Jedwabny szal 6
Dodane przez Aquarius dnia Wrze秐ia 06 2015 02:35:47


Zamkn膮艂 po cichu drzwi staraj膮c si臋 nie zbudzi膰 艣pi膮cych m臋偶czyzn. Obudzi艂 si臋 pierwszy i po¬stanowi艂 przyrz膮dzi膰 dla ich tr贸jki jaki艣 posi艂ek. Nie by艂 mistrzem kuchni, ale potrafi艂 zrobi膰 kakao, a do niego idealne b臋d膮 rogaliki z d偶emem. Kilka godzin wcze艣niej zd膮偶y艂 zauwa偶y膰, 偶e w kuchni s膮 rogaliki i kakao. Co najwy偶ej gdyby nie by艂o mleka zrobi zwyk艂膮 herbat臋. W oczy rzuci艂y mu si臋 stoj膮ce na blacie dwa kubki zimnej herbaty. Westchn膮艂 i wyla艂 j膮 do zlewu, naczynia odstawiaj膮c obok niego. Poszed艂 do lod贸wki i otworzy艂 j膮. Ka偶da z p贸艂ek by艂a zaj臋ta warzywami, wyrobami mi臋snymi, owocami. Kiedy to wszystko tutaj przyniesiono? Jego partnerzy musieli zadba膰 o to du偶o wcze艣niej. Wzi膮艂 karton mleka i otworzy艂 go, a z szafki wyj膮艂 garnek. Po raz pierwszy od dawna czu艂 si臋 lekko, jakby unosi艂 si臋 w chmurach, bez dr臋cz膮cych go problem贸w. Postanowi艂 na kilka chwil zapomnie膰 o wszystkim co go z艂ego spotka艂o. Da膰 sobie troch臋 oddechu i zobaczy膰 co znaczy by膰 szcz臋艣liwym. Nadal nie wierzy艂, 偶e nie uciek艂 tylko zosta艂 i zaakceptowa艂 swoich partner贸w. Nie jednego partnera, tylko dw贸ch. Dw贸ch gor膮cych zmiennych. I ju偶 samo to by艂o niesamowite, a co dopiero 艣wiadomo艣膰, 偶e sp臋dzi z nimi 偶ycie. Jego smok tego pragn膮艂, tak samo jak chcia艂 wpierw uciec, by ich chroni膰. Pomimo b贸lu, 偶e nie b臋dzie z nimi ucieczka by艂a rozs膮dnym wyj艣ciem, lecz by艂by to b艂膮d. Dlatego mia艂 nadziej臋, 偶e dobrze post膮pi艂. Ch臋膰 ich ochrony jest silna, ale nie chcia艂 opuszcza膰 Daniela i Martina. Jego serce, umys艂, cia艂o lgn臋艂o do nich. Tym bardziej teraz, kiedy Martin go zatwierdzi艂, a Daniel zapewne zrobi to nied艂ugo.
– Jak dobrze widzie膰 twoj膮 promieniej膮c膮 szcz臋艣ciem twarz. Musisz rozmy艣la膰 o czym艣 przy¬jemnym.
Christian podskoczy艂 omal nie wylewaj膮c mleka, kt贸re ni贸s艂 w garnku w stron臋 kuchenki gazo¬wej. Spojrza艂 na Daniela i jego cia艂o pobudzi艂o si臋. Chcia艂 podej艣膰 do tego m臋偶czyzny, pa艣膰 do jego st贸p i wyliza膰 go ca艂ego. Daniel by艂 w samej obcis艂ej bieli藕nie doskonale opinaj膮c膮 jego krocze. Z zarostem na twarzy, rozwichrzonymi w艂osami, odbiciem na lewym policzku pochodz膮cym od po¬duszki i zaspanymi oczami by艂 jak chodz膮cy na dw贸ch nogach seks. Po raz pierwszy widzia艂 go w takim stanie, nie liczy艂 tych upojnych chwil wcze艣niej. Za ka偶dym innym razem zmienny wilk by艂 nienagannie ubrany z doskonale u艂o偶o¬nymi w艂osami. Wygl膮da艂 elegancko i dojrzale. Natomiast teraz wygl膮da艂 jak seksowny, niegrzeczny ch艂opiec, jakim zazwyczaj by艂 Martin. Do tego ten dziki b艂ysk w oku tylko to eksponowa艂.
Odchrz膮kn膮艂 wyrywaj膮c si臋 z tych rozmy艣la艅 i kontynuowa艂 przygotowywanie mleka do goto¬wania.
– Dlaczego s膮dzisz, 偶e o czym艣 my艣la艂em? – Zapali艂 palnik i postawi艂 na nim garnek.
– Poniewa偶 sta艂e艣 w bezruchu u艣miechaj膮c si臋 szeroko. – Wolnymi krokami zacz膮艂 podchodzi膰 do m艂odego partnera. – Mog臋 wnioskowa膰, 偶e to by艂y mi艂e my艣li.
– Owszem by艂y. – Westchn膮艂, kiedy r臋ce Daniela go obj臋艂y od ty艂u. – Lubicie kakao?
