Niemożliwa miłość 2
Dodane przez Aquarius dnia Pa¼dziernika 09 2016 21:17:56


Powrót do domu zajął mi prawie godzinę. Nie śpieszyłem się. Poranek był rześki. Przyjemny wiatr owiewał moją twarz. Objąłem się ramionami jakbym zmarzł, ale ja tylko szczelniej przycisnąłem kurtkę Artura do swego ciała. Pachniała nim. On się o mnie martwił.
W progu domu powitał mnie tata.
– No nareszcie jesteÅ›. Co wyÅ›cie robili caÅ‚Ä… noc? Ja rozumiem dziewczyny mogÄ… zawrócić w gÅ‚owie, ale żeby balować caÅ‚Ä… noc?
– Jakie dziewczyny? – spytaÅ‚em.
– Te z którymi ty i Artur poszliÅ›cie na imprezÄ™.
Nie drążyłem tematu, bo z kuchni wyszła mama i zawołała nas na śniadanie.
– Zjem później. PójdÄ™ siÄ™ przebrać.
Wszedłem po schodach na górę i zamknąłem się w swoim pokoju. Mnie nie dziewczyny w głowie. Tata nie wie, że mnie one nie interesują. Nikt o tym nie wie poza Moniką. Głupi kryłem i nadal kryję się z tym tylko po to, aby Artur się nie dowiedział. To też robiłem od lat nie świadomie, bo nie przeszkadzało mi, że ktoś poza nim mógł się o tym dowiedzieć. Zdjąłem kurtkę i przycisnąłem ją mocno do siebie. Zamknąłem oczy. Czułem przy sobie mojego wybranka. To jak obejmuje mnie i nie wypuszcza ze swych ramion. Jejku co się ze mną dzieje, zachowuję się jak zakochany szczeniak. Zrzuciłem kurtkę na krzesło i poszedłem wziąć prysznic. Po kilku minutach przebrany w świeże ciuchy zamierzałem zejść na dół coś zjeść, kiedy do pokoju bez pukania weszła Monika.
– Co tu robisz? I mogÅ‚abyÅ› pukać.
– O jakie miÅ‚e powitanie.
– Sorry, ale jest dopiero ósma. MyÅ›laÅ‚em, że bÄ™dziesz spać do poÅ‚udnia, jest niedziela.
– DzwoniÅ‚am do Artura z pytaniem dlaczego wczoraj zniknÄ…Å‚ i opowiedziaÅ‚ mi ciekawÄ… historyjkÄ™ z tobÄ… w roli głównej.
Usiadła na łóżku i opowiedziała całą rozmowę z tym paplą. Dlaczego musiał jej wszystko powiedzieć. Teraz ona połączy fakty i pozna prawdę.
– I w ten sposób wiem o twoim wczorajszym stanie – dokoÅ„czyÅ‚a.
– MiaÅ‚em zÅ‚y moment i przeżyÅ‚em chwilÄ™ zaÅ‚amania. ..
– Tylko tak siÄ™ zastanawiam – zaczyna siÄ™ – co byÅ‚o zapalnikiem tego zaÅ‚amania. Przez co lub kogo tak pÅ‚akaÅ‚eÅ›. Na pewno nikt ci nic zÅ‚ego nie zrobiÅ‚, bo caÅ‚y czas byÅ‚eÅ› przy mnie. ZresztÄ… i tak nikt ciÄ™ nie krzywdziÅ‚. Jedyne co robiÅ‚eÅ› to patrzyÅ‚eÅ› na taÅ„czÄ…cego Artura i tÄ… rudÄ… dziewczynÄ™. Od tego jak ich zobaczyÅ‚eÅ› zmieniÅ‚eÅ› siÄ™, posmutniaÅ‚eÅ›. I mam tylko jedno wytÅ‚umaczenie, że to on byÅ‚ powodem twojego stanu.
– No co ty – parsknÄ…Å‚em. OdwróciÅ‚em siÄ™ do niej plecami. PodeszÅ‚a do mnie.
– Wczoraj, kiedy zapytaÅ‚am siÄ™ ciebie czy podoba ci siÄ™ Artur zaprzeczyÅ‚eÅ›, ale kÅ‚amaÅ‚eÅ› prawda? – milczaÅ‚em – Spójrz na mnie – nie zrobiÅ‚em tego tylko odwróciÅ‚em gÅ‚owÄ™ w drugÄ… stronÄ™ – WiedziaÅ‚am! Podoba ci siÄ™! ZaÅ‚amaÅ‚eÅ› siÄ™ po tym jak widziaÅ‚eÅ› jak siÄ™ mizia z tÄ… laskÄ…. Mam racjÄ™ podoba ci siÄ™.
– Ja go kocham – odwróciÅ‚em siÄ™ do niej ze Å‚zami w oczach – Kocham go jak nigdy nikogo nie kochaÅ‚em.
PrzytuliÅ‚a mnie – Czemu mu tego nie powiesz?
– OszalaÅ‚aÅ› – odsunÄ…Å‚em siÄ™ od niej – On nawet nie wie, że jestem gejem.
