Zmieniłeś moje życie 2
Dodane przez Aquarius dnia Sierpnia 28 2016 18:31:42


Kilka dni później, gdy Adam robił sobie obiad po dniu pracy, ktoś zapukał do jego drzwi. Wyjrzawszy przez wizjer zobaczył Krzyśka. Speszył się, ale postanowił więcej nie uciekać. Zaczesał za ucho niesforny kosmyk, który nie chciał siedzieć w kucyku i otworzył drzwi.
— Cześć — sąsiad przywitał go uśmiechem.
— Cześć.
— Nie chciałeś pieniędzy, więc po prostu odkupiłem.
— Co?
Adam spojrzał na to, co Krzysiek trzymał w rękach – pudełko jajek. Zaczerwienił się.
— Przecież mówiłem, że nie trzeba — odparł cicho zmieszany, ale przyjął opakowanie.
— Szkoda, że nie mogłeś przyjść w sobotę, pukałem ale cię nie było.
— Tak, przepraszam, coś mi wypadło.
Nastąpiła chwila ciszy. Adam nie wiedział jak się pozbyć bądź co bądź intruza, a Krzysiek miał jednak ochotę trochę poznać swojego sąsiada, ale nie bardzo wiedział jak poprowadzić dalej rozmowę. Nagle doszedł do niego zapach z kuchni.
— Gotujesz obiad? Nie chciałem przeszkadzać. Ale mmm, ładny zapach, pewnie coś pysznego. Sam gotujesz? Ja nie potrafię, zwykle jadam na mieście, ale to jednak kosztuje. Powinienem w końcu zabrać się za to sam, przecież faceci też muszą umieć gotować, szczególnie gdy mieszkają sami, jak my. Bo ty też mieszkasz sam, prawda? Przepraszam, powinienem był o to wcześniej zapytać, zaprosiłem cię na imprezę a może ty masz dziewczynę i to takie niegrzeczne z mojej strony. Czy ja aby nie mówię za dużo? Chyba tak, haha.
Krzysiek zaśmiał się nerwowo i włożył ręce do kieszeni dżinsów. Adam tylko ze zdziwieniem zamrugał na ten potok słów, sam nie wiedząc, co powiedzieć. Dłonie trzymające podarunek zaczęły mu się pocić, pomyślał że musi odstawić pudełko zanim wyślizgnie się na podłogę. Chciał się pożegnać, tak, to właśnie miał na myśli, ale jego usta poruszyły się bezwiednie nie konsultując nic z mózgiem i zamiast krótkiego „cześć” powiedział na głos:
— To może wejdziesz i zjesz ze mną?
Niemożliwe! Dlaczego to powiedział? Czy był nienormalny? Zaprosił obcego mężczyznę do siebie! Każda komórka jego ciała krzyczała, część z przerażenia a część z zachwytu. Jednak Krzysiek był równie zaskoczony co on, nie spodziewał się takiej propozycji. Mimo, że widział Adama tylko trzy razy i to bardzo krótko, to jednak zdążył zauważyć jego dystans do jego osoby, albo i do całego świata. Tym bardziej był miło zaskoczony jego zaproszeniem.
— Bardzo chętnie, dziękuję — odparł entuzjastycznie. — Tylko poczekaj, zamknę mieszkanie.
Podbiegł do siebie po klucze i sekundy później był znowu koło Adama. Ten nawet nie drgnął przez ten czas bojąc się, że jeśli zamknie chociaż na chwilę drzwi to już nie wpuści do siebie Krzyśka.
Gdy tylko weszli do środka, pobiegł do kuchni, do przypalającego się sosu.
— Co właściwie gotujesz? Pachnie pomidorami.
— Zwykłe spaghetti, niedługo będzie gotowe — usłyszał z kuchni.
Brzezicki od wejścia zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Wszedł do salonu i zadziwił go nienaganny porządek, którym on sam nie mógłby się pochwalić. Wszystko miało swoje miejsce, a na podłodze nie mógł dojrzeć najmniejszego paproszka. Zaczął przeglądać półki z książkami i filmami, zauważył, że mają podobny gust.