– Bardzo – odpowiedzia艂 Martin. Mia艂 nadziej臋, 偶e Daniel szybko sprowadzi Chrisa do ich 艂贸偶¬ka, a ci urz膮dzili sobie pogaw臋dk臋. Zbli偶y艂 si臋 do nich wyciskaj膮c najpierw d艂ugi poca艂unek na ustach Daniela, a potem pochyli艂 si臋 i wpi艂 w wargi drugiego partnera. Cieszy艂 si臋, 偶e post膮pi艂 m膮¬drze i jest ju偶 zwi膮zany t膮 urocz膮 istot膮. – Ale najbardziej mam ochot臋 ciebie posmakowa膰. – Prze¬sun膮艂 nosem po jego policzku, a r臋k膮 艣cisn膮艂 krocze Christiana. 呕a艂owa艂, 偶e ten ubra艂 spodnie. Za¬mrucza艂 czuj膮c, 偶e ten jest podniecony. – Danny, on wci膮偶 jest niezaspokojony. – Spojrza艂 na dru¬giego partnera stoj膮cego za plecami Chrisa.
– Wi臋藕 dzia艂a. Co艣 mi si臋 zdaje, 偶e nie b臋dzie zaspokojony jeszcze d艂ugo.
– Nie tylko wi臋藕. – Chris opar艂 si臋 o plecy Daniela ca艂kiem zapominaj膮c o mleku. – To te dni. Wiecie.
– Teraz masz nas, a my we dw贸ch damy rad臋 spe艂ni膰 twoje najwi臋ksze i najbardziej perwersyjne pragnienia – szepta艂 Daniel ca艂uj膮c go po nagim ramieniu. Chcia艂 go mie膰. Wej艣膰 w niego, doj艣膰 i zatwierdzi膰. Si臋gn膮艂 do rozporka ch艂opaka.
– Ale... Ale... – Odrzuci艂 g艂ow臋 na rami臋 m臋偶czyzny za nim. R臋ce obu partner贸w dotyka艂y go, a cia艂a tak blisko niego ogrzewa艂y i rozpala艂y. Chcia艂 ich. Chcia艂 Daniela w sobie. – Mleko.
Martin upadaj膮c na kolana przekr臋ci艂 kurek od kuchenki.
– Najpierw chc臋 twojego mleczka. – Odczuwa艂 przemo偶n膮 ochot臋, aby zaj膮膰 si臋 nim. Tak samo jak Daniel. I chcia艂, wi¬dzie膰 jak Daniel go pieprzy. Opu艣ci艂 jego spodnie i wzi膮艂 w r臋k臋 cz艂onek Christiana, podczas gdy drugi z partner贸w pie艣ci艂 j膮dra ch艂opaka.
– Musz臋 wam... – Z艂apa艂 si臋 ramion Martina lekko pochylaj膮c. Nie wiedzia艂 kiedy Daniel uwolni艂 sw贸j cz艂onek i wsun膮艂 go teraz pomi臋dzy jego po艣ladki. – Wiecie, 偶e ja mog臋... – Ba艂 si臋, 偶e 藕le zareaguj膮, gdyby zaszed艂 w ci膮偶臋. Zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e bez zabezpieczenia to mo偶e si臋 sta膰.
– Zaj艣膰 w ci膮偶臋? Wiemy. – Daniel po艂o偶y艂 d艂o艅 na brzuchu zmiennego smoka. – Mo偶e nawet ju偶 jeste艣.
– A jak nie, to mo偶e zaraz to si臋 stanie. – Martin spojrza艂 na niego z do艂u z b艂yskiem w oku. Po¬siadanie potomstwa cz臋sto by艂o jego marzeniem. Bycie gejem nie mog艂o mu pom贸c tego zrealizo¬wa膰. Teraz mia艂 szans臋 mie膰 rodzin臋. Pochyli艂 si臋 do jego penisa i poliza艂 czubek.
– Nie b臋dzie wam... Przeszkadza艂o, 偶e... O tak mi r贸b. – Ca艂y czas patrzy艂 jak jego spragniona pieszczot m臋sko艣膰 znika w ustach Martina. Do tego pieszczoty na po艣ladkach i pomi臋dzy nimi sprawia艂y, 偶e mia艂 ochot臋 wy膰 z rozkoszy. Obejrza艂 si臋 na Daniela. – Wejd藕 we mnie.
– Nie chcesz trafi膰 z nami do wygodnego 艂贸偶ka? – Wsun膮艂 w niego na pr贸b臋 dwa palce. Po tym co dzia艂o si臋 w nocy te bez problemu wesz艂y i zadowolony wyj膮艂 je.
– Ja nie dotr臋 do 艂贸偶ka. Trawi mnie po偶ar i chc臋 by艣cie go ugasili – rozkaza艂. Jego oddech przy¬艣pieszy艂. Martin nie szcz臋dzi艂 mu pieszczot, ale i nie wiele dawa艂. A on chcia艂 mocniejszego ssania i lizania. Zmienny wilk bawi艂 si臋 nim.
– Twoje 偶yczenie jest dla mnie rozkazem – powiedzia艂 rozpalonym g艂osem Alston. Przystawi艂 wilgotn膮 g艂贸wk臋 do ciasnego cia艂a Christiana.