– To mu to powiedz. Jak nie masz odwagi to ja to zrobiÄ™.
– Ani siÄ™ waż! – wÅ›ciekÅ‚em siÄ™ na niÄ….
– Dlaczego?
– Bo jest homofobem i nienawidzi takich jak ja! Jak siÄ™ dowie to nie bÄ™dÄ™ mógÅ‚ być wtedy blisko niego.
– Blisko? Artur powiedziaÅ‚ mi, że ostatnio unikasz go jak ognia, wiÄ™c jak ty chcesz być blisko niego? Poza tym on nie jest homofobem.
– Jest – usiadÅ‚em na łóżku – Wiele razy już w liceum i teraz też sÅ‚yszaÅ‚em jak mówiÅ‚ do swoich kumpli, że pedaÅ‚y powinny zostać pozamykane w najgÅ‚Ä™bszych lochach. I to jego sÅ‚ownictwo – rozbeczaÅ‚em siÄ™ – cholernie mnie tym raniÅ‚ i rani, a ja go kocham od tak dawna. WiÄ™c zrozum Moni – popatrzyÅ‚em na niÄ… – nie mogÄ™ nic mu powiedzieć, bo mnie odtrÄ…ci, a tego to ja już nie wytrzymam. Jest moim promykiem sÅ‚oÅ„ca, tlenem w powietrzu dziÄ™ki któremu oddycham, byÅ‚ tym od naszego pierwszego spotkania, bez niego mi tego zabraknie, pozostanie tylko ciemność. Mnie wystarczy jak co dzieÅ„ powie do mnie cześć.
– Na jak dÅ‚ugo ci to wystarczy i tak już bardzo cierpisz – podeszÅ‚a do mnie i usiadÅ‚a obok obejmujÄ…c mnie ramieniem -chcesz do koÅ„ca życia być sam? A poza tym dziwiÄ™ siÄ™ Arturowi, że jest taki Å›lepy.
– Co masz na myÅ›li? – popatrzyÅ‚em na niÄ… ocierajÄ…c Å‚zy z policzków.
– Ja już wczoraj zauważyÅ‚am jak na niego patrzysz, a on jest z tobÄ… tak czÄ™sto i tego nie widzi.
– Zauważ, że on myÅ›li, że ja lubiÄ™ dziewczyny ty wiesz, że jest inaczej.
– Nie zmienia to faktu, że jest Å›lepy. A poza tym nie wierzÄ™, aby Artur byÅ‚ taki jak mówisz. On nie jest homofobem, ma zbyt dobre serce.
– Dobre serce nie przeszkadza w nienawidzeniu mniejszoÅ›ci.
– Moim zdaniem powinieneÅ› mu powiedzieć. I niech siÄ™ dzieje co ma być. Jak ciÄ™ odtrÄ…ci znaczyć bÄ™dzie, że musisz pokonać uczucie i znaleźć sobie kogoÅ› innego.
– Jak mnie odtrÄ…ci? SÅ‚yszysz co mówisz? On jest hetero i tak czy owak mnie odtrÄ…ci.
Monika westchnęła i przytuliła mnie mocniej.
Postanowiłem, że unikanie Artura to nie jest dobry pomysł i nie przyniesie nic dobrego. Pod pretekstem oddania mu kurtki umówiłem się z nim w Studzience. Kiedy przyszedłem czekał już na mnie przy stoliku.
– ZamówiÅ‚em ci colÄ™.
– DziÄ™ki i dziÄ™kujÄ™ również za kurtkÄ™ – podaÅ‚em mu jÄ…. WziÄ…Å‚ jÄ… przypadkiem dotykajÄ…c mojej dÅ‚oni. Dla niego to nic nie znaczyÅ‚o lecz mnie przeszedÅ‚ dreszcz. WyglÄ…daÅ‚ wspaniale. Czarny sweter doskonale współgraÅ‚ z jego czerniÄ… wÅ‚osów i oczu, a usta… Nie, nie myÅ›l teraz o tym i przestaÅ„ siÄ™ na niego gapić. UsiadÅ‚em na krzeÅ›le na przeciwko niego. Rozmowa nam siÄ™ nie kleiÅ‚a. ChciaÅ‚em udawać, ale mój stosunek do niego jednak zmieniÅ‚ siÄ™. Nie byÅ‚ moim kumplem, byÅ‚ moim niespeÅ‚nionym marzeniem. MiaÅ‚em wrażenie, że z każdÄ… minutÄ… kocham go coraz bardziej. Potok moich myÅ›li przerwaÅ‚o jego pytanie.
– Dobrze siÄ™ czujesz?
– SÅ‚ucham?
– PytaÅ‚em, czy…
– A tak, tak dobrze.
-Wyglądasz jakoś inaczej. Zakochałeś się?
Na to pytanie serce mi prawie stanęło – Nie, nie zakochaÅ‚em siÄ™.
