Americana 9
Dodane przez Aquarius dnia Grudzie˝ 19 2016 20:37:41



Rozdział 9: Dwóch małych, samotnych chłopców


Zgarbiona posta─ç wysiad┼éa z autobusu i naci─ůgn─Ö┼éa kaptur czarnej bluzy bardziej na g┼éow─Ö. ┼Ünieg sypa┼é ju┼╝ od godziny, mr├│z niemal parzy┼é w policzki, a chmura oddechu owiewa┼éa jego twarz za ka┼╝dym razem, gdy wypuszcza┼é powietrze.
Pami─Öta┼é mniej-wi─Öcej gdzie znajdowa┼é si─Ö nowo wybudowany blok, w kt├│rym mieszka┼é Maciej, wi─Öc ruszy┼é w odpowiedni─ů stron─Ö, marzn─ůc z zimna. Sk├│rzana ramoneska z pewno┼Ťci─ů nie by┼éa idealn─ů kurtk─ů na grudzie┼ä, kt├│ry w tym roku okaza┼é si─Ö by─ç do┼Ť─ç ch┼éodny. Prognozowali nawet opady ┼Ťniegu na ┼Ťwi─Öta, co raczej nie cz─Östo si─Ö zdarza┼éo w tej cz─Ö┼Ťci Polski.
Przeszed┼é przez pust─ů ulic─Ö, kt├│ra w tamtym momencie zosta┼éa przykryta lekk─ů warstw─ů bia┼éego, jeszcze nierozje┼╝d┼╝onego puchu. Min─ů┼é stacj─Ö benzynow─ů i myjni─Ö samochodow─ů, pami─Öta┼é doskonale, ┼╝e gdy wraca┼é od Macieja musia┼é przej┼Ť─ç w─ůskim chodnikiem za tymi dwoma obiektami. Ruszy┼é wi─Öc w tamt─ů stron─Ö, po drodze nie spotykaj─ůc ani jednego cz┼éowieka. Osiedle, na kt├│rym mieszka┼é Maciej, wydawa┼éo si─Ö do┼Ť─ç snobistyczne (wsz─Ödzie znajdowa┼éy si─Ö albo bogato wyko┼äczone domy, albo nowoczesne bloki), ale dziwnie puste i ciche. Na dodatek oddalone od centrum miasta o jakie┼Ť czterdzie┼Ťci minut drogi autobusem. Dziwne, ┼╝e taki otwarty i ┼Ťwiatowy m─Ö┼╝czyzna jak Maciej wybra┼é sobie takie odludzie. Jednak Aleks nie zastanawia┼é si─Ö nad tym d┼éugo, w┼éa┼Ťciwie, to przez ca┼éy czas stara┼é si─Ö nie my┼Ťle─ç zbyt wiele o niczym. Skupia┼é si─Ö raczej na tym, ┼╝e w ko┼äcu zobaczy si─Ö z facetem, kt├│ry przy pierwszym ich spotkaniu wywo┼éa┼é w nim tak silne emocje.
Doszed┼é do bramy jednego z blok├│w i wcisn─ů┼é odpowiedni─ů cyfr─Ö na domofonie. Ten zapika┼é kilka razy, sygnalizuj─ůc ┼é─ůczenie, a┼╝ wreszcie rozbrzmia┼é znajomy Bia┼éeckiemu g┼éos, tylko troch─Ö zdeformowany przez urz─ůdzenie. Serce Aleksa zabi┼éo jakby szybciej, a on u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö pod nosem, ju┼╝ nie mog─ůc doczeka─ç si─Ö a┼╝ zobaczy Macieja; prawdziwego, odpowiedzialnego faceta, kt├│ry potrafi┼é zaj─ů─ç si─Ö sob─ů. Nie to co Krzychu i Ja┼Ť. Zbyt wiele uwagi po┼Ťwi─Öca┼é tym dw├│m, maj─ůc tu┼╝ obok takiego m─Ö┼╝czyzn─Ö, by┼é g┼éupi.
– Halo?
Aleks pochylił się do domofonu, żeby wiatr nie zagłuszył jego głosu.
– Hej, tu Aleks – rzuci┼é, przymykaj─ůc nieco oczy, bo kilka p┼éatk├│w ┼Ťniegu opad┼éo mu na powieki. Ju┼╝ po chwili rozbrzmia┼é odg┼éos zwalnianego zamka, pchn─ů┼é wi─Öc bram─Ö i chodnikiem otoczonym bezlistnymi krzakami ruszy┼é prosto do jednej z o┼Ťwietlonych klatek. Blok mia┼é cztery pi─Ötra, wi─Öc nie by┼é zbyt wysoki, ale za to z pewno┼Ťci─ů niedawno wybudowany. M├│g┼é mie─ç trzy-cztery lata. W kilku oknach pali┼éy si─Ö ┼Ťwiat┼éa, prezentuj─ůc za szybami do┼Ť─ç okaza┼ée wn─Ötrza. Aleks zapatrzy┼é si─Ö na to, krzywi─ůc si─Ö lekko. Nie wierzy┼é, ┼╝e kiedykolwiek b─Ödzie go sta─ç na taki luksus, cho─ç czasem wci─ů┼╝ si─Ö ┼éudzi┼é i stara┼é si─Ö ┼╝y─ç marzeniami. Mo┼╝e im si─Ö uda, mo┼╝e „Dzieci Ludwiczka” odnios─ů jaki┼Ť sukces, mo┼╝e...