Ch艂opak czuj膮c jak Daniel wsuwa si臋 w niego, jeszcze mocniej przytrzyma艂 si臋 Martina bardziej nadstawiaj膮c Danielowi. O tak tego chcia艂. Chcia艂, 偶eby go wype艂ni膰. Mia艂 nadziej臋, 偶e gdy wszystko si臋 unormuje nie b臋dzie si臋 robi艂 ch臋tny za ka偶dym razem jak oni b臋d膮 w pobli偶u. Przecie偶 nie mo¬gli si臋 kocha膰 na oczach innych zmiennych, czy te偶 ludzi. Ale teraz dobrze mu by艂o zar贸wno od przodu, jak i od ty艂u. Tu pchni臋cie, tam ssanie i m贸g艂 si臋 rozp艂ywa膰 w osza艂amiaj膮cej ekstazie. Od¬dawa艂 im si臋 obu z fascynacj膮. J臋cza艂 i wi艂 si臋 pomi臋dzy nimi bior膮c wszystko to co mu dawali. Ani razu nie zawstydzi艂 si臋, tego, 偶e po偶era go ogie艅. Przecie偶 to byli jego partnerzy. Kochali go i wie¬dzia艂, 偶e nie wy艣mialiby go za to, 偶e jest taki ch臋tny.
Martin jedn膮 d艂oni膮 g艂aska艂 udo Christiana, drug膮 Daniela, daj膮c znak, 偶e cieszy si臋 z tego co si臋 dzieje i jest z nimi oboma. Kocha艂 ich. Naprawd臋 ich kocha艂. Pragn膮艂 da膰 im w 艂贸偶ku i w 偶yciu wszystko co najlepsze. Czuj膮c jak penis Christiana drga w jego ustach. Pozwoli艂 mu si臋 w nie pie¬przy膰 takim tempem jaki nadawa艂y biodra Daniela.
Daniel posapywa艂 przy uchu Christiana obejmuj膮c go ciasno i wbijaj膮c si臋 w niego. To pragnie¬nie rozrywa艂o go i potrzebowa艂 ju偶 ulgi. Przy艣pieszy艂 wyci膮gaj膮c r臋k臋 i k艂ad膮c j膮 na g艂owie Marti¬na.
– Ssij go. Zaraz dojd臋. – Czyste pragnienie targa艂o nim. Potrzebowa艂 doj艣膰 i oznaczy膰 swego partnera. Na sam膮 my艣l k艂y same si臋 wysun臋艂y. Zacz膮艂 podskubywa膰 sk贸r臋 w 艂膮czeniu ramienia z szyj膮. Tu偶 przy ugryzieniu Martina, kt贸re si臋 zagoi艂o, ale zostawi艂o male艅ki zaczerwieniony 艣lad li¬tery V. Ma艂e znami臋, kt贸re na zawsze oznaczy艂o Christiana i 偶a艂owa艂, 偶e smoki nie gryz膮. Te偶 by chcia艂 nosi膰 co艣 takiego od Chrisa. Ale wymy艣li inny spos贸b, by on i Martin mogli chodzi膰 dumnie z oznakami na ciele. Sapn膮艂, kiedy poczu艂, jak mi臋艣nie Christiana si臋 na nim zaciskaj膮. Wbi艂 k艂y w jego cia艂o.
Napr臋偶y艂 si臋, gdy przez ka偶dy nerw przep艂yn臋艂a znajoma lawina ognia i b贸l oznaczenia. Orgazm targn膮艂 nim pot臋偶n膮 erupcj膮, a Martin spija艂 go ze smakiem mrucz膮c co艣 przy tym z zadowoleniem. Nogi mu dygota艂y i gdyby nie podp贸rka z kl臋cz膮cego m臋偶czyzny oraz trzymaj膮cej go silnie r臋ki Daniela, po kt贸rym czu艂 w sobie nasienie, upad艂by ze zm臋czenia.
Dwaj zmienni dochodzili do siebie po prze偶yciu tak wielkiej, odbieraj膮cej zmys艂y przyjemno艣ci, a trzeci wyliza艂 cz艂onek do czysta i uni贸s艂 si臋 powoli. Od razu si臋gn膮艂 ust Christiana daj膮c mu po¬smakowa膰 siebie. Nadal by艂 twardy jak ska艂a.