– No mÅ‚odziaku powiedz mi co to za wybranka. Mnie możesz wszystko powiedzieć. Ostatnio jesteÅ› taki rozmarzony, wyjÄ…tkowo cichy i nerwowy. Ukrywasz coÅ›?
– Nic nie ukrywam i nie mam żadnej wybranki. SkoÅ„cz ten temat! – naskoczyÅ‚em na niego.
– Ok – podniósÅ‚ rÄ™ce do góry – poddajÄ™ siÄ™. Po prostu ostatnio ciÄ™ nie poznajÄ™.
Myliłem się nie mogłem z nim normalnie rozmawiać. Byłem rozdrażniony. Jeszcze jakiś czas temu takie pytanie wziął bym za żart, a teraz na każdym kroku bałem się, że dowie się prawdy i tego, że mnie ponownie zrani. Przeraziłem się, kiedy do naszego stolika podeszła Monika z Jackiem i Basią na wstępie pytając:
– O chÅ‚opcy macie randkÄ™? – spojrzaÅ‚em na niÄ… morderczym wzrokiem. KÄ…tem oka zauważyÅ‚em, że Artur patrzyÅ‚ na niÄ… tak samo.
– No co pożartować nie można?
– Możemy siÄ™ przysiąść? – zapytaÅ‚ Jacek .
– Przecież już to zrobiliÅ›cie – w gÅ‚osie Artura wyczuÅ‚em, że siÄ™ wkurzyÅ‚.
– O nasz przystojniak jest zÅ‚y. To jednak w czymÅ› przeszkodziliÅ›my.
– Nie Moni w niczym nie przeszkodziliÅ›cie. Ja już miaÅ‚em iść. PrzyszedÅ‚em oddać Arturowi kurtkÄ™. Zaraz mam autobus – wstaÅ‚em – Monika mogÄ™ ciÄ™ prosić na chwilÄ™?
– Tak – odeszliÅ›my kawaÅ‚ek od stolika. ÅšciszyÅ‚em gÅ‚os do szeptu.
– Milcz nie mów nic Arturowi, nic nie sugeruj bÅ‚agam ciÄ™.
– Za kogo ty mnie masz, nie zdradzam powierzonych mi tajemnic – pocaÅ‚owaÅ‚a mnie w policzek i wróciÅ‚a do stolika. Kiedy wychodziÅ‚em podbiegÅ‚ do mnie Artur i zatrzymaÅ‚ chwytajÄ…c za ramiÄ™. Jego dotyk parzyÅ‚.
– Czekaj odwiozÄ™ ciÄ™. Co bÄ™dziesz siÄ™ tÅ‚ukÅ‚ autobusem – zgodziÅ‚em siÄ™ chÄ™tnie. NienawidziÅ‚em autobusów. Wystarczy, że jednym musiaÅ‚em tu przyjechać. MiaÅ‚em do nich uraz od czasu wypadku w dzieciÅ„stwie.
Kiedy byliśmy w aucie Artur rozpoczął rozmowę.
– WÅ‚aÅ›ciwie, kiedy nam przerwano to chciaÅ‚em siÄ™ ciebie zapytać o wczorajszy wieczór i twoje zachowanie z ostatnich dni.
– Nie ma o czym mówić.
– Jak to nie ma?! ByÅ‚eÅ› czymÅ› konkretnie zaÅ‚amany. PowiedziaÅ‚eÅ›, że to ja ciÄ™ krzywdzÄ™, ale nie przypominam sobie, abym zrobiÅ‚ ci coÅ› wczoraj lub kiedykolwiek indziej – robisz mi to co dzieÅ„ – Nawet w liceum ciÄ™ nie krzywdziÅ‚em. LubiÄ™ ciÄ™. Zawsze mi siÄ™ z tobÄ… dobrze rozmawiaÅ‚o, ale ostatnio zamknÄ…Å‚eÅ› siÄ™ w sobie, a mnie traktujesz jak obcego. Boli mnie to, bo zawsze myÅ›laÅ‚em, że mogÄ™ z tobÄ… normalnie pogadać, ale teraz okazuje siÄ™, że nie. Mam wrażenie, że mi nie ufasz. Martwi mnie to i wczorajszy wieczór. ChcÄ™, żebyÅ› znów siÄ™ Å›miaÅ‚. ByÅ‚ żywioÅ‚owy i niespodziewanie zadawaÅ‚ gÅ‚upie pytania -zerknÄ…Å‚ na mnie przez chwilÄ™ – SÅ‚uchasz mnie?
– SÅ‚ucham.
– To mi odpowiedz co siÄ™ z tobÄ… dzieje?
Milczałem chciałem wysiąść z tego auta i uciec od tego wszystkiego jak najdalej. Na szczęście dojechaliśmy pod mój dom. Chciałem wyjść, ale Artur zamknął drzwi na zamek centralny. Pociągnąłem za klamkę. Byłem uwięziony. Pociągnąłem za bolec w drzwiach. Nic.
– Jest zepsuty. Nie wyjdziesz stÄ…d.
– Co robisz wypuść mnie.
