Americana 8
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 12 2016 18:12:36


Rozdział 8: Kilka gorzkich słów

Ranek przyszedł szybciej niż Aleks by chciał, wraz z bólem głowy i nieprzyjemną suchością w ustach. Przekręcił się na bok, bo słońce wpadające do pomieszczenia przez okno, w którym zapomniał zaciągnąć zasłony, raziło go w oczy i tylko jeszcze bardziej utwierdzało w przekonaniu, że życie na kacu nie miało żadnego sensu. Złapał za kołdrę i spróbował przykryć swoje odkryte ramię, gdy napotkał opór i czyjś niezadowolony pomruk. Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc z początku, kto wydawał takie dźwięki, walcząc z nim jednocześnie o przykrycie, przecież...
Przecież wczoraj całował się z Jasiem i pomimo wypicia hektolitrów alkoholu, jego ciało wydawało się gotowe do akcji, a przynajmniej jego penis, który zareagował na bliskość dzieciaka bardzo ochoczo (byłoby pewnie znacznie słabiej, gdyby faktycznie miałoby do czegoś dojść, wtedy to już mógłby nie stanąć na wysokości zadania). Później Młody zarzygiwał Remkowi łazienkę, a on, niczym dobroduszna matka Teresa, pomógł mu w tych trudnych chwilach. Nawet, cholera, herbatę mu zrobił. Do łóżka dotaszczył!
To... to z pewnością była długa noc. Długa i dziwna, pomyślał, kiedy odwracał się przodem do śpiącego Jasia. Chłopak wcale nie wydawał się być zmarnowany tym, co działo się kilka godzin temu. Wręcz przeciwnie, wyglądał dość zdrowo, jakby wcale nie próbował zwrócić swojego żołądka. Cholerny, głupi szczęściarz, może go chociaż kac nie ominie, pomyślał z nadzieją Aleks, a jego dłoń, zupełnie jakby była częścią odrębnego ciała, sama powędrowała do czoła Janka i odgarnęła mu z niego pasemko włosów.
Co miał teraz robić? – zastanawiał się. Udawać, że wszystko było okej? Że żaden pocałunek nie miał miejsca? Tylko... miał przecież dwadzieścia cztery lata! Takie zagrywki były dla nastolatków, powinien podejść do tematu ze znanym sobie cynizmem. Może trochę ponabijać się z dzieciaka? A później wytykać mu w najmniej przyjemnych momentach, że źle całuje, że się za bardzo ślini i że zarzygał sobie spodnie? Aleksandrowi najwidoczniej druga opcja nie wydawała się wcale dziecinna, jak ta pierwsza, więc uśmiechnął się z zadowoleniem, że doszedł do takich konkluzji i położył tuż obok Jasia, któremu w przypływie dobrego humoru pozwolił dalej spać. Nie wiedział ile tak leżał, przyglądając się jego zadartemu nosowi, lekko uchylonym wargom i drżącym przez sen powiekom. Nie wiedział albo nie chciał wiedzieć, bo ciężko byłoby mu znieść myśl, że nie potrafił oderwać od niego wzroku. W Jasiu było to coś, coś, co niezbyt łatwo można zauważyć na pierwszy rzut oka, zwraca się na to uwagę dopiero po dłuższym przyglądaniu się mu. W końcu Janek wydawał się bardzo przeciętnym nastolatkiem, którego nawet ciuchy z najnowszej kolekcji Zaary nie ratowały przed byciem zwykłym. Oprócz niesamowitego koloru oczu, Aleks na początku nie zwrócił uwagi na nic innego i dopiero teraz doszedł do wniosku, że chłopak był ładny. Naprawdę bardzo ładny, miał ciekawie zarysowany podbródek, lekko wystające kości policzkowe, słodki, zadarty nos i te urocze, ciągle zmarszczone brwi. Już wczoraj Aleksander pomyślał o nim jako o czarującym psiaku, teraz z całą pewnością mógł podtrzymać tę myśl i...