Daniel otworzy艂 oczy patrz膮c na Martina. Jego zmys艂y szala艂y, ale chcia艂 zaj膮膰 si臋 Martinem w potrzebie. Poca艂owa艂 w kark Christiana i wysun膮艂 si臋 z niego. Ujrza艂 jak jego nasienie wyp艂ywa ze szparki m艂odego zmiennego. Do艂膮czy艂 do ich poca艂unku. Ich trzy j臋zyki liza艂y si臋 po¬woli poza ustami obdarowuj膮c kochank贸w swym smakiem i nektarem Christiana. Wsp贸lny poca艂u¬nek przed艂u偶a艂 si臋 i Daniel si臋gn膮艂 do bielizny Martina 艂api膮c w r臋k臋 jego penisa. Poruszy艂 po nim d艂oni膮 rozprowadzaj膮c preejakulat, kt贸ry wydziela艂 si臋 w ogromnych ilo艣ciach. Na chwil臋 za¬ssa艂 si臋 na j臋zyku Christiana, by zaraz to samo zrobi膰 z drugim partnerem. W tr贸jk膮cie jest tak, 偶e czasami jedna osoba zostaje na uboczu, a on nie chcia艂 na to pozwoli膰. Z Martinem 偶y艂 od dawna i chocia偶 Chris by艂 teraz nowy, smakowity i bardzo ch臋tny na seks, to Daniel nie zapomnia艂 o drugim zmiennym. Ssa艂 jego j臋zyk jakby obiecuj膮c mu wielk膮 rozkosz. Gdy upewni艂 si臋, 偶e Chris jest ju偶 w stanie usta膰 na w艂asnych nogach pu艣ci艂 go i ukl臋kn膮艂 przez Martinem. Wyj膮艂 w bielizny jego penisa i j膮dra, by zaraz popie艣ci膰 je j臋zykiem. Wzi膮艂 je w usta, tak jak kochanek lubi艂.
Chris patrzy艂 na to wszystko i podoba艂 mu si臋 ten widok, a szczeg贸lnie rozanielenie na twarzy Martina. Zapragn膮艂 widzie膰 jak si臋 obaj ze sob膮 kochaj膮. I pewnego dnia to si臋 stanie. Zd膮偶y艂 ju偶 zauwa偶y膰, 偶e Martin uwielbia艂 kl臋ka膰 przed partnerem. Zapewne jako alfa nie m贸g艂 sobie pozwoli膰, by inni ujrzeli go w takiej pozycji, lecz gdy byli sami, jego uleg艂o艣膰 w stosunku do Daniela zacz臋艂a fascynowa膰 Christiana. I Daniel te偶 nie mia艂 z tym problemu. Z rado艣ci膮 poch艂ania艂 twardy cz艂onek kochanka i porusza艂 g艂ow膮, a d艂oni膮 ugniata艂 jego j膮dra. Nie trwa艂o d艂ugo, gdy Martin zaj臋cza艂, chwyci艂 Daniela za w艂osy i sko艅czy艂 w jego ustach podryguj膮c biodrami.
– Gdybym przed chwil膮 nie doszed艂, w艂a艣nie zrobi艂bym to patrz膮c na was – wyszepta艂 Russo.
Daniel przytuli艂 g艂ow臋 do brzucha Martina i u艣miechn膮艂 si臋 do Chrisa.
– Dojdziesz tak jeszcze nie raz. Teraz mamy 偶ycie przed sob膮 i zar臋czam, 偶e w 艂贸偶ku nie b臋dzie¬my si臋 nudzi膰. – Zamrucza艂, kiedy d艂o艅 Martina g艂aska艂a go po g艂owie.
– To co prysznic, a potem kolacja i... – Martin nie doko艅czy艂, gdy偶 Chris zamkn膮艂 mu usta poca¬艂unkiem. O tak, na pewno nie b臋d膮 si臋 nudzi膰.


* * *


– Ty t臋pa dziwko! Da艂a艣 si臋 tak podej艣膰?! – Stone pa艂a艂 furi膮. Mia艂 ochot臋 rozszarpa膰 samic臋. – Teraz nikt nie 艣ledzi Bright贸w. Mogli go wywie藕膰 i go nie znajd臋!
– Ale jego tam nie ma, szefie. – Uleczy艂a si臋 ju偶 troch臋 z ran zadanych przed nieznanego zmien¬nego. Chocia偶 mia艂a wra偶enie, 偶e ju偶 gdzie艣 czu艂a ten zapach. Ten drugi jej przynajmniej nie uderzy艂. Zostawi艂 j膮 tylko w 艣mierdz膮cym zau艂ku z kapturem na g艂owie, by nic nie widzia艂a. Jakby mog艂a widzie膰 kiedy wok贸艂 panowa艂a tylko ciemno艣膰. Dobrze, 偶e mia艂a przy sobie telefon, to zadzwoni艂a do szefa, a ten wys艂a艂 kilku tauren贸w, by j膮 sprowadzili do biurowca.
– Mo偶e teraz jest! Zast膮pi ci臋 Winter. Ty si臋 ulecz, a potem zastanowi臋 si臋 co z tob膮 zrobi膰.
– Szefie, daj mi szans臋. – Upad艂a przez nim na kolana. Nie m贸g艂 jej wyrzuci膰. Chcia艂a by膰 przy nim, pomaga膰 mu. – Ja si臋 dowiem co to za zmienni mnie porwali. Dowiem si臋 wszystkiego i po¬dam ci ich na tacy. Zobaczysz.
Stone tylko popatrzy艂 na b艂agaj膮c膮 samic臋. Nie mia艂a dla niego znaczenia. Ch臋tnie odda艂 by jej g艂ow臋 za jeden dzie艅 z diamentowym smokiem. Odnajdzie go. Nie do艣膰, 偶e straci艂 pieni膮dze kupu¬j膮c go, to jeszcze musi anga偶owa膰 wszystkie si艂y, 偶eby odnale藕膰 uciekiniera. Ta wielka szansa nie przejdzie mu ko艂o nosa.