Jak by┼é dzieckiem te┼╝ cz─Östo sobie wiele rzeczy wmawia┼é, a p├│┼║niej nawet potrafi┼é w to uwierzy─ç. ┼╗e jego rodzice przestan─ů pi─ç. ┼╗e tak naprawd─Ö go kochaj─ů. ┼╗e kiedy┼Ť znajdzie kogo┼Ť, dla kogo b─Ödzie po prostu wa┼╝ny. Nic z tego oczywi┼Ťcie si─Ö nie spe┼éni┼éo, mia┼é ju┼╝ dwadzie┼Ťcia cztery lata i wci─ů┼╝ by┼é sam.
To mo┼╝e g┼éupie, bo patrz─ůc na Aleksa w ┼╝yciu nie powiedzia┼éoby si─Ö, ┼╝e jest kim┼Ť, kto potrzebuje drugiej osoby. Kto rozpaczliwie pragnie czyjej┼Ť uwagi. Wr─Öcz przeciwnie, Bia┼éecki robi┼é wszystko, by zachowa─ç pozory cz┼éowieka niezale┼╝nego od wszystkich i wszystkiego. Czasem jednak bywa┼éy takie dni, ┼╝e potrzebowa┼é kogo┼Ť obok.
I potrzebowa┼é tego kogo┼Ť w┼éa┼Ťnie w tej chwili, po k┼é├│tni z Krzychem, kt├│remu mo┼╝e faktycznie powiedzia┼é zbyt du┼╝o. Po poznaniu swojego brata, po dr─ů┼╝eniu przez Krzysztofa jego tematu no i oczywi┼Ťcie... przez zbli┼╝aj─ůce si─Ö ┼Ťwi─Öta. Odk─ůd pami─Öta┼é, zawsze sp─Ödza┼é je sam i dlatego w┼éa┼Ťnie szybko je znienawidzi┼é. Ta radosna atmosfera dla kogo┼Ť, kto nigdy jej nie do┼Ťwiadczy┼é, wcale nie by┼éa przyjemna. Atakowa┼éa go z ka┼╝dej strony, z telewizora, z bilbord├│w, z radia, a nawet w g┼éupich supermarketach.
Spojrza┼é na Macieja, kt├│ry nawet w dresach i koszulce prezentowa┼é si─Ö naprawd─Ö dobrze. U┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do niego lekko, na co m─Ö┼╝czyzna zareagowa┼é uniesieniem k─ůcika ust. Odsun─ů┼é si─Ö od drzwi i wpu┼Ťci┼é go do bardzo przestronnego przedpokoju.
– My┼Ťla┼éem, ┼╝e b─Ödziesz troch─Ö szybciej – rzuci┼é m─Ö┼╝czyzna jakby z oskar┼╝eniem, ale Aleks nawet tego nie wy┼éapa┼é.
– Autobusy rzadko kursuj─ů – odpowiedzia┼é i schyli┼é si─Ö, by rozwi─ůza─ç swoje wojskowe buty, ca┼éy czas zerkaj─ůc na Macieja, kt├│ry przygl─ůda┼é mu si─Ö z g├│ry. Mia┼é wra┼╝enie, jakby jego entuzjazm do tego m─Ö┼╝czyzny troch─Ö opad┼é, wcze┼Ťniej by┼é jakby bardziej... zainteresowany nim? Teraz poczu┼é, ┼╝e to nie jest to, jednak szybko zignorowa┼é to uczucie. Nie chcia┼é si─Ö nad tym zastanawia─ç, chcia┼é po prostu znale┼║─ç si─Ö w czyich┼Ť ramionach. Gdy wi─Öc wsta┼é, a Maciej zaprowadzi┼é go do swojej do┼Ť─ç ma┼éej, ale bardzo przytulnej sypialni z wyra┼║nie drogimi meblami, poczu┼é ulg─Ö. Po prostu ulg─Ö.
Maciej bez s┼éowa do niego podszed┼é, jakby by┼é ju┼╝ zniecierpliwiony i od razu chcia┼é przej┼Ť─ç do rzeczy. Momentalnie przyci─ůgn─ů┼é Aleksa do siebie mocno, by chwil─Ö p├│┼║niej poca┼éowa─ç go g┼é─Öboko. Bia┼éecki a┼╝ sapn─ů┼é, nie spodziewaj─ůc si─Ö z jego strony a┼╝ takiej stanowczo┼Ťci, a mo┼╝e nawet... brutalno┼Ťci? Ledwo co nad─ů┼╝a┼é za poca┼éunkiem, str├│┼╝ka ┼Ťliny sp┼éyn─Ö┼éa mu z k─ůcika ust, a j─Özyk Macieja dalej szar┼╝owa┼é w jego ustach, nie pozwalaj─ůc mu przej─ů─ç kontroli nad pieszczot─ů. Ostatnim razem m─Ö┼╝czyzna by┼é dla niego bardziej delikatny, jaki┼Ť taki... spokojniejszy? Ale to dobrze, pomy┼Ťla┼é, poddaj─ůc si─Ö r─Ökom kochanka, kt├│re rozpi─Ö┼éy jego czarn─ů bluz─Ö, a nast─Öpnie wsun─Ö┼éy si─Ö pod T-shirt. Chcia┼é dzisiaj troch─Ö brutalno┼Ťci, w┼éa┼Ťciwie to wizja bycia ca┼ékowicie zdominowanym przyprawia┼éa go o przyjemne dreszcze.