Nie, nie, nie. Białecki, nie, koniec, o czym ty myślisz? Na jakie tematy ty schodzisz? Słodki nosek? Urocze brwi? Nie zagalopowałeś się trochę za daleko przez przypadek? Zaraz całe pomieszczenie zalejesz tęczą, jeżeli w porę się nie ogarniesz. To cały czas ten sam Młody, irytujący, głupi dzieciak, który tak cię wkurzał, nie zapominaj zanim zaczniesz rozpływać się nad jego pryszczem na samym środku nosa. A miał pryszcza, oj miał, nawet dwa! Na policzkach za to trochę zaskórniaków, brodę pochlastał sobie przy goleniu tych swoich jeszcze niewyrośniętych łoniaków i generalnie, kiedy Aleksander spoglądał na niego, gdy już ochłonął, nie wydawał się tak ładny jak wcześniej.
– Co się tak wiercisz? – usłyszał niezadowolony głos Janka, na co prawie podskoczył, nie spodziewając się tego.
– Bo śpisz już za długo – warknął, nie mogąc zapanować nad swoim poirytowanym tonem głosu. Zresztą nawet nie chciał, ta relacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, mimo że Białecki jeszcze w ten sposób o tym nie myślał. – I wydawało mi się, że ci trochę za wygodnie, więc przychodzę z pomocą – prychnął i wstał, nie omieszkując przy tym odkryć Jasia i zrzucić mu kołdrę na podłogę.
– Czy ciebie pojebało? – warknął Jaś, który na wskutek zetknięcia się jego rozgrzanego ciała z niezbyt wysoką temperatura panującą w pomieszczeniu (w końcu była zima i chyba nie odkręcili wczoraj wieczorem kaloryfera) zadrżał. Od razu wychylił się po przykrycie, a Aleksander aż się zaśmiał.
– Trochę szacunku dla tego, który wczoraj nie pozwolił ci zdechnąć na kafelkach w łazience – odpowiedział, specjalnie nawiązując do poprzedniego wieczoru, ciekaw reakcji chłopaka. Kątem oka uważnie obserwował jego wyraz twarzy. Jaś zmarszczył brwi, jakby w zastanowieniu, patrzył na Aleksandra nierozumiejącym spojrzeniem, przez które w głowie Białeckiego zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza.
– Wymiotowałem wczoraj? – zapytał, a Aleks aż zamarł. Spodziewał się wszystkiego, zawstydzenia, obrażenia, wytykania mu wszystkiego, ale nie tego, że Jaś mógł nie pamiętać.
– Wymiotowałeś? Ty rzygałeś dalej niż widziałeś! – prychnął i naciągnął na siebie koszulkę, chowając przed wzrokiem Janka swoją chudą pierś. Zresztą, chłopak wcale nie wydawał się być zainteresowany swoim półnagim kolegą z zespołu, ani przez chwilę nie spojrzał na Białeckiego trochę inaczej niż zazwyczaj. Może to co się wczoraj wydarzyło to po prostu dzieło przypadku? Obaj byli pijani i tak się po prostu złożyło... Tak, na pewno tak było. A on, jak ostatni idiota, roztrząsał wszystko, jakby doszło między nimi nie do zwykłego miziania się, a do jakichś wzniosłych deklaracji.
Rany Boskie, Białecki, co się z tobą dzieje? O czym ty w ogóle myślałeś? I czego oczekiwałeś? Jaś nie jest zainteresowany tobą, a ty nim, prosty rachunek. Zresztą, to szczyl, ty jesteś dorosłym, dojrzałym facetem, który powinien zająć się tak samo dojrzałymi facetami. I w tym momencie przypomniało mu się o Macieju, o którym ostatnio prawie zapomniał. Powinien się z nim znowu umówić i zacząć myśleć o mężczyznach w swoim wieku, a nie o jakichś podrostkach.
– Serio? – zapytał Jaś ze skonfundowaną miną.
– Nic nie pamiętasz? – zapytał Białecki, wmawiając sobie, że w jego głosie wcale nie pobrzmiewała nadzieja.
– Nie, nic.
– Jak piliśmy w salonie zanim wybiegłeś też nie? – I po co on męczył ten temat? Przecież to nieistotne. Dzieciak nie pamiętał, tyle. A to był tylko jeden niewinny pocałunek, do łóżka nie poszli, dzieciaka nie spłodzili, nie powinien aż tak się tym ekscytować.
– W ogóle, czarna dziura. – Wzruszył ramionami, a w Aleksie aż się zagotowało.