– Powiedzieli ci, dlaczego ci臋 porwali? – zapyta艂 taurenk臋 zajmuj膮c miejsce za biurkiem.
– Powiedzieli, 偶e nie podoba im si臋 to co robisz. Boj膮 si臋, 偶e przypadkiem ludzie si臋 o nas do¬wiedz膮.
– Nie jestem, a偶 tak g艂upi. – Pochyli艂 si臋 i nacisn膮艂 przycisk interkomu. – Mel, niech Robin tu przyjdzie i zabierze Star do jej pokoju. I pilnuje. – Popatrzy艂 srogo na kobiet臋. – Ma nie wyj艣膰 z po¬koju dop贸ki nie powiem inaczej.
Star opu艣ci艂a g艂ow臋 na d贸艂. B臋dzie mie膰 czas na wyleczenie si臋 i przypomnienie sobie sk膮d zna ten zapach zmiennego. Gdy by艂a tam, nie zwr贸ci艂a na to uwagi zaj臋ta unikaniem cios贸w, lecz teraz...
– R贸b co m贸wi臋, a zostaniesz tutaj.
– Tak, szefie. – Pokiwa艂a g艂ow膮 ulegle.
Po chwili w gabinecie pojawi艂 si臋 Robin. Wysoki, barczysty, typ kulturysty, tauren z艂apa艂 j膮 za przedrami臋 i poci膮gn膮艂 w g贸r臋, by stan臋艂a na w艂asnych nogach.
– Ostro偶nie, Robin. Nie chcemy, aby nasza kochana Star by艂a bardziej posiniaczona ni偶 jest. Jeszcze nam si臋 przyda. Jest dobrym 偶o艂nierzem. Na razie pilnuj jej, jak oka w g艂owie. Ma siedzie膰 w swoim pokoju. Czasami wpadn臋 sprawdzi膰 jak ma si臋 nasza pani.
– Tak jest, panie Stone.
Gabriel Stone patrzy艂 jak Robin wyprowadza kobiet臋. Ona mu pomo偶e odnale藕膰 ch艂opaka. Ju偶 mia艂 plan co do niej. Tylko niech pozb臋dzie si臋 tych fioletowych plam z cia艂a. Nie mia艂a wielkiego daru leczenia i troch臋 jej to zajmie. Akurat tyle ile on potrzebowa艂 czasu na rozpocz臋cie planu B. Planu, kt贸ry pojawi艂 si臋, gdy wspomnia艂a o wilkach. Mia艂 przeczucie, 偶e kt贸ra艣 z grup co艣 wie, o m艂odym smoku. Wyt艂umaczenie, 偶e porwali j膮, by on nie szala艂 tak z szukaniem m艂odego samca jest n臋dzne. Dzi臋ki niej dowie si臋 co to za sfora. Cho膰by mia艂a uwie艣膰 ka偶dego zmiennego wilka w okolicy i dowiedzie膰 si臋 prawdy. Na ustach wykwit艂 mu szyderczy u艣miech. Spojrza艂 na jedn膮 ze 艣cian gdzie wisia艂o pot臋偶ne lustro. Widzia艂 siebie siedz膮cego za biurkiem. By艂 przystojny w ludz¬kiej postaci. Ta pokrywa ukrywa艂a serce pe艂ne z艂a i nienawi艣ci. I bardzo dobrze mu z tym by艂o. Poza tym jego urok uwodziciela myli艂 wielu, dzi臋ki czemu m贸g艂 dzia艂a膰 i zdoby膰 ch艂opc贸w do swych dom贸w. Kobiety te偶. Ale Christiana chcia艂 dla siebie. Tylko i wy艂膮cznie dla siebie. Tak jak dawniej chcia艂 jego matk臋, kt贸ra mu uciek艂a. Suka zasz艂a w ci膮偶臋 z cz艂owiekiem, kt贸ry dla niego pracowa艂. G艂upia smoczyca zakocha艂a si臋. A od da艂 jej tak wiele! A ona zamiast przed nim, roz艂o偶y艂a nogi przez niepozornym blondynkiem. Gdy dowiedzia艂a si臋 o ci膮偶y postanowi艂a uciec i uda艂o jej si臋 to, bo jej kocha艣 stan膮艂 w jej obronie. Ju偶 dawno on w膮cha kwiatki od spodu. Co za wspania艂omy艣l¬no艣膰 odda膰 偶ycie dla ukochanej i dziecka. Stone szuka艂 jej, ale przerwa艂 poszukiwania, kiedy zg艂osi艂 si臋 do niego Russo. M臋偶czyzna j膮 przypadkiem spotka艂. A dzi臋ki temu Stone ju偶 mia艂 plan i czeka艂 od dwudzie¬stu lat na potomka swojej niewolnicy. I nie b臋dzie czeka艂 na niego, a偶 ten sam mu si臋 odda, tak jak ro¬bi艂 z jego matk膮. We藕mie go sobie cho膰by si艂膮. Na sam膮 my艣l jego penis stwardnia艂 jak kamie艅. I my艣l, jak m艂ody Chris kl臋czy przed nim tylko go bardziej nakr臋ci艂a. Niestety, na razie musia艂 si臋 za¬dowoli膰 jednym z ch艂opak贸w, kt贸rzy dla niego pracowali. Zadzwoni艂 do jed¬nego z opiekun贸w, by przyprowadzono mu kogo艣 do obs艂u偶enia go.

