutko, kiedy jego chłopak pokąsał go w szyję.
To będzie długa i cholernie doskonała noc - pomyślał Meiji, kiedy jeszcze był w stanie to robić.

***

Obudził się otoczony czyimiś ramionami. Czuł się w nich bezpiecznie i nieziemsko dobrze. To było to o czym zawsze marzył i śnił. Podniósł powieki i napotkał wpatrujące się w niego szare, szczęśliwe, rozkochane oczy.
- Jak długo mi się przyglądasz?
- Wystarczająco, żeby stwierdzić i podziwiać dwa małe dołeczki na policzkach, które pojawiają się, kiedy uśmiechasz się w czasie snu. Mógłbym tak patrzeć na ciebie bez końca.
- Znudziło by ci się oglądanie ciągle tego samego programu.
- Akurat ten należał by do moich ulubionych.
- Satoru?
- Hm? - pogłaskał go kciukiem po policzku.
- Kocham cię.
Ten chłopak był zniewalający, a jak jeszcze mówił te słowa coś ściskało bardzo mocno serce szarookiego. Czyżby było to rozlewające się w nim szczęście?
- Ja ciebie też kocham i nie bawmy się już więcej w kotka i myszkę, bo za długo to trwało zanim doszliśmy do tego momentu.
- Może dzięki temu bardziej docenimy to co nas łączy i tą oszałamiającą noc.
- Było fantastycznie Meiji.
- Nawet lepiej niż w moich snach. Mimo mego niedoświadczenia - ułożył głowę na jego torsie.
- Nie zauważyłem tego - uśmiechnął się patrząc w sufit - Wyglądałeś na pewnego siebie.
- Tylko wyglądałem, ale byłem tak zawstydzony... Chciałem, żebyś się nie zawiódł.
- Meiji - podniósł jego głowę - Kocham twoje niedoświadczenie. Oddałeś mi coś bardzo cennego. Coś czego nie odzyskasz piękny i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, ze ja to dostałem. Mój ty cudzie kochany.
Meiji zaczął się śmiać.
- Powiedziałem coś śmiesznego?
- Nie. Kto by pomyślał, że wielki, zły postrach szkoły, który lubił innymi pomiatać może mówić tak piękne słowa.
- Nie mów nikomu o tym. Stracił bym reputację - szepnął wesoło. Podniósł się i zawisł nad chłopakiem.
- Nie powiem, bo są przeznaczone tylko dla mnie.
Satoru pochylił się chcąc go pocałować, ale Meiji odwrócił głowę.
- Piękny?
- No co poranny oddech nie jest zbyt przyjemny.
- Ha ha ha, ale nie próbuj mi się odwracać w innych sytuacjach - odmówiono mu ust to nachylił się i wessał kawałek skóry na szyi wywołując tym chichot białowłosego - Teraz będziesz naznaczony, że jesteś mój.
- Twój.
- Pora wstawać, chyba, że masz ochotę na poranną rundkę.
- Sorry kochanie, ale wszystko mnie boli to był mój pierwszy raz pamiętaj.
- Nigdy tego nie zapomnę, ale drugi też już był - klepnął go w pośladek - To wstawaj. Musimy jeszcze wyrzucić pościel do prania, bo braciszek mnie zabije.
- Nie chce mi się wstawać. Najchętniej to bym tu został - przeciągnął się.
- Kiedyś zrobimy sobie weekend w łóżku. Przez cały czas z niego nie wyjdziemy i nie przeciągaj się tak, bo aż coś mi się robi, kiedy się napinasz.
Podniósł się i pociągnął swego chłopaka za sobą w górę.
- A obiecasz, że w tym łóżku nie będziemy się nudzić? - zapytał słodko Matsura.
- Wykorzystamy wszystkie nasze fantazje.
- To mi się podoba - przytulił się do nagiego i gorącego ciała.

Po wspólnym prysznicu zeszli na dół do kuchni. Przy stole siedziała czwórka chłopaków.
- Siadajcie zaraz zrobię wam tosty - Hayato jak dobra gospodyni domowa podążył robić im śniadanie.
Meiji usiadł lekko rumiany na myśl, że kiedy oni się kochali w domu byli ich przyjaciele. I oni wiedzieli co się na górze działo.
- Nie gapcie się tak - poprosił - Zawstydzacie mnie.
- My tylko cieszymy się, że w końcu po tak długim oczekiwaniu jesteście razem - mówił Jiro - Jak było- Ał za co?
- Jiro nie interesuj się - Sator opuścił rękę po bliskim kontakcie z głową przyjaciela.
- Ja tylko chcę wiedzieć, czy nie zrobiłeś krzywdy temu chłopcu, a ty mnie bijesz. Ichi o n mnie bije - Jiro zrobił smutną minkę. Satoru wiedział, że chłopak się zmienił na lepsze i był z niego dumny.
- Ok. Nic mi... ekhem złego nie zrobił, przeciwnie. Było fantastycznie. Zadowoleni?
Cała czwórka zgodnie pokiwała głowami.
- O niego się martwicie, a o mnie nie. A co by było jakby mnie wykończył.
- Cóż po tobie byśmy nie płakali - wyszczerzył się Etsuya.
- Powiedz - zwrócił się do Meijiego Ichiro - Dużego ma?
- A słyszeliście, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - zapytał Meiji. Już przestał się wstydzić i był rozluźniony.
- Mój chłopak - Satoru pocałował go mocno.
- Zjesz go sobie później, a teraz proszę śniadanko. Miałem jeszcze truskawki, ale ktoś w nocy je wyżarł - Hayato postawił przed nimi tosty z dżemem i kubki kakao. Sam usiadł obok swego partnera cały w skowronkach. Nareszcie wszystko się ułożyło.
- Hayato - zaczął Satoru - Następnym razem jak zamierzasz robić striptiz upewnij się, że zamknąłeś drzwi, albo zaproś wszystkich. Chętnie popatrzymy. A truskawki były pyszne, dziękujemy.
- Oż ty - Daishi rzucił w niego kawałkiem swojego tosta.
- Nie rzuca się jedzeniem - i oddał mu.
Wszyscy głośno roześmiali się. Dzień zaczynał się przyjemnie.