– Kaca chociaż masz? – zapytał jeszcze z nadzieją, kiedy sięgał po swój telefon leżący na stoliku po stronie łóżka, na której spał.
– Nie, na szczęście w ogóle – odpowiedział i uśmiechnął się wesoło, wyraźnie z siebie zadowolony, na co Białecki aż zmielił przekleństwo pod nosem. Głupi dzieciak.
– A powinieneś – warknął, już nad sobą nie panując. Wyszedł z sypialni i trzasnął drzwiami, tak, że aż ściana zdawała się zatrząsnąć. Kiedy zbiegał po schodach wszedł w tryb pisania wiadomości, a zanim wyszedł z remkowego domu, wysłał już Maciejowi SMS-a.
„Spotkamy się?”

***

Aleks posłał Jasiowi zirytowane spojrzenie, ale dzieciak nawet go nie zauważył, zbyt zajęty rozmową z Adamem nad możliwym repertuarem na festiwal. Mogli zagrać dwa utwory i ten szczyl jak zwykle miał obiekcje co do wybranych przez nich już wcześniej piosenek. Głupi gówniarz z pamięcią krótkotrwałą, zaklął, prawie zabijając nieszczęsnego chłopaka wzrokiem.
– Nie będziemy nic zmieniać – powiedział wreszcie Białecki wyniosłym tonem, a gdy Janek obejrzał się na niego, posłał mu pełne wyższości i pogardy spojrzenie. Nie chciał się już dłużej zastanawiać, dlaczego tak go irytuje fakt, że Jaś nic nie pamiętał. Nie chciał się zastanawiać, więc tego nie robił, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, by trochę bardziej uprzykrzyć Jankowi za to życie. Teraz pożałuje, że w ogóle pomyślał o dojściu do zespołu jako wokalista, pomyślał Aleks z mściwą satysfakcją i już po chwili sukcesywnie zaczął wcielać swój plan w życie. Wystarczyło tylko, że wyłapał jakiś niezbyt czysty dźwięk, momentalnie przestawał grać i wytykał wszystko Młodemu, denerwując przy tym też Remka i Adama.
– Nie fałszowałem! – krzyknął czerwony na twarzy Jaś, patrząc na Aleksa z nienawiścią równą nienawiści bijącej z oczu Białeckiego. Młody nie lubił, gdy wytykało mu się błędy, stwierdził Aleksander z zadowoleniem i już wiedział, że aż tak łatwo nie odpuści. Był zły, że on pamiętał każdy moment tamtego wieczoru; duże, wilgotne usta, które tak go wtedy namiętnie całowały, a teraz układały się w grymas pełen niechęci. Ciche pomruki Młodego, lekkie drżenie jego ciała no i oczywiście wypukłość w spodniach... Właściwie, to taki zdenerwowany Jaś też wyglądał dość uroczo, myślał, pozwalając sobie na coraz więcej. I momentami przestał się już hamować, co wcale go nie zadowalało. To było chore, Aleks miał zbyt wiele dumy w sobie, żeby tak po prostu przyznać, że naprawdę lubił tego dzieciaka. Właśnie, dzieciaka.
Macieja też przecież lubił, nawet bardzo. To był mężczyzna, od którego nie potrafił oderwać wzroku, ale mężczyzna stanowiło tu słowo klucz. O Młodym tak powiedzieć nie mógł, Jaś był chłopcem. Podrostkiem. Kochanym przez rodziców, wyczekiwanym dzieciaczkiem, na którego pewnie dmuchali i chuchali od urodzenia. A on? A on już od małego nauczył się, że polegać może tylko na sobie, zawsze był sam. To nie mogło wyjść, zresztą, nawet nie chciał by wyszło. Bo co? Będzie sobie hasać z tym gówniarzem za rączkę i szeptać sobie do uszu ckliwe słówka? Nie, cholera, nie. Aleks, ty naprawdę musisz się w końcu ogarnąć.
– Fałszujesz jak ja pierdolę, nie potrafisz wyciągnąć już na samym początku – prychnął Aleks, nawet nie podnosząc tonu głosu. Był w tamtym momencie przerażająco spokojny, nawet zakolczykowana brew mu nie drgnęła, kiedy to mówił.