Maciej w do┼Ť─ç szybkim tempie go rozebra┼é i ani si─Ö obejrza┼é, a ju┼╝ rzuci┼é go na ┼é├│┼╝ko, by po chwili przygnie┼Ť─ç go do materaca. Z┼éapa┼é pewnie jego penisa, zaczynaj─ůc symulowa─ç go mocnymi, kr├│tkimi ruchami, trzymaj─ůc d┼éo┼ä bli┼╝ej g┼é├│wki cz┼éonka. Aleks j─Ökn─ů┼é, to by┼éo tak intensywne, ┼╝e a┼╝ wygi─ů┼é plecy w niemej pro┼Ťbie o jeszcze. Niestety, wi─Öcej nie by┼éo. Maciej odsun─ů┼é si─Ö, si─Ögn─ů┼é pod ┼é├│┼╝ko, sk─ůd wyci─ůgn─ů┼é prezerwatywy i lubrykant. Bia┼éecki spojrza┼é na niego nieco rozczarowany, mia┼é nadziej─Ö na d┼éu┼╝sz─ů akcj─Ö, ale kiedy m─Ö┼╝czyzna przysun─ů┼é si─Ö do niego z za┼éo┼╝onym na cz┼éonka kondomem, us┼éu┼╝nie rozsun─ů┼é nogi.
– Dobry ch┼éopiec – zamrucza┼é Maciej z satysfakcj─ů i ju┼╝ po chwili si─Ö w niego wsuwa┼é, a┼╝ mrucz─ůc z rozkoszy. Aleks spi─ů┼é si─Ö, jednak zaraz postara┼é si─Ö rozlu┼║ni─ç. By┼é ju┼╝ przecie┼╝ do┼Ťwiadczony w seksie jako pasyw, wiedzia┼é co robi─ç, aby jak najmniej bola┼éo. Jednak Maciej nie da┼é mu nawet chwili wytchnienia, bo ju┼╝ zacz─ů┼é si─Ö w nim brutalnie porusza─ç, pieprz─ůc go mocno. Trzyma┼é d┼éonie w ┼╝elaznym u┼Ťcisku na jego biodrach, przez co Bia┼éecki nie mia┼é nawet gdzie uciec. M├│g┼é mu si─Ö tylko podda─ç, ale i ta forma uleg┼éo┼Ťci mu si─Ö spodoba┼éa. Maciej robi┼é z nim dok┼éadnie to, co chcia┼é, nic dziwnego ┼╝e szybko podniecenie mu wr├│ci┼éo, a on zacz─ů┼é czerpa─ç przyjemno┼Ť─ç z tego dzikiego aktu, kt├│ry jednak wcale nie trwa┼é d┼éugo. Po jakich┼Ť pi─Öciu minutach Maciej ju┼╝ szczytowa┼é. Zamar┼é na chwil─Ö w bezruchu, a jego palce jakby mocniej wbi┼éy si─Ö w cia┼éo Aleksandra, kt├│ry nawet tego nie zauwa┼╝y┼é, zbyt podniecony. Z pewno┼Ťci─ů nast─Öpnego dnia dostrze┼╝e tam ciemne ┼Ťlady, jednak w tamtym momencie w og├│le to go nie interesowa┼éo. Liczy┼éa si─Ö tylko wykrzywiona w przyjemno┼Ťci twarz Macieja i to wystarczy┼éo, by uczucie, kt├│re obudzi┼éo si─Ö w nim za pierwszym razem, wr├│ci┼éo niczym bumerang.
Maciej by┼é cholernie pi─Ökny. Przystojny, m─Öski, idealny. Doskona┼éy facet, z kt├│rym, kto wie, mo┼╝e Aleks m├│g┼éby prze┼╝y─ç kilka lat... a nawet chcia┼éby. W tamtej chwili m─Ö┼╝czyzna ┼Ťwietnie mu do tego pasowa┼é.
Zakochał się.
A przynajmniej tak sobie wm├│wi┼é. Aleks nie wiedzia┼é co to znaczy „zakocha─ç si─Ö”, nigdy nikogo nie mia┼é, nigdy nikogo nie kocha┼é, sk─ůd wi─Öc m├│g┼é wiedzie─ç, jak to wygl─ůda? Mimo to dla niego tak w┼éa┼Ťnie wygl─ůda┼éo uderzenie amora. Szybsze bicie serca, dziwne uczucie w brzuchu, przecie┼╝ tak to opisuj─ů, prawda?
– Strzep sobie – powiedzia┼é Maciej, kiedy uwali┼é si─Ö obok niego na br─ůzowej, bawe┼énianej po┼Ťcieli i ┼Ťci─ůgn─ů┼é z siebie prezerwatyw─Ö. – Tylko uwa┼╝aj ┼╝eby nic mi na ko┼édr─Ö nie skapn─Ö┼éo, nie chce mi si─Ö jej przebiera─ç – doda┼é, podnosz─ůc si─Ö, by wyrzuci─ç zu┼╝ytego kondoma. Nawet nie przej─ů┼é si─Ö Aleksem. Zaspokoi┼é siebie i tylko to si─Ö w tamtym momencie liczy┼éo, a fakt, ┼╝e jaki┼Ť dzieciak si─Ö za nim ugania (no, mo┼╝e nie do ko┼äca dzieciak, ale dla niego Bia┼éecki tak w┼éa┼Ťnie si─Ö zachowywa┼é) m├│g┼é wykorzysta─ç. Zreszt─ů, Aleksander wcale nie by┼é brzydkim ch┼éopakiem. Do super przystojnych z pewno┼Ťci─ů nie m├│g┼é go zaliczy─ç, ale do tych troch─Ö powy┼╝ej przeci─Ötnej ju┼╝ tak. Nawet z tymi wszystkimi kolczykami na twarzy, to w pewnym sensie dodawa┼éo mu seksownej drapie┼╝no┼Ťci. – M├│g┼éby┼Ť troch─Ö przyty─ç – rzuci┼é, kiedy Aleks pozby┼é si─Ö ju┼╝ swojego problemu i dok┼éadnie wytar┼é chusteczk─ů sw├│j brzuch z lepkiej, mazistej substancji. – I ogoli─ç te w┼éosy z piersi, to wygl─ůda obrzydliwie – doda┼é, siadaj─ůc na ┼é├│┼╝ko i patrz─ůc na Aleksa oceniaj─ůcym wzrokiem, pod kt├│rym Bia┼éecki troch─Ö zmala┼é. Nigdy nie przejmowa┼é si─Ö opiniami innych, ale przecie┼╝ to by┼é Maciej.