* * *


Min臋艂y dwa dni odk膮d Daniel z Martinem oznaczyli Christiana. Dzisiejszy dzie艅 zmienny smok sp臋dza艂 wy艂膮cznie z Colemanem, gdy偶 Daniel musia艂 zaj膮膰 si臋 sfor膮 i sprowadzi膰 tutaj jej cz臋艣膰 za kilka dni. Jutro zrobi膮 na odwr贸t. Wczoraj Daniel kupi艂 mu troch臋 ubra艅, co spotka艂o si臋 z niech臋ci膮 u Christiana, gdy偶 sam chcia艂 pojecha膰 do miasteczka i co艣 sobie wybra膰. Ale obaj partnerzy si臋 nie zgodzili. Przecie偶 nie chcia艂 wr贸ci膰 do du偶ego miasta. To by艂o tylko ciche, spokojne miasteczko. Mia艂 nadziej臋, 偶e Camas b臋dzie schronieniem jakie¬go szuka艂.
– Chcia艂bym si臋 zobaczy膰 z Justinem – powiedzia艂 do Martina. Razem siedzieli na ganku w bu¬janych fotelach.
– Jeste艣 pewny, 偶e to ju偶 koniec tego twojego szale艅stwa? – zapyta艂 Martin patrz膮c na niego i mru偶膮c oczy przez s艂o艅cem. Daniel dopiero dzisiaj m贸g艂 wyjecha膰, gdy偶 zaspokojenie szalej膮cego libido u Chrisa mog艂o by wyko艅czy膰 jednego partnera.
– Tak. Zako艅czy艂 si臋 nawet wcze艣niej. Zazwyczaj trwa艂o nieca艂e dwa tygodnie, wi臋c zosta艂by tydzie艅, a w tym ten jeden dzie艅 by艂 najgorszy.
– Ten w kt贸rym musia艂e艣 unika膰 m臋偶czyzn, bo traci艂e艣 przy nich zmys艂y?
– Dok艂adnie. – Roze艣mia艂 si臋 i przeni贸s艂 na kolana Martina. Ten obj膮艂 go i przytuli艂. Nauczy艂 si臋, 偶e Chris potrzebuje du偶o czu艂o艣ci.
– Ciesz臋 si臋 z tego, 偶e m贸j g艂upi ludzki umys艂 uleg艂 i pozwoli艂 dzia艂a膰 wilkowi we mnie. Nie siedzieliby艣my tak tutaj.
– Czu艂em jak mnie odtr膮casz. Ju偶 przy pierwszym spotkaniu, by艂e艣 taki inny. Zimny. – Popatrzy艂 na jego twarz. Wiatr porusza艂 rozpuszczonymi w艂osami Martina. – Przez ostatnie dni z wami, je¬stem w stanie uwierzy膰, 偶e mam szans臋 na bycie szcz臋艣liwym.
– Omal nam tego nie zabra艂em – powiedzia艂 z poczuciem winy starszy zmienny. – Nie wiem jak mog艂em my艣le膰, 偶e mog臋 ci臋 odrzuci膰. Przecie偶 nie by艂o mo偶liwo艣ci, bym by艂 z Danielem, a z tob膮 nie. Nie chcia艂em go straci膰... – Martin zacz膮艂 si臋 t艂umaczy膰, ale przerwa艂 widz膮c smutek na twarzy m艂odego partnera. – Kochanie, co si臋 sta艂o?
– Zaakceptowa艂e艣 mnie tylko ze wzgl臋du na Daniela? – Chcia艂 zej艣膰 z jego kolan.
– Nie – odpowiedzia艂 szybko powstrzymuj膮c go przed ucieczk膮 i k艂ad膮c d艂o艅 na smutnym licu Christiana. – Zrobi艂em to, bo chcia艂em by膰 z tob膮, kochanie. Nigdy nie my艣l, 偶e jest inaczej – m贸¬wi艂 patrz膮c mu powa偶nie w oczy. – Chc臋 by膰 z tob膮. Wyt艂umaczy艂em ci dlaczego si臋 broni艂em. M贸j wilk chce swego partnera i cz艂owiek ju偶 te偶. – Poca艂owa艂 go czule. – Czuj臋 si臋 spe艂niony. Daniel mia艂 racj臋 czekaj膮c na ciebie. On zawsze wiedzia艂, 偶e b臋d膮c tylko w dw贸ch nie jeste艣my kompletni. Teraz stali艣my si臋 ca艂o艣ci膮.
Christian odetchn膮艂 z ulg膮. Wierzy艂 mu. Teraz b臋d膮c sparowanym z nimi czu艂 ich. Nie mogli si臋 porozumiewa膰 w my艣lach, jak to nie raz pisano w r贸偶nych opowie艣ciach, jakie czyta艂, ale czu艂 ich emocje. Jakby naby艂 empati臋, a w niej zakodowa艂o si臋 jego dw贸ch gor膮cych partner贸w.