– Jak powiesz mi co siÄ™ dzieje? – jego pytajÄ…cy wzrok spoczÄ…Å‚ na mnie.
– Już ci powiedziaÅ‚em.
– Tylko to, że bÄ™dÄ™ siÄ™ tobÄ… brzydziÅ‚. ZabiÅ‚eÅ› kogoÅ›, okradÅ‚eÅ›?
– Nie. Wypuść mnie – zaczÄ…Å‚em panikować. Nie patrzyÅ‚em na niego. Z oka spÅ‚ynęła powolutku Å‚za – BÅ‚agam ciÄ™. Nie mÄ™cz mnie wiÄ™cej.
– Oj Piotr wkurzasz mnie. I to twoje dziecinne nastawienie.
– Tak masz racjÄ™! Może jestem jeszcze dzieckiem w ciele dorosÅ‚ego mężczyzny.
– Przepraszam nie jesteÅ› dzieckiem, ale… dobra idź. Dzisiaj bÄ™dÄ™ nocowaÅ‚ w domu. Jutro mogÄ™ ciÄ™ podwieźć na uczelniÄ™.
– Nie trzeba rano samochód odbieram z warsztatu.
– To podwiozÄ™ ciÄ™ do warsztatu.
– Nie trzeba jest blisko. DojdÄ™ tam na nogach w parÄ™ minut, a poza tym wtedy bÄ™dziesz miaÅ‚ zajÄ™cia.
– Znasz mój harmonogram?
– Wypuść mnie. ChcÄ™ iść do domu – powiedziaÅ‚em nieobecnym gÅ‚osem. Nadal nie patrzyÅ‚em na niego.
– Drzwi sÄ… otwarte.
Wypadłem z auta i pobiegłem do domu. Usłyszałem tylko jak odjeżdża z piskiem opon. Odczułem ulgę, kiedy zobaczyłem, że w holu nie ma nikogo i szybkim krokiem znalazłem się w swoim pokoju. Wtedy pozwoliłem sobie na płacz. W całym życiu nie płakałem tyle co w ciągu ostatnich dni.
Rano czułem się jak siedem nieszczęść. Nie byłem w stanie iść do warsztatu, a co dopiero na uczelnię. Byłem całkiem rozbity. Tej nocy rozsypałem się na milion małych kryształków. Nie mogę być już tylko jego przyjacielem. Już nigdy nie będę się zachowywał tak jak wcześniej. On to widzi. Zawsze mogliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. No nie poruszaliśmy tematów homoseksualnych, a szkoda. Teraz już to nie wróci. Wszytko się zmieniło. Boli mnie, że i on cierpi, ponieważ stracił kogoś przy kim czuł się swobodnie. Tak nie może dłużej zostać. Co mam robić? Mam dalej kłamać i oszukiwać jego, i siebie? Cokolwiek zrobię i tak będzie źle. Błagam niech mi ktoś pomoże.
Siedziałem teraz w kuchni i próbowałem coś przełknąć.
– Nie smakuje ci obiad? – zapytaÅ‚a mama.
– Nie jestem gÅ‚odny. Źle siÄ™ czujÄ™ – poÅ‚ożyÅ‚a mi rÄ™kÄ™ na czole.
– Nie masz gorÄ…czki, ale źle wyglÄ…dasz. Może idź do swojego pokoju i połóż siÄ™.
Z ulgą przyjąłem propozycję mamy. Usiadłem na parapecie. Głowę oparłem na szybie. Na dworze zaczął padać deszcz. Krople zaczęły płynąć po szybie. Obserwowałem je i śledziłem palcem. Byłem bardzo nieszczęśliwy. Dlaczego miłość tak bardzo boli, a nieodwzajemniona stokrotnie bardziej? Dlaczego nie można rozkazywać sercu i kazać kogo ma kochać? Dlaczego rozum nie chce tego, bo wie co to oznacza, a ono kocha wbrew woli? Ile mam sobie jeszcze zadać pytań, aby znaleźć odpowiedź? Już miałem się rozpłakać, beksa ze mnie, kiedy ktoś zapukał do drzwi mego pokoju.
– ChcÄ™ być sam!
– Kochanie masz goÅ›cia – to byÅ‚a mama
– Nie chcÄ™ nikogo widzieć. ChcÄ™ być sam.
Wbrew mojej prośbie drzwi do pokoju się otworzyły. Usłyszałem kroki dwóch osób. Nie interesowało mnie kim jest ta druga osoba i nadal wpatrywałem się w krople deszczu na szybie. Usilnie próbowałem powstrzymać napływające do oczu łzy.
– Synku ja idÄ™ do pracy. Tata wróci późno, Ewy też nie ma, także goÅ›ciem ty musisz siÄ™ zająć. To trzymajcie siÄ™ chÅ‚opcy.
– Do widzenia pani – cholera ten gÅ‚os. PoznaÅ‚ bym go zawsze i wszÄ™dzie. UsÅ‚yszaÅ‚em jak drzwi siÄ™ zamykajÄ…. Teraz byÅ‚em sam w pokoju ze swoim… goÅ›ciem.