– Zgoli─ç? – zapyta┼é, got├│w zrobi─ç to chocia┼╝by zaraz.
– Mhm, wydepiluj si─Ö, jak przyjdziesz do mnie nast─Öpnym razem – mrukn─ů┼é z ma┼éym zainteresowaniem i si─Ögn─ů┼é po tablet.
– Ale ca┼éy? – pyta┼é Bia┼éecki dalej, chc─ůc jak najlepiej przygotowa─ç si─Ö na ten obiecany „nast─Öpny raz”. Normalnie, gdyby kto┼Ť kaza┼é mu co┼Ť takiego zrobi─ç, wy┼Ťmia┼éby go. Ow┼éosienie zawsze uwa┼╝a┼é za m─Öskie, oczywi┼Ťcie je┼╝eli nie by┼éo nadmierne. Sam nie mia┼é jakiego┼Ť du┼╝ego buszu na piersi, ot, troch─Ö w┼éosk├│w, kt├│re kiedy┼Ť wydawa┼éy mu si─Ö nawet seksowne.
– Mhm, jaja i ty┼éek te┼╝ – odpar┼é, nawet na niego nie patrz─ůc. Aleksander a┼╝ si─Ö skrzywi┼é, ale nic nie powiedzia┼é. Nie lubi┼é si─Ö tak goli─ç, Krzysztofowi to nie przeszkadza┼éo, innym jego kochankom te┼╝ nie, ale skoro Maciejowi tak...
– Jasne – powiedzia┼é, bez cienia najmniejszego sprzeciwu. Nawet nie zauwa┼╝y┼é, ┼╝e przy tym m─Ö┼╝czy┼║nie nie zachowywa┼é si─Ö normalnie. By┼é jakby zupe┼énie obc─ů osob─ů, nie tym samym, zarozumia┼éym, bezczelnym, egoistycznym Bia┼éeckim co zawsze.

***

Aleksander patrzy┼é przez okno na ruchliw─ů ulic─Ö, na ludzi spiesz─ůcych si─Ö na przystanek autobusowy, samochody staj─ůce sznurem na ┼Ťwiat┼éach. Wsz─Ödzie ta nerwowo┼Ť─ç, nawet ┼Ťnieg nie potrafi┼é doda─ç temu widokowi uroku. Wydawa┼é mu si─Ö w tamtym momencie tylko niepotrzebnym dodatkiem, gdy┼╝ na zewn─ůtrz wcale nie by┼éo tak zimno, przez co szybko topi┼é si─Ö na powierzchni asfaltu, zostawiaj─ůc po sobie brzydko wygl─ůdaj─ůc─ů, czarn─ů pluch─Ö.
Popi┼é kawy i poda┼é szczurowi siedz─ůcemu na jego ramieniu kawa┼éek jab┼éka. Demon od razu uj─ů┼é je w swoje ┼éapki i zacz─ů┼é pa┼éaszowa─ç. Uwielbia┼é te zwierz─Öta, nie chcia┼éy nic od niego w zamian, tylko troch─Ö uwagi, a za co otrzymywa┼é ich zaufanie i wierno┼Ť─ç. Pog┼éaska┼é palcem jego g┼é├│wk─Ö, na co gryzo┼ä pokr─Öci┼é zabawnie noskiem.
Ten dzie┼ä wcale nie zalicza┼é si─Ö dla Aleksa do udanych. Mimo ┼╝e niedawno wr├│ci┼é od Macieja, u kt├│rego zosta┼é na noc, to kiedy przekroczy┼é pr├│g swojego mieszkania, poczu┼é si─Ö samotny. Zupe┼énie jak kiedy┼Ť, jakie┼Ť czterna┼Ťcie lat temu, kiedy to by┼é zbyt ma┼éy, by poradzi─ç sobie z tym uczuciem. Nie mia┼é do kogo i┼Ť─ç, by┼é sam, jednak z czasem po prostu to zaakceptowa┼é. Zadziwiaj─ůce, jak cz┼éowiek potrafi si─Ö przyzwyczai─ç do nieprzyjemnych rzeczy, po prostu je przyj─ů─ç do ┼Ťwiadomo┼Ťci i nie robi─ç nic, by je zmieni─ç.
Jasne, miał Remka i Adama, którzy nie raz byli dla niego sporym wsparciem, jednak czasem to po prostu nie wystarczało. Oni mieli swoje życie, swoje problemy.
Wraz z rankiem zawita┼éy u niego r├│wnie┼╝ silne wyrzuty sumienia. Tak mocne, ┼╝e nawet nie da┼é rady po┼éo┼╝y─ç si─Ö spa─ç po nocy z Maciejem. By┼é wyko┼äczony, a mimo i tak nie m├│g┼é zmru┼╝y─ç oka, by wyspa─ç si─Ö przed pr├│b─ů zespo┼éu.
Może nie powinien Krzychowi tyle mówić? Mężczyzna milczał, nie odezwał się od wczoraj chociażby słowem.
Krzychu nie by┼é a┼╝ taki z┼éy, za bardzo si─Ö narzuca┼é, anga┼╝owa┼é, ale... ale mu pomaga┼é. Chocia┼╝ mo┼╝e te dziwne my┼Ťli nasz┼éy go przez to, ┼╝e po prostu za chwil─Ö sko┼äcz─ů mu si─Ö pieni─ůdze?