– To jak, mog臋 si臋 spotka膰 z Justinem?
– Nie jestem twoj膮 mam膮, by艣 mnie prosi艂 o pozwolenie. Jak czujesz, 偶e nie rzucisz si臋 na nie¬go...
– Mam ciebie. Rano ci si臋 podoba艂o. – Zamrucza艂 w jego szyj臋.
– Bardzo podoba艂o, ale teraz masz my艣le膰 o czym艣 innym. Powiedzia艂e艣, 偶e to min臋艂o.
– Bo nie czuj臋 si臋 tak jak zawsze. Mog臋 siedzie膰 spokojnie i nic. Wczoraj tylko na mnie spojrze¬li艣cie...
– A ju偶 rozk艂ada艂e艣 nogi – wyszepta艂 do jego ucha.
– Szzzz. Nie m贸w tak, bo zn贸w to zrobi臋. – Odkry艂, 偶e podniecaj膮 go takie s艂owa. Podnieca go jego partner i nie jest to zas艂uga p艂odnych dni. – A naprawd臋 chcia艂bym porozmawia膰 z Justinem. On ma jak膮艣 tajemnic臋, jest taki smutny. Chc臋 mu pom贸c. Rozmawia艂 ze mn膮.
– Zauwa偶y艂em, 偶e przewa偶nie milczy. Jak chcesz to si臋 z nim spotkaj, ale na naszym terenie. Nie wyjdziesz st膮d dop贸ki nie b臋dziemy pewni, 偶e jeste艣 tutaj ca艂kowicie bezpieczny.
– Nie obawiasz si臋, 偶e przerzuc臋 swoje uczucia na Justina? – Podni贸s艂 si臋 z jego kolan. Musia艂 zadzwoni膰 do tego zmiennego. Jak odje偶d偶ali, Sheoni da艂a mu ich numer telefonu.
– Teraz jeste艣 ju偶 nasz. Ka偶dy zmienny czuje, 偶e艣 zaj臋ty i nie zbli偶y si臋 do ciebie w sferach in¬nych ni偶 przyja藕艅.
– To dobrze. Nied艂ugo inni te偶 b臋d膮 wiedzie膰, 偶e nale偶ycie do mnie.
– To znaczy?
– Ma艂o czyta艂e艣 o diamentowych smokach. – Pochyli艂 si臋 nad Martinem. – W og贸le o smokach. Ale nie z ludzkich ksi膮偶ek. Tylko naszych. Poczytaj to zobaczysz. Wiem, 偶e Daniel martwi艂 si臋, 偶e nie b臋dziecie mie膰 mojego znaku. Poczytaj, a si臋 dowiesz. – Poliza艂 go po policzku i zostawi艂 go sa¬mego.
Zaintrygowany Martin wyj膮艂 telefon i zadzwoni艂 do Daniela. Ten odebra艂 natychmiast.
– Wszystko w porz膮dku?
– To, 偶e dzwoni臋 nie oznacza, 偶e co艣 si臋 sta艂o, m贸j partnerze – powiedzia艂 Martin. – Nadal nie ma tu internetu. Sprawd藕 na naszych stronach o znakowaniu partner贸w przez smoki.
– Na tych naszych stronach?
– Ta.
Internet b臋d膮cy zbiorowiskiem wielu miliard贸w informacji, by艂 te偶 dobrym komunikatorem w艣r贸d zmiennych. Na specjalnych serwerach i stronach umieszczali swoje w艂asne informacje, ksi膮偶ki i nie tylko. Znaj膮c has艂o mia艂o si臋 do tego dost臋p. Zdarza艂o si臋, 偶e ludzie odnajdywali i te strony to wtedy my艣leli, 偶e jest to po prostu wymy艣lona przez kogo艣 fikcja, gry i opowie艣ci fantasy. Ludzie mieli uciech臋, a zmienni podr臋czniki.
– To poczekaj.
Martin wsta艂 i opar艂 si臋 po艣ladkami o barierk臋. S艂ysza艂 w g艂o艣niku stukanie po klawiaturze, jakie艣 pikanie od czasu do czasu.
– D艂ugo jeszcze?
– Jak zawsze niecierpliwy. Opowiedz co tam u naszego partnera.
– Poszed艂 zadzwoni膰 po Justina Langstona. Uzna艂em, 偶e jest bezpiecznie i nie mam namy艣li Sto¬nea.
– Nasz ma艂y smok ju偶 nie ma chcicy?
– Ma, ale nie tak wielk膮. Tylko tak膮 jak my. Dzia艂a na swojego partnera, a nie na ka偶dego samca w pobli偶u – odpowiedzia艂 Martin.
– Szybko mu przesz艂o. Podobno to mia艂o jeszcze z tydzie艅 trwa膰. – Po drugiej stronie nasta艂a ci¬sza i Martin, a偶 spojrza艂 na telefon, by zobaczy膰 czy nie przerwa艂o po艂膮czenia.
– Daniel, jeste艣 tam?