– Co tu robisz?
– SzukaÅ‚em ciÄ™ na uczelni – Artur podszedÅ‚ do mnie -DowiedziaÅ‚em siÄ™, że dziÅ› nie byÅ‚eÅ› na zajÄ™ciach. Wczoraj mówiÅ‚eÅ›, że bÄ™dziesz…
– Źle siÄ™ czujÄ™ – nadal na niego nie patrzyÅ‚em.
– WidzÄ™, że źle wyglÄ…dasz. Jak nie masz grypy, to twój stan jest spowodowany pewnym problem, który usilnie usiÅ‚ujesz przede mnÄ… ukryć! Mam dość tych twoich dziwnych fanaberii! Wkurzasz mnie! Gadaj jak na spowiedzi co jest twoim problemem!
Zeskoczyłem z parapetu i popatrzyłem na niego. Był zły, nie tylko głos o tym świadczył, ale widziałem to w jego pięknych oczach.
– Ty jesteÅ› moim problem! – krzyknÄ…Å‚em
– Ja? Dlaczego ja?
– Już ci mówiÅ‚em, że nigdy tego nie zrozumiesz.
– Nie zrozumiem, bo nic mi nie chcesz powiedzieć! Do jasnej cholery nie wyjdÄ™ stÄ…d dopóki mi nie powiesz o co chodzi!
– Na pewno chcesz wiedzieć?
– Tak chcÄ™.
– Chcesz?! – krzyknÄ…Å‚em, a moich oczy popÅ‚ynęły Å‚zy. Nie chciaÅ‚em tego mówić, ale musiaÅ‚em, nie wytrzymaÅ‚bym tego dÅ‚użej. MusiaÅ‚ wiedzieć. MiaÅ‚em dość ukrywania prawdy o sobie i uczuciach do niego, które zawÅ‚adnęły moim sercem.
– Potem możesz żaÅ‚ować.
– Tak chcÄ™ wiedzieć! Gadaj i to już!!!
– Wiem, że bÄ™dziesz mnÄ… gardziÅ‚ gdy ci powiem co czujÄ™.
– PrzestaÅ„ w koÅ„cu krÄ™cić tylko mów!!!
– Moim problem sÄ… uczucia, które do ciebie czujÄ™.
– O czym ty mówisz?
– Od dawna wiem kim jestem.
– A kim jesteÅ›?
– CiotÄ…, pedaÅ‚em, homo nie wiadomo, czy jak to ty tam jeszcze nazywasz.
– Å»ar..tujesz. Mów prawdÄ™!
– MówiÄ™ – popatrzyÅ‚em mu gÅ‚Ä™boko w oczy. WyczytaÅ‚em w nich niewiarÄ™ i zaskoczenie. Po chwili dodaÅ‚em z pÅ‚aczem – Jestem pedaÅ‚em i ten pedaÅ‚ kocha ciÄ™ tak bardzo, że aż boli – poÅ‚ożyÅ‚em rÄ™kÄ™ na sercu, które biÅ‚o jak szalone ze strachu – i przeprasza za tÄ… miÅ‚ość która ciebie od niego odrzuci – PatrzyÅ‚em na niego przez Å‚zy. W gÅ‚Ä™bi duszy pragnÄ…Å‚em, aby mnie przytuliÅ‚ i powiedziaÅ‚, że nie ważne kim jestem i nadal bÄ™dzie moim przyjacielem. On tylko patrzyÅ‚ na mnie z wyrazem twarzy, którego nie umiaÅ‚em odczytać. Czy byÅ‚a w tym wyrazie wÅ›ciekÅ‚ość? Nie wiem, ale nagle poczuÅ‚em mocne uderzenie w twarz. A po chwili usÅ‚yszaÅ‚em silne trzaÅ›niÄ™cie drzwiami. ZostaÅ‚em sam z piekÄ…cym policzkiem i pustkÄ… w duszy. Już nigdy nie spojrzÄ™ mu w oczy, nie porozmawiam, nie siÄ…dÄ™ obok niego, nie poczujÄ™ jego dÅ‚oni na swoim ramieniu… DaÅ‚em upust swemu bólowi. PadÅ‚em na kolana z pÅ‚aczem. ChciaÅ‚em umrzeć. Zapaść siÄ™ pod ziemiÄ™ gÅ‚Ä™boko i nie wrócić. StraciÅ‚em wszystko, bo on byÅ‚ dla mnie wszystkim. Już nigdy nic nie przyniesie mi ukojenia.
Czułem, że minęła wieczność od czasu, kiedy wyznałem Arturowi prawdę. Bardzo mnie bolało to co zrobił. Uderzył mnie i wyszedł. Nie wróci jestem tego pewny. Wiedziałem, że tak będzie, czy jednak gdzieś głęboko w sobie miałem nadzieję na coś innego? Moje marzenia się nie spełniają. Siedziałem na podłodze, opierając się o ścianę. Kolana podkuliłem do siebie, obejmując rękoma nogi. Zamknąłem oczy i oparłem brodę na kolanach. Uspokoiłem się trochę. Wyznając prawdę w pewnym sensie poczułem chyba ulgę. Ciężar tajemnicy spadł mi z serca. Zastąpiło go jednak coś innego, wielki, bezgraniczny smutek. Czy ja będę jeszcze szczęśliwy?