Aleks w tym momencie przesta┼é si─Ö rozumie─ç. Nie wiedzia┼é czego chce. Zab┼é─ůdzi┼é.

***

Ostatnio spotykali si─Ö do┼Ť─ç cz─Östo na pr├│by. Ich koncert (o ile mo┼╝na by┼éo to nazwa─ç koncertem) w ma┼éym klubie Beczkarnia zbli┼╝a┼é si─Ö wielkimi krokami. Nie by┼éo to zbyt wielkie wydarzenie, ot, mieli po prostu zagra─ç kilka utwor├│w za piwo od w┼éa┼Ťciciela. B─Öd─ů przygrywa─ç ludziom, kt├│rzy przyszli si─Ö napi─ç czego┼Ť wyskokowego, mimo to dla „Dzieci Ludwiczka” w pewnym sensie by┼éa to jaka┼Ť szansa. Ma┼éa bo ma┼éa, ale ka┼╝dy z cz┼éonk├│w zespo┼éu zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e musz─ů da─ç z siebie wszystko.
Niestety, nie mieli wystarczaj─ůco w┼éasnych utwor├│w, wi─Öc po┼éow─Ö tego co zagraj─ů, b─Öd─ů stanowi┼éy covery. Aleksander ju┼╝ sobie obieca┼é, ┼╝e przysi─ůdzie nad jakim┼Ť kawa┼ékiem i zrzuci te┼╝ co┼Ť na Remka, bo ten akurat mia┼é smyka┼ék─Ö do tworzenia. Je┼╝eli chc─ů si─Ö liczy─ç, to powinni mie─ç zaplecze swoich piosenek.
Aleksander nacisn─ů┼é klamk─Ö w furtce i przeszed┼é na posesj─Ö rodzic├│w Remigiusza. Zamkn─ů┼é za sob─ů bramk─Ö, by leniwym krokiem ruszy─ç na ty┼éy domu, gdzie znajdowa┼é si─Ö ich gara┼╝. By┼é du┼╝o przed czasem, ale to tylko dlatego, ┼╝e nie da┼é rady ju┼╝ d┼éu┼╝ej wysiedzie─ç w mieszkaniu. Musia┼é wyj┼Ť─ç do ludzi, kogo┼Ť opieprzy─ç (tutaj mia┼é oczywi┼Ťcie na my┼Ťli Jasia), z kim┼Ť pogada─ç. Po prostu – nie by─ç sam.
Ju┼╝ mia┼é otworzy─ç drzwi (g┼é├│wnej klapy wjazdowej nigdy nie otwierali, odk─ůd zrobili sobie z gara┼╝u studio, by┼éa ca┼ékowicie zb─Ödna), gdy zauwa┼╝y┼é, ┼╝e kto┼Ť ich nie domkn─ů┼é. Nim jednak cokolwiek zrobi┼é, dobieg┼é go g┼éos Remka:
– Nic nie zrobisz, to ca┼éy Aleks, taki ju┼╝ jest – rzuci┼é ch┼éopak, na co Bia┼éecki tylko bli┼╝ej przysun─ů┼é si─Ö do drzwi i uchyli┼é je szerzej, by m├│c zajrze─ç do ┼Ťrodka. Niestety, widzia┼é tylko ustawion─ů pod ┼Ťcian─ů perkusj─Ö i piece. Nikogo nie dostrzeg┼é.
– No wiem, ┼╝e ju┼╝ taki jest – prychn─Ö┼éa druga osoba, a Aleks a┼╝ drgn─ů┼é, bo doskonale zna┼é ten lekko piskliwy g┼éos, kt├│ry podczas ┼Ťpiewu ca┼ékowicie zmienia┼é barw─Ö. – Tylko ┼╝e ja ju┼╝ serio mam dosy─ç. Ile mo┼╝na? Lubi─Ö go, ale... na ostatniej pr├│bie ostro przesadzi┼é.
– Przesadzi┼é – przyzna┼é Remek. – Sam by┼éem zdziwiony. Nie wiem czemu jest do ciebie tak uprzedzony...
– Bywaj─ů chwile, ┼╝e wcale nie jest – wtr─ůci┼é mu si─Ö Ja┼Ť.
– Tak?
– Tak, dlatego go nie rozumiem – mrukn─ů┼é.
– Go... go ci─Ö┼╝ko zrozumie─ç – westchn─ů┼é ci─Ö┼╝ko Remek, a Aleks sta┼é przy drzwiach w bezruchu, nie chc─ůc im przerywa─ç rozmowy. Mo┼╝e faktycznie by┼é zbyt ostry dla Janka? Przecie┼╝ czasem faktycznie si─Ö dogadywali, sam zreszt─ů potrafi┼é przed sob─ů przyzna─ç, ┼╝e polubi┼é tego dzieciaka. Czasem po prostu... po prostu musia┼é. Zawsze dawa┼é uj┼Ťcie swoim emocjom na kim┼Ť innym, cz─Östo si─Ö po prostu wy┼╝ywa┼é na osobach trzecich, w tym przypadku pad┼éo na Janka. – On nie mia┼é ┼éatwego dzieci┼ästwa – zdradzi┼é mu Remek, a Aleks mia┼é w tym momencie ochot─Ö wbiec do gara┼╝u, jednak nic nie zrobi┼é. Nie potrafi┼é si─Ö nawet ruszy─ç. Dlaczego Remigiusz m├│wi┼é o tym Jankowi?! – Zawsze sobie radzi┼é sam, my┼Ťl─Ö, ┼╝e to bardzo wp┼éyn─Ö┼éo na jego charakter.
Nastała cisza, podczas której Aleksander już prawie zebrał się w sobie i wszedł do garażu, gdy usłyszał głos Janka.