Adam zaprosił go do kuchni wyjaśniając, że w salonie nie ma stołu. Obiad zjedli prawie w milczeniu, przy kilku pytaniach lub wtrąceniach Krzyśka, ale Adam głównie odpowiadał „tak” i „nie”, nie rozwijając dalej wypowiedzi. Krzysiek zrozumiał, że ma przed sobą nieśmiałego chłopaka, do tego pedantycznego. Cichy typ, tak bardzo inny od Krzyśka, głodnego przygód i zabawy. Gdy tak jedli w ciszy, Krzysiek przyglądał się Adamowi z ciekawością. Miał na sobie zwykłe granatowe dżinsy i szarą koszulkę z jakimś napisem. Brązowe włosy były spięte w krótki kucyk tuż nad szyją, a za prostokątnymi okularami kryły się piwne oczy. Mały pieprzyk na żuchwie tuż przy lewym uchu próbował ukryć się w dopiero co odrastającym zaroście. Adam intrygował Krzyśka. Miał ochotę przebić się przez jego skorupę w głąb ciała i umysłu aby wydobyć go z jego własnej klatki. Nie zastanawiał się czy Adam by tego chciał, Krzysiek po prostu poczuł, że chce zbliżyć się do niego. Kosmyk włosów ponownie wymknął się zza jego ucha i Brzezicki już wyciągał rękę żeby odruchowo go poprawić, ale zatrzymał dłoń w powietrzu w drodze pomiędzy nimi, zastanawiając się, co do cholery robi. Adam spojrzał zdziwiony na niego, a ten szybko wyrzucił ręce do góry i udał, że się przeciąga.
— Ale jestem zmęczony! A to było naprawdę pyszne. Taki miły posiłek na koniec dnia. W miłym towarzystwie rzecz jasna.
Krzysiek uśmiechnął się szczerze, chociaż myśli kotłowały mu się w głowie.
— Dziękuję. — Adam patrzył na niego zakłopotany. Pierwszy raz ktoś jadł zrobiony przez niego obiad, oczywiście nie licząc rodziców.
— Może pozmywam w podzięce?
— Nie trzeba, mam zmywarkę.
Nastąpiła niezręczna cisza. W końcu Krzysiek jeszcze raz podziękował za obiad, ale stwierdził, że nie będzie się już dzisiaj narzucać Adamowi i pójdzie do domu. Pożyczyli sobie miłego wieczoru i wrócił do mieszkania.
Krzysiek zamknął za sobą drzwi i stanął jak wryty.
— O co w ogóle chodzi temu Adamowi? — zaczął mówić do siebie na głos i zataczać kółka w salonie. — Prawie nic nie odpowiada, nie chce przyjść na imprezę a jednocześnie zaprasza mnie na obiad, od tak po prostu. W mieszkaniu ma super porządek, jakby tam nikt nie mieszkał, jednocześnie jest taki miły i słodki, a ja się dziwnie przy nim zachowuję.
Krzysiek zatrzymał się. Myśli leciały jak opętane rozbijając się o jego głowę. Denerwował się, tylko czym? Tym, że w ciągu tak krótkiej chwili zaczął przejawiać sympatię do Adama, całkiem obcego chłopaka?
Spojrzał na zegarek, było dość wcześnie, niemniej poszedł szybko wziąć prysznic.
Z deszczownicy lała się gorąca woda oczyszczając jego ciało i głowę. Bezmyślnie wpatrywał się w swoje stopy zauważając, że nad prawym małym palcem ma pieprzyk. Na pewno miał go od dawna, ale jakby dopiero teraz dotarło do niego, że on tam jest. Pewnie tak jak Adam za każdym razem, gdy przegląda się w lustrze, na nowo odkrywa swój pieprzyk na policzku. Znowu Adam. Uniósł głowę do góry zamykając oczy, pozwalając aby woda spływała mu po twarzy. Mimowolnie przypomniał sobie pewne pocałunki, które zdarzyły się upalnego dnia w Hiszpanii kilka lat temu. Słodki smak wina i owoców na wargach. Zapach trawki w nozdrzach. Szum fal w głowie. Domek na plaży, taras z widokiem na morze. I on. Kolega Daniela, którego znali tylko przez internet, a który ugościł ich w swoim domu podczas szalonych wakacji na studiach. Pojechali częściowo autostopem na Gibraltar i z powrotem, ale to Hiszpania zajęła szczególne miejsce w jego sercu i umyśle. Próbował zapomnieć przez te lata, szczególnie udawało mu się nie pamiętać przez ten rok będąc z Anką, ale teraz wróciło. Jego oliwkowa skóra, czarne kręcone włosy i piwne oczy, takie jak u Adama.