– Zajmij się lepiej wsłuchiwaniem w Adama, bo często się rozmywacie – odwarknął, jak zwykle na krytykę reagując krytyką. Głupi, niedojrzały dzieciak, powinien wziąć sobie te rady do serca, a nie wykręcać kota ogonem! Aleksandrowi najwidoczniej jednak nie przeszło nawet przez myśl, że robił podobnie. I że tak samo jak Jaś nie przepadał za takimi uwagami.
– Zacznijmy znowu – rzucił Adam znudzonym tonem i dla rozgrzewki walnął kilka razy w gary.
Utwór zaczynał się od solówki Remigiusza, później wchodziły bębny i bas, na samym końcu dołączała się gitara Jasia i jego głos. I właśnie w tym momencie Aleksander już kilka razy im przerywał, robiąc Młodemu uwagi, czasem bardzo na wyrost. Tak też stało się i po chwili, gdy zaczęli grać, a Janek zdążył zaśpiewać dwie zwrotki tekstu. Białecki prychnął, przyłożył całą dłoń do strun swojego basu, by go wyciszyć i zamarł, wpatrując się w chłopaka z pobłażliwym uśmiechem.
– Słyszysz ty w ogóle siebie? – zapytał, ale tym razem już nie obeszło się bez reakcji osób trzecich, Remigiusz nie wytrzymał.
– Do cholery, Aleks! – krzyknął, marszcząc groźnie brwi. Był naprawdę wkurzony, Białecki nieczęsto go takiego widział i, niestety, ale musiał przyznać, na początku trochę się przestraszył. Remigiusz zazwyczaj był pogodnym człowiekiem, który mógł wiele znieść, ale tym razem humory Aleksandra nawet jemu zalazły za skórę. – Ile można, co? Sam nie jesteś idealny! Fałszujesz co chwilę, nie trzymasz tempa! Wrzuć raz na luz i zagrajmy to chociaż do końca, co? – sapnął, kręcąc głową.
– Ktoś tu chyba wstał lewą nogą – prychnął Jaś, a niewtrącający się w nic Adam, tylko im się przyglądał, popijając co chwilę energetyka.
– Ty za to w niedzielę byś w ogóle nie wstał, gdyby nie ja – prychnął Aleks, nie wytrzymując. – Utopiłbyś się w tym kiblu.
– Co racja, to racja – mruknął w pewnym momencie Adam tym swoim niezaangażowanym w nic tonem. Zupełnie, jakby ktoś w tej chwili kazał mu się odezwać, a on zrobiłby to dla świętego spokoju, chcąc przy okazji zużyć jak najmniej energii. – Aleks ostatnio się tobą zaopiekował – dodał, a Białecki aż się na niego obejrzał, nie dowierzając, że Adam mówił coś takiego. I z jednej strony to wcale nie brzmiało źle, bardziej jak nawiązanie do tego, że Jaś powinien być mu wdzięczny, ale z drugiej... Czy przypadkiem to nie podburzało przez lata wypracowanej postawy Aleksandra, który wszystko i wszystkich miał gdzieś?
Jaś też wydawał się zaskoczony, jednak Białecki nie wiedział czym bardziej, tym, że uświadomił sobie kto wycierał z niego ślady rzygów w sobotę, czy tym, że Adam zabrał głos w ich sporze. Przez ten czas, odkąd Janek stał się częścią Dzieci Ludwiczka, zdążył już poznać perkusistę i zorientować się, że jego ulubionym zajęciem było ignorowanie wszystkiego dookoła.
– Serio? – zapytał Remigiusz, który z powodu rozcięcia sobie w sobotę ręki zbitą butelką po wódce, nie był w temacie.
– A co, miałem tego obrzygańca zostawić na pastwę toalety? – prychnął Aleks i przewrócił oczami, chociaż nie mógł sobie odmówić rzucenia krótkiego spojrzenia w stronę Jasia, który stał lekko zgarbiony i jakby... zawstydzony? Nie, niemożliwe, pomyślał i aż zamrugał, a gdy zdał sobie sprawę, że na twarzy Jasia pojawił się lekki rumieniec, zamarł na kilka chwil.
– Grajmy – mruknął Janek, ewidentnie zmieniając temat. Najwidoczniej zapomniał, że za przeciwnika miał Aleksa, a gdy Białecki na coś raz się uparł, to dążył do celu, chociażby po trupach.