Usłyszałem jak drzwi do pokoju się otwierają i czyjeś kroki na dywanie. Ktoś uklęknął obok mnie. Poczułem dotyk mokrej dłoni we włosach.
– Przepraszam, że ciÄ™ uderzyÅ‚em – otworzyÅ‚em szeroko oczy i podniosÅ‚em gÅ‚owÄ™. DÅ‚oÅ„ szybko siÄ™ cofnęła. SpojrzaÅ‚em na osobÄ™ obok i nie wierzyÅ‚em wÅ‚asnym oczom. MyÅ›laÅ‚em, że tu już nie wróci, a on klÄ™czaÅ‚ przy mnie. SpuÅ›ciÅ‚em wzrok i wpatrzyÅ‚em siÄ™ we wzory na zielonym dywanie.
– Nie mam prawa ciÄ™ kochać. Jak chcesz mi przywalić to zrób to. ZasÅ‚użyÅ‚em.
– Owszem zasÅ‚użyÅ‚eÅ› i zrobiÅ‚em to za co ciÄ™ przeprosiÅ‚em. Mam nadal ochotÄ™ zrobić to po raz kolejny.
– To zrób to i odejdź, bo nie zniosÄ™ twojej nienawiÅ›ci do mnie.
– NienawiÅ›ci?
– Wiem, że gardzisz takimi jak ja. Szczególnie pedaÅ‚kiem, który siÄ™ w tobie zakochaÅ‚ – wstaÅ‚em i oparÅ‚em siÄ™ o zimnÄ… Å›cianÄ™, nadal nie patrzyÅ‚em na niego. KÄ…tem oka widziaÅ‚em, że też siÄ™ podniósÅ‚ – to tak bardzo boli – mówiÅ‚em nie przestajÄ…c pÅ‚akać – wiÄ™c przywal mi, a najlepiej zabij, bym nie musiaÅ‚ już cierpieć. Miejmy to już z gÅ‚owy – zamknÄ…Å‚em oczy i skierowaÅ‚em ku niemu swÄ… twarz. PoczuÅ‚em jak zbliżyÅ‚ siÄ™ do mnie. DrżaÅ‚em ze strachu. ZacisnÄ…Å‚em mocniej powieki przygotowaÅ‚em siÄ™ na silny cios. Wtem zamiast uderzenia, poczuÅ‚em dÅ‚oÅ„ na swoim policzku, na tym w który mnie uderzyÅ‚. ByÅ‚em w szoku, nadal nie otwieraÅ‚em oczu. PogÅ‚adziÅ‚ policzek delikatnie.
– Przepraszam. Pewnie ciÄ™ jeszcze boli.
– TrochÄ™ – szepnÄ…Å‚em. BaÅ‚em siÄ™ ruszyć.
– Przepraszam kochanie – co, co on powiedziaÅ‚? Nagle poczuÅ‚em delikatny pocaÅ‚unek wpierw na policzku, a później na ustach. Czy on mnie caÅ‚uje? Nie wierzÄ™, to niemożliwe, moja miÅ‚ość… on miaÅ‚ mnie nienawidzić. OtworzyÅ‚em oczy w momencie, kiedy zakoÅ„czyÅ‚ pocaÅ‚unek i oddaliÅ‚ siÄ™ od mojej twarzy. Nasze oczy siÄ™ spotkaÅ‚y. W moich byÅ‚y Å‚zy i co najbardziej mnie zdziwiÅ‚o w jego też. Czy ja Å›niÄ™? Tak na pewno zasnÄ…Å‚em i Å›niÄ™.
– Przecież mó…wiÅ‚eÅ›, że… mnie… nie dotkniesz, a ty… – wyjÄ…kaÅ‚em i dotknÄ…Å‚em palcami ust.
– To byÅ‚o takie gÅ‚upie gadanie. Bardziej je kierowaÅ‚em do siebie, aby…
– A…le … myÅ›laÅ‚em, że ty…
– Za dużo myÅ›lisz. Za maÅ‚o mówisz o tym co czujesz – pochyliÅ‚ siÄ™ nade mnÄ… (byÅ‚ wyższy o 10 cm) i z caÅ‚owaÅ‚ w moich policzków Å‚zy. Mimowolnie przymknÄ…Å‚em oczy, a na policzkach poczuÅ‚em wpÅ‚ywajÄ…ce gorÄ…co. Ponownie poczuÅ‚em jego miÄ™kkie usta na swoich w równie delikatnym, jak wczeÅ›niej, pocaÅ‚unku. Ja jednak baÅ‚em siÄ™ oddać mu ten pocaÅ‚unek. Znów odsunÄ…Å‚ siÄ™ ode mnie i szepnÄ…Å‚ do ucha.