– Nie wiedzia┼éem.
– No to ju┼╝ wiesz. Mo┼╝e go to nie usprawiedliwia, ale on nie jest z┼éy. Czasem po prostu udaje. My┼Ťl─Ö, ┼╝e po prostu si─Ö boi.
– Boi? – zapyta┼é Ja┼Ť.
– Boi, ┼╝e kto┼Ť go we┼║mie za s┼éabego. – Dobra, koniec ┼╝art├│w, pomy┼Ťla┼é Bia┼éecki, bo dla niego by┼éo ju┼╝ za du┼╝o. Nie m├│g┼é tak po prostu sta─ç i s┼éucha─ç tych bredni. Dlaczego, do cholery, Remek opowiada┼é o tym akurat temu ch┼éopakowi?!
Pchn─ů┼é drzwi i wszed┼é do ┼Ťrodka, g┼éo┼Ťno nimi trzaskaj─ůc, ┼╝eby przypadkiem nikt nie przeoczy┼é jego wej┼Ťcia. Nie mia┼é jednak odwagi przyzna─ç si─Ö, ┼╝e pods┼éuchiwa┼é, dlatego jakby nigdy nic otrzepa┼é kaptur ze ┼Ťniegu i doda┼é niezadowolonym tonem:
– Ja pierdole, ale zimnica.
Remigiusz spojrza┼é na niego zaskoczony, a Ja┼Ť zmarszczy┼é brwi, ┼Ťledz─ůc uwa┼╝nie ka┼╝dy ruch Aleksandra, jakby zastanawia┼é si─Ö, czy ten co┼Ť s┼éysza┼é. Bia┼éecki nic jednak nie da┼é po sobie pozna─ç.
– Mam nadziej─Ö, ┼╝e si─Ö nie opierdalacie i my┼Ťleli┼Ťcie ju┼╝ o tym co zagramy w Beczkarni. Z mojej strony obowi─ůzkowo The Offspring – mrukn─ů┼é, odstawiaj─ůc futera┼é z gitar─ů pod ┼Ťcian─Ö, po czym zacz─ů┼é ┼Ťci─ůga─ç kurtk─Ö.
– Mo┼╝e Sum 41? – zaproponowa┼é lekko spi─Öty Remigiusz.
– Mo┼╝e by─ç. A ty? – zwr├│ci┼é si─Ö do Jasia i mimo ┼╝e w tej chwili chcia┼é doda─ç co┼Ť niezbyt mi┼éego, powstrzyma┼é si─Ö. – Jakie┼Ť typy?
Ja┼Ť uni├│s┼é brwi, jakby zdziwiony, ┼╝e zosta┼é o to zapytany. Przygotowa┼é si─Ö na co┼Ť zupe┼énie innego, da┼éby g┼éow─Ö za to, ┼╝e Aleks b─Ödzie go prze┼Ťladowa─ç od samego rana, a tu niespodzianka.
– Ja?
– No nie ja, debilu – prychn─ů┼é i przewr├│ci┼é oczami. Tu ju┼╝ nie m├│g┼é si─Ö pohamowa─ç, to┼╝ to a┼╝ prosi┼éo si─Ö o doci─Öcie. Jednak i tak Aleks czu┼é, ┼╝e wcale nie jest w formie na tego typu gry. – Chcesz zagra─ç co┼Ť konkretnego? – zapyta┼é, a Ja┼Ť zmarszczy┼é czo┼éo, jakby si─Ö zastanawiaj─ůc, czy Aleks faktycznie niczego nie dos┼éysza┼é.
– Three Days Grace? – mrukn─ů┼é, na co Bia┼éecki u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö i kiwn─ů┼é g┼éow─ů. Remek za┼Ťmia┼é si─Ö, rozlu┼║niaj─ůc si─Ö ju┼╝ ca┼ékowicie. By┼é przekonany, ┼╝e jego kolega nie wiedzia┼é o rozmowie, jak─ů przeby┼é chwil─Ö temu z Jankiem.
– Co konkretnie?
– M├│j Bia┼éecki taki mi┼éy? – rzuci┼é weso┼éo Remek, ignoruj─ůc fakt, ┼╝e ta w┼éa┼Ťnie zmiana w zachowaniu Aleksa by┼éa podejrzana. Janek ju┼╝ jednak tego nie pomin─ů┼é.
– Zdarza si─Ö. ┼Üwi─Öta si─Ö zbli┼╝aj─ů – odpar┼é i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö szeroko do przyjaciela, staraj─ůc si─Ö by─ç jak najbardziej naturalny. Czu┼é dziwny op├│r przed wyjawieniem im tego, ┼╝e wszystko s┼éysza┼é. Nie chcia┼é tego robi─ç, bo to o czym m├│wili by┼éo... osobiste. Zbyt osobiste, za bardzo go dotyka┼éo w te wra┼╝liwe miejsca, by m├│g┼é ten temat poruszy─ç.
– „Landmine”? – mrukn─ů┼é Ja┼Ť po chwili zastanowienia.
– Brzmi okej – skomentowa┼é i w tym momencie do┼é─ůczy┼é do nich Adam, jak zwykle zaspany i nie do ┼╝ycia. Popatrzy┼é na nich podpuchni─Ötymi oczami, utwierdzaj─ůc wszystkich w przekonaniu, ┼╝e zapewne jeszcze pi─Ötna┼Ťcie minut temu spa┼é.
– Cze┼Ť─ç – rzuci┼é bez cienia ch─Öci do dalszej egzystencji i popi┼é energetyka, kt├│rego trzyma┼é w d┼éoni. – Zaczynamy?