– Powinieneś mi podziękować – rzucił i aż uśmiechnął się lekko. Humor mu się trochę poprawił, temu zaprzeczyć nie mógł.
Janek spojrzał na niego najgroźniej jak tylko umiał, na co Aleksander zareagował odwrotnie niż Młody by chciał. Pokazał swoje krzywe zęby w jeszcze szerszym uśmiechu, a po chwili już otwierał usta, by znów coś dodać, gdy w tym momencie znów między nich wkroczył Adam.
– Grajmy, nie ma czasu – mruknął, coraz bardziej zadziwiając Białeckiego swoją dzisiejszą chęcią do odzywania się. – Chcę wracać do domu i spać – dodał i w jednej chwili powrócił ich stary, dobry Adam, który nie przepuściłby żadnej okazji do snu.

***

– A nie chciałbyś poznać bliżej tego chłopca? – zapytał Krzysztof, a Aleksander aż drgnął. Wziął głęboki oddech, licząc w myślach do dziesięciu. Właśnie dlatego nie chciał tu przychodzić, z Krzychem nie miał już żadnych innych tematów, tylko tego pieprzonego dzieciaka. Mężczyzna wciąż wałkował sprawę, nie dając mu ani na chwilę o niej zapomnieć, mimo że czasem, gdy nie widział się długo z Krzysztofem, był już temu bliski. Aleks miał ciekawą zdolność do zakopywania problemów, po prostu o nich zapominał. Na chwilę coś było ważne, coś go zdenerwowało, zirytowało, zaniepokoiło, ale po tygodniu starał się to wrzucić na dno umysłu. I zazwyczaj świetnie mu takie zagrzebywanie nieprzyjemnych spraw wychodziło, ale tym razem było po prostu niemożliwe do zrobienia. Krzychu za każdym razem przypominał mu o bracie, chłopcu, w którym widział swoje odbicie. Właśnie dlatego zaczął ograniczać kontakty z mężczyzną, miał już go po dziurki w nosie. Czasem chciał po prostu wstać, złapać coś, co miał najbliżej pod ręką i wepchnąć mu to do gardła, byleby tylko zamilkł.
– Nie – odwarknął nieprzyjemnie, wyciągając nogi na stolik do kawy, a nos wtykając w ekran telefonu. Starał się wyglądać na całkowicie niezainteresowanego tematem, może wtedy Krzysztof da mu spokój. Wszedł w skrzynkę odbiorczą, któryś raz z rzędu sprawdzając, czy aby na pewno nie pominął wiadomości od Macieja. Mężczyzna mu nie odpisał na ostatniego SMS-a, co zaczęło strasznie Aleksa drażnić, nie lubił być olewany. W szczególności, gdy chodziło o osobę, która tak mu się podobała. Ale z drugiej strony ostatnio też za bardzo nie ubiegał się o uwagę ze strony tego faceta, właściwie to na chwilę zapomniał o jego istnieniu, a to wszystko przez Krzysztofa. Jego gadanie o tym dziecku doprowadziło Białeckiego do takiego stanu, że przez kilka dni nie miał ochoty wychodzić z mieszkania.
A później pojawił się Jaś, który nagle wydał mu się całkiem w porządku. Momentami aż zbyt w porządku, cholera.
Ale przecież Maciej był dorosłym, dojrzałym facetem, w porównaniu z Jaśkiem bił go na głowę. Nie powinien przejmować się tym szczylem, skoro na wyciągnięcie ręki miał takiego mężczyznę, powtarzał sobie już któryś raz z kolei.
– Mógłbyś od czasu do czasu mnie posłuchać... – zaczął Krzysztof, a Aleks już wiedział, że dłużej tego gadania nie zniesie. Wstał, odkładając telefon na stolik.