– Nie bój siÄ™ mnie – popatrzyÅ‚ na mnie – WidzÄ™, że nadal nie wierzysz w to co siÄ™ dzieje?
– To sen. Pewnie zaraz siÄ™ obudzÄ™ i piÄ™kna mara zniknie i znów poczujÄ™ siÄ™ samotny.
– Ja tu naprawdÄ™ jestem. Nie Å›nisz – przytuliÅ‚ mnie tak jak tego pragnÄ…Å‚em. W gÅ‚owie miaÅ‚em mÄ™tlik. Co siÄ™ dzieje? W pewnej chwili coÅ› do mnie dotarÅ‚o.
– JesteÅ› caÅ‚y mokry.
– Tak bywa, kiedy stoi siÄ™ na deszczu – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™.
Nadal nie rozumiałem dlaczego on to robi, przecież on nienawidzi gejów, a ja nim jestem. Powiedziałem mu co czuję, a on mnie tuli i całuje. Odważyłem się i postanowiłem go oto zapytać, spojrzałem na niego odsuwając się nieco. Nie mogłem jednak o nic zapytać ponieważ wziął mnie na ręce i zaczął nieść w stronę łóżka. O cholercia to jednak sen i nie chcę się obudzić.
Położył mnie delikatnie na pościeli. Zdjął z siebie mokrą kurtkę i rzucił ją na podłogę. Ułożył się obok mnie nachylając nade mną. Położył suchą już dłoń na mojej szyi delikatnie ją głaskał. Byłem spięty, nie ruszałem się. Wpił się, już bardziej stanowczo, w moje usta. Ja po chwili zacząłem niezdarnie oddawać pocałunek. Nawet w moich marzeniach nie wyobrażałem sobie tak miękkich, słodkich ust, a on takie miał. Jego mokre od deszczu włosy opadły na moją twarz. Oderwał się ode mnie.
– Przepraszam – powiedziaÅ‚em smutno, majÄ…c zamkniÄ™te oczy.
– Dlaczego ty mnie przepraszasz, za co?
– Ja nigdy siÄ™ nie caÅ‚owaÅ‚em i nie umiem tego robić. Ja wiem, że już jestem w tym wieku… – zatkaÅ‚ mi usta dÅ‚oniÄ….
– ZarÄ™czam, że umiesz to robić – przejechaÅ‚ kciukiem po moich wargach, uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™. Znów mnie pocaÅ‚owaÅ‚. Tym razem poczuÅ‚em jak jego jÄ™zyk lekko liże moje usta. UchyliÅ‚em je, a on skorzystaÅ‚ z zaproszenia. BÅ‚Ä…dziÅ‚ swoim jÄ™zykiem po moim podniebieniu, zÄ™bach, poznaÅ‚ każdy ich zakamarek. OplótÅ‚ swoim jÄ™zykiem mój zapraszajÄ…c do wspólnej zabawy. DrżaÅ‚em tym razem nie ze strachu. ChciaÅ‚em, aby to siÄ™ nigdy nie skoÅ„czyÅ‚o. Serce chciaÅ‚o mi z piersi wyskoczyć. Nadal nie wierzyÅ‚em w to co siÄ™ dzieje. To sen, na pewno sen. Artur odsunÄ…Å‚ siÄ™ ode mnie niechÄ™tnie. JÄ™knÄ…Å‚em w niezadowoleniu. Teraz pewnie tak jak to bywa w piÄ™knych snach, które zamieniajÄ… siÄ™ na koÅ„cu w koszmar powie, że siÄ™ mnÄ… brzydzi, uderzy i zniknie, a ja obudzÄ™ siÄ™ zlany potem z krzykiem i zacznÄ™ Å›nić swój koszmar na żywo. Jednak nic takiego siÄ™ nie staÅ‚o. Delikatnie palcami pieÅ›ciÅ‚ mojÄ… twarz i szyjÄ™.
– WiedziaÅ‚em, że jesteÅ› Å›liczny, ale nie spodziewaÅ‚em siÄ™, że w takiej sytuacji bÄ™dziesz jeszcze piÄ™kniejszy. Kocham zieleÅ„ twoich oczu. Twój gÅ‚os, charakter… chcÄ™ być z tobÄ…, zawsze.
– To zbyt piÄ™kne, aby byÅ‚o prawdziwe – dotknÄ…Å‚em jego twarzy, ust. ByÅ‚ tutaj, to nie sen to jawa. On tu jest, leży ze mnÄ… na łóżku i mnie caÅ‚uje, patrzy na mnie tymi swoimi oczami, które teraz byÅ‚y inne, bardziej czuÅ‚e, ciepÅ‚e i uÅ›miechniÄ™te.
– WyjaÅ›nij mi jednÄ… sprawÄ™, dlaczego mówiÅ‚eÅ›, że bÄ™dÄ™ siÄ™ tobÄ… brzydziÅ‚ i skÄ…d wiesz o tych moich obrzydliwych sÅ‚owach które wypowiadaÅ‚em w stosunku do gejów.