— Jeszcze nie śpisz?
— Tu jest zbyt pięknie żeby zasypiać.
— Reszta śpi jak dzieci.
Miał brytyjski akcent wyraźnie odznaczający się od niedbałego niby amerykańskiego stylu mówienia Krzyśka.
— Podaj. — Sięgnął po skręta siadając obok Brzezickiego, jednocześnie podając mu szklankę z bardzo mocną sangrią, której wcześniej nie zdołali wypić do końca. Chłopak upił łyk krzywiąc się.
Siedzieli na brzegu tarasu niewidoczni dla nikogo, obserwując rozjaśniające się niebo, czekając na wschód słońca. Mateo spojrzał na Krzyśka i się zaśmiał.
— Masz przekrwione oczy, jesteś jeszcze pijany i naćpany.
— Ty też — burknął i zabrał skręta z jego dłoni mocno się zaciągając.
— Cieszę się, że zatrzymaliście się u mnie, podobasz mi się.
Krzysiek popatrzył w jego stronę nie do końca rozumiejąc o czym on mówi. Mateo przysunął się bliżej, zabrał szklankę z jego rąk i wziął kilka głębszych łyków napoju, po czym odstawił ją daleko od nich. Położył dłoń na udzie Krzyśka jednocześnie wpatrując mu się w oczy. Gdy nie dostrzegł sprzeciwu, przesunął rękę w górę wkładając pod koszulkę. Drugą dłonią pogładził jego policzek i przymykając oczy delikatnie musnął jego wargi zostawiając posmak sangrii. Krzysiek nie bardzo wiedział dlaczego się nie opierał. Może to alkohol, trawka, albo urok samego Mateo, obezwładniały go i z chęcią odwzajemnił pocałunek. Wyrzucił skręta na piach i delikatnie objął chłopaka pozwalając się całować. Ręka z powrotem powędrowała w dół, tym razem zanurzając się w spodnie i pod bieliznę, odnajdując uśpionego penisa. Krzysiek jęknął gdy poczuł ciepły dotyk, lekko się wzdrygnął ale nie odtrącił chłopaka. Dał się ponieść chwili, tak przyjemnej co surrealistycznej. W ręku Mateo penis nabrzmiał a oddech Krzyśka stał się bardziej urywany, lecz nie przestawali się całować.
— Ja zaraz…!
Krzysiek oderwał się od ust Hiszpana i skrył twarz w jego ramieniu jęcząc coraz głośniej aż przyszło spełnienie. Mateo ujął wolną ręką jego twarz i złożył na niej kilka słodkich pocałunków.
— Pójdę się umyć a potem spać. Ty też lepiej się prześpij.
Zostawił go na tarasie samego, zamroczonego, trochę osłupiałego. Podparł się jedną ręką o deski wciąż próbując uspokoić oddech i okiełznać myśli. Wstał na chwiejnych nogach i poszedł w pobliskie krzaki się odlać. Wróciwszy na taras poległ na poduszkach i przykrył się narzutą zasypiając natychmiast.
Wszyscy w domu obudzili się koło południa, poszli na miasto coś zjeść i dalej imprezować. Krzysiek, Daniel, Mateo, jego współlokator Hugo i kilkoro ich znajomych, tym razem zrobili rundkę po pubach i czwórka współmieszkańców wróciła zmęczona, ale wybawiona, dopiero w środku nocy.