– Idę się odlać i umyć – powiedział, patrząc na mężczyznę z góry obojętnym wzrokiem. – Mam wrażenie, że czasem zapominasz po co się spotykamy – dodał, po czym wyminął go i ruszył do łazienki, nie oglądając się już na zaskoczony i jakby trochę zasmucony wyraz twarzy Krzysztofa. Mężczyzna chciał mu pomóc, to Aleks wiedział doskonale. I to, że momentami Krzychu przekraczał granicę sponsorowanego i sponsora także, jednak on tego nie chciał. Wolał utrzymać ich relacje na stopie łóżkowej, przecież nawet go nie lubił, Krzysztof za każdym razem tak cholernie go drażnił, a teraz było tylko gorzej. Gdyby nie fakt, że nie miał pieniędzy, dawno już by zostawił tego żałosnego faceta, nie przejmując się niczym, bo nie potrafił docenić tego, że był dla kogoś ważny. Może nawet najważniejszy. Zawsze żył sam i przejmował się tylko sobą, więc jasne, że uczucia jakiegoś starego, zakompleksionego geja nie będą go obchodzić bardziej niż zeszłoroczny śnieg.
A Krzysztof dalej trwał w tym chorym układzie, jakby nie zauważając, że był Aleksowi obojętny. Nie potrafił tego tak po prostu zerwać, bo ten naburmuszony rockowiec w jednej chwili wywrócił jego świat do góry nogami i przedefiniował wartości, którymi kierował się w życiu. Już mu nawet nie chodziło o seks, chciał po prostu, żeby Białecki był szczęśliwy. Rzadko się przy nim uśmiechał, ale kiedy już to robił, wszystko nagle jakby stawało się lepsze.
Wiedział jednak, że nie może zbyt wiele wymagać od Aleksandra i ciągle sobie to wmawiał, ale czasem było to po prostu niemożliwe. Nie wtedy, kiedy chłopak do niego przychodził, dawał mu się przytulać, całować i po prostu być przy sobie.
Westchnął ciężko i na kilka długich chwil zamarł w bezruchu, wpatrując się tępo w wyłączony telewizor. Przez moment błądził wzrokiem po lekkich odciskach palców widocznych na ciemnym ekranie. Może powinien trochę odpuścić, żeby tak nie podduszać sobą Aleksandra? Chłopak przecież zawsze lubił mieć swoją przestrzeń, a on nie chciał go wystraszyć. Nie chciał też myśleć, że wystarczy, że Białeckiemu napatoczy się ktoś lepszy, przystojniejszy i z kasą, wtedy na pewno pójdzie w odstawkę. Przetarł twarz dłonią, wsłuchując się w szum prysznica, który roznosił się po jego cichym apartamencie. Nie wiedział ile tak siedział, zastanawiając się nad tym, co powinien zrobić, by Aleksandrowi też zaczęło zależeć, gdy jego rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Smartphone chłopaka (de facto zakupiony przez Krzysztofa) zawibrował, ogłaszając nadejście wiadomości. Krzysztof wpatrzył się w ekran i aż go poraziło, kiedy dostrzegł, że to od niejakiego Macieja. Zamarł w bezruchu, zerkając co chwilę na komórkę, której wyświetlacz już się ściemnił. To ten Maciej? – zastanawiał się gorączkowo, ale przez kilka minut nic nie zrobił, by się przekonać, czy jego obawy są słuszne. Nie był tym typem człowieka, który przeglądał komuś prywatne wiadomości, zawsze brzydził się taką inwigilacją.
Tym razem jednak nie wytrzymał. Nie potrafił. Coś go ścisnęło w gardle na samą myśl, że jego Aleksander mógł spotykać się z tym mężczyzną. Że mógłby mieć kogoś poza nim, mimo że wiedział, że takie myślenie jest niedorzeczne. Tkwili w układzie, który niczego nie obiecywał, nic sobie przecież nie deklarowali, mimo że dla Krzysztofa Białecki był jedyną osobą, z którą sypiał. I wcale nie chciał nikogo innego, nawet sobie tego nie wyobrażał.
Wiedziony chorą ciekawością, złapał za telefon i odblokował, Aleks nie ustawił sobie żadnego symbolu czy kodu, więc Krzysztof od razu mógł wejść w wiadomości. Aż zacisnął usta, kiedy przekonał się, że jego obawy były słuszne. Chodziło dokładnie o tego samego Macieja, o którym myślał.
„Hej, jasne, że możemy się spotkać. Dzisiaj u mnie? Brakuje mi już ciebie, coś ostatnio zamilkłeś” – przeczytał SMS-a i przez kilka chwil po prostu siedział z telefonem w ręku, bijąc się z szalejącymi w jego głowie myślami. Nie usłyszał nawet, że Aleks wyszedł już z łazienki.