– SÅ‚yszaÅ‚em wiele razy jak wypowiadaÅ‚eÅ› je podczas rozmowy ze swoimi kumplami z drużyny. Jak gardziÅ‚eÅ› gejami do których ja siÄ™ zaliczam. WiÄ™c jak bym miaÅ‚ myÅ›leć inaczej, niż tylko to co poczujesz do mnie, kiedy siÄ™ dowiesz… – zaczÄ…Å‚ siÄ™ Å›miać. PodniosÅ‚em siÄ™ i usiadÅ‚em na Å›rodku łóżka.
– Dlaczego siÄ™ Å›miejesz?
Usiadł za mną i objął mnie. Oparłem się plecami o jego tors. Głowę położył na moim ramieniu. Czułem jego oddech na szyi.
– Wiesz czemu ciÄ™ nie odrzuciÅ‚em i teraz tulÄ™ do siebie i siÄ™ Å›miejÄ™?
– SkÄ…d mam wiedzieć.
– Ja też jestem gejem – on gejem?
– Ale ty przecież…
– Wiem o tym od jakichÅ› trzech lat. BaÅ‚em siÄ™ ujawnić przed ludźmi. UdawaÅ‚em wiÄ™c kogoÅ› kim nie jestem. BaÅ‚em siÄ™ jakichkolwiek podejrzeÅ„ i graÅ‚em rolÄ™ homofoba, kobieciarza, ale już widzÄ™, że to byÅ‚ mój bÅ‚Ä…d. GdybyÅ› ty nie wyznaÅ‚ mi co czujesz, straciÅ‚ bym ciebie z powodu swojego tchórzostwa. WidzÄ™ jak bardzo musiaÅ‚em ciÄ™ ranić moimi wrednymi sÅ‚owami, teraz kiedy wiem, że caÅ‚y czas mnie kochaÅ‚eÅ›. Gdyby nie moje postÄ™powanie już dawno bylibyÅ›my razem -razem on ma naprawdÄ™ namyÅ›li bycie parÄ… na zawsze?
– No nie wiem czy tak dawno ja dopiero jakiÅ› czas temu uÅ›wiadomiÅ‚em sobie co czujÄ™. Wtedy, kiedy prawie spadÅ‚em ze schodów, a ty zamknÄ…Å‚eÅ› mnie w swoich ramionach.
– O tak to byÅ‚a najpiÄ™kniejsza chwila w moim życiu. Nareszcie mogÅ‚em ciÄ™ objąć. Nie tylko klepnąć po ramieniu, dotknąć przypadkiem twojej rÄ™ki, czy strÄ…cić okruszek z twarzy, ale objąć. BaÅ‚em siÄ™, że bÄ™dzie to jedyny i ostatni raz. Wierz mi gdybym wiedziaÅ‚, że jesteÅ› gejem to nie opÄ™dziÅ‚ byÅ› siÄ™ ode mnie kochany.
– Kochany?
– Tak – przechyliÅ‚ mojÄ… gÅ‚owÄ™. PatrzyÅ‚ mi w oczy – ja ciÄ™ kocham. Kocham ciÄ™ od dwóch dÅ‚ugich lat – ponownie byÅ‚em w szoku – i dlatego wiem co ostatnio czuÅ‚eÅ›. Jak cierpiaÅ‚eÅ› nie mogÄ…c być ze mnÄ…, bo…
Położyłem mu palce na ustach
– Nic już nie mów. Teraz moja kolej. Ja z trudem wierzÄ™, że to jest rzeczywistość . W najÅ›mielszych marzeniach nie oczekiwaÅ‚em, że ty też mnie kochasz. Nie Å›miaÅ‚em nawet myÅ›leć o czymÅ› wiÄ™cej niż tylko o przyjaźni. ChciaÅ‚em tylko ciÄ™ widywać, ale czuÅ‚em siÄ™ coraz gorzej. Tak bardzo siÄ™ baÅ‚em odrzucenia, a ty mnie kochasz – z moich oczu spÅ‚ynęły Å‚zy, tym razem szczęścia – naprawdÄ™ kochasz – obróciÅ‚em siÄ™ do niego i przytuliÅ‚em wiedziaÅ‚em, że mnie nie odtrÄ…ci – powiedz mi tylko dlaczego mnie uderzyÅ‚eÅ›?
– WkurzyÅ‚em siÄ™, chyba dlatego, że z poczÄ…tku naprawdÄ™ myÅ›laÅ‚em, że siÄ™ ze mnie Å›miejesz, a może dlatego, że tak dÅ‚ugo zwlekaÅ‚eÅ› z tym wyznaniem. Sam siebie powinienem uderzyć, nie ciebie. Przepraszam skarbie, przepraszam – wziÄ…Å‚ mojÄ… twarz w swoje dÅ‚onie i zaczÄ…Å‚ mnie caÅ‚ować. Znów poÅ‚ożyliÅ›my siÄ™ na łóżku nie przerywajÄ…c pocaÅ‚unku. CzuÅ‚em, że jestem w siódmym niebie.