Mateo odpływał już w sen gdy usłyszał kroki w swojej sypialni. Usiadł na łóżku i zobaczył Krzyśka stojącego w cieniu. Przez balkon wpadało światło księżyca, odbijało się również od morza, które szumiało w oddali. Firanki powiewały wesoło targane ciepłym wiatrem. Żaden z nich się nie odezwał, na twarzy Hiszpana zagościł tylko nikły uśmiech. Krzysiek wpatrywał się w jego nagi tors zarysowany w bladym świetle. Kilka desek pod jego stopami zaskrzypiało gdy podszedł do łóżka. Od drzwi sypialni zastanawiał się co tu właściwie robi, po co przyszedł? Część niego krzyczała żeby odwrócił się na pięcie i uciekł, lecz część kusiła go w stronę białej pościeli, w stronę piwnych oczu. Mateo go zahipnotyzował, skradł jego duszę i władał nim jak marionetką. Nigdy wcześniej nie czuł pociągu fizycznego do mężczyzny, jednak w nim było coś, co go urzekło, widział to od początku, tylko nie zastanawiał się nad tym, odpędzał tą myśl. Teraz wiedział, że gdy tylko spotkali się pierwszy raz na dworcu autobusowym wpadł w sidła. Dzień później na tarasie zapuścił haczyk z przynętą i oto jest teraz, ryba wyciągnięta z wody, miotająca się w głębi ciała na wszystkie strony. Czuł pulsowanie w skroni, alkohol jeszcze nie uleciał z jego głowy. Może i dobrze, miał na co zwalić winę za ten swój szaleńczy wyskok.
Zbliżył się do łóżka i zawahał. Jednak czekający spokojnie do tej pory Mateo wyciągnął doń rękę i pociągnął na materac, który ugiął się pod jego ciężarem. Krzysiek chciał coś powiedzieć, sam nie wiedział co, ale Mateo przyłożył tylko palec do jego ust i szepnął „ćśśśś” więc z jego gardła wydobył się tylko krótki pisk. Hiszpan podniósł się na kolana i cienka kołdra zsunęła się z niego ukazując całkiem nagie ciało. Krzysiek nie musiał spoglądać w dół żeby to zauważyć, wpatrywał się jedynie w jego oczy, które go do reszty pochłonęły. Ich ciała i języki splotły się w delikatnych uściskach i pocałunkach. Mateo pchnął go lekkim ruchem na łóżko jednocześnie zdejmując jego spodenki, uwalniając naprężonego już penisa. Krzysiek poczuł na sobie ciężar i ciepło jego ciała, zatopił palce w ciemnych lokach, poddał się kompletnie. Penisy ocierały się o siebie przy najmniejszym ruchu wywołując jęki rozkoszy. Mateo w końcu oderwał się od jego ust żeby kąsać szyję i schodząc coraz niżej pocałunkami w końcu objąć wargami nabrzmiałą męskość, na co Polak głośno wciągnął powietrze. Mateo ochoczo lizał i ssał go na przemian jednocześnie bawiąc się włosami łonowymi i gładząc po brzuchu. Po chwili Krzysiek złapał go za rękę, na co zareagował wyjęciem penisa z buzi a lepki płyn rozlał się po palcach i brzuchu. Krzysiek oddychał ciężko leżąc z zamkniętymi oczami, ale Mateo nie pozwolił mu dłużej odetchnąć. Usiadł na nim okrakiem a oczom Krzyśka ukazał się stojący sztywno penis. Hiszpan ujął jego dłonie i razem z nim objął swojego spragnionego dotyku członka. Jednocześnie ocierał się o jego, leżącego teraz spokojnie, ale już budzącego się na nowe doznania. Krzysiek nie miał czasu myśleć co się dzieje, bo nowa fala rozkoszy zaczęła zalewać jego podbrzusze. Gdy tylko penis ponownie stwardniał, Mateo nadział się na niego wykrzywiając twarz z podniecenia. Polak poczuł jak ciasne wejście okala go i podnieca. Próbował poruszać się pod ciężarem ciała kochanka, gdy ten unosił się i opadał nad nim. Obaj jęczeli w upojeniu spoceni na całym ciele. Krzyśka mrowiła skóra, chciał więcej i więcej. Podniósł się i zmusił Mateo aby położył się na plecach a sam znalazł się nad nim panując teraz nad szybkością i głębokością pchnięć. Trzymał jego jedną nogę na swoim ramieniu i przyspieszał tempa wyciskając z Mateo coraz głośniejsze jęki podniecenia. Czując, że zaraz dojdzie, wolną ręką złapał jego penisa i kilkoma szybkimi ruchami doprowadził go do wytrysku i sam chwilkę później skończył w nim. Szybko wyjął członka rozlewając spermę wokoło i opadł na miękki materac tuż obok dyszącego tak samo ciężko jak on, Mateo. Gdy tylko jego oddech się uspokoił usiadł spanikowany.
— Ja nigdy… Nie wiem dlaczego… Ja przecież nie jestem… — Próbował tłumaczyć się sam przed sobą.
Hiszpan objął go ramieniem i ucałował w policzek.
— Nie przejmuj się, to nic nie znaczy. Nie denerwuj się tak, żyj chwilą.
— Tylko nie mówi nic Danielowi, dobrze?
Jego błagalny i zagubiony wzrok zasmucił Mateo, lecz mimo to uśmiechnął się.
— To co się tutaj zdarzyło, zostanie tylko między nami. I tak jutro wyjeżdżacie, zapewne nigdy więcej się nie spotkamy. Mimo to, byłoby bardzo miło.
Krzysiek nic nie odpowiedział, jednak jego twarz uspokoiła się trochę. Mateo zbliżył się a Krzysiek nie odtrącił go przy jeszcze jednym namiętnym pocałunku. Potem poszedł się umyć i spać.
Następny dzień był ich ostatnim, mieli spakować się i przygotować do dalszej podróży z samego rana. W tą noc nie mógł spać zastanawiając się czy Mateo czeka na niego w sypialni. Ale nie poruszył się, nawet bał się przekręcić żeby w końcu nie skończyło się to wstaniem i powędrowaniem tam, na górę. Spojrzał w bok na Daniela. Spali razem na rozkładanej kanapie w salonie. Jego przyjaciel był gejem, który od razu powiedział, że Krzysiek mu się podoba, ale ten nie czuł do niego nic. Patrząc na Daniela nie doznawał mrowienia na całym ciele, jego oczy nie były tak przenikliwe jak Hiszpana, a nawet gdy teraz pomyślał o ewentualnym seksie z nim, wzdrygnął się i poczuł obrzydzenie, że miałby to zrobić z mężczyzną. Jednak zrobił to z mężczyzną, zeszłej nocy. I gdyby znalazł się teraz w jego sypialni, zapewne ponownie by to zrobił. Ale przecież nie był taki, nie był gejem. Wszędzie gdzie spojrzał, podobały mu się dziewczyny, kobiety, laski, zgrabne tyłki, jędrne cycki, smukłe talie, długie włosy i słodkie gorące usta. Na te myśli drgnął mu penis i w głowie aż wykrzyczał „no właśnie!”. Pomyślał, że jego własny fiut go zdradził, doszedł aż dwa razy z powodu faceta! Miał ochotę krzyczeć. Ale już koniec, rano wyjeżdża, a wracają przez Portugalię. Skupi się na podróży, Danielowi nic nie powie. Co zdarzyło się w sypialni z Mateo, pozostanie tam na zawsze, miał taką nadzieję. W końcu zasnął po godzinie.
Z samego rana Mateo i Hugo zawieźli ich na dworzec autobusowy. Gdy Hugo z Danielem rozprawiali o czymś wesoło, Mateo odciągnął Krzyśka na bok.
— Szkoda, że w nocy nie przyszedłeś. — Twarz Krzyśka na tą wzmiankę zrobiła się blada. — Ale rozumiem to i szanuję. Mam nadzieję, że jednak kiedyś jeszcze się spotkamy. A tymczasem życzę wam miłej podróży i odezwijcie się już z Polski. Adiós mi querido.
Cmoknął go w policzek i wrócili do przyjaciół. Krzysiek nie odezwał się w tej sprawie ani słowem. Pożegnali się, wsiedli do autobusu i odjechali.


Krzysiek przypomniał sobie o tym wszystkim stojąc pod prysznicem. Serce waliło mu mocno na wspomnienie tamtej nocy. To było tylko fizyczne zauroczenie, pomyślał sobie. Przy Adamie tego nie czuje, to coś zupełnie innego, dziwnego, nie umiał jeszcze nazwać, co to takiego. Zaczął wmawiać sobie, że przecież Adam nie mógł go pociągać seksualnie, bo był mężczyzną. Tak jak Daniel. Tak jak Mateo… I te jego piwne oczy, ach…