– Jestem, jestem. Tylko w艂a艣nie co艣 mi przysz艂o do g艂owy. M贸wisz, 偶e pragnienie min臋艂o.
– No tak.
– Ono mija naturalnie po dw贸ch tygodniach, czy jak tam lub gdy nast臋puje pocz臋cie potomka. Cia艂o zmiennego smoka albo zwyczajnie ko艅czy sw贸j naturalny cykl, albo, gdy ju偶 nie musi wo艂a膰 o kontakt fizyczny, kiedy nast膮pi to czego pragn臋艂o. Czyli zap艂odnienia.
– To znaczy, 偶e Chris...
– Martin, najprawdopodobniej b臋dziemy mieli dziecko. I dowiemy si臋 o tym ju偶 nied艂ugo. Cia艂o Chrisa nam to poka偶e. Poza badaniami.
– Jak? – zapyta艂 Coleman.
– Pami臋tasz jak reagowa艂a Kristina b臋d膮c ze swoim m艂odym pod sercem?
Martin ju偶 widzia艂 w wyobra藕ni zmienn膮 wilka jak biegnie do toalety, by wymiotowa膰. Do tego by艂a tak s艂aba. I nerwowa. I p艂aka艂a co pi臋膰 minut, by zaraz si臋 艣mia膰 lub wpada膰 w histeri臋.
– To nie czeka naszego Christiana – wyduka艂 Martin przera偶ony obrazami jakie mu m贸zg poka¬za艂.
– Boisz si臋 o siebie co? Nie martw si臋 jak nasz partner spodziewa si臋 dziecka objawy uka偶膮 si臋 dopiero za kilka dni. Masz czas... Obaj mamy, by psychicznie przygotowa膰 si臋 na jego zmiany na¬stroj贸w.
– A jak to u m臋skich potomk贸w smok贸w jest jeszcze gorsze?
– To i tak b臋dziemy go kocha膰. I b臋dziemy musieli znale藕膰 lekarza – odpar艂 Daniel.
– Poprosz臋 Sheoni o adres jej lekarza. S膮dz臋, 偶e facetowi nie odbije, gdy ujrzy m臋偶czyzn臋 w ci膮偶y.
Daniel zacz膮艂 si臋 艣mia膰 na t臋 wzmiank臋, a p贸藕niej opowiedzia艂, jak zostan膮 oni oznaczeni. To stanie si臋 po oficjalnej ceremonii. Na ich ramionach wypali si臋 znak ma艂ego smoka. B臋dzie mia艂o taki kolor pod jaki nale偶y ich partner. Podejrzewa艂, 偶e b臋dzie bia艂y. Lecz proces wypalania b臋dzie bardzo bolesny. Martin jako 偶e ju偶 robi艂 sobie tatua偶e s膮dzi艂, 偶e to b臋dzie co艣 takiego, ale po tym jak opisywa艂 to Daniel zmieni艂 zdanie. Ale dla Chrisa wszystko zniesie. Nawet wicie si臋 z b贸lu.

* * *


Christian stoj膮c przed drzwiami s艂ysza艂 ca艂膮 rozmow臋 i po艂o偶y艂 r臋ce na brzuchu. Czy偶by by艂 w ci膮偶y? Jest taka nadzieja? A jak jest, to co mia艂by dalej robi膰? Na szcz臋艣cie wiedzia艂, 偶e jego partne¬rzy chc膮 potomstwa i mu pomog膮. Tylko co on mia艂 robi膰? Jak to b臋dzie? I jak przebiegnie por贸d? Przecie偶 dziecko musi si臋 jako艣 z niego wydosta膰! A on by艂 m臋偶czyzn膮, nie mia艂 pochwy!Wystra¬szony prze艂kn膮 艣lin臋 i wyszed艂 do Martina. Ten akurat roz艂膮cza艂 si臋 z ich partnerem.
– Czy ja mog臋 by膰 w ci膮偶y? – zapyta艂.
Martin us艂yszawszy to wsta艂 i podszed艂 do niego.
– Pods艂uchiwa艂e艣. – Widz膮c jak bardzo przera偶ony jest Christian przytuli艂 go. – Mo偶liwe, 偶e je¬ste艣. Tego dowiemy si臋 za kilka dni. A jak jeste艣, to nie b贸j si臋. Poradzimy sobie. Jeste艣my przecie偶 we tr贸jk臋. – Poca艂owa艂 go w czubek g艂owy z rado艣ci膮.
Christian odetchn膮艂, chocia偶 strach pozosta艂. Mia艂 tak wiele pyta艅. C贸偶, poczeka z nimi, a偶 nie b臋d膮 we tr贸jk臋 lub nie porozmawia z Sheoni. By艂a kobiet膮 w ci膮偶y to co艣 na ten temat wie. Zreszt膮 nie mia艂 co si臋 przejmowa膰 na zapas. Jeszcze nic nie by艂o pewne. Chocia偶 jak tak o tym my艣la艂 to jego smok potwierdza艂 przypuszczenia swych partner贸w. Dziecko. On b臋dzie mia艂 dziecko. Moc¬niej wtuli艂 si臋 w Martina z nadziej膮, 偶e ma kogo艣 i nie jest sam.