***

Pr├│by nie mo┼╝na by┼éo zaliczy─ç do w pe┼éni spokojnych, ale Aleks faktycznie czepia┼é si─Ö mniej ni┼╝ zawsze. Musia┼é te┼╝ przyzna─ç, ┼╝e grali coraz lepiej, jemu udawa┼éo si─Ö zgrywa─ç z ka┼╝dym cz┼éonkiem zespo┼éu, bo jako basista musia┼é s┼éucha─ç dos┼éownie wszystkich i do wszystkich si─Ö dopasowa─ç, co zawsze stanowi┼éo dla niego najwi─Ökszy problem. Remigiusz te┼╝ dobrze sobie radzi┼é, ale w tej konkurencji najlepiej wypada┼é Adam, Aleks musia┼é mu przyzna─ç, ┼╝e by┼é naprawd─Ö dobrym perkusist─ů. I stanowi┼é najwi─Ökszy atut ich zespo┼éu. Gdy wali┼é w te swoje b─Öbny wcale nie przypomina┼é tego zaspanego m─Ö┼╝czyzny co zwykle. Wst─Öpowa┼éa w niego jakby wi─Öksza energia, kt├│ra dzisiaj naprawd─Ö by┼éa powalaj─ůca. Mo┼╝e to w┼éa┼Ťnie dlatego Aleks mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e tak dobrze im sz┼éo?
– To mo┼╝e skoczymy do jakiego┼Ť pubu na piwo, co? – zaproponowa┼é Remek, kiedy ka┼╝dy si─Ö ju┼╝ zbiera┼é.
– W sumie mo┼╝na – odpowiedzia┼é Adam, od┼é─ůczaj─ůc piece. Aleksander zerkn─ů┼é na nich i wzruszy┼é ramionami, by┼éo mu to oboj─Ötne i tak przecie┼╝ nie mia┼é plan├│w na wiecz├│r, chocia┼╝ po tym co us┼éysza┼é, mia┼é ochot─Ö si─Ö gdzie┼Ť zaszy─ç. Dziwnie si─Ö czu┼é z my┼Ťl─ů, ┼╝e Ja┼Ť i Remek rozmawiali na takie tematy. Mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e teraz Jasiek b─Ödzie mia┼é go za jak─ů┼Ť typow─ů ofiar─Ö przemocy domowej czy co┼Ť w ten dese┼ä. B─Ödzie t┼éumaczy─ç sobie ka┼╝dy docinek Aleksa tym, ┼╝e mia┼é w dzieci┼ästwie ci─Ö┼╝ko? No do kurwy n─Ödzy, je┼╝eli jeszcze przez to Ja┼Ť zrobi si─Ö dla niego bardziej potulny, wyrozumia┼éy, to chyba z┼éapie go za fraki i przy┼éo┼╝y mu w ten zadarty nos!
– Ja odpadam – odezwa┼é si─Ö obiekt rozmy┼Ťla┼ä Aleksa. Zapi─ů┼é futera┼é i przerzuci┼é go sobie przez rami─Ö, by┼é ju┼╝ w ciep┼éej kurtce i wyra┼║nie zbiera┼é si─Ö do wyj┼Ťcia. – Mam prac─Ö – powiedzia┼é, a Bia┼éecki a┼╝ drgn─ů┼é. Wpatrzy┼é si─Ö w Janka ze zmarszczonymi brwiami, pewny, ┼╝e si─Ö przes┼éysza┼é.
Ten dzieciak znalaz┼éby sobie prac─Ö? W wieku osiemnastu lat? Kiedy mia┼é rodzic├│w, kt├│rzy wci─ů┼╝ go utrzymywali? Niemo┼╝liwe!
– Prac─Ö? – zapyta┼é wi─Öc, stawiaj─ůc na to, ┼╝e mia┼é problemy ze s┼éuchem. Ja┼Ť zerkn─ů┼é na niego i wzruszy┼é ramionami.
– Trzeba sobie jako┼Ť dorobi─ç – rzuci┼é, a Aleks a┼╝ prychn─ů┼é. On wcale nie pali┼é si─Ö do pracy, cho─ç musia┼é przyzna─ç, ┼╝e ta informacja go zaskoczy┼éa. Przecie┼╝ zawsze mia┼é Jasia za darmozjada.

***

Spojrza┼é na numer autobusu, jaki podjecha┼é na przystanek. Sta┼é chwil─Ö, wpatruj─ůc si─Ö w otwarte drzwi, ludzie wysiedli i wsiedli, a on sta┼é i wgapia┼é si─Ö t─Öpo w pojazd, kt├│ry lada chwila mia┼é odjecha─ç. To by┼é impuls, nawet si─Ö nad tym nie zastanawia┼é, a po prostu ruszy┼é i w ostatniej chwili wbieg┼é do sze┼Ť─çdziesi─ůtki dw├│jki. Zaj─ů┼é miejsce pod oknem, nie patrz─ůc nawet po ludziach znajduj─ůcych si─Ö w ┼Ťrodku. Wbi┼é spojrzenie w mijane budynki, staraj─ůc si─Ö za du┼╝o w tamtym momencie nie my┼Ťle─ç, bo wiedzia┼é, ┼╝e wtedy wysi─ůdzie.
Patrzył, jak obraz za oknem się zmienia. Ładne, nowo wybudowane bloki ustępowały miejsca coraz to starszym i nierestaurowanym od lat kamienicom, co nie gdzie jeszcze poprzetykanym ładnymi budynkami.
Bo┼╝e, co on robi┼é? Po co to robi┼é? Powinien zawr├│ci─ç, ale ani si─Ö obejrza┼é, autobus zatrzyma┼é si─Ö na odpowiednim przystanku, a on ju┼╝ si─Ö podnosi┼é i wysiada┼é. Poczu┼é dziwny u┼Ťcisk w gardle, kiedy spojrza┼é na doskonale znan─ů sobie ulic─Ö. M├│g┼é doj┼Ť─ç tam z zamkni─Ötymi oczami; prosto, w lewo i prosto, niezbyt skomplikowane.