– Co ty, kurwa, robisz!? – Nie zdążył się nawet obejrzeć, a chłopak już wyrywał mu telefon. – Pojebało cię!? – Spojrzał na niego z taką nienawiścią, że Krzysztof na moment poczuł się naprawdę winny. Ale później zdarzyło się coś, czego Aleks by się po nim nigdy nie spodziewał – zmarszczył brwi i szybko podniósł się z kanapy, po raz pierwszy nie trzymając swoich emocji głęboko w sobie.
– Spotykasz się z nim! – krzyknął, mimo że nigdy przy Aleksandrze tego nie robił. Zawsze tonował swój głos, zawsze był spokojny i ułożony, momentami nawet wycofany i niepewny. Jednak tym razem nie chciał taki być, zrozumiał, że za chwilę może stracić Białeckiego, że ten jego sen o stworzeniu z chłopakiem czegoś w parodii związku zaraz się rozpadnie.
– I co z tego? – prychnął, nie przejmując się tym, że stał przed Krzysztofem praktycznie nagi, jedynie z ręcznikiem obwiązanym dookoła bioder. – Nie będziesz mnie chyba kontrolować, stary zboczeńcu! – wydarł się, nie panując już nad sobą. Nienawidził, gdy ktoś chciał go w jakikolwiek sposób ograniczać, w szczególności, gdy był to Krzysztof. Wybuch jego złości był tak silny, że przestał nad sobą panować. Emocje z kilku ostatnich dni kumulowały się w nim i właśnie teraz znalazły idealną drogę ujścia. – Myślisz, że co?! Że tak przyjemnie jest mi dawać ci dupy? Albo pieprzyć tę twoją, pomarszczoną i obwisłą?! Zapominasz chyba, jaki mamy układ! Chodzi tylko o kasę! – wyrzucał z siebie, a w głowie miał kompletną pustkę. Nie zauważył nawet zmiany postawy u Krzysztofa, który tylko się zgarbił, a jego oczy jakby zaszły łzami. Wpatrywał się w Aleksandra ze smutkiem, przyjmując na siebie każdy jego cios słowny, nie przerywał mu, po prostu słuchał. – Nie wtrącaj się w moje życie! Nie chcę cię w nim! Za dużo sobie, kurwa, wyobrażasz! Ten dzieciak też jest mi obojętny, to ty robisz z tego wielką aferę. I myślisz, że co? Że będę wdzięczny, jak mi pomożesz? – zapytał i zaśmiał się złośliwie, zakładając ręce na piersi i patrząc na Krzysztofa z pogardą. – Gówno mnie obchodzisz. Nie wiem co sobie wyobrażasz ze mną, że co? Stworzymy związek? Będziemy kochającą się parą? Spójrz na siebie, jesteś starym, łysym, zakompleksionym gejem po rozwodzie z żoną. Jesteś żałosny – powiedział już ciszej, ale w jego głosie pobrzmiewała mściwa satysfakcja. Kiedy tak patrzył na Krzysztofa, który stracił wszystkie resztki swojej pewności siebie, zmiażdżonego pod potokiem jego gorzkich słów, czuł się niczym zwycięzca, mężczyzna nie potrafił odeprzeć chociażby jednego z zarzutów.
– Wyjdź – odezwał się cicho, na co Aleks znów się zaśmiał.
– Z wielką przyjemnością. Ale nie licz na to, że ktokolwiek cię zechce – dodał jeszcze i odwrócił się, by pójść do łazienki po swoje rzeczy. Szedł wyprostowany i dumny jak paw, wreszcie mu to powiedział, wreszcie go zniszczył, wreszcie czuł się wolny.
Kiedy opuszczał mieszkanie Krzysztofa, nie miał wyrzutów sumienia. Jeszcze. Nie podejrzewał nawet, że te w końcu nadejdą, w tamtej chwili wydawało mu się, że ten mężczyzna był nic nie znaczącą postacią w jego życiu. Ot, pionkiem w grze, który dawał mu profity. Znajdzie sobie innego, może głupszego, ale nieprzywiązującego się w żaden sposób. Przecież to tylko Krzysztof, kto by się nim przejmował?