Zagryz┼é z─Öby i ruszy┼é przed siebie, wciskaj─ůc d┼éonie w kieszenie. Zdziwiony zauwa┼╝y┼é, ┼╝e w jednej z nich mia┼é batona, kt├│rego chcia┼é zje┼Ť─ç po pr├│bie. Ostatnio jednak w og├│le nie mia┼é apetytu, gdyby tylko m├│g┼é to nie jad┼éby nic, bo wszystko ledwo co przechodzi┼éo mu przez prze┼éyk.
Droga do tego miejsca min─Ö┼éa mu zadziwiaj─ůco szybko. Za szybko, mimo ┼╝e wcale jako┼Ť specjalnie si─Ö nie spieszy┼é. Zatrzyma┼é si─Ö przed kamienic─ů, od kt├│rej p┼éatami odpada┼é tynk. Zadar┼é g┼éow─Ö i spojrza┼é na okna, w kt├│rych pali┼éo si─Ö ┼Ťwiat┼éo, usilnie jednak omija┼é wzrokiem dwa z nich na parterze.
No i po co tu przyszed┼é? Co chcia┼é zrobi─ç? Wej┼Ť─ç do ┼Ťroda, zapuka─ç i co? „Przepraszam, jest m├│j brat?”, zapyta┼é samego siebie i a┼╝ prychn─ů┼é, zapadaj─ůc si─Ö w po┼éach kurtki. Zimny wiatr troch─Ö go ocuci┼é, to wszystko nie mia┼éo sensu, ca┼ékowicie odci─ů┼é si─Ö ju┼╝ od swoich rodzic├│w, czemu teraz mia┼éby do tego wraca─ç? Dla kogo? Nie by┼é pieprzonym samarytaninem by co┼Ť takiego robi─ç, obieca┼é sobie przecie┼╝, ┼╝e zajmie si─Ö samym sob─ů i nie b─Ödzie patrze─ç na nikogo innego. W ko┼äcu kiedy┼Ť te┼╝ nikt nie chcia┼é mu pom├│c, by┼é ca┼ékowicie sam.
Ci─Ö┼╝kie, drewniane drzwi od kamienicy otworzy┼éy si─Ö nagle z g┼éo┼Ťnym skrzypni─Öciem, wypuszczaj─ůc na ciemny chodnik pas ┼Ťwiat┼éa. Aleksander spojrza┼é na ma┼éego, mo┼╝e siedmioletniego ch┼éopca w o wiele za du┼╝ej kurtce i na chwil─Ö zamar┼é. Dziecko popatrzy┼éo na niego ca┼ée czerwone na twarzy, zap┼éakane. Poci─ůgn─Ö┼éo nosem, pokona┼éo trzy stopnie i ju┼╝ mia┼éo ruszy─ç w swoj─ů stron─Ö, gdy cia┼éo Aleksa zareagowa┼éo automatycznie. Zrobi┼é krok do przodu i z┼éapa┼é ch┼éopca za rami─Ö, zatrzymuj─ůc go. Jego brat odwr├│ci┼é si─Ö i popatrzy┼é na niego zdziwiony, a mo┼╝e nawet lekko przestraszony.
– Czego pan chce? – zapyta┼é, a Bia┼éecki przez chwil─Ö po prostu patrzy┼é na jego szczup┼é─ů buzi─Ö, na kt├│r─ů opada┼éy ciemne pukle w┼éos├│w. Ch┼éopiec chwil─Ö temu p┼éaka┼é, co do tego Aleksander nie mia┼é ┼╝adnych obiekcji, on kiedy┼Ť, gdy by┼é jeszcze ma┼éy, tak┼╝e cz─Östo p┼éaka┼é. I tak samo wychodzi┼é wtedy z mieszkania, by cho─ç na chwil─Ö by─ç od tego wszystkiego z daleka. M├│c jako┼Ť zapomnie─ç, jednak szybko nauczy┼é si─Ö, ┼╝e zapomnie─ç da┼éo si─Ö na godzin─Ö-dwie, nie d┼éu┼╝ej, bo rzeczywisto┼Ť─ç p├│┼║niej zn├│w go przygniata┼éa, bole┼Ťnie przypominaj─ůc mu o swoim po┼éo┼╝eniu.
Nie wiedzia┼é co ma odpowiedzie─ç, wyraz twarzy jego brata zmieni┼é si─Ö. Ch┼éopak ba┼é si─Ö go, nie wiedzia┼é dlaczego zosta┼é zatrzymany, bo i sk─ůd mia┼é wiedzie─ç kim dla niego by┼é Aleks? Bia┼éecki nie my┼Ťl─ůc wiele si─Ögn─ů┼é do kieszeni, z kt├│rej wyci─ůgn─ů┼é Twixa. Poda┼é dziecku batona i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do niego w taki spos├│b, o jaki by siebie nigdy nie podejrzewa┼é. U┼Ťmiech by┼é ciep┼éy i pe┼ény zrozumienia.
– Nie ma sensu przez nich p┼éaka─ç – powiedzia┼é z ogromn─ů gul─ů w gardle, odwr├│ci┼é si─Ö i szybko odszed┼é, zbyt przera┼╝ony uczuciami, kt├│re si─Ö w nim obudzi┼éy. Stch├│rzy┼é.
W samotnym i przestraszonym wyrazie twarzy tego ch┼éopca widzia┼é odbicie siebie sprzed kilkunastu lat. I to w┼éa┼Ťnie tak bardzo go przerazi